Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Czapskich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Czapskich. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2019

Jedna ciekawostka i trzy zaproszenia.

Od ciekawostki zacznę. Wyobraźcie sobie, że są na świecie mennice, które od dziesięcioleci, regularnie, bez żadnych ponagleń i przypomnień publikują szczegółowe dane o swojej działalności. Bardzo szczegółowe dane, teraz dostępne od ręki na dwa kliknięcia.
Tak, chodzi o mennice z USA, ale nie tylko.
Dane, które mam na myśli można pobrać ze strony https://www.usmint.gov/
albo znaleźć w amerykańskich numizmatycznych tygodnikach. Tak. Tygodnikach, a nie miesięcznikach albo kwartalnikach. Nie tylko o wielkości produkcji. Publikuje się też dane o sprzedaży monet kolekcjonerskich i bulionowych. To nie moja bajka, ale gdybym bawił się w "małego inwestora", śledziłbym te dane bardzo uważnie.
Pisałem tu kiedyś o sprawozdaniach znalezionych w zaoceanicznych bibliotekach cyfrowych.  Są w nich dane nie tylko o monetach, ale i o narzędziach do ich produkcji - o stemplach.
Teraz ciekawostka właściwa. Kilka przykładów danych o wydajności stempli jednocentówek z Lincolnem.
Rok 1909 - parą stempli bito około 150 000 monet. 1914 - niecałe 200 000. Z niewielkimi zmianami było tak do lat 70-tych XX w. do momentu zmiany stali używanej do wyrobu stempli i nowej technologii ich utwardzania. Od tego czasu stemplami awersu bito około miliona centów, rewersu 1,2 miliona. W latach 80-tych żywotność stempli pogorszyła się, bo zaczęto bić centy na krążkach cynkowych powlekanych miedzią zamiast na miedzianych. Ilość monet bitych parą stempli spadła - w 1985 r. stempel awersu wystarczał na 680 000 monet, rewersu na 850 000.
Jeśli, jak wynika z pierwszej ilustracji, w roku 2019 obie mennice wybiły łącznie 6,27 miliarda centów, to wymagało to użycia ponad 9200 stempli awersu i prawie 7400 stempli rewersu. Jeśliby mennice pracowały na okrągło, przez 365 dni w roku, to każdego dnia trzeba by w nich wykonywać ponad 20 par stempli.
A swoją drogą, po co im tyle jednocentówek???

Teraz zaproszenia.
Najpierw na najbliższy, poświąteczny wtorek, do Czapskich.
Warto wybrać się wcześniej i zwiedzić wystawę czasową poświęconą fałszerzom i ich wyrobom. Ja mam to już za sobą.

Dwa dni później, też u Czapskich, dwa wykłady prof. Koray'a Konuk'a (CNRS-Uniwersytet Bordeaux Montaigne):
  •  “The 2015-2018 archaeological campaigns at Euromos in Caria" (rozpoczęcie: 13.00)
  •  “A recent project in digital humanities: Historia Numorum Online” (rozpoczęcie ok. 14.30)
Termin: 14 listopada 2019 r. (czwartek)
Miejsce: sala audiowizualna Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, Kraków, ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 12.

Krótki odpoczynek i z dawnej stolicy przenosimy się do obecnej.
Wykład, jak widzicie, w ramach promocji Szesnastego Międzynarodowego Kongresu Numizmatycznego, który odbędzie się w Warszawie w dniach od 19  do 24 września 2021 r. Pozornie to daleka przyszłość, w rzeczywistości to prawie pojutrze. Szczegóły na oficjalnej stronie Kongresu http://inc2021.pl/.
Zwróćcie uwagę, na zakładkę "Registration". Wysokość opłat w pierwszym odruchu odrzuca. Uważniejsza lektura to pierwsze wrażenie łagodzi. Członkowie PTN mają dużą zniżkę, studenci takoż, większą, jeśli zarejestrują się odpowiednio wcześnie (Early bird fee). Warto zastanowić się nad odłożeniem paru złotych, bo taka okazja do obcowania z numizmatyką i numizmatykami przez duże, duże N nieprędko się powtórzy.


środa, 16 października 2019

Osiołkowi w żłoby dano...

Pierwszego października skarżyłem się na niemożliwe do ogarnięcia bogactwo oferty nadchodzących i ledwo co zakończonych imprez numizmatycznych. Na szczęście nie stało się tak, że "...oślina pośród jadła - Z głodu padła.".
Wyboru dokonałem i pomimo miłego zaproszenia z Warszawy, 5 października zameldowałem się w Krakowie na TWNA i nie żałuję.
Było (jak zwykle) bardzo ciekawie. I na wykładach

 
i podczas zwiedzania niedawno otwartej wystawy czasowej "UWAGA! FAŁSZERSTWO", na której pokazano falsyfikaty na szkodę emitentów i na szkodę zbieraczy od antyku aż po PRL.
 Nie mogło oczywiście zabraknąć fałszerskich narzędzi - stempli wykonanych przez Majnerta.
 Pokazano fragmenty skarbów złożonych wyłącznie z monet fałszywych (oczywiście z epoki).
 Oglądaliśmy XIX-wieczne fałszerstwa (i monety fantazyjne, nie mające odpowiedników wśród monet oryginalnych) często produkowane, co tu dużo mówić, właściwie na zamówienie kolekcjonerów pragnących pochwalić się unikatami niedostępnych innym zbieraczom.
 Wśród monet nowszych zwracały uwagę przedwojenne falsyfikaty na szkodę emitenta unieważnione przez perforację (o wymyślnych kształtach). Najbardziej zaskoczyło mnie, że między nimi były też monety o najniższych nominałach - 1 i 2 grosze. Mam w zbiorze fałszywe pięciogroszówki, ale nie przypuszczałem, że komuś mogło się opłacać podrabianie drobniejszych nominałów.
Obok pokazano falsyfikaty, na które codziennie natykamy się na aukcjach internetowych i giełdach staroci. Szkoda, że nadal wielu zbieraczy i to nie zawsze tych początkujących nabiera się na te wyroby.
 Na wystawie nie pokazano falsyfikatów monet III RP. Powodem są ograniczenia nakładane przez Narodowy Bank Polski. Najnowszymi falsyfikatami na szkodę obiegu były monety z okresu PRL.
Tematyka naśladownictw i fałszerstw pojawiła się, jak widzicie, i podczas wykładów. Żywa dyskusja rozgorzała po wykładzie profesora Mariusza Mielczarka. Obecni z niedowierzaniem słuchali o praktycznie przemysłowej produkcji monet antycznych na południu Europy, o problemach z ustalaniem autentyczności monet, które pojawiają się jako unikaty, nieznane z kolekcji muzealnych, nienotowane w literaturze naukowej ani na aukcjach i  perfidii osób rozprowadzających falsyfikaty. Perfidii polegającej na próbach uwiarygadniania falsyfikatów poprzez podrzucanie ich na stanowiskach archeologicznych i dodawanie do nieopracowanych skarbów przechowywanych w muzeach. A po tym wszystkim wystawa, z której wiele eksponatów, wielu zbieraczy kupiłoby, wierząc święcie, że to oryginały!
Coraz bardziej musimy uważać przy nabywaniu nowych okazów do zbiorów i to bez względu na to, czy chodzi o monety rzadkie i kosztowne, czy pospolite, wręcz tanie.

Podczas dyskusji między wykładami i w rozmowach w czasie zwiedzania wystawy, pojawił się też temat masowej, chińskiej produkcji współczesnych monet polskich (i nie tylko). Było nie było, jest to podrabianie oficjalnego pieniądza państwowego, wszystko jedno, czy chodzi o monety obiegowe, czy kolekcjonerskie. Do tej pory proceder ten, pomimo sygnałów ze środowiska kolekcjonerskiego, nie wywoływał żadnej oficjalnej reakcji ze strony NBP. Nie znaczy to, że import i sprzedaż tych wyrobów zawsze pozostaną bezkarne. Niecały tydzień po zakończeniu TWNA przeczytałem taką wiadomość:

29-latek z Opoczna na różnych portalach aukcyjnych oferował do sprzedaży fałszywe pieniądze kolekcjonerskie. Przeszukując jego mieszkanie policjanci znaleźli 5 tysięcy numizmatów różnych walut, a także aktualnie używanych w obiegu. Mężczyźnie grozi kara do 10 lat więzienia.
Opoczyńscy kryminalni ustalili, że mężczyzna monety - które nie były oryginałami - kupował przez Internet z różnych źródeł, w tym z portali międzynarodowych. Wszystkie sprzedawał później jako autentyczne. Tymczasem wiadomo już, że przynajmniej część z oferowanych przez mężczyznę monet była podrobiona.
Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: przygotowania do sprzedaży oraz sprzedaży podrobionych monet. Za handel podrobionymi pieniędzmi grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Decyzją prokuratora wobec mężczyzny zastosowano dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe.
Mowa, zauważcie, o podrabianych pieniądzach - o pieniądzu obiegowym. Niestety, jak dotąd nie natknąłem się na żadną wzmiankę, że komukolwiek postawiono zarzuty w związku ze sprzedawaniem fałszywych monet historycznych, niebędących pieniądzem obiegowym. A szkoda, bo kilku zajmujących się tym gagatków grasujących na Allegro znają wszyscy uważni bywalcy forum TPZN.

czwartek, 5 września 2019

Tak długiej przerwy jeszcze nie miałem.

Żyję i mam się dobrze, ale...
Często tu powtarzałem, że na monetach świat się nie kończy. Tak się składa, że w tym półroczu monety musiały oddać pole innym aktywnościom. I dobrze.
Oczywiście stale pracuję nad miedziakami Augusta, ale w tej dziedzinie nie zdarzyło się nic na tyle spektakularnego, by zasłużyć na wpis na blogu.

Eleniasz (pozdrowienia) napisał ostatnio o swoich sukcesach i porażkach w aukcyjnych bojach o srebro SAP. Ja niestety musiałbym ograniczyć się do ubolewania nad porażkami. Na aukcjach "żywych" w tym roku nie upolowałem nic. Z jednej strony żal, z drugiej - kupka na przyszłe zakupy rośnie, choć nie sądzę by na tyle, bym miał szanse na zbliżających się aukcjach GNDM, Niemczyka czy PDA. To, co chętnie bym do zbioru włączył, albo już na etapie ceny wywoławczej przebija poziom, który uważam za rozsądny, albo lokuje prawdopodobieństwo wygranej na poziomie prawdopodobieństwa trafienia szóstki w Lotto, bo pamiętam przebieg poprzednich aukcji. Nic to.

Nie tylko nieszczęścia chodzą parami.
Wczoraj, najpierw trafiło do mojej skrzynki zaproszenie na otwarcie nowej wystawy czasowej u Czapskich.
Chętnie bym do Krakowa pojechał, ale ten termin mam od dawna zaklepany na "inne aktywności". Ledwo podziękowałem za zaproszenie, przepraszając, że nie przyjadę, dostałem informację o innym krakowskim wydarzeniu.
Ten termin (przynajmniej częściowo) mam wolny. Będą dwie pieczenie na jednym ogniu, bo ostatnim punktem programu jest zwiedzanie wspomnianej wyżej wystawy czasowej.

Żeby nie było, że do zbioru nic nie przybywa.
Tylko tyle i aż tyle. Aż, bo gros zakupów kartą przecież, ale mam czas.


środa, 10 października 2018

Nadmiar wrażeń.

Zaczęło się niewinnie. Kończąc pierwszą sesję wykładową, w przeddzień 5 aukcji GNDM, pan Damian Marciniak zapowiedział, że podobnej imprezy powinniśmy się spodziewać i przed następną aukcją. Miał to być piątek, piątego października. Ponieważ z pierwszej sesji u pana Damiana zaliczonej "na żywo" wróciłem bardzo zadowolony, zarezerwowałem październikowy termin. Za noclegiem jeszcze się wtedy nie rozglądałem, i bardzo dobrze, jak się okazało.
14 lipca na forum TPZN pojawiła się informacja o terminie jesiennej, krakowskiej (tradycyjnie) edycji Toruńskich Warsztatów Numizmatyki Antycznej - 5 i 6 października. Czyli mamy konflikt terminów, przynajmniej częściowy. Wyjazd do Warszawy w piątek po pracy, udział (bierny) w sesji wykładowej do godzin późnowieczornych, żeby nie powiedzieć nocnych i później nocna podróż do Krakowa na drugi dzień TWNA  to plan wyczerpujący, ale nie nierealny.
Wkrótce pojawiły się szczegóły obu wydarzeń, najpierw wstępne:
później ostateczne:
GNDM
17:00 PREZENTACJE NOWOŚCI WYDAWNICZYCH
“Złoto czasów dynastii Wazów. Tom IV – Pomorze”, Jarosław Dutkowski
“Mennictwo wschowskie”, Ryszard Kozłowski
17:30 Krótka historia szeląga polskiego – Dariusz Marzęta
18:30 Medale polskie XVI-XVIII wiek – Tomasz Bylicki
19:30 Aspekty podatkowe kolekcjonerstwa – Tomasz Dziadura
20:30 MENNICTWO ŚREDNIOWIECZNE
Polskie brakteaty z napisami hebrajskimi – Dobrochna Gorlińska
Świat brakteatów i ich ikonografia – Witold Garbaczewski

TWNA
5 października: wykłady i zwiedzanie od godz. o 10.00 do 18.00, między modułami przerwa na obiad - od 13.30 do 14.30:
  • „Moneta rzymska: wokół osoby cesarza, jego przodków i potomków” - 1 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (A. Kluczek)
  • „Problem bezpieczeństwa cesarza i państwa w świetle monet rzymskich” - 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (K. Balbuza)
  • „Mennictwo Rodos” - 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (M. Mielczarek)
  • „Mennictwo antycznej Pamfilii na przykładzie Side” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (P. Groński)
  • wizyta w LANBOZ z możliwością przebadania wybranych monet  – 1  godz.

6 października: od godz. 9.00 do 18.00, między modułami obiad - od 14.00 do 15.00:

  • od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
  • „Mennictwo Seleukidów - cz. 6. (po Demetriosie I)” - 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
  • „Muzyka i instrumenty muzyczne w mennictwie antycznym” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (Z.Mojżysz)
  • „Antyczne monety dwujęzyczne” - 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
  • - zwiedzanie wystawy czasowej  (oprowadza D. Malarczyk)
Wybór trudny. Zdecydowałem, że do Warszawy tym razem się nie wybiorę. Szalę przeważyła obietnica, że i ta sesja GNDM, podobnie jak poprzednia, zostanie nagrana i udostępniona w internecie. Wygrał więc Kraków (i moje wrodzone lenistwo). Przynajmniej tak mi się zdawało.
Do momentu, kiedy nie dostałem wiadomości, że uroczystości jubileuszowe 110-lecia mojego liceum odbędą się...
Tak, zgadliście, nie kiedy indziej, tylko właśnie w piątek, 5 października.
I co? Co wybrać?
Jako, że Warszawa przegrała już wcześniej z Krakowem, wybór można by sprowadzić do rzutu monetą. Orzeł - Kraków, reszka - koleżanki i koledzy z liceum. Niczym nie rzucałem. Wysłałem kilkanaście emaili, dostałem kilka  odpowiedzi i telefonów. W rezultacie, tym razem przegrał Kraków.
Podsumowując. Zamiast co najmniej dwudniowego pobytu w stolicy były:
  • piątkowe spotkanie w gronie maturzystów sprzed czterdziestu trzech lat
  • sobotnie Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej w Krakowie
  • niedzielny wypad w góry (musiałem się rozruszać po dwu dniach prawie w całości spędzonych na krześle).
Spotkania klasowe zawsze są okazją do wspomnień. W naszym przypadku na szczęście wesołych, ale to nie temat na ten blog.

TWNA - kolejny raz przekonałem się, że pomimo ograniczonego z mojej strony zainteresowania monetami antycznymi, te spotkania zawsze są ciekawe i inspirujące. Nie wspominając o możliwości swobodnego zwiedzania ekspozycji muzealnej u Czapskich i to nie w towarzystwie przypadkowych osób, niekoniecznie interesujących się numizmatyką, tylko w gronie pasjonatów i fachowców, rozmowy z którymi są najlepszą szkołą numizmatyki (oraz historii, sztuki i czego tylko chcecie).
Była więc okazja do obejrzenia monet, które choć widziałem już niejednokrotnie, za każdym razem ujawniają jakieś nowe szczegóły i niuanse, oraz wystawy czasowej poświęconej sztuce oprawy książek.
 
Przepraszam za jakość zdjęć, ale dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że zamiast męczyć się z fotografowaniem książek w słabo oświetlonych (ze względów konserwatorskich) gablotach, można fotografować ich zdjęcia prezentowane na panelu multimedialnym.
Jak widzicie, skoncentrowałem się na oprawach, na których umieszczono herby znane każdemu chyba kolekcjonerowi polskich monet przedrozbiorowych.

Drugi dzień Warsztatów, w którym miałem okazję uczestniczyć zdominowało mennictwo prowincjonalne.
Hitem, przypuszczam że nie tylko dla mnie, okazał się wykład Pana Zenona Mojżysza.
Żywa opowieść o antycznej muzyce, antycznych instrumentach, bóstwach, herosach i władcach ilustrowana monetami i nagraniami utworów wykonywanych na rekonstruowanych kitarach i aulosach.

Ostatnim punktem programu było zwiedzanie świeżo otwartej wystawy czasowej "A ślady zasypał piasek...". Wystawy prezentującej niewielką część numizmatów i zabytków archeologicznych, zebranych przez żołnierzy Drugiego Korpusu Polskich Sił Zbrojnych oraz ks. Stefana Pietruszkę-Jabłonowskiego, przekazanych w lutym 2016 r. przez Urząd Starożytności Izraela oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego do Gabinetu Numizmatycznego Muzeum Narodowego w Krakowie. Oprowadzała i opowiadała o tym fantastycznym zbiorze kuratorka wystawy, pani Dorota Malarczyk.

Oprócz tego na wystawie pokazano też wschodnie militaria z przechowywanego w Muzeum Narodowym w Krakowie depozytu z Banknock.

My tam w Krakowie słuchaliśmy ciekawych wykładów i toczyliśmy ciekawe rozmowy o monetach (i nie tylko), tymczasem w Warszawie trwała walka o monety licytowane na szóstej już aukcji GNDM. Wielu uczestników warsztatów nie mogło powstrzymać się od częstego sprawdzania wyników licytacji interesujących ich monet. Ja siedziałem spokojnie, bo konsekwentnie hołduję zasadzie wyczekiwania ze stoickim spokojem na wyniki licytacji monet, dla których kilka dni wcześniej złożyłem limity.
Po powrocie do domu, sprawdziłem rezultaty - całkowita klęska. Pozostało poczekać na zakończenie drugiego dnia aukcji. Niedziela też nie okazała się szczęśliwa. Z Warszawy (w której nie byłem), wróciłem na tarczy.

Nagrodą pocieszenia jest ten półtorak, który wylicytowałem trochę wcześniej na Allegro. Dziś przyniosłem go z poczty.
Kto zgadnie, dlaczego bardzo się cieszę, że trafił do mojego zbioru?

Aha, zapomniałem o niedzieli. Znacie te miejsca?


niedziela, 10 grudnia 2017

Numizmatyka w archiwaliach i starych drukach

Zaproszenie dostałem w czerwcu 2017. 
Odpisałem dziękując za zaproszenie i zapewniłem, że chętnie do Krakowa przyjadę. Wiadomość z następnego dnia bardzo mnie zaskoczyła, bo był w niej taki fragment: "Oczywiście z wykładem!".
Po dłuższym zastanowieniu powiedziałem sobie Raz kozie śmierć, wysłałem propozycję tematu, później zgodnie z życzeniem Organizatorów, krótkie streszczenie i czekałem na decyzję, zastanawiając się, czy nie będzie lepiej, jeśli moja propozycja zostanie odrzucona. 
Nie została odrzucona.W listopadzie dostałem program konferencji
https://drive.google.com/open?id=1GNkACHfgxmOitGDgZ_juP5r_cHKdN3p8
i nie powiem, żebym poczuł się komfortowo, widząc nazwiska pozostałych uczestników. Jak tu nie mieć tremy?
7 grudnia dotarłem do głównego gmachu Muzeum Narodowego, zgłosiłem się w punkcie rejestracji uczestników, odebrałem plakietkę uczestnika
usiadłem w fotelu i czekałem na pierwszy referat, przyglądając się przybywającym słuchaczom. Może lepiej by było, gdybym tego nie robił, albo gdybym nie rozpoznawał nikogo, bo trema rosła praktycznie z każdą wchodzącą do sali osobą. Pocieszało mnie tylko, że następnego dnia, mój referat będzie pierwszym, na dodatek o "nieludzko wczesnej godzinie" - tak godzinę rozpoczęcia konferencji określił pan Lech Kokociński - założyciel i pierwszy prezes PTN. Może nie wszyscy przyjdą?

Czytając program konferencji, zaznaczyłem sobie referaty, których chciałem wysłuchać. Planowałem, że z pozostałych zrezygnuję, a czas wykorzystam na zwiedzanie muzeum - jedyny polski obraz Leonarda widziałem ostatnio ze trzydzieści lat temu (teraz wisi piętro wyżej sali "U Samurajów", w której była konferencja). Rocznicowa wystawa dzieł Stanisława Wyspiańskiego, to też wydarzenie, którego nie powinno się lekceważyć. 
Dobrze, że program drugiego dnia konferencji kończył się przed czternastą, bo z moich czwartkowych planów zwiedzania muzeum nie zostało nic. Referaty były bardzo interesujące, jeśli nie z powodu samej tematyki, to dla możliwości poznania warsztatu profesjonalistów - numizmatyków, muzealników, archiwistów.

Po ostatnim czwartkowym referacie, Organizatorzy przygotowali niespodziankę - zostaliśmy zaproszeni "do Czapskich" na skromny poczęstunek i zwiedzanie ekspozycji. Dzięki temu nadrobiłem zaległości i obejrzałem czasową wystawę "Moneta & Imperium".
Najwyższy czas, bo wystawa kończy się niebawem, a monety piękne.
Przyszedł czas próby, piątkowy poranek. Dojechałem punktualnie i z niepokojem obserwowałem zapełniającą się salę. Moje nadzieje z poprzedniego dnia spełzły na niczym.
Podobno było nieźle. Zmieściłem się w wyznaczonym czasie, ale nie powiedziałem wszystkiego, co powiedzieć chciałem. Już poprzedniego dnia wiedziałem, że zamiast trzech podtematów, powinienem był się skoncentrować na jednym tylko. Byłby wtedy czas na i na szczegóły, i na przedstawienie wyników mojej pracy i na opis zamierzeń na przyszłość.
Następnym razem będzie lepiej (o ile następny raz będzie). 
W ramach odstresowania zrealizowałem wcześniejsze plany odwiedzając Damę i podziwiając dzieła Wyspiańskiego, wśród nich znajdując obraz (szkic?), żywcem przypominający jagiellońskie denarki.

P.S.
Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to pod koniec przyszłego tygodnia pochwalę się nowymi w moim zbiorze, bardzo szczególnymi monetami. Trzymajcie kciuki.

sobota, 14 października 2017

Zaległości, nowości, perspektywy...

Dziwny ten rok jakiś. I nie tylko o pogodę mi chodzi.
Właśnie zorientowałem się, że nie mam w zbiorze złotówki i dwuzłotówki z ubiegłego roku! Jak to mogło się stać?
Coraz rzadziej płacę gotówką - coraz rzadziej wydają mi resztę. Mniej okazji do przeglądania drobnych i jakoś się te dwa nominały nie przydarzyły. To się nadrobi, rzecz jasna, ale taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz.
Z rocznika 2017 brak mi jeszcze tylko pięciozłotówki. To też się nadrobi.
Rzadsze kontakty z obiegową drobnicą mają jeszcze jeden zły skutek.
Przedwczoraj dostałem e-mail z Rosji. W załączniku, takie dwa zdjęcia.
 
Wielkie mi rzeczy, złoty pięćdziesiąt. A jednak nie takie zwykłe. Po lewej - 4.8.7.a, po prawej 4.8.7.b (https://sites.google.com/site/monetyobiegoweiiirp/katalog/monety-po-denominacji/50-groszy/2010---4-8-7), a w środku?
Rewers, jak na 4.8.7.a, awers jak na 4.8.7.b, jednym słowem hybryda.
Żeby to koledzy kolekcjonerzy z Rosji musieli wynajdować warianty naszych obiegówek! Od jutra płacę tylko gotówką!!!
Na razie wspominam o tym tylko tu, na blogu. Nowy wariant wprowadzę do katalogu dopiero po potwierdzeniu jego istnienia.

Za tydzień w Krakowie u Czapskich Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej. Program, jak zwykle ciekawy.

20 października:
 – „Moneta jako źródło archeologiczne” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
– „Moneta i retoryka w starożytnej Grecji i Rzymie: historia równoległa” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– „Monety a prawo na przestrzeni dziesięcioleci” – wykład i dyskusja – 1,5 godz. (P. Groński)
– zwiedzanie laboratoriów MNK i Instytutu Archeologii UJ z możliwością przebadania wybranych monet – 1,5 godz.
21 października:
– od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
– „Mennictwo Seleukidów – cz. 5. (od Antiocha IV do Demetrosa I)” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
– „Nummi restituti i ich funkcje w epoce cesarstwa rzymskiego” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (K. Balbuza)
– „Monety inspiracją renesansowego emblematu” – 1 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– zwiedzanie wystawy czasowej „Moneta i imperium. Od Achemenidów po królestwa hellenistyczne” (oprowadza J. Bodzek)


W tym roku niestety nie jadę. 20 będę jeszcze na wyjeździe służbowym (który mam też nadzieję częściowo przekształcić w kolejną wycieczkę numizmatyczną, z której oczywiście przekażę sprawozdanie), 21 października przeznaczam na odpoczynek.

Czy znacie jakieś skuteczne lekarstwo na ulotność treści dostępnych w Internecie? Nie chodzi mi o dane statyczne, bo te (jeśli tylko mnie interesują) archiwizuję sobie, te najważniejsze również w formie wydruków. Gorzej z dużymi dynamicznymi projektami (RIP Cafe Allegro przykładem najlepszym). Ostatnio zniknęły dwa nummus.org i  allegromat.pl - serwisy archiwizujące aukcje Allegro. Pozostaje nam teraz tylko https://archiwum.allegro.pl/  - archiwum oficjalne, ale z założenia ograniczone do obiektów, które ktoś z administracji serwisu uzna za interesujące, oraz http://www2.allegromat.pl/ - niby to samo, co niegdysiejszy allegromat.pl ale bez możliwości wyszukiwania po numerach. Dawniej aukcje archiwizowane na allegromacie udostępniało się podając odnośnik w formie http://www.allegromat.pl/aukcjaxxx. Wszystkie takie odnośniki przestały działać. Komu to przeszkadzało?

Dyskusja o notatkach Bisiera, o której niedawno wspominałem, ucichła. Trwa i ciekawie (za sprawą materiałów źródłowych przedstawionych przez nowego uczestnika) się rozwija spór o Gumowskiego (Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego). Problem godzenia osobistych pasji z powiązanymi z nimi obowiązkami służbowymi dotyczy nie tylko numizmatyków i nie tylko muzealników. Inną sprawą jest tendencja do ocen zerojedynkowych. Łajdak nie może mieć cech pozytywnych, zasłużonemu naukowcowi nie wolno imputować czynów etycznie wątpliwych. A świat nie jest czarno-biały przecież.

Do zbioru niczego ciekawego od  dłuższego czasu nie włączyłem. Najpierw dopinanie publikacji w Biuletynie Numizmatycznym, cały czas praca nad powiązaną z nią książką (opóźni się, nie ma na to rady), a w ostatnich dniach przygotowania do konferencji, którą w grudniu organizuje Muzeum Czapskich, nie pozostawiają za dużo czasu na poszukiwania okazów do zbioru. Jakieś drobiazgi oczywiście kupuję, ale od jakiegoś czasu na nic szczególnego, wartego pochwalenia się, nie znalazłem.

Co do wspomnianej konferencji, to szczegóły znajdziecie tu
http://mnk.pl/aktualnosci/konferencja-numizmatyczna
Z przyczyn, o których pisałem kilka linijek wyżej, cytuję treść informacji o konferencji:
MNK i Polskie Towarzystwo Numizmatyczne (oddział w Krakowie) zapraszają na konferencję naukową pt. "Numizmatyka w archiwaliach i starych drukach", która odbędzie się w dniach od 7 do 8 grudnia 2017 r.
Konferencja ma charakter interdyscyplinarny, skierowana jest do przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych: historyków, archiwistów, archeologów, numizmatyków. Celem konferencji jest przedstawienie szeroko pojętych zagadnień numizmatycznych z historycznej i dokumentalnej perspektywy.

Proponowane zagadnienia:
  • tworzenie publicznych i prywatnych kolekcji
  • kolekcjonerzy i ich wpływ na rozwój numizmatyki
  • korespondencja numizmatyczna
  • archiwa na temat starych znalezisk monet
  • stara książka a numizmatyka
  • archiwalia związane z numizmatyką, numizmatykami i medalierami.
Osoby zainteresowane wygłoszeniem referatu proszone są o nadsyłanie zgłoszeń (temat wystąpienia, abstrakt (300–500 słów), krótka informacja o autorze: afiliacja oraz dane kontaktowe) do dnia 1 listopada 2017 roku na adres e-mail: numizmatyka@mnk.pl lub archiwum@mnk.pl. Przewidywany czas trwania referatu to max. 20 minut.

Udział w konferencji jest bezpłatny. Koszt dojazdu i pobytu (noclegi i wyżywienie) pokrywają uczestnicy konferencji.

Program konferencji, wraz ze szczegółowymi informacjami, zostanie przesłany uczestnikom oraz umieszczony na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Krakowie do 20 listopada 2017 r.

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w konferencji

Komitet Organizacyjny:

Na tej konferencji będę (ostatnie dwa dni tegorocznego urlopu) i jako słuchacz i (jak na razie wszystko na to wskazuje) jako jeden z prelegentów.

I jeszcze jedna nowość. Odżyła strona internetowa Przeglądu Numizmatycznego http://www.przegladnumizmatyczny.pl/.
Nie jest to jeszcze zapowiadany, rozbudowany portal numizmatyczny, ale coś się dzieje. Między innymi dodano następne numery PN do pobrania w formie plików pdf. Z nadzieją czekam na rozwój sytuacji.

poniedziałek, 12 września 2016

Co nowego u Czapskich?

Zachęcony informacją o nowej wystawie czasowej
wybrałem się w niedzielę do Krakowa i nie żałuję.
Wystawa piękna. Prezentowane starodruki tyczą co prawda tej części numizmatyki, która rozmija się z moimi zainteresowaniami, ale same w sobie są wspaniałymi obiektami. Dowodzą też, że już na przełomie XVII/XVIII wieku kolekcjonerstwo monet i medali miało się świetnie.
Przecież jeżeli byli wydawcy stricte numizmatycznych miesięczników (a nawet tygodników), to musieli być i kolekcjonerzy zainteresowani nabywaniem tych publikacji. Na wystawie są też przykłady podręczników, dla zbieraczy i potencjalnych autorów publikacji.

Przy okazji obejrzałem drugą wystawę czasową, otwartą jeszcze przed wakacjami. Wcześniej nie znalazłem dla niej czasu.
Muzeum Czapskich powstało dzięki darowi rodziny Czapskich dla Muzeum Narodowego. Od 1903 roku kolekcja rozrasta się stale, między innymi dzięki hojnym darom kolekcjonerów. Bez ofiarności Karola Halamy nie było by w niej reprezentatywnego zbioru monet antycznych, bez daru Państwa Kleczkowskich, znacznie skromniej wyglądał by dział monet średniowiecznych. To tylko dwa przykłady całych wielkich kolekcji włączanych w zbiory Muzeum Czapskich.
Wspaniałe monety, medale, archiwalia, banknoty trafiają do nich co roku.
Interesującym przykładem jest dar Lecha Kokocińskiego - wielotysięczna kolekcja monet fałszywych. Fałszerstw na szkodę emitenta, ale też i falsyfikatów wytwarzanych z myślą o kolekcjonerach.
 
Zdjęcia robiłem niestety telefonem, i to takim z dość podłym aparatem, więc nie wiem, czy peerelowska dziesięciogrószówka widoczna na dolnym zdjęciu jako jasny krążek, to falsyfikat słynnej dziesiątki 1973 bez znaku mennicy (zwiedzający widzą tylko rewers), czy przykład nadmiernego (???) optymizmu fałszerza próbującego konkurować z mennicą, wówczas państwową.

Oczywiście nie ominąłem wielokrotnie już oglądanych gablot na parterze. Zawsze znajduję tam coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze. Wczoraj zainteresował mnie denarek ryski Stefana Batorego z 1582 r. Trzynastomilimetrowe maleństwo, na którego awersie udało się zmieścić i piękny portret króla i legendę otokową, a na rewersie herb miasta, również otoczony legendą. Monetka w świetnym stanie - kolejny raz potwierdziło się, że takie małe srebra bardzo źle się fotografują. Zdjęcia tej monety na komputerowej planszy przy gablocie, nawet w największym powiększeniu wydają się mniej wyraźne, niż leżąca obok moneta. A Muzeum dysponuje przecież bardzo dobrym studio fotograficznym.

Odwiedzajcie Czapskich. Monety oglądane  nawet przez szybkę gabloty to coś nieporównywanie więcej, niż te same monety w albumach, katalogach, na ekranie komputera.





środa, 14 października 2015

Zaległości odrobić trzeba.

Po pierwsze - XVII Śląska Giełda Kolekcjonerów.
Najbardziej spodobała mi się...
droga do Spodka.
Katowice pięknieją, co zauważyłem już przy okazji niedawnego koncertu. Giełda niestety zachwyciła mniej. Stoisk masa, monet, literatury, akcesoriów - mnóstwo. Niby pięknie, ale myślę, że to mocno nie w porządku, że monety wycenia się na poziomie 150 do 300% powyżej cen na giełdach w Czechach i Niemczech. Mam na myśli monety pospolite i wcale nie idealnie zachowane. Proponowanie wymiany banalnego półtoraka z lat dwudziestych XVII w. na nowiutki banknot 50 zł zupełnie mi się nie podoba.


Jeśli narobiłem komuś apetytu na wizytę u Czapskich, proponuję zaplanować wyjazd na któryś z wtorków i połączenie zwiedzania z wysłuchaniem wykładu z cyklu "Numizmatyka, czyli co?". Właśnie opublikowano plan na najbliższe miesiące. Za jakiś czas link będzie nieaktualny, więc dla potomności - zrzut ekranu.

Zbiór stale rośnie i stale przybywa materiału do pracy o miedziakach A3S. Ostatnio dostałem prezent:
grosz Augusta III z kontrmarką z literami MS. Kontrmarkę tę przypisuje się księciu Aleksandrowi Michałowi Sapiesze. Tak przynajmniej napisał Vincas Ruzas w książce "Coins of the Grand Duchy of Lithuania at the Money Museum of the Bank of Lithuania". Miałem już w zbiorze tę kontrmarkę na groszu z roku 1754.

I jeszcze jedna moneta A3S z kontrmarką

strasznie skorodowany grosz z rocznika 1754 lub 1755 z kontrmarką - orzeł z głową zwróconą w lewo. Ładne uzupełnienie do grosza, którym już się kiedyś pochwaliłem

Przy okazji odkryłem, że oprócz wykazu polskich monet kontrasygnowanych opublikowanego przez Soubisie-Bisiera, jest całkiem współczesna, dobrze zilustrowana baza zawierająca przeszło 50 różnych kontrmarek. Opublikował ją w Lwowskich Zapiskach Numizmatycznych pan Андрей Бойко-Гагарин.  Jak się okazuje, autor wielu ciekawych publikacji mogących zainteresować polskich kolekcjonerów
https://independent.academia.edu/AndreiBoikoGagarin

Dlaczego wśród monet z kontrmarkami jest tak wiele miedziaków Augusta III?  To reforma monetarna Stanisława Augusta Poniatowskiego spowodowała, że z końcem XVIII wieku rolę pieniądza dominialnego zaczęły pełnić wytarte i wycofane z obiegu monety oficjalne oznakowane kontrmarkami z inicjałami albo herbem właściciela majątku, lub innymi znakami graficznymi. Nie opatrywano ich nominałami - wartość określał właściciel dóbr.  Pieniądz dominialny, to wewnętrzny pieniądz dużych majątków ziemskich. Wprowadzenie go miało dla właścicieli majątku wiele zalet. Po pierwsze, zwalniało ich z konieczności gromadzenia drobnych monet oficjalnych, które miały by służyć do wypłaty wynagrodzenia za pracę. Po drugie, umożliwiało czerpanie korzyści z zamkniętego obiegu pieniężnego. Poddany nie miał gotówki, którą mógłby wykorzystać poza majątkiem. Pieniądze, które dostawał za pracę mógł wydawać tylko w karczmach dzierżawionych od właściciela majątku (przymus propinacyjny).

Niestety, większości kontrmarek nie potrafimy przypisać do dóbr, w których obiegały. Jeśli udaje się powiązać miejsce znalezienia takiej monety z herbem albo inicjałami właściciela majątku leżącego w pobliżu, to można zaryzykować teorię o inicjatorze emisji. Gorzej, gdy kontrmarka jest "niema" - nie jest herbem ani inicjałami albo gdy nic nie wiadomo o miejscu znalezienia monety.  Wtedy pozostaje ona anonimowa.


Printfriendly