Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt III Waza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt III Waza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 czerwca 2013

Olkusz

Jak to możliwe, że jak dotąd nie napisałem na blogu o Olkuszu? Nie tylko na blogu! W pisanych niegdyś felietonach temat Olkusza też się nie pojawił.

Czas nadrobić zaległości.

Olkusz jest miastem bardzo starym. Wyrósł w pobliżu kopalń eksploatujących bogate złoża cynkowo-ołowiowe. Początkowo, we wczesnym średniowieczu znajdował się na zachód od dzisiejszego centrum. Pozostałością po pierwotnej lokalizacji jest grodzisko z ruinami kościoła ukryte za drzewami tuż obok szosy prowadzącej ze śląska do Krakowa.
W tle widać rumowisko - hałdę kamieni z pobliskiej kopalni. Niewiele brakowało, by hałda przykryła i Stary Olkusz. Na szczęście ktoś w porę poszedł po rozum do głowy. 

W połowie XIII wieku miasto przeniosło się kilka kilometrów na wschód, nad rzekę Babę. Najpewniej, by umożliwić intensywną eksploatację złóż w bezpośrednim sąsiedztwie pierwotnej osady. Do dziś w okolicznych lasach widać resztki niezliczonych szybów i szybików i hałdy wydobytego z nich kamienia. 

Nad "nowym" Olkuszem góruje zbudowana z czerwonego kamienia wieża bazyliki kolegiackiej św.  Andrzeja.
Z bliska wygląda jeszcze ładniej.
Spod bazyliki tylko kilka kroków do rynku.
Od kilku lat trwa na nim kompleksowy remont połączony z pracami wykopaliskowymi (więcej na ten temat: http://forum.jurapolska.com/viewtopic.php?f=1&p=58256). Kamieniczki wokół rynku nie porażają przepychem. Na niektórych tylko zachowały się elementy dawnej kamieniarki.
Aż trudno uwierzyć, jak ważnym i bogatym miastem był kiedyś Olkusz. Pod kamieniczkami i całym rynkiem jest więcej śladów bogatej przeszłości. Piwnice mają po kilka kondygnacji. Można o nich poczytać i zobaczyć zdjęcia i filmy na jurajskim forum http://www.forumjurajskie.pl/viewtopic.php?f=1&t=4371

Nas najbardziej powinien zainteresować gmach dawnego starostwa.
od frontu
od zaplecza.
Starostwo pobudowano na miejscu mennicy koronnej założonej przez Stefana Batorego w roku 1579 na podstawie dokumentów wydanych o rok wcześniej. Postanowienie Batorego przywracało emisję monet koronnych przerwaną przez Zygmunta Augusta w 1548 r. po śmierci ojca.
trojak koronny Batorego
Olkusz, 1585
 Mennica działała do końca panowania króla Stefana i kontynuowała pracę za Zygmunta III, aż do roku 1601, kiedy to zamknięto ją na zawsze. Obszerną monografię olkuskiej mennicy napisał Janusz Reyman (Ossolineum 1975). 
szeląg Zygmunta III
Olkusz, 1589
trojak Zygmunta III
Olkusz, 1599
Olkuska mennica wykorzystywała srebro wydobywane pod miastem ale miejscowe kopalnie nie były głównym źródłem surowca ponieważ ich podstawowym produktem był ołów. Metal, z którego monet nie bito, ale który był wykorzystywany w mennicy w procesie oczyszczania srebra. 
ołowiane odważniki/obciążniki

Te dwa kawałki ołowiu kupiłem na dziś już nieistniejącym katowickim szaberplacu nad Rawą od jegomościa, który twierdził, że znalazł je gdzieś pod Olkuszem. Świetnie sprawdzają się w roli przycisków do papieru. Oba mają otwory w górnej części, Jeden waży 404 gramy, drugi 100,5 grama. Z grubsza odpowiada to dwóm i połowie grzywny z końca XVI wieku. 

Może po ukończeniu remontu rynku przyjdzie czas na remont budynku starostwa, może uda się wyremontować i udostępnić do zwiedzania jakąś część podziemi. Nie wyobrażam sobie by mogło w nich braknąć miejsca na ekspozycje poświęcone olkuskiemu górnictwu i mennictwu. Nawet jeśli tak się nie stanie i tak warto do Olkusza zaglądać. 
Okolica jest piękna, w pobliżu można podziwiać ruiny zamku w Rabsztynie
otoczone ładnymi lasami, w których można zbierać poziomki, jagody i grzybki
(no może niekoniecznie takie chyba, że...).
A po trudach zwiedzania warto wrócić na rynek, pod numer 20 (tzw. Batorówka) i zjeść smaczny włoski obiad w piwnicach u samego Giulio Cezare popijając dobrym włoskim winem.

Palce lizać.



poniedziałek, 5 grudnia 2011

Gdzie ja to już widziałem?

Wczoraj zakończyła się aukcja o bardzo enigmatycznym tytule "Półgrosz".

Moneta rzeczywiście przypomina jagiellońskiego półgroszka, ale tylko przypomina.

Ja już gdzieś coś podobnego widziałem! Zachowałem sobie nawet zdjęcie.

Pierwsze spotkanie z takim "półgroszem" miałem w roku 2005. Napisałem o tym w jednym z felietonów dla e-numizmatyki "SZWEDZI W POLSCE". Pisząc tamten tekst nie wiedziałem jeszcze cóż to za dziwna moneta. Deprymujące było zwłaszcza pominięcie jej w Ilustrowanym Skorowidzu... E. Kopickiego.

Kilka dni później już wiedziałem - moneta rzeczywiście ma związek z Polską bo wybito ją w Szwecji za panowania naszego Zygmunta III Wazy (Sztokholm, rok  1593). Nominał = 1 FYRK, czyli ćwierć öre. Waga - około 1 grama, średnica około 20 mm.

To moneta rzadka i wczorajszy zwycięzca może mówić o dużym szczęściu. Tak bywa, gdy sprzedający nie wie, co sprzedaje (albo nie uważa za konieczne by dokładnie opisywać sprzedawaną monetę).
W archiwach Allegro znalazłem trzy notowania:
http://archiwumallegro.pl/zygmunt_iii_waza_1_fyrk_1593_b_rzadka-1749883179.html
http://archiwumallegro.pl/1_fyrk_1593_zygmunt_iii_waza_rarytas-183456766.html
http://archiwumallegro.pl/zygmunt_iii_waza_1_fyrk_1593_m_sztokholm-1735282964.html


czwartek, 7 kwietnia 2011

Sprawozdanie z podróży - część pierwsza.

Jakiś czas temu pisałem o Europejskim Centrum Pieniądza w Bydgoszczy, deklarując, że będę się starał odwiedzić to interesujące miejsce.
Okazja nadarzyła się wcześniej, niż przypuszczałem. Udało mi się przekonać szefa, że koniecznie muszę pojechać na tydzień do Bydgoszczy i Gdańska.

Zacząłem od Bydgoszczy.
Już pierwszego dnia wybrałem się na spacer po starym mieście, ze szczególnym uwzględnieniem Wyspy Młyńskiej. Ostatnio byłem tam w 2008 r. Wiele się zmieniło! Wyspa wypiękniała i wszystko wskazuje na to, że wkrótce będzie jeszcze piękniejsza. Było już zbyt późno, żeby myśleć o zwiedzaniu muzeum. Zrobiłem tylko trochę zdjęć włócząc się po mieście i planując rozkład następnego dnia po czym ruszyłem na poszukiwanie czegoś do zjedzenia. Na wyspie jest wprawdzie karczma młyńska, ale tam jadłem już trzy lata temu i choć nie narzekałem, to o zachwycie też nie było mowy.

Wędrując najpierw przez Rynek, później przyległymi uliczkami rozglądałem się za jakimś sympatycznym miejscem. I znalazłem! Lokal nazywa się Dolce Vita
i rzeczywiście karmi po włosku. Karmi znacznie, znacznie lepiej, niż wygląda na zewnątrz. Wnętrze też wygląda lepiej.
Zachodziłem tam codziennie, dwa razy na obiad, dwa razy na kolację i za każdym razem moje kubki smakowe miały wiele radości. Świetne mięsa, sałatki, pyszne pierożki i nie mniej smakowite spaghetti alio et olio - bez chłodnego, wytrawnego wina ani rusz. Mam nadzieję, że lokal nie zniknie i kiedy znów będę w okolicy, nadal będzie można cieszyć się dobrym jedzeniem i sympatyczną obsługą.

Następnego dnia, po załatwieniu spraw służbowych ruszyłem znów na Wyspę.
Najpierw oczywiście zaatakowałem ECP. Od frontu:
jest kasa i wystawa "Od pieniądza narodowego do euro".
To dział, który na razie mnie nie interesuje (sytuacja może się zmienić, kiedy pojawią się monety euro z polskimi awersami). Wyszedłem na zewnątrz i skierowałem się do wejścia znajdującego się po przeciwnej stronie budynku
wejścia prowadzącego do pomieszczeń ze stałą wystawą "Mennica bydgoska".
W pierwszej sali zaprezentowano monety wybite w Bydgoszczy
pochodzące ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy i z depozytów innych placówek, np. Muzeum Narodowego w Warszawie. Przegląd typów monet bitych za Zygmunta III i kolejnych władców aż po Jana III Sobieskiego nie obejmuje rzecz jasna wszystkiego. To nie jest kolekcja rangi takiej jak zgromadzona przez Czapskiego albo gabinet numizmatyczny MN w Warszawie. Można jednak nacieszyć oczy wieloma rzadkościami, od niepozornego półgrosza z 1620 r. poczynając, przez kilka talarów medalowych Zygmunta III aż po grube złoto. Nie ma na wystawie słynnej zygmuntowskiej studukatówki. Podziwiamy ją jedynie na hologramie słuchając jednocześnie wyjaśnień samego króla Zygmunta w takoż holograficznym majestacie.
W drugiej sali zgromadzono opisy i materialne pamiątki po bydgoskiej mennicy. Niestety bardzo nieliczne i skromne. Trochę narzędzi - bardziej kowalskich, niż mincerskich, szczątki tygli, ceramiki. Między nimi para stempli trojaka z 1619 r.
I to wszystko. Trzeba mieć nadzieję, że kolekcja i ekspozycja będą się rozrastać, że placówka będzie organizowała seminaria, pokazy, wystawy czasowe. Z pewnością warto zarezerwować sobie trochę czasu na odwiedziny w bydgoskim Centrum Pieniądza. 

Warto też zajrzeć do sąsiedniego budynku
w którym umieszczono zbiory archeologiczne. Oczywiście i tam znajdziemy monety wśród eksponatów. Niestety oświetlenie wnętrz jest dalece niewystarczające do fotografowania, a lampy błyskowej używać nie wolno. Nie pokażę więc tego, co w dziale archeologicznym najbardziej mnie zainteresowało.

Po dziale archeologicznym odwiedziłem jeszcze jeden budynek na wyspie - ekspozycję poświęconą twórczości i życiu Leona Wyczółkowskiego. Gorąco polecam i tę wystawę. 

Po "akcji muzea" sprawdziłem jeszcze, czy "Zetka" na ul. Gdańskiej to to samo co dobrze znana mi i odwiedzana od lat "Zetka" w Chojnicach (okazało się, że tak - palce lizać!) i udałem się do Gdańska, ale to już całkiem inna historia, na którą przyjdzie czas niebawem.

P.S.
A co z monetami, zapytacie. Spuśćmy zasłonę milczenia...
Najlepiej zaopatrzony okazał się malutki sklepik przy wejściu na dworzec, ale widok obcego faceta w marynarce (jak sądzę) wywołał u właściciela odruch w postaci szybkiego mnożenia normalnych cen przez cztery (w porywach siedem, choć nie mówię z niemieckim ani angielskim akcentem).

środa, 19 stycznia 2011

Jado, nie patrzo...

Od kilku lat jadąc do pracy mijam niepiękną ruderę, na której ktoś kiedyś namalował krótki napis
JADO NIE PATRZO
Coś w tym jest, bo...
Ile czasu zajęło Wam przetłumaczenie tego napisu na poprawną polszczyznę? Będzie łatwiej, gdy przeczytacie to na głos.

Coś w tym jest, bo nie pamiętam kiedy ten napis się pojawił. Zwróciłem na niego uwagę kilka dni temu, zmuszony do jazdy w tempie leniwego spacerowicza (kilkaset metrów dalej są światła sterowane przez pieszych przyciskiem - przyczyna tworzenia się w tym miejscu wiecznych korków). Ludzie jadą samochodami i nie patrzą dokoła. Dla bezpieczeństwa to może i lepiej, ale z drugiej strony... Ileż tracimy nie rozglądając się wokół siebie. Ile piękna, ile powodów do przemyśleń, ile pomysłów na wpisy do blogów :-)
Jadąc dalej powolutku tak sobie właśnie myślałem, ale po chwili dotarło do mnie, że właściwie, to ten napis mógłby  (a może powinien) brzmieć tak
PATRZO NIE WIDZO
Jedziemy, patrzymy, ale nie widzimy. Wzrok prześlizguje się po budynkach, samochodach, przechodniach, reklamach i...
I nic. Zero, nul. Przyzwyczaiła nas do tego telewizja, przyzwyczaiły gazety, przyzwyczaiły wszechobecne w krajobrazie reklamy. Tych reklam jest tyle, że przestają spełniać jakąkolwiek zamierzoną rolę. Jedynym efektem ich istnienia jest dewastacja krajobrazu. Dewastacja, na którą patrzymy, ale której już nie widzimy...

To może teraz, na koniec, co nieco o monetach.

Kupiłem tę monetkę dość dawno, bo w czerwcu 2000 roku. To jeden z moich pierwszych zakupów na Allegro! Mam odnotowany tytuł aukcji: "Półtorak Zygmunta III Wazy rarytas ZZ zamiast 22". Skąd sprzedawca (na nick spuśćmy zasłonę milczenia) wziął tego Zygmunta? Popatrzył - półtorak, a jak półtorak, to Zygmunt III i co z tego, że zamiast SIGIS jest GE WI.
Zapłaciłem całe 3 zł + koszty przesyłki. Fajnie się kiedyś kupowało na Allegro.

Zaniedbuję troszkę bloga, ale to wszystko przez termin publikacji katalogu obiegówek III RP. Terminu, który sam sobie zresztą narzuciłem.
Rozpisałem harmonogram w kalendarzu i nie kładę się spać przed odhaczeniem wyznaczonego zadania. Wygląda na to, że terminu dotrzymam i 29 lub 30 stycznia będę mógł dodać kolejny link w sekcji "Warto zajrzeć!".
Trzymajcie kciuki.

sobota, 13 listopada 2010

Najlepszy program na świecie.

*Po opublikowaniu posta Kupiłem sobie nowe narzędzie :-) jeden z czytelników zapytał mie, czy to "naprawdę prawda", że nie używam Windowsa i czy rzeczywiście linuks mi wystarcza.
Zapewniam więc i potwierdzam publicznie, nie używam żadnego systemu ani programu ze stajni MS i jest mi z tym bardzo dobrze. Może nie było by tak różowo, gdybym miał chęć i czas na granie w kosmiczne strzelanki, wyścigi samochodowe albo hodowanie wirtualnych cywilizacji. Na szczęście moje potrzeby rozrywkowe w wystarczającym stopniu zaspokajają brydż, muzyka, film, książki itp. - zaspokajają zresztą tym lepiej, im mniej mają wspólnego z komputerem.
Muszę jednak przyznać, że jest jeden program napisany dla środowiska MS Windows, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Używam mianowicie programu COMMENCE. Mam bardzo, bardzo starą wersję (pod wiele mówiącym numerem 2000, wcześniej używałem wersji '98), którą udostępniono kiedyś na płytce dołączanej do angielskiej mutacji miesięcznika PC-Plus. Commence pełni w moim komputerze rolę programu do katalogowania kolekcji, do katalogowania zasobów domowej biblioteki i płytoteki, do archiwizowania historii kontaktów i aukcji, do kontroli domowych finansów, gromadzenia notatek. Commence jest jednocześnie znakomitym terminarzem. Teoretycznie jest to program typu PIM (CRM) ale znakomicie sprawdza się jako system do tworzenia i obsługi relacyjnych baz danych. Relacyjnych, czyli powiązanych ze sobą. Kiedy wygram aukcję, to odnotowuję w bazie kontaktów dane sprzedającego, w terminarzu datę wykonania przelewu, w rejestrze przelewów bankowych kwotę, a kiedy poczta dostarczy przesyłkę, umieszczam opis i zdjęcie monety w katalogu zbioru. Dzięki powiązaniom między bazami mogę z poziomu "karty katalogowej" monety przejść bezpośrednio do danych sprzedawcy i na przykład sprawdzić inne z nim kontakty. Sprzedając coś, również mam zapewnioną kontrolę nad przebiegiem transakcji - odnotowanie wpłaty od kupującego, odnotowanie wysyłki, wystawienia i otrzymania komentarza itp.
I to wszystko zapewnia program, którego plik wykonywalny ma... 3,2 MB ( do tego dochodzi kilka bibliotek dll o łącznej objętości 428 kB). Tak jest, łącznie zaledwie ciut powyżej trzech i pół megabajta! A potrafi dużo, działa szybko i jest prosty w obsłudze - dla mnie Najlepszy Program na Świecie. Na dodatek Commence uruchamia się bez większych problemów dzięki linuksowemu oprogramowaniu WINE.

   

Program prawie doskonały, bo jak powszechnie wiadomo nikt i nic doskonałe nie jest (no może poza paroma gatunkami whisky i dwoma czy trzema winami z apelacji Médoc).

Cóż widać na tym zrzucie ekranu (oprócz informacji o działających teraz programach i stanie komputera)?
To karta katalogowa jednego z moich ostatnich nabytków - nienajlepiej zachowany, ale dosyć interesujący szóstak Zygmunta III Wazy. Kupiłem go na Allegro niespecjalnie przejmując się opisem. Tyszkiewicz nie przykładał nadmiernej uwagi do odmian napisowych, więc fakt nieodnotowania tej  konkretnej nie oznacza automatycznie jej wyjątkowości.
Odmiana z SIGIS:III na awersie i POL.16.23. jest odnotowana u Czapskiego (nr 10279), jako pospolita, bez żadnej R-ki. Tak samo ocenił ją E. Kopicki w Monetach Zygmunta III Wazy wydanych w 2007 r. (nr 916, odmiana). Ciekawe, że Kamiński z Kurpiewskim nie odnotowali takiej kombinacji awers/rewers - w/g ich katalogu, mój nowy szóstak ma awers numeru 1456 i rewers 1457 ale z GROS zamiast GRO. W sumie moneta pospolita, żadna rzadkość, ale w zbiorze wypada ją mieć. Nie miałem, więc kupiłem i mam. Na tym między innymi polega kolekcjonowanie monet.

Printfriendly