Niedługo stanę się "pełnoletnim" użytkownikiem Allegro, bo dzisiaj w moim profilu czytam "Użytkownik jest na Allegro od 17 lat i 9 miesięcy". Do grudnia ubiegłego roku oszukano mnie nie więcej, niż trzy razy. Próbowano częściej, ale się nie dałem. W grudniu zostałem celnie trafiony.
Mam ustawiony alert na nowe aukcje wybranych monet, między innymi 10-groszówki Królestwa Polskiego 1835-1841. Pojawiła się w wynikach aukcja monety z datą 1840 z takim rewersem.
Święty Jerzy z płaszczem na roczniku 1840!?! Ustawiłem limit bez dłuższego zastanowienia i poszedłem spać.
Następnego dnia zacząłem dokładniej oglądać zdjęcia. W miarę oglądania oczy otwierały mi się coraz szerzej. Na wszelki wypadek postanowiłem sprawdzić, czy to przypadkiem nie "mennica" w Shenzhen. Podejrzenie okazało się jak najbardziej uzasadnione.
Jak widać, w ofercie są nawet jednogroszówki o identycznym rewersie. I nie tylko jednogroszówki.
Pomimo świadomości, że to ordynarne falsyfikaty, postanowiłem się nie wycofywać z aukcji. Chciałem tego dotknąć, zorientować się w technice wykonania, materiale, parametrach metrologicznych itp.
Nic z tego. Czas mijał, listu z "monetą" nie było. Zacząłem się upominać. Sprzedawca zamiast po męsku napisać, że list z Hong Kongu do niego nie dotarł, ściemnia jak pierwszoklasista.
Chory był (inne sprzedane rzeczy jakoś miał siłę wysłać), wysłał (ale numeru listu z potwierdzenia wysyłki nie dosłał, choć prosiłem), wysłał razem z trzema monetami bonusowymi w ramach rekompensaty za zwłokę (ale skanu potwierdzenia nie wysłał, choć prosiłem).
Może w końcu blaszka z Chin, via Tomaszów Mazowiecki jakoś do mnie dotrze i będę mógł uznać, że oszukany nie zostałem, ale dotychczasowa wymiana korespondencji ze sprzedawcą nie napawa mnie optymizmem. Czort zresztą wie, jak jest naprawdę, bo zdjęcie z aukcji nie wygląda jak zdjęcia z Ali Express. Znaczników EXIF brak.
Może wszystko skończy się dobrze, tzn. dostanę "monetę" albo zwrot pieniędzy, ale w chwili, gdy to piszę, czuję się oszukany.
Na to cacko "uwiarygodnione" "prubą" nikt się nie nabrał
A skoro już przy Chinach jesteśmy, to...
Co sobie myślicie, czytając że gdzieś znaleziono duży skarb monet, kiedy w informacji o znalezisku nie podano ilości. Tysiąc monet, dziesięć tysięcy?
W 1987 roku na działkach w Głogowie znaleziono przeszło dwadzieścia tysięcy średniowiecznych denarów. W 2010 w południowo-zachodniej Anglii, niedaleko Frome w Somerset znaleziono ponad pięćdziesiąt dwa tysiące monet rzymskich. To duże skarby, prawda?
A co powiecie o skarbie liczącym około trzystu tysięcy monet ważącym ponad pięć i pół tony? http://www.numismaticnews.net/article/chinese-coin-hoard-weighs-tons
Nasz bydgoski skarb, ilościowo bardzo niewielki w porównaniu z tym chińskim, robinie mniejsze wrażenie. Szczególnie, gdy człowiek uświadamia sobie, że nie raz chodził być może bezpośrednio nad nim, że podeszwy butów dzieliło od niego kilkadziesiąt centymetrów.
Z niecierpliwością czekam na informację, kiedy skarb trafi na muzealną wystawę. Mam nadzieję, że na nieodległą od katedry Wyspę Młyńską.
Na pewno pojadę go zobaczyć.
P.S. 22.01.2018
Przesyłka dotarła!!!
Moneta na żywo wygląda tak samo paskudnie, jak na zdjęciu z aukcji. Sprzedający nie podkreślił jednego, niezwykle istotnego szczegółu - rant jest ząbkowany!!!
Średnica 19,0 mm, waga 3,00 grama, jasny, niemagnetyczny metal.
Google Website Translator Gadget
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarb monet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarb monet. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 stycznia 2018
środa, 20 sierpnia 2014
Do pracy!
I po urlopie...
A tak było fajnie. Pogoda bez zarzutu i cała reszta też.
Akcentów numizmatycznych niewiele, ale oczywiście były.
Najpierw odwiedziłem coniedzielne targi staroci w Chojnicach. Na żywo nie wyglądały tak okazale, jak w internetowej kamerze zainstalowanej przy rynku. Do odliczenia stoisk z monetami palców jednej ręki wystarczało z okładem. Oferta niestety bardzo skromna - z moich tematów nie było nic. Za to trafiła się okazja do miłej rozmowy ze starym internetowym znajomym.
Jak co roku odwiedziliśmy chojnickie muzeum w bramie człuchowskiej.
I jak co roku, oprócz wystawy stałej (niestety nie tak stałej, jak myślałem, ale o tym za moment) udało się zobaczyć coś nowego. Najpierw "Non multa, sed multum. Wartość przywrócona." Zbiory Muzeum Historyczno-Etnograficznego w Chojnicach po konserwacji. Obrazy, starodruki, rękopisy; monet nie było.
Po pokonaniu stromych schodów wystawa następna - "Tajemnice łużyckich brązowników i garncarzy" - ciekawa, z wieloma efektownymi okazami brązowych narzędzi i biżuterii.
Jeszcze wyżej - "Wiolinem i basem malowane. Leon Wyczółkowski (1852 - 1936)". Obrazy i grafiki z kolekcji bydgoskiego Muzeum Okręgowego ze wspaniałym autoportretem na czele. Później, penetrując zakamarki borów tucholskich trafialiśmy na miejsca żywcem wyjęte z grafik Wyczółkowskiego.
Przed wyjazdem planowałem, że powakacyjny wpis na blogu poświęcę opisowi skarbu odkrytego kilkanaście lat temu podczas wykopalisk na chojnickim rynku. Monety z tego skarbu były później prezentowane właśnie na stałej wystawie poświęconej historii miasta. A tu figa z makiem - ta część wystawy została przemeblowana. Prezentowany jest zamiast tego skarb monet krzyżackich (i nie tylko) z Sępólna Krajeńskiego znaleziony w 1968 r.
Już chciałem napisać, że na tym wakacyjny temat numizmatyczny uległ wyczerpaniu, kiedy przypomniałem sobie o ...
O monetach wyłowionych z obiegu - rocznik 2014. Do kompletu brak mi jeszcze angielskiej pięciogroszówki i warszawskiej złotówki. Chyba, że wybito też pięciozłotówkę, ale o tym nic mi nie wiadomo. Na produkty Royal Mint z datą 2013 niestety trafić się nie udało. Katalog zbioru uzupełniony. Strona z katalogiem obiegówek III RP też.
Jak zwykle odwiedziłem też Helle. Tym razem na rowerze.
Imponujący buk na skraju wioski, której resztki stają się coraz mniej widoczne.
Tuż obok wioski, były dwa niewielkie jeziorka - typowe polodowcowe wytopiskowe zbiorniki. Zbocza jednego z nich są jak widać niszczone przez quadowców i motocrossowców. Cierpi krajobraz, przyroda - w Helle częściej można spotkać sarny i zające, niż ludzi. Oby jak najdłużej.
Muszę jeszcze ponarzekać.
A może lepiej mały koncert życzeń? Proszę bardzo:
wszystkim osobnikom rozjeżdżającym lasy quadami i motocyklami,
troglodycie, który uznał ruiny Helle za swój śmietnik,
"poszukiwaczowi skarbów", który w wysokiej trawie wykopał i pozostawił niezasypany półmetrowy dół (gdybym był mniej sprawny fizycznie pewnie bym tam został ze złamaną nogą na pastwę lisów i kruków),
wędkarzom pozostawiającym śmietnik na brzegu jeziora (bo kto, jeśli nie wędkarz coś takiego zostawił?),
panom świata zabijającym ciszę nad jeziorem potworną "muzyką" wylatującą z otwartych golfów dwójek i beemek (po tuningu, a jakże) - wszystkim tym paskudnikom życzę tego, czego życzył by im Łazik z Tormesu (twórcze tłumaczenie Wiesława Dymnego):
No! Wyżyłem się.
Przed samym wyjazdem na urlop udało mi się jeszcze wygrać aukcję - niepozornego szeląga Augusta III. Nie był tani - pewnie dlatego nie miałem konkurencji. Przez cały miesiąc zastanawiałem się - co też tam tkwi pod herbami. Jak to literka? Sprzedający, do którego napisałem przed zalicytowaniem twierdził, że to cyfra 5 - nieprawdopodobne! Żyłka awanturnicza zagrała, zalicytowałem. Po powrocie z urlopu odebrałem pocztę i...
Z bliska widać lepiej
To nie piątka! Takiego cudaka jeszcze nie widziałem. To F nabite na D, O lub odwrócone C! Muszę teraz sprawdzić, do której z tych literek pasują pozostałe elementy rysunku rewersu.
Domyślamy się (tylko domyślamy, bo źródła milczą), że litery były wyróżnikami. Czego - nie wiemy. Najprawdopodobniejsza wydaje mi się teoria, że personel mennicy był podzielony na "brygady", które były opłacane w zależności od ilości wybitych monet. Aby to umożliwić, brygadom przydzielano stemple z wyróżnikami.
Moja nowa monetka może świadczyć o tym, że zdarzały się przypadki przekazywania stempli z jednej brygady do drugiej, co wiązało się z koniecznością wprowadzania zmian na stemplu. Jak widać, nie zawsze bez pozostawiania śladów.
A tak było fajnie. Pogoda bez zarzutu i cała reszta też.
Akcentów numizmatycznych niewiele, ale oczywiście były.
Najpierw odwiedziłem coniedzielne targi staroci w Chojnicach. Na żywo nie wyglądały tak okazale, jak w internetowej kamerze zainstalowanej przy rynku. Do odliczenia stoisk z monetami palców jednej ręki wystarczało z okładem. Oferta niestety bardzo skromna - z moich tematów nie było nic. Za to trafiła się okazja do miłej rozmowy ze starym internetowym znajomym.
Jak co roku odwiedziliśmy chojnickie muzeum w bramie człuchowskiej.
I jak co roku, oprócz wystawy stałej (niestety nie tak stałej, jak myślałem, ale o tym za moment) udało się zobaczyć coś nowego. Najpierw "Non multa, sed multum. Wartość przywrócona." Zbiory Muzeum Historyczno-Etnograficznego w Chojnicach po konserwacji. Obrazy, starodruki, rękopisy; monet nie było.
Po pokonaniu stromych schodów wystawa następna - "Tajemnice łużyckich brązowników i garncarzy" - ciekawa, z wieloma efektownymi okazami brązowych narzędzi i biżuterii.
Jeszcze wyżej - "Wiolinem i basem malowane. Leon Wyczółkowski (1852 - 1936)". Obrazy i grafiki z kolekcji bydgoskiego Muzeum Okręgowego ze wspaniałym autoportretem na czele. Później, penetrując zakamarki borów tucholskich trafialiśmy na miejsca żywcem wyjęte z grafik Wyczółkowskiego.
Przed wyjazdem planowałem, że powakacyjny wpis na blogu poświęcę opisowi skarbu odkrytego kilkanaście lat temu podczas wykopalisk na chojnickim rynku. Monety z tego skarbu były później prezentowane właśnie na stałej wystawie poświęconej historii miasta. A tu figa z makiem - ta część wystawy została przemeblowana. Prezentowany jest zamiast tego skarb monet krzyżackich (i nie tylko) z Sępólna Krajeńskiego znaleziony w 1968 r.
Już chciałem napisać, że na tym wakacyjny temat numizmatyczny uległ wyczerpaniu, kiedy przypomniałem sobie o ...
O monetach wyłowionych z obiegu - rocznik 2014. Do kompletu brak mi jeszcze angielskiej pięciogroszówki i warszawskiej złotówki. Chyba, że wybito też pięciozłotówkę, ale o tym nic mi nie wiadomo. Na produkty Royal Mint z datą 2013 niestety trafić się nie udało. Katalog zbioru uzupełniony. Strona z katalogiem obiegówek III RP też.
Jak zwykle odwiedziłem też Helle. Tym razem na rowerze.
Imponujący buk na skraju wioski, której resztki stają się coraz mniej widoczne.
Tuż obok wioski, były dwa niewielkie jeziorka - typowe polodowcowe wytopiskowe zbiorniki. Zbocza jednego z nich są jak widać niszczone przez quadowców i motocrossowców. Cierpi krajobraz, przyroda - w Helle częściej można spotkać sarny i zające, niż ludzi. Oby jak najdłużej.
Muszę jeszcze ponarzekać.
A może lepiej mały koncert życzeń? Proszę bardzo:
wszystkim osobnikom rozjeżdżającym lasy quadami i motocyklami,
troglodycie, który uznał ruiny Helle za swój śmietnik,
"poszukiwaczowi skarbów", który w wysokiej trawie wykopał i pozostawił niezasypany półmetrowy dół (gdybym był mniej sprawny fizycznie pewnie bym tam został ze złamaną nogą na pastwę lisów i kruków),
wędkarzom pozostawiającym śmietnik na brzegu jeziora (bo kto, jeśli nie wędkarz coś takiego zostawił?),
panom świata zabijającym ciszę nad jeziorem potworną "muzyką" wylatującą z otwartych golfów dwójek i beemek (po tuningu, a jakże) - wszystkim tym paskudnikom życzę tego, czego życzył by im Łazik z Tormesu (twórcze tłumaczenie Wiesława Dymnego):
Wam życzymy popłuczyny
Zgniłej śliny śmierdłej szczyny
Zdechlizny oraz plwociny
Tego złego wam życzymy
Żeby wam się kiepsko działo
Żeby ciało wam śmierdziało
Żeby ręce odleciały
Żeby nogi wam zdrewniały
Żeby zęby wam spróchniały
Żeby dupy nie dawały
Żeby ptaszek wam nie stawał
By dostatek niedostawał...
Przed samym wyjazdem na urlop udało mi się jeszcze wygrać aukcję - niepozornego szeląga Augusta III. Nie był tani - pewnie dlatego nie miałem konkurencji. Przez cały miesiąc zastanawiałem się - co też tam tkwi pod herbami. Jak to literka? Sprzedający, do którego napisałem przed zalicytowaniem twierdził, że to cyfra 5 - nieprawdopodobne! Żyłka awanturnicza zagrała, zalicytowałem. Po powrocie z urlopu odebrałem pocztę i...
Z bliska widać lepiej
To nie piątka! Takiego cudaka jeszcze nie widziałem. To F nabite na D, O lub odwrócone C! Muszę teraz sprawdzić, do której z tych literek pasują pozostałe elementy rysunku rewersu.
Domyślamy się (tylko domyślamy, bo źródła milczą), że litery były wyróżnikami. Czego - nie wiemy. Najprawdopodobniejsza wydaje mi się teoria, że personel mennicy był podzielony na "brygady", które były opłacane w zależności od ilości wybitych monet. Aby to umożliwić, brygadom przydzielano stemple z wyróżnikami.
Moja nowa monetka może świadczyć o tym, że zdarzały się przypadki przekazywania stempli z jednej brygady do drugiej, co wiązało się z koniecznością wprowadzania zmian na stemplu. Jak widać, nie zawsze bez pozostawiania śladów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













