Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą falsyfikaty monet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą falsyfikaty monet. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2019

Osiołkowi w żłoby dano...

Pierwszego października skarżyłem się na niemożliwe do ogarnięcia bogactwo oferty nadchodzących i ledwo co zakończonych imprez numizmatycznych. Na szczęście nie stało się tak, że "...oślina pośród jadła - Z głodu padła.".
Wyboru dokonałem i pomimo miłego zaproszenia z Warszawy, 5 października zameldowałem się w Krakowie na TWNA i nie żałuję.
Było (jak zwykle) bardzo ciekawie. I na wykładach

 
i podczas zwiedzania niedawno otwartej wystawy czasowej "UWAGA! FAŁSZERSTWO", na której pokazano falsyfikaty na szkodę emitentów i na szkodę zbieraczy od antyku aż po PRL.
 Nie mogło oczywiście zabraknąć fałszerskich narzędzi - stempli wykonanych przez Majnerta.
 Pokazano fragmenty skarbów złożonych wyłącznie z monet fałszywych (oczywiście z epoki).
 Oglądaliśmy XIX-wieczne fałszerstwa (i monety fantazyjne, nie mające odpowiedników wśród monet oryginalnych) często produkowane, co tu dużo mówić, właściwie na zamówienie kolekcjonerów pragnących pochwalić się unikatami niedostępnych innym zbieraczom.
 Wśród monet nowszych zwracały uwagę przedwojenne falsyfikaty na szkodę emitenta unieważnione przez perforację (o wymyślnych kształtach). Najbardziej zaskoczyło mnie, że między nimi były też monety o najniższych nominałach - 1 i 2 grosze. Mam w zbiorze fałszywe pięciogroszówki, ale nie przypuszczałem, że komuś mogło się opłacać podrabianie drobniejszych nominałów.
Obok pokazano falsyfikaty, na które codziennie natykamy się na aukcjach internetowych i giełdach staroci. Szkoda, że nadal wielu zbieraczy i to nie zawsze tych początkujących nabiera się na te wyroby.
 Na wystawie nie pokazano falsyfikatów monet III RP. Powodem są ograniczenia nakładane przez Narodowy Bank Polski. Najnowszymi falsyfikatami na szkodę obiegu były monety z okresu PRL.
Tematyka naśladownictw i fałszerstw pojawiła się, jak widzicie, i podczas wykładów. Żywa dyskusja rozgorzała po wykładzie profesora Mariusza Mielczarka. Obecni z niedowierzaniem słuchali o praktycznie przemysłowej produkcji monet antycznych na południu Europy, o problemach z ustalaniem autentyczności monet, które pojawiają się jako unikaty, nieznane z kolekcji muzealnych, nienotowane w literaturze naukowej ani na aukcjach i  perfidii osób rozprowadzających falsyfikaty. Perfidii polegającej na próbach uwiarygadniania falsyfikatów poprzez podrzucanie ich na stanowiskach archeologicznych i dodawanie do nieopracowanych skarbów przechowywanych w muzeach. A po tym wszystkim wystawa, z której wiele eksponatów, wielu zbieraczy kupiłoby, wierząc święcie, że to oryginały!
Coraz bardziej musimy uważać przy nabywaniu nowych okazów do zbiorów i to bez względu na to, czy chodzi o monety rzadkie i kosztowne, czy pospolite, wręcz tanie.

Podczas dyskusji między wykładami i w rozmowach w czasie zwiedzania wystawy, pojawił się też temat masowej, chińskiej produkcji współczesnych monet polskich (i nie tylko). Było nie było, jest to podrabianie oficjalnego pieniądza państwowego, wszystko jedno, czy chodzi o monety obiegowe, czy kolekcjonerskie. Do tej pory proceder ten, pomimo sygnałów ze środowiska kolekcjonerskiego, nie wywoływał żadnej oficjalnej reakcji ze strony NBP. Nie znaczy to, że import i sprzedaż tych wyrobów zawsze pozostaną bezkarne. Niecały tydzień po zakończeniu TWNA przeczytałem taką wiadomość:

29-latek z Opoczna na różnych portalach aukcyjnych oferował do sprzedaży fałszywe pieniądze kolekcjonerskie. Przeszukując jego mieszkanie policjanci znaleźli 5 tysięcy numizmatów różnych walut, a także aktualnie używanych w obiegu. Mężczyźnie grozi kara do 10 lat więzienia.
Opoczyńscy kryminalni ustalili, że mężczyzna monety - które nie były oryginałami - kupował przez Internet z różnych źródeł, w tym z portali międzynarodowych. Wszystkie sprzedawał później jako autentyczne. Tymczasem wiadomo już, że przynajmniej część z oferowanych przez mężczyznę monet była podrobiona.
Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: przygotowania do sprzedaży oraz sprzedaży podrobionych monet. Za handel podrobionymi pieniędzmi grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Decyzją prokuratora wobec mężczyzny zastosowano dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe.
Mowa, zauważcie, o podrabianych pieniądzach - o pieniądzu obiegowym. Niestety, jak dotąd nie natknąłem się na żadną wzmiankę, że komukolwiek postawiono zarzuty w związku ze sprzedawaniem fałszywych monet historycznych, niebędących pieniądzem obiegowym. A szkoda, bo kilku zajmujących się tym gagatków grasujących na Allegro znają wszyscy uważni bywalcy forum TPZN.

sobota, 14 lipca 2018

Odkrycia, publikacje, numizmatyka...

Niby sezon ogórkowy, wakacje i ogólne lenistwo,aż tu nagle...

27 czerwca pan Marcin Żmudzin opublikował na swoim blogu https://spodstempla.pl hipotezę, według której szelągi bez znaków mincerskich z datą 1597, w literaturze przyporządkowane mennicy poznańskiej, wybito w Lublinie. Po niedługiej polemice z Dariuszem Marzętą stanęło na tym, że nie dość, że trudno obronić poznańskie pochodzenie tych szelągów, to wiele wskazuje na to, że i grosz z 1598 roku z popiersiem Zygmunta II na awersie, również należy do produktów lubelskich, a nie poznańskich.
Nie znamy dziś przesłanek, które skłoniły naszych poprzedników do uznania tych monet za wyroby mennicy w Poznaniu. Argumentami za ich lubelskim pochodzeniem są punce użyte do wyrobu stempli i charakterystyczny styl monet.

Dla mnie rewelacja, dowód na użyteczność i wagę pasji kolekcjonerów. Użyteczność nie tylko dla rynku kolekcjonerskiego (choć sprawcą sensacji jest pracownik firmy numizmatycznej), ale przede wszystkim dla nauki. A z tym wiąże się kolejna, niebagatelna sprawa. Część dyskusji poświęconej poznańskiemu/lubelskiemu szelągowi odbyła się na forum TPZN. W jej trakcie pojawiły się wypowiedzi dotyczące publikacji odkrycia.
Fajnie by było, żeby takie odkrycia czy "obrony" odbywały się w czasopismach i artykułach recenzowanych. Forum dziś jest jutro nie ma, stąd pisanie tutaj coraz bardziej uznaję za stratę czasu i parę idącą w gwizdek. Może Pan Marcin będzie miał ochotę przygotować artykuł nt. swojego odkrycia? Zwarte, przemyślanie teksty lepiej się czyta i jakiś ślad po tym zostanie.
Pan Marcin odpowiedział tak
Uważam, że doskonałym przetarciem dla takich tez i formą ich przekazania szerszej publice jest internet - blogi, fora, czasopisma internetowe. Artykuł w BN czy Wiadomościach może stanowić podsumowanie raczej.
na co padła krótka, zdecydowana odpowiedź
Pan już to podsumował, wystarczy przelać na papier. Pana decyzja, ale nie rezygnowałbym.
W sumie racja. Kto natrafił na wskazane blogi i forum i jest tematem zainteresowany, na pewno rzecz zapamiętał, odnotował, może nawet wydrukował kluczowe fragmenty do swojego archiwum, ale czy to wystarczy, żeby rzecz zaistniałą w świecie nauki? Może tak, a może jednak nie. Faktem jest, że  "Forum dziś jest jutro nie ma" przykładem, uporczywie przypominane przeze mnie Cafe Allegro. Druk więc wydaje się konieczny.

Pozwólcie na osobisty wtręt (w końcu to MÓJ blog). Mój podzielony na dwie części artykuł o szelągach i groszach koronnych Augusta III wydrukowano w Biuletynie Numizmatycznym, w pierwszych dwóch numerach z roku 2017. I dobrze, tyle, że pracę nad nim zakończyłem pod koniec roku 2015 i w tym samym roku przekazałem materiał do Redakcji BN. Przez cały rok 2016 działo się niewiele. Korekty autorskie robiłem już na początku 2017. W końcu rzecz wyszła drukiem po prawie dwóch latach od napisania. Siłą rzeczy, w momencie druku, artykuł był częściowo nieaktualny - w międzyczasie dotarłem do nowych monet, informacji; zmieniłem pogląd na pewne sprawy.
Nigdy nie próbowałem publikacji w Wiadomościach Numizmatycznych, ale nie przypuszczam, by w tym przypadku proces publikacji toczył się szybciej.
Co bardzo istotne, oba periodyki publikują prace poddane naukowej recenzji. Artykuł do BN recenzowały trzy osoby. W WN pewnie jest podobnie. To ważne nie tylko dla satysfakcji autora (że jego praca okazała się godna publikacji) ale, co tu dużo mówić, dzięki recenzentom, dzięki ich formalnym i nieformalnym kontaktom rośnie szansa, że praca zostanie szerzej zauważona w środowisku naukowym. 

Wróćmy do sprawy lubelskości monet dotychczas uznawanych za poznańskie. Mamy rok 2018. Jeżeli nic się nie zmieniło, to artykuł na ich temat wyjdzie drukiem w roku 2020. No i dobrze. Mimo wszystko postarał bym się o taką publikację. W sumie cała praca, łącznie z częściową kwerendą archiwów, została wykonana. Teraz tylko siąść i zebrać wszystko razem, uporządkować i już. Tyle, że podobno mamy wiek dwudziesty pierwszy, światem rządzi informacja, a ta zyskała nieporównanie więcej sposobów na docieranie do odbiorców. Prawda, Internet to bagno, ale taką samą prawdą jest, że to bagno tylko dla tych, którzy lubią się taplać w błocie. Dla reszty, Internet, to niemal nieskończenie wielka biblioteka. Prawda, że i ta biblioteka może spłonąć, ale jeśli nie nastąpi jakiś armagedon energetyczny, to pożar nie obejmie całości (vide biblioteka aleksandryjska). Przetrwają "książki" zachowane lokalnie. Sam mam tego całkiem sporo. Te najcenniejsze (dla mnie oczywiście) "książki" z internetowej biblioteki, mam w postaci wydruków. Zanik zasilania ich nie unicestwi ani nie uniemożliwi korzystania z nich. Niby wszystko wydaje się proste i każdy może sobie stworzyć takie prywatne archiwa, czy to cyfrowe, czy papierowe, ale między może stworzyć, a stworzy jest ocean przeszkód - od braku czasu zaczynając, na lenistwie (motorze wszelkiego postępu) kończąc. Na pewno łatwiej jest zarchiwizować (niezależnie od technologii) gotowy, skończony artykuł, niż wielostronicowy wątek z internetowego forum, zwykle pełen dygresji, niepotrzebnych, niemerytorycznych uwag, a czasem i jakichś osobistych sporów i pretensji. Jest lekarstwo na tę chorobę, i to nie jedno. Mam na myśli portale typu Academia.edu.
Jak dotąd umieściłem tam (za zgodą redakcji BN) pliki pdf z moimi wcześniej opublikowanymi artykułami, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by publikacja na tym portalu była jedyną formą publikacji. System nadawania etykiet (tagów) artykułom umożliwia umieszczanie tekstów na konkretnych "półkach", ułatwiając dotarcie do nich osobom zainteresowanym daną tematyką.
Myślę, że ten sposób dystrybucji publikacji naukowych, to przyszłość i konieczność. Oczywiście Academia.edu, to tylko przykład. Są w Internecie podobne miejsca, na części z nich obowiązuje solidny system recenzencki, więc publikacja na nich nie jest w niczym gorsza od publikacji drukiem. Na dodatek, dość łatwo wyjść poza lokalne podwórko - wystarczy tłumaczenie tekstu na któryś z powszechniej stosowany język.

Na koniec świeża informacja z kronik policyjnych. Napawająca nadzieją, że handel bezczelnymi podróbkami zostanie choć trochę ograniczony.
Informacja ze strony policji dolnośląskiej.
Funkcjonariusze Wydziału dw. z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, w wyniku realizacji sprawy operacyjnej, współpracując z funkcjonariuszami Wydziału Dochodzeniowo Śledczego Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy, zatrzymali 48 - letniego mieszkańca powiatu świdnickiego, podejrzewanego o puszczanie w obieg, za pośrednictwem Internetu, kopii znaków pieniężnych. Zabezpieczono kopie 32 monet, a także komputer i dysk twardy...
Należy pamiętać, że wszelkie kopie środków płatniczych emitowanych przez Narodowy Bank Polski, a takimi też są monety okolicznościowe, są nielegalne i puszczanie ich w obieg, a tym samym ich posiadanie jest przestępstwem z artykułu 310 Kodeksu Karnego. W przypadku zetknięcia się z tego typu nielegalnym procederem powinniśmy powiadomić Policję lub Prokuraturę.
Chodzi oczywiście o chińskie podróbki zalewające Allegro, OLX i inne miejsca, w których można sprzedawać monety. Mam tylko wątpliwości, czy posiadanie podróbek naprawdę jest tożsame z puszczaniem ich w obieg.
Może kiedyś policja podejmie podobne kroki w stosunku do osób handlujących podróbkami monet, które z obiegu wyszły dziesiątki i setki lat temu. W kodeksie karnym są przecież odpowiednie paragrafy.

Zdjęć monet dziś nie będzie - niewiele ostatnio udaje mi się kupić w internecie. Jutro zajrzę na jedną z giełd staroci - może tam na coś ciekawego trafię.

środa, 2 września 2015

Co słychać?

To zależy od tego, gdzie się ucho przyłoży.

Suchar, wiem. Ale...


Od lat (jeśli nie stuleci) wprawne ucho ratowało ludzi przed przyjmowaniem fałszywych monet. Wystarczyło zakręcić monetą na twardym stole i było wiadomo - to srebro, a to nie.

Teraz, kiedy światem rządzi elektronika, ucho można zastąpić dobrym mikrofonem przypiętym do komputera. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z uniwersytetu w Tallinie. Estońscy naukowcy opublikowali w czasopiśmie "ELEKTRONIKA IR ELEKTROTECHNIKA" wyniki badań nad akustyczną metodą umożliwiającą szybkie i pewne odróżnienie fałszywych monet euro "Acoustic Spectrum Analysis of Genuine and Counterfeit Euro Coins".
Jeden rysunek i dwie tabelki powinny wystarczyć do zrozumienia pomysłu Estończyków.



Otrzymano powtarzalne wyniki pozwalające na pewne wyselekcjonowanie falsyfikatów. Metoda będzie bardzo pomocna w pracy banków i sieci sklepów obracających dużą ilością bilonu.
Jej pomysłodawcy podkreślają, że kolekcjonerzy również na niej skorzystają, bo można przy jej użyciu identyfikować produkty chińskich fabryk oferujących "kopie" okolicznościowych monet (nie tylko euro).

Puławscy policjanci też wytężyli słuch (i wzrok). Dwa cytaty z "Kuriera Lubelskiego"
31-letni mieszkaniec z Puław, posiadacz monet pochodzących z XI wieku, od dłuższego czasu próbował ustalić ich wartość, bo chciał je sprzedać. Sprawą zainteresowała się policja. Według Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków są to srebrne monety pochodzące najprawdopodobniej ze skarbu odkrytego w 1932 roku w Karczmiskach. Policjanci wyjaśniają w jaki sposób znalazły się w jego rękach.  




Policjanci wyjaśniają w jakich okolicznościach monety znalazły się w rękach puławianina. - Pamiętajmy, że wszystkie przedmioty będące zabytkami archeologicznymi odkrytymi, przypadkowo odnalezionymi albo pozyskanymi w wyniku badań archeologicznych stanowią własność Skarbu Państwa.
Pogratulować pewności siebie. Ciekawe, w jaki sposób biegli - bo na pewno trzeba będzie powołać biegłych - ustalą, czy te konkretnie monety pochodzą ze skarbu z Karczmisk. Skarbu, który po odkryciu niemal w całości włączono w zbiory Zamku Królewskiego w Warszawie i który bez śladu zaginął podczas wojny.


Cała Polska - i nie tylko polska - nadstawia ucha na wiadomości z Wałbrzycha. Czy z tunelu wyłoni się złoty pociąg, czy pociąg pancerny? Czy w ogóle jest jakiś tunel?
Na wszelki wypadek przypominam tabliczkę, którą każdy pasażer PKP musiał kiedyś widzieć


niedziela, 21 grudnia 2014

Przedświąteczne porządki

Jak to było?
Cudze chwalicie, swego nie znacie...

Nie podczas porządków przedświątecznych, tylko w trakcie uzupełniania brakujących i poprawiania słabych zdjęć w katalogu mojego zbioru okazało się, że ... sami nie wiecie, co posiadacie.

Najpierw zeskanowałem tę dziesięciofenigówkę:
a chwilę później tę:
Ten sam rocznik, ta sama mennica. To, że jedna moneta ma nominał 10 RENTENpfennig, a druga 10 REICHSpfennig, oczywiście wiedziałem.
Nie wiedziałem natomiast, że ta druga jest fałszywa!
Skąd to przekonanie?
Zobaczcie sami.

Widać, że ręcznie dłubane, prawda?

Oczywiście nie jest to falsyfikat na szkodę kolekcjonerów, bo moneta pospolita i tania. Oczywiste też, że fałszerz nie miał problemów z wprowadzeniem jej do obiegu - mam tę monetę w zbiorze od tak dawna, że nie mam żadnej informacji o dacie kupna. Znaczy to, że kupiłem ją (albo od kogoś dostałem) co najmniej  świerć wieku temu. I przez cały ten czas nie zauważyłem, że to falsyfikat!

Warto czasem zrobić porządki.



czwartek, 17 kwietnia 2014

Dziewięć - cyklu cyfrowego odcinek...

przedostatni.

Pierwsze polskie monety z dziewiątką, to półgrosze Zygmunta Pierwszego z roku, rzecz jasna, 1509.
koronny
i litewski.

Jak widać, cyfra dziewięć wygląda na nich całkiem współcześnie. I taka pozostała przez następne stulecia.

Czasem tylko ustawiano ją nietypowo, ale nie bez przyczyny - chodziło o elegancję kompozycji. Na przykład na tym trojaku
obie cyfry rocznika (1596) położono.
I na tym trojaku, i na czworaku o ćwierć wieku wcześniejszym
szóstkę i dziewiątkę nabito na stemplach tymi samymi puncami (oczywiście inną na czworaku i inną na trojaku). Pięćset lat temu prawa ekonomii działały, kto wie, czy nie lepiej, niż dziś. Po co wykonywać dwie punce, jeśli można z powodzeniem użyć jednej.
Nie wiedział o tym "twórca" tego falsyfikatu malborskiego szóstaka Zygmunta III, (tzw. duża głowa)
Prawdopodobieństwo zniszczenia albo zagubienia puncy pomiędzy nabiciem na stemplu pierwszej i drugiej dziewiątki jest chyba mniejsze, niż moja dzisiejsza szansa na siedemnaście milionów w lotto. Literki G w legendzie rewersu też się między sobą różnią.

Dawno nie ogłaszałem żadnego konkursu.  Co robi dziewiątka na rewersie tego szeląga toruńskiego z roku 1668?
Legenda rewersu brzmi:
SOLID9
CIVITATIS
THORVN

Za najlepsze wyjaśnienie - nagroda, jak zwykle w postaci literatury numizmatycznej.

Dziewiątkowych ciekawostek ciąg dalszy.
Zobaczcie na ten fragment rewersu grosza z 1840 r.
Tu też była dziewiątka. I trójka. Resztki trójki kryją się pod czwórką, w oczku zera widać pozostałości po dziewiątce.

Warto uważnie oglądać niklowe monety II Rzeczpospolitej. Jak wiemy, dwudziesto- i pięćdziesięciogroszówki wybito w kilku zagranicznych mennicach w wielomilionowych nakładach. Siłą rzeczy na stemplach musiały pojawić się drobne różnice. Między innymi w kształcie dziewiątki na 50-groszówkach.
Na innych monetach kształt dziewiątki zmienia się ze zmianą rocznika. Porównajmy grosze z 1930 i 1932 r.
Nie tylko dziewiątki się różnią.

Czterdzieści parę lat później wybito różnie wyglądające monety, mimo że chodziło o ten sam nominał w jednym roczniku. Wspominałem o nich w odcinku poświęconym szóstce.
 Dziewiątki też są różne na tych dwudziestogroszówkach.

Na koniec dwie monety, na każdej po trzy dziewiątki.
Tym razem cyferki są takie same, za to znak mennicy zmienia położenie.

Pozostała nam jeszcze jedna cyfra, zero, ale na wpis o niej musicie trochę poczekać.

sobota, 6 lipca 2013

Upadek, czyli żądza pieniądza.

W zeszłym tygodniu w zakładce "kanały informacyjne" najlepszej z przeglądarek (Opera 12, jeszcze o niej dziś napiszę) zaczęły się pojawiać bulwersujące tytuły.
"Akt oskarżenia w sprawie fałszowania i sprzedaży monet"
"Fałszerstwo monet. Oskarżeni kolekcjonerzy"
"Afera kolekcjonerska. Znani antykwariusze podrabiali monety"
"Fałszowali zabytkowe monety. Jest akt oskarżenia"
Najpierw rzuciłem się na ten ostatni. Czytam, czytam i nic nie rozumiem.
"Według prokuratury mężczyźni fałszowali i sprzedawali rzadkie i cenne na polskim rynku monety próbne, które nigdy nie weszły do obiegu. Mieli podrobić i wprowadzić do obiegu 137 współczesnych monet o nominałach 5, 10 i 20 groszy oraz 2 złote. Podrobione monety były sprzedawane za kwoty od 100 do 1 tys. zł, jedną ze srebrnych dwuzłotówek sprzedano za ponad 4 tys. złotych." 
Dlaczego 137 współczesnych monet nazwano monetami zabytkowymi? Bo handlowali nimi antykwariusze? Czy antykwariusz, jak król Midas, czego nie dotknie, natychmiast zmienia w złoto, pardon zabytek?
Tok myślenia "dziennikarza" portalu radia RMF24 niech lepiej pozostanie zagadką.

"Szczecińska prokuratura oskarżyła 13 osób w sprawie fałszowania i sprzedaży monet. Są wśród nich numizmatycy, antykwariusze i kolekcjonerzy z całego kraju. Akt oskarżenia trafił do szczecińskiego sądu - poinformowała prokuratura."
To już Money.pl
Podobnie napisano na stronach Rzeczpospolitej, Głosu Szczecińskiego i innych czasopism.

W środowisku kolekcjonerskim od dawna wiadomo było, że coś się dzieje. Pisano o tym na forach internetowych już w roku 2011. Najświeższym symptomem nadchodzących wydarzeń był tekst w Przeglądzie Numizmatycznym 2/2013, o którym już pisałem: Logika, logika.
W końcu stało się, na ławie oskarżonych zasiądzie 13 osób. Ile z nich zostanie skazanych? Największe szanse na wyrok mają pracownicy mennicy - bezpośredni producenci...
"Ustalono, że w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Warszawie, oskarżony podrobił polskie pieniądze w postaci, co najmniej 500 sztuk monet o nominałach 1 grosz, 2 grosze, 5 groszy, 10 groszy i 20 groszy."
Co oni właściwie produkowali? Nie były to monety obiegowe, bo bito je na krążkach z niewłaściwych metali. Nie były to próby technologiczne, bo nie mennica była inicjatorem ich bicia.
"Puszczając w obieg monety, mieli oni pełną świadomość, że są one podrobione oraz, że żadna z nich nie została wybita na zamówienie emitenta Narodowego Banku Polskiego i nie była opisana w Monitorze Polskim, na oficjalnej stronie internetowej Narodowego Banku Polskiego czy Mennicy Polskiej S.A"
Wątpię, czy uda się przekonać sąd, że monety "puszczono w obieg". Pietruszki za nie nikt nie kupował. Było by to dziwaczne postępowanie, bo...
Ustalono, że jeden z oskarżonych, antykwariusz ze Szczecina ,w okresie od stycznia 2010 r. do marca 2010 r. puścił w obieg 33 sztuki podrobionych monet o nominałach 2, 5, 10 i 20 groszy oraz 2 złotych, które sprzedał dwóm nabywcom za kwotę łącznie 22.200 zł. Podrobione monety były sprzedawane za kwoty od 100 do 1000 zł. Srebrna moneta o nominale 2 zł został sprzedana za kwotę 4.250 zł.
Pożyjemy, zobaczymy. Na jednej instancji się nie skończy. Będą apelacje, umorzenia, skazania. Stawiam złotówki przeciw zapałkom, że koszty śledztwa i całego postępowania będą horrendalne. Nie wykluczam, że na koniec trzeba jeszcze będzie zapłacić odszkodowania za niesłuszne oskarżenia i narażenie na szwank "dobrego imienia" niektórych podejrzanych.

Przejdźmy do sedna, bo cała ta afera jest tylko objawem, symptomem szerszego zjawiska i to nie nowego. Jako przysłowie do dziś funkcjonuje fragment średniowiecznej waganckiej pieśni o wszechwładzy pieniądza Znacie?
Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli.
Nihil novi sub sole. Mógł pan Majnert tłuc lewizny w warszawskiej mennicy, dlaczego mam się dziwić, że parę lat temu robił to jakiś pracownik zatrudniony w Mennicy Polskiej S.A. Jakoś żal, bo to jednak upadek.
Majnert nie produkował dla siebie, do szuflady. Rosnący w siłę rynek kolekcjonerski był nienasycony. Teraz też jest podobnie. Popyt na monety rzadkie i cenne jest potężny, a monet rzadkich z definicji dużo być nie może. Cóż prostszego, niż wyprodukowanie nowych "rarytasów".
Czy oskarżeni antykwariusze nie wiedzieli, co sprzedają? Pawlak, sąsiad Kargula powiedział by pewnie
- Musiałby ja być bleszczaty na oba oczy, żeb' ja wam w to uwierzył.
Ale ciekaw jestem co sąd postanowi, gdy obrońcy oskarżonych zacytują fragment wywiadu z Panem Mariuszem Przybylskim, kierownikiem działu komunikacji społecznej oraz rzecznikiem prasowym Mennicy Polskiej opublikowanego w Biuletynie informacyjnym TPZN nr 2/2010 (6)?
BI: W internecie, na forach i stronach numizmatycznych można znaleźć przeróżne informacje o tzw. próbach technologicznych. Czy może Pan podać jakieś szczegóły dotyczące tych prób, gdyż spotyka się różne metale, masy, itp. ?
MP: Moneta próbna to taka, która ma wszystkie atrybuty monety i umieszczony na którejś ze stron wykonany do góry napis „próba”. Żadnych innych monet próbnych Mennica nie wykonuje. Może się natomiast zdarzyć - co też jest nadzwyczaj rzadkie, że na którąś z pras tłoczących konkretną monetę trafi przypadkowo inny krążek, który nie zostanie wychwycony przez systemy kontrolno-podające. Nie jest to jednak żadna moneta próbna, ani próba tłoczenia.
(podkreślenie moje).

Coś mi się wydaje, że sukcesy CBŚ i prokuratury ograniczą się do skazania pracowników mennicy za kradzież jej własności i nieuprawnione użycie jej wyposażenia. Może jeszcze fiskus coś dołoży.

Wspomniana wyżej srebrna dwuzłotówka to nie falsyfikat. To co najwyżej wyrób fantazyjny. Tak, jak majnertowski talar koronny Zygmunta Starego z roku 1535 - takiej monety mennica za Zygmunta nigdy nie wybiła.

Falsyfikat współczesnego wyrobu warszawskiej mennicy wygląda tak:
fałszywa pięciozłotówka 1996
Okaz wyłowiony z obiegu. Moneta bita stemplami, bimetaliczna, ale na pewno nie z oryginalnych stopów - dźwięk ma co prawda podobny, ale zapach, już nie.
Tak, nie dziwcie się, monety też maja zapach. Może to zastosowanie innych stopów spowodowało, że moneta waży aż 7,15 grama (oryginalne 6,54).
W polu monety w kilku miejscach widać wypukłe linie - ślady obróbki stempli.
I jeszcze jedno, rant
Na całym obwodzie widać rysę. Po czym ten ślad?

Na koniec kilka słów o Operze.
Używam tej przeglądarki od niepamiętnych czasów. Dlaczego?
Bo zawsze była szybka, dawał niemal nieograniczone mozliwości konfiguracji pod upodobania użytkownika, bo miała wbudowanego klienta poczty będącego jednocześnie czytnikiem kanałów RSS, Atom itp, bo miała wbudowaną obsługę torrentów, bo jako pierwsza umożliwiała przeglądanie w kartach, a nie otwierała mnóstwa nowych okien, bo dawała możliwość blokowania irytujących "wyskakujących okien" z reklamami. Mógłbym jeszcze długo wymieniać inne jej zalety.
Zauważyliście, że używam czasu przeszłego?
Część z zalet, które wymieniłem zniknęła w najnowszym wydaniu. Opera 15 stała się klonem Chrome. Pozbawienie jej klienta poczty spowodowało, że zablokowałem możliwość automatycznej aktualizacji (na wszelki wypadek, bo jak na razie wersji 15 na linuksa nie udostępniono, ale lepiej się zabezpieczyć).
To, co stało się z Operą, to też upadek. Szkoda.

P.S.
Gdyby ktoś chciał przeczytać cały wywiad z rzecznikiem prasowym Mennicy Polskiej SA, niech uda się na stronę z archiwum Biuletynu TPZN.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Jak fałszować monety.

Metod jest mnóstwo. Wszystko zależy od tego, jaki cel przyszłemu fałszerzowi przyświeca.

Przypadek najprostszy. Na chlebek mam, na masełko też, ale na szyneczkę już nie starcza. A gdyby tak wyręczyć mennicę i w domowym zaciszu zrobić sobie trochę gotówki? Można tak - bierzemy pieniądz prawdziwy, robimy odlew z byle czego (warto zadbać tylko, żeby ciężar był taki, jak powinien) i stajemy przed problemem upodobnienia "byle czego" do srebra. Można posłużyć się cieniuśką srebrną blaszką i ogniem - powstaje
SUBERATUS
Jak widać, braki gotówki to problem odwieczny.

Kiedy pod ręką brak srebrnej blaszki, można sięgnąć do podręcznika chemii. Tak bawili się "Udziałowcy chrzanowskiej "mennicy"", o czym uprzejmie doniósł Ilustrowany Tygodnik Kryminalno-Sądowy znany też jako Tajny detektyw. Cytat:
,,Najważniejszym narzędziem była skrzynka drewniana bez dna wielkości pudełka z tutek (mniej-więcej dwóch pudełek papierosów), składająca się z dwóch części, złączonych zawiaskami. Do skrzynki tej wkładali fabrykanci masę gipsową, w którą przed stwardnięciem gipsu wgniatali oryginalne monety posmarowane masłem. Po stężeniu gipsu wyjmowali monety prawdziwe, skrzynkę zamykali i w ten sposób w powstałej formie sporządzali falsyfikaty. Stop był sporządzony wedle specjalnej receptury fachowego metalurga. Gotowy odlew wkładano do specjalnych roztworów chemicznych, które nadawały im naturalny połysk”
Jak widać przedwojenna prasa nie obawiała się ujawniania technicznych szczegółów, choć mogły być gotowym przepisem dla naśladowców Icka Rosenbluma, Mordki Schwarzbarda i Jana Karbownika. Chrzanowska mennica działała kilka lat i wyprodukowała około pięciu tysięcy pięciozłotówek. Starczyło pewnie nie tylko na szyneczkę, pomimo, że trzeba było opłacić dystrybutorów.

Fałszerze monet źle zazwyczaj kończyli. Kilkaset lat temu płacili życiem, a żeby ewentualnym naśladowcom wybić z głowy podobne pomysły, ostatnie chwile skazańców poprzedzano okrutnymi torturami, publicznymi dla lepszego efektu. A to coś komuś obcięto, a to posłużono się twórczo narzędziami pracy fałszerza i surowcami przez niego używanymi, ze szczególnym uwzględnieniem roztopionego metalu.
Kiedy rozpracowywano fałszerską aferę Mikołaja Komorowskiego, pana na Żywcu, najbardziej ucierpiał jego dworzanin, niejaki Krzysztof Rychalski. Ujęty podstępem na cieszyńskim jarmarku (prawdopodobnie w związku z rozprowadzaniem fałszywej monety) został uwięziony i przewieziony do Karniowa. Tam wykonano na nim wyrok w sposób okrutny i widowiskowy - Rychalskiego wożono po mieście na rozpalonym miedzianym koniu.

Nie miał takich problemów największy fałszerz polskiego pieniądza, król pruski Fryderyk II zwany Wielkim. W tym przypadku nie było mowy o "domowym zaciszu". Fałszerskimi warsztatami były mennice. Własne i obce, zagarnięte  podczas wojny.

A co z monetami, których teraz używamy? Czy i one są fałszowane? Są, bo w sprzyjających okolicznościach rachunek ekonomiczny daje wynik dodatni.
Fałszowanie monet obiegowych opłacało się zwłaszcza w czasach PRL kiedy fałszerze korzystali z surowca kradzionego w państwowych firmach, w których pracowali a niekiedy nawet posługiwali się sprzętem tych firm (odlewnie, prasy). Fałszowano aluminiowe pięciozłotówki z rybakiem, fałszowano miedzioniklowe dwudziestozłotówki z "blokami" i z M. Nowotko.
Fałszywe 20 zł. 1976.
Bicie w miedzi, pokryte powłoką z jasnego metalu.

Teraz nie jest inaczej, tyle że fałszerze pracują zwykle "na swoim".
Fałszywe 5 złotych 1994 bite stemplami.
Odlewane też się trafiają - część środkowa jest w nich po prostu malowana na "złoto"!

W roku 2011 r. fałszerze wprowadzili do obiegu około 9 tysięcy fałszywych banknotów i ponad 6 tysięcy monet. Dla roku 2012 Narodowy Bank Polski podał, podobne wartości, w sumie kilkanaście tysięcy monet i banknotów.

W całej masie monet w obiegu jedna fałszywa przypada przeciętnie na dwa miliony prawdziwych. W strefie euro jest gorzej, jedna fałszywka przypada na 100 tys. monet, ale tam pokusa jest większa - 2 euro ma większą siłę nabywczą od pięciozłotówki. Znacznie częściej fałszuje się banknoty, ale w większości są to prymitywne fałszerstwa przy użyciu dobrych kserokopiarek albo drukarek komputerowych.

Wierzcie, albo nie, ale większe szkody przynosi fałszowanie monet na szkodę kolekcjonerów. A plaga ta panoszy się coraz szerzej, bo też i zyski są nieporównanie większe, a ryzyko mniejsze. A kiedy z uporem maniaka fałszerz będzie twierdził, że on nie fałszuje tylko produkuje "repliki", to kary się wywinie (chyba, że zadrze z Urzędem Skarbowym).

Pewne jest jedno. Jakby się fałszerz nie starał, jego "dzieło" pozostanie fałszerstwem, nieważne na czyją szkodę i zawsze od oryginału różnić się będzie. Głęboko wierzę, że nie da się zrobić genialnego falsyfikatu nierozróżnialnego od oryginału.
Jestem też całkowicie pewien, że fałszowanie monet, nieważne na czyją szkodę, nie jest niczym innym, jak kradzieżą. Kradzieżą pieniędzy moich, Twoich...
Czy to dobrze być złodziejem? Czy chcesz być złodziejem?

Jak fałszować monety?
Nie fałszować!

P.S.
Trzy razy się zastanów, czy naprawdę chcesz kupić "replikę" Nike 1932 albo jakiegoś talara. Czy dodadzą blasku Twojej kolekcji? Podniosą jej wartość?
Wątpię, więc lepiej nie nabijaj kabzy złodziejowi.

piątek, 31 sierpnia 2012

Ostatni dzień wakacji.

Nie. Nie jestem nauczycielem.
Z urlopu wróciłem niecałe dwa tygodnie temu, ale tak jakoś opornie się po powrocie aklimatyzowałem, że dopiero dziś dotarła do mnie ta smutna prawda.
Wakacje się skończyły. Pora poważnie wziąć sie do pracy.

Najpierw przegląd "prasy".

Jeśli brak w Waszych zbiorach denarów Chrobrego albo Mieszka II (tych, które do niedawna przypisywano Mieszkowi I), to będzie okazja do wypełnienia luk. 21 października na 3 aukcji Antykwariatu Numizmatycznego Pawła Niemczyka.

Wieści z Poznania - Allegro planuje kontrowersyjne (jak na mój gust) posunięcie - likwidację opcji "KUP TERAZ". Po zmianie będzie można nadal kupować po ustalonych sztywno cenach, ale tylko z wykorzystaniem "koszyka".

I nadal o Allegro.
Jeżeli oferta P. Niemczyka jest poza zasięgiem Waszych portfeli, to niech Was przypadkiem nie skusi oferta pewnego przyjemniaczka ze wschodu.
Takie (i wiele innych) "cacka"
 
 można kupić tanio, a nawet bardzo tanio, bo wystawiane są w kategorii
Allegro › Kolekcje › Numizmatyka › Pozostałe › Kopie i falsyfikaty.

Pozornie wszystko jest w porządku. Niestety, te do bólu brzydkie "kopie" nie są oznaczone i prędzej, czy później posłużą do oszukiwania niedoświadczonych kolekcjonerów.
Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.

Skoro o falsyfikatach mowa, to polecam wizytę na hiszpańskojęzycznej stronie  zatytułowanej "¿Es falso mi denario? Guía para la autentificación de las monedas de plata de la Antigüedad"
Strona po hiszpańsku, ale z opcją automatycznego tłumaczenia na francuski i angielski. Bardzo bogato ilustrowana i niezwykle pożyteczna. Na zachętę Neron z "okładki"
Pan Carlos Traver Fábrega opisał metody demaskowania falsyfikatów monet antycznych, ale wiele spostrzeżeń i uwag bez żadnych modyfikacji można stosować analizując monety średniowieczne i nowożytne.

Na koniec krótki komunikat - pozostało mi jeszcze tylko sześć egzemplarzy
katalogu PMW+GG (tom II). Tomów I i III już nie mam.
Biję się z myślami, czy pokusić się o dodruk (z uwzględnieniem wielu nowych ustaleń, zwłaszcza w tomie I), czy spróbować publikacji w formie e-booków.
Na myślenie daję sobie czas do grudnia.
Do tego czasu zajmował mnie będzie August III.


wtorek, 1 maja 2012

Czy coś się zmieniło?

Od września 2011 r., powolutku ale systematycznie uzupełniam stronę  Felietony numizmatyczne publikując kolejne archiwalne teksty z lat 2002-2008.

Dotarłem już do drugiej połowy roku 2005 kiedy to przeprowadziłem mikro-analizę popularności obiektów oferowanych na aukcjach numizmatycznych.
Pomyślałem sobie, że powtórzenie takiej analizy dzisiaj mogło by być ciekawe.

"Zaglądam na największy polski portal aukcji internetowych, do działu numizmatyka oczywiście i uruchamiam sortowanie po ilości ofert. 

 Najpierw aukcje promowane."

Dane z 30 kwietnia 2012 r.


Miejsce pierwsze
5 złotych 1931 "'NIKE" POLECAM - 22 osoby licytują, wygrywa t...4,  4 godz. do końca (30 kwietnia, 22:39:12) - z powodu tej monety odłożyłem publikację wpisu o jeden dzień.
Moneta poszła za 1425 zł, do aukcji dołączyły jeszcze dwie osoby.
Ich przedmiot pożądania wygląda tak:

Dlaczego moneta, za którą zwykle płaci się trzy do czterech tysięcy złotych (w tym stanie zachowania) poszła za mniej, niż pół ceny? Dlaczego ktoś ją sprzedał za 1450 zł, choć miesiąc wcześniej TEN SAM EGZEMPLARZ (a może tylko taki sam, z identycznie rozmieszczonymi uszkodzeniami?) poszedł za 3045 zł? (http://www.allegromat.pl/aukcja105277)
Ja znam odpowiedź. Podzieliłem się nią z Wami już wcześniej: http://zbierajmymonety.blogspot.com/2012/03/co-robic-by-nie-kupowac-falsyfikatow-na.html
Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.
Na deser jeszcze dwie zarchiwizowane aukcje:
http://www.allegromat.pl/aukcja105278
http://www.allegromat.pl/aukcja105279

Miejsca kolejne:
2. 1i1/2 Rubla=10 złotych 1836 r. PRZEPIĘKNA !!!!!!!!   - 21 osób licytuje

3. 5 Złotych Polskich 1831 r. Powstanie Listopadowe !    - 21 osób licytuje

4. 2 zł 2012 Polskie okręty BŁYSKAWICA OKAZJA 20 osób kupiło 321 sztuk

5. 1i1/2 Rubla=10 Złotych 1833 r. PIĘKNY STAN !!!!!!!    - 19 osób licytuje

6. 2 zł 1925 bez kropki! Filadelfia    - 18 osób licytuje

7. ZESTAW 24 SREBRNYCH MONET 10 zł WYPRZEDAŻ KOLEKCJI    - 18 osób licytuje Aktualna cena 990 zł

8. Austria 100 koron 1923 RZADKA nakład 617 egz.s2/2-    - 18 osób licytuje Aktualna cena 5 600 zł Cena minimalna nie została osiągnięta

9. 3/4 Rubla 5 Złotych 1839 r. MW WYJĄTKOWY STAN !!!    - 17 osób licytuje

10. 2 zł 2012 Niszczyciel BŁYSKAWICA _ NOWOŚĆ!!! 17 osób kupiło 54 sztuki

Zestawmy to z danymi sprzed siedmiu lat. Brak literatury (ale to nie sezon na katalogi), brak akcesoriów, zdecydowana przewaga monet obiegowych. 

Można by pomyśleć, że jest dobrze, bo znaczenia nabierają prawdziwe monety. Niestety, uważam, że jest gorzej, a sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. W epoce "sreberkomanii" wszystko było jasne - tam stali miłośnicy lustrzanych pseudomonet, tu staliśmy my - "prawdziwi numizmatycy". Teraz banda oszustów produkujących coraz wierniejsze "kopie" monet bezrefleksyjnie (i bezlitośnie) podcina gałąź, na której sama siedzi. Kto kupi od nich cały ten chłam, gdy doprowadzą do sytuacji, w której nikt nie będzie ryzykował zakupu monet w obawie kupna fałszywek? Jaki problem?! Przerzucą się na coś innego - a choćby i fałszywe powidła śliwkowe robione z mączki rybnej -  i dalej będą oszukiwać.


Teraz aukcje normalne, niepromowane. Zaczynały się dopiero od strony 29 (na 1000). W celu spotęgowania napięcia odwracam kolejność.

10. AUSTRIA FR. JÓZEF TALAR ZAŚLUBINOWY 1854 (LI16)    - 13 osób

9. Zestaw 81 groszy przedwojennych   - 13 osób.
Zestaw tzw. dealerski:
2 grosze (2 x 1936, 10 x 1937, 15 x 1938, 12 x 1939)
5 groszy (2 x 1928, 1 x 1930, 2 x 1931, 6 x 1935, 2 x 1936 , 9 x 1937, 13 x 1938, 7 x 1939)

8. 20 zł 2001 Wieliczka Kop Soli PR 70 PCG R2 Ideał    - 13 osób

7. $1 - 2012 - Chester Arthur - Mennica P NOWOŚĆ    - 15 osób kupiło 27 sztuk

6. Powst. Listopadowe 2 złote 1830 st. 2    - 15 osób licytuje

5. 2 zł(2012) - 50 - lecie 3 programu Polskiego Radia    - 15 osób kupiło 51 sztuk

4. Czechoslovakia, Dukat 1931 GRADING NGC MS63    - 16 osób

3. Siomucha - Białoruś - 20 Rubli    - 16 osób
Przy tej "monecie" zatrzymajmy się na chwilkę. Pisałem już o tym, ale powtórzę jeszcze raz:
"... dla mnie przejaw zwycięstwa pazerności nad rozumem. Nic to, że Łukaszenka to dyktator, że więźniowie polityczni, że reżim, że tępienie mniejszości polskiej. Ważne, żeby zareklamować towar, na którym można zarobić. Nieważne, że to towar wyprodukowany po to tylko by zarobił na nim reżim (przy okazji reklamując się tu i ówdzie)." 
Kilkanaście osób licytuje oksydowany badziew z zielonym kamykiem oferując całkiem spore pieniądze - wstyd po prostu.

2. Austria, Dukat Franciszek I 1855 r.    - 17 osób

A na prowadzeniu jest monetka niepozorna, stosunkowo pospolita - niecałe 4 miliony nakładu, ale niełatwa do kupienia.


1. Rosja 25 kopiejek 1850 Mikołaj I st. 3 17 osób


Niedawno poszła za kwotę, którą chcą wydać licytanci spod pozycji trzeciej http://www.allegromat.pl/aukcja105280
Mam tylko nadzieję, że nikt z licytującej siedemnastki nie liczy na to, że to moneta z mennicy warszawskiej.

Czy coś się więc zmieniło? Tak. Widzę dwie zmiany.

Za sobą mamy bańkę lustrzankową. Nie pękła z hukiem. To raczej było łagodne spuszczanie powietrza z rozdętego balonu. Może dzięki temu przynajmniej część potencjalnych "inwestorów" wybroniła się przed bankructwem.

Przed nami bardzo nieciekawa perspektywa unikania coraz gęściej rozrzucanych min w postaci falsyfikatów zalewających rynek. Szkoda, że główni gracze czyli internetowe serwisy aukcyjne nie mają zamiaru walczyć z tą plagą.


niedziela, 11 grudnia 2011

Jeszcze jedno dziwadło z 1840 r.

W maju 2011 r. nie udało mi się kupić dziesięciogroszówki 1840 WW wystawionej na eBay.de.
Tym razem nawet nie próbowałem.

Znak mennicy normalny (M - W), ale za to wyraźne przesunięcie stempla awersu powodujące obcięcie części rysunku.

Rewers bliźniaczo podobny do monety z maja:
Te same litery i cyfry!

Linki do archiwalnych zapisów obu aukcji:
maj 2011
grudzień 2011

Zalecam dużą ostrożność przy kupowaniu "dobrze zachowanych" dziesięciogroszówek 1840 - najwyraźniej ktoś wprowadza na rynek pokątną produkcję.

niedziela, 26 września 2010

Śmieci

Jadąc samochodem słucham zwykle Antyradia. Tak też było i w ostatni czwartek. Późnym popołudniem Przemysław Frankowski dzielił się słuchaczami wrażeniami z pobytu w Szwecji i pierwszą sprawą, na którą zwrócił uwagę była niewyobrażalna czystość otoczenia.  Czyste ulice, pobocza szos, lasy, jeziora...
"Jah Jah" wyraźnie poruszony kontrastem czystego szwedzkiego krajobrazu z naszą popaskudzoną ojczyzną zapytał dramatycznie
- dlaczego u nas tak być nie może?
Fakt, tak czysto u nas nie jest ale to, że nie jest nie oznacza, że być nie może! Może, wystarczy "tylko", żebyśmy przestali śmiecić. Tylko tyle i aż tyle.

Jak do tego doprowadzić, doprawdy nie wiem. Od czasu do czasu odzywa się we mnie upierdliwy pedagog. Zwykle mam takie napady w terenie, na urlopie, na wycieczkach. Nie wytrzymuję widząc "syfiorzy" (jak mówiło się na takie okazy w naszym akademiku) zostawiających puste puszki, butelki, paczki po chrupkach i niedopałki. Zwykle pytam, czy u siebie w domu też zostawiają pety na dywanie, czy po prostu wkopują je pod szafę. Jakieś 30 % łapie od razu. Reszcie trzeba tłumaczyć trzy razy, jak kawały policjantom. Tłumaczę i albo patrzę, jak ludzie powoli, niechętnie sprzątają po sobie, albo łykam gorzki smak porażki, udając, że bluzgi neandertalczyka nie mnie tyczą. Teraz pewnie też tak będzie, ale cóż, trzeba robić swoje, bo jeśli nie my, to kto?...

Jaki to ma związek z naszym wspaniałym hobby? Powoli, powoli dojdziemy i do tego. Najpierw wróćmy do wszechobecnych śmieci i zastanówmy się, dlaczego są wszechobecne.
Mam taką teorię: Polak śmieci, bo życiową misją Polaka jest zarobić za wszelką cenę. Albo przynajmniej zaoszczędzić. Pieniądze (bo za opróżnianie mojego pojemnika na śmieci muszę zapłacić), czas (bo zamiast już lecieć do domu muszę te swoje śmieci pozbierać, siły (wystarczająco się zmęczyłem niosąc pełną zgrzewkę piwa, żeby teraz jeszcze nosić puste puszki). Zarobić/zaoszczędzić (niepotrzebne skreślić) cokolwiek. Uczciwie, albo nieuczciwie. Jeżeli się nie da bez skrzywdzenia kogoś innego, to trudno, trzeba skrzywdzić, bo przecież dzień bez wyrwania czegoś dla siebie jest dniem straconym.

Teraz nareszcie będzie o monetach. A właściwie nie o monetach, tylko o śmieciach, które je udają. Najgorszym gatunkiem takich śmieci są panoszące się na giełdach i aukcjach "kopie monet". Producenci tego paskudztwa niczym się dla mnie nie różnią od producentów narkotyków albo innych dopalaczy.  Ich "rozprowadzacze" nie są nikim innym, jak dilerami. A konsumenci? Toż to najzwyklejsi narkomani! Zadowalają się sztuczną namiastką prawdziwego. Zastanawiałem się zawsze, co kieruje kolekcjonerami kupującymi takie kopie. Awersja do pustych miejsc w klaserze? Chęć zaimponowania? Komu? Tylko laik da się nabrać, a co osiągnę imponując laikowi? Potrzeba samooszukiwania?
Śmietnik na Allegro.  Jak widać, chętnych nie brakuje.
Podejrzewam, że większość nabywców tego świństwa to niestety potencjalni oszuści świadomie planujący łowy na jelenia. Potem mamy na Allegro takie typowe aukcje: misternie ułożona kupka monet, typowa masówka, jakieś przedwojenne niklowe grosze, prl-owska drobnica, trochę XIX-wiecznego złomu, na środku tej kupki (albo "sprytnie", z boczku) jakiś rarytasik - Nike 1932, rzadka próba II RP, coś z Gdańska i do tego opis - "spadek po dziadku", "znalezisko ze strychu".
I sukces! Trafił się jeleń, dniówka zaliczona.

A po nas, choćby potop. Cóż z tego, że brud, że za oknem latają foliowe worki, że dzieciaki budują zamki z piasku szpikowane petami, że kolejne osoby rzucają w cholerę całe to kolekcjonerstwo, bo kolejny raz nacięły się na "złoto głupców". My zarobiliśmy.
Ale to na naszych trawnikach lądują te worki, to nasze dzieci w tym piachu grzebią i to nasze dzieci w d...pie mają całe to nasze kolekcjonerstwo, bo za przykładem mamusi i tatusia kombinują jak by tu oszwabić dzieci naszych sąsiadów.

Dlatego bardzo Was proszę, nie kupujcie "kopii monet", nie fundujcie mercedesów i urlopów na Seszelach dilerom i ich dostawcom. Te pieniądze naprawdę można wydać lepiej.

To nie żadne kopie monet, tylko najzwyklejsze, ordynarne falsyfikaty.
Muzea, kiedy sprzedają kopie najcenniejszych swoich okazów numizmatycznych, oznaczają je wyraźnie, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to nie oryginały. Rzetelni kolekcjonerzy i kupcy numizmatyczni oznaczają falsyfikaty przechodzące przez ich ręce wyraźnymi kontrmarkami z literą F albo je po prostu niszczą. Nierzetelni, skażeni nieprzezwyciężalną "żądzą pieniądza", pchają ten towar na rynek podcinając gałąź, na której siedzą. My siedzimy pod nimi - oberwiemy czy tego chcemy, czy nie. Nie ułatwiajmy im więc tej samobójczej per saldo działalności.

Printfriendly