Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monety. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2011

Sprawozdanie z podróży - część druga, ostatnia.

Z Bydgoszczy poniosło mnie do Gdańska.
Poprzedni mój wyjazd do Trójmiasta miał miejsce trzy lata temu i tak się wtedy złożyło, że wolnego czasu nie miałem ani trochę. Tym razem już przed wyjazdem wiedziałem, że czas dla siebie będę miał w sobotnie popołudnie i niedzielę. Oznaczało to, że nie mogę liczyć na numizmatyczne zakupy, zaplanowałem więc zwiedzanie.
Nasze dzielne koleje dowiozły mnie do Oliwy niemal punktualnie. Zawlokłem bagaż - na szczęście na kółkach - do hotelu i po niespełna godzinie znów byłem w pociągu. Kolejka nie jeździ już tak często, jak kiedyś. Trudno.
Niebo nad miastem nie wyglądało zachęcająco, ale było względnie ciepło i nie wiało. Może dlatego nie wahałem się ani chwili, kiedy zajrzałem do bazyliki mariackiej i zorientowałem się, że na wieżę można dostać się bez kolejki. Kilka lat temu nie zdecydowałem się na odstanie przeszło godziny, ale wtedy to była pełnia sezonu. Czterysta schodków i już
Patrząc dookoła człowiek przestaje się dziwić, że Gdańszczanom nie w smak było poddawanie się królewskim pomysłom na podnoszenie podatków. Nie było wtedy w Polsce bogatszego i większego miasta. Co tam taki Kraków! I jak się to skończyło? 17 kwietnia 1577 r. pod Lubieszowem zaciężna armia gdańska zebrała cięgi od wojsk Batorego, a nam, kolekcjonerom, ślinka cieknie na widok monet z legendą DEFENDE NOS CHRISTE SALVATOR.

Z wieży zgonił mnie narastający chłodny wiatr (jednak) i nie mniej uporczywy głód. Za jego sprawą trafiłem do lokalu pod szyldem Velevetka. Nie mam najmilszych skojarzeń z tą nazwą - winę ponosi szef regionalnego zespołu pieśni i tańca z Czerska (kto był kiedyś w Charzykowach na dorocznym festiwalu folklorystycznym, wie co mam na myśli). Skojarzenia skojarzeniami, ale schabowego albo pizzę mogę zjeść wszędzie, a tu wypadało by spróbować czegoś miejscowego. 
Zupa rybna (podobno kaszubska) okazała się nieporozumieniem. Zupa rybna na kostce bulionowej! Horror. Panie z baru rybnego As w Charzykowach wygrywają tę konkurencję swobodnie. W związku z tym postanowiłem nie ryzykować żadnych innych dań rybnych i zamówiłem polędwicę z leśnymi grzybami. Czas oczekiwania na mięsko miały wypełnić "ciszki" - inny kaszubski specjał. Tu było lepiej, ale nie najlepiej - ciszki z Jeziornej w Swornegaciach rulez. Na szczęście polędwiczki obroniły się. 

Wzmocniony i wypoczęty przespacerowałem się jeszcze po starym mieście notując niedzielne godziny otwarcia muzeów i wróciłem do hotelu.
Hotel to osobna historia. Od kilku lat bywając w Gdańsku nocuję przy ulicy Polanki. Nie u Pana Prezydenta, a w Dworze nr 2 w Gdańsku Oliwie u sióstr Brygidek. To nie klasztor, tylko normalny hotel. No prawie normalny. Jest czysto, cicho, niedrogo i sympatycznie, tylko kuchnia bywa dziwna. 
Wejście do hotelu w Dworze II

W niedzielę świeciło piękne słońce, ale za to wiało, że hej. Nic to, w muzeach nie wieje.
Najpierw Muzeum Archeologiczne. Pusto, cicho...
Na parterze wystawa poświęcona archeologicznym misjom w Sudanie. Sporo współczesnych eksponatów, które równie dobrze mogły by pochodzić ze średniowiecza. 
Współczesne sudańskie ozdoby. 
Wśród nich wisior z dobrze nam znanego talara Marii Teresy.

Na piętrach stała wystawa poświęcona pradziejom Pomorza Gdańskiego i samego miasta. Sporo ciekawych rzeczy, między nimi oczywiście i monety.
Denary rzymskie znalezione w Gdańsku i okolicy.
Denary sredniowieczne

Z muzeum archeologicznego, po trochę dłuższym spacerze dotarłem do Muzeum Narodowego. I tam nie brak numizmatycznych akcentów.
I znów żołądek upomniał się o swoje prawa. Po drodze do upatrzonej w sobotę restauracji odwiedziłem jeszcze swojego patrona w Dworze Artusa.
A upatrzony lokal mieści się przy Targu Rybnym i takoż się nazywa.
Krem z kurek z łososiem i świeży pstrąg zapiekany z grzybami podany z ziemniakami gratin nie zawiodły. Zwłaszcza pstrąg - zakwalifikował się do pierwszej trójki moich ulubionych pstrągów, obok pstrąga z patelni ze wspomnianego już baru As i pstrąga z migdałami i winogronami w wykonaniu niżej podpisanego.

Poniedziałek oznaczał moc pracy od rana do późnego popołudnia, wtorek upłynął pod znakiem kończenia zajęć służbowych i prawie dziesięciogodzinnej wędrówki pociągiem "ekspresowym" do domu.

Tygodniowy wyjazd, nieplanowany, zorganizowany trochę z zaskoczenia, w większości poświęcony pracy ku chwale firmy i ojczyzny w sumie okazał się też całkiem przyjemnym wypoczynkiem. Ciekawe kiedy uda się zorganizować następny. Kusi mnie Poznań. Zobaczymy jesienią, co z tego wyjdzie.


czwartek, 6 stycznia 2011

Moje monety 2010


W poprzednim wpisie obiecałem, że napiszę coś więcej, na temat monet, które włączyłem do kolekcji w ubiegłym roku.
Jak już wspomniałem, w roku 2010 przybyło w kolekcji 109 monet. Wśród nich jest aż 21 półtoraków (prawie 20%). Większość kupiłem zanim jeszcze Rubinowakrew zaczął na forum TPZN tworzyć swój katalog. Przypuszczam, że po tym przełomowym momencie za niektóre półtoraczki musiał bym zapłacić znacznie więcej.
Tak to już jest w naszym światku, że każda publikacja zwiększa zainteresowanie jej tematem. Doświadczyłem tego wielokrotnie. Najświeższy przykład, to nieodnotowana wcześniej pięciofenigówka Królestwa Polskiego ze zdwojonym rysunkiem awersu (bardzo duże przesunięcie). Ustawiłem snajperowi limit ciut poniżej 300 zł i... sromotnie poległem. Snajper nawet nie spróbował strzelać - nie było po co! Co tu dużo mówić - sam tego chciałem. Publikując swój katalog liczyłem się z nieuchronnym wzrostem zainteresowania niepozornymi fenigami KP, ale nie przypuszczałem, że będzie to aż taki wzrost.
Wróćmy do półtoraków. Najbardziej ucieszył mnie rocznik 1617 z herbem podskarbiego bez obwódki.
Ciekawy egzemplarz bydgoskiego półtoraka z 1616 r. upolowałem w październiku:
Nietypowy jest kształt obwódki herbu podskarbiego (Sas) - wyraźnie widać jego prostokątną górną część. Kiedy udostępniłem jego zdjęcie do katalogu TPZN pojawiła się sugestia, że może jest to produkt mennicy krakowskiej. Argumentowano dużą ilością miejsca między POL, a krzyżem, miejsca, w którym mogły znajdować się "haki" - znak krakowskiego mincerza. Zdjęcie nie daje pełnego obrazu monety. Kiedy ma się możliwość obserwacji "na żywo", przy różnych kątach oświetlenia, można stwierdzić, że miejsca jest wprawdzie dużo, ale na stemplu też nic tam nie było. Dodatkową przesłanką wskazującą na Bydgoszcz jest tarcza herbowa na awersie. Na tej monecie dolną krawędź tarczy stanowi okrąg będący jednocześnie wewnętrzną obwódką legendy. Na półtorakach krakowskich tarcza stanowiła odrębną całość, tak jak na następnej monecie:
Pozostańmy przy moich ulubionych monetach - Królestwo Polskie 1917-1918.
Tę część kolekcji wzbogaciłem o osiem monet - wszystkie, to albo przykłady zdwojeń rysunku (niektóre wcześniej nieodnotowane), destrukty i ...
Liczne prawie pionowe linie przy orle to ślady uszkodzeń stempla spowodowanych albo jego nieumiejętnym czyszczeniem, albo nieostrożnością. Zauważcie, że na skrzydłach nie ma śladów uszkodzeń - skrzydła na stemplu są wklęsłe i to co podrapało jego gładką powierzchnię stanowiącą tło monety, nie sięgnęło w zagłębienia rysunku. Istnienie takiej monety jest też świadectwem kłopotów, jakie przeżywała mennica. Przypuszczam, że ze względu na małą wydajność szybko zużywających się stempli, znacznie obniżono wymagania co do jakości tłoczonych monet aby móc wyprodukować ich założoną ilość. Stąd też tak liczne przypadki zdwojeń rysunku. Stąd też pewnie pewna ilość innych defektów, np.

albo
Najstarszymi monetami kupionymi w zeszłym roku były dwa półgrosze Jagiełły - pierwszy z z krzyżykiem pod koroną, drugi z literami W‡. Przy okazji. W tym tygodniu poczta dostarczyła mi kolejny numer Lubelskich Wiadomości Numizmatycznych - rocznika wydawanego przez lubelski oddział PTN i Lubelski Klub Kolekcjonerów. Periodyk zamówiłem ze względu na dwa teksty: "Denary pierwszych Jagiellonów" J. Sima i "Średniowieczne denary wschowskie, przyczynek do szacunku dla dawnych poglądów" J. Dutkowskiego. W tym drugim artykule właśnie, znaleźć można ciekawe rozważania na temat znaczenia podwójnego krzyża na monetach pierwszych Jagiellonów.
Kolejną co do swojego wieku monetą jest halerz księstwa cieszyńsko-oświęcimskiego:
Moneta kiedyś uważana za bardzo rzadką - Kopicki jeszcze w skorowidzu wydanym w roku 1995 (nr 8682) daje jej rzadkość R8. Po odkryciu u naszych południowych sąsiadów znaleziska zawierającego co najmniej kilkaset oświęcimskich halerzy ustalenie to należy zrewidować. Być może przesadą będzie nawet R4. Kupując monety uznawane niegdyś za rzadkie lub bardzo rzadkie warto sprawdzić, czy nowsze odkrycia nie zmieniają ich statusu.
Podsumowując ubiegłoroczne zakupy. Zdarzały mi się i lata lepsze i gorsze, ale pod jednym względem jeszcze nigdy nie było tak, jak w roku 2010. Upłynął mi on pod znakiem nabywania wyłącznie monet polskich i z Polską związanych - ściśle zgodnie z założonym profilem kolekcji. Warunek ten spełniają wszystkie ze stu dziewięciu kupionych monet. Dla odreagowania, jedne z pierwszych tegorocznych nabytków to monety antyczne - kiedy do mnie dotrą, postaram się coś napisać.

czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych Świąt!!!

Wszystkim Gościom mojego bloga życzę Wesołych Świąt, wolnych od codziennego pośpiechu i harmidru.


Przeżyjcie je w ciepłej rodzinnej atmosferze, choć przez tych kilka dni zapominając o wszystkim, co męczy, drażni i nie daje spokoju. Monety też odłóżcie w kąt, na monetach  świat się nie kończy.






niedziela, 17 października 2010

Wszystko już było...

Jesień, pogoda prawie barowa/łóżkowa* (prawie, bo u nas za oknami na szczęście sucho). Napadł mnie nastój wspomnieniowy. Nie całkiem bez przyczyny, bo sprowokowany porządkami w folderach na dysku /home/jurek/dyski/dane/.
W jednym z tych folderów przechowuję artykuły, które przez sześć lat publikowałem na portalu e-numizmatyka. Najstarszy, datowany na 22 czerwca 2002 r. miał tytuł prawie barokowy: KOLEKCJONERSTWO CZY INWESTYCJA CZYLI JAK POŁĄCZYĆ PRZYJEMNE Z POŻYTECZNYM. Dochodziły do mnie głosy, że dostępność moich tekstów z e-numizmatyki nie wygląda najlepiej więc postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda w tym przypadku.
Wyszukiwarka nie zawiodła. Portal również. Okazało się, że tekst jest dostępny.
Dostępny, ale czy aktualny? Czy coś bym w nim zmienił?
Z pewnością należało by uzupełnić tabelkę pod zdjęciami. Na przykład o wyceny z roku 2010.
Zaktualizowana tabelka wygląda tak (ceny dla roku 2010 wziąłem z katalogu J. Parchimowicza):


1993
1998
2002
2010
III
I
III
I
III
I
III
I
1929 - 1 zł
0,20
0,80
2,00
150,00
3,00
500,00
10,00
c.a.
1936 - 2 zł
120,00
300,00
450,00
800,00
550,00
1200,00
1200,00
4000,00


Cena amatorska za menniczą złotówkę 1929 oznacza kwotę co najmniej 1500 zł co wynika z ostatnich notowań aukcyjnych. Na 13 aukcji PDA moneta w stanie I uzyskała cenę 1200 zł. W roku 2009 na 4 aukcji WDA egzemplarz ogradowany przez NGC na MS-62 uzyskał cenę 1700 zł.  Jak widać rynek mimo niedawnego kryzysu nadal ma się dobrze. Nie mówię oczywiście o rynku połyskliwych pseudonumizmatów. Kryzys okazał się bezlitosny  dla "lustrzankowych inwestorów". I dobrze.

Ostatni akapit artykułu nie wytrzymał próby czasu. Za bardzo ufałem katalogom, w których brązowa pięciogroszówka 1923 figurowała na poczetnym miejscu. Od tego czasu poczytałem trochę, przeanalizowałem piśmiennictwo numizmatyczne z ostatnich kilkudziesięciu lat i nie mam już złudzeń, że taka moneta istnieje.

Na koniec pochwalę się niedawnym nabytkiem.
Polowałem na tę odmianę trojaka przez kilka lat, a co w niej takiego wyjątkowego? Proszę porównać z typową monetą (następny rocznik, ale to akurat nie ma znaczenia).

Jeśli traficie gdzieś na trojaka z rewersem z gęsto ułożonymi literami i cyframi, nie wahajcie się. Następna okazja nie zdarzy się prędko.
 

sobota, 16 października 2010

Centrum Pieniadza NBP


Nie tak dawno temu pisałem o dwóch muzeach (Kremnica, Warszawa). Dzisiaj wśród porannych wiadomości znalazłem informację o zamiarach utworzenia w Warszawie jeszcze jednego muzeum, które powinno zainteresować kolekcjonerów monet.

W ciągu dwóch lat na terenie NBP w Warszawie przy placu Powstańców ma powstać Centrum Pieniądza Narodowego Banku Polskiego. 


Oświadczenie prezesa NBP, profesora Marka Belki:
Katastrofa prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 r., w której śmierć poniosło tyle wybitnych postaci życia publicznego, a wśród nich mój poprzednik, była dla mnie ogromnym ciosem. Chęć upamiętnienia ofiar, wsparta powagą chwili była podstawą jednomyślnej decyzji podjętej 15 lipca przez Zarząd Narodowego Banku Polskiego o upamiętnieniu ofiar katastrofy oraz nadaniu imienia Sławomira Stanisława Skrzypka powstającemu Centrum Pieniądza NBP. Będzie to miejsce propagujące edukację ekonomiczną, na którą wielki nacisk kładł mój poprzednik. Do wdowy, Pani Doroty Skrzypek, skieruję prośbę o wyrażenie zgody na tę formę upamiętnienia. Częścią tworzonego centrum będzie miejsce poświęcone wszystkim ofiarom tragicznego lotu, w którym znajdą się monety wyemitowane z okazji 70. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej, odnalezione na miejscu katastrofy. 10 kwietnia miały być przekazane rodzinom ofiar zamordowanych polskich oficerów, dziś zostaną udostępnione wszystkim Polakom, bo wszyscy ponieśliśmy w tej katastrofie równie bolesną stratę.


Prezes Skrzypek nie był postacią z mojej bajki, ale ani to ani tego powody nie wywołują u mnie żadnych odruchów sprzeciwu. 
Potrzebna jest placówka, która w przystępny i atrakcyjny sposób będzie przekazywać odwiedzającym wiedzę o pieniądzu i ekonomii. 

"Bankoteka" ma nie być kolejną wystawą monet i banknotów. Wykorzystane zostaną doświadczenia z organizacji cyklicznych wystaw organizowanych w ostatnich latach w siedzibach oddziałów NBP.  W planach jest oczywiście typowa część wystawowa prezentująca pieniądze od czasów antycznych do najnowszych, w tym najstarsze polskie monety, denary Bolesława Chrobrego. 
Oprócz tego w Centrum Pieniądza będą ekspozycje multimedialne, będzie możliwość uczestniczenia w interaktywnych działaniach edukacyjnych (planowanie strategii ekonomicznej, symulacje inwestycyjne itp.).
Najbardziej cieszy mnie zapowiedź, że zwiedzający będą mieli szansę zapoznać się z technologia produkcji monet i banknotów. Z jednej strony, zdajemy sobie sprawę z tego, że produkcja pieniądza niczym szczególnym nie różni się od produkcji innych wyrobów. Z drugiej strony, powstawanie pieniądza w jego materialnej formie zawsze otaczał nimb tajemnicy. Tajemnicy uzasadnianej koniecznością ochrony społeczeństwa i ekonomiki państwa przed skutkami działań fałszerzy. Warto, żeby powstało miejsce, w którym wszyscy będą mogli przekonać się naocznie, że pieniądze przechodzące codziennie z ręki do ręki nie są zwykłymi kawałkami metalu (albo papieru).  Że są to bardzo skomplikowane wyroby techniczne, które na dodatek mogą być prawdziwymi dziełami sztuki.

Co to za wpis bez zdjęcia? Nie pokażę jednak, narzucających się w kontekście tematu postu , zdjęć gmachu NBP, ani portretu Prezesa Skrzypka. 
Popatrzcie lepiej na to maleństwo:
  
Krajcar  księcia oleśnickiego Chrystiana Ulryka z roku 1684. Monetka nie waży nawet jednego grama, a ile na niej widać! Ile można z niej wyczytać! Jakież ciekawe historie wiążą się z jej emitentem!

czwartek, 7 października 2010

Gabinet Numizmatyczny Mennicy Polskiej

Trzy tygodnie temu opisałem swoją wycieczkę do najstarszej na świecie, czynnej do dziś mennicy  - KREMNICA. Nasza, warszawska mennica również ma swój gabinet numizmatyczny, który oczywiście również miałem przyjemność odwiedzić. Gabinet znajduje się w budynku "Aurum" przy ul. Waliców 11/18.

 W porównaniu ze słowacką ekspozycją, muzeum w Warszawie prezentuje się bardzo skromnie. Zajmuje właściwie jedno pomieszczenie (nie biorę pod uwagę salki, w której przed zwiedzaniem ogląda się film omawiający historię i współczesność mennicy). Nic dziwnego. Historia nie obchodziła się z naszym krajem zbyt łaskawie. Pierwsze zbiory mennicy dokumentujące całość jej produkcji, gromadzone od 1766 r. zagrabiono po trzecim rozbiorze. Pozostał tylko rękopis Shroedera z 1797 r. i jego odbitki medali stanisławowskich, ale nie znajdziemy ich w Warszawie - trafiły do kolekcji Hutten-Czapskiego i przechowywane są teraz w Krakowie.

Po powstaniu listopadowym podjęto kolejną próbę utworzenia gabinetu numizmatycznego przy mennicy warszawskiej, nie ograniczając się do jej produktów.  I znów, po kolejnym powstaniu i po zamknięciu mennicy w roku 1868 gabinet przestał istnieć - wszystko przewieziono do Petersburga.
Po odzyskaniu niepodległości, dyrektor Aleksandrowicz postanowił na nowo stworzyć przy mennicy kolekcję numizmatyczną. Początkowo kierował gabinetem K. Plage. W roku 1927 zastąpił go M. Terlecki, dzięki któremu udało się w roku 1940 ocalić część zbiorów przed wywiezieniem do Niemiec.
Po wojnie ocalone fragmenty kolekcji podzielono między Muzeum Narodowe w Warszawie, a Gabinet Numizmatyczny mennicy.
Teraz zbiory Gabinetu są stopniowo powiększane, choć pewnych strat nie uda się niestety naprawić. Dotyczy to szczególnie dokumentów, które zaginęły lub zostały zniszczone i nie mogą zostać odtworzone.

Na stronie Gabinetu Numizmatycznego czytamy, że "Zwiedzanie Gabinetu Numizmatycznego Mennicy Polskiej S.A. mieszczącego się w budynku "Aurum" przy ul. Waliców 11/18 jest możliwe po uprzednim telefonicznym uzgodnieniu terminu."
W stolicy bywam nieczęsto i nie wiem, jak wygląda codzienna praktyka.  Ja dzwoniłem i uzgodniłem termin, ale być może da się zwiedzić wystawę bez tej formalności. W końcu żyjemy w kraju na niby :-), ale to temat na całkiem inną opowieść, niekoniecznie numizmatyczną.

Zanim kupimy bilet (w sklepie, na wprost wejścia do Atrium) warto zatrzymać się przy maszynach menniczych wystawionych w holu. Jedno z urządzeń można też obejrzeć przed wejściem do mennicy, na rogu ul Pereca.

Po kupieniu biletu (w cenie jest pamiątkowy żeton) i obejrzeniu filmu, przychodzi kolej na właściwe zwiedzanie. Gabinet eksponuje około 2000 obiektów - monety, medale, stemple, modele, dokumenty). Najstarsze pochodzą z pierwszych lat panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Najnowsze, to współczesne monety obiegowe i kolekcjonerskie, medale i odznaczenia wyprodukowane w Warszawie.

Mnie najbardziej interesowały sprawy techniczne. Dużo uwagi poświęciłem maszynom wystawionym poza pomieszczeniem GN. Uważnie przyglądałem się narzędziom menniczym: prototypom i stemplom.
medal koronacyjny Stanisława Augusta autorstwa T. Pingo 1764 r.




 

Oglądanie takich eksponatów pomaga rozwiązać wiele zagadek dotyczących odstępstw od normalnego wyglądu niektórych monet. Łatwo zauważyć, że to okrągły kształt tłoków stempli jest jedną z głównych przyczyn istnienia tzw. obrotek i odwrotek. Dopiero przyglądając się krawędziom rysunku stempli uświadamiamy sobie, skąd mogą brać się dodatkowe obwódki przy obrzeżu monety.
Ciekawe wnioski nasuwają się też po obejrzeniu modeli monet.

Na przykład kwestia ostatniej cyfry w roczniku...

W Gabinecie Numizmatycznym nie wolno fotografować wystawionych obiektów. Nie wolno, ale można (kraj na niby). Nie udało mi się za to sfotografować maszyn ustawionych przed Gabinetem - w tym przypadku Pan Strażnik był nieugięty.

Szkoda wielka, że Mennica tak niechętnie wpuszcza zwiedzających do pomieszczeń produkcyjnych. Kiedyś zdarzały się wyjątki (np. dla zorganizowanych wycieczek członków kół PTAiN), ale to było dawno, dawno temu, zanim nastały czasy S.A.
Słowacy nie mają takich uprzedzeń.

Gabinet Numizmatyczny Mennicy Polskiej prezentuje dorobek jedynej polskiej mennicy czynnej w XIX i XX wieku. Kolekcjonerzy pragnący zapoznać się z produktami innych mennic w szerszym zakresie czasowym powinni odwiedzić Zamek Królewski w Warszawie. Miłośnicy medalierstwa, muszą wybrać się do Wrocławia. Dobra kolekcja numizmatyczna jest w Łodzi. Warto też zajrzeć do Chorzowa.
Słyszałem, że urzeczywistnia się idea stałej wystawy numizmatycznej w Bydgoszczy - bywam tam od czasu do czasu i kiedy nadarzy się najbliższa okazja na pewno zdam sprawozdanie.
Jest też (nareszcie) nadzieja, że doczekamy się stałej ekspozycji zbiorów Czapskiego w Krakowie. Po drodze można by zahaczyć o Suchą Beskidzką - podobno w tamtejszym muzeum od roku 2009 też jest co nieco do pooglądania.
Oczywiście nie można zapominać o Malborku.

Jak widać, mamy w kraju parę wartych odwiedzenia muzeów. Będę wdzięczny za każdy sygnał o innych jeszcze interesujących, zwłaszcza  stałych wystawach numizmatycznych.

niedziela, 26 września 2010

Śmieci

Jadąc samochodem słucham zwykle Antyradia. Tak też było i w ostatni czwartek. Późnym popołudniem Przemysław Frankowski dzielił się słuchaczami wrażeniami z pobytu w Szwecji i pierwszą sprawą, na którą zwrócił uwagę była niewyobrażalna czystość otoczenia.  Czyste ulice, pobocza szos, lasy, jeziora...
"Jah Jah" wyraźnie poruszony kontrastem czystego szwedzkiego krajobrazu z naszą popaskudzoną ojczyzną zapytał dramatycznie
- dlaczego u nas tak być nie może?
Fakt, tak czysto u nas nie jest ale to, że nie jest nie oznacza, że być nie może! Może, wystarczy "tylko", żebyśmy przestali śmiecić. Tylko tyle i aż tyle.

Jak do tego doprowadzić, doprawdy nie wiem. Od czasu do czasu odzywa się we mnie upierdliwy pedagog. Zwykle mam takie napady w terenie, na urlopie, na wycieczkach. Nie wytrzymuję widząc "syfiorzy" (jak mówiło się na takie okazy w naszym akademiku) zostawiających puste puszki, butelki, paczki po chrupkach i niedopałki. Zwykle pytam, czy u siebie w domu też zostawiają pety na dywanie, czy po prostu wkopują je pod szafę. Jakieś 30 % łapie od razu. Reszcie trzeba tłumaczyć trzy razy, jak kawały policjantom. Tłumaczę i albo patrzę, jak ludzie powoli, niechętnie sprzątają po sobie, albo łykam gorzki smak porażki, udając, że bluzgi neandertalczyka nie mnie tyczą. Teraz pewnie też tak będzie, ale cóż, trzeba robić swoje, bo jeśli nie my, to kto?...

Jaki to ma związek z naszym wspaniałym hobby? Powoli, powoli dojdziemy i do tego. Najpierw wróćmy do wszechobecnych śmieci i zastanówmy się, dlaczego są wszechobecne.
Mam taką teorię: Polak śmieci, bo życiową misją Polaka jest zarobić za wszelką cenę. Albo przynajmniej zaoszczędzić. Pieniądze (bo za opróżnianie mojego pojemnika na śmieci muszę zapłacić), czas (bo zamiast już lecieć do domu muszę te swoje śmieci pozbierać, siły (wystarczająco się zmęczyłem niosąc pełną zgrzewkę piwa, żeby teraz jeszcze nosić puste puszki). Zarobić/zaoszczędzić (niepotrzebne skreślić) cokolwiek. Uczciwie, albo nieuczciwie. Jeżeli się nie da bez skrzywdzenia kogoś innego, to trudno, trzeba skrzywdzić, bo przecież dzień bez wyrwania czegoś dla siebie jest dniem straconym.

Teraz nareszcie będzie o monetach. A właściwie nie o monetach, tylko o śmieciach, które je udają. Najgorszym gatunkiem takich śmieci są panoszące się na giełdach i aukcjach "kopie monet". Producenci tego paskudztwa niczym się dla mnie nie różnią od producentów narkotyków albo innych dopalaczy.  Ich "rozprowadzacze" nie są nikim innym, jak dilerami. A konsumenci? Toż to najzwyklejsi narkomani! Zadowalają się sztuczną namiastką prawdziwego. Zastanawiałem się zawsze, co kieruje kolekcjonerami kupującymi takie kopie. Awersja do pustych miejsc w klaserze? Chęć zaimponowania? Komu? Tylko laik da się nabrać, a co osiągnę imponując laikowi? Potrzeba samooszukiwania?
Śmietnik na Allegro.  Jak widać, chętnych nie brakuje.
Podejrzewam, że większość nabywców tego świństwa to niestety potencjalni oszuści świadomie planujący łowy na jelenia. Potem mamy na Allegro takie typowe aukcje: misternie ułożona kupka monet, typowa masówka, jakieś przedwojenne niklowe grosze, prl-owska drobnica, trochę XIX-wiecznego złomu, na środku tej kupki (albo "sprytnie", z boczku) jakiś rarytasik - Nike 1932, rzadka próba II RP, coś z Gdańska i do tego opis - "spadek po dziadku", "znalezisko ze strychu".
I sukces! Trafił się jeleń, dniówka zaliczona.

A po nas, choćby potop. Cóż z tego, że brud, że za oknem latają foliowe worki, że dzieciaki budują zamki z piasku szpikowane petami, że kolejne osoby rzucają w cholerę całe to kolekcjonerstwo, bo kolejny raz nacięły się na "złoto głupców". My zarobiliśmy.
Ale to na naszych trawnikach lądują te worki, to nasze dzieci w tym piachu grzebią i to nasze dzieci w d...pie mają całe to nasze kolekcjonerstwo, bo za przykładem mamusi i tatusia kombinują jak by tu oszwabić dzieci naszych sąsiadów.

Dlatego bardzo Was proszę, nie kupujcie "kopii monet", nie fundujcie mercedesów i urlopów na Seszelach dilerom i ich dostawcom. Te pieniądze naprawdę można wydać lepiej.

To nie żadne kopie monet, tylko najzwyklejsze, ordynarne falsyfikaty.
Muzea, kiedy sprzedają kopie najcenniejszych swoich okazów numizmatycznych, oznaczają je wyraźnie, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to nie oryginały. Rzetelni kolekcjonerzy i kupcy numizmatyczni oznaczają falsyfikaty przechodzące przez ich ręce wyraźnymi kontrmarkami z literą F albo je po prostu niszczą. Nierzetelni, skażeni nieprzezwyciężalną "żądzą pieniądza", pchają ten towar na rynek podcinając gałąź, na której siedzą. My siedzimy pod nimi - oberwiemy czy tego chcemy, czy nie. Nie ułatwiajmy im więc tej samobójczej per saldo działalności.

wtorek, 21 września 2010

Chronologia 10-groszówek 1840 - uzupełnienie

Dziesięciogroszówki z rocznikiem 1840 kryją wiele tajemnic. Bito je przez całe ćwierćwiecze i wygląd ich w tym czasie podlegał wielu zmianom. Z powodu wojennych zniszczeń, które dotknęły między innymi i nasze archiwa, nie mamy pewności kiedy bito poszczególne odmiany. Próba rozwiązania tej zagadki, którą Andrzej Schmidt opublikował w Wiadomościach Numizmatycznych w roku 1981 od początku budziła moje wątpliwości. Dysponując bogatą kolekcją odmian i wariantów i obserwując częstotliwość pojawiania się ich na rynku wyciągałem odmienne wnioski. Co jakiś czas dzieliłem się nimi z czytelnikami numizmatycznego forum Allegro prezentując nowe nabytki, niekiedy wcześniej nie publikowane albo po prostu mało znane. Tam też podjąłem pierwszą próbę podsumowania tematu. Zachęcany przez kilka osób, opublikowałem swoje wnioski w Biuletynie Numizmatycznym. Po publikacji nie przestałem przyglądać się dziesiątkom z datą 1840, bo paru drobiazgów jeszcze mi w kolekcji brakuje. Nie przestałem i bardzo dobrze, bo...
   
Tuż przed urlopem zalicytowałem w pewnej aukcji na Allegro i wygrałem coś takiego:


Miałem już wcześniej dziesiątkę z kropką po roku, ale dlaczego nie kupić tanio jeszcze jednej? Udało się. Kupiłem. Przyniosłem z poczty, zrobiłem zdjęcia, wrzuciłem w komputer, powiększyłem i... zaraz zaraz, coś jest nie tak z listkami pod jedynką w dacie. Wyraźnie widać, że są dwa, a przecież pamiętam, że powinny być trzy.

Szybki przegląd zdjęć monet z kolekcji wyjaśnił sprawę.
Jak ja tego mogłem wcześniej nie zauważyć?!
Przecież tak wnikliwie analizowałem rysunki monet przed publikacją artykułu. Tyle osób oglądało zdjęcia w pierwszych, internetowych jeszcze przymiarkach do artykułu i nikt na to nie zwrócił uwagi!

Wszyscy zainteresowani wiedzą, że na dziesięciogroszówkach 1840 w wieńcu na rewersie są dwa różne układy „jagódek”, które Plage opisywał jako gałązki mające po trzy lub po dwie jagódki. W moim artykule używałem określeń „stary wieniec” i „nowy wieniec”. Okazuje się jednak, że nowy wieniec ma dwa warianty, które najłatwiej rozróżnić patrząc na listki pod jedynką rocznika.

Wariant „nowego wieńca z dwoma listkami” spotykamy wyłącznie na odmianach ze starym awersem (przymknięte dzioby orłów).
To odmiany: bez kropek na rewersie i z kropką po roku.
Trzy listki widzimy na wszystkich odmianach z nowym awersem i na wszystkich odmianach ze starym awersem i z kropkami na rewersie.
Nie mam w archiwum żadnego zdjęcia monety ze starym awersem bez kropek na rewersie, na której byłby nowy wieniec z trzema listkami. Zaryzykuję stwierdzenie, że obydwa warianty występują tylko na odmianie „kropka po dacie”, przy czym na odmianie z bezszeryfowym G w GROSZY spotyka się tylko nowy wieniec z dwoma listkami, a na odmianie z G z szeryfem znajdujemy oba warianty nowego wieńca. Bardzo mnie to ucieszyło, bo jakby na to nie patrzeć, jest to dodatkowe potwierdzenie chronologii, którą zaproponowałem w BN. Mała rzecz, a cieszy.
   
Nadal będę śledził dziesiątki 1840 pojawiające się na rynku. Co prawda na liście brakujących mi odmian/wariantów pozostały mi jeszcze tylko dwie pozycje, ale nie można wykluczyć, że pojawi się kiedyś coś, czego wcześniej nie odnotowano.

Będę wdzięczny za informacje o Waszych spostrzeżeniach na temat jednej z moich ulubionych monet. Może macie w kolekcjach jakieś nieopublikowane dotąd ciekawostki.

Powyższy tekst jest skrótem części artykułu, który opublikowałem w tegorocznym trzecim numerze Biuletynu Informacyjnego TPZN.

środa, 15 września 2010

Kremnica

Wśród wielu, wielu mennic, w których bito polskie monety jedna warta jest szczególnej uwagi. Słowacka mennica zlokalizowana w Kremnicy jest jedną z  najstarszych czynnych mennic na świecie. Działa nieprzerwanie od 1329 roku.

Polska pierwszy raz skorzystała z usług kremnickiej mennicy w roku 1949. Po Powstaniu Warszawskim stolica została zniszczona - Śródmieście niemal w 100%. Nie przetrwała też mennica, więc produkcję monet trzeba było zlecić mennicom zagranicznym. Aluminiowe monety o nominałach 1 i 2 grosze wybito w Budapeszcie, brązowe pięciogroszówki w Bazylei Bernie, miedzioniklowe złotówki oraz monety 10, 20, 50 groszy w Kremnicy.
Na monetach tych nie umieszczono żadnego znaku mennicy.Tak samo postąpiono i w późniejszych latach, bo na roku 1949 współpraca ze słowacką mennicą się nie zakończyła. W Kremnicy wybito jeszcze dwudziestozłotówki  z Nowotką (1975, 1976), z łanem zboża na tle wieżowca (1976), aluminiowe złotówki i pięćdziesięciogroszówki (1975, 1976 i 1978), dwudziestogroszówki (1973) i dziesięciogroszówki (1973 i 1974). Kremnickie dziesięciogroszówki 1973 - bez znaku mennicy - są najrzadszymi monetami obiegowymi PRL. Nie wiadomo ile ich wybito, nie wiadomo czy rocznik ten bito z przeznaczeniem do obiegu, nic na dobrą sprawę o nich nie wiadomo.

Pomyślałem sobie niedawno, że rozwiązania zagadki należy poszukać u źródeł, a że do Kremnicy mam bliżej, niż do Warszawy długo się nie zastanawiałem.
Katowice, Bielsko-Biała, Żywiec, Zwardoń... Po przejechaniu granicy droga wyraźnie się poprawiła. Pogoda poprawiać się nie musiała - było pięknie. W sobotnie przedpołudnie zaparkowałem pod murami starego miasta i po paru minutach stanąłem na rynku. Przy rynku są dwa interesujące muzea: jedno przy mennicy, drugie na przeciwległej pierzei (mennictwo, medalierstwo, górnictwo). Wiedząc, że ekspozycja przy mennicy otwarta jest krócej, najpierw skierowałem się w tamtym kierunku. Wystawa rewelacyjna. Zwłaszcza dla osób zainteresowanych techniką menniczą. Kiedyś, na cafe Allegro dyskutowaliśmy sobie o taschenwerkach - małych ręcznych półautomatach, których być może używano w fałszerskich mennicach w Suczawie do podrabiania polskich, litewskich i ryskich szelągów. Nawet najlepsze opisy i najdokładniejsze siedemnastowieczne ryciny nie dadzą tego, co daje spotkanie "oko w oko". Zdecydowanie nie doceniamy pomysłowości naszych przodków, którzy dysponując bardzo prymitywnymi narzędziami i nieprecyzyjnymi urządzeniami pomiarowymi potrafili wymyślić, wykonać i uruchomić skomplikowane i wydajne maszyny. 
Zwiedzanie miało się ku końcowi i zaczynałem tracić nadzieję, że uda się porozmawiać o naszej tajemniczej dziesiątce. Na szczęście okazało się, że jesteśmy ostatnią w tym dniu grupą zwiedzających więc przewodnik nie musi lecieć po następną i ma chwilę na rozmowę. Nie przypuszczałem, że przewodnik będzie znał odpowiedzi na moje pytania ale miałem nadzieję, że pomoże mi dotrzeć do kompetentnej osoby. Tak się też stało. Niestety, kompetentny nie oznacza wszystkowiedzący. Krótko mówiąc, podobno nie zachowały się żadne dokumenty, z których mogło by wynikać kto, kiedy i dlaczego wybił dziesięciogroszówki 1973 r. w  Kremnicy . Dowiedziałem się tylko, że około roku 1993, po podziale Czechosłowacji, mennica czyściła magazyny oferując niepotrzebne już zapasy na wolnym rynku. Podobno to wtedy trafiły na rynek nasze dziesięciogroszówki.Ile ich było, kto je kupił? Tego się nie dowiedziałem.
Na wizytę w drugim muzeum tego dnia nie zdążyłem, ale w przeciwieństwie do muzeum mennicy, tamto jest otwarte również w niedzielę. 
Bez problemów znalazłem nocleg - w miasteczku jest mnóstwo kwater do wynajęcia. Z okna miałem taki widok:
Na środku zdjęcia widać czubek kościelnej wieży grodu miejskiego.
Przed wyjazdem poczytałem co nieco, więc po obiedzie (rewelacyjna dziczyzna w restauracji Silvanus, tuż poniżej rynku) wybrałem się na kąpielisko termalne. Dzień zakończyłem lekką kolacją i wizytą w Vinotece (a jakże, też przy rynku).
Następnego dnia spędziłem kilka godzin w muzeum monet i medali Narodowego Banku Słowacji podziwiając monety pochodzące ze słowackich znalezisk i oczywiście wyroby kremnickiej mennicy. Rewelacja. 

Zachęcam do odwiedzin w pięknie położonym miasteczku. Można tam jeździć o każdej porze roku, zawsze jest pięknie i zawsze jest co robić. Dla zachęty proponuję obejrzenie kilku zdjęć z mojej wycieczki

niedziela, 12 września 2010

Przegląd Numizmatyczny 3/2010

Kupiłem dziś rano. Cena 14 złotych - nie zmieniła się od początku roku. 72 strony + 4 strony okładki., a w tym 21 stron reklam. Tyle samo zajmuje powtarzany w każdym numerze katalog monet polskich.

Pozostałe strony zajmują:
  • dwa obszerne opracowania dotyczące monet złotych
    • "Dukaty gdańskie króla Jana Kazimierza",
    • "Legnickie wielodukaty z datą 1610",
  • ciekawy tekst o motywach zaczerpniętych z antycznych monet, spotykanych na nowożytnych artefaktach,
  • trzecia część opracowania dot. monet keszowych,
  • dwa artykuły dla kolekcjonerów pieniądza papierowego:
    • "Nieznane bony toruńskie",
    • "Bony obozowe kopalni Charlotte",
  • katalog-cennik monet Rosji 1894-1918 (w tym Finlandia).
W redakcyjnym wstępniaku Pan Jarosław Dutkowski zauważył, że nieodnotowane wcześniej odmiany i warianty zdarzają się wśród monet złotych równie często, jak między drobnymi monetami o niskich nominałach. To pewnie prawda, ale powiedzmy sobie szczerze, ileż polskich dukatów mógł mieć w rękach przeciętny kolekcjoner?  Zwykle zwracamy uwagę na monety, które mamy w zbiorze albo mamy szansę je do niego włączyć.

Co do katalogów - cenników publikowanych w PN mam od lat niezmienną opinię, której dzisiejsza lektura nie zmienia. Monety pospolite i łatwe są z reguły przeszacowane, dla monet rzadkich proponuje się wyceny znacznie odbiegające w dół od cen rynkowych i bynajmniej nie ma to związku z cyklem wydawniczym...

Przegląd mimo swoich wad pozostaje dla mnie obowiązkową pozycją, wartą spaceru do empiku i wydania kilkunastu złotych. Chociaż... kiedy pomyślę, że o 50 groszy mniej kosztował mnie taki półtorak Zygmunta III Wazy

z roku 1621 z kropkami zamiast gwiazdek w herbie podskarbiego, to zaczynam mieć wątpliwości. Przechodzą mi dość szybko, w końcu to tylko 14 złotych.

piątek, 10 września 2010

Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty.


Monety, to przede wszystkim pieniądze. Po to je wyprodukowano, by nimi płacić. Kiedy z różnych przyczyn płacić już nimi nie można nie tracą wartości (uwaga, są wyjątki!). Ba! Wiele monet prawdziwej wartości zaczyna nabierać dopiero wtedy, kiedy kończy się ich formalne życie. I nie chodzi tu tylko o wartość w sensie materialnym. Monety stają się dokumentem historii cywilizacji, historii kultury, sztuki, techniki. Właśnie o tym trzeba pamiętać zaczynając zabawę z monetami. Klekcjonowanie monet może być znakomitą zabawą. 


O tym będę pisał na moim blogu, kontynuując to, co jakiś czas temu robiłem współpracując z portalem e-numizmatyka.pl, dla którego napisałem grubo ponad 100 artykułów na mniej lub bardziej numizmatyczne tematy, na przykład "Monety to nie wszystko". Mniejsze i większe teksty zdarzało mi się też publikować w wydawnictwach papierowych: w Przeglądzie Numizmatycznym, Biuletynie numizmatycznym i w internecie, numizmatycznym forum Allegro, a ostatnio w Biuletynie Informacyjnym Towarzystwa Przeciwników Złomu Numizmatycznego im. Tadeusza Kałkowskiego TPZN.

 Na początek pochwalę się niedawnym nabytkiem:
Straszne brzydactwo, ale polowałem na nie z dziesięć lat. Trzeba się dobrze przypatrzeć temu grosikowi, że by dojść do tego, co sprawia, że to moneta wyjątkowa. Jeśli jeszcze nie wiecie, podpowiadam: kropki. Kropki, a nie kropka! Na giełdach, na Allegro i eBayu pełno groszy 1839 z kropką po roczniku, z kropką po GROSZY albo bez kropek. Moneta z kropką i po GROSZY i po roczniku pojawia się raz na kilka lat. 
Warto dokładnie oglądać monety, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo niepozornie.

O kropkach na monetach Królestwa Polskiego z lat 1839-1840 będę pisał jeszcze nie raz.

Printfriendly