Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szeląg koronny 1753. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szeląg koronny 1753. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Na koniec czerwca.

Tytuł taki nijaki, bo powinienem  (i chcę) napisać o sprawach różnych, częściowo związanych z wpisem poprzednim, a częściowo całkiem niezależnych. Tak bywa. są podobno dwie grupy ludzi piszących. Do jednej należą ci, którzy mają problem z pierwszym zdaniem, do drugiej ci, co zarywają noce próbując wymyślać tytuł do już gotowego tekstu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jak się już pierwsze zdanie napisze, obojętnie jakie, to opowieść potoczy się sama. A tytuł? Jakoś to będzie...

Zacznę od ciekawostki. Mimo, że książka o miedziakach Augusta III już dawno skończona, nadal mam aktywne alerty związane z tym tematem. Niedawno wyskoczył link do katalogu niemieckiej biblioteki cyfrowej. Oczywiście sprawdziłem, co też tam znalazło się ciekawego, powiązanego z miłymi memu sercu miedziakami.
Chodziło o dokument z Sächsisches Staatsarchiv zatytułowany Verordnung über den Ankauf geringhaltiger polnischer Schillinge für die Saigerhütte Grünthal, deren Einschmelzung und Übersendung der Granalien gegen Bezahlung an die Dresdner Münze. Już tłumaczę.
Rozporządzenie w sprawie zakupu drobnych polskich szylingów dla Saigerhütte Grünthal, ich stopienia i przesłania granulatu za opłatą do mennicy w Dreźnie.
Znam tylko tytuł, treści nie, ale z samego tytułu wiele wynika. To rozporządzenie, to niewątpliwy dowód na problemy mennicy w Grunthalu, uruchomionej w 1751 r. w celu produkcji szelągów dla Polski. Mimo tego, że mennica działała przy, było nie było, hucie miedzi, a dokładniej przy przedsiębiorstwie zajmującym się oczyszczaniem rud miedzi, w tym oddzielaniem z nich srebra, mennica miała problemy z brakiem surowca, a nie jego nadmiarem. Trzeba było ściągać miedziaki z Polski w charakterze surowca. Jakie miedziaki? No przecież nie puła Kazimierza wielkiego, tylko szelągi jego prawie, że imiennika. Ciekawe, jaka część boratynek dostąpiła metamorfozy w saskie szelągi.

Jeśli już jesteśmy przy Auguście Trzecim, to nie mógłbym nie wspomnieć o locie trzech monetek tego króla, sprzedanych na 25 aukcji Niemczyka. Taki tercecik. Bardzo ładny grosz z 1753 r. niezły, choć trochę niecentrycznie wytłoczony szeląg gdański i...

szeląg z gubińskiej mennicy, rocznik 1753, pod herbami D przerobione na F. Rzadka rzecz, w moim katalogu nr S.53.F.V.b - najładniejszy egzemplarz z trzech, które znam. 


Pozostajemy na 25 aukcji Niemczyka, ale wracamy do wpisu z 19 czerwca. Trzydziesty znany mi egzemplarz feniga z 1917 r. poszedł u Niemczyka za 2500.
Przebicie niecałe 70%. Na pewno ze względu na brzydkie ślady po korzeniach trawy (?) widoczne na całej powierzchni awersu i rewersu, ale też z powodu korekt stopnia rzadkości. A pamiętam transakcje, w których brzydsze egzemplarze sprzedawały się po około 5000 zł, w czasach, kiedy pięć tysięcy to było dużo pieniędzy. 

I kolejny temat sprzed 2 tygodni 5 groszy 1840 opisane u Marciniaka, jako hybryda. Okazuje się, że nie takie to rzadkie, tylko trzeba wiedzieć na co patrzeć (bo w numizmatyce, widzisz tyle ile wiesz). Czekam właśnie na monetę, którą kupiłem kilka dni temu. Kiedy przyjdzie, wprowadzę uzupełnienie do katalogu ilustrując je własnym egzemplarzem. Stan z pewnością gorszy, niż na aukcji GNDM, ale moneta w pełni czytelna, po drobnej konserwacji powinna wyglądać całkiem ładnie. Pochwalę się, kiedy dotrze na miejsce.





niedziela, 2 grudnia 2012

Allergehorsamste Anzeige

Wciągnęło mnie bez reszty.

Dotarła płytka z drezdeńskiego Sächsisches Staatsarchiv z dwoma zestawami dokumentów. Pierwszy dotyczy rozliczeń z pracy mennicy w Saygerhutte Grunthal za rok 1752, drugi transportów polskich miedziaków z Gubina do... Wieliczki w latach 1753-1755 (dlaczego do Wieliczki?!?).

Czytanie tego, to nie lada wyzwanie. Po pierwsze, język niemiecki znam na poziomie "Czterech pancernych i psa" - halt!, hande hoh, guten morgen...
Po drugie
Co to za wyraz?

Dokumenty pisało kilka osób. Jedne karty są pięknie kaligrafowane, inne są notatkami spisanymi szybko i niestarannie. Z tą znajomością niemieckiego, to troszkę przesadziłem. Znam trochę więcej słówek, ale żeby przystąpić do tłumaczenia, trzeba najpierw tekst przeczytać i przepisać na komputerze. Jak wyżej pokazałem, nie jest to proste. Okazuje się, że to trudne nawet dla osób biegle władających współczesnym niemieckim. Nic to. Mam czas. Litera po literze, słowo po słowie, zdanie po zdaniu...

Nie zawsze jest aż tak trudno. Ten podpis
rozszyfrowałem bez problemu.

Trzeba się czasem oderwać od mozolnego rozgryzania saskich zapisków sprzed ćwierci tysiąclecia, ale jakoś trudno mi ostatnio całkiem porzucić miedziaki A3S. Poluję więc na kolejne okazy do zbioru. Ostatni nabytek, to szeląg z literką G z roku 1753

Takiego jeszcze nie miałem. A jak wszystko pójdzie po mojej myśli, to za kilka dni pokażę monetę, której nie miał ani Czapski, ani Jokisz, ani Kostrzewski, ani Solecki. W ogóle myślałem, że takiej monety nie ma, a jej obecność w niektórych katalogach wynika wyłącznie z domysłów ich autorów, że skoro taka odmiana jest w jednym roczniku to i w innym powinna się pojawić.

Wracam do rękopisów.

P.S.
Tytuł wpisu to pierwsze słowa jednego z dokumentów. Kto wie, co oznaczają?


poniedziałek, 21 lutego 2011

Raz na wozie, raz pod wozem...

Pewnie kiedyś już o tym pisałem.
Licytuję na Allegro i eBay korzystając z tzw. snajpera aukcyjnego "strzelając" kilka sekund przed zakończeniem aukcji.

Robię to z dwóch powodów. Po pierwsze - praktycznie do samego końca aukcji nikt nie wie, że się nią interesuję. Czasem obraca się to przeciwko mnie, bo wystawiający zaniepokojony pozornym brakiem zainteresowania kończy aukcję przed czasem. Trudno.
Po drugie, oszczędzam czas i nerwy. Ustawiam snajpera na maksymalną kwotę, jaką przeznaczam na zakup i... zajmuję się czymś innym.
Często pomiędzy "wycelowaniem" snajpera, a zakończeniem aukcji upływa sporo czasu. Bywa, że są to dwa, trzy tygodnie. Czas mija. Do skrzynki trafia wiadomość "Gratulacje! Wygrałeś aukcję nr 1446313.... itd. "
Czytam i dziwię się. Czy to naprawdę ja zalicytowałem? Po co?

Ostatnio zdarzyło mi się to kilka dni temu. Chodzi o tę aukcję.
Przyjrzałem się zdjęciom. Coś tam jest pomiędzy herbami, tam gdzie na szelągach Augusta Trzeciego Sasa umieszczano tajemnicze literki, ale co to dokładnie jest, nie wiadomo. Na dodatek patyna dosyć nieciekawa - gruba, zielonkawo-brązowa warstwa, pod którą czasem kryje się tylko gładki krążek z nikłymi śladami rysunku. Ta niby-literka na zdjęciu wygląda na V, a taką monetę już mam i to w dwóch wariantach. No nic. Przelew poszedł. Po kilku dniach poczta dostarczyła kopertę.
Rozpakowałem, i już nie żałuję, że zalicytowałem.



To nie V tylko N

Czapski 2844, Gumowski 2048 (wymienia zbiory Czapskiego i Potockiego, a więc rzadkie, jak coś bardzo rzadkiego), Kopicki 2067 - rzadkość R5, Kamiński 721 - bez stopnia rzadkości (to zdecydowanie najgorszy katalog z serii KAW, monety rzadkie opisuje, jako pospolite i na odwrót), Parchimowicz nie wyróżnił żadnej kombinacji rocznik-literka wyceniając stan czwarty od 22 do 40 złotych.
Gumowski w pracy "Gubin i jego mennice" podaje, 3 warianty z literą N, w tym jeden błędnie, bo 7842 u Czapskiego w rzeczywistości ma N w lustrzanym odbiciu. Pozostają więc 2 warianty (Czapski 2844 - z kropką po POL na awersie i moneta z kolekcji Soleckiego, bez kropki po POL). Do którego zaliczyć mój egzemplarz jeszcze nie wiem, bo zgodnie z przypuszczeniami moneta jest pokryta grubą patyną. Boję się ją usuwać.

Od lat zwracam uwagę na szelągi Augusta III, zgromadziłem pokaźną ilość wariantów i co raz trudniej przychodzi mi wypełnianie pustych miejsc i to bynajmniej nie ze względu na ceny. Jak widać, można jeszcze tanio kupić coś ciekawego. Tyle, że nie wystarczy jaki taki wzrok, przydaje się jeszcze odrobina intuicji.

A że Fortuna kołem się toczy:
Nic to. Za tydzień znów coś upoluję.

Printfriendly