Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Debian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Debian. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 listopada 2017

Czegoś tu brakuje.

Dziś z poczty przyniosłem.
Szeląg koronny Jana Kazimierza. Rocznik 1660. Mennica krakowska. W katalogu Wolskiego nr KK60A.31.11.???
No właśnie, stan zachowania jest na tyle zły, że szczegółowe określenie wariantu wydaje się niemożliwe. Dlaczego więc zdecydowałem się na zakup? 
Bo czegoś tu brakuje; na awersie.
Sprzedający o tym wiedział, bo tytuł aukcji brzmiał "JAN KAZIMIERZ, SZELĄG 1660 --BEZ - T.L.B.- RZADKI". 
Na stemplach awersu używanych w pierwszym roku działalności krakowskiej mennicy szelężnej (czyli w 1659) nie było inicjałów Boratiniego. Stan ten utrzymał się także w początkowym etapie jej działalności w roku 1660. Tak się złożyło, że do dzisiaj miałem w zbiorze krakowskie szelągi 1660 tylko te z TLB pod portretem króla.
Inicjały Tytusa Liwiusza na szelągach z mennicy ujazdowskiej bitych w 1659 roku były
Przy okazji można pobawić się w wyszukanie podstawowych różnic pozwalających na odróżnienie wczesnych produktów Krakowa i Ujazdowa.
A gdzie wybito tego szeląga?
Awers typowy dla monet z Ujazdowa, rewers jak najbardziej krakowski, z Różą nad głową orła i z charakterystycznie przedzielonym REGN ()I.
Przecież nie mogło tak być, że jedną stronę monety wybito w Ujazdowie, drugą w Krakowie!
Tak być nie mogło, ale dla powstania takiego połączenia stempli (zwanego biciem hybrydowym) wystarczyło przewieźć stempel z jednej mennicy do drugiej. Albo oddelegować człowieka, który stemple wykonywał, a ten przecież zabrał z sobą wszystkie punce, których w swojej pracy używał (bo były jego własnością, a nie mennicy). Każda z opcji możliwa tym bardziej, że obie mennice dzierżawił ten sam człowiek.

Podobne problemy pojawiły się już wcześniej - uzasadnień przypisywania pewnych trojaków Zygmunta III do Wschowy albo Poznania jest tyle, ilu badaczy próbowało ustalić, gdzie je bito. Kolekcjonerzy trojaków czekają na zapowiedzianą publikację Ryszarda Kozłowskiego. Publikację, w której ma to zostać rozstrzygnięte. Na razie musi im wystarczyć nagranie wykładu wygłoszonego przez R. Kozłowskiego w warszawskim oddziale PTN. Nagranie trwa godzinę, ale warto obejrzeć je "od deski do deski".

Kwestie Kraków, czy Ujazdów albo Poznań czy Wschowa, wprawdzie trudne do rozwikłania, w zestawieniu z próbą ustalenia kiedy i gdzie wybito poszczególne grosze Augusta III wydają się dziecinnie proste. Tu mamy do czynienia z pracą co najmniej czterech mennic (niewykluczone, że siedmiu) i z kładzeniem na monetach dat nie mających nic wspólnego z rzeczywistym rokiem bicia. Wszelkie moje przewidywania, co do terminu ukończenia pracy nad książką-katalogiem poświęconą miedziakom Augusta III biorą w łeb. Materiału (monety, archiwalia) przybywa a czasu, niekoniecznie. Doba stale ma tylko 24 godziny.

P.S.
Nie wiem, co jest przyczyną, ale co pewien czas dostaję od kilku, czasem kilkunastu osób pytania dotyczące Linuksa. 
"Czy to prawda, że nie używa Pan Windowsów?" 
"Czy da się na tym pracować?" 
"Czy są jakieś problemy ze sprzętem?"
I tak dalej, i tak dalej. 
Teraz właśnie jest taki okres i podobnych pytań dostałem całą serię.
Jest tak. 
Tak, nie używam systemu operacyjnego Windows.
Tak, w moim komputerze rządzi Linuks, a konkretnie Debian w wersji stabilnej, ze środowiskiem graficznym XFCE (wymarzone środowisko dla mojego, nie pierwszej młodości "blaszaka" - wydajne i z mnóstwem opcji konfiguracyjnych).
Pulpit wygląda tak
Po prawej jest pionowy panel (przy szerokim monitorze sprawdza się lepiej od paska na ŋórze lub dole ekranu). Na panelu, od góry mam
  • informację o aktualnie odtwarzanej muzyce (lubię, kiedy przy pracy coś mi gra)
  • wskaźniki obciążenia procesora, użycia pamięci i pliku wymiany oraz temperaturze procesora
  • informacje pogodowe (z najlepszego moim zdaniem, norweskiego serwisu yr.no
  • ikony uruchomionych programów
  • ikony programów i usług działających w tle (schowek, Dropbox, Skype itp)
  • ikony menu programów, menedżera dźwięku, pokazywania pulpitu
  • zegar - kalendarz
  • ikony zamykania, hibernacji i restartu systemu.
Tłem pulpitu jest zdjęcie, które zrobiłem pewnego mglistego poranka w Charzykowych. Słońce już powoli tę mgłę niszczyło, ale zanim całkiem zniknęła było pięknie
Jeszcze kilka miesięcy i znów tam pojadę.

środa, 10 maja 2017

Uprzejmie donoszę, że...

oglądam, czytam, słucham, piszę, pracuję, biegam...
Mógłbym dodać do tej listy jeszcze parę innych zajęć, ale to nie ma być powieść, tylko wpis na blogu.

Oglądam? Ostatnio na przykład kolejne odcinki wywiadu z profesorem Stanisławem Suchodolskim. Bardziej słucham, niż oglądam,bo to nie film, nie reportaż, tylko opowieść. Pasjonująca. Pierwszy odcinek jest tutaj. Kolejne znajdziecie bez trudu.
Oglądam też rzeczy lżejsze, nie samą numizmatyką człowiek żyje. Nie mija mi fascynacja serialem "Fargo". Najpierw był film fabularny braci Coen z 1996 roku - opowieść o nieudaczniku zlecającym porwanie własnej żony, by wyłudzić okup od... Oczywiście, od "ukochanego" teścia. Nieudaczników jest w tym filmie więcej.
Bracia po nakręceniu kilku jeszcze fabuł - moje ulubione, to "Big Lebowski", "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Tajne przez poufne" - wzięli się za serial, tym razem w roli producentów. Oglądam właśnie trzeci już sezon serialu "Fargo" i nie mogę się nim nacieszyć. Każdy odcinek, każdego sezonu "Fargo" rozpoczyna informacja, że jest wierną relacją z wydarzeń, które miały miejsce w stanie Minnesota i tylko troska o tych, którzy przeżyli sprawiła, że zmieniono imiona i nazwiska bohaterów.To oznacza, że nie wszyscy przeżyli...


Trafiłem niedawno na niebywałą lekturę. Dość niezwykłe jest też miejsce, gdzie można ją przeczytać - Portal orzeczeń sądów powszechnych. Gdy to piszę, na portalu jest 206 309 dokumentów. Ile z nich ma klasę tego orzeczenia, nie wiem, ale muszę częściej tu zaglądać. Dlaczego? Sprawdźcie sami - opowieść o dobrej żonie i niezbyt dobrym mężu.
Czytając to uzasadnienie, pomyślałem sobie, że pan sędzia Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim pisząc, że "...linia obrony w tym momencie przekracza już takie granice nonsensu, że trudno ją traktować inaczej niż w kategoriach humorystycznych." wykazuje nadmierne zaufanie do racjonalności postępowania ludzi.
"Fargo" klarownie przedstawia tak nieprawdopodobne sploty zdarzeń pozornie ze sobą niepowiązanych (albo przeciwnie, wyglądających na logiczny ciąg zdarzeń, choć w rzeczywistości nie mających z sobą nic wspólnego), że uwierzenie w to, że trzeźwa żona postanowiła zawieźć samochodem pijanego męża na stację benzynową, by tam mógł kupić sobie papierosy, nie wymaga żadnego wysiłku umysłowego.

Co oprócz tego? Czytam, piszę, czytam żeby pisać. Piszę, jak wiecie o miedziakach Augusta III. Skończyłem niedawno korektę artykułu do Biuletynu Numizmatycznego - niebawem wyjdzie w druku w pierwszym, tegorocznym numerze. Na bazie artykułu piszę książkę od czasu do czasu dzieląc się przemyśleniami i wątpliwościami i tu na blogu i na forach internetowych. Efekt łatwy do przewidzenia. To co wydawało się gotowym, dopieszczonym  fragmentem większej całości, okazuje się albo ślepą uliczką, albo wstępem do znacznie bardziej rozbudowanej treści. Przykład? Proszę bardzo. W kwietniu kupiłem 
bo w spisie treści wypatrzyłem artykuł o elektryzującym tytule "Polnisches Kupfergeld der Jahrgänge 1752 bis 1755 sowie 1758 - geprägt unter sächsischer oder preußischer Herrschaft?". Rozumiecie, że musiałem to mieć? Kupiłem i się nie zawiodłem, bo w treści znalazłem informację dotąd w Polsce chyba nieznaną. Pani Elke Bannicke, kuratorka berlińskiego Gabinetu Numizmatycznego i Lothar Tewes w krótkim artykule skoncentrowali się na pominiętym w saskich archiwach okresie wojny siedmioletniej. Na podstawie archiwaliów z Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz przedstawili krótko losy mennic w Grünthalu, Gubinie, Dreźnie i Lipsku. Jedyne znane autorom dowody na bicie polskich pieniędzy miedzianych w mennicach saskich pod nadzorem pruskim dotyczą wyłącznie Lipska i Drezna, dokąd przeniesiono wyposażenie z Grünthalu i Gubina. Do stycznia 1758 r. produkcję prowadziło konsorcjium Ephraima bijąc grosze z datami 1753, 1754 i 1755, a od lutego 1758 spółka Gumpertza, Isaaca i Itziga. Ta spółka rozpoczęła bicie groszy z datą 1758 i kontynuowała je do stycznia roku 1759. Na podstawie czynszu menniczego w kwocie 20 tysięcy talarów autorzy oszacowali, że groszy z rocznikiem 1758 wybito ponad 14,5 miliona sztuk, zauważając jednak, że częstotliwość ich występowania wskazywała by raczej na niższy nakład. Bannicke i Tewes podali też, że w źródłach zachowała się informacja o wybiciu przez Gumpertza i spółkę 5,82 milionów szelągów Augusta III z rocznikiem 1755 w mennicy we Wrocławiu. Ta informacja nie była u nas dotąd publikowana!
Rezultat - pokaźna część książki do przerobienia.

Słucham. W tej chwili na przykład tego
Spotify od pewnego czasu wygrywa u mnie z radiem. Choćby dzięki pewnej nieprzewidywalności - jeśli spróbować opcji "Odkrywaj" albo którejś z list odtwarzania przygotowanej na podstawie muzyki, której wcześniej słuchałem.

Poza tym staram się mniej więcej na bieżąco śledzić kilka upatrzonych internetowych stron numizmatycznych, poszukiwać nowych, ciekawych źródeł wiadomości o monetach (np. niedawno wypatrzyłem u wschodnich sąsiadów taki wątek http://coins.su/forum/topic/168119-solidy-rigi-1621-1655-godov/ ). Przeglądam internetowe aukcje i sklepy numizmatyczne - niedługo poczta powinna dostarczyć mi coś ciekawego - przynajmniej na aukcyjnym zdjęciu wydało mi się ciekawe. Gdy przesyłka dotrze, podzielę się radością (lub rozczarowaniem).

I jeszcze jeden problem, a ściślej mówiąc brak problemów. Debian. Od czasu gdy zastąpił na moim komputerze inne "linuksy", między innymi pochodne Debiana, jedyne, na co mogę narzekać, to nuda. Nuda, której życzę każdemu użytkownikowi komputera. Po prostu działa. Bez zacięć, bez niespodzianek przy aktualizacjach, bez kłopotów ze sterownikami, sprzętem, urządzeniami podpinanymi do komputera.

Żeby jeszcze pogoda się poprawiła...

wtorek, 7 czerwca 2016

Kolejny odhaczony!

Najpierw podziękowania.
Krytykującym, za krytykę, popierającym za poparcie, rozumiejącym za zrozumienie.
Chodzi oczywiście o poprzedni wpis o lenistwie.
Przeczytałem wszystkie Wasze komentarze (jeszcze raz dziękuję) i wyciągnąłem wnioski na przyszłość.

A teraz o dzisiejszym święcie.
Im krótsza moja mancolista - czy ktoś jeszcze wie o co chodzi? - tym rzadsze okazje do świętowania. Moja lista braków miedzianych monet koronnych Augusta III skróciła się dziś o jedną pozycję.

Szeląg koronny 1752 C

Odkąd na poważniej zająłem się tymi monetami, a to już ładnych parę lat, to dopiero druga możliwość zakupu. Pierwszą zlekceważyłem ustawiając w aukcji zbyt niski limit. Drugą potraktowałem poważniej.
W katalogu Kamińskiego rzadkość tego szeląga oszacowano na R1, Kopicki ostrożnie dał R4. Nie wydaje mi się, by R5 było szacunkiem przesadzonym. To naprawdę rzadka moneta. Miał ją Czapski (nr 2798; 1,04 g; 16 mm), co osobiście sprawdziłem w Krakowie.
To istotne, bo wspomniana lista braków, zbudowana na podstawie katalogów zawiera monety trzech kategorii:
  • takie, o których wiem, że na pewno istnieją,
  • takie, które odnotowano w literaturze, które być może istnieją, ale nie mam żadnych na to dowodów (szeląg 1752G),
  • takie, które odnotowano w literaturze, ale w których istnienie mocno wątpię (szelągi 1752B i 1752D).
Mój egzemplarz 1752C jest cięższy od monety Czapskiego (waży 1,27 grama) przy średnicy mniejszej o milimetr (ma 15 mm). Nie odnotowałem, czy krakowski egemplarz też ma ślady poprawiania stempla (litery POL na awersie), ale moneta, której kiedyś nie kupiłem, jak pamiętam, podobne ślady miała...
Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.
 Jednak się pomyliłem, żadnych podobnych uszkodzeń na tamtej monecie nie było.

Zasugerowałem się... zdjęciem z aukcji, którą właśnie wygrałem. Nie znając jeszcze jej rezultatu zarchiwizowałem aukcyjne zdjęcie. Nadal przed końcem aukcji, dodawałem kolejne monety do katalogu, który właśnie piszę - wśród nich był szeląg 1752C. I obraz monety z aukcyjnego zdjęcia gdzieś się w zakamarkach pamięci zapisał.
Kiedy okazało się, że aukcję wygrałem, kiedy odebrałem monetę z poczty - siadłem do klawiatury by podzielic się radością ze zdobyczy w nowym wpisie na blogu. W rezultacie napisałem cos takiego: 

Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.

To przecież ta sama moneta! Te same wżery, ta sama niecentryczność. Trpělivost růže přináší, jak mawiają bracia Czesi. Albo inaczej - co komu pisane, to go i nie minie (tym z kolei częstował kolega przy brydżowym stoliku, kładąc kontrakt przeciwników, bez jednej, albo bez wielu).
No i dobrze. Może więc nie R5, tylko R6?
To bez znaczenia. Ważne, że zbiór uzupełniony, a w katalogu będę mógł umieścić własne zdjęcie własnej monety.
Spostrzegawczy Czytelnik zwrócił mi w komentarzu uwagę, że chyba coś mi się pomyliło. Słusznie.
Błąd naprawiony.


I tyle w tematach numizmatycznych i zbliżonych.
A w tematach komputerowych?
W końcu zdecydowałem się na dawno zaplanowaną zmianę i powróciłem do źródeł. Na moim desktopie rządzi Debian (w wersji stabilnej). Migracja przebiegła bezproblemowo, potrzebne mi oprogramowanie działa, skaner, drukarka, łączność z aparatem fotograficznym, telefonami itp. również. System stabilny, wystarczająco szybki, może nie najpiękniejszy, ale nie chce mi się tracić czasu na upiększanie (pamiętacie, eviva lenistwo!).

środa, 18 lutego 2015

Niespodzianki.

Najpierw przyjemne.

Moja kolekcja miedziaków Augusta III z kontrmarkami powiększyła się o jedną monetę.

Grosz 1754 AVGVSTVS z literą H.
Soubisie-Bisier nie wymienił takiej kontrmarki w artykule zamieszczonym w Wiadomościach Archeologiczno-Numizmatycznych.  Być może była wzmiankowania w jakichś późniejszych publikacjach, ale na razie nie miałem czasu na przekopanie się przez biblioteczkę.
Swoją drogą, czeka mnie ta przyjemność prędzej, czy później. Raczej prędzej, bo wypadało by umieścić w opracowaniu miedziaków "Grubasa"  jak najwięcej dostępnych informacji.
Dlaczego to niespodzianka? Po pierwsze dlatego, że to kontrmarka, o której istnieniu nie wiedziałem. Po drugie, bo kupiłem ją praktycznie bez walki.

Drugą niespodziankę znalazłem przeglądając internetowe nowinki muzyczne.
Pierwszy koncert w Polsce. Tanio nie jest, ale nie ma rady, trzeba będzie pojechać. 

Trzecia niespodzianka jest niestety przykra.
Jak wiecie, moim komputerem rządzi Linuks, a konkretnie Netrunner. Do tej pory wszystkie nowe wydania tej dystrybucji instalowałem metodą aktualizacji. Czasem wymagało to posłużenia się skryptem przygotowywanym przez opiekunów dystrybucji, ale zawsze udawało mi się uniknąć konieczności instalowania na nowo oprogramowania, które nie było częścią Netrunnera.
15 lutego zaskoczyła mnie wiadomość o wydaniu nowej edycji - Netrunner 15. Zaskoczyła, bo bardzo niedawno, 24 stycznia poprzednie, 14 wydanie doczekało się dużej aktualizacji (do wydania 14.1). Wydanie 15 zapowiada się bardzo interesująco, głównie za sprawą umieszczenia w systemie KDE Plasma Desktop 5.2. Ściągnąłem obraz systemu, przygotowałem pendrajwa. System wystartował bez przeszkód, wygląda ładnie, działa sprawnie więc zajrzałem na forum, żeby sprawdzić, w jaki sposób mogę przeprowadzić aktualizację. I...
Dla niedowidzących - ostatnia odpowiedź w wątku brzmi:
There is no upgrade path due to the many fundamental changes that come with Plasma 5.2 
Czyli jest problem. Albo, chcąc mieć zaktualizowany system, muszę go zainstalować od nowa i ręcznie dodać niezbędne mi programy (wielkim problemem by to nie było), albo chcąc mieć święty spokój, muszę pozostać przy obecnie zainstalowanej wersji. Ma być wspierana do 2019 r. więc to też nie było by wielkim problemem.
Problemem jest za to sposób potraktowania użytkowników systemu. Stawianie ich przed koniecznością radykalnych zmian. Zupełnie, jak w przypadku kolejnych wersji systemu z Redmond, z którym postanowiłem zerwać.
Netrunner od niedawna jest tez dostępny w formie dystrybucji ciągłej (rolling release) wolnej od takich okresowych rewolucji, ale to dystrybucja oparta na  Manjaro/Arch, a nie na Debianie. Zupełnie inna bajka, nie bardzo mi pasująca.

Jeszcze nie zadecydowałem co zrobię. Na dziś najbliższy jestem decyzji przesiadki na "czystego" Debiana. Przetestowałem działanie systemu uruchomionego z płyty "live". Żadnych problemów nie doświadczyłem. Może więc zamiast pracować na systemie wywodzącym się z Ubuntu, które wywodzi się z Debiana lepiej wrócić do źródeł,czyli do Debiana właśnie?


Printfriendly