Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królestwo Polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królestwo Polskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 marca 2011

Przegląd Numizmatyczny 1/2011

Zajrzałem wczoraj do Empiku i przechodząc obok półki z czasopismami hobbystycznymi złapałem świeżutki numer PN.

Dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć parę chwil, żeby wstępnie przekartkować nowy nabytek i... załamałem się.

Nie chodzi o cenę - ta się nie zmieniła pomimo zmiany VAT - nadal wynosi 14 zł.
Nie chodzi o tematykę artykułów - to normalne, że raz jest ciekawiej, innym razem nudnawo.
Nie chodzi o ilość reklam - od kilku numerów reklamy niezmiennie zajmują około 30% zawartości i można się z tym pogodzić.

Tego numeru po prostu nie da się spokojnie czytać! Przynajmniej ja nie potrafię. Zaczynając od redakcyjnego wstępniaka, przez tekst o medalu Jana Hohna młodszego poświęconym królowej Marii Kazimierze, aż po notatki A. Góreckiego dotyczące trojaków Zygmunta Trzeciego.
Każdy z tych tekstów roi się od błędów. Stylistycznych zwłaszcza, np. "To niezwykle rzadka okazja, zobaczenia tych znakomitości skrytych w sejfach muzealnych" (to w końcu skryte są, czy nie? i po co ten przecinek?), "...piękny portret królowej w pięknie haftowanej o ozdobionej klejnotami sukni, wraz z tytułami królowej Polski", ale też błędów redakcyjnych i korektorskich - "Nie zabrakło też różnych polskich i portugałów i gdańskich donatywy", jakby przed oddaniem numeru do drukarni nie było żadnej korekty.
W artykuliku Góreckiego opisującym odmianę bydgoskiego trojaka z 1599 r. nie wiadomo dlaczego zdublowano zdjęcia monety i zniekształcono transkrypcję legendy - element kluczowy dla wyróżnienia nowej odmiany napisowej.

Czy w takiej sytuacji czytelnicy mogą ufać, że nie będą narażeni i na błędy merytoryczne?

Szkoda, bo Przegląd ukazujący się regularnie od kilkunastu lat jest dobrym źródłem informacji dla kolekcjonerów o bardzo różnorodnych zainteresowaniach. Następny numer Przeglądu sprawdzę dokładniej przed zakupem i w razie recydywy po prostu odłożę bubel na półkę.

Zasmucony spadkiem jakości PN pocieszenie znalazłem w przesyłkach dostarczonych przez pocztę.
Po pierwsze, dwukropkowa pięciogroszówka 1840 - obłamana, ale czytelna.

Po drugie, miedziany trojak z 1837 r.

Wariant rewersu pominięty przez Plagego, ale opisany przez Wittyga i Berezowskiego. W GROSZE literka G bez pionowego szeryfa, czyli podobna do C, jak to opisywano w starych katalogach.
Kolejne luki w kolekcji zostały wypełnione,
czego i Wam życzę.

czwartek, 6 stycznia 2011

Moje monety 2010


W poprzednim wpisie obiecałem, że napiszę coś więcej, na temat monet, które włączyłem do kolekcji w ubiegłym roku.
Jak już wspomniałem, w roku 2010 przybyło w kolekcji 109 monet. Wśród nich jest aż 21 półtoraków (prawie 20%). Większość kupiłem zanim jeszcze Rubinowakrew zaczął na forum TPZN tworzyć swój katalog. Przypuszczam, że po tym przełomowym momencie za niektóre półtoraczki musiał bym zapłacić znacznie więcej.
Tak to już jest w naszym światku, że każda publikacja zwiększa zainteresowanie jej tematem. Doświadczyłem tego wielokrotnie. Najświeższy przykład, to nieodnotowana wcześniej pięciofenigówka Królestwa Polskiego ze zdwojonym rysunkiem awersu (bardzo duże przesunięcie). Ustawiłem snajperowi limit ciut poniżej 300 zł i... sromotnie poległem. Snajper nawet nie spróbował strzelać - nie było po co! Co tu dużo mówić - sam tego chciałem. Publikując swój katalog liczyłem się z nieuchronnym wzrostem zainteresowania niepozornymi fenigami KP, ale nie przypuszczałem, że będzie to aż taki wzrost.
Wróćmy do półtoraków. Najbardziej ucieszył mnie rocznik 1617 z herbem podskarbiego bez obwódki.
Ciekawy egzemplarz bydgoskiego półtoraka z 1616 r. upolowałem w październiku:
Nietypowy jest kształt obwódki herbu podskarbiego (Sas) - wyraźnie widać jego prostokątną górną część. Kiedy udostępniłem jego zdjęcie do katalogu TPZN pojawiła się sugestia, że może jest to produkt mennicy krakowskiej. Argumentowano dużą ilością miejsca między POL, a krzyżem, miejsca, w którym mogły znajdować się "haki" - znak krakowskiego mincerza. Zdjęcie nie daje pełnego obrazu monety. Kiedy ma się możliwość obserwacji "na żywo", przy różnych kątach oświetlenia, można stwierdzić, że miejsca jest wprawdzie dużo, ale na stemplu też nic tam nie było. Dodatkową przesłanką wskazującą na Bydgoszcz jest tarcza herbowa na awersie. Na tej monecie dolną krawędź tarczy stanowi okrąg będący jednocześnie wewnętrzną obwódką legendy. Na półtorakach krakowskich tarcza stanowiła odrębną całość, tak jak na następnej monecie:
Pozostańmy przy moich ulubionych monetach - Królestwo Polskie 1917-1918.
Tę część kolekcji wzbogaciłem o osiem monet - wszystkie, to albo przykłady zdwojeń rysunku (niektóre wcześniej nieodnotowane), destrukty i ...
Liczne prawie pionowe linie przy orle to ślady uszkodzeń stempla spowodowanych albo jego nieumiejętnym czyszczeniem, albo nieostrożnością. Zauważcie, że na skrzydłach nie ma śladów uszkodzeń - skrzydła na stemplu są wklęsłe i to co podrapało jego gładką powierzchnię stanowiącą tło monety, nie sięgnęło w zagłębienia rysunku. Istnienie takiej monety jest też świadectwem kłopotów, jakie przeżywała mennica. Przypuszczam, że ze względu na małą wydajność szybko zużywających się stempli, znacznie obniżono wymagania co do jakości tłoczonych monet aby móc wyprodukować ich założoną ilość. Stąd też tak liczne przypadki zdwojeń rysunku. Stąd też pewnie pewna ilość innych defektów, np.

albo
Najstarszymi monetami kupionymi w zeszłym roku były dwa półgrosze Jagiełły - pierwszy z z krzyżykiem pod koroną, drugi z literami W‡. Przy okazji. W tym tygodniu poczta dostarczyła mi kolejny numer Lubelskich Wiadomości Numizmatycznych - rocznika wydawanego przez lubelski oddział PTN i Lubelski Klub Kolekcjonerów. Periodyk zamówiłem ze względu na dwa teksty: "Denary pierwszych Jagiellonów" J. Sima i "Średniowieczne denary wschowskie, przyczynek do szacunku dla dawnych poglądów" J. Dutkowskiego. W tym drugim artykule właśnie, znaleźć można ciekawe rozważania na temat znaczenia podwójnego krzyża na monetach pierwszych Jagiellonów.
Kolejną co do swojego wieku monetą jest halerz księstwa cieszyńsko-oświęcimskiego:
Moneta kiedyś uważana za bardzo rzadką - Kopicki jeszcze w skorowidzu wydanym w roku 1995 (nr 8682) daje jej rzadkość R8. Po odkryciu u naszych południowych sąsiadów znaleziska zawierającego co najmniej kilkaset oświęcimskich halerzy ustalenie to należy zrewidować. Być może przesadą będzie nawet R4. Kupując monety uznawane niegdyś za rzadkie lub bardzo rzadkie warto sprawdzić, czy nowsze odkrycia nie zmieniają ich statusu.
Podsumowując ubiegłoroczne zakupy. Zdarzały mi się i lata lepsze i gorsze, ale pod jednym względem jeszcze nigdy nie było tak, jak w roku 2010. Upłynął mi on pod znakiem nabywania wyłącznie monet polskich i z Polską związanych - ściśle zgodnie z założonym profilem kolekcji. Warunek ten spełniają wszystkie ze stu dziewięciu kupionych monet. Dla odreagowania, jedne z pierwszych tegorocznych nabytków to monety antyczne - kiedy do mnie dotrą, postaram się coś napisać.

czwartek, 25 listopada 2010

Od kropkologii stosowanej do imagineskopii.

Jak być może niektórzy z Was wiedzą (choćby z wpisu inaugurującego mój blog), jednym z moich ulubionych tematów jest bilon Królestwa Polskiego z rocznikami 1835-1841 emitowany w latach 1835-1865. Do roku 1841 (z małymi wyjątkami) bito w Warszawie nominały 1 grosz, 3 grosze, 5 groszy i 10 groszy z datami odpowiadającymi rocznikowi produkcji. Później, na podstawie specjalnych zezwoleń Jego Imperatorskiej Mości bito drobne monety z polskimi nominałami pozostawiając na nich rok 1840. Taka była teoria. A co z praktyką?
Po próbie rozwikłania chronologicznych zagadek 10-groszówek z datą 1840, którą opublikowałem w Biuletynie Numizmatycznym 2/2009 zacząłem przyglądać się niższym nominałom. I mam kilka problemów.
Problem, a właściwie cała seria problemów ujawnia się przy próbie chronologicznego uszeregowania pięciogroszówek 1840. W latach wcześniejszych żonglowano rysunkiem awersu dosyć chaotycznie. Najbardziej charakterystyczny szczegół - kształt ogona orła (ilość piór) zmieniano tam i z powrotem. To nie układa się w żaden logiczny ciąg. To samo jest z literą G. Nie mam w zbiorze i udało mi się dotrzeć do zdjęć pięciogroszówki 1839 z awersem z roku 1836 (Plage 138, Berezowski 769). Czy taka moneta istnieje? Będę wdzięczny za zdjęcia.
Kolejne pytanie, które pewnie bez odpowiedzi zostanie, bo to pytanie z cyklu, co poeta miał na myśli. Chodzi o kształt litery G w słowie GROSZ / GROSZE / GROSZY. Dlaczego Plage uznał ten szczegół za ważny dla monet 1 i 10 groszy, a pominął dla trojaków i pięciogroszówek?

1 grosz 1837 - G z szeryfem i bez szeryfa.

I sprawa następna - kropki na miedziakach.

O ile wiem, nikt nie kwestionuje poglądu, że na piątkach i dziesiątkach 1840 kropki były kodem określającym rok/lata emisji. A w jakim celu umieszczano je na miedziakach z datą 1839? Dokumenty cytowane przez księcia Jerzego Michaiłowicza Romanowa wspominają o biciu monet miedzianych aż po rok 1849 stemplami starego rysunku, ale z datą 1840, a nie 1839, nie było więc powodu do używania kropkowego kodu. Przypuszczam, że Warszawa postępowała zgodnie z zasadą "po co babcię denerwować, niech sie babcia cieszy" i co innego robiła, a co innego "sprawozdawała".
Utwierdza mnie w tym przekonaniu zderzenie oficjalnych nakładów jednogroszówek z datami 1839 i 1840 ze statystyką ich występowania na rynku. Stanisław Pusch, dyrektorujący mennicy warszawskiej w latach 1866-1867 podaje, że w roku 1839 wypuszczono do obiegu 670.398 jednogroszówek. Książę Jerzy Michajłowicz (za M. Demmenim) podał, że w roku 1839 wybito ich 670.291. Różnica niewielka.

Dla następnych roczników odpowiednie wartości wynoszą:

1840 - 242.820 (oba źródła zgodnie)

1841 - 372.377 (również zgodnie)

Grosze bito nadal, w latach 1842 do 1849 - teoretycznie z datą 1840. Łączna ilość monet wypuszczonych/wybitych wynosi:

11.832.594 (Pusch) / 11.490.997 (Demmeni). Różnica wynosi 341.597 sztuk, co nie ma wpływu na dalsze wyliczenia.

Teoretycznie wybito więc około 670
tysięcy monet z datą 1839, około 12 milionów monet z datą 1840 i niecałe 400 tysięcy monet z datą 1841.
Jak wygląda częstotliwość występowania tych roczników na rynku? Najłatwiej mozna to sprawdzić posługując sie wyszukiwarką na Allegro. Wyszukiwanie w aukcjach zakończonych daje wyniki z ostatniego miesiąca (mniej więcej ). Sprawdźmy (stan na 25-11-2010).

1839 - 39 aukcji

1840 - 17 aukcji

1841 - 1 aukcja

Posługując się Publicznym Archiwum Allegro możemy sprawdzić dane z okresu 2006-2010 eliminując wpływ przypadkowych fluktuacji. Wyniki są takie:

1839 - 1041 aukcji

1840 - 327 aukcji

1841 - 5 aukcji

Powyższe statystyki nie uwzględniają monet sprzedawanych w zestawach i opisywanych różnymi skrótami. Wyszukiwałem tylko dla fraz "grosz 18xx", gdzie xx to 39, 40 lub 41.

Fakty są więc takie, że jednogroszówki z datą 1839 występują trzy razy częściej, niż z datą 1840! Wytłumaczenie może być tylko jedno - na części monet wybitych po roku 1841 umieszczono datę 1839 zamiast 1840 (jak nakazywały carskie upoważnienia).

Czy w tej sytuacji możliwe jest ustalenie kiedy i w jakich ilościach wybito poszczególne odmiany jednogroszówek z datami 1839 i 1840? Dla uproszczenia zakładam, że w 1841 bito monety z datą 1841.
Myślę, że definitywną odpowiedź można by uzyskać wyłącznie na podstawie archiwaliów z lat 1839-1849. Niestety, nic nie wiadomo, by gdziekolwiek zachowały się takie zapisy. Dokąd nie zostaną odkryte i ujawnione, możemy polegać wyłacznie na metodzie pendologicznej stworzonej przez Jeremiasza Apollona Hytza z Podhajec. Metoda ta polega (w skrócie) na doraźnym lub trwałym powiększaniu wyobraźni za pomocą imagineskopów oraz środków imaginogennych. Opisał ją znakomicie niejaki Śledź Otrębus Podgrobelski w dziełku pod tytułem "Wstęp do imagineskopii". Zastanawiam się, czy nie ograniczyć prawa dostępu do bloga wyłacznie do osób, ktore udowodnią, że znają tę książkę.

Imagineskop numizmatyczny :-)
Bez wyobraźni "nie razbieriosz".

wtorek, 21 września 2010

Chronologia 10-groszówek 1840 - uzupełnienie

Dziesięciogroszówki z rocznikiem 1840 kryją wiele tajemnic. Bito je przez całe ćwierćwiecze i wygląd ich w tym czasie podlegał wielu zmianom. Z powodu wojennych zniszczeń, które dotknęły między innymi i nasze archiwa, nie mamy pewności kiedy bito poszczególne odmiany. Próba rozwiązania tej zagadki, którą Andrzej Schmidt opublikował w Wiadomościach Numizmatycznych w roku 1981 od początku budziła moje wątpliwości. Dysponując bogatą kolekcją odmian i wariantów i obserwując częstotliwość pojawiania się ich na rynku wyciągałem odmienne wnioski. Co jakiś czas dzieliłem się nimi z czytelnikami numizmatycznego forum Allegro prezentując nowe nabytki, niekiedy wcześniej nie publikowane albo po prostu mało znane. Tam też podjąłem pierwszą próbę podsumowania tematu. Zachęcany przez kilka osób, opublikowałem swoje wnioski w Biuletynie Numizmatycznym. Po publikacji nie przestałem przyglądać się dziesiątkom z datą 1840, bo paru drobiazgów jeszcze mi w kolekcji brakuje. Nie przestałem i bardzo dobrze, bo...
   
Tuż przed urlopem zalicytowałem w pewnej aukcji na Allegro i wygrałem coś takiego:


Miałem już wcześniej dziesiątkę z kropką po roku, ale dlaczego nie kupić tanio jeszcze jednej? Udało się. Kupiłem. Przyniosłem z poczty, zrobiłem zdjęcia, wrzuciłem w komputer, powiększyłem i... zaraz zaraz, coś jest nie tak z listkami pod jedynką w dacie. Wyraźnie widać, że są dwa, a przecież pamiętam, że powinny być trzy.

Szybki przegląd zdjęć monet z kolekcji wyjaśnił sprawę.
Jak ja tego mogłem wcześniej nie zauważyć?!
Przecież tak wnikliwie analizowałem rysunki monet przed publikacją artykułu. Tyle osób oglądało zdjęcia w pierwszych, internetowych jeszcze przymiarkach do artykułu i nikt na to nie zwrócił uwagi!

Wszyscy zainteresowani wiedzą, że na dziesięciogroszówkach 1840 w wieńcu na rewersie są dwa różne układy „jagódek”, które Plage opisywał jako gałązki mające po trzy lub po dwie jagódki. W moim artykule używałem określeń „stary wieniec” i „nowy wieniec”. Okazuje się jednak, że nowy wieniec ma dwa warianty, które najłatwiej rozróżnić patrząc na listki pod jedynką rocznika.

Wariant „nowego wieńca z dwoma listkami” spotykamy wyłącznie na odmianach ze starym awersem (przymknięte dzioby orłów).
To odmiany: bez kropek na rewersie i z kropką po roku.
Trzy listki widzimy na wszystkich odmianach z nowym awersem i na wszystkich odmianach ze starym awersem i z kropkami na rewersie.
Nie mam w archiwum żadnego zdjęcia monety ze starym awersem bez kropek na rewersie, na której byłby nowy wieniec z trzema listkami. Zaryzykuję stwierdzenie, że obydwa warianty występują tylko na odmianie „kropka po dacie”, przy czym na odmianie z bezszeryfowym G w GROSZY spotyka się tylko nowy wieniec z dwoma listkami, a na odmianie z G z szeryfem znajdujemy oba warianty nowego wieńca. Bardzo mnie to ucieszyło, bo jakby na to nie patrzeć, jest to dodatkowe potwierdzenie chronologii, którą zaproponowałem w BN. Mała rzecz, a cieszy.
   
Nadal będę śledził dziesiątki 1840 pojawiające się na rynku. Co prawda na liście brakujących mi odmian/wariantów pozostały mi jeszcze tylko dwie pozycje, ale nie można wykluczyć, że pojawi się kiedyś coś, czego wcześniej nie odnotowano.

Będę wdzięczny za informacje o Waszych spostrzeżeniach na temat jednej z moich ulubionych monet. Może macie w kolekcjach jakieś nieopublikowane dotąd ciekawostki.

Powyższy tekst jest skrótem części artykułu, który opublikowałem w tegorocznym trzecim numerze Biuletynu Informacyjnego TPZN.

Printfriendly