Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boratynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boratynki. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 listopada 2017

Czegoś tu brakuje.

Dziś z poczty przyniosłem.
Szeląg koronny Jana Kazimierza. Rocznik 1660. Mennica krakowska. W katalogu Wolskiego nr KK60A.31.11.???
No właśnie, stan zachowania jest na tyle zły, że szczegółowe określenie wariantu wydaje się niemożliwe. Dlaczego więc zdecydowałem się na zakup? 
Bo czegoś tu brakuje; na awersie.
Sprzedający o tym wiedział, bo tytuł aukcji brzmiał "JAN KAZIMIERZ, SZELĄG 1660 --BEZ - T.L.B.- RZADKI". 
Na stemplach awersu używanych w pierwszym roku działalności krakowskiej mennicy szelężnej (czyli w 1659) nie było inicjałów Boratiniego. Stan ten utrzymał się także w początkowym etapie jej działalności w roku 1660. Tak się złożyło, że do dzisiaj miałem w zbiorze krakowskie szelągi 1660 tylko te z TLB pod portretem króla.
Inicjały Tytusa Liwiusza na szelągach z mennicy ujazdowskiej bitych w 1659 roku były
Przy okazji można pobawić się w wyszukanie podstawowych różnic pozwalających na odróżnienie wczesnych produktów Krakowa i Ujazdowa.
A gdzie wybito tego szeląga?
Awers typowy dla monet z Ujazdowa, rewers jak najbardziej krakowski, z Różą nad głową orła i z charakterystycznie przedzielonym REGN ()I.
Przecież nie mogło tak być, że jedną stronę monety wybito w Ujazdowie, drugą w Krakowie!
Tak być nie mogło, ale dla powstania takiego połączenia stempli (zwanego biciem hybrydowym) wystarczyło przewieźć stempel z jednej mennicy do drugiej. Albo oddelegować człowieka, który stemple wykonywał, a ten przecież zabrał z sobą wszystkie punce, których w swojej pracy używał (bo były jego własnością, a nie mennicy). Każda z opcji możliwa tym bardziej, że obie mennice dzierżawił ten sam człowiek.

Podobne problemy pojawiły się już wcześniej - uzasadnień przypisywania pewnych trojaków Zygmunta III do Wschowy albo Poznania jest tyle, ilu badaczy próbowało ustalić, gdzie je bito. Kolekcjonerzy trojaków czekają na zapowiedzianą publikację Ryszarda Kozłowskiego. Publikację, w której ma to zostać rozstrzygnięte. Na razie musi im wystarczyć nagranie wykładu wygłoszonego przez R. Kozłowskiego w warszawskim oddziale PTN. Nagranie trwa godzinę, ale warto obejrzeć je "od deski do deski".

Kwestie Kraków, czy Ujazdów albo Poznań czy Wschowa, wprawdzie trudne do rozwikłania, w zestawieniu z próbą ustalenia kiedy i gdzie wybito poszczególne grosze Augusta III wydają się dziecinnie proste. Tu mamy do czynienia z pracą co najmniej czterech mennic (niewykluczone, że siedmiu) i z kładzeniem na monetach dat nie mających nic wspólnego z rzeczywistym rokiem bicia. Wszelkie moje przewidywania, co do terminu ukończenia pracy nad książką-katalogiem poświęconą miedziakom Augusta III biorą w łeb. Materiału (monety, archiwalia) przybywa a czasu, niekoniecznie. Doba stale ma tylko 24 godziny.

P.S.
Nie wiem, co jest przyczyną, ale co pewien czas dostaję od kilku, czasem kilkunastu osób pytania dotyczące Linuksa. 
"Czy to prawda, że nie używa Pan Windowsów?" 
"Czy da się na tym pracować?" 
"Czy są jakieś problemy ze sprzętem?"
I tak dalej, i tak dalej. 
Teraz właśnie jest taki okres i podobnych pytań dostałem całą serię.
Jest tak. 
Tak, nie używam systemu operacyjnego Windows.
Tak, w moim komputerze rządzi Linuks, a konkretnie Debian w wersji stabilnej, ze środowiskiem graficznym XFCE (wymarzone środowisko dla mojego, nie pierwszej młodości "blaszaka" - wydajne i z mnóstwem opcji konfiguracyjnych).
Pulpit wygląda tak
Po prawej jest pionowy panel (przy szerokim monitorze sprawdza się lepiej od paska na ŋórze lub dole ekranu). Na panelu, od góry mam
  • informację o aktualnie odtwarzanej muzyce (lubię, kiedy przy pracy coś mi gra)
  • wskaźniki obciążenia procesora, użycia pamięci i pliku wymiany oraz temperaturze procesora
  • informacje pogodowe (z najlepszego moim zdaniem, norweskiego serwisu yr.no
  • ikony uruchomionych programów
  • ikony programów i usług działających w tle (schowek, Dropbox, Skype itp)
  • ikony menu programów, menedżera dźwięku, pokazywania pulpitu
  • zegar - kalendarz
  • ikony zamykania, hibernacji i restartu systemu.
Tłem pulpitu jest zdjęcie, które zrobiłem pewnego mglistego poranka w Charzykowych. Słońce już powoli tę mgłę niszczyło, ale zanim całkiem zniknęła było pięknie
Jeszcze kilka miesięcy i znów tam pojadę.

sobota, 2 stycznia 2016

Niepostrzeżenie weszliśmy w nowy rok.

Widok z okien wcale na to nie wskazuje. Drzewa co prawda bezlistne, ale trawa zielona. Od kilku dni jest mroźno, ale zakupy świąteczne robiłem ubrany bardziej wczesnojesiennie niż zimowo. Świat się zmienia. Niektóre zmiany akceptujemy i przyzwyczajamy się do nich szybko, inne budzą negatywne uczucia, ale to naturalna kolej rzeczy.

Pozostańmy przy tematyce numizmatycznej. Nowy rok, będą nowe monety obiegowe. Lada moment poznamy nakłady obiegówek z rocznika 2015. Ciekawe, jak długo to jeszcze potrwa.

Z ciekawości sprawdziłem, co zmieniło się w mojej kolekcji. Liczy ona teraz 3065 monet. W ubiegłym roku włączyłem w nią 77 monet, w tym 24 to szelągi i grosze Augusta 3.
Byłbym zapomniał - zmobilizowałem się i skończyłem duży artykuł poświęcony miedziakom Wettyna. Czekam teraz na decyzję wydawnictwa.

Wracając do zbioru - najciekawszymi nabytkami chwaliłem się na bieżąco, nie ma więc sensu przypominanie ich raz jeszcze. Mam zresztą wrażenie, że ostatnio coraz trudniej upolować coś ciekawego dlatego, że oferta rynkowa nie oszałamia bogactwem, a jeśli pokaże się jakaś perełka, to walka o nią jest zacięta i kończy się na poziomie stratosferycznym. Ile jesteście gotowi zapłacić za szeląga Jana Kazimierza? Boratynka, rzadkiego, ale jednak tylko małego miedziaczka?

Tak, tysiąc złotych to nie graniczny pułap.

Moje zakupy były na niższym poziomie cenowym, a mimo to udało mi się wzbogacić o nie mniej rzadkie monety. Nie pochwaliłem się na przykład nabytkiem z marca.
Najpierw przypomnę monetę, którą chwaliłem się pięć lat temu.
Trzynastego marca 2015 (na bok przesądy!) z powodzeniem zalicytowałem i wygrałem takiego trojaka
Stan słabiutki, ale pełna czytelność rewersu pozwala na zauważenie dość istotnej różnicy. Obie monety, to Plage 78 (z ciasno ułożonymi literami na rewersie) ale różniące się krojem użytych czcionek - najlepiej widać to na cyfrach rocznika i nominału. Inny jest też kształt koron na awersach. Oba warianty odmiany trojaka 1810 "z wąskimi napisami" są bardzo rzadkie.

Kolejna ciekawostka trafiła do mnie w końcówce roku. O wielu lat usiłuję zdobyć jedną z dwóch odmian dziesięciogroszówki 1835. Jej zdjęcie mam dzięki uprzejmości jednego z użytkowników świętej pamięci Cafe Allegro (likwidacji cafe nigdy administratorom Allegro nie wybaczę). I znów dwa zdjęcia prawie bliźniąt. Mam kilka egzemplarzy odmiany a; to jeden z nich:
Po świętach odebrałem z poczty tę monetę:
Niestety nie jest to odmiana w wąskimi, wysokimi cyframi daty, ale jakby nie patrzeć, w tym przypadku do wybicia na stemplu cyfr w dacie użyto innego kompletu punc.

Na koniec dwa boratynki.
Rocznik 1661
wybity w mennicy ujazdowskiej z bardzo ładnym herbem Ślepowron i efektownymi niedoróbkami orła na rewersie. Odmiana z tych mniej pospolitych :-)
Rocznik 1664
 Mennica wileńska- ładny, centrycznie wybity awers i duże przesunięcie na rewersie. Rysunek Pogoni typowy dla tego rocznika (bez tarczy). A co z awersem? Czy czegoś nie brakuje?
Taką miałem nadzieję włączając się w licytację. Kiedy moneta dotarła przyjrzałem się jej lepiej.
Wbrew początkowemu wrażeniu, na monecie jest (a właściwie było) REX, a nie RE.Im dłużej się jej przypatruję, tym bardziej upewniam się we wrażeniu, że litery legend nie zostały nabite puncami. Czyżby falsyfikat? Jeśli tak, to ze znakomitego warsztatu.

I jeszcze, jak to z końcem roku bywa - PREZENTY.
Pierwszy, od wrocławskiego oddziału PTN
Miłej lektury.

Drugi, to strona dzięki której będziecie mogli prawidłowo odczytywać daty na egzotycznych, starych i nowych monetach.
Bardzo wygodna w użyciu dzięki klawiaturom ekranowym - wybiera się kolejne znaki zapisu daty odczytywane z monety i otrzymuje wynik według naszego kalendarza.

P.S.
Dlaczego boratynek, a nie boratynka? Bo to pospolita nazwa SZELĄGA. Szeląg - rodzaj męski.
Kiedyś już to wyjaśniałem https://zbierajmymonety.blogspot.com/2015/02/o-kropkach-raz-jeszcze-pewnie-nie.html

niedziela, 8 lutego 2015

O kropkach raz jeszcze (pewnie nie ostatni).

O kropkach na monetach można w nieskończoność. Pisałem o nich dziesięć lat temu. Pisałem i na tym blogu. Okazuje się, że zgodnie z "Jado, nie patrzo", trzeba napisać raz jeszcze.

Jest w sieci forum "poszukiwaczy skarbów" http://www.poszukiwanieskarbow.com. Jedno z wielu zresztą, a na tym forum wątek Boratynka dla bardziej wymagających ;-) z kolekcji.
Obserwuję ten wątek od dawna i od czasu do czasu coś też w nim piszę. Na 52 stronie wątku (to  wątek długi!) jeden z forumowiczów podzielił się spostrzeżeniem, że na niektórych boratynkach, na awersie, a konkretnie na twarzy króla zauważyć można kropkę.
zdjęcie z forum, autor rom57

Pojawiło się kilka teorii na ten temat. Część osób stwierdziła, że zauważyła te kropki już wcześniej, ale uznała je za... kolczyk w uchu króla (bo zwykle występują w tym mniej więcej miejscu). Zwykle, ale nie zawsze.

Druga teoria uznaje te kropki za przedstawienie jakiegoś znamienia widocznego na twarzy Jana Kazimierza, podobnie jak było z "myszką" na policzku Stefana Batorego. Tę teorię obalić najłatwiej - na innych nominałach, łącznie z talarami, na których portret zajmuje dużo miejsca i można go dokładniej przedstawić oraz na malowanych portretach Jana Kazimierza, żadnego znamienia nie widać.

Kolejna teoria zakłada, że pojawienie się kropki w tym miejscu jest spowodowane przyczynami technicznymi. Według niej, autor stempla zaznaczał jego środek wbijając ostry trzpień i później pomagając sobie cyrklem mógł precyzyjnie rozmieścić litery legendy. Rzeczywiście, boratynki z kropką na awersie są ładne, ładniejsze od większości pozostałych.
Forumowicze przejrzeli swoje zbiory, umieścili w wątku wiele zdjęć boratynek z kropkami i dzielili się swoimi spostrzeżeniami na ten temat.
Okazało się, że kropki nie zawsze znajdują się w centrum rysunku awersu, a nawet, że pojawiają się na boratynkach niewątpliwie fałszywych.

Kolekcjonerzy specjalizujący się w szelągach Jana Kazimierza zauważyli, że kropki (te centralne) występują na szelągach koronnych i litewskich bitych w Ujazdowie oraz litewskich bitych w Wilnie. W Ujazdowie na rocznikach 1660, 1661, 1663, 1664, 1665, a w Wilnie w latach 1665 i 1666. Skojarzono to z faktem, że po zamknięciu mennicy ujazdowskiej (1 listopada 1665) personel rozproszył się znajdując zatrudnienie w Wilnie i nowej mennicy w Brześciu. Wygląda na to, że rytownik stempli z Ujazdowa wylądował w Wilnie, gdzie kontynuował praktykę posługiwania się cyrklem przy rozplanowywaniu elementów rysunku. Technika ta znana była już w starożytności. Na niektórych dobrze zachowanych monetach widać pozostałości trasowania pomocniczych okręgów.

Oczywiście sprawdziłem od razu, czy w swoim zbiorze mam boratynki z kropkami. Mam, ale na te kropki nie zwróciłem uwagi (jado, nie patrzo, patrzo, a nie widzo). Na przykład:
szeląg litewski 1661, Ujazdów
kropka nie jest w centrum krążka, ale jest w centrum rysunku!

szeląg koronny 1664, Ujazdów

szeląg koronny 1665, Ujazdów

Nie mam na tyle ładnego "kropkowanego" wileńskiego szeląga, by się nim tu pochwalić, ale w omawianym wątku przykładów nie brakuje.

Najpewniej nie należy wiązać tych kropek z jedną tylko osobą. Nie bezpośrednio, ale pośrednio tak. Uważam za bardzo prawdopodobne, że w Ujazdowie pracował doświadczony, nie waham się przed określeniem wybitny, rytownik stempli, który jako taki na pewno szkolił innych. Później albo sam przeniósł się do Wilna albo przeniósł się tam któryś z jego uczniów. Być może uda się kiedyś odgrzebać w archiwach jego imię, przy czym niekoniecznie muszą to być archiwa związane z mennictwem, wiele informacji o mennicach i ich pracownikach znajduje się w aktach sądowych i grodzkich.

A przy okazji.
Miedziane szelągi Jana Kazimierza, od nazwiska ich pomysłodawcy (który ameryki nie odkrył, tylko twórczo rozwinął pomysły z Francji) nazywamy boratynkami. Mianownik liczby mnogiej, to boratynki. A jaki jest mianowkik liczby pojedynczej? Boratynka, czy boratynek?
W potocznym języku dzisiejszych kolekcjonerów i "poszukiwaczy skarbów" najczęściej spotyka się formę żeńską - boratynka. A przecież to szeląg. W literaturze XIX-wiecznej i przedwojennej zazwyczaj czytamy "boratynek" - rodzaj męski. Przyznam, że ta forma bardziej mi odpowiada. Mimo, że boratynek to moneta. Ale w końcu talar to też moneta, a nie mówimy, "ta talara".
Prawie, jak w tym stareńkim dowcipie:
 Kresy Rzeczpospolitej, tuż przed II wojną, małe miasteczko tuż obok wojskowego lotniska polowego. Babcia pokazuje wnuczkowi lecący samolot.
– Patrzaj wnusiu, aeroplana leci.
Przechodzący obok porucznik zatrzymuje się i poprawia
 – Nie mówi się aeroplana tylko aeroplan.
A babcia na to
– Widzisz dziecko, ja już stara i nie te oczy. Pan wojskowy młody, to i z daleka przyrodzenie rozpoznał.
A może to nie dowcip, tylko stenogram?

środa, 19 marca 2014

Boratynki kontra myjka ultradźwiękowa.

Obiecałem wczoraj, że opiszę efekty zastosowania myjki ultradźwiękowej do próby wstępnego oczyszczenia boratynek.

Wieczorem przeczytałem instrukcję obsługi urządzenia. Zapewniono w niej, że do uzyskania dobrych rezultatów wystarczy zwykłą woda. Napełniłem zbiorniczek myjki kranówą, włożyłem plastikowy koszyczek z monetami, ustawiłem maksymalny możliwy czas czyszczenia (600 sekund) i...
myjka zaczęła popiskiwać, pokrywa zapociła się od środka - skutek wzrostu temperatury wody spowodowanego energią fali ultradźwiękowej. Po 10 minutach urządzenie ucichło. Podniosłem pokrywę...
Nie da się ukryć, sporo zanieczyszczeń przeszło z monet do wody. Koszyk z monetami tuż po wyjęciu z myjki nie wyglądał jednak zachęcająco.
Zrobiło się późno, więc wypłukałem monety intensywnym strumieniem wody, osuszyłem wstępnie papierowymi ręcznikami i pozostawiłem na kolejnych ręcznikach na noc pod kaloryferem.

Dziś po powrocie z pracy przyjrzałem się monetom bliżej. Większość trafiła z powrotem do koszyka myjki, bo ten stan
absolutnie mnie nie zadowolił. Niektóre monety, jak trafiły do mnie oblepione grubo stwardniałą gliną z piaskiem, tak oblepione pozostały. Ultradźwięki nie dały rady tej skorupie.
Jutro jeszcze raz trafią do myjki, ale w innych warunkach.
Najpierw sprawdzę, czy ma znaczenie ilość jednocześnie mytych monet. Później przetestuję pomysł podsunięty mi w emailu - czyszczenie bez użycia plastikowego koszyczka, który podobno częściowo tłumi ultradźwięki.
Na koniec próba z wodnym roztworem specjalnego płynu do myjek ultradźwiękowych - również dostałem go do przetestowania.

Jest cień nadziei, że zakup monet nie był całkiem chybiony. Te na przykład monetki po poddaniu odpowiednim ostrożnym zabiegom powinny zyskać na urodzie.
 


Ciąg dalszy nastąpi.


P.S.
Ciąg dalszy jest tu
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/03/ultradzwieki-cd.html



wtorek, 18 marca 2014

Wydarzenie historyczne roku

Otwarcie Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego zakwalifikowało się do ścisłej dziesiątki w ogólnopolskim plebiscycie „Wydarzenie Historyczne Roku”. Finaliści konkursu organizowanego przez Muzeum Historii Polski oraz portal historia.org zostali wyłonieni z ponad 70 zgłoszeń nadesłanych z całej Polski. Głosowanie odbywa się na stronie:

http://whr2013.muzhp.pl/wydarzenia.html

Głosowanie wymaga podania adresu email, na który przychodzi link potwierdzający. Zachęcać do zagłosowania chyba nie muszę.

Znów odezwała mi się żyłka awanturnicza. Zachęcony zdjęciem
zalicytowałem i wygrałem. Koszt, łącznie z przesyłką to 57,99 zł.
Po długim oczekiwaniu odebrałem list, a w nim...
Niestety, to nie te same monety, które były na zdjęciu w opisie aukcji. Przeliczyłem. Jest 119 monet - tym razem zgodnie z opisem (miało być ponad 100 sztuk). Jedna sztuka kosztowała mnie więc 49 groszy.

Świetna okazja do przetestowania myjki ultradźwiękowej, którą dostałem na próbę.
Rezultatami pochwalę się jutro.

niedziela, 11 września 2011

Pierwsze urodziny.

Wczoraj minął rok od publikacji pierwszego wpisu na tym blogu.

Statystyka:
  • Wpisów - 74 (więcej, niż jeden na tydzień).
  • Komentarzy - 142 (liczyłem na więcej).
  • Pełna historia wyświetleń stron - 36 689 (na początek - OK).
  • Liczba wyświetleń stron w ostatnim miesiącu - 3 366 (od stycznia 2011 mniej więcej na stałym poziomie).
  • Najpopularniejszy wpis - 10 groszy 1923 - aneks do katalogu specjalizowanego (1527 wyświetleń,  10 komentarzy).
  • Liczba wyświetleń stron według krajów
    Polska 33749
    Wielka Brytania 479
    Niemcy 468
    Irlandia 263
    Stany Zjednoczone 212
    Rosja 153
    Ukraina 132
    Szwecja 115
    Austria 104
    Kanada 101
  • Liczba wyświetleń stron według przeglądarek
    Firefox 19 046 (52%)
    Internet Explorer 8 569 (23%)
    Opera 3 257 (8%)
    Chrome 3 107 (8%)
    Apple-PubSub 1 628 (4%)
    Safari 836 (2%)
    Mobile Safari 27 (<1%)
    Iceweasel 26 (<1%)
    Flock 13 (<1%)
  • Liczba wyświetleń stron według systemów operacyjnych
    Windows 32 531 (93%)
    Linux 811 (2%)
    Macintosh 783 (2%)
    Other Unix 443 (1%)
    HTC 39 (<1%)
    Android 28 (<1%)
    Nokia 11 (<1%)
    iPhone 9 (<1%)
    iPad 7 (<1%)
    SonyEricsson 6 (<1%)
Oprócz tego kilkadziesiąt e-maili na prywatne konto z pytaniami, uwagami i sugestiami dotyczącymi treści wpisów.

I statystyki i Wasz odzew mobilizują mnie do utrzymywania i aktualizowania bloga. Będę się starał, by wpisów było  więcej i by były jeszcze ciekawsze.

Wakacje wybiły mnie trochę z rytmu. 5 tygodni urlopu to rzecz wspaniała, ale powrót do codziennych obowiązków nie jest łatwy i wymaga trochę czasu.
Przed urlopem zacząłem przygotowywać materiały do większego tekstu poświęconego szelągom Augusta III.
Porcelanowa figura króla Augusta - Muzeum Narodowe w Gdańsku

Te małe, miedziane monetki pełniły w drugiej połowie XVIII wieku rolę podobną do o stulecie wcześniejszych boratynek. Od poprzedniczek różnią je kwestie techniczne i miejsca wytwarzania. Wszystkie bito poza granicami Rzeczpospolitej. I nie tyle bito (bo to nie była już ręczna robota z użyciem młotków i stempli trzymanych w rękach), co tłoczono. Wszystko wskazuje na to, że szelągi produkowano przy użyciu bardziej skomplikowanych urządzeń menniczych.
Korzystano z mennic saskich, co znacząco utrudnia, a może nawet uniemożliwia dotarcie do archiwaliów. A w nich może kryć się rozwiązanie największej zagadki związanej z szelągami Augusta III Sasa - tajemniczych literek umieszczanych na rewersach, poniżej tarczy herbowej. M. Gumowski napisał w swoim Podręczniku numizmatyki polskiej (Kraków, 1914), pisownia oryginalna:
"Z tego też roku (1753) jak i z 1752 pochodzi najwięcej odmian tych monet, polegających na umieszczeniu rozmaitych liter między tarczami. Litery te, obejmujące prawie cały alfabet, oznaczają niewytłómaczone dotąd jakieś serye monet" 
Trzydzieści osiem lat później Profesor Gumowski opublikował artykuł "Gubin i jego mennice" (Księga pamiątkowa 75 lecia Towarzystwa Naukowego w Toruniu). Mimo upływu czasu, literki na szelągach nadal pozostały tajemnicą.


niedziela, 3 lipca 2011

Jak czytelnicy trafiają na mojego bloga?

Mój blog istnieje od września 2010 r. Licznik odwiedzin dobija właśnie do trzydziestu tysięcy. To miej więcej zgodne z szacunkami, które robiłem przed publikacją pierwszego wpisu.
Sprawdziłem ostatnio statystyki dotyczące ruchu na blogu i dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy.
1. Skąd jesteście?
Polska    27 052
Wielka Brytania    409
Niemcy    359
Irlandia    148
Stany Zjednoczone    147
Rosja    135
Ukraina    121
Szwecja    119
Kanada    81
Francja    36
Kiedy pisze się po polsku, nie można oczekiwać innych wyników. Większość odwiedzin z zagranicy, to też odwiedziny polskie.

2. Wasze systemy operacyjne.
Windows    26 465 (94%)
Macintosh    515 (1%)
Other Unix    443 (1%)
Linux    393 (1%)
HTC    32 (<1%)
Nokia    10 (<1%)
iPhone    7 (<1%)
iPad    5 (<1%)
Linux 2.6.8.1-12mdk    4 (<1%)
Android    3 (<1%)
Przewaga systemu Microsoftu zgodna z oczekiwaniami, choć marzy mi się, by z czasem rósł udział innych systemów. Sam używam od półtora roku wyłącznie Linuksa.

3. Wasze przeglądarki.
Firefox    15 417 (52%)
Internet Explorer    7 037 (24%)
Opera    2 744 (9%)
Chrome    2 175 (7%)
Apple-PubSub    1 046 (3%)
Safari    675 (2%)
chromeframe    33 (<1%)
Flock    13 (<1%)
Konqueror    9 (<1%)
SeaMonkey    9 (<1%)
 Ciekawy wynik. O ile pamiętam, to w ogólnych statystykach dotyczących użycia przeglądarek, IE nie stracił jeszcze pierwszego miejsca. Miło mi, że moi goście doceniają większe bezpieczeństwo zapewniane przez inne przeglądarki.

 4. Najczęściej czytane wpisy.
10 groszy 1923 - aneks do katalogu specjalizowanego
PRL - 50 groszy 1978.
Przegląd Numizmatyczny 3/2010
Kupiłem sobie nową książkę.
Awersy monet Królestwa Polskiego od roku 1835.
Gabinet Numizmatyczny Mennicy Polskiej
Kupiłem sobie nowe narzędzie :-)
Czyścić czy nie czyścić?
Moje monety 2010
Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty.
Przewaga wpisu o 10-groszówkach 1923 nad następnymi jest bardzo duża i szczerze mówiąc, nie bardzo wiem skąd się bierze. Może chodzi o podanie rocznika w tytule postu? Połowa wpisów z "listy przebojów" ma rocznik w tytule, w tym trzy pierwsze miejsca. Ciekawe!

5. Źródła ruchu sieciowego - przejścia z witryn.

W całej historii bloga, najwięcej czytelników trafiło nań z mojej strony "Zbierajmy monety", którą umieściłem kiedyś na serwerach Webpark. Od miesiąca strona ta nie istnieje (reorganizacja hostingu na serwerach WP) i teraz większość odwiedzin jest generowana przez wyszukiwarki. Ostatni miesiąc wygląda tak:

www.google.pl    875                               
www.google.com    103
monety.pl    21
szukaj.onet.pl    15
monety.vitnet.pl    8
www.google.co.uk    8
www.google.com.ua    8
www.google.interia.pl    8
allegro.pl    7                                   
6. Wyszukiwane słowa kluczowe

Od początku istnienia bloga:
zbierajmy monety
jerzy chałupski
zbierajmymonety
10 groszy 1923
przegląd numizmatyczny
zbierajmy monety blog
chalupski blog
chalupski
zbierajmy monety    
Mamy częściowe wyjaśnienie fenomenu wyjątkowej popularności wpisu o 10-groszówkach 1923 - z jakiegoś powodu, ta moneta bardzo interesuje  internautów. Miło mi zauważyć, że większość zapytań dotyczy bezpośrednio mojego bloga. Muszę się też zastanowić, czy nie przedstawić jakiejś propozycji redakcji PN (choć szczerze mówiąc, ostatnio nie bardzo ich chwaliłem).

Po ograniczeniu okresu, z którego zbierane są statystyki dotyczące słów kluczowych na liście pojawiają się bardziej konkretne zapytania (pisownia oryginalna):
10 groszy 1840
destrukty monet prl
destrukty monet obiegowych
grading kopie monet srebrnych
czy warto zbierać monety
wydanie borysa paszkiewicza
1839 rok monety 3 gr
co zrobic zeby monety blyszczaly
czyszczenie miedzionikle
jak wyglądają stare polskie pieniądze z lat 1923 i 1929
czym usunac brud spod paznokci nie niszczac ich
Zapytania wyraźnie wskazują na tematy, które powinny pojawić się na blogu. Trzeba będzie napisać coś jeszcze o destruktach, coś o czyszczeniu monet, o gradingu i o kopiach monet i o paznokciach (o paznokciach, to już nawet wiem co napisać, temat korci mnie już od jakiegoś czasu). Swoją drogą, doprawdy nie wiem jak Google uznał, że na moim blogu będzie odpowiedź na pytanie o usuwanie brudu spod paznokci  - to musi być bardzo skomplikowany algorytm.
Nie wiem też "co poeta miał na myśli" pytając o "wydanie borysa paszkiewicza".

Nie mogę skończyć wpisu bez zdjęcia jakiejś interesującej monety. Pewnie to widać, że ostatnio mocniej zajmują mnie szelągi Augusta III. Pięć lat temu kupiłem za kilkanaście złotych taką monetkę.

Opisano ją jako "August III - szeląg 1753r. D". Czy poprawnie?
Nie, to co widać pomiędzy herbami, to nie jest D, tylko C w lustrzanym odbiciu (Czapski 2837, Kopicki 2060 R2).
Szeląg z literką D wygląda tak:

Szelągi "grubaska" to bardzo ciekawy temat. Są może ciut rzadsze od boratynek, ale nie mniej interesujące. Obydwa gatunki monet bito przez niecałe dziesięciolecie, obydwa były w obiegu przez czas wielokrotnie dłuższy i obydwa nastręczają tych samych problemów - trudno zdobyć dobrze zachowane, w pełni czytelne okazy.
Oprócz podobieństw mamy też kilka różnic. Technika bicia - boratynki to produkt prymitywny - monety bite  (po prostu młotem), szelągi A3S są wyrobami maszynowymi o stałym względnym ułożeniu rysunków awersu i rewersu. O miejscach produkcji boratynek wiemy prawie wszystko (o tych oficjalnych) i umiemy zinterpretować wszystkie (prawie) oznaczenia, które na nich występują. O literkach pojawiających się na rewersach szelągów saskich wiemy tyle, co nic, a to oznacza, że są jeszcze białe plamy czekające na zapełnienie.

P.S.
Szeląga 1754 F, którym pochwaliłem się kilka dni temu, brakowało w kolekcji Czapskiego. To naprawdę duża rzadkość.

Printfriendly