Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znak mennicy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znak mennicy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2013

Ręczna robota

Nie, dziś nie będzie mowy o tych panach
chociaż...

Zadano mi niedawno takie pytanie:
"... dlaczego właściwie używa się puncy we współczesnym mennictwie i czemu jeśli chodzi o nasze obiegówki tylko do znaków menniczych. Czemu ten znak nie jest naniesiony od razu na model monety. Bardziej uzasadnione pod względem ekonomicznym byłoby już bicie puncami kolejnych dat w matrycach."
Niełatwo na nie odpowiedzieć.
Bo, po pierwsze, czy na pewno znak mennicy jest nabijany puncą?
Przypuszczam (ale tylko przypuszczam, bo pewności nie mam), że tak.

Przede wszystkim przemawiają za tym zdarzające się od czasu do czasu przypadki "wędrujących" znaków mennicy. Najbardziej znany - 5 złotych 1994.

Drugą przesłanką są obserwowane różnice "grubości" znaku na monetach. 
znak na jednogroszówkach

Czyli jednak punca, młoteczek i ręczna robota.

Przyjęcie, że znak mennicy nanoszony jest puncą zachęca do poszukiwań. Poszukiwań różnic, bo przecież nie jest możliwe, by istniała tylko jedna punca (tak samo, jak niemożliwe jest by wszystkie używane punce były idealnie identyczne). Tym razem popatrzmy na dwugroszówki.
Tak, to różne punce. Nie ma się czemu dziwić, monety dzieli 7 lat.

Szczerze mówiąc, nie przyglądałem się do tej pory naszym obiegówkom próbując znaleźć monety różniące się kształtem znaku mennicy w ramach tego samego nominału i rocznika. Interesowały mnie tylko ewentualne różnice w położeniu znaku. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Różne znaki oznaczają użycie różnych punc. Znak jest nanoszony na narzędzia mennicze z wklęsłym rysunkiem (matryce), których może być klika "pokoleń". Pisałem o tym na przykładzie monet Królestwa Polskiego.
Może, a właściwie musi zważywszy na kilkuset milionowe wysokości nakładów.
Użycie różnych punc musi oznaczać, że nanoszono je na narzędziach z "młodszego pokolenia". Matryca główna jest przecież tylko jedna.
Jeśli więc mamy kilka matryc z n-tego pokolenia, na które nanosi się znak mennicy różnymi puncami, to nie można oczekiwać, że punce te zostaną odbite w idealnie tych samych miejscach i ułożeniach, i że będą jednakowo głęboko odbite. Ergo - kilka punc oznacza różne położenia znaku mennicy. Tak samo nanoszenie znaku mennicy na matrycy n-tego pokolenia. Tylko odbicie literek MW na matrycy głównej gwarantuje stałość położenia i wyglądu znaku mennicy.

Ale nie o to pytał przecież mój korespondent. Pytanie brzmiało "dlaczego ręcznie?".

I znów nie mając pewności, tylko przypuszczam.
Zaletą ręcznego nanoszenia znaku jest nieprzewidywalność.
Stałość wyglądu ułatwia życie fałszerzom, nieprzewidywalna zmienność je utrudnia, ułatwiając z kolei demaskowanie falsyfikatów. Może to o to chodzi?
A może decyduje siła tradycji? Dlaczego zawsze łatwiej odpowiedzieć na pytanie JAK? a trudniej na DLACZEGO?

Zwiedzając kiedyś muzeum naszej mennicy zwróciłem uwagę na model 200-złotówki

Znaku mennicy nie widać. Teoria puncy uprawdopodabnia się raz jeszcze. W miejscu ostatniej cyfry rocznika jest kwadracik. Na matrycy głównej (negatywowej) będzie to wgłębienie - nie można więc niczego tam nabić puncą.


sobota, 12 lutego 2011

Dwa grosze

Dzięki spostrzegawczości i uczynności jednego z czytelników bloga mogłem przed chwilą dodać do katalogu dwa warianty stempli awersów dwugroszówek.
Roczniki 1999 i 2009.
W obydwu przypadkach mamy do czynienia z różnymi położeniami znaku mennicy.
 
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że katalogi sieciowe są właściwym rozwiązaniem. Nie neguję wartości katalogów drukowanych - choćby z powodu niezależności od zasilania i dostępu do sieci. Ale czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, by dla własnych potrzeb drukować sobie całość lub część katalogu sieciowego? Wykorzystując możliwości współczesnego oprogramowania można nawet stworzyć dla siebie coś w rodzaju katalogu kartkowego dodrukowując i dopinając (lub podmieniając) nowe strony zachowując aktualność katalogu nawet w przypadku odkrywania nieznanych wcześniej odmian i wariantów.Przewidując taki rozwój sytuacji, nadałem moim katalogom taki, a nie inny układ i przyjąłem odpowiedni system numerowania monet, odmian, wariantów.

piątek, 4 lutego 2011

Jak Pan znajduje nowe odmiany monet?

Co jakiś czas odbieram e-maile z takim pytaniem. Pora odpowiedzieć.

Kiedyś miałem lepszy wzrok - było łatwiej. Układałem sobie na stole monety.
Wyglądało to mniej więcej tak.
Najlepiej pracowało mi się z "dywanikami" z 20 monet - 5 rzędów po 4 monety w rzędzie. Układałem i zaczynałem się wgapiać. Czasem wystarczał jeden rzut oka. Zazwyczaj jednak trwało to znacznie dłużej. Jedna dwudziestka, potem druga, trzecia... Ważne, żeby zawsze w następnym zestawie była choć jedna moneta z poprzedniego. Wiecie dlaczego?
Teraz ułatwiam sobie życie używając nowej zabawki. Zamiast na stole, układam monety na szybie skanera. Znacznie łatwiej porównywać monety powiększone do rozmiarów spodka pod filiżankę.
Bywa, że różnice są tak duże, że nie mam żadnych wątpliwości - to są różne stemple. Najczęściej nie jest to takie oczywiste i do rozstrzygnięcia wątpliwości trzeba użyć kolejnego narzędzia - programu graficznego.
W moim przypadku jest to GIMP. Legalny i bezpłatny w moim legalnym i bezpłatnym systemie operacyjnym.
Zabawa zaczyna się od uzyskania plików z obrazami monet - każda moneta w osobnym pliku. Używając narzędzia wyboru eliptycznego zaznaczam monetę, później Ctrl-c, Ctrl-Shift-v i już mam pierwszy plik. Zapisuję go pod jakąś nieskomplikowaną nazwą i powtarzam te same operacje z drugą monetą.

Teraz, żeby mieć pewność, trzeba jednakowo ustawić monety. Używając narzędzia "miarka" zaznaczam pionową oś symetrii orła:
Na pasku stanu mam informację, że oś symetrii jest pochylona pod kątem 83,41 stopnia - do 90 stopni brakuje 6,59. Po obróceniu obrazka o ten kąt otrzymuję:
Miarka służy mi też do określania kąta nachylenia znaku mennicy. To dosyć łatwe, bo połączenie liter M i W wyznacza odcinek, którego odchylenie od poziomu łatwo zmierzyć.


Analogiczne operacje na drugim pliku dają mi:

Dla dalszych operacji konieczne jest jeszcze, żeby obydwa pliki miały  takie same wymiary, np. 800 x 800 pikseli.
Już widać, że znak menniczy jest przesunięty. A jeszcze lepiej widać to kiedy wykorzystamy pewną szczególną cechę, którą ludzie dzielą z wszystkimi stworzeniami obdarzonymi zmysłem wzroku. Ta cecha, to zdolność reagowania na dynamiczne zmiany. Łatwiej zauważyć, nawet z daleka, kota przechodzącego przez ogród, niż tego samego kota wylegującego się nieruchomo pod krzakiem. Jak to wykorzystać? Odpowiedź brzmi "animowany gif".
Otwieram w GIMPie pierwszy plik. Później drugi plik korzystając z opcji "otwórz jako warstwy...". Dalej już z górki. "Zapisz jako..." - spośród mnóstwa możliwości wybieramy format GIF i nadajemy plikowi nazwę. GIMP grzecznie pyta, czy chcemy obraz spłaszczyć, czy zapisać w postaci animacji. Nas interesuje ta druga opcja - zaznaczamy i naciskamy "Eksportuj". Teraz trzeba jeszcze podać parametry animacji i nacisnąć "Zapisz". Otrzymujemy taki efekt:

Kliknijcie w to zdjęcie. Wyraźnie widać, że znak mennicy "chodzi" po monecie. Mamy dwa warianty stempla!

Jest też druga odpowiedź na tytułowe pytanie. Włączam komputer, odbieram pocztę i czytam: "Proszę obejrzeć zdjęcia w załączniku. Czy to nowa odmiana?"
Patrzę, czasem obrabiam zdjęcia w opisany wyżej sposób i albo potwierdzam, albo rozwiewam nadzieje pytającego, bo na przykład okazuje się, że pozorne różnice są zasługą różnych kątów oświetlenia.
Nie zawsze jest święto.



środa, 15 września 2010

Kremnica

Wśród wielu, wielu mennic, w których bito polskie monety jedna warta jest szczególnej uwagi. Słowacka mennica zlokalizowana w Kremnicy jest jedną z  najstarszych czynnych mennic na świecie. Działa nieprzerwanie od 1329 roku.

Polska pierwszy raz skorzystała z usług kremnickiej mennicy w roku 1949. Po Powstaniu Warszawskim stolica została zniszczona - Śródmieście niemal w 100%. Nie przetrwała też mennica, więc produkcję monet trzeba było zlecić mennicom zagranicznym. Aluminiowe monety o nominałach 1 i 2 grosze wybito w Budapeszcie, brązowe pięciogroszówki w Bazylei Bernie, miedzioniklowe złotówki oraz monety 10, 20, 50 groszy w Kremnicy.
Na monetach tych nie umieszczono żadnego znaku mennicy.Tak samo postąpiono i w późniejszych latach, bo na roku 1949 współpraca ze słowacką mennicą się nie zakończyła. W Kremnicy wybito jeszcze dwudziestozłotówki  z Nowotką (1975, 1976), z łanem zboża na tle wieżowca (1976), aluminiowe złotówki i pięćdziesięciogroszówki (1975, 1976 i 1978), dwudziestogroszówki (1973) i dziesięciogroszówki (1973 i 1974). Kremnickie dziesięciogroszówki 1973 - bez znaku mennicy - są najrzadszymi monetami obiegowymi PRL. Nie wiadomo ile ich wybito, nie wiadomo czy rocznik ten bito z przeznaczeniem do obiegu, nic na dobrą sprawę o nich nie wiadomo.

Pomyślałem sobie niedawno, że rozwiązania zagadki należy poszukać u źródeł, a że do Kremnicy mam bliżej, niż do Warszawy długo się nie zastanawiałem.
Katowice, Bielsko-Biała, Żywiec, Zwardoń... Po przejechaniu granicy droga wyraźnie się poprawiła. Pogoda poprawiać się nie musiała - było pięknie. W sobotnie przedpołudnie zaparkowałem pod murami starego miasta i po paru minutach stanąłem na rynku. Przy rynku są dwa interesujące muzea: jedno przy mennicy, drugie na przeciwległej pierzei (mennictwo, medalierstwo, górnictwo). Wiedząc, że ekspozycja przy mennicy otwarta jest krócej, najpierw skierowałem się w tamtym kierunku. Wystawa rewelacyjna. Zwłaszcza dla osób zainteresowanych techniką menniczą. Kiedyś, na cafe Allegro dyskutowaliśmy sobie o taschenwerkach - małych ręcznych półautomatach, których być może używano w fałszerskich mennicach w Suczawie do podrabiania polskich, litewskich i ryskich szelągów. Nawet najlepsze opisy i najdokładniejsze siedemnastowieczne ryciny nie dadzą tego, co daje spotkanie "oko w oko". Zdecydowanie nie doceniamy pomysłowości naszych przodków, którzy dysponując bardzo prymitywnymi narzędziami i nieprecyzyjnymi urządzeniami pomiarowymi potrafili wymyślić, wykonać i uruchomić skomplikowane i wydajne maszyny. 
Zwiedzanie miało się ku końcowi i zaczynałem tracić nadzieję, że uda się porozmawiać o naszej tajemniczej dziesiątce. Na szczęście okazało się, że jesteśmy ostatnią w tym dniu grupą zwiedzających więc przewodnik nie musi lecieć po następną i ma chwilę na rozmowę. Nie przypuszczałem, że przewodnik będzie znał odpowiedzi na moje pytania ale miałem nadzieję, że pomoże mi dotrzeć do kompetentnej osoby. Tak się też stało. Niestety, kompetentny nie oznacza wszystkowiedzący. Krótko mówiąc, podobno nie zachowały się żadne dokumenty, z których mogło by wynikać kto, kiedy i dlaczego wybił dziesięciogroszówki 1973 r. w  Kremnicy . Dowiedziałem się tylko, że około roku 1993, po podziale Czechosłowacji, mennica czyściła magazyny oferując niepotrzebne już zapasy na wolnym rynku. Podobno to wtedy trafiły na rynek nasze dziesięciogroszówki.Ile ich było, kto je kupił? Tego się nie dowiedziałem.
Na wizytę w drugim muzeum tego dnia nie zdążyłem, ale w przeciwieństwie do muzeum mennicy, tamto jest otwarte również w niedzielę. 
Bez problemów znalazłem nocleg - w miasteczku jest mnóstwo kwater do wynajęcia. Z okna miałem taki widok:
Na środku zdjęcia widać czubek kościelnej wieży grodu miejskiego.
Przed wyjazdem poczytałem co nieco, więc po obiedzie (rewelacyjna dziczyzna w restauracji Silvanus, tuż poniżej rynku) wybrałem się na kąpielisko termalne. Dzień zakończyłem lekką kolacją i wizytą w Vinotece (a jakże, też przy rynku).
Następnego dnia spędziłem kilka godzin w muzeum monet i medali Narodowego Banku Słowacji podziwiając monety pochodzące ze słowackich znalezisk i oczywiście wyroby kremnickiej mennicy. Rewelacja. 

Zachęcam do odwiedzin w pięknie położonym miasteczku. Można tam jeździć o każdej porze roku, zawsze jest pięknie i zawsze jest co robić. Dla zachęty proponuję obejrzenie kilku zdjęć z mojej wycieczki

Printfriendly