Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fenig 1917. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fenig 1917. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2022

Ludwig Habich

27 lutego dostałem krótką wiadomość e-mail.
Temat: KP 1917-1918 projektant nieznany.
Treść wiadomości: Z moich info wynika ze monety KP projektował Ludwig Habich (1872-1949).

Po szybkiej wymianie kolejnych wiadomości, bo rzecz jasna, poprosiłem o wskazanie źródeł, zostałem nakierowany na niemiecką Wikipedię i książkę Petera Weyraucha "Der Bildhauer Ludwig Habich (1872–1949)".

Rzeczywiście, Wikipedia w artykule o L. Habichu informuje, że "Er gestaltete zahlreiche Medaillen und amtliche Münzen für das Deutsche Reich, das Großherzogtum Luxemburg und das Königreich Polen". Niestety, nie ma przy tej informacji żadnego odesłania do źródeł. Hasło "Ludwig Habich" jest w Wikipedii tylko w wydaniach niemieckim i szwedzkim. W tym ostatnim nic o monetach się nie wspomina. 
Troszkę lepiej, ale tylko troszkę jest z drugim źródłem wskazanym przez mojego korespondenta. Serwis Google Books nie udostępnia całości, ale pozwala na wyszukiwanie w treści książki. 


Dzięki temu dowiedziałem się, że źródłem informacji o zaprojektowaniu i wykonaniu modeli do monet Królestwa Polskiego 1917-1918 przez Habicha jest Blätter für Münzfreunde band XIV (neue folge I), rocznik 52 (1917), strona 280. Niestety, nie udało mi się jeszcze dotrzeć do tej pozycji. 
Nie udało mi się też znaleźć cyfrowych wydań innych pozycji wymienionych w biogramie Habicha w Wikipedii. 
Wygląda na to, że znika kolejna luka w informacjach dotyczących polskich monet XX wieku. 

Ludwig Habich był znanym i uznanym artystą. Urodził się 2 kwietnia 1872 w Darmstadt, zmarł 20 stycznia 1949 w Jugenheim. Już w wieku sześciu lat rozpoczął naukę u rzeźbiarza Benedykta Königa. Od roku 1890 studiował u Gustava Kauperta w Städelsches Kunstinstitut we Frankfurcie nad Menem, później w Akademii Sztuk Pięknych w Karlsruhe i w Monachium.
Jego pierwszym dużym sukcesem była nagroda za  pomnik Kolumba dla Bremerhaven (1897). 
W 1906 Habich przeniósł się do Stuttgartu i podjął pracę na wydziale architektury Politechniki w Stuttgarcie. W 1910 został mianowany profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Stuttgarcie,  gdzie pozostał aż do przejścia na emeryturę w roku 1937. 
Dla nas, numofilów, najistotniejsze jest, że Ludwig Habich zaprojektował liczne medale i monety - dla Cesarstwa Niemieckiego, Wielkiego Księstwa Luksemburga i jak się okazuje, dla Królestwa Polskiego. 
Wśród monet zaprojektowanych przez Habicha są dwie rzadkości. Niemieckich kolekcjonerów ekscytuje Württemberska trzymarkówka Wilhelma II z roku 1916. 
Monetę wybito z okazji 25. rocznicy panowania Wilhelma II. Pierwotnie planowano nakład 100 000 sztuk, ale trwała jeszcze wojna powodująca niedobór metali szlachetnych. Dlatego wybito tylko 1000 sztuk tych monet. Duża ich część została zniszczona w pożarze mennicy w Stuttgarcie w marcu 1944 roku. W tym samym pożarze, w którym ucierpiał prawie cały nakład jednofenigówek Królestwa Polskiego z roku 1917.

Jeśli już przy naszych fenigach jesteśmy, to z pewnym zdziwieniem odnotowałem pojawienie się na rynku kolejnego, trzydziestego czwartego już egzemplarza. 

Ciąg dalszy


  

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Na koniec czerwca.

Tytuł taki nijaki, bo powinienem  (i chcę) napisać o sprawach różnych, częściowo związanych z wpisem poprzednim, a częściowo całkiem niezależnych. Tak bywa. są podobno dwie grupy ludzi piszących. Do jednej należą ci, którzy mają problem z pierwszym zdaniem, do drugiej ci, co zarywają noce próbując wymyślać tytuł do już gotowego tekstu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jak się już pierwsze zdanie napisze, obojętnie jakie, to opowieść potoczy się sama. A tytuł? Jakoś to będzie...

Zacznę od ciekawostki. Mimo, że książka o miedziakach Augusta III już dawno skończona, nadal mam aktywne alerty związane z tym tematem. Niedawno wyskoczył link do katalogu niemieckiej biblioteki cyfrowej. Oczywiście sprawdziłem, co też tam znalazło się ciekawego, powiązanego z miłymi memu sercu miedziakami.
Chodziło o dokument z Sächsisches Staatsarchiv zatytułowany Verordnung über den Ankauf geringhaltiger polnischer Schillinge für die Saigerhütte Grünthal, deren Einschmelzung und Übersendung der Granalien gegen Bezahlung an die Dresdner Münze. Już tłumaczę.
Rozporządzenie w sprawie zakupu drobnych polskich szylingów dla Saigerhütte Grünthal, ich stopienia i przesłania granulatu za opłatą do mennicy w Dreźnie.
Znam tylko tytuł, treści nie, ale z samego tytułu wiele wynika. To rozporządzenie, to niewątpliwy dowód na problemy mennicy w Grunthalu, uruchomionej w 1751 r. w celu produkcji szelągów dla Polski. Mimo tego, że mennica działała przy, było nie było, hucie miedzi, a dokładniej przy przedsiębiorstwie zajmującym się oczyszczaniem rud miedzi, w tym oddzielaniem z nich srebra, mennica miała problemy z brakiem surowca, a nie jego nadmiarem. Trzeba było ściągać miedziaki z Polski w charakterze surowca. Jakie miedziaki? No przecież nie puła Kazimierza wielkiego, tylko szelągi jego prawie, że imiennika. Ciekawe, jaka część boratynek dostąpiła metamorfozy w saskie szelągi.

Jeśli już jesteśmy przy Auguście Trzecim, to nie mógłbym nie wspomnieć o locie trzech monetek tego króla, sprzedanych na 25 aukcji Niemczyka. Taki tercecik. Bardzo ładny grosz z 1753 r. niezły, choć trochę niecentrycznie wytłoczony szeląg gdański i...

szeląg z gubińskiej mennicy, rocznik 1753, pod herbami D przerobione na F. Rzadka rzecz, w moim katalogu nr S.53.F.V.b - najładniejszy egzemplarz z trzech, które znam. 


Pozostajemy na 25 aukcji Niemczyka, ale wracamy do wpisu z 19 czerwca. Trzydziesty znany mi egzemplarz feniga z 1917 r. poszedł u Niemczyka za 2500.
Przebicie niecałe 70%. Na pewno ze względu na brzydkie ślady po korzeniach trawy (?) widoczne na całej powierzchni awersu i rewersu, ale też z powodu korekt stopnia rzadkości. A pamiętam transakcje, w których brzydsze egzemplarze sprzedawały się po około 5000 zł, w czasach, kiedy pięć tysięcy to było dużo pieniędzy. 

I kolejny temat sprzed 2 tygodni 5 groszy 1840 opisane u Marciniaka, jako hybryda. Okazuje się, że nie takie to rzadkie, tylko trzeba wiedzieć na co patrzeć (bo w numizmatyce, widzisz tyle ile wiesz). Czekam właśnie na monetę, którą kupiłem kilka dni temu. Kiedy przyjdzie, wprowadzę uzupełnienie do katalogu ilustrując je własnym egzemplarzem. Stan z pewnością gorszy, niż na aukcji GNDM, ale moneta w pełni czytelna, po drobnej konserwacji powinna wyglądać całkiem ładnie. Pochwalę się, kiedy dotrze na miejsce.





piątek, 19 czerwca 2020

Wpis pesymistyczno-optymistyczny.

Albo na odwrót, zależnie od upodobań i nastroju czytelnika.

Zacznijmy od zaskoczenia. Nie takiego, żeby mi mowę odjęło, ale jednak. 
Pojawił się otóż na rynku nieznany mi wcześniej egzemplarz jednofenigówki Królestwa Polskiego z rocznika 1917. Będzie można o niego powalczyć na 25 aukcji ANMN.
Tym samym, moneta niegdyś "ekstremalnie rzadka" staje się... prawie pospolitą. To już trzydziesty egzemplarz, który pojawił się na rynku w ostatnich, mniej więcej piętnastu  latach. 

Następna wiadomość optymistyczna (lub pesymistyczna, zależnie od punktu widzenia). Można już kupić nowy katalog znanego miłośnika szelągów.
Optymistyczna to wiadomość, bo zostaje kompleksowo uporządkowany kolejny wycinek polskiej numizmatyki nowożytnej. Pesymistyczna, bo stawiam dolary przeciwko orzechom, że średnia cena przeciętnego szeląga Zygmunta Trzeciego wzrośnie znacząco, a ceny tych rzadszych poszybują pod sufit. Dlatego cieszę się z niedawnego zakupu:
Końcówka blachy, ale za to moneta wytłoczona niezwykle centrycznie, jak na Rygę. W legendzie rewersu przerywnikami są maleńkie listki klonowe. 

W sumie, jak dotąd optymizm wygrywa z pesymizmem. Z wygrania tej licytacji bardzo się ucieszyłem, choć sumaryczne podsumowanie 2 aukcji RDA oceniam jako porażkę. Na siedemnaście licytowanych pozycji wygrałem cztery. Liczyłem na więcej, ale z drugiej strony, mogło być gorzej. 

O tym, że nie wszystko już wiemy, nawet o monetach, zdawało by się dokładnie przebadanych, przekonaliśmy się przy okazji czerwcowej aukcji GNDM. 
Z opisu aukcyjnego:
Literatura: Chałupski awers f/b rewers b/b, Bitkin 1192, Plage 141, Berezowski 2.00 zł
Piękny, menniczy egzemplarz.
Bardzo ciekawa odmiana, nieopisywana w specjalizowanym katalogu Jerzego Chałupskiego.
Hybryda łącząca emisje wczesne (szeroki ogon) z późnymi (wąski ogon). Rewers z wąskimi, wysokimi oczkami ósemki w roczniku (jak dla odmiany b/b), ale w połączeniu z awersem z wąskim ogonem orła (z krótkimi piórami przy łapach).
Już cena wywoławcza była, jak dla mnie, na granicy tolerancji. Końcowa oznacza, że na włączenie tego wariantu do zbioru szanse mam niewielkie. W nieodległej przyszłości przejdę na garnuszek (bo przecież nie na gar) ZUSu, a to jak sądzę nie wzmocni mojej siły ognia w aukcyjnych potyczkach.
Może będę za to miał więcej czasu na bardziej uważne przeglądanie internetowych ofert. Z tym, że na Allegro liczę coraz mniej. Polityka właścicieli nie sprzyja sprzedawcom kolekcjonerskiej drobnicy. 

Na koniec solidna dawka pesymizmu. Abstrahując od polityki, od ocen, czy Polska radzi sobie z PLAGĄ lepiej czy gorzej od państw bliższych i dalszych, myśląc raczej globalnie sądzę, że to nie skończy się, jak czarna ospa we Wrocławiu w 1963 roku. Wtedy trwało to tylko kilka tygodni i ograniczało się do pięciu, czy sześciu (z siedemnastu) województw. Teraz jest nieciekawie. Obym się mylił, ale nie wydaje mi się, że możliwy będzie powrót do normalności z roku 2019. Do kina, teatru, na koncert w sali nie zamierzam się wybierać, nie tylko w tym roku. Muzea pewnie będę odwiedzać, o ile tylko będą takie możliwości. Zresztą najbardziej interesują mnie te muzea, które wycieczki omijają szerokim łukiem. Nie wiem, co będzie z targami kolekcjonerskimi organizowanymi w halach. Na wolnym powietrzu pewnie od czasu do czasu zaryzykuję, ale będę się starał ryzyko minimalizować, jak tylko będzie się dało. Bezobjawowi nosiciele mogą być wszędzie, a ryzyko rośnie z wiekiem. 

Jak więc będzie? 
INACZEJ.
Monety będę kupować głównie przez internet - tu niewiele się zmienia. Pisać będę, jak dotąd, w domu, słuchając przy tym radia.  
Zrezygnowałem z wypożyczania książek w bibliotece - na szczęście mam czytnik e-booków. 
Więcej będę chodził po górach i oczywiście nie ceprostradami, tylko rzadziej uczęszczanymi szlakami, albo i bez szlaków. Pomoże mi w tym świetny czeski produkt MAPY.CZ  Wbrew pozorom, mapa użyteczna nie tylko w Czechach. Na przykład taki spacerek - jak widać można planować trasy i poza szlakami turystycznymi. Jesienią zbiorę przy okazji surowce na nalewki.
Nie zrezygnuję z rekreacyjnego biegania i rowerowych wycieczek - wszelkie tego typu aktywności aplikowane w rozsądnych dawkach poprawiają odporność.
Ale...
Na umawianie się z przyjaciółmi w knajpkach na piwo, wino i dobre jedzenie, w najbliższej przyszłości bym nie liczył.
Na szczęście w domu też może być fajnie.

niedziela, 30 czerwca 2019

5 złotych "Nike" - napis na rancie

13 maja 2019 na forum TPZN umieściłem prośbę o informacje na temat wariantów napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na pięciozłotówkach z lat 1928-1932.
Tę samą prośbę powtórzyłem 19 maja tu na blogu.
Klęska!
W sumie od czterech osób dostałem informację o trzynastu monetach.

Mówi się trudno.

Oto podsumowanie obejmujące monety moje i zgłoszone na forum, blogu i jednym emailu.

Edycja - 2019-07-02 - dostałem jeszcze jedną wiadomość dot. 2 monet z 1928 (Warszawa) i po jednej z roczników 1931 i 1932.

Zaktualizowane dane:

1928 - Bruksela
7 mm - sztuk 3
9 mm - sztuk 1

1928 - Warszawa
9 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 2
9 mm - znak mennicy ??? mm od stopy - sztuk 1
12 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 1
12 mm - znak mennicy 1,7 mm od stopy - sztuk 2
10 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy - sztuk 1
14 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 1
14 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy - sztuk 2

1930
13 mm - sztuk 1

1931
14 mm - sztuk 3

1932
16 mm - sztuk 1

Jakakolwiek analiza na podstawie tak skąpej ilości danych była by  równie wiarygodna, jak wróżenie z wnętrzności zwierząt ofiarnych. Haruspikiem nie jestem, na razie się poddaję.
Jeśli ktoś z Was zechce udostępnić informacje o wariantach napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na monetach ze swojego zbioru, będę wdzięczny i powyższą statystykę uzupełnię. Może kiedyś dojdziemy do ilości danych pozwalającej na snucie teorii.

Na dziś wystarczy. Idę poszukać jakiegoś chłodnego miejsca.

PS.
Na Allegro pokazała się oferta sprzedaży jednofenigówki Królestwa Polskiego 1917.
Wygląda na oryginał. 

Na dodatek to egzemplarz, który widzę po raz pierwszy. Mamy więc na dziś potwierdzone istnienie co najmniej 28 egzemplarzy na rynku numizmatycznym. Ciekawe, jaka będzie cena końcowa.

Edycja, 26.07.2019
Końcową cenę już znamy. 4650,00 zł. Nie spodziewałem się, że cena przekroczy 2500.

niedziela, 24 maja 2015

Do Tych, czy do Tychów?

Przygotowując się do dzisiejszego wpisu musiałem sprawdzić czy mam Was zachęcać na wycieczkę do Tych, czy do Tychów. Zachęcić chcę, bo przedwczoraj, w piątek, łącząc pożyteczne z przyjemnym pierwszy raz zajrzałem nad Jezioro Paprocańskie. Wcześniej jakoś nigdy nie znalazłem na to czasu, czego od dwóch dni żałuję.
W piątkowe popołudnie pogoda nie zachwycała
ale samo miejsce, jak najbardziej.
Po powrocie do domu sprawdziłem jak to wygląda na mapie 
i wobec tego, że musiałem być w Tychach i w sobotę, i dzisiaj, w niedzielę, decyzja nie mogła być inna. Na dzisiejszy wyjazd wrzuciłem do bagażnika buty do biegania i zapasowy t-shirt (kolejny kłopot z polszczyzną t-shirt, czy tiszert?).
Dwanaście stopni - na szczęście powyżej zera - i leciutka mżawka to może nie pogoda wymarzona do biegania, ale też i nie odstręczająca. Obawiałem się, że po oddaleniu się od zagospodarowanej części w pobliżu tyskiej piramidy, już tak ładnie nie będzie. Myliłem się. Dookoła jeziora jest utwardzona, szeroka ścieżka dla rowerzystów, biegaczy i spacerowiczów. Jest czysto. Nawet na miejscach okupowanych przez wędkarzy, co wcale nie jest oczywiste. Dookoła prawdziwy las, na horyzoncie żadnych kominów i chłodni, jak nad Pogorią. Po prostu super.

Podobnie, jak do dzisiaj nie wiedziałem, że w niedalekim sąsiedztwie jest takie sympatyczne miejsce, tak i do wczoraj żyłem w błędnym przeświadczeniu, że fakt istnienia jednofenigówek Królestwa Polskiego z datą 1917 nie był znany przed rokiem 1967. Nie ma ich ani w pierwszym powojennym katalogu publikowanym przez Władysława Terleckiego od 1957 r. w Wiadomościach Numizmatycznych, ani w pierwszym wydaniu Katalogu Monet Polskich 1916-1965 tegoż autora. Rok 1967 jest ważny, bo wtedy właśnie dwóch anonimowych dziś kolekcjonerów uzyskało dostęp do tego, co pozostało po pożarze mennicy w Stuttgarcie, który wybuchł po bombardowaniu miasta 20 i 25 lutego 1944 roku. Odbudowując miasto zgromadzono na składowisku metal wydobyty z gruzów mennicy, w tym monety, niewykorzystane krążki oraz próby przechowywane w archiwum mennicy. To stamtąd w roku 1967 na rynek numizmatyczny trafiły prawdziwe rarytasy, niestety w przeważającej większości uszkodzone w pożarze i podczas późniejszego przechowywania w złych warunkach (informacja pochodzi ze strony internetowej firmy Münzenversandhaus Reppa GmbH).
Tak myślałem do wczoraj. A zmieniło się to za przyczyną monet Augusta III.
Zbierając materiały do opracowania na temat jego szelągów i groszy koronnych przeszukuję "półki" bibliotek cyfrowych. Co można tam znaleźć? Na przykład katalogi ofertowe. W jednym z nich wyceniono niektóre szelągi
i grosze
Katalog wydano w roku 1876. W ofercie krakowskiego antykwariatu nie ma grosza z roku 1752, ale są wszystkie pozostałe, łącznie z rocznikiem 1758 i wszystkie w tej samej cenie! Gdyby ktoś z Was zastanawiał się, skąd w tym zestawieniu grosz z roku 1753 z literą H, to proszę zwrócić uwagę na umieszczony przy nim numer z Zagórskiego. 640, to grosz z literą H, ale z roku 1754, a nie 1753. Ktoś, kto przygotowywał katalog do druku pomylił się po prostu.
Friedlein, moim zdaniem całkiem słusznie, potraktował szeląga 1751 z literką S, jako monetę pospolitą. Nie mam pojęcia, dlaczego Kamiński z Żukowskim oszacowali jej wartość na R7. Z kolei dziwi mnie troszkę fakt jednakowej wyceny szeląga 1749 bez literki i szeląga 1753 z literką A (ten ostatni wydaje mi się częściej występować), za to nie dziwi mnie, że oba te szelągi wyceniono kilkakrotnie wyżej od pospolitych groszy.

Ale ja przecież miałem pisać o fenigu z 1917 roku, a nie saskich miedziakach. Już wracam do tematu. Trafiłem mianowicie na  taki katalog,
a w nim
Wynika z tego, że świadomość istnienia feniga z datą 1917 miał już w roku 1929 jeden z naszych najbardziej znanych kolekcjonerów monet. Katalog aukcji frankfurckiej firmy Leo Hamburgera z 9 maja 1932 roku, na której pod młotek poszły rarytasy z kolekcji Chomińskiego jest do dziś cennym źródłem wiedzy numizmatycznej.
Dlaczego autorzy powojennych katalogów tak długo nic o fenigu 1917 nie wspominali?

Przy okazji. Mam w archiwum zdjęcia 27 różnych, ale bezspornie oryginalnych egzemplarzy feniga KP z 1917 r., które pojawiły się w ostatnich kilkunastu latach na rynku numizmatycznym. A są też przecież egzemplarze przechowywane w zbiorach muzealnych. Według klasyfikacji przyjętej dla monet znanych (zachowanych) przyjętej w katalogach E. Kopickiego oznacza to stopień rzadkości R5 (znanych 26 do 120 sztuk). Zdecydowanie odbiega to od szacunku R8 (2 do 3 sztuk), jaki dał tej monecie Kopicki w Ilustrowanym Skorowidzu w roku 1995.

P.S.
Można do Tych (forma poprawna leksykalnie), można do Tychów (regionalizm, ale rozpowszechniony na tyle, że nie uznawany za błąd).


wtorek, 3 czerwca 2014

Ciekawe, czy to się sprzeda.

Firmy Fritz Rudolf Künker GmbH & Co. KG z Osnabrück chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Działa już kilkadziesiąt lat, jej katalogi aukcyjne mogą być ozdobą każdej numizmatycznej biblioteczki. Można to sprawdzić tutaj.

Niestety, nawet najlepszym zdarzają się dziwne błędy.
Podczas letniego cyklu aukcji (to taka spécialité de la maison tego domu aukcyjnego) pod młotek pójdzie zbiór monet niemieckich bitych po 1871 r. z pokaźnym zestawem prób - katalog nr 252.
Z przyzwyczajenie zajrzałem, czy nie ma czegoś ciekawego z okresu GG i Królestwa Polskiego 1917-1918. Ciekawostki są, niestety.
Królestwo Polskie - trzy oferty:
 
Najpierw jednofenigówka z 1917 r. Zdjęcia tego egzemplarza nie miałem w archiwum. To już dwudziesty trzeci znany mi egzemplarz. Cena wywoławcza 250 euro - dość niska, jak na tej czytelności okaz.

Ceny wywoławcze dwóch następnych monet, to kpina. O ile dwudziestofenigówka może zostać uznana za wyrób stuttgarckiej mennicy, to dziesiątkę za prawdziwą wziąć może tylko ktoś o słabym wzroku.
Nie tylko ja uważam, że te cynkowe monety, to falsyfikaty na szkodę emitenta. I wcale nie są aż tak rzadkie.
Moja cynkowa dziesięciofenigówka  z 1917 r. jest bardzo mocno zniszczona korozją
Mimo to widać na niej charakterystyczny, nieudolny rysunek upierzenia.
Cynkowych dwudziestek mam sześć albo siedem. Nawiasem mówiąc potwierdza to tezę o fałszerstwie - podrabianie większego nominału bardziej się opłacało.

Mam egzemplarze bite

Mam i odlew
To może nawet nie cynk.
Kuenker wystawił egzemplarze może i lepiej zachowane, ale na pewno nie warte wywoławczej ceny.

Ciekawe, czy to się sprzeda. A jeśli tak, to za ile?






środa, 23 marca 2011

Numizmatyka, czyli co?

Nie udało się w zeszłym roku; w tym roku zawziąłem się. Mimo usilnych starań połączonych sił służb drogowych i policji (blokada szosy między Dąbrową Górniczą, a Sławkowem) dotarłem na czas do Muzeum Narodowego w Krakowie i mogłem wysłuchać wykładu prof. dr hab. Borysa Paszkiewicza "Moneta w rękach historyka".
Wykład otworzył tegoroczny cykl wykładów numizmatycznych



Profesor Paszkiewicz na przykładzie trzech monet pokazał, jaka mnogość informacji cennych dla historyków kryje się w numizmatach.
Łużyce, Gdańsk, Podole - trzy odległe lokalizacje i trzy (tak się początkowo wydawało) tajemnice, w których rozwiązaniu pomaga numizmatyka.
Jak w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", próba rozwikłania jednej tajemnicy odkrywa tajemnicę następną, a ta kilka kolejnych. Od cytatu z Jana Potockiego zresztą, zaczął się wykład, którego streszczać nie zamierzam.
Kto nie był, niech żałuje. Ja bardzo żałuję, że brakło mi determinacji w poprzednich latach, bo wykłady odbywają się od roku 2008.

Po wykładzie była chwila czasu na rozmowę z wykładowcą. Najaktywniejsi okazali się o dziwo nie studenci i naukowcy z UJ, a... stali bywalcy internetowych forów numizmatycznych: granit01, DzikiZdeb, Ozyriew.

Tegoroczny plan wygląda niezwykle ciekawie. Na pewno wybiorę się do Krakowa jeszcze kilka razy. Szkoda tylko, że wykład Pana Rafała zaplanowano w okresie urlopowym.

Warto zauważyć, że wykłady w lipcu i sierpniu poprowadzą właśnie koledzy bardzo dobrze znani z numizmatycznej kafejki Allegro i z forum TPZN. To znakomicie, że środowisko naukowe docenia wkład wnoszony przez kolekcjonerów, pasjonatów numizmatycznych.

Cieszy również, że milowymi krokami zbliżamy się do udostępnienia gabinetu numizmatycznego MNK szerokiej publiczności. Jeszcze dwa lata i Pałac Czapskich stanie dla nas otworem. Czekam z niecierpliwością.

PS
Przed chwilą zakończyła się na Allegro aukcja pięknego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r. Moneta poszła za 2851,11 zł - cena doprawdy okazyjna, jak na tak czytelny egzemplarz (siedemnasty poza kolekcjami muzealnymi, który udało mi się odnotować). Gratulacje dla nabywcy!

Printfriendly