Google Website Translator Gadget

niedziela, 29 maja 2022

Nie tak sobie emeryturę wyobrażałem :-)

Pod koniec wrześnie roku ubiegłego napisałem "Dzisiejszy wpis nie jest przypadkowy (bo nie ma przypadków). Jak już tu kilka razy wspominałem, miałem szczęście i przyjemność studiować fizykę. Jestem prostym, bo prostym, ale magistrem fizyki. Nad funkcjami Lagrange'a i hamiltonianami swoje prześlęczałem. Na dodatek, 28 września to również dzień moich urodzin. W tym roku szczególnych, bo umożliwiających mi rozpoczęcie przeznaczania każdego dnia od poniedziałku do piątku, dodatkowych dziewięciu godzin na własne działania i prace. Od pierwszego października częściej będę mógł się zajmować tym, co najbardziej lubię." dodając taki obrazek. 

Niby wszystko się zgadza. Nie tracę czasu na pracę, na dojazd do niej i powrót do domu, ale nie ma szans, by większość czasu zaoszczędzonego tym sposobem poświęcić monetom i blogowi. Częściowo winna jest temu przeprowadzka - jak tu siadać do klawiatury, kiedy w zasięgu kilkuminutowego spaceru mam takie widoczki 


a kilkanaście kilometrów wspaniałymi ścieżkami rowerowymi i leśnymi drogami prowadzi nad jedno z wielu ukrytych w lesie jezior i jeziorek.
I na monety czas się znajdzie, tyle że coraz trudniej kupić coś niebanalnego za rozsądne pieniądze. W tym roku, choć to już końcówka maja, udało mi się upolować tylko siedem monet. Sześć już do mnie dotarło. Między innymi, całkiem przyzwoicie wybity (jak na tę mennicę) szeląg ryski z 1609 roku, opisany przez sprzedawcę jako rocznik 1600. 
Saski szeląg z 1753 roku z literką D wskoczył na miejsce gorzej zachowanego bliźniaka. 
Najbardziej, jak dotąd ucieszył mnie kolejny saski miedziak z kontrmarką z herbem Pilawa - tym razem pojedynczym. 
Miałem już wcześniej monetę z podwójną Pilawą 
a kiedyś polowałem na monetę z Pilawą pojedynczą, ale nabitą innym stemplem. Nie kupiłem jej, bo nie byłem pewien, czy to oryginalna kontrmarka z epoki, czy może udatnie wykonany falsyfikat na szkodę kolekcjonerów.
Miałem nadzieję na jeszcze jednego kontrmarkowanego miedziaka, ale niestety ktoś inny zalicytował wyżej. Licytacja jeszcze trwa, ale mój ostateczny limit został przekroczony. Trudno, może innym razem, przy innej okazji...

Cóż, ceny monet to dziś wielki problem dla kolekcjonerów. "Inwestorzy" zdają się mieć inny na to pogląd, więc siłą rzeczy (a może lepiej siłą konta) kolekcjonerzy muszą się często obejść smakiem. Na tej fali płynącym sprzedawcom też zdarzają się kiksy. 

Umieszczenie w opisie zdanka "Pozycja poszukiwana w każdym stanie zachowania" nie jest wystarczającą zachętą do wydania dwustu przeszło złotych na skorodowanego miedziaka z "banku ziemskiego". Przeszło bo prowizja i przesyłka też nie za darmo. 

Nie udały mi się też kolejne dwa podejścia 
Schowałem moje limity, zapewniam, że nie były niskie - do kontrmarki z Pogonią zabrakło niewiele (chyba, że limit konkurenta był znacznie wyższy, ale tego nie wiem przecież). Fenig mnie skusił, bo tego DD  wcześniej nie widziałem, nie ma go w moim katalogu. I w tym przypadku organizatorzy aukcji zastosowali "chwyt marketingowy" - w katalogu raz za razem opisowi monety towarzyszy zaklęcie: "W kolekcjach monet ostatniego wieku, bitych maszynowo w wielkich ilościach, nie ilość monet świadczy o jakości kolekcji, a ilość perełek się w niej znajdujących. Nie ma wyższej klasy perełek niż PRÓBY niskonakładowe, oraz jeszcze rzadsze do nich, powstałe przez przypadek, ciekawe błędy bicia (przesunięcia, odwrotki).".  Sądząc po cenach końcowych, zaklęcie skuteczne. 

Skusił mnie też katalog monet PRL, którego również nigdy wcześniej nie widziałem, a to sytuacja raczej wyjątkowa. Tu problemu z kupnem nie było - antykwariat wycenił wydawnictwo na 12 złotych. Kilka skanów: 



Katalog autorstwa Czesława Kamińskiego wydany przez Polskie Towarzystwo Archeologiczne w 1966 r. Dobry papier, tekst w trzech językach, "barwne" ilustracje banknotów - na jaki rynek to było przeznaczone?

Wartość merytoryczna, przynajmniej jeśli chodzi o monety, niewielka. Brak informacji o miejscu bicia, brak wielkości nakładów, dane o projektantach tylko dla nominałów powyżej złotówki. 

Coś musiało być nie tak z planami wydawnictwa, bo we wspólnej oprawie jest katalog ("Powielanie ukończono ww wrześniu 1966 r.") i uzupełnienie do niego datowane na rok 1968, ale wydrukowane na identycznym papierze i bez śladu, że było dołączane do już gotowego, wcześniej oprawionego katalogu. 

I jeszcze jedna ciekawostka - na ostatniej stronie zielone pieczątki - raz odbita "Eigentum" (własność) i niepełna czerwona odbitka tegoż słowa oraz cztery pieczątki imienne. 

Czy ktoś z Was wie coś o bielskim parkieciarzu Wasilewskim?


niedziela, 1 maja 2022

Ludwig Habich - odcinek trzeci, niekoniecznie ostatni

Cykl zaczął się w marcu 2022. Na koniec odcinka drugiego postawiłem kilka pytań dotyczących skrótów z książki Weyraucha. Na odpowiedzi długo nie czekałem, więc kolejnym naturalnym krokiem było wysłanie zapytań do gabinetu numizmatycznego Württembergische Landesmuseum i do stuttgarckiej mennicy. 

Na odpowiedź z mennicy czekam, muzeum odpowiedziało błyskawicznie. Najpierw w sprawie księgi inwentarzowej:

Unfortunately, nearly the complete documentation of the coin cabinet in Wuerttemberg State Museum was destroyed during World War II, including all the correspondence until 1945. The inventory books were partially, but not completely destroyed by fire.
In the inventory book 1914-1921 Polish coins are mentioned:
October 9th 1917
MK 3907 - 20 FENIGOW, 1917
MK 3908 - 10 FENIGOW, 1917
MK 3909 a - 1 FENIG, 1917 with the comment "nie ausgegeben" - never emitted
MK 3909 b - 5 FENIGOW, 1917
remarks: "Stempel von Prof. L Habich, geprägt in der k. Münze Stuttgart für das besetzte Polen" - dies by Prof. L. Habich, minted in the Royal Mint Stuttgart for the occupied Poland; "Geschenk der k. Münze" - given by the Royal Mint.

Mamy potwierdzenie autorstwa stempli, źródło monet - dar mennicy oraz informację bardzo istotną - muzeum w ramach tego daru otrzymało monetę 1 fenig z rocznika 1917. Dopisek w księdze inwentarzowej informuje, że ta moneta nie została wyemitowana - wybite egzemplarze nie opuściły mennicy. 

Ten zapis z 9 października 1917 umieszczony w księdze inwentarzowej Württembergische Landesmuseum definitywnie kładzie kres wszelkim teoriom spiskowym, wedle których monety te miały zostać wybite po II Wojnie Światowej, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo przez kogo.

Dalsza korespondencja z muzeum przyniosła kolejne informacje. Obecnie w zbiorach muzeum w Stuttgarcie znajduje się tuzin monet Królestwa Polskiego:

I am very pleased to report that a total of twelve coins for Poland, minted in the Royal Mint Stuttgart, are being kept in the coin cabinet in Wuerttemberg State Museum:
1.            1 F          1917
2.            1 F          1918
3.            5 F          1917
4.            5 F          1917
5.            5 F          1917
6.            5 F          1918
7.            10 F       1917
8.            10 F       1918
9.            10 F       1918
10.          20 F       1917
11.          20 F       1917
12.          20 F       1918

Co z tego wynika, to konieczność korekty w moim katalogu. Umieściłem w nim informację, że w muzeum w Stuttgarcie są dwa egzemplarze jednofenigówki 1917. Okazuje się, że muzeum ma tylko jedną sztukę. Druga może jest w mennicy...

Zapytałem, czy monety występujące w więcej, niż jednym egzemplarzu są identyczne, czy być może różnią się, są odmianami/wariantami. na odpowiedź na razie czekam.

Nie wybiera się ktoś z Was przypadkiem do Stuttgartu? Na miejscu można by to ustalić pewniej i szybciej. 

Żeby nie było bez obrazków, pokażę coś, co wypatrzyłem na OLX.

Kosztuje toto 17000 PLN i w/g opisu z ogłoszenia jest to rekonstrukcja użytkowa XVI w. walcarki do tłoczenia monet. 


środa, 20 kwietnia 2022

Moje rzymskie monety II

Nielicznymi w moim zbiorze monetami rzymskimi chwaliłem się trzy lata temu. Niewiele się od tego czasu zmieniło, ale ostatnio, w ramach eksperymentów z cytrynianem, do pojemniczka z roztworem trafiło kilka monet z pudełka  z napisem "ZŁOM". Wśród nich był mały krążek (15 mm, 1,5 grama), o którym wiedziałem tylko tyle, że jest z miedzi lub jakiegoś jej stopu. Teraz żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia przed myciem. Usprawiedliwia mnie tylko to, że na monecie, ani z jednej, ani z drugiej strony literalnie nic widać nie było. 

Pierwsze 24 godziny nie spowodowały żadnej widocznej zmiany, ale po kolejnej dobie wiedziałem już, że to jakiś mały brązik rzymski. Tył głowy z charakterystyczną ozdobą nie dawał szansy na nic innego. Monetka wróciła do kąpieli i przez kolejne dni, co wieczór była wyjmowana, płukana, skrobana wykałaczką, płukana ponownie i wracała do "wanny". Po dziewięciu dniach znudziło mi się. Oto wynik. 

Szału nie ma, ale pełna identyfikacja jest możliwa.

Na awersie legenda CONSTAN - S PF AVG i głowa zwrócona w prawo; na rewersie dwie Wiktorie z wieńcami, legenda VICTORIAE DD AVGGQ NN, w odcinku ·AQS czyli RIC VIII Aquileia 79. Rzadkość to to nie jest, ale chyba sobie to maleństwo zostawię.

AQS oznacza drugą (S - secunda) oficynę mennicy w Akwilei. Miasto w owym czasie znaczące dla imperium. Dla Konstansa również, ale o tym za chwilę.

Akwileę założono około roku 180 p.n.e. Miasto rozwijało się podobno dzięki handlowi złotem z terenów dzisiejszej Austrii. Znane było z rozbudowanego portu rzecznego. W czwartym wieku zostało siedzibą biskupstwa. W połowie następnego stulecia zniszczone przez Hunów. Uciekinierzy z Akwilei uciekli na pobliskie laguny, zakładając Wenecję i Grado. 

Wracamy do Konstansa. Konstans I, Flavius Iulius Constans (320 - 350) – najmłodszy z trzech synów Konstantyna I Wielkiego i Fausty. W 335 r. ojciec wyznaczył go  na władcę Italii, Afryki i Panonii. Zapewne razem z braćmi miał jakiś związek z pogromem potomków dziadka, Konstancjusza Chlorusa i jego drugiej żony Teodory, do którego doszło po śmierci Konstantyna. Między innymi zginęli wtedy Dalmacjusz i Hannibalian, co spowodowało konieczność nowego podziału władzy w imperium, a w konsekwencji kolejne problemy. Trzej synowie Konstantyna Pierwszego, Konstantyn II, Konstancjusz II i Konstans, teoretycznie równi, każdy z tytułem augustusa, kierowali się własnymi ambicjami. Konstantyn II, jako pierworodny uważał, że ma prawo do opieki nad młodszymi braćmi, w szczególności nad najmłodszym Konstansem i próbował "wyręczać" go w sprawowaniu rządów w Afryce. Pod pozorem pomocy Konstancjuszowi II w walce z Persami Konstantyn II w roku 340 przekroczył Alpy wprowadzając wojska do Italii na ziemie Konstansa. Do decydującej bitwy doszło właśnie pod Akwileą.  Teren był trudny, podmokły. Armia Konstantyna wpadła w zasadzkę, a sam cesarz utonął w niewielkiej rzece Alsa. Od tej pory cesarstwem rządzili dwaj młodsi synowie Konstatnyna I. 

Konstans skutecznie bronił północno-zachodniej granicy cesarstwa, ale jako dowódca nie cieszył się dobrą sławą w armii. Sprzeciw budziła bezwzględna dyscyplina wymuszana na armii. Doprowadziło to do buntu kierowanego przez Magnencjusza. Konstans został zamordowany 18 stycznia 350 roku podczas polowania w Helenie u podnóża Pirenejów. Trzy lata później ostatni z żyjących synów Konstantyna I, Konstancjusz II przeprowadził skuteczną kampanię przeciwko oddziałom Magnencjusza. W jej wyniku Magnencjusz popełnił samobójstwo, zabijając wcześniej swoich bliskich. 

Monetka, o której dziś piszę została wybita przed tymi wydarzeniami, w roku 347 lub 348. Zostaje, jako dwudziesty ósmy "rzymek" w zbiorze. 

sobota, 9 kwietnia 2022

Eksperymenty z cytrynianem - ciąg dalszy

Po pierwszych próbach przeprowadzonych na "złomkach" z cynku i żelaza stwierdziłem, że efekty są na tyle zachęcające, by wypróbować działanie cytrynianu na monetach lepiej zachowanych.

Na pierwszy ogień poszedł cynk. Wybrałem taką niemiecką dziesięciofenigówkę 1940 E.

Kąpiel trwała krótko, monetę oglądałem co kwadrans, po godzinie uznałem, że pora na zakończenie testu. 
Z awersu zniknął charakterystyczny dla cynku biały osad tlenków i ta strona monety wygląda  teraz całkiem nieźle, ale na obu stronach, szczególnie na rewersie, ujawniły się wżery początkowo ukryte pod zanieczyszczeniami. 

Czytelności monety ani wyglądu to nie poprawiło. Cynkowe monety całkowicie wolne od korozji to rzadkość. Jeśli ma się szczęście na taką trafić, to czyszczące kąpiele są zbędne, a nawet niewskazane. 

Zabawa z żelazem trwała znacznie dłużej. Stan wyjściowy wyglądał tak.
Niemcy, 5 fenigów 1921, znak mennicy J (Hamburg). Moneta była wyjmowana z cytrynianowej kąpieli co 24 godziny, dokładnie płukana, osuszana, skanowana i wracała do kąpieli. Wyglądało to tak:
Start.
Doba pierwsza. 
Druga. 
Trzecia. 
Czwarta. 
W tym momencie uznałem, że to koniec eksperymentu. Wynik mamy taki. 
I dla przypomnienia stan początkowy. 
Oczywiście i tu ujawniły się korozyjne wżery, ale to było nieuniknione. W przeciwieństwie do cynkowej dziesięciofenigówki, ta piątka wygląda po myciu znacznie lepiej, uwidoczniły się detale, a co najważniejsze nie pojawił się efekt wytrawienia powierzchni do gołego metalu, jak dzieje się przy stosowaniu preparatów na bazie kwasu fosforowego.

Monetka trafi teraz do papierowej kopertki. Za rok sprawdzę czy korozja się nie odnawia - już to sobie w kalendarzu zapisałem, więc nie przegapię.

piątek, 1 kwietnia 2022

Na poważnie, na wesoło...

 W sierpniu ubiegłego roku podzieliłem się z Wami wynikami eksperymentów z myciem monet w roztworze cytrynianu sodu. Przypomniano mi niedawno, że obiecałem kontynuowanie eksperymentów z monetami z innych metali. Przepraszam, że trzeba mi było o tym przypominać i przedstawiam wyniki kolejnych pojedynków: cytrynian versus żelazo i cytrynian versus cynk.

Z pudełeczka z etykietą "złom" wybrałem po jednym egzemplarzu monet z gatunku przypadek beznadziejny.

Przygotowałem dwa pojemniki - pamiętajcie proszę, nigdy nie kąpiemy razem monet z różnych metali. W każdym po dwie płaskie  łyżeczki cytrynianu rozpuszczone w stu mililitrach wody. Kąpiel trwała w sumie cztery godziny z kilkoma przerwami. Przez pierwszą godzinę kontrolowałem proces co kwadrans, później dwa razy co pół godziny i w końcu co godzinę. Nie dokumentowałem poszczególnych etapów. Oto końcowy wynik. 
Żelazna pięciofenigówka Królestwa Polskiego: cytrynian działa łagodniej, niż zalecane przez niektórych kolekcjonerów preparaty na bazie kwasu fosforowego (Fosol, Korreador itp.). Nie trawi monety do gołego metalu.

Cynkowa pięciofenigówka Trzeciej Rzeszy: efekt podobny.

Wniosek - eksperyment zasługuje na kontynuację, ale muszę wziąć lepiej zachowane monety. Tym razem przypominanie nie będzie konieczne, już sobie ustawiłem przypomnienie w kalendarzu. 

Dziś pierwszy kwietnia, prima aprilis, April Fools’ Day, All Fools’ Day, Jour du poisson d’avril, Hunt the gowk Day, Melagio diena, Dia da mentira, День смеха, Día de los Santos Inocentes. Poliglotą nie jestem, to wszystko z Wikipedii. Nie będę się dziś chwalił sensacyjnymi odkryciami nieznanych dotąd monet. A mógłbym. Kilkadziesiąt minut nad klawiaturą et voilà mamy na przykład talara Kazimierza Wielkiego. Pokażę za to kilka "żartów", których autorzy nie przypuszczali, jak przypuszczam, że żartują. Kopalnią takich przykładów jest OLX, ale nie tylko. 

Ciekawe, czy pojawią się oferty łóżek z innymi funkcjami? 
Na OLX najczęstszym "żartem" są ceny oferowanych monet. Prawdopodobieństwo, że ktoś kliknie i kupi podobne rarytasy płacąc takie kwoty jest, jak mawiał mój matematyk, zaniedbywalnie małe. Ale, może... Ktoś chętny?
Na koniec coś z zupełnie innej beczki. 
Ja, zamiast mieszkania z biedronką wolałbym mieszkanie z dużym tarasem z pięknym widokiem. Biedronki same przylecą.


czwartek, 24 marca 2022

Ludwig Habich - ciąg dalszy.

 12 marca napisałem: "...dowiedziałem się, że źródłem informacji o zaprojektowaniu i wykonaniu modeli do monet Królestwa Polskiego 1917-1918 przez Habicha jest Blätter für Münzfreunde band XIV (neue folge I), rocznik 52 (1917), strona 280. Niestety, nie udało mi się jeszcze dotrzeć do tej pozycji.".

Po intensywnych poszukiwaniach, dzięki pomocy kolekcjonera zainteresowanego tematem, dostałem skan odpowiedniego fragmentu tej pozycji. 

Okazuje się, że to streszczenie zarządzenia wprowadzającego monety dla Królestwa Polskiego. O autorze projektów tych monet ani słowa. Na szczęście oprócz tego skanu, w otrzymanej wiadomości by skan notatki z innego numeru BfM. 

Jest to krótkie sprawozdanie ze spotkania wirtemberskiego towarzystwa numizmatycznego, które odbyło się w marcu 1919 r. Jednym z tematów tego spotkania było sprawozdanie pana Mosera, mincmistrza mennicy stuttgarckiej dotyczące prac mennicy podczas wojny. Jest mowa o biciu monet dla Królestwa Polskiego i o tym, że otrzymanie kontraktu na ich bicie przyczyniło się do intensywnego rozwoju mennicy. Jest mowa o Habichu, ale nie w kontekście monet dla Polski. Pod notatką jest informacja o źródle wiadomości - Schwäbischer Merkur, numer z 28 marca 1919. 

Gazeta jest dostępna w sieci. 

Tym razem jakość skanów jest gorsza, ale tekst jest czytelny.
Tu informacja jest pełniejsza, pojawia się w niej oczywiście Ludwig Habich, ale znów nie w kontekście interesujących nas monet dla Polski. Za to dowiadujemy się, że od wiosny 1917, kiedy to Stuttgart dostał zamówienie na monety Królestwa Polskiego, do połowy listopada 1918 wybito 162 miliony polskich monet żelaznych o nominałach 20, 10, 5 i 1 fenigów. To najstarsze źródło potwierdzające bicie jednofenigówek, o których nie ma przecież ani słowa w zarządzeniu wprowadzającym pieniądz Królestwa Polskiego!

Wracam do pierwszej wiadomości o Habichu, którą dostałem - mowa była o książce "Der Bildhauer Ludwig Habich (1872-1949)" P. Weyraucha. Serwis Google Books nie udostępnia całości, ale umożliwia wyszukiwanie słów w tekście. Po kilku próbach różnych kombinacj słów i  dat znalazłem coś takiego.  
Wynika z tego fragmentu, że autorstwo Habicha projektów monet KP ustalono na podstawie dodatku 155 do Staats-Anzeiger für Württemberg z 12 lipca 1919. Tego czasopisma w sieci nie znalazłem, ale w odpowiedzi na prośbę wysłaną do Württembergische Landesbibliothek dostałem skan.  

W krótkiej notce mowa o przeglądowej wystawie monet i medali wybijanych w mennicy państwowej w Stuttgarcie w czasie wojny. Jako okaz szczególnie wart uwagi wskazano monetę o nominale trzech marek wybitą z okazji 25-lecia panowania króla Wirtembergii, Wilhelma II. Moneta została wybita w październiku 1916 r. w nakładzie zaledwie 4000 sztuk według projektu i modelu opracowanego przez prof. L. Habicha. 
Na wystawie, oprócz monet cesarstwa wybitych w metalach zastępczych - żelazo, cynk, aluminium pokazano też żelazne monety dla Polski wybite na podstawie modeli Habicha. Uważam, że ta notka prasowa to informacja wiarygodna.

Na trzeciej sesji wykładowej GNDM miałem krótki referat zatytułowany "Miedziane monety Augusta III - numizmatyka śledcza". Okazuje się, że śledztwa są konieczne i w stosunku do monet znacznie nowszych, niż osiemnastowieczne miedziaki. O ile tajemnicę autorstwa monet Królestwa Polskiego 1917-1918 uważam za wyjaśnioną, to próbując ją rozwikłać (z wielką pomocą przyjaciół) natrafiłem na inne informacje również domagające się śledztwa. 

Po pierwsze, w informacjach prasowych z 1919 roku mowa o wybiciu 162 milionów polskich monet żelaznych o nominałach 20, 10, 5 i 1 fenigów. Sumując nakłady podawane w katalogach dostajemy: 

Różnica, to prawie siedem milionów monet! Jak to wyjaśnić?

Kolejne zadanie wynika z pokazanego wyżej fragmentu książki Weyraucha.  Mowa tam o innych potencjalnie bardzo ciekawych źródłach: 

  • "Inventarium der Königlichen Münze in Stuttgart“, SMS. 
  • Inventar d. Mk. d. Württ. LM v. 09.10.1917.
  • WLM-MK.

Pytania: 

  • Co oznacza skrót SMS figurujący, jako adres publikacyjny inwentarza mennicy królewskiej w Stuttgarcie?
  • Gdzie opublikowano (o ile opublikowano) "Inventar d. Mk. d. Württ. LM" czyli inwentarz  gabinetu numizmatycznego (Münzkabinet) Württembergische Landesmuseum?
  • Co oznacz skrót WLM-MK? WLM to prawdopodobnie Württembergische Landesmuseum, ale co oznacza MK?

Czy ktoś z Was zna odpowiedzi?

Ciąg dalszy.


sobota, 12 marca 2022

Ludwig Habich

27 lutego dostałem krótką wiadomość e-mail.
Temat: KP 1917-1918 projektant nieznany.
Treść wiadomości: Z moich info wynika ze monety KP projektował Ludwig Habich (1872-1949).

Po szybkiej wymianie kolejnych wiadomości, bo rzecz jasna, poprosiłem o wskazanie źródeł, zostałem nakierowany na niemiecką Wikipedię i książkę Petera Weyraucha "Der Bildhauer Ludwig Habich (1872–1949)".

Rzeczywiście, Wikipedia w artykule o L. Habichu informuje, że "Er gestaltete zahlreiche Medaillen und amtliche Münzen für das Deutsche Reich, das Großherzogtum Luxemburg und das Königreich Polen". Niestety, nie ma przy tej informacji żadnego odesłania do źródeł. Hasło "Ludwig Habich" jest w Wikipedii tylko w wydaniach niemieckim i szwedzkim. W tym ostatnim nic o monetach się nie wspomina. 
Troszkę lepiej, ale tylko troszkę jest z drugim źródłem wskazanym przez mojego korespondenta. Serwis Google Books nie udostępnia całości, ale pozwala na wyszukiwanie w treści książki. 


Dzięki temu dowiedziałem się, że źródłem informacji o zaprojektowaniu i wykonaniu modeli do monet Królestwa Polskiego 1917-1918 przez Habicha jest Blätter für Münzfreunde band XIV (neue folge I), rocznik 52 (1917), strona 280. Niestety, nie udało mi się jeszcze dotrzeć do tej pozycji. 
Nie udało mi się też znaleźć cyfrowych wydań innych pozycji wymienionych w biogramie Habicha w Wikipedii. 
Wygląda na to, że znika kolejna luka w informacjach dotyczących polskich monet XX wieku. 

Ludwig Habich był znanym i uznanym artystą. Urodził się 2 kwietnia 1872 w Darmstadt, zmarł 20 stycznia 1949 w Jugenheim. Już w wieku sześciu lat rozpoczął naukę u rzeźbiarza Benedykta Königa. Od roku 1890 studiował u Gustava Kauperta w Städelsches Kunstinstitut we Frankfurcie nad Menem, później w Akademii Sztuk Pięknych w Karlsruhe i w Monachium.
Jego pierwszym dużym sukcesem była nagroda za  pomnik Kolumba dla Bremerhaven (1897). 
W 1906 Habich przeniósł się do Stuttgartu i podjął pracę na wydziale architektury Politechniki w Stuttgarcie. W 1910 został mianowany profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Stuttgarcie,  gdzie pozostał aż do przejścia na emeryturę w roku 1937. 
Dla nas, numofilów, najistotniejsze jest, że Ludwig Habich zaprojektował liczne medale i monety - dla Cesarstwa Niemieckiego, Wielkiego Księstwa Luksemburga i jak się okazuje, dla Królestwa Polskiego. 
Wśród monet zaprojektowanych przez Habicha są dwie rzadkości. Niemieckich kolekcjonerów ekscytuje Württemberska trzymarkówka Wilhelma II z roku 1916. 
Monetę wybito z okazji 25. rocznicy panowania Wilhelma II. Pierwotnie planowano nakład 100 000 sztuk, ale trwała jeszcze wojna powodująca niedobór metali szlachetnych. Dlatego wybito tylko 1000 sztuk tych monet. Duża ich część została zniszczona w pożarze mennicy w Stuttgarcie w marcu 1944 roku. W tym samym pożarze, w którym ucierpiał prawie cały nakład jednofenigówek Królestwa Polskiego z roku 1917.

Jeśli już przy naszych fenigach jesteśmy, to z pewnym zdziwieniem odnotowałem pojawienie się na rynku kolejnego, trzydziestego czwartego już egzemplarza. 

Ciąg dalszy


  

piątek, 25 lutego 2022

Edukacja głupcze!

Tydzień temu napisałem: "Mój blog to przede wszystkim monety, ale na monetach świat się nie kończy. Chyba niedługo napiszę coś więcej o naszej edukacji.". Obietnic należy dotrzymywać.

W województwie śląskim, u zbiegu Soły i Koszarawy leży miasto Żywiec. Miasto i okolice należały do Komorowskich, Wazów, Wielopolskich, Habsburgów. Po pierwszym rozbiorze Polski, Żywiec włączono do Monarchii Habsburgów, którą w 1804 przemianowano na Cesarstwo Austrii, a w roku 1867 przekształcono w Monarchię Austro-Węgierską. Ta przetrwała do roku 1918. 

W roku 1913, mój dziadek przystąpił do egzaminu maturalnego w Cesarsko-Królewskiej Wyższej Szkole Realnej w Żywcu. Od 1851 r. nauka w szkole realnej była sześcioletnia (trzyletnia niższa szkoła realna i trzyletnia wyższa szkoła realna), od 1868 r. siedmioletnia (czteroletnia niższa szkoła realna i trzyletnia wyższa szkoła realna). Naukę rozpoczynali dziesięciolatkowie. Od roku 1869 absolwenci wyższych szkół realnych mogli zdawać egzamin maturalny dający prawo do podjęcia studiów technicznych. Nie było możliwości po takiej maturze studiowania na uniwersytecie. Zezwolono na to dopiero w roku 1904, jednak z wyjątkiem wydziałów teologicznych i tylko dla kandydatów, którzy zdali dodatkowy egzamin z łaciny, greki i propedeutyki filozofii.

Szkoły realne co roku wydawały drukiem sprawozdania ze swojej działalności.


Pyszna lektura. Czego się w tej szkole wtedy uczono? Oto kilka fragmentów sprawozdania. Na początek wykaz lektur obowiązkowych i tematy wypracowań.
 

Kiedy pierwszy raz to czytałem, mocno się zdziwiłem, takie rzeczy w szkole nadzorowanej przez zaborców?  Teraz matura: 
Ustny egzamin nie był formalnością. W swoim pamiętniku dziadek napisał, że miał duże problemy z tłumaczeniem fragmentu z Bestii ludzkiej Emila Zoli, fragmentu obfitującego w słownictwo techniczne (opis katastrofy kolejowej). 

Minęły lata. Polska odzyskała niepodległość. Cesarsko-królewska Wyższa Szkoła Realna została Wyższą Szkołą Realną. W roku szkolnym 1921/1922 siedmioletnią Wyższą Szkołę Realną przekształcono w ośmioletnie Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Żywcu. Ostatnia matura Szkoły Realnej odbyła się w roku 1924. pierwszą maturę Gimnazjum przeprowadzono dwa lata później. W klasach I do III prowadziły naukę ogólną, od klasy czwartej następował podział na profile humanistyczny i matematyczno przyrodniczy. Ciekawostka: podręcznikiem do nauki języka polskiego w klasie IV było „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza – książkę czytano, omawiano składnię i gramatykę.

Szkoła nadal publikowała sprawozdania, corocznie do 1921, później nieregularnie. Sprawozdania pozostały nadal bardzo szczegółowe. Wynika z nich, że bardzo zwracano uwagę na umiejętności praktyczne. 
 
 
Na lekcjach języka polskiego pojawiły się dzieła klasyczne. Nadal wymagano umiejętności opisywania zdarzeń i przedstawiania przemyśleń i obserwacji.
Nauka kończyła się egzaminem dojrzałości. 
Zdalibyście?

Jakie zadania postawiono na maturze z języka polskiego w roku 2020 (poziom rozszerzony!)?

Wybierz jeden temat i napisz wypracowanie.
Temat 1. Wyznanie win i jego wpływ na postawy i zachowania bohaterów literackich. Porównaj sposoby kreacji Andrzeja Kmicica zawartych w załączonych fragmentach Potopu Henryka  Sienkiewicza oraz określ formę przedstawienia wyznania win i jego funkcję w utworze.
Temat 2. Dokonaj interpretacji porównawczej fragmentów tragedii Sofoklesa Antygona i utworu Williama Szekspira Hamlet. Szczególną uwagę zwróć na refleksje dotyczące człowieka i jego roli w świecie oraz na sposoby ich przedstawienia. Dla ułatwienia, przed fragmentami Antygony i Hamleta umieszczono kilku zdaniowe streszczenia utworów - uznano widocznie, że nie wszyscy absolwenci powinni je wcześniej poznać. We wstępnych wyjaśnieniach podano, że wypracowanie nie powinno być krótsze, niż dwustronicowe (około 250 słów) i podano że można korzystać ze słownika ortograficznego i słownika poprawnej polszczyzny. Przed wojną trzeba było to wszystko mieć w głowie!

Muszę przyznać, że matura 2020 z matematyki i fizyki na poziomie rozszerzonym była trudniejsza od tej przedwojennej. Pamiętajmy jednak, że do zajęcia się tematem jakości edukacji sprowokowała mnie nie umiejętność dowodzenia twierdzeń i rozwiązywania zadań, tylko coraz powszechniejsza jakościowa nędza tekstów publikowanych przez zawodowych dziennikarzy (?), którą wiążę z marniejącym poziomem kształcenia w polskich szkołach.

Absolwenci liceów i techników, przynajmniej częściowo, kontynuują naukę na wyższych uczelniach. Zostawmy dziennikarstwo, zajmijmy się poważniejszymi sprawami, na przykład numizmatyką. Korespondowałem niedawno z naukowcem, nauczycielem akademickim, na temat literatury numizmatycznej. Mały fragmencik jednego z jego listów: "Ogólnie chciałbym przywrócić w Polsce zdrowy układ, w którym numizmatykę jako naukę budują na równi osoby korzystające i niekorzystające ze statusu naukowego, bo krytycyzm myślenia i erudycja bynajmniej nie idą w parze z formalną "naukowością", zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy na uniwersytetach nie uczą humanistów logiki (!). Z zazdrością obserwuję numizmatykę brytyjską pod tym względem. W ostatnich latach ... dzieje się dużo dobrego w tym kierunku, a książki wydawane poza uniwersytetami są coraz lepsze. Czasem aż trudno to ogarnąć." Na uniwersytetach nie uczą humanistów logiki. Żeby tylko humanistów! 

Planowałem, że inaczej ten wpis zakończę, ale między chwilą jego rozpoczęcia, a chwilą, w której to piszę zdarzyło się...

No właśnie. Wiek XIX według kalendarza rozpoczął się w roku 1801, ale jego rzeczywistym początkiem były wojny napoleońskie i Kongres Wiedeński. 

Podobnie wiek XX - jego prawdziwym początkiem nie był rok 1901, tylko Pierwsza Wojna Światowa i 11 listopada 1918, kiedy to został podpisany rozejm Niemiec z państwami ententy w wagonie kolejowym w Compiègne.

I mamy w końcu wiek XXI. I znów historia zdaje się powtarzać. Ludzie się nie uczą. Nie uczą się historii, nie uczą się logiki. I mamy kolejnych dyktatorów, i mamy idące za nimi tłumy. 

Miał rację mój ulubiony stoik, pisząc A choćbyś pękł, nie zmieni się postępowanie ludzi.

Printfriendly