Google Website Translator Gadget

piątek, 22 kwietnia 2016

Czytelnicy pytają, autor odpowiada.

Do mojej skrzynki pocztowej trafił zestaw pytań:
1.       Przejrzałem trochę 5gr i nie widzę różnic w rantach. Próba nie jest olbrzymia, ale w podobnej różnice w 1gr były łatwo zauważalne.

2.       Czy planuje Pan rozszerzenie opisu wariantów 5zł z 1994. Bogactwo jest olbrzymie (w sumie ciekawe czemu)

3.       Cały czas jestem w posiadaniu 5zł z 1994 bez znaku mennicy. Zastanawiam się jak zweryfikować tą odmianę

4.       Chętnie bym usłyszał jakie ma Pan założenia przy układaniu katalogu. Staram się to trochę w głowie uporządkować.
Bo z jednej strony oczywiste odmiany stempli: różne kroje pisma, inaczej ułożone znaki mennicze, różnice w drobnych szczegółach
Ale z drugiej egzemplarze wybite zapchanymi lub uszkodzonymi stemplami – to już właściwie identyfikacja pojedynczych stempli a nie ich odmiana
A z trzeciej wady produkcyjne – np. podwójne bicie
I zastanawiam się na jakiej podstawie Pan to dobiera. Bo jak podwójne bicia – to chyba tez odwrotki i destrukty, a także różne odmiany wynikające z użytego krążka (kiedyś Panu wysyłałem zdjęcia z takimi podwojonymi rantami). Ale tego są miliony. Więc zastanawiam się jak wygląda dobór.
Pomyślałem, że odpowiedzi mogą zainteresować szersze grono. No to po kolei:

  1. Pytanie wiąże się z tym, że na "angielskich" jednogroszówkach można zauważyć dwa rodzaje rantu. Po szczegóły odsyłam do mojego katalogu 4-12-2 i 4-12-3. Przez analogię można oczekiwać podobnych różnic na rantach pięciogroszówek. Jak dotąd nie udało się ich znaleźć.
  2. W moim katalogu umieściłem siedem wariantów pięciozłotówki 1994 różniących się położeniem znaku mennicy 4-11-1. Okazuje się, że tych wariantów jest znacznie więcej. W grudniu 2015 Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka sprzedawał na Allegro kompletną kolekcję obiegowych monet III RP z wariantami
    http://archiwum.allegro.pl/oferta/7578-kompletna-kolekcja-monet-iii-rp-z-wariantami-i5839194269.html W kolekcji było 15 wariantów pięciozłotówki z 1994 r. Myślę, że może ich być jeszcze więcej. Bogactwo wariantów spowodowało RĘCZNE nabijanie puncy ze znakiem mennicy na stemple. Na matrycach do stempli znaku nie było. Dlaczego zdecydowano się na takie postępowanie? Prawdopodobnym powodem mogło być traktowanie "wędrującego" znaku mennicy, jako cechy zabezpieczającej. Takie zabezpieczenie pozwala na szybkie ustalenie autentyczności monety, ale tylko dla falsyfikatów bitych stemplami. Odlew zdjęty z oryginału będzie miał znak we właściwym miejscu, ale odlew łatwo zdemaskować innymi metodami.
  3. Nie natknąłem się na 5 złotych 1994 bez znaku mennicy. Biorąc pod uwagę, to co napisałem w punkcie 2. możliwe jest, że pewną część nakładu wybito stemplem awersu, na którym zapomniano dobić znak mennicy. Inna możliwość, to często spotykane zapchanie stempla. Która opcja jest prawdziwa może rozstrzygnąć tylko badanie pod mikroskopem, ale by było wiarygodne, moneta powinna być bardzo dobrze zachowana.
  4. Staram się "nie mnożyć bytów" (Ockham). Podstawowym kryterium wyróżniania odmian i wariantów jest to, co działo się ze stemplami, którymi bito monety. Stemple mogą się różnić z kilku powodów. W skrócie:
    1. Zużycie matrycy spowodowało konieczność zrobienia nowej. Jeżeli przy okazji zdjęta z modelu patryca też się w jakiś sposób uszkodziła, albo uszkodził się model, z którego trzeba było zdjąć nową patrycę, to bardzo prawdopodobne było, że nowe narzędzie mennicze nie będzie identyczne ze starym. Wielkość i istotność różnic decyduje, czy mówimy o odmianie, czy o wariancie.
    2. Błąd przy produkcji stempla spowodował, że są na nim różnice w stosunku do stempla wykonanego prawidłowo. Dobrym przykładem jest stempel ze zdwojeniem rysunku. Spod takiego stempla wychodziły identycznie wyglądające monety, ale różniące się od monet bitych poprawnie wykonanymi stemplami. Uznałem, że warto takie monety katalogować, bo ich istotne cechy wyróżniające były na stemplach od samego początku.
    3. Uszkodzenie powstałe na prawidłowo wykonanym stemplu - tu też mamy z pewną ilością identycznie wyglądających monet z jakimś szczegółem różnym od monet prawidłowych, ale w tym przypadku nie mam uzasadnienia, by określać takie monety odmianami, czy wariantami. To destrukty. Pęknięcia albo wykruszenia stempla - mogą na monecie wyglądać efektownie, ale uważam, że nie powinno się ich katalogować.
    4. Podobnie ma się rzecz z odwrotkami i "obrotkami". Stemple były prawidłowe, tyle że niepoprawnie zamontowano je w prasie tłoczącej monety. Albo przez przypadek, albo celowo. To też destrukty, efektowne, ale tylko destrukty. Czasem wspominam o nich w katalogach, ale generalnie nie traktuję ich, jako odmiany lub warianty. To samo dotyczy pomyłek, lub "pomyłek" przy podawaniu nieprawidłowych krążków pod prasę menniczą.
Jeśli coś jeszcze jest niejasne, proszę pytać.

Narodowy Bank Polski uruchomił Centrum Pieniądza NBP im. Sławomira S. Skrzypka - placówkę edukacyjną, w której będzie można zapoznać się z historią pieniądza i ekonomii. Placówka w znacznej mierze multimedialna, zachęcająca do interakcji, a nie tylko biernego oglądania eksponatów. Centrum zaprasza zwiedzających od 14 maja 2016 r. (dzień "Nocy muzeów"). Symboliczne uroczyste otwarcie nastąpiło 20 kwietnia, ale wstęp mieli wyłącznie zaproszeni goście i dziennikarze. Dlaczego do pełnego otwarcia dla wszystkich potrzebny jest jeszcze prawie cały miesiąc, tego nie wyjaśniono.
O centrum wspominałem już na blogu dwukrotnie: w roku 2010 i w kwietniu 2015. Kiedy będę miał okazję zwiedzić Centrum Pieniądza NBP, na pewno o tym napiszę (ciekawe, czy będzie można robić zdjęcia?).

Na koniec trochę się pożalę.
Kiedy zobaczyłem na eBay aukcję zatytułowaną "Cu Schilling 1754 H Polen August III 1754. Sehr schön+" zilustrowaną zdjęciem
serce mocniej mi zabiło. Kiedy w opisie aukcji przeczytałem:
"Katalognummer: Gumowski 2133, Kaminski/Zukowski 733. 1,23g. Cu Schilling 1754 H, Dresden Kopf des Königs nach rechts/Gekröntes Wappen. Gumowski 2133, Kaminski/Zukowski 733. 1,23g." zrezygnowałem z zadawania sprzedawcy dodatkowych pytań i zalicytowałem.
Powód? Jak dotąd wszystkie szelągi 1754 z literką H, które mam i które widziałem miały imię króla pisane przez U - AUGUSTUS. Gdyby nie informacja o wadze monety - 1,23 grama, dopytał bym sprzedającego, czy to przypadkiem nie jest jednak grosz. Uwierzyłem słowu pisanemu i...
dostałem
wytartego grosza. To moneta ze zdjęcia - żadnej podmiany/pomyłki nie było. Po prostu sprzedający wymyślił sobie, że to co ma, to szeląg, spisał dane z katalogów, w tym masę monety i...


Może przyjmie zwrot.


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Skąd taka cena za pospolitą monetę?

Czternastego kwietnia zakończyła się na Allegro aukcja niepozornej monetki - pięciofenigówki Królestwa Polskiego z 1917 r.
Zajrzeliście do archiwum Allegro? Zdziwiła was końcowa cena?
Ciekaw jestem, czy zaskoczyła sprzedającego.

Mnie zdziwiła o tyle, że z przebiegu licytacji wynika, że dwie osoby zorientowały się, że to nie taka zwykła pięciofenigówka. To znaczy, że jest nas troje.
Ja się nie wtrącałem, bo 13 września 2013 roku kupiłem...
Trochę taniej, ale za to z rdzą.

Kiedy wypatrzyłem, kupiłem i w końcu zobaczyłem tę monetę na żywo, nadal nie miałem pewności, że to jest to, co myślę, czyli nieopisany wcześniej wariant.
Z zasady wolę zachować przesadny nawet sceptycyzm, niż ogłaszać nowe odkrycie. Unikam publikowania odmian i wariantów, które znam z jednego zdjęcia i tylko ze zdjęcia.
Mój egzemplarz, z powodu korozji, też uznałem za niewystarczający dowód na istnienie wariantu stempla pięciofenigówki 1917. Dopiero ujawnienie się bardzo dobrze zachowanej sztuki upewniło mnie, że to naprawdę nowy wariant, który na dodatek okazał się wariantem rzadkim.
Czym różni się od tego pospolitego? Obraz powie więcej, niż tysiąc słów.
W skrócie, różnice są analogiczne do różnic wariantów jednofenigówki z 1918 r. Żartem można by powiedzieć, że to pięć fenigów 1917 bitych stemplem wzoru z roku 1917.

Jakie jeszcze niespodzianki kryją obiegowe monety Królestwa Polskiego?

Na pewno jest ich mniej, niż wśród monet Stanisława Augusta Poniatowskiego. W sierpniu ubiegłego roku pisałem o prawdopodobnej, bliskiej finalizacji planów R. Janke, który od dawna zapowiada wydanie szczegółowego katalogu monet SAP. W grudniu Pan Rafał zaskoczył nas wydaniem "Źródeł z dziejów mennicy warszawskiej 1765-1868". Myślałem wtedy, że lada dzień będzie trzeba sięgnąć do kieszeni po pieniądze na wydawnictwo, które powinno zastąpić dobre, ale niedoskonałe katalogi Plagego.
Okazało się, że wcześniej głos zabrali panowie J. Parchimowicz i M. Brzeziński. Ich dzieło, to 442 strony formatu 22 x 30 cm, w twardej oprawie, kosztujące, bagatela, 450 złotych. Niewiele więcej zapłaciłem za talara SAP z 1795 r!
Postanowiłem, że z decyzją o zakupie wstrzymam się do czasu, w którym będę mógł porównać katalog Parchimowicza z katalogiem Jankego. Albo wygra lepszy, albo... będę musiał kupić obydwa.





środa, 13 kwietnia 2016

Jest dobrze! *

Długo zastanawiałem się nad tytułem dzisiejszego wpisu.
Pierwszą myślą było "Wyjedzie człowiek na kilka dni...", bo to o czym chciałem napisać stało się w czasie, gdy rzeczywiście wyjechałem z domu. Kolejny pomysł przyszedł mi do głowy po przeczytaniu kilku dyskusji dotyczących majowych aukcji numizmatycznych - "O wpływie polityki na numizmatykę" - to wyjaśnię za chwilę. Łagodniejszą wersją mogło by być -  "Nie moja liga".
Po dłuższym namyśle zdecydowałem się na inny tytuł - ten, który widzicie na początku. 

A teraz trzeba przejść do rzeczy.

Przed dawno zaplanowanym wyjazdem, kilkudniowym zaledwie, ustawiłem limity w kilkunastu aukcjach. Kilka aukcji chciałem wygrać, kilka limitów miało spełnić rolę polecenia "śledź tę aukcję". W przeciwieństwie do tego polecenia obecnego i na Allegro i na eBay, limit w aukcyjnym snajperze oprócz śledzenia wyniku aukcji daje jeszcze szansę na zdobycie obserwowanego okazu. Małą, bo małą, ale niezerową, o czym kilka razy miałem szczęście się przekonać.

Nie wygrałem (niestety) dwóch aukcji, na których sprzedawano grosze Augusta III kontrasygnowane puncą z Pogonią.
 
Widocznie za słabo chciałem je mieć, za nisko je wyceniłem. Jeden poszedł za 405,50 PLN drugi taniej, bo "tylko" za 255 złociszów.

Kolejny kontrasygnowany grosz
został wycofany - aukcję zakończono przed czasem. Czyżby poszedł poza Allegro?

Nie wygrałem interesującej pięciogroszówki z 1840
Nie spodziewałem się, że będę miał konkurencję, bo to z pozoru moneta zwyczajna i pospolita. Dlaczego pozory mylą wyjaśnię za kilka dni.

Nie liczyłem na wygrane w aukcjach wystawionych przez WMARIO, ale takiego poziomu licytacji się nie spodziewałem.
2 025 złotych za ,RRR-, K Polskie 1 F 1917 jednostronna PRÓBA awersu
12 700 złotych za RRR-, K. Polskie 10 F. 1917 PRÓBA miedź, R* UNIKAT
11 100 złotych za RRR-, K Polskie 10 F. 1917 PRÓBA cynk, st. 2+, R7
11 100 złotych za RRR-, K. Polskie 20 F. 1917 PRÓBA cynk, st. 2+, R7
Nie moja liga.

Pan Mariusz wystawił w ostatnim czasie bardzo dużo ciekawych monet. Niektóre opisane być może z przesadną ilością marketingowego lepu na muchy, ale nie można znakomitej większości tych monet uznać za nie warte uwagi. Nie wiem, czy sprawił to udatny marketing, czy wystarczyła rzadkość i uroda monet, ale uzyskane ceny mocno przebiły pułap moich szacunków.

Na początku maja odbędą się w stolicy trzy aukcje. Jedna, dawno zapowiadana przez M. Niemczyka będzie swego rodzaju eksperymentem. Reklamowana, jako "Nowy wymiar aukcji na Polskim rynku
Pierwsza w historii - tylko slabowa aukcja !" da okazję do wylicytowania jednej z przeszło dziewięciuset monet zamkniętych w slabach NGC i PCGS. Napisałem, że aukcja będzie w Warszawie, a to nie do końca prawda. Będzie to aukcja internetowa.

Prawdziwe, żywe aukcje (oczywiście nie wykluczające licytacji zdalnej) zaplanowało WCN. Aukcja 64 - 898 pozycji o łącznej wartości szacunkowej niespełna półtora miliona złotych odbędzie się 14 maja o dziewiątej, aukcja 65 "jubileuszowa" tego samego dnia, o osiemnastej zapowiada większe emocje. Wystawiono 61 pozycji o łącznej wartości szacunkowej ponad dwa i pół miliona złotych. Można już pobrać obydwa katalogi w formacie pdf, ale warto postawić na półce klasyczny, drukowany katalog aukcji jubileuszowej.  Powody już tu wyjaśniałem

Przypuszczam, że i na aukcji Niemczyka ("inwestorskiej") i na obu aukcjach WCN zobaczymy równie duże przebicia cen szacunkowych, jak na wspomnianych wyżej aukcjach internetowych. Przyczyny widzę dwie.
Pierwsza, to aktualna sytuacja polityczno-gospodarcza Polski (i nie tylko Polski). Coraz więcej osób skłania się ku zamianie gotówki na dobra trwałe, mniej podatne na zawirowania prowokowane przez polityków i "polityków".
Druga, sercu milsza, to rosnąca popularność numizmatyki. I tej prawdziwej, naukowej i tej popularnej, dla której właściwszym określeniem jest kolekcjonerstwo numizmatów.  Dlaczego uważam, że numizmatyka zyskuje popularność? A choćby z tego powodu, że dowiedziałem się dzisiaj, że mój artykuł o miedziakach Augusta III, który wysłałem do wydawnictwa w grudniu ubiegłego roku znalazł uznanie w oczach redakcji, ale zostanie opublikowany dopiero w roku przyszłym. Dlaczego tak późno? "... Ze względu na nawał materiału...", co oznacza, że o monetach się pisze, co oznacza, że monety się bada, co oznacza, że ... numizmatyka rośnie.
Nie można też zapominać o rosnącej ilości odczytów i wykładów organizowanych przez oddziały PTN, muzea, domy kultury itp.

Czyli po prostu jest dobrze?

PS.
Wiosną nad Jeziorem Charzykowskim jest równie pięknie, jak latem, a nawet piękniej, bo cicho i spokojnie.

* Autor (czyli ja) na wszelki wypadek zaznacza, że nadając wpisowi tytuł "Jest dobrze" miał na myśli wyłącznie aktualny stan polskiej numizmatyki.


niedziela, 3 kwietnia 2016

Nigdy nie mów nigdy czyli pułapki kwantyfikatorów ogólnych.

Jest tak. Zajmujesz się...
czymkolwiek. Ważne, że na temat tego czegoś wiesz dużo, widziałeś dużo. Śledzisz wydarzenia związane ze swoją specjalnością, połykasz każdą nową publikację, choćby tylko luźno związaną z tematem.
Po pewnym czasie zauważasz, że nic, co się w temacie pojawia nie jest dla Ciebie zaskoczeniem, nowością. Rutyna, nuda. Stopniowo poświęcasz tematowi coraz mniej uwagi, bo po co trwonić czas, skoro nic nowego nie ma prawa się pojawić. Wszystko już było (podobno Ben Akiba), wszystko wiesz, wszystko widziałeś.
Aż tu nagle...
Przychodzi email ze zdjęciem monety i króciutkim pytaniem
Nie znalazłem u Pana takiej odmiany, chyba że źle szukam.
A na zdjęciu 
Najzwyczajniejsza dziesięciogroszówka z datą 1840.
Czy na pewno najzwyczajniejsza? 
Standardowy opis rewersów tych monet w katalogu mojego zbioru powstaje zgodnie ze schematem:
  • układ jagódek w wieńcu laurowym  
  • krój litery G w GROSZY
  • ilość listków w pierwszym pęczku wieńca laurowego (pod jedynką w dacie)
  • ilość kropek
Monetę ze zdjęcia opisał bym tak:
1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, bez kropek
Nic dziwnego, że mój korespondent nie znalazł tej monety w moim katalogu. 
Są w nim:
b/a - 1-2-1-2, G bez szeryfa 4 listki pod 1, bez kropek
c/a - 1-2-1-2, G bez szeryfa, 4 listki pod 1, kropka po dacie
c/b - 1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, kropka po dacie

f/a - 1-2-1-2, G z szeryfem, 5 listków pod 1, bez kropek

Poprosiłem jeszcze o zdjęcie awersu.
Tu nic dziwnego się nie dzieje. Awers "starego typu" z orłem z przymkniętymi dziobami. Podniesione obrzeże wskazuje na tzw. "bicie w obrączce" czyli na nowych maszynach, w których zastosowano pierścień utrzymujący krążek centrycznie między stemplami.
W krótkiej korespondencji z panem Adamem J. uzgodniliśmy, że moneta zmieni właściciela i trafi do mojego zbioru. I tak też się przedwczoraj stało.

Jak widać, moneta została poddana intensywnemu czyszczeniu chemicznemu. Część zanieczyszczeń mocno związanych z podłożem nie dała się usunąć. Stan monety jest jednak wystarczająco dobry, by mieć pewność, że:
po pierwsze,
w pierwszym pęczku są tylko cztery listki i nigdy ich więcej nie było
bo na monetach z pięcioma listkami
listek bliższy łodydze (od góry) jest wyraźnie krótszy od sąsiedniego,
po drugie,
nie ma mowy o usunięciu kropki po dacie, bo w tych miejscach (dla odmiany z G z szeryfem i czterema listkami pod 1 są co najmniej dwa warianty różniące się położeniem kropki, a przy okazji innym krojem cyfr w dacie)
1
2
nie ma żadnych śladów ewentualnej ingerencji
Przy oglądaniu monety trzymanej w ręku, mając możliwość obserwowania powierzchni przy różnych kątach oświetlenia jest to jeszcze lepiej widoczne.

Są dwie możliwości. Albo na stemplu kropki nigdy nie było, albo monetę wybito stemplem, którym wcześniej bito monety z kropką (jak na zdjęciu 2), ale z którego  kropkę usunięto (technicznie nie jest to bardzo skomplikowane). Niezależnie, którą teorię się przyjmie, do zdawało się kompletnej układanki trzeba dołożyć jeszcze jeden klocek.

Wkrótce na mojej stronie z katalogiem zdawkowych monet Królestwa Polskiego 1835-1841 pojawi się nowa pozycja:
b/b - 1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, bez kropek

Dlatego starajcie się proszę nie używać kwantyfikatorów ogólnych zwanych też wielkimi. Słowa zawsze, nigdy, wszyscy, nikt bardzo, bardzo często nie znaczą tego, co powinny, tylko są odzwierciedleniem tego, co i jak myśli osoba je wypowiadająca lub zapisująca. A nie zawsze jest tak, jak myślimy, że jest albo chcemy, żeby było.



środa, 23 marca 2016

Dziękuję!

Po roku - trzydzieści tysięcy.
Na drugie urodziny - sto dziesięć tysięcy
Ćwierć miliona zbierałem przez trzy lata i pięć miesięcy.
Dziś w nocy licznik odwiedzin na moim blogu przekręcił się przez pół miliona.

Serdecznie Wam za to dziękuję i nieśmiało polecam się na przyszłość.


A tymczasem wiosna. Jeszcze nie rozpieszcza, jeszcze jej nie czuć w powietrzu ale już ją widać. Trawa zielenieje, gałązki niektórych krzewów też. Może nawet za parę dni będzie trochę cieplej.
I tej wiosny właśnie odbędzie się bardzo ciekawa aukcja (a nawet dwie, i to tego samego dnia - czternastego maja). Aukcja uświetni jubileusz Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, a aukcję uświetni katalog. Mam oczywiście na półce katalog pięćdziesiątej aukcji WCN znany również pod tytułem "Podobna jest moneta nasza do urodnej panny". Katalog, nie katalog. Katalog, bo zawiera zdjęcia i opisy monet, które na tej aukcji sprzedawano, ale przede wszystkim synteza, przedstawienie aktualnego stanu wiedzy o polskim mennictwie, podręcznik - jak sam autor we wstępie napisał. Autor, czyli profesor Borys Paszkiewicz.
Katalog tegorocznej aukcji ma mieć zbliżoną konstrukcję. Autorem tekstu jest dr Witold Garbaczewski, kurator Gabinetu Numizmatycznego Muzeum Narodowego w Poznaniu. Tytuł katalogu, "Opowieść o władcach, artystach i symbolach" i osoba autora są dla mnie wystarczającą zachętą, żeby już zarezerwować miejsce na półce.
WCN pochwalił się już na Facebooku pierwszymi dwiema monetami z zapowiedzianej aukcji. Pozostaje mieć nadzieję, że następne będą równie ciekawe.

A co na aukcach internetowych?
Przedwczoraj zakończyła się bardzo ciekawa (przynajmniej dla mnie) aukcja.
Monetę sprzedano za... 2 125,00 złotych!
Ja swój egzemplarz kupiłem na początku 2012 roku za niecałych 350 złotych (I szybko się nim pochwaliłem).

Rzadkie, dobrze zachowane monety sprzedają się dobrze a czasem nawet lepiej niż dobrze.Nie śledzę bardzo uważnie notowań, ale kilka wyników sprzedaży wczesnych monet obiegowych PRL na aukcjach GNDM zrobiło na mnie duże wrażenie.

Postanowiłem, że w tym roku wszystkie nowe monety obiegowe, które włączę do zbioru będą pochodziły z obiegu (w zeszłym roku zdecydowałem się na zakup kompletu na Allegro). Na razie odłożyłem tylko pięciogroszówkę.
Ciekawe, kiedy skompletuję wszystkie.

Wracając do Allegro. Trochę mi znów namieszali - musiałem zmodyfikować zapisane na stałe linki do wyszukiwań (na widocznym wyżej zrzucie ekranu uważny czytelnik zauważy zakładkę "polowanie"), bo zmieniono kategorie w dziale NUMIZMATYKA. Główny podział monet polskich wygląda teraz tak:
• Polska do 1864
• Polska 1916-1945
• Polska po 1945

Pierwszy dział jest oczywiście podzielony. Dzisiaj mamy (w nawiasach aktualna ilość aukcji):
Część osób uważa taki podział za lepszy od starego, w którym cezurą głównego podziału był rok 1945, bo przyzwyczaiły się do przeglądania kategorii głównych i narzekały na przykład na wymieszanie monet przedrozbiorowych z II Rzeczpospolitą. Ja od zawsze wolałem poświęcić więcej czasu na szczegółowe odpytanie wyszukiwarki, niż codziennie przewijać niezliczone strony wypełnione monetami, które nie interesują mnie nic, a nic. Co kto woli.

Na monetach świat się nie kończy. 
Są tacy, którzy jeżdżą na rowerze przez cały rok. Ja sobie robię zimową przerwę, a ta niedługo się skończy. Planując pierwsze wyjazdy natknąłem się na bardzo pomocną stronę internetową. Serwis bazujący na mapach OpenStreet, z bardzo rozbudowanym systemem planowania tras: 
http://brouter.de/brouter-web/.
Podobno któryś z dostępnych profili planowania jest tak sympatyczny, że proponuje trasy może trochę dłuższe, ale za to omijające większe podjazdy. Muszę to kiedyś wypróbować. Nie żebym puchł na podjazdach, ale latka lecą, nie wiadomo, co będzie za parę lat.

I tym optymistycznym akcentem...

 

 


piątek, 11 marca 2016

Amerykańska niespodzianka.

Zacznę fragmentem z mojego katalogu. Chodzi o dwuzłotówki zaprojektowane przez T. Breyera.
Pierwotnie zamówiono 25,5 mln. dwuzłotówek: 7,5 mln. w Paryżu, 12 mln. w Birmingham i 6 mln. w Filadelfii. Z Anglii przyjęto i zaakceptowano wstępnie tylko pierwszą partię 1,2 mln. monet. Kilka dni po wprowadzeniu do obiegu pierwszych 800.000 sztuk (1 listopada 1924) okazało się, że wiele monet ma usterki. Na tej podstawie Minister Skarbu nakazał wycofanie z obiegu błędnie wybitych monet i jednocześnie zrezygnował z odbioru następnych partii nadsyłanych z Birmingham. Angielską część zamówienia koordynowała firma Johnson Matthey Co. Za zgodą dyrektora mennicy królewskiej w Londynie mennica warszawska zerwała kontrakt z Birmingham i zamówiła tłoczenie dwuzłotówek (i złotówek) w Royal Mint.
Problemy wystąpiły również z amerykańską częścią nakładu. 17 października 1924 r. dostarczono do polski 1,5 mln. monet wybitych w Filadelfii. Wśród nich ujawniono wiele egzemplarzy uszkodzonych i wybrakowanych. Ostatecznie do obiegu skierowano 780,000 monet. Następne partie bite w Filadelfii, już z rocznikiem 1925, zostały wybite stemplem zwykłym (nieodwróconym) bez znaku mennicy.
Zgodnie z informacjami dostępnymi w naszej literaturze nakłady tych dwuzłotówek przedstawiają się następująco:
1924
Filadelfia (odwrotka) = 780.000 ( z półtora miliona dostarczonych z USA do Warszawy)
Paryż ("pochodnie") = 8.178.641
Birmingham (H) = 1.200.000 z których znaczną część wycofano z obiegu
1925
Filadelfia (stempel zwykły) = 5.220.000
Londyn (kropka) = 10.800.000
W popularnych katalogach większość z tych liczb jest zaokrąglana do 100.000 ale w sprawozdaniach, które Mennica Państwowa w Warszawie przekazywała Ministrowi Skarbu pojawiają się liczby dokładne.

Nasza mennica zdążyła opublikować trzy takie sprawozdania w czteroletnich odstępach. Pierwsze w roku 1927, drugie w 1931, trzecie w 1935. W 1939 sprawozdania już nie złożono, ale nie z powodu  wybuchu wojny. Wszystkie opublikowane sprawozdania są datowane na luty lub marzec. 
Trafiłem niedawno na stronę Uniwersytetu Waszyngtona w St. Luis, a dokładniej na stronę działającego przy nim Numismatic Educational Society założonego przez Erica P. Newmana. Przeglądając zasoby portalu natrafiłem na jedno z dorocznych sprawozdań dyrektora mennicy USA (Annual Report of the Director of the Mint for the Fiscal Year Ended June 30, 19XX). Zacząłem przeglądać i zachwyciłem się bogactwem treści. Między innymi tym, że w sprawozdaniach są też dane z mennic innych państw. Najpierw pomyślałem o Stuttgarcie i tajemniczej jednofenigówce Królestwa Polskiego z 1917 r. Okazało się, że na NNP nie ma wszystkich roczników sprawozdań, ale wiedząc, czego mam szukać, szybko znalazłem lepsze źródło. Ściągnąłem interesujący mnie komplet - od roku 1917 do 1940 i zajrzałem do sprawozdania z 1918 (tam powinny być dane za rok poprzedni). Nie było nic. Sprawdziłem rocznik następny - o Stuttgarcie i emisjach dla Polski nic. Są ciekawe rzeczy o problemach monetarnych Niemiec i Austrii, ale mniej mnie to dziś ciekawi.
Zauważyłem jednak coś, co zainteresował mnie bardzo. To była tabela - tu jej fragment:

Wydajność stempli w mennicy filadelfijskiej w roku 1918

Okolicznościową półdolarówkę na stulecie Illinois bito używając czterech stempli awersu i trzech stempli rewersu. Jednym stemplem awersu wybijano przeciętnie nieco ponad 25.000 monet; rewersem prawie 34.000 monet. Niedużo. Ale wydajność stempli jednocentówek (bitych w brązie) była kilkunastokrotnie wyższa. A stemplami monet 1 satang (brąz) bitych dla Syjamu bito jeszcze więcej egzemplarzy - czyżby dopuszczano niższą jakość tych monet?
Nie było nic o monetach dla Królestwa Polskiego, więc sprawdziłem, co sprawozdano na temat monet bitych w Filadelfii (i nie tylko ) dla odrodzonej Polski. I cóż się okazało. Przeczytałem, że w Paryżu w roku 1924 wybito dla Polski 3.679.067 dwuzłotówek i 4.239.742 złotówki, a w roku następnym 4.499.574 dwuzłotówki i 11.833.597 złotówek. Po zsumowaniu otrzymujemy złotówek 16.073.339,  dwuzłotówek 8.178.641 - ilości zgodne ze sprawozdaniami naszej mennicy (i moim katalogiem)
Też zgodnie ze znanymi nam danymi, w Royal Mint w 1925 10.800.000 monet dwuzłotowych i  24.000.000 monet jednozłotowych. O produkcji mennicy w Birmingham wiadomości nie podano, bo nie była mennicą państwową.
A co z amerykańskimi dwuzłotówkami? Sprawozdanie z roku 1925
Sprawozdanie z roku 1926
Łącznie mamy więc 5.160.000 + 840.000 = 6.000.000 dwuzłotówek. Tę samą liczbę dostajemy dodając do siebie wprowadzone do obiegu nakłady dwuzłotówek z rokiem 1924 i 1925. Niby wszystko się zgadza, ale mam wrażenie, że filadelfijska mennica zataiła niepowodzenie. O zakwestionowanej części nakładu "odwrotek" nic nie znalazłem.
Trzeba podkreślić, że sprawozdania przedstawiane przez mennice bardzo rzadko dotyczyły lat kalendarzowych. Już z tytułów tych amerykańskich widać, że zawierają one dane z lat fiskalnych (od lipca do czerwca). Sprawozdania naszej mennicy z okresu międzywojnia omawiają okresy od kwietnia do marca. Nie zawsze można więc wyciągać bezpośrednie wnioski o nakładach monet z konkretnym rocznikiem. Jeszcze większe zamieszanie mamy, kiedy mennica informuje nie o ilości monet wybitych w danym okresie, tylko o ilości monet wydanych z mennicy w tym okresie. Wybijane monety szły do magazynu i były wydawane nawet po czasie dłuższym niż rok, w miarę potrzeb rynku i banków. Tak sprawozdawała mennica warszawska do roku 1868.

Niespodzianka czekała w sprawozdaniu za rok fiskalny kończący się 30 czerwca 1927.
Tabela zawiera informacje o ilości stempli do monet wyprodukowanych w amerykańskich mennicach od 1 lipca 1926 do 30 czerwca 1927. W ostatniej linijce zapisano, że w Filadelfii wykonano 35 stempli do polskich monet i że stempli tych nie użyto.
Co to były za stemple? Do jakich monet? Czy Polska zamówiła jakieś monety i zamówienie wycofała?
Na razie nic na ten temat nie wiadomo.

Nie przeczytałem jeszcze wszystkich sprawozdań, ale na pewno to zrobię. Cierpliwie, rocznik po roczniku, strona po stronie.
Fajna zabawa.






niedziela, 6 marca 2016

Przedwiosenne nowości.

Zanim usunąłem z bloga nieefektywny system komentarzy Google+ zdążyłem zauważyć, że pod wpisem http://zbierajmymonety.blogspot.com/2016/02/szelag-litewski-z-roku-1624.html ktoś zapytał o powody twierdzenia, że opisanego szeląga wytłoczono na prasie walcowej i o rolę kropek widocznych na krążku poza rysunkiem.

Wszystko to opisałem już wcześniej, w roku 2012 we wpisie "Monety opowiadają o...".  Są wyjaśnienia, zdjęcia, poglądowe rysunki - zachęcam do lektury.

Mój zbiór kontrasygnowanych miedziaków Augusta III powiększył się o kolejnego "wycierucha".
Kontrmarka znana, interpretowana jako rysunek herbu Pogoń, wiązana z Czartoryskimi.
Soubisie-Bisier odnotował występowanie takiej kontrmarki na groszu Maksymiliana Emanuela Bawarskiego (1695).

A. Бойко-Гагарин przedstawił Pogoń nabitą troszkę inną puncą


znaną z występowania na groszach Augusta III (odnotowano 7 egzemplarzy). Dwa lata temu był na rynku egzemplarz z taką kontrmarką, niestety wtedy nie udało mi się go zdobyć. Mam tylko kilka zdjęć w archiwum.

Wyraźnie widać, że to nie to samo, co na najnowszym moim zakupie.

Jeszcze jedna monetka powiększyła mój zbiór w ostatnim tygodniu.
Powodem zainteresowania tą monetą jest szczególny wygląd liter tworzących znak mennicy. Malutkie M nabito bardzo wysoko, przez co rysunek stracił symetrię. Porównanie:

Taka drobna ciekawostka.

Pod koniec lutego odbyły się kolejne Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej. Tym razem w Toruniu. Niestety wbrew wcześniejszym zamiarom nie mogłem wziąć w nich udziału, dlatego bardzo ucieszyła mnie inicjatywa warszawskiego oddziału PTN. Na razie dostępne są dwie części wykładu dr. Rakoczego - warto zobaczyć.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Usunąłem mechanizm komentarzy z Google+

Przepraszam, ale musiałem. Wspominałem tu już o problemie z komentarzami. To po prostu nie działało. Powodów mnóstwo:
  • Pomimo odpowiedniego zaznaczenia, nie dostawałem emaili z informacją, że ktoś dodał komentarz.
  • Komentować mogli wyłącznie czytelnicy z aktywnym profilem Google+.
  • Gdy zalogowany przeglądałem swój blog, zawsze widziałem wiadomość, że do wpisu nie ma jeszcze komentarzy. Po wylogowaniu komentarze pojawiały się znienacka, ale po zalogowaniu znów ich nie widziałem. Tym samym nie mogłem na nie odpowiedzieć.
  • Teoretycznie komentarze powinny automatycznie pojawiać się na moim profilu Google+. To tylko teoria - czasem się pokazywały, częściej nie.
Wyłączyłem.

Niestety zniknęły wszystkie komentarze, które zostały umieszczone pod wpisami po 10 kwietnia 2013 r. Ubolewam nad tym, ale nie mogłem sobie pozwolić na to, by sprawiać wrażenie, że nie zależy mi na kontakcie z Wami.

Mam nadzieję, że teraz będę na bieżąco informowany o Waszych reakcjach na moje pisanie i będę mógł odpowiadać na Wasze pytania i sugestie.


niedziela, 28 lutego 2016

Po ośmiu latach...

Osiem lat temu, zaskoczony zdjęciami obiektów sprzedawanych na MA-SHOPS napisałem felieton (zachęcam do przeczytania).

Zastanawiałem się, czy, a jeśli tak, to kiedy i u nas wystąpi to zjawisko.

Dzisiaj już wiem.

Nie potrafię uzasadnić takiego postępowania niczym innym, niż strachem. Nieuzasadnionym moim zdaniem.

Zajrzyjmy do Kodeksu karnego.
Art. 256.
§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.
§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.
§ 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w § 2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.
Nieprzypadkowo podkreśliłem część paragrafu drugiego i cały paragraf trzeci. W tekście ujednoliconym kodeksu, przy paragrafie 2 artykułu 256 jest przypis:
Utracił moc, w części obejmującej wyrazy: „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”, na podstawie wyroku TK z dn. 19.07.2011 r., sygn. akt K  11/10 (Dz. U. Nr 160, poz. 964).
Trybunał Konstytucyjny orzekł wtedy, że:
1. Art. 256 § 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. — Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, ze zm.), w części obejmującej wyrazy: „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”, jest niezgodny z  art.  42 ust.  1 w  związku z art. 54 ust. 1 i art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
Podsumowując; jeśli wpadli byście na pomysł wytwarzania albo sprowadzania podobnych obiektów kolekcjonerskich w celu ich rozpowszechniania, to macie kłopot. Wystawianie na sprzedaż oryginalnego egzemplarza odznaczenia, monety, ceramiki czy innego przedmiotu użytkowego ze swastyką (albo sierpem i młotem) niczym nie grozi.

PS
Nad sprzedażą propagandowych plakatów albo książek radził bym się jednak zastanowić. No chyba, że macie bardzo dobrego adwokata.

czwartek, 25 lutego 2016

Szeląg litewski z roku 1624

Kupiłem sobie kolejną monetę. Wielka mi rzecz.
Może i nie wielka, bo to tylko szeląg litewski z roku 1624, ale za to bardzo interesująca. Wygląda tak:

Czytelna, prawie centrycznie wybita. STOP! Wytłoczona na prasie walcowej - świadczą o tym punkty widoczne na rewersie, a właściwie już poza nim.
Zaraz, zaraz. A skąd wiadomo, że z roku 1624? Na monecie ie widać rocznika! Zaraz do tego dojdziemy. Najpierw jeszcze kilka słów o monecie.
Skrótowe zapisy z katalogów są następujące:
Czapski 1676 R1
Tyszkiewicz 2 mk
Ivanauskas 2SV114-55 (RR),
Kopicki 2007 – 1167, R4

Jak widać, moneta raczej rzadka, z czego się cieszę, bo wypada mieć w kolekcji jakąś rzadszą monetę :-)

Wyjaśnijmy sprawę rocznika. Popatrzcie na te dwie monety:
W drugim przypadku posłużyłem się zdjęciami z archiwum WCN - nie mam tej odmiany w zbiorze.
Czy już wiecie, na jakiej podstawie można stwierdzić, że szeląga bez daty wytłoczono w 1624 roku?

Albo zrobiono to omyłkowo, albo świadomie, bo nie było pod ręką właściwej pary walców (a pracować trzeba!). Pary, w której na jednej przynajmniej stronie była by data. A więc założono do "wyżymaczki" walec z awersami bez daty i walec z rewersami bez daty i zaczęto kręcić. Rzadkość występowania tych monet zdaje się wskazywać na omyłkowe, a nie świadome działanie.
Nie wiadomo ile takich szelągów wykręcono.Ta metoda produkcji monet była bardzo wydajna. Jak się zdaje na walcach były stemple co najmniej sześciu monet. Jeden pełny obrót dawał sześć monet. Czytałem gdzieś (niestety nie pamiętam teraz gdzie), że sprawna obsługa zapewniała nie mniej, niż dziesięć obrotów prasy na minutę. Co minutę wypadało z niej co najmniej sześćdziesiąt monet. Po jakim czasie zauważono, że tym razem są to monety bez daty?
Jeszcze jedno pytanie bez odpowiedzi.

niedziela, 21 lutego 2016

Nie zadzieraj z Izaakiem Newtonem!

Zacznę mocnym akcentem.
Tak kończył, najsłynniejszy chyba, angielski fałszerz monet, William Chaloner (22 marca 1699) 

Zabiła go, bezpośrednio grawitacja - oddziaływanie nazwane i opisane przez Izaaka Newtona, pośrednio zawziętość wardejna londyńskiej mennicy królewskiej, tegoż Izaaka Newtona.

Można też powiedzieć, że Chalonera zabiła chciwość. Czym on się nie zajmował! Skazano go za fałszowanie monet, ale lista jego "osiągnięć" jest długa i bynajmniej nie ograniczająca się do fałszerstw. Produkował całkiem prawdziwe gadżety erotyczne i całkiem nieprawdziwe zegarki. Zegarki, które wskazywały prawdziwą godzinę tylko raz na dzień, bo nie miały mechanizmu, tylko tarczę z umocowaną na stałe wskazówką. Ubogi goguś mógł błysnąć w towarzystwie, sięgając do kieszeni po zegarek by "sprawdzić godzinę" i szybko go z powrotem chowając. Musiał być Chaloner znawcą ludzkiej psychiki, bo przez jakiś czas praktykował z powodzeniem jako znachor-uzdrowiciel.
Duże pieniądze wypłacono mu za zadenuncjowanie władzom drukarzy produkujących pamflety przeciwko królowi Williamowi. Wcześniej nie kto inny, tylko Chaloner namówił ich do druku jakobickich tekstów.

Zostawmy Chalonera.
Skąd Newton znalazł się na tak ważnym stanowisku w mennicy? Wszystko zaczęło się od angielskiego pomysłu na wzajemny stosunek cen srebra i złota. Jeśli za kwotę X w srebrze można było w Anglii kupić Y złota, a niedaleko, tuż za kanałem, tę samą ilość srebra można było wymienić na Y+A złota, to rzeczą oczywistą było, że im większe A, tym szybciej srebro będzie płynęło w stronę Francji i Niderlandów. I tak właśnie było. Angielskie srebro opuszczało kraj i jako całe monety i w postaci sztabek odlanych ze skrawków uzyskiwanych z obcinania krawędzi monet. W Anglii zaczęło brakować srebra. Nie dość, że było coraz mniej monet, którymi można było by płacić za towary, za pracę i co najważniejsze płacić podatki i czynsze, to monety które pozostały miały poważnie obniżoną zawartość kruszcu.
"Król Billy" potrzebował mnóstwa pieniędzy na wojny. Walczył ze swoim poprzednikiem na angielskim tronie, Jakubem Stuartem, walczył z Ludwikiem XIV popierającym Jakuba, walczył z Jakobitami w Szkocji, a pieniędzy brakowało coraz bardziej.
Najpierw spróbowano zlikwidować proceder obcinania monet wdrażając nowoczesną metodę ich bicia. Zamiast ręcznej pracy z użyciem młota zaczęto używać prasy, a co najważniejsze, nowe monety miały  rant z napisem - "DECVS ET TVTAMEN" - ozdoba i ochrona. Nie można już było ukryć, że moneta została obcięta przy krawędzi. Metodę umieszczania napisu na rancie wymyślił dla Anglików Francuz, Peter Blondeau. Nowe monety wprowadzono w roku 1662. Niestety, wprowadzenie "milled coins" nie zostało połączone z całkowitym wycofaniem starych "hammered coins" aż do roku 1695, więc te stare nadal obcinano, a nowe wywożono, bo żadne zakazy tej działalności nie były w stanie powstrzymać.
Rok 1695 był rokiem przełomu. Król podjął decyzję o odnowieniu monety. Mennice powierzono nowym ludziom. Newton zarządzał londyńską, Edmund Halley został nadzorcą mennicy w Chester.
Czy to nie dziwne? Cóż wspólnego z mennictwem mogli mieć znakomity fizyk i nie mniej sławny astronom?
Stanowiska zawdzięczali częściowo protekcji ważnych przyjaciół, Johna Locke (filozofa, ale znanego też z prac nad teorią wartości pieniądza) i Charlesa Montagu (pełniącego funkcję lorda Skarbu). Decydowało zaufanie do ich wszechstronnej wiedzy. Kim był Newton, mniej więcej powszechnie wiadomo. A Halley?
Bez niego mogło by nie być Newtona?
Może trochę przesadzam, ale to właśnie Halley najpierw zainspirował Sir Izaaka do spisania swoich przemyśleń, a następnie  sfinansował ich wydanie znane pod skrótową nazwą Principiów. A poza tym?
Halleya kojarzymy przede wszystkim z kometą. Nie on ją odkrył, ale on doszedł do wniosku, że kometa z roku 1682 to ta sama kometa, którą widziano wcześniej w latach 1456, 1531 i 1607. Pamiętam, że mój dziadek Władysław bardzo się cieszył, że będzie mógł po raz drugi zobaczyć kometę Halleya. Widział ją jako szesnastolatek w 1910, czekał na luty 1986, niestety zmarł miesiąc wcześniej. Nawiasem mówiąc, pewnie byłby zawiedziony, bo w 1986 kometa Halleya nie prezentowała się szczególnie okazale.
Halley, jako pierwszy opisał ruchy własne gwiazd, weryfikował astronomiczne obserwacje gdańszczanina, Jana Heweliusza (pozytywnie), ale też ma na koncie rzeczy takie, jak użycie rtęci, jako cieczy termometrycznej i opracowanie wzorca obliczania składek emerytalnych dla funduszy ubezpieczeniowych (na podstawie danych zbieranych we Wrocławiu zresztą).

Uznano, że ludzie o tak szerokich horyzontach, tak biegli w ocenie zjawisk i umiejętności wnioskowania o ogólnych zasadach na podstawie obserwacji i pomiarów będą w stanie zarządzać królewskimi mennicami. W przypadku Newtona pomocna mogła być również jego aktywność alchemiczna. Poszukiwanie metody przemiany zwykłych metali w szlachetne kruszce wymagało swobody w posługiwaniu się aparaturą chemiczną i tworzeniu stopów metali z rozmaitymi domieszkami. Nie do przecenienia w pracy mennicy.

Jeszcze jedną osobą chcę tu przedstawić. Mówi Wam coś nazwisko Samuel Pepys?
Samuel Pepys.jpg z Wikimedia Commons

Wbrew pozorom (na obrazie przedstawiony z nutami w ręku) nie był muzykiem ani kompozytorem (choć tego ostatniego nie wykluczam). Był angielskim urzędnikiem współczesnym wymienionym wyżej osobom. Z niektórymi, jeśli nie z wszystkimi, spotykał się osobiście. W Polsce zasłynął dzięki Marii Dąbrowskiej, która przetłumaczyła jego dzienniki, pamiętnik z lat 1660-1669. Niebywałe dzieło. Zapiski pisane przez dekadę dzień po dniu. Pierwsze wydanie wybranych przez tłumaczkę fragmentów ukazało się u nas w roku 1952. Prawie tysiąc stron o wszystkim. Od kłopotów gastrycznych po problemy królestwa. To się czyta. Opis wielkiej zarazy, która spustoszyła w 1665 roku Anglię, a Londyn w szczególności, ma moc większą, niż wszystkie thrillery medyczne razem wzięte. Newton spędził ten czas w rodzinnej wsi, pracując nad swoimi teoriami fizycznymi. Pepys, urzędnik królestwa, pozostał w Londynie. Spisał testament i pozostał w mieście pustoszonym przez zarazę. Przeżył. Wcześniej i później pisał o swoich pasjach. O książkach - miał kilkutysięczną bibliotekę, o muzyce, kuchni (czytając o daniach serwowanych podczas zwykłych i uroczystych posiłków można mieć mdłości), o swoich kochankach (licznych), o pogodzie, polityce. O wszystkim, z czym się spotykał.
Jako urzędnik odpowiedzialny między innymi za wynagrodzenia w marynarce, w dniu 19 maja 1663 roku miał sposobność zapoznania się z pracą londyńskiej mennicy. Był zachwycony nowymi maszynami, nowymi monetami, które uznał za niemal niemożliwe do podrobienia. Praca mennicy tak go zaintrygowała, że dokładnie opisał, krok po kroku proces produkcji monet.
Nie wiem dlaczego M. Dąbrowska uznała ten fragment za mniej ciekawy i nie ujęła go w swoim tłumaczeniu. Na szczęście pełny tekst dziennika Samuela Pepysa jest dostępny bez ograniczeń. Można go znaleźć na Wikisource, ale ja polecam tę stronę.
Pod datą 19.05.1663 znajdziemy między innymi to:

1. Before they do anything they assay the bullion, which is done, if it be gold, by taking an equal weight of that and of silver, of each a small weight, which they reckon to be six ounces or half a pound troy; this they wrap up in within lead. If it be silver, they put such a quantity of that alone and wrap it up in lead, and then putting them into little earthen cupps made of stuff like tobacco pipes, and put them into a burning hot furnace, where, after a while, the whole body is melted, and at last the lead in both is sunk into the body of the cupp, which carries away all the copper or dross with it, and left the pure gold and silver embodyed together, of that which hath both been put into the cupp together, and the silver alone in these where it was put alone in the leaden case. And to part the silver and the gold in the first experiment, they put the mixed body into a glass of aqua-fortis, which separates them by spitting out the silver into such small parts that you cannot tell what it becomes, but turns into the very water and leaves the gold at the bottom clear of itself, with the silver wholly spit out, and yet the gold in the form that it was doubled together in when it was a mixed body of gold and silver, which is a great mystery; and after all this is done to get the silver together out of the water is as strange. But the nature of the assay is thus: the piece of gold that goes into the furnace twelve ounces, if it comes out again eleven ounces, and the piece of silver which goes in twelve and comes out again eleven and two pennyweight, are just of the alloy of the standard of England. If it comes out, either of them, either the gold above eleven, as very fine will sometimes within very little of what it went in, or the silver above eleven and two pennyweight, as that also will sometimes come out eleven and ten penny weight or more, they are so much above the goodness of the standard, and so they know what proportion of worse gold and silver to put to such a quantity of the bullion to bring it to the exact standard. And on the contrary, [if] it comes out lighter, then such a weight is beneath the standard, and so requires such a proportion of fine metal to be put to the bullion to bring it to the standard, and this is the difference of good and bad, better and worse than the standard, and also the difference of standards, that of Seville being the best and that of Mexico worst, and I think they said none but Seville is better than ours.

2. They melt it into long plates, which, if the mould do take ayre, then the plate is not of an equal heaviness in every part of it, as it often falls out.

3. They draw these plates between rollers to bring them to an even thickness all along and every plate of the same thickness, and it is very strange how the drawing it twice easily between the rollers will make it as hot as fire, yet cannot touch it.

4. They bring it to another pair of rollers, which they call adjusting it, which bring it to a greater exactness in its thickness than the first could be.

5. They cut them into round pieces, which they do with the greatest ease, speed, and exactness in the world.

6. They weigh these, and where they find any to be too heavy they file them, which they call sizeing them; or light, they lay them by, which is very seldom, but they are of a most exact weight, but however, in the melting, all parts by some accident not being close alike, now and then a difference will be, and, this filing being done, there shall not be any imaginable difference almost between the weight of forty of these against another forty chosen by chance out of all their heaps.

7. These round pieces having been cut out of the plates, which in passing the rollers are bent, they are sometimes a little crooked or swelling out or sinking in, and therefore they have a way of clapping 100 or 2 together into an engine, which with a screw presses them so hard that they come out as flat as is possible.

8. They blanch them.

9. They mark the letters on the edges, which is kept as the great secret by Blondeau, who was not in the way, and so I did not speak with him to- day.

10. They mill them, that is, put on the marks on both sides at once with great exactness and speed, and then the money is perfect. The mill is after this manner: one of the dyes, which has one side of the piece cut, is fastened to a thing fixed below, and the other dye (and they tell me a payre of dyes will last the marking of L10,000 before it be worn out, they and all other their tools being made of hardened steel, and the Dutchman who makes them is an admirable artist, and has so much by the pound for every pound that is coyned to find a constant supply of dyes) to an engine above, which is moveable by a screw, which is pulled by men; and then a piece being clapped by one sitting below between the two dyes, when they meet the impression is set, and then the man with his finger strikes off the piece and claps another in, and then the other men they pull again and that is marked, and then another and another with great speed. They say that this way is more charge to the King than the old way, but it is neater, freer from clipping or counterfeiting, the putting of the words upon the edges being not to be done (though counterfeited) without an engine of the charge and noise that no counterfeit will be at or venture upon, and it employs as many men as the old and speedier. They now coyne between L16 and L24,000 in a week.
Precyzyjny opis działania nowoczesnej, siedemnastowiecznej mennicy. Mimo niedzisiejszej angielszczyzny, czyta się to całkiem przyjemnie.
Co było dalej? Newton objął posadę w mennicy w 1695. Szacowano wtedy, że nie mniej, niż 10% monet w obiegu to falsyfikaty. W 1696 roku król William III ogłosił Coin Act - dokument nakazujący przebicie wszystkich pozostających w obiegu monet wybitych ręcznie na monety bite w nowej mennicy, zabezpieczone przed obcinaniem i nakazujący płacenie wszystkich powinności wobec Skarbu wyłącznie nowymi monetami. Proces przebijania monet zakończono w 1698 r. niestety bez planowanego sukcesu finansowego. Nadal obowiązywała dotychczasowa kalkulacja wartości złota względem srebra, nadal więc srebro opuszczało wyspy i trafiało na kontynent. To zmieniono dopiero w roku 1717 (też za Newtona). Wcześniej operację przebicia starych monet obiegowych przeprowadzono w Szkocji, jednocześnie ujednolicając pieniądz królestwa.
Król nadal potrzebował funduszy na opłacenie wojsk. Receptą miał być kredyt udzielony przez powołany w tym celu w 1694 Governor and Company of the Bank of England, po szwedzkim drugi najstarszy bank centralny. Bank udzielał kredytów emitując papiery wartościowe, gwarantowane przez gotówkę złożoną w nim przez inwestorów (akcjonariuszy, na dobrą sprawę). Początkowo przewidywano, że będą to papiery opiewające na duże sumy (np. sto funtów), a ich obieg zostanie ograniczony do transakcji między inwestorami. Dość szybko papiery trafiły na rynek powszechny i tym samym pojawiły się w Anglii jedne z pierwszych banknotów.

Jak wśród tych nowości odnalazł się William Chaloner? Czuł się, jak ryba w wodzie. Po pierwsze, powrócił do zarzuconego procederu fałszowania monet. Teraz jednak nie mógł ich bić podrobionymi stemplami, więc zastosował metodę odlewania, która odtwarzała "niepodrabialny" rant. Przy okazji powiększał zyski zaniżając próbę stopu. Nowy wynalazek w postaci banknotów oznaczał nowe pole do popisu. Chaloner opracował recepturę środka pozwalającego na usuwanie napisów z banknotów. Dzięki temu mógł zmieniać wartość zapisanych na nich kwot. Pracując z papierem, opanował nową umiejętność - druk. Wykonał klisze do druku kuponów loteryjnych i drukował ich tyle ile chciał.

Aż w końcu trafiła kosa na kamień. Bo Newton, zamiast traktować swoją posadę w mennicy, jak ciepłą synekurę, postanowił rozprawić się z fałszerzami. Sam prowadził śledztwa, spotykał się z informatorami, uczestniczył w przesłuchaniach. I w końcu dopadł Chalonera. Prośbami, groźbami, przekupstwem zgromadził dowody - zeznania licznych świadków, dowodzące, że Chaloner fałszował monety, że miał niezbędne do tego narzędzia i surowiec, że kontaktował się z ludźmi rozprowadzającymi falsyfikaty na rynku. Niektóre zeznania nie utrzymały by się przed rzetelnym sądem, na przykład oskarżenie, że jednego dnia wykonał falsyfikaty sześciu różnych nominałów w złocie i srebrze - to wymagało by potężnego warsztatu z licznymi urządzeniami, a czymś takim oskarżony nie dysponował.
Chaloner zdaje się bardziej obawiał się oskarżeń o fałszowanie biletów loteryjnych, tymczasem musiał bronić się w innej sprawie. Obrona nie miała szans. Sędzią był Sir Salathiel Lovell - "hanging judge". Mimo, że Chaloner zaczął udawać obłąkanego, człowieka ogarniętego manią prześladowczą, sądowi po wysłuchaniu świadków wystarczyło kilka minut zastanowienia i został ogłoszony wyrok śmierci. Miano go wykonać następnego dnia. Nocą skazaniec napisał kilka listów z błaganiami o ułaskawienie. Między innymi do Newtona.
O Dear Sr do this mercifull deed O my offending you has brought this upon me O for Gods sake if not mine Keep me from being murdered O dear Sr nobody can save me but you O God my God I shall be murdered unless you save me O I hope God will move your heart with mercy pitty to do this thing for me I am Your near murdered humble Servant
 Nie pomogło. Następnego dnia William Chaloner zawisł na szubienicy.
 

Printfriendly