Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10 groszy 1840. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10 groszy 1840. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 lipca 2025

Wiele hałasu o nic czyli numizmatyczny sezon ogórkowy

Mam słabość do pewnych monet, interesują mnie bardziej od innych - miedziaki Augusta III, Królestwo Polskie 1917-1918 i oczywiście 10 groszy 1840. Mam poustawiane alerty w kilku wyszukiwarkach i kilka dni temu zaatakowała mnie wiadomość "Moneta za 20 tys. złotych na białoruskim portalu. Unikat czy podróbka?". RMF24 opublikował krótki tekst o dzisięciogroszówce wystawionej na białoruskim portalu aukcyjnym. Typowy wakacyjny "ogórek" napisany na kolanie, z bzdurami typu "moneta należy do najwyższej kategorii rzadkości - R4" zilustrowano zrzutem wiadomości z Twittera (przepraszam z X). 

Przegląd białoruskiego internetu nie przyniósł wiele nowego poza lepszym zdjęciem. 

Szóstego i siódmego lipca, gdy białoruskie portale internetowe informowały o sensacyjnej ofercie nikt nie złożył oferty zakupu. Aukcja na ay.by zakończyła się 8 lipca. Jaki był wynik nie wiem. 

Jeśli ktoś zdecydował się na zakup - stracił mnóstwo pieniędzy, bo moim zdaniem, to najzwyklejsza, bilonowa dziesięciogroszówka poddana intensywnemu czyszczeniu chemicznemu. O czyszczeniu wspomniano zresztą w ofercie, pisząc że profesjonalnie usunięto ciemną patynę aby potwierdzić, że to moneta miedziana (прошла профессиональную очистку от патины).  

Podobną opinię opublikowała Наша Ніва powołując się na Onliner.by. Wsiewołod Aleksandrowicz Jurgenson, badacz z Białoruskiej Narodowej Akademii Nauk, skomentował tę ofertę pisząc, że jego zdaniem rzeczywista wartość monety może być znacznie niższa. Za najbardziej prawdopodobną uznał możliwość błędu sprzedawcy w określeniu metalu. W stopie dziesięciogroszówek srebra było bardzo mało - mniej niż 20% za to miedzi ponad 80%. Monety te bito na "bielonych" krążkach z podwyższoną ilością srebra na powierzchni. Podczas czyszczenia patyny górna, bielona warstwa monety jest bardzo łatwa do uszkodzenia i po oczyszczeniu moneta mogła nabrać bardziej „miedzianego” wyglądu. Jurgenson napisał jeszcze, że na podstawie zdjęcia najprawdopodobniej nie mamy do czynienia z próbą bitą w miedzi, co sugerował sprzedawca. 

Białoruski ekspert przedstawił też inną, ale mniej prawdopodobną możliwość - że jest to miedziana, posrebrzana podróbka z  epoki na szkodę emitenta, rzecz interesująca, ale daleka od rzadkości.

Nie znalazłem sposobu na dotarcie do archiwalnego zapisu aukcji, ale szybko znalazł się naśladowca, który za nieco niższą, ale też wysoką cenę zaoferował inną miedzianą dziesięciogroszówkę. Możliwe zresztą, że obie oferty wystawiła ta sama osoba, bo tło zdjęć wygląda bardzo podobnie.

Tym razem nie mam wątpliwości, że to miedź. Tyle, że to nie jest produkt mennicy tylko wspomniane wyżej fałszerstwo na szkodę emitenta.  Takich fałszywek było dużo. Mam w zbiorze dwie sztuki. Troszkę prymitywniejsze i wyraźnie zużyte obiegiem. 
Bez śladu srebrzenia. 
W Archiwum Allegro też takie podróbki można znaleźć i to w amerykańskich slabach. 

Tej drugiej oferty też już na ay.by nie widać. Ciekawe, czy się sprzedała?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Nigdy nie mów nigdy czyli pułapki kwantyfikatorów ogólnych.

Jest tak. Zajmujesz się...
czymkolwiek. Ważne, że na temat tego czegoś wiesz dużo, widziałeś dużo. Śledzisz wydarzenia związane ze swoją specjalnością, połykasz każdą nową publikację, choćby tylko luźno związaną z tematem.
Po pewnym czasie zauważasz, że nic, co się w temacie pojawia nie jest dla Ciebie zaskoczeniem, nowością. Rutyna, nuda. Stopniowo poświęcasz tematowi coraz mniej uwagi, bo po co trwonić czas, skoro nic nowego nie ma prawa się pojawić. Wszystko już było (podobno Ben Akiba), wszystko wiesz, wszystko widziałeś.
Aż tu nagle...
Przychodzi email ze zdjęciem monety i króciutkim pytaniem
Nie znalazłem u Pana takiej odmiany, chyba że źle szukam.
A na zdjęciu 
Najzwyczajniejsza dziesięciogroszówka z datą 1840.
Czy na pewno najzwyczajniejsza? 
Standardowy opis rewersów tych monet w katalogu mojego zbioru powstaje zgodnie ze schematem:
  • układ jagódek w wieńcu laurowym  
  • krój litery G w GROSZY
  • ilość listków w pierwszym pęczku wieńca laurowego (pod jedynką w dacie)
  • ilość kropek
Monetę ze zdjęcia opisał bym tak:
1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, bez kropek
Nic dziwnego, że mój korespondent nie znalazł tej monety w moim katalogu. 
Są w nim:
b/a - 1-2-1-2, G bez szeryfa 4 listki pod 1, bez kropek
c/a - 1-2-1-2, G bez szeryfa, 4 listki pod 1, kropka po dacie
c/b - 1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, kropka po dacie

f/a - 1-2-1-2, G z szeryfem, 5 listków pod 1, bez kropek

Poprosiłem jeszcze o zdjęcie awersu.
Tu nic dziwnego się nie dzieje. Awers "starego typu" z orłem z przymkniętymi dziobami. Podniesione obrzeże wskazuje na tzw. "bicie w obrączce" czyli na nowych maszynach, w których zastosowano pierścień utrzymujący krążek centrycznie między stemplami.
W krótkiej korespondencji z panem Adamem J. uzgodniliśmy, że moneta zmieni właściciela i trafi do mojego zbioru. I tak też się przedwczoraj stało.

Jak widać, moneta została poddana intensywnemu czyszczeniu chemicznemu. Część zanieczyszczeń mocno związanych z podłożem nie dała się usunąć. Stan monety jest jednak wystarczająco dobry, by mieć pewność, że:
po pierwsze,
w pierwszym pęczku są tylko cztery listki i nigdy ich więcej nie było
bo na monetach z pięcioma listkami
listek bliższy łodydze (od góry) jest wyraźnie krótszy od sąsiedniego,
po drugie,
nie ma mowy o usunięciu kropki po dacie, bo w tych miejscach (dla odmiany z G z szeryfem i czterema listkami pod 1 są co najmniej dwa warianty różniące się położeniem kropki, a przy okazji innym krojem cyfr w dacie)
1
2
nie ma żadnych śladów ewentualnej ingerencji
Przy oglądaniu monety trzymanej w ręku, mając możliwość obserwowania powierzchni przy różnych kątach oświetlenia jest to jeszcze lepiej widoczne.

Są dwie możliwości. Albo na stemplu kropki nigdy nie było, albo monetę wybito stemplem, którym wcześniej bito monety z kropką (jak na zdjęciu 2), ale z którego  kropkę usunięto (technicznie nie jest to bardzo skomplikowane). Niezależnie, którą teorię się przyjmie, do zdawało się kompletnej układanki trzeba dołożyć jeszcze jeden klocek.

Wkrótce na mojej stronie z katalogiem zdawkowych monet Królestwa Polskiego 1835-1841 pojawi się nowa pozycja:
b/b - 1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, bez kropek

Dlatego starajcie się proszę nie używać kwantyfikatorów ogólnych zwanych też wielkimi. Słowa zawsze, nigdy, wszyscy, nikt bardzo, bardzo często nie znaczą tego, co powinny, tylko są odzwierciedleniem tego, co i jak myśli osoba je wypowiadająca lub zapisująca. A nie zawsze jest tak, jak myślimy, że jest albo chcemy, żeby było.



środa, 12 listopada 2014

10 groszy 184!

Na Allegro pojawiła się dziwna moneta. Bardzo nietypowa 10-groszówka z roku...
No właśnie - na monecie widoczne były tylko pierwsze trzy cyfry daty - 184.
Oczywiście zaczaiłem się na nią.
Po kilku dniach sprzedający wycofał monetę z aukcji.

Pomyślałem sobie, pewnie wpłynęła korzystna oferta i sprzedający wolał nie ryzykować zakończenia aukcji na niskim poziomie. Okazało się, że jest inaczej - w poczcie znalazłem wiadomość z propozycją zbadania monety. Propozycja z gatunku tych nie do odrzucenia.

Moneta wygląda tak:
a właściwie, to tak:
Odwrotka!
Średnica 18,5 mm. Teoretycznie powinno być 18,6 mm, ale 1/10 milimetra to naprawdę drobiazg. Tym bardziej, że rant jest mocno zużyty, a na dodatek ma ślady nacięć.
Gorzej jest z wagą. Dziesięciogroszówki z 1840 r. powinny ważyć 2,8 grama. Ta moneta waży tylko 2,45 grama. To już znaczna różnica.

Przyjrzyjmy się rysunkowi monety. Data.
Nie ma śladu po ostatniej cyfrze (jaka by nie miała być). Za to doskonale widać zdwojenie, które obejmuje całą powierzchnię rewersu. Czy to możliwe, żeby monetę wybito stemplem wytworzonym nowoczesną metodą tłoczenia z matrycy?

A co widać na awersie?
Tu też są braki - zniknęły literki M W - znak mennicy warszawskiej. Jest jeszcze jeden bardzo ważny szczegół.
Cały rysunek jest lekko przesunięty w górę; przy dolnej krawędzi krążka widać, że rysunek nie dochodzi do krawędzi.
Na skanie nie jest to tak dobrze widoczne, ale kiedy trzyma się monetę w ręku, to widać, że "pusty" obszar przy dolnej krawędzi awersu jest gładki, a rysunek monety wygląda jak nalepiona na ten krążek kalkomania (lekko przesunięta). Poza tym obszarem tło monety nie jest tak gładkie.
Bardzo dokładnie oglądając rewers i na nim można zauważyć ten sam efekt, tyle że na znacznie mniejszej powierzchni

Jedziemy dalej. Moneta wygląda na srebrną. Myślę, że nacięcia na rancie są śladami po próbach jakości metalu. Może ktoś sprawdzał, czy to nie miedziany rdzeń oklejony srebrnymi blaszkami?
Testy z cieczą probierczą są niszczące - na to nie dostałem zgody, ale mam przecież niemały zapasik innych 10-groszóweg z tego okresu. Próba polegająca na wsłuchiwaniu się w dźwięk wydawany przez monetę wirującą na twardej desce moim zdaniem wypada negatywnie. Nie mam na tyle dobrego mikrofonu, żeby przedstawić wyniki (swoją drogą, to może być pomysł na któryś z kolejnych wpisów), ale różnica jest. Ten dziwoląg brzęczy podobnie do monet cynkowych.

Wnioski.
Z mennicy, to to nie wyszło. Przynajmniej nie z tej oficjalnej. Ślady zużycia wskazują na to, że moneta była w obiegu (i wtedy też budziła podejrzenia!).
Stawiam na falsyfikat na szkodę emitenta - gdyby miał być na szkodę kolekcjonera, powinien być bity w bilonie*. Falsyfikat na szkodę emitenta ma sens tylko gdy koszt materiału i robocizny jest niższy od uzyskiwanego nominału.
Jak więc to zrobiono? Zapewne metodą dobrze znaną fałszerzom od co najmniej ćwierci tysiąclecia. Z oryginału robi się glinianą, lub gipsową formę. W niej odlewa jednostronne stemple (pozytywowe), które przed użyciem należy dobrze utwardzić (hartowanie). Takie matryce wgniata się w prasie w żelazny/stalowy, rozhartowany pręt, który po zahartowaniu staje się stemplem.
Między innymi, tak właśnie Majnert wykonywał stemple do niektórych swoich falsyfikatów. 
W tym przypadku fałszerz uznał, że stempel rewersu odcisnął się niedokładnie, więc "poprawił" go uzyskując efekt zdwojenia. Gładki brzeg na awersie, to wynik niedokładnego wzajemnego ułożenia matrycy i stempla. Na dodatek bijąc monetę odwrócił rewers o 180 stopni. Finalnie, pewnie nie był zadowolony z wyników swojej pracy.

A dlaczego usunął ostatnią cyfrę daty i litery mennicy? Tę tajemnicę zabrał do grobu.
A może żyje? Moje spekulacje funta kłaków nie warte, a monetka powstała całkiem niedawno w celu naciągnięcia kolekcjonerów. To mało prawdopodobne. Pracy mnóstwo, a zarobek niewielki.


Jutro moneta wraca do właściciela. Mnie pozostają zdjęcia, Wam lektura.

P.S.
Czy ktoś z Was trafi na coś podobnego?

P.P.S. - 13 listopada 2014
A jednak! Trochę srebra w tym jest. Ciecz chromowa nie kłamie.
Próba jest gorsza od monet oryginalnych - czerwień pojawia się wolniej i jest znacznie bledsza, niż na wytartych obiegiem dziesiątkach  sprzed 170 lat.
Podtrzymuję tezę, że to falsyfikat na szkodę emitenta.

P.P.P.S - 18 listopada 2021
Kilka dni temu zaproponowano mi sprzedaż bardzo podobnie wykonanych dziesięciogroszówek z pełnymi datami - 1841 i 1837. Oferent nie zgodził się niestety na wykonanie zdjęć. 
Tym samym teza o fałszerstwie na szkodę emitenta jest nie do obronienia. Ewidentnie mamy do czynienia z próbami oszukania kolekcjonerów!




poniedziałek, 9 września 2013

Cztery.

Jak się powie A, trzeba powiedzieć B. Jak się napisze o jedynce, dwójce, trójce, trzeba uhonorować następne cyfry.

Dziś szef kuchni poleca czwórkę.

Zacząć wypada od najsławniejszej, choć kontrowersyjnej czwórki.

Fragment rysunku grosza głogowskiego Zygmunta Starego;
ostatnia cyfra rocznika jest interpretowana jako 4 lub 8.

Cyfra ta wygląda, jak ósemka z otwartą górną częścią. Emeryk Hutten-Czapski uważał, że jest to czwórka - jest to zgodne z pisownią tej cyfry spotykaną w dokumentach z XV i początku XVI wieku.
Marian Gumowski twierdził, że jest to jednak ósemka i ten pogląd utrwalił się we współczesnej numizmatyce. Bardziej przemawia do mnie opinia Czapskiego, choćby ze względu na taką właśnie pisownię czwórki spotykaną w dokumentach i na monetach obcych. Czapski znał się na starych dokumentach. Oprócz numizmatów miał bogatą kolekcję starodruków.
Stronczyński wzmiankował też istnienie groszy głogowskich z rocznikiem 1505, co zdaje się potwierdzać, że pierwsza datowana polska moneta została wybita w roku 1504.

Kolejną monetę wybito kilka lat później
 Półgrosz litewski Zygmunta Starego z 1514 r.

Ta czwórka jest dla nas czytelna i jednoznaczna. A gdyby ją trochę obrócić...
i zaokrąglić? Czy nie wyglądała by podobnie do cyfry z grosza głogowskiego?

Syn Zygmunta I Starego wprowadził do obiegu nietypowy dla Polski nominał - czworaki, czyli cztery grosze w jednym kawałku. Nominał podawano na nich w notacji rzymskiej, ale nieco innej, niż ta, której uczono nas w szkole.
 Czwórka składa się z czterech pionowych kresek.

 Znana nam forma IV pojawia się trochę później. Na przykład unikatowych próbnych trojakach i szóstakach Władysława IV. Albo na szóstakach Jana III Sobowskiego z 1680 r.
A cóż robi czwórka na takim szóstaku?

Miała być szóstką, ale rytownik zapomniał, że moneta jest lustrzanym odbiciem stempla i odbił punce w złej kolejności.

We wpisie czwórce poświęconym nie może zabraknąć jednej z moich ulubionych monet. Mam na myśli nie konkretny egzemplarz, a gatunek monety - dziesięciogroszówkę z 1840 roku.
Na wszystkich jej odmianach czwórka wygląda tak
Nie tylko ja poczułem dreszczyk emocji, kiedy na eBay'u pojawiło sie coś takiego
Po krótkim namyśle uznałem, że to nie jest produkt warszawskiej mennicy. Podobnie zresztą orzekło wielu kolekcjonerów. Wszystko wskazuje na to, że ktoś postanowił zapolować na "myśliwych" polujących na odmiany XIX-wiecznych monet obiegowych.

Następna słynna czwórka na polskiej monecie pojawia się w roku 1934. Ta jest ozdobna, otwarta. Oczywiście chodzi o pięciogroszówkę.
Na pierwszy rzut oka wygląda wiarygodnie, ale potraktowana brutalnie, ostrym narzędziem, moneta odkrywa swój sekret

Osobno wytłoczona czwórka została wprasowana w monetę z innego rocznika (najprawdopodobniej 1938) z usuniętą cyfrą.
Na oryginalnych monetach szczyt korony sięga PRZED lewe zakończenie podstawy cyfry dziewięć. Nowsze falsyfikaty tej monety, tłoczone stemplami wykonanymi na bazie oryginalnego egzemplarza na szczęście są łatwe do zdemaskowania.

Otwarta czwórka pojawia się też na monetach PRL

Na obiegówkach III RP czwórka znów jest zamknięta. Tę jednogroszówkę wybito bez pierścienia utrzymującego krążek centralnie między stemplami.




poniedziałek, 19 marca 2012

Sezon rozpoczęty


Piękna pogoda nie pozostawiła wyboru. Krótkie spodenki, na stopy buty do biegania i w drogę. Trzeba sprawdzić, co po zimie z kondycji zostało.
Najlepiej do takiego celu nadaje się dobrze wcześniej poznana trasa więc wylądowałem w Dąbrowie Górniczej nad Pogorią trzecią.
Przed rozgrzewką uruchomiłem nową zabawkę (prezent od pracodawcy!).
Samsung SOLID B2710
Przy okazji testu kondycji miała to być również pierwsza terenowa próba GPS wbudowanego w telefon i programu TrekBuddy, który zainstalowałem kilka dni wcześniej. Gdy GPS zasygnalizował, że udało mu się już określić nasze położenie, wdusiłem START i ruszyłem. Szybko poczułem, że zimowa przerwa nie minęła bez konsekwencji. Nie ryzykując kontuzji przebiegłem dystans w tempie mocno rekreacyjnym – dzięki temu dziś żadne schody mi nie straszne. 
Na koniec jeszcze kilka zdjęć (w nowej zabawce jest „aparat fotograficzny”) - i w drogę do domu.
Jak widać, jezioro jeszcze zamarznięte, a świetna pogoda przyciągnęła nad nie wielu spacerowiczów.

Po zgraniu zapisu trasy z telefonu do komputera pooglądałem sobie podsumowanie pierwszego tegorocznego biegania. Wystarczyło otworzyc zapisany plik w programie GoogleEarth (albo wczytać w formularzu na jednej z mnóstwa stron dla cyklistów, biegaczy, turystów, np. tu: http://utrack.crempa.net/). Sprawdźcie sobie sami – plik z moją wczorajszą trasą jest tu.

Koniec zabawy. Pora na poważniejsze zajęcia.
W domu na „obróbkę” czekało kilka monet dostarczonych przez pocztę w zeszłym tygodniu. Miedzy nimi nowy okaz do kolekcji bilonu Królestwa Polskiego:

odmiana z małą kropką po roku i staro-nowym wieńcem 
(jagódki 1-2-1-2, ale dwa listki pod jedynką z rocznika),  
Przez pewien czas w podpisie pod zdjęciem było 1-3-1-2 - pomyłka, którą bezbłędnie wychwycił "monbank1" - dziękuję.
znana mi i w zbiorze już obecna. Ta jednak moneta, to jednak coś nowego – zdjęcie dokładnie odzwierciedla wzajemny układ awersu i rewersu. Skrętka! Mała rzecz, a cieszy.

Drugą monetą jest
antoninian Aureliana (RIC temp #1733)
wybity wiosną roku 274 w mennicy w Rzymie (dziesiąta oficyna). Tak dokładną identyfikację zawdzięczam wspomnianej tu już wcześniej sieciowej edycji RIC V/1 http://www.ric.mom.fr/en/home.

Swoją drogą, dziwnymi ścieżkami przypadki chadzają. Na tę aukcję natrafiałem 26 albo 27 lutego. Ustawiłem limit w Snipie i czwartego marca monetę wygrałem.
Zalicytowałem bez jakiegoś szczególnego powodu. W ogóle, to trafiłem na tę aukcje też przypadkiem. Dawno, dawno temu szukałem na eBay pewnej bardzo konkretnej monety i metoda prób i błędów przygotowałem zapytanie, które umożliwiało jej znalezienie niezależnie od kategorii, w której umieścił ją sprzedający. Zapytanie dawało ciekawe rezultaty (to kwestia słów użytych w opisie aukcji) więc zapisałem je sobie i od czasu do czasu uruchamiam.
Tym razem w wynikach pojawił się ten Aurelian. Jak widać nie zapłaciłem za niego za dużo.

Dzień, czy dwa po natrafieniu na Aureliana, na forum TPZN pojawiła się informacja o sieciowym Roman Imperial Coinage AD 268-276.

Przypadek? Ależ oczywiście, że przypadek.
Jeden z niezliczonej liczby przypadków składających się na życie każdego człowieka.

niedziela, 11 grudnia 2011

Jeszcze jedno dziwadło z 1840 r.

W maju 2011 r. nie udało mi się kupić dziesięciogroszówki 1840 WW wystawionej na eBay.de.
Tym razem nawet nie próbowałem.

Znak mennicy normalny (M - W), ale za to wyraźne przesunięcie stempla awersu powodujące obcięcie części rysunku.

Rewers bliźniaczo podobny do monety z maja:
Te same litery i cyfry!

Linki do archiwalnych zapisów obu aukcji:
maj 2011
grudzień 2011

Zalecam dużą ostrożność przy kupowaniu "dobrze zachowanych" dziesięciogroszówek 1840 - najwyraźniej ktoś wprowadza na rynek pokątną produkcję.

piątek, 21 października 2011

Lektur ciąg dalszy

Z dużym opóźnieniem dotarł do mnie wczoraj drugi tegoroczny numer Biuletynu Numizmatycznego.

Swoją drogą, PTN znalazło "ciekawy" sposób na podratowanie swoich finansów. Pomimo zapisu na drugiej stronie okładki, brzmiącego "Kwartalnik Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego" (podkreślenie moje), nie można kupić pojedynczych numerów! Miłe panie z ul. Jezuickiej poinformowały mnie, że to rocznik, tyle że wychodzący "na raty". Trudno. Interesował mnie tylko numer 2, a w rezultacie mam numery 1, 2 i 3, a 4 dostanę, gdy się ukaże.

Numer 2 interesował mnie szczególnie, bo wiedziałem, że ma się w nim ukazać tekst Pana Rafała Janke - polemika z moją "Chronologią dziesięciogroszówek Królestwa Polskiego z datą 1840".
Obszerny, dwunastostronicowy artykuł potwierdza moją negatywną ocenę chronologii zaproponowanej w 1981 r. przez A. Schmidta. Pan Janke, niezależnie od mojego spostrzeżenia opublikowanego w jednym z pierwszych wpisów na blogu, również dopatrzył się istnienia nie odnotowanego wcześniej wariantu wieńca na rewersie.
Słusznie też zwrócił uwagę na błędnie podane przez W. Terleckiego, ilości monet wybitych (a właściwie wydanych z mennicy) w poszczególnych latach. Bardziej wiarygodne są dane opublikowane w "Korpusie" Romanowa i zamieszczone w rękopisie dyrektora Puscha.

Nie to jest jednak najważniejsze.
Okazało się, że istnieje dokument z epoki, podający, w których latach mennica warszawska umieszczała kropki na monetach bilonowych. Dokumentem tym jest rękopis Karola Beyera stanowiący podstawę do "Skorowidza monet polskich od 1506 do 1824" wydanego w roku 1880. Beyer zapisał, że monety bez kropek bito w 1843, z kropką po roku w 1844, z kropką po groszy w 1845 i z kropką po nominale w 1846 r.
Moje analizy częściowo odbiegają od tych danych, ale robiłem je wyłącznie na podstawie znanych mi odmian i wariantów rysunku stempli, dodatkowo posiłkując się danymi o wysokości nakładów.
Opublikowanie notatki Beyera rozwiewa resztki tajemnicy. Będę więc musiał skorygować nieco informacje umieszczone na mojej stronie.

Na razie wprowadziłem na niej małe uzupełnienie dotyczące grosza z 1838 r.
Udało mi się kupić bardzo rzadka odmianę - ze starym typem awersu, na którym św. Jerzy przedstawiony jest w płaszczu narzuconym na zbroję, a orzeł ma szeroki ogon z dziewięciu piór.

Plage 249, Berezowski 684 
(wycena 12,00 zł - wyższa, niż na talary Poniatowskiego z lat 1794, 1795).

W grupie zdawkowych monet Królestwa Polskiego 1835-1841 mam jeszcze wiele luk, które systematycznie staram się zapełniać. Każdy taki nowy nabytek, to duża radość.

środa, 21 września 2011

Kilka ciekawych aukcji

Najpierw ta najświeższa.

Pamiętacie "pokrakę"?

  

Czas robi swoje i właściciel tej niezwykłej monety spuścił z tonu i wystawił ją ponownie. 
Tym razem bez minimum. Zalicytowałem, dlaczego by nie, ale poległem. Poszła za 46,50 euro. 

Moneta "bez otworu ale z otworem"
Bardzo ciekawy destrukt. Firma gradingowa NGC opisała monetę jako "struck 5% off center, mint error" oceniając stan na AU55, czyli niemal menniczy. Zastanawiające, że średnica otworu jest mniejsza, niż na zwykłych pięciogroszówkach GG.
Na środku awersu pięknie widoczne jest gładkie pole - miejsce na wybijanie otworu.
Monetę wystawiono z ceną wywoławczą, ale pomimo dużego zainteresowania nie znalazł się chętny. Ciekawe, co będzie się działo dalej.

Trzy inne, rzadkie i piękne polskie monety, które sprzedano wczoraj na Allegro to
  • 2 złote 1813 Moneta w oblężeniu Zamościa, Kopicki 8450b - 3550,00 zł
  • powstańczy dukat 1831, NGC AU58 - 6101,00 zł
  • Zygmunt III Waza, talar koronny 1631 - 3033,00 zł
To oczywiście monety z tzw. górnej półki, ale i wśród tych tańszych trafiają się ciekawe egzemplarze .

18 września zakończyła się licytacja bardzo rzadkiej dziesięciogroszówki z roku 1840 - najwcześniejszy wariant, bity stemplem rewersu ciętym "od ręki".

Ciekawą monetę wypatrzył też na Allegro granit01 i podzielił się swoim odkryciem na forum http://allegro.pl/phorum/read.php?f=274&i=189663&t=189663
Jak widać, nawet wśród zdawało by się bardzo dobrze opisanych monet można natrafić na coś nowego.




środa, 8 czerwca 2011

Historie o duchach

Historia pierwsza, czyli pogoń za duchem, który podobno duchem nie jest.

Tym duchem jest 10 groszy z datą 1840 z awersem starego typu (orzeł z przymkniętymi dziobami) i rewersem, na którym laurowy wieniec ma układ jagódek 1-3-3-0 (jak na monetach wcześniejszych roczników), litera G w GROSZY nie ma pionowego szeryfa (wygląda podobnie do C) i najważniejsze - pod cyfrą 4 w dacie nie ma śladów po cyfrze 3.
W moim katalogu monet Królestwa Polskiego z datami 1835-1841umieściłem ją pod pozycją 10 groszy 1840 - a/c
O istnieniu takiego wariantu wiem wyłącznie z cafe Allegro. Pokazano go przy okazji wstępnej prezentacji materiałów, które zebrałem wgryzając się w problem chronologii 10-groszówek z datą 1840, ale jakość zaprezentowanych zdjęć nie daje pewności, że pod czwórką jest całkiem gładko.
Miałem cichutką nadzieję, że moneta wypatrzona na Allegro (aukcja nr 1635431816 zatytułowana "RRRRRR!!! 10 GROSZY 1840 - 3 JAGÓDKI !!! RRRRRRR"), to właśnie ten od dawna poszukiwany duch.
Dziś poczta rozwiała moje nadzieje dostarczając taką monetę:

Bliższe oględziny
i okazuje się, że jednak pod czwórką są resztki trójki. Polowanie trwa...

W związku z tym mam wielką prośbę. Sprawdźcie czy w Waszych zbiorach nie kryje się ten nieuchwytny dotąd duch. Jeżeli go znajdziecie, zróbcie proszę dobre zdjęcie i przyślijcie do mnie. W przeciwnym razie moja wiara w duchy zostanie nadwątlona. W szczególności w tego "ducha" sprzed z górą półtora wieku .


Historia druga, czyli jakie duchy rodzą się w mennicach.

Kolekcjonerzy specjalizujący się w monetach obiegowych PRL z pewnością znają warianty aluminiowych pięciozłotówek z rybakiem, które potocznie  określa się jako "słoneczko".
Pod ramieniem rybaka widoczne są promieniście rozchodzące się linie. 
Skąd się tam wzięły?

Mam na półce książkę Alana Herberta zatytułowaną "Official price guide to mint errors", która jest nie tyle cennikiem, co encyklopedią destruktów numizmatycznych. Bogato ilustrowaną i szczegółowo wyjaśniającą mechanizmy powstawania destruktów.
Znalazłem w niej dwie kategorie usterek bicia, które są przyczyną pojawiania się śladów części rysunku jednej strony monety na jej drugiej stronie.

Kategoria pierwsza, to monety wybite stemplami uszkodzonymi na skutek bezpośredniego zetknięcia (bez krążka menniczego).

Automaty mennicze pracują bardzo szybko i mają zabezpieczenia przed biciem monety "na pusto", bez krążka. Jak każde zabezpieczenia i to czasem zawodzi. Stemple zderzają się z sobą i uszkadzają wzajemnie.
To, co na monecie jest wypukłe - na stemplu było wklęsłe. Dlatego właśnie na uszkodzonym rewersie tło awersu odciska się w głąb, i w związku z tym na monecie wybitej uszkodzonym stemplem, na rewersie jest wypukły odcisk tła awersu.
W tym przypadku "duch" przeciwległej strony monety jest zazwyczaj słabo widoczny, ale ma wyraźne ostre krawędzie.
Oczywiście, stemple uszkadzają się wzajemnie i na awersie pojawia się ślad części rysunku rewersu, a na rewersie ujawniają się fragmenty rysunku awersu. Część kolekcjonerów uważa, że opisany mechanizm nie może funkcjonować, a dowodem na to mają być monety, na których "duch" straszy tylko na jednej stronie. Kontrargumenty są następujące.
Po pierwsze, para stempli nie jest parą nierozerwalną. Stemple zużywają się nierównomiernie i często łączy się je z sobą w różnych kombinacjach. W skrajnym przypadku, podczas zderzenia jeden ze stempli może ulec tak silnemu uszkodzeniu, że konieczne jest zastąpienie go innym. W rezultacie tylko jedna strona monety jest bita stemplem z "duchem".
Po drugie, do powstania "ducha" konieczne jest, by naprzeciw linii rysunku znajdowała się wolna od rysunku płaszczyzna. Na pewnych monetach sytuacja taka nie występuje.

Druga kategoria, monety na których nastąpiło przeniesienie części rysunku środkowej partii jednego stempla na drugi za pośrednictwem krążków menniczych.

Zachodzi to, gdy para stempli jest bardzo długo eksploatowana i gdy mamy do czynienia z monetami o dużych średnicach, z mocno wypukłym  rysunkiem jednej strony, najczęściej z portretem panującego. Dobrym przykładem mogą być angielskie pensy.
W tym przypadku "duch" nie ma wyraźnych krawędzi, jest tylko zarysem (duchem właśnie) części rysunku przeciwległej strony monety.

Obydwie wymienione wyżej kategorie destruktów, to monety wybite uszkodzonymi stemplami. Albo część rysunku jednej strony odbiła się bezpośrednio na stronie drugiej, albo odcisnęła się na tej drugiej stronie poprzez kolejno bite monety.

Na cafe Allegro toczy się arcyciekawa dyskusja na temat monet z "duchami". Jej przedmiotem jest trojak Królestwa Polskiego z 1836 r. z wyraźnym zarysem części orła na rewersie. Biorąc głos w tej dyskusji zagłosowałem, że mamy do czynienia z monetą wybitą stemplem uszkodzonym na skutek bezpośredniego zderzenia.
Dwóch dyskutantów, Panowie "ukrywający się" pod nickami mareksiwuch i zdzwl, sugeruje, że w tym przypadku w grę wchodzi jeszcze jeden mechanizm "wywoływania duchów", który może ujawniać się podczas pracy prawidłowych, nieuszkodzonych stempli. Zjawisko to ma polegać na "zassaniu" materiału monety przez głęboki relief.  Nie bardzo sobie to wyobrażam, ale obaj panowie uważają takie zjawisko za możliwe prawdopodobne.
Ja nadal uważam, że trojak Pana Aleksandra wyszedł spod uszkodzonego stempla, podobnie jak moja dziesięciofenigówka,
na której również wyraźnie widać zarys orła z awersu.


Historia trzecia, czyli życie po życiu. 

Zgodnie z zapowiedziami webpark.pl  zakończył świadczenie usług.  Żywot strony http://monety.polskie.webpark.pl dobiegł końca, ale na szczęście istnieje życie po życiu i strona działa nadal, tyle, że pod adresem monety.vitnet.pl - zapraszam do odwiedzin.

Edit: 03-10-2012.Niestety, nasza osiedlowa płotka (sieć VITNET) została wchłonięta przez rekina. Początkowe zapewnienia o utrzymaniu hostowanych stron okazały się nieprawdziwe - strona monety.vitnet.pl odeszła do krainy wiecznych łowów, a wraz z nią liczne zdjęcia, które były podlinkowane do dyskusji na forach i do innych moich stron. W miarę możliwości postaram się to naprawić.

Dodatkowo część zawartości po drobnych przeróbkach kosmetyczno - aktualizacyjnych przeniosłem na bloga, na którym właśnie  gościcie.

Printfriendly