Google Website Translator Gadget

piątek, 31 sierpnia 2012

Ostatni dzień wakacji.

Nie. Nie jestem nauczycielem.
Z urlopu wróciłem niecałe dwa tygodnie temu, ale tak jakoś opornie się po powrocie aklimatyzowałem, że dopiero dziś dotarła do mnie ta smutna prawda.
Wakacje się skończyły. Pora poważnie wziąć sie do pracy.

Najpierw przegląd "prasy".

Jeśli brak w Waszych zbiorach denarów Chrobrego albo Mieszka II (tych, które do niedawna przypisywano Mieszkowi I), to będzie okazja do wypełnienia luk. 21 października na 3 aukcji Antykwariatu Numizmatycznego Pawła Niemczyka.

Wieści z Poznania - Allegro planuje kontrowersyjne (jak na mój gust) posunięcie - likwidację opcji "KUP TERAZ". Po zmianie będzie można nadal kupować po ustalonych sztywno cenach, ale tylko z wykorzystaniem "koszyka".

I nadal o Allegro.
Jeżeli oferta P. Niemczyka jest poza zasięgiem Waszych portfeli, to niech Was przypadkiem nie skusi oferta pewnego przyjemniaczka ze wschodu.
Takie (i wiele innych) "cacka"
 
 można kupić tanio, a nawet bardzo tanio, bo wystawiane są w kategorii
Allegro › Kolekcje › Numizmatyka › Pozostałe › Kopie i falsyfikaty.

Pozornie wszystko jest w porządku. Niestety, te do bólu brzydkie "kopie" nie są oznaczone i prędzej, czy później posłużą do oszukiwania niedoświadczonych kolekcjonerów.
Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.

Skoro o falsyfikatach mowa, to polecam wizytę na hiszpańskojęzycznej stronie  zatytułowanej "¿Es falso mi denario? Guía para la autentificación de las monedas de plata de la Antigüedad"
Strona po hiszpańsku, ale z opcją automatycznego tłumaczenia na francuski i angielski. Bardzo bogato ilustrowana i niezwykle pożyteczna. Na zachętę Neron z "okładki"
Pan Carlos Traver Fábrega opisał metody demaskowania falsyfikatów monet antycznych, ale wiele spostrzeżeń i uwag bez żadnych modyfikacji można stosować analizując monety średniowieczne i nowożytne.

Na koniec krótki komunikat - pozostało mi jeszcze tylko sześć egzemplarzy
katalogu PMW+GG (tom II). Tomów I i III już nie mam.
Biję się z myślami, czy pokusić się o dodruk (z uwzględnieniem wielu nowych ustaleń, zwłaszcza w tomie I), czy spróbować publikacji w formie e-booków.
Na myślenie daję sobie czas do grudnia.
Do tego czasu zajmował mnie będzie August III.


środa, 22 sierpnia 2012

Pięć tygodni w balonie.

Pamiętacie taką książeczkę Pana Verne'a? Ramota (z 1863 r) ale sympatyczna. Geograf Samuel Fergusson, jego służący Joe oraz myśliwy, Dick Kennedy przelecieli balonem nad Afryką, z wybrzeża wschodniego na zachodnie przeżywając wiele przygód i poznając nie do końca poznany wówczas kontynent.

Pięciotygodniowe wakacje, oderwanie się od codziennych obowiązków na z górą miesiąc bardziej mi się podoba, niż dzielenie należnego mi urlopu na kilka tygodniowych (albo i krótszych) okresów. Stąd brak nowych wpisów na blogu od połowy lipca.
Nie latałem balonem nad Afryką, lecz jak zwykle przemierzałem Bory Tucholskie. Piechotą, kajakiem, na rowerze i samochodem.
Jak się odrywać od codzienności, to bez reszty. Na wakacje nie biorę komputera, staram się też nie myśleć zbyt wiele o monetach. Bo jak myśleć o monetach w takim otoczeniu:
Startujemy do spływu Chociną.

Trasa wyglądała tak
a możemy ją sobie oglądać i analizować dzięki zabawce, którą już tu kiedyś opisałem. Telefon sprawdza się w każdych warunkach. Przeżył na przykład bez szwanku wywrotkę kajaka. GPS, to bardzo użyteczny wynalazek, pod warunkiem, że włączając go nie wyłączamy myślenia.

Kto w Swornegaciach był, wie że metą spływu była restauracja Jeziorna. Zachęcam do odwiedzin - karmią dobrze i niedrogo, a przy tym można podziwiać piękne widoki (nawet gdy pogoda nienajlepsza).

Niestety, jak podczas każdych wakacji zdarzają się widoki mniej ciekawe. Na przykład pieski obsrywające trawniki przy charzykowskiej promenadzie (i samą promenadę też). Dumni właściciele i właścicielki czworonogów do bólu rasowych wnikliwie obserwują żaglówki na jeziorze, własne paznokcie lub czubki własnych butów. Byle nie patrzeć na klocki stawiane przez pieski, byle nie skrzyżować wzroku z osobami spacerującymi promenadą. Gdyby chociaż korzystali z bezpłatnie rozdawanych woreczków na odchody.
Przez pięć tygodni ani raz nie widziałem, by ktoś po swoim psie sprzątał.

Śmiem przypuszczać, że sterty śmieci zalegające rowy (włącznie z tymi przy leśnych drogach, nawet w parku narodowym) to dzieło jeśli nie tych miłośników piesków, to z pewnością ich "krewnych w rozumie".  Takim osobom powinno się odbierać prawa publiczne.

Grzyby, ryby, lasy, rzeki, jeziora i mnóstwo czasu. Można czytać, słuchać muzyki, można po prostu siedzieć i patrzeć.
Widok z werandy przed naszym pokojem 8 sierpnia o 19:47
Przed chwilą padało.

Jedyny kontakt z naszym ulubionym hobby ograniczyłem do codziennych przeglądów portmonetki. Rezultat? Z rocznika 2012 mam 4 nominały: 1, 2, 10 i 50 groszy, a w zapasach na czarną godzinę dwie monetki z rewersem obróconym względem awersu o blisko 180 stopni.

I jeszcze myślenie, którego jakoś wyłączyć nie potrafię. Przemyślałem więc sobie planowaną od dawna publikację na temat miedziaków koronnych Augusta III. Wiem już, co chciałbym w niej ująć, w jakiej kolejności, wiem z jakich materiałów będę korzystał. Teraz pozostaje rzecz najnudniejsza - fotografowanie, skanowanie, obróbka grafik i najtrudniejsza - pisanie.

P.S.
Verne napisał też "Dwa lata wakacji", ale tyle urlopu nie uzbieram.
Trzeba poczekać na emeryturę.

P.P.S.
Podczas urlopu licznik odwiedzin zaczął wyświetlać wartości sześciocyfrowe. Dziękuję i polecam się na przyszłość.

środa, 11 lipca 2012

Karol Plage

Karol Henryk Plage (08.10.1857 – 10.02.1927)
  • Monety bite w miedzi za panowania Stanisława Augusta, Warszawa 1897
  • Monnaies Frappées Pour Le Royaume de Pologne en 1815 a 1864 et Monnaies Frappées a Cracovie en 1835, Kraków 1902
  • Monety Bite dla Prowinyi Polskich, przez Austryę i Prusy oraz Monety Wolnego Miasta Gdańska, Księstwa Warszawskiego i w Oblężeniu Zamościa, Kraków 1906
  • Okres Stanisława Augusta w historyi numizmatyki polskiej, Kraków 1913
Wszystkie doczekały się reprintów (najstarsza z książek najpóźniej) i to nie z powodów, powiedzmy , estetycznych, a z przyczyny ich szczegółowości i dokładności.

Nikt nie jest doskonały, więc i Plagemu zdarzyło się kilka pomyłek. Największa, dotycząca błędnego podziału części miedzianych monet S. A. Poniatowskiego między mennice krakowską i warszawską. Pierwsze sprostowanie pojawiło się już w roku 1898 - Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne nr 1 (35), str. 393-394.
Definitywne, jak się zdaje, rozwiązanie zagadki przedstawił R. Janke w Biuletynie Numizmatycznym 4 (336) z roku 2004.

Mimo wszystko. cztery książki Karola Plage, pozostają jednymi z doskonalszych polskich prac numizmatycznych i w dużej mierze zachowują aktualność. Zwłaszcza dla kolekcjonerów odmian i wariantów monet Poniatowskiego i monet porozbiorowych.

Kim był Karol Plage.
Urodził się w warszawskiej rodzinie protestanckiej. Był synem urzędnika kolejowego Bogumiła Plage i Henryki z Boroszewskich.
Z wykształcenia inżynierem (ukończył studia techniczne), pracował na kolei. Niektóre źródła podają, że był urzędnikiem telegrafu.
Z zamiłowania był kolekcjonerem monet w pełni zasługującym na miano numizmatyka. Numizmatyka stała się Jego głównym zajęciem po przejściu na emeryturę. Katalogował polskie monety w Ermitażu, zajmował się kolekcją księcia Białozielskiego-Białozierskiego.
Plage był jednym z dobrodziejów Muzeum Narodowego w Krakowie, któremu w 1902 r. podarował kilkadziesiąt monet ze swojej kolekcji.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i po uruchomieniu w Warszawie nowej mennicy, jej dyrektor, Jan Aleksandrowicz (sam z resztą aktywny kolekcjoner) reaktywował kolekcję numizmatyczną. Plage został pierwszym kustoszem tego muzeum. Funkcję pełnił w latach 1925-1926. W roku odejścia Plegego z muzeum zbiory Mennicy liczyły 4611 sztuk monet (1007 monet polskich i 3604 monety obce) oraz 318 sztuk medali (187 polskich i 131 obcych).
Po Plagem, kustoszem został Władysław Terlecki.

Karol Plage zmarł rok po odejściu z muzeum mennicy. Został pochowany na Cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie.
(Zdjęcie z Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów, autor Mateusz Opasiński)

Do napisania tych kilku zdań o Karolu Plage zainspirował mnie jeden z ostatnich przedurlopowych zakupów. Moneta jeszcze nie dotarła, dysponuję na razie tylko zdjęciem z aukcji.
1 grosz 1836, Plage 244. 
Skan z reprintu Monnaies Frappées Pour Le Royaume de Pologne en 1815 a 1864 et Monnaies Frappées a Cracovie en 1835.

Autor katalogu w opisie monety podkreślił inny układ jagódek w wieńcu niż na pozostałych monetach z tego rocznika, próżno jednak szukać wzmianki o tym, że jest jeszcze jedna istotna różnica. G z szeryfem w GROSZ.
Brak też określenia stopnia rzadkości, ale nie jest to moneta pospolita. Wręcz przeciwnie. Plage umieścił przy niej literkę N, co oznacza nowe bicie. Nowe, czyli jakie?
Po wyjaśnienie zapraszam na jedną z moich stron numizmatycznych.

Tej "odmiany" nie umieściłem w moim katalogu. To przecież nie moneta obiegowa, tylko "nowodieł", bękart, jak te wszystkie lustrzanki, lokalne dukaty i inne podobne wynalazki.
Limit w aukcji ustawiłem na średnio wysokim poziomie. Szczerze mówiąc, nie liczyłem na wygraną, ale skoro wygrałem, to przecież jej nie wyrzucę. Jakoś to przeboleję.


środa, 4 lipca 2012

Ale upał!

Przedurlopowe lenistwo pogłębia się. Im wyżej pnie się słupek termometru za oknem, tym trudniej o mobilizację do pracy. Potrzebna jest bardzo, bardzo konkretna motywacja.
Na przykład kalendarz.

Rolnicy to znają. Pewne rzeczy trzeba zrobić w ściśle określonym terminie - nie wcześniej, nie później.

Ciąg dalszy za moment.
Po opublikowaniu poprzedniego wpisu dostałem pokaźną porcję emaili sugerujących przeprofilowanie bloga "Zbierajmy monety". Na przykład na "Jedz smacznie i niezdrowo". Zmiany profilu nie planuję, ale od czasu do czasu jakieś kulinarne wtręty będą się pojawiać.

Ad rem.
Dwa tygodnie po świętym Janie to najwłaściwszy czas na Nocino di Modena.
Przepisów na ten likier jest tyle, ile orzechów na dorodnym drzewie. Mam swój. Wypróbowany.

Bierze się litr spirytusu 95% i 20 do 25 zielonych orzechów włoskich zbieranych między 24 czerwca (dzień św. Jana), a 10 lipca (muszą się łatwo kroić nożem).
Orzechy tniemy na ćwiartki uważając, żeby się przy tym nie upaprać. W najgorszym razie przez kilka dni będziemy mieli brązowe plamy na rękach i na tym wszystkim, na co tryśnie sok z krojonych orzechów.
Pokrojone orzechy zalewamy spirytusem. Dorzucamy ćwierć laski wanilii, ćwierć ćwierci laski cynamonu (nie proszek!) i kilka goździków. Zamykamy szczelnie i ustawiamy w ciepłym, ciemnym miejscu na 40 dni. Zawartość szybko ciemnieje. Co kilka dni trzeba naczyniem potrząsnąć, ale jak się nie potrząsa, to też dobrze wychodzi.

Po 40 dniach odcedzamy orzechy i przyprawy. Ekstrakt zlewamy z powrotem do naczynia.
Do rondelka wsypujemy 80 dkg cukru (a najlepiej pół kilograma i mały słoik miodu).  Wlewamy do tego 0,4 litra wody i mieszając podgrzewamy aż do momentu, kiedy syrop zacznie wrzeć, ale nie gotujemy!. Jak przestygnie, wlewamy do ekstraktu, mieszamy, zamykamy szczelnie i znów odstawiamy w ciemne, ciepłe miejsce.

Cierpliwość ćwiczymy mniej więcej do Bożego Narodzenia. Wtedy zlewany likier do butelek, korkujemy i …

Otwieramy w razie potrzeby, najlepiej w długie, zimowe wieczory, w dobrym towarzystwie. Uwaga, bo to mocne!

Pierwszy etap mam już za sobą. Słój dobrze się prezentuje. Zawartość będzie wykorzystywana między innymi do oblewania przyszłych, udanych zakupów numizmatycznych (które mam nadzieję nastapią).
Na razie udało mi się trafić jednogroszówkę z 1841 r.
Mocno wymęczona, ale to na prawdę rzadki gość na rynku.

Biblioteczka wzbogaciła się o "Numizmatykę sredniowieczną" Stanisława Suchodolskiego. Bardzo to ciekawa pozycja. Dokładniejszą lekturę zostawiam sobie na czas urlopu.

A ten już tuż, tuż.





środa, 27 czerwca 2012

Jak żyć...?

Chyba dopadło mnie już przedwakacyjne rozleniwienie. Czerwiec się kończy, a na blogu tylko trzy wpisy. Pora na urlop.

Słuchałem wczoraj Akademii Rozrywki na trójce. Jednym uchem, ale coś tam przez nie wpadło. Na prośbę Artura Andrusa, słuchacze przesyłali swoje propozycje odpowiedzi na pytanie "Jak żyć?"

Zamiast pisać do Andrusa, napiszę tu.

W dobrych bajkach, kiedy już królewicz zbudził pocalunkiem śpiącą królewnę, albo pocałunkiem przywrócił zielonej żabce postać księżniczki, przyszłość rysowała się jasno, a opisuje się ją zwykle frazą: "... i żyli długo i szczęśliwie." To takie proste!

Łatwo powiedzieć, ale jak to zrealizować?

DŁUGO
Czy to od nas zależy, jak długo pożyjemy? Śmiem twierdzić, że w niewielkim stopniu.
Czytałem niedawno reportaz o stulatkach. Nie ma reguły. Piją alkohol, palą tytoń, jedzą tłuste mięso (prawda, z umiarem), dokąd się da unikają lekarzy.
Może więc lepiej się tym nie zamartwiać, bo jak się na coś wpływu nie ma, to lepiej oszczędzać siły na ciekawsze zajecia.

SZCZĘŚLIWIE
Tym razem skłonny jestem twierdzić, że prawie wszystko zależy od nas samych. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej nieszczęśliwi są ludzie, którzy sami sobie swoje nieszczęście wmawiają. Nie potrafią cieszyć się życiem, bo oczekują więcej od losu, niż dostają.
A do szczęścia niewiele trzeba. Czasem wystarczy czyjś uśmiech, dobra książka, film, koncert, spacer...
Czasem trzeba popracować. Na przykład tak.

Bierzemy dwa świeże pstrągi, nie za duże, nie za małe. Patroszymy, skrobiemy łuski, płuczemy, suszymy papierowym ręcznikiem, lekko solimy od zewnątrz i w środku (moze być Kucharek albo inna Vegeta). Do środka rybek pakujemy po gałązce świeżej  bazylii, niedużym pasku szynki dojrzewającej i suszone pomidory z oliwy pokrojone w paseczki. Później owijamy każdą rybę paskami tej samej szynki (szwarcwaldzka z Lidla jest w sam raz). Tak opakowane ryby wkładamy do naczynia - może być gęsiarka, zwykły rondel albo płaska miska z żaroodpornego szkła. Polewamy niewielką ilością oliwy i przykrywamy pokrywą albo kawałkiem aluminiowej folii (nie musi to być całkiem szczelne) i wkładamy na 20 minut do piekarnika (170 stopni). Po tym czasie zdejmujemy przykrycie i przyrumieniamy na ostrzejszym ogniu.
Do posiłku siadamy z kimś sympatycznym. Rybki jemy uważając na ości, przegryzając podgrzaną w piekarniku bułką (najlepsza będzie ciabata) i popijając dobrze schłodzonym jasnym piwem. Chwile szczęścia gwarantowane i nie zepsuje ich nawet świadomość, że trzeba będzie później pozmywać naczynia!

Zamiast ziół, pomidorów i szynki można ryby wypchać i obsypać pokrojonymi słodkimi winogronami bez pestek i migdałowymi płatkami. W tym przypadku, od piwa lepsze będzie białe wino (np. jakieś chardonnay).

Szczęściu nie zaszkodzi też jakiś sukces. Dowolny. Mały, duży, własny, kogoś bliskiego, kogoś obcego (czy Małysz albo Radwańska, to obcy?).

Źródłem szczęścia mogą być i porażki (zwłaszcza cudze). Nie ukrywam radości z porażek moich konkurentów na aukcjach. Z drugiej strony, kiedy nie wygram, nie dręczę się, nie powtarzam sobie - trzeba było dać wyższy limit.
Raz na wozie


raz pod wozem.


I bardzo dobrze, bo bezustanne poczucie szczęścia było by nie do zniesienia.


czwartek, 14 czerwca 2012

Obrzeże

Z jakiegoś nieznanego mi powodu w ciągu ostatnich dwu tygodni dostałem cztery emaile z pytaniem o przyczyny różnego wyglądu obrzeża. Na wypadek, gdyby takie pytania miały się nadal powtarzać, postanowiłem umieścić odpowiedź na blogu.
Najpierw mały słowniczek, bo trzeba wiedzieć, co "poeta miał na myśli" pisząc "obrzeże".
Moi korespondenci pytali:

Cześć 10 groszówek z 2011 ma szerszy i bardziej kanciasty rant oraz chyba głębszy rysunek natomiast część ma węższy i bardziej okrągły rant oraz płytszy(?) rysunek.... Czy to raczej usterki czy odmiany czy jeszcze coś innego

Przesyłam porównanie dwóch monet - niby niewielka różnica ale szerokość obrzeża na rewersie jednak trochę inna. Byłbym wdzięczny gdyby wyraził Pan swoje zdanie w tym temacie.

Pierwsze pytanie dotyczy monet 1zł z 1977r. Otóż przeglądając ostatnio zakupioną masówkę, zwróciłem uwagę na okalający monety na awersie rząd półkol. Zauważyłem że dzielą się na dwa rodzaje, te które są zlane ze sobą oraz te które wyraźnie oddzielone są od siebie. Pytanie brzmi czy jest to wina uszkodzonego stempla (cała seria wybita takim samym uszkodzonym stepmplem) czy po prostu stempel był taki docelowo. W załczniku są zdjęcia ów otoków. Czy mam traktować te monety jak dwa różne rodzaje czy po prostu jako destrukty?

Nie wiem czy zauważył Pan, że w ostatnim czasie monety groszowe (zwłaszcza 10 i 20 groszy ) są wybijane z otokiem szerokim (grubym) bądź cienkim. Jeżeli otok (obwódka) monety jest grubsza to wydaje się ,że napis jest bliżej rantu.
Ponieważ żaden opis nie zastąpi obrazu, w odpowiedzi przesyłałem takie dwa zdjęcia

stemple monet z muzeum warszawskiej mennicy 

i w uzupełnieniu dodawałem krótkie wyjaśnienie, które też tu powtórzę.


Na monetach ze zwykłym, nieozdobnym obrzeżem (vide 1 zł 1929), szerokość obrzeża determinowana jest średnicą podtoczenia stempla. Obrzeże nie jest w tym przypadku elementem rysunku stempla! Dlatego nie uważam takich monet za warianty ani tym bardziej za odmiany.
Średnica okręgu wyznaczonego przez zewnętrzną krawędź legendy lub rysunku pozostaje stała. Dobrym przykładem są warianty dziesięciogroszówki z 1923 r.
Wyraźnie widać, że szerokość obrzeża, to jedno, a wielkość rysunku - drugie.

Na monetach z ozdobnym obrzeżem (jak złotówka 1988) legenda zachowa jednakową odległość od ornamentu (choć sama szerokość obrzeża na zewnątrz ornamentu też może być różna z wyżej opisanej przyczyny).

Na obrzeżu mogą się też pojawiać ślady niedoskonałej obróbki stempla, np. w postaci dodatkowej obwódki (na całym obwodzie, lub na jego części). Stąd powtarzające się informacje o istnieniu monet "z podwójną obwódką".

Cieszę się, że coraz więcej kolekcjonerów dokładnie ogląda monety ze swoich zbiorów interesując się przyczynami różnic w ich wyglądzie.




czwartek, 7 czerwca 2012

Spiskowa teoria dziejów.

Przeczytajcie uważnie ten opis:

Któż był "Carem polski - księciem"?
"100 czegoś 1922" nasuwa pewne podejrzenia... Czy to jednak możliwe, że ktoś, kto umie uruchomić komputer, zarejestrować się na Allegro (a więc umie czytać i pisać - przynajmniej na klawiaturze) mógłby nie wiedzieć, że na oferowanej monecie:

sportretowano Józefa Piłsudskiego, który - prawda - wielkim człowiekiem był, ana na miły Bóg nie "Carem polski" ani nie księciem. Przy nicku sprzedającego nie widzę oznaczenia obowiązkowego dla niepełnoletnich allegrowiczów. Czy mam rozumieć, że dla pełnoletniego Polaka poddanego rygorowi obowiązku szkolnego (a może się wymigał?) "Car polski - książę" może być czymkolwiek innym, niż figura stylistyczna rodem z political/historical fiction?

"5 osób licytuje..., aktualna cena 3000 zł"
Do roku 2005 była to mniej więcej realna cena rynkowa oryginalnej miedzianej próbnej  stumarkówki. Dziś na zakup oryginału trzeba przeznaczyć kwotę dziesięciokrotnie wyższą. A na aukcji nie oferowano oryginału!

W kontekście tego obrazka towarzyszącego wszystkim aukcjom Allegro:
interesuje mnie bardzo, jak zakończyła by się akcja kilku dobrych kolegów. Jeden udając kretyniątko wystawia "100 czegoś 1922", reszta udając "jeleni" licytuje. Któryś z nich wygrywa i po odczekaniu paru dni wszczyna spór
"Zostałem oszukany, kupiłem monetę wystawioną w dziale dla monet oryginalnych, a dostałem ordynarny falsyfikat.
Do sprzedawcy przychodzi policja i słyszy
"Ja się nie znam. Sam kupiłem to jako oryginał. Sprzedaję, bo potrzebuję pieniędzy. Gdyby moneta była fałszywa, to Allegro zamknęło by aukcję albo przeniosło do działu dla kopii i falsyfikatów, bo moją aukcję obśmiano na forum i administracja allegro była informowana, że to może być kopia. Nic nie zrobili, więc chyba wszystko było w porządku. Nikogo nie chciałem oszukać, pieniędzy nie oddam."
Czy Allegro zrekompensuje "stratę" kupującego? Jeśli nie, mógłby być bardzo ciekawy proces sądowy.

Pora na przypomnienie postulatu (obiecałem, że będę go co jakiś czas powtarzał) -

Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.



sobota, 2 czerwca 2012

Czytelnicy pytają, bloger odpowiada.


Czy mógłby Pan zdradzić gdzie można się zaopatrzyć w takie kopertki i jakiej firmy kopert Pan używa.
Byłbym wdzięczny za kilka zdjęć jak wygląda kolekcja monet w takich
kopertkach (zdjęcie pudełka w którym przechowywane są monety).
Odpowiedź brzmi RECYKLING. Żona twierdzi, że to raczej skąpstwo. Może ma rację, bo wygląda to tak.
W firmie, w której pracuję, produkujemy mnóstwo nikomu niepotrzebnych wydruków. Wróć! Przez pewien czas te wydruki są niezbędne, ale szybko im to mija i w efekcie mamy kupkę makulatury. Wybieram z niej kartki A4 zadrukowane po jednej stronie, które rozcinam na 4 równe części i składam:
wzdłuż krawędzi dłuższej - na pół, później w poprzek na trzy części, tak by otrzymać kwadrat o boku 5 cm.
Kopertka powstaje tak:
na koniec wygląda w ten sposób
Koperty są otwarte od góry, ale nie ma niebezpieczeństwa, że monety się wysypią, bo kopertki z zawartością przechowuję w drewnianych kasetach na przeźrocza
i szafce o tym samym przeznaczeniu (wszystko kupione na Allegro).
Na zdjęciu kasety można wypatrzyć, że między kopertkami są też holdery. Mają takie same wymiary, jak moje kopertki.
I jeszcze jedno; w kasetach i szafce umieszczam torebeczki z żelowymi granulkami chłonącymi wilgoć.

Zalety tego rozwiązania:

  • niski koszt,
  • łatwość szybkiego odszukania monety (pod warunkiem posiadania katalogu zbioru),
  • duża kolekcja zajmuje niewiele miejsca,
  • łatwość transportu kolekcji,
  • możliwość zważenia, zmierzenia, sfotografowania monety bez niszczenia opakowania,
  • brak konieczności przekładania innych monet w celu dodania nowej monety do kolekcji.

Wady:

  • monetę można obejrzeć dopiero po wyjęciu z kopertki,
  • trudność ze znalezieniem skrytki bankowej mieszczącej kasety i szufladki.

Potencjalnie istnieje niebezpieczeństwo, że związki siarki uwalniające się z papieru mogą wpływać negatywnie na powierzchnię monet. Zacząłem przepakowywać mój zbiór w papierowe kopertki wiosną roku 2009. Po trzech latach nie widzę żadnych niepokojących zjawisk.



środa, 30 maja 2012

Dzień muzeów 2

Z Chorzowa skierowałem się do Katowic.
Wabikiem była czasowa wystawa goszcząca w Muzeum Śląskim.
Reklama jest też przed wejściem do muzeum
Drożej niż zwiedzanie całego chorzowskiego muzeum!
Skarb z Głogowa prezentowany jest w małej salce tuż przy wejściu do muzeum.
Kto był, może się zdziwić patrząc na to zdjęcie. Przecież tam nie było tak jasno! No właśnie. Na wystawie jest ciemno. Monety są oświetlone małymi reflektorkami, a że są to monety srebrne, to w efekcie oko musi walczyć z dużymi kontrastami.
Najpierw zwiedzający ma szansę zapoznać się z historią odkrycia skarbu
Zdjęcie sterty średniowiecznego srebra robi duże wrażenie.
Po chwili lektury czas na oglądanie monet. Część pionowych gablot umożliwia podziwianie obu stron monet (szkoda, że opisy są tylko po jednej stronie gablot).
brakteat Konrada I von Querfurt (1134-1142)

Są oczywiście najsławniejsze polskie brakteaty


Tu konieczna przestroga dla coraz liczniejszych "poszukiwaczy skarbów" - kiedy szczęście dopisze i znajdziecie cienką, srebrną blaszkę zwiniętą w rulonik, pozostawcie ją w tym stanie. Rozprostowanie monety po kilkuset latach jej pobytu w ziemi jest ekstremalnie trudne, a czasem po prostu niemożliwe.

Na wystawie pokazano wiele monet bardzo rzadkich, na przykład
Niestety, sposób prezentacji (oświetlenie!) i lakoniczność opisów sprawiają, że większość zwiedzających rzuca okiem na jedną gablotkę z monetami, czyta nic dla siebie nie znaczące opisy, podchodzi do gabloty ze srebrem niemonetarnym
i do gabloty z żelaznymi płacidłami
mruczy pod nosem: "co to za zardzewiałe żelastwo?" i nawet nie zauważa (bo kiepsko oświetlona) planszy pokazującej siłę nabywczą średniowiecznej monety.

Podczas mojego pobytu na wystawie (około godziny) nikt oprócz mnie nie przyjrzał się bliżej choć jednej monecie. Czy mnie to dziwi?
W zasadzie nie, bo co z tego, że są na wystawie takie piękności
kiedy gołym okiem mało co widać (to nie złudzenie, niektóre cieniutkie przecież monety umieszczono w grubej oprawie rzucającej na nie cień  - jak w slabach firm gradingowych).

Mimo to nie żałuję tej godziny (ani pięciu złotych) - monety piękne!

Po wyjściu z muzeum postanowiłem sprawdzić, co słychać w katowickich sklepach numizmatycznych. Miasto rozgrzebane, trwa budowa dworca, przebudowa Rynku i okolic, ale jakoś przebiłem się na południową stronę torów i...
Najpierw pocałowałem klamkę na ul. Batorego. Przepraszam, nawet klamki nie było - metalowa żaluzja opuszczona do samej ziemi, brak informacji, czy to na stałe, czy tylko w soboty nieczynne.
Kilka kroków dalej, przy placu Oddziałów Młodzieży Powstańczej (lepiej, choć nieprawidłowo znanym jako plac Andrzeja) przynajmniej była informacja - sklep otwarty od poniedziałku do piątku.
I tym sposobem mogłem z nienaruszonym zasobem gotówki spokojnie wrócić do domu.

Odwiedzajcie muzea. Choć nie zawsze jest w nich tak, jak chcieli byśmy by było, to przecież przeciętny kolekcjoner nie ma innej okazji do obejrzenia takiej ilości rzadkich monet w naturze.

niedziela, 27 maja 2012

Dzień muzeów 1

Tydzień temu muzea zapraszały na nocne zwiedzanie.
Nie skorzystałem - po pierwsze, nocą śpię, po drugie, nie lubię tłumu.
Co innego taka sobota, jak wczoraj. Żona, skoszarowana, już drugi tydzień poprawia matury, to co tak będę sam w domu siedział.
O 10 zameldowałem się przed budynkiem
kupiłem bilet
i...
Wystawę "Z dziejów pieniądza. Polska - Śląsk" podzielono na kilka części. Pierwsza ma układ chronologiczny. Zaczynamy krótkim przeglądem monet antycznych znalezionych na Śląsku, kończymy na polskich monetach XX wieku.
Pierwsi Piastowie - niestety, tylko kopie.
Warto zaznaczyć, że to jedne z nielicznych kopii na wystawie. I jeszcze jedna, ważna rzecz - komisarz wystawy uwzględnił badania prof. Suchodolskiego i w opisach mamy prawidłową atrybucję denarów Mieszka II dawniej przypisywanych jego dziadkowi.
Kolejne gabloty prowadzą nas przez mennictwo piastowskie, jagiellońskie. Dochodzimy do królów elekcyjnych
Warto zatrzymać się dłużej przed talarami Zygmunta Trzeciego
Na wystawie, oprócz grubego srebra są i niższe nominały.
Zastanowiło mnie arbitralne przypisanie tych szelągów do mennicy gubińskiej. Będę musiał zapytać w muzeum, na czym to przekonanie oparli.
Ładnie zaprezentowano mennictwo ostatniego z królów elekcyjnych - mały fragment:
Po gablotach z monetami okresu rozbiorów (w tym Zamość) i Polski odrodzonej przechodzimy do sali poświęconej mennictwu śląskiemu. Na początek uwagę zwraca pokaźna gablota ze złotem
a w niej między innymi taki "drobiazg"
Dalej duża reprezentacja monet śląskich Piastów i późniejszych emisji habsburskich i pruskich. Więcej uwagi warto poświęcić kwartnikom
i kompozycji rysunku tego brakteatu



a także gablocie ze skarbami z terenów Śląska.
Niestety, w opisach monet zdarzają się pomyłki. To nie może być klipa 3-talarowa. Musiała by być gruba na palec (a nie jest).
W sąsiedniej gablocie tego błędu się ustrzeżono
Na koniec jeszcze sala poświęcona pieniądzowi zastępczemu, w większości banknotom, ale jest i kilka monet
W sumie ciekawa wystawa, ładnie zaaranżowana, dobrze oświetlona (a nie jest to normą w naszych muzeach). Z niewielką kwotę (5 zł) można kupić katalog wystawy.
Gorąco zachęcam do odwiedzin w Chorzowie. Niezdecydowanych może zachęcić wirtualny spacer po muzeum.



Przed wyjściem z muzeum obejrzałem jeszcze wystawę maszyn do pisania i maszyn liczących.
a po opuszczeniu gmachu, mając chwilę wolnego czasu ruszyłem na poszukiwanie sklepów numizmatycznych. W promieniu kilometra zlokalizowałem dwa. Jeden przy ul. Wolności, drugi na ul. Chrobrego. Oba czynne. W obu wybór monet  niestety bardzo skromny. Na Wolności właściciel tłumaczył mizerię oferty początkiem sezonu ogórkowego i zapraszał na jesień. Pożyjemy, zobaczymy.

P.S.

P.P.S.
Z Chorzowa ruszyłem do Katowic. Relacja za parę dni.



Printfriendly