Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyszczenie monet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyszczenie monet. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 sierpnia 2021

Ciekawostki z archiwalnych periodyków numizmatycznych.

Krakowski oddział Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego systematycznie dodaje do swojej biblioteki cyfrowej kolejne numery archiwalnych czasopism numizmatycznych. 12 lipca na profilu FB poinformowano o ukończeniu następnego etapu.

Po udostępnieniu wszystkich numerów „Numizmatyka Krakowskiego” z lat 1958-1990, przyszedł czas na kolejne dwa czasopisma, które tworzył (lub miał udział w ich tworzeniu) Tadeusz Kałkowski.

Udostępniono komplet „Komunikatów” i „Biuletynu Numizmatycznego” Warszawskiego Towarzystwa Numizmatycznego z lat 1948-1955 oraz komplet "Śląskich Zapisków Numizmatycznych" (9 roczników  wydawanych w latach 1959-1967). Zapisałem sobie to wszystko w prywatnym archiwum i przeczytałem od deski do deski.
Biuletyn Numizmatyczny WTN to wydawnictwo o charakterze zbliżonym do "Wiadomości Numizmatycznych". Sprawami organizacyjnymi WTN zajmowała się redakcja "Komunikatów". Biuletyn, to przede wszystkim obszerne artykuły fachowe, w znacznej części tyczące numizmatyki antycznej i średniowiecznej. 
Antyk i średniowiecze interesują mnie, owszem, ale nie jest to tematyka mi najbliższa.  Mimo to czytałem uważnie, bo wśród autorów są tuzy polskiej numizmatyki. Osoby znane nie tylko z wielkiej wiedzy ale też i z umiejętności ciekawego opowiadania o monetach i ich historii. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, na przykład o dyskusjach na temat najstarszych polskich monet - bił je Mieszko Pierwszy, czy Drugi. Nie wszyscy zgadzali się z wersją oficjalną i przedstawiali mocne argumenty przeciw uznaniu ich za monety Mieszka I. 
Najbardziej zainteresował mnie jednak artykuł napisany przez Hannę Jędrzejewską, zatytułowany "Zagadnienie usuwania osadów korozyjnych z monet". Prawda, że tytuł rodem z czasopism naukowych, a nie z typowych wydawnictw kolekcjonerskich? Artykuł zaczyna się tak, że nie sposób przejść nad nim do porządku i potraktować, jako jeszcze jeden "poradnik czyściciela monet". 
Zanim zabrałem się za uważniejszą lekturę, postanowiłem sprawdzić kim jest autorka. Już wstęp do notatki w Wikipedii jest elektryzujący.
Hanna Jędrzejewska z domu Jabłczyńska (ur. 15 kwietnia 1906 w Warszawie, zm. 29 maja 2002 w Warszawie) – polska chemiczka i konserwator zabytków, w młodości lekkoatletka, trzykrotna mistrzyni Polski.
Jak widać, była to osoba nietuzinkowa. Informacje o niej znaleźć można w różnych miejscach, np. w miesięczniku "Chemik", ale i w Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej, bo razem z Zofią Galicówną–Kamińską zaliczyła wiele trudnych „przejść tatrzańskich". Chemiczka z wykształcenia, z powodów politycznych odsunięta w roku 1948 od możliwości kontynuowania pracy akademickiej, zajmowała się między innymi profesjonalną fotografią, równocześnie pracując nad fachowymi publikacjami z dziedziny chemii nieorganicznej. W tym czasie zainteresowawszy się konserwacją zabytków, poświęciła się tej dziedzinie. Zorganizowała w Warszawie laboratorium badawcze przy Pracowni Konserwacji Zabytków, podjęła współpracę z Muzeum Narodowym (zajmowała się między innymi konserwacją fresków z Farras).  Z czasem została uznanym światowym ekspertem konserwacji zabytków. 
Po przeczytaniu tego wszystkiego, jedyne czego mogłem się obawiać, to że artykuł będzie przeładowany wzorami reakcji chemicznych i niestrawny dla laika w tej dziedzinie. Obawy znikały w miarę czytania.
Tydzień temu napisałem, że zdarza mi się czyścić monety ze specjalnego pudełeczka z napisem ZŁOM, kiedy natykam się na opisy nieznanych mi wcześniej środków i metod. I to jest właśnie moment na takie eksperymenty. Kupiłem 
i po kilku próbach ze złomem (dobór optymalnego stężenia), specjalnie dla potrzeb bloga, wykąpałem w roztworze cytrynianu jeden z dubletów, szeląga litewskiego z 1623 roku. 
Rezultat mi się podoba. Zgodnie z tym, co napisała autorka, powierzchnia została oczyszczona, patyna pozostała, a jej kolor jest taki, jaki być powinien. Podobnie zachowane i zanieczyszczone monety po kąpieli w środkach zawierających amoniak (zwykle polecanych do srebra) zostają oczyszczone, ale powierzchnia staje się nienaturalnie "wybielona". Tu tego niekorzystnego zjawiska nie ma, pomimo, że w monecie jest więcej miedzi, niż srebra. 
W zakończeniu artykułu znajduje się czteropunktowa bibliografia. Do tych pozycji też chyba warto zajrzeć, ale poza artykułem Terleckiego, pozostałe chyba będą trudne do zdobycia. 
Ponieważ we wstępie do artykułu była też mowa o dobrych wynikach w stosowaniu cytrynianu do monet miedzianych, eksperymentuję i z nimi. Spostrzeżeniami podzielę się niebawem.

Uzupełnienie, 17 kwietnia 2026: wynik eksperymentów z miedzią

I jeszcze jedno zaskoczenie. "Numizmatyk Krakowski" rocznik 1985, numer 1/2 i 3/4 artykuł Jerzego Lasockiego "Emisja pieniądza w latach 1944-1982 /c.d/".
Sprawa Bazylei, jako miejsca wybicia pięciogroszówek z roku 1949 była już przedmiotem wpisu na moim blogu. Wygląda na to, że J. Lasocki powielił informacje z katalogu E. Kopickiego, który te monety przypisał mennicy w Bazylei, jak i napisał o biciu aluminiowych 50-groszówek i złotówek w Leningradzie, nie precyzując jednak roczników, które miałyby tam być bite. Wszystkie inne źródła przypisują te dwa nominały mennicy w Kremnicy. Ciekawe skąd Kopicki czerpał wiadomości na temat miejsca wybicia tych monet.


P.S.
Zwróćcie proszę uwagę, że nie zastosowałem cytrynianu "spożywczego". ZAWSZE, jeśli testuję jakieś środki chemiczne, jeśli tylko jest mowa o jakichś związkach chemicznych, kupuję czyste odczynniki, nie używam ich odpowiedników stosowanych do celów kosmetycznych albo spożywczych. 





czwartek, 12 sierpnia 2021

Kolekcjoner konserwator (częściej niszczyciel)

Przyszła pora na odcinek, którego trochę (trochę???) się obawiam. Wiem, że nie można tematu uniknąć, bo nie znam kolekcjonera monet, który choć raz nie uległby pokusie "poprawienia" wyglądu jakiejś monety. Z różnym skutkiem, najczęściej opłakanym.

Wiem, że temat poruszono w mnóstwie książek, prac naukowych, artykułów, wpisów na blogach i w ostatnich latach, w mnóstwie filmów publikowanych w sieci. Sam już na blogu o "czyszczeniu monet" pisałem, ale w tym przypadku nie może być mowy o nadmiarze przestróg. Niech choć jedna osoba, po przeczytaniu tego, co niżej, zrezygnuje z samodzielnych prób "konserwatorskich" a jakieś monety zostaną uratowane.

Zacznę od tego, co napisałem przeszło dziesięć lat temu, w marcu 2011.    

  1. Czyszczenie nigdy nie poprawia stanu zachowania monety, przeciwnie, często ten stan pogarsza!
  2. Jak w medycynie - PRIMUM NON NOCERE!.
  3. Nie ma uniwersalnej metody czyszczenia monet wykonanych z różnych metali, różnymi technikami w różnych okresach historycznych.
  4. Jeśli nie potrafisz zidentyfikować monety, nie wiesz kiedy i z czego ją wybito, pozostaw ją w takim stanie w jakim jest.
  5. Jeżeli podjąłeś decyzję, że musisz wyczyścić monetę, najpierw potrenuj na taniej monecie z tego samego materiału i (o ile to możliwe) z tej samej epoki.
  6. Zamiast monetę czyścić, zastanów się, co zrobić, żeby jej stan przestał sie pogarszać.
  7. Nigdy nie wkładamy razem do kąpieli monet z różnych metali. Najlepiej każdą monetę czyścić osobno.
  8. Jeśli już czyścisz monetę, pamiętaj: najważniejsze, to wiedzieć kiedy przestać.

W lutym 2013, omawiając książeczkę M. Kołyszko "Konserwacja monet i medali" dodałem jeszcze kilka uwag.

Doktor Kołyszko we wstępie określa granice, których należy bezwzględnie przestrzegać podchodząc do konserwowania monet. Omawiając czynności związane z mechanicznym czyszczeniem monet pisze: "Należy do nich przystąpić z pokorą, która powinna wyrażać się przede wszystkim w nietykalności metalicznego podłoża zabytku". Przestrzega też, przed nieograniczonym usuwaniem szkodliwych produktów korozji, bo czasem detale rysunku monety są widoczne tylko jako nawarstwienia korozyjne, a na powierzchni metalowego jądra monety nie będzie po nich nawet śladu. W takich przypadkach należy dążyć nie do usunięcia produktów korozji, a do ich zneutralizowania i utrwalenia. Priorytetem jest utrzymanie czytelności reliefu.
W książce znajdziemy wiele wzorów chemicznych. Korozja, to chemia, jej usuwanie, to chemia, zabezpieczenie przed dalszym niszczeniem w końcu, to też chemia. Umiejętność identyfikacji przemian chemicznych, które doprowadziły monetę do stanu, w którym trafiła w nasze ręce jest kluczem do sukcesu prac konserwatorskich. Nie wystarczy wiedza, czy to moneta miedziana, brązowa, czy srebrna. Nawet dokładna znajomość składników i proporcji stopu nie zagwarantuje wyboru właściwej metody czyszczenia. Trzeba jeszcze wiedzieć, co i w jaki sposób na powierzchni monety osiadło lub narosło. To lekcja pierwsza i pierwsza zasada.
Lekcja druga, to lekcja cierpliwości i odpowiedzialności. Nie ma drogi na skróty. Jeśli coś musi trwać, to niech trwa. Brydżyści mawiają, że pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł, a nie podczas licytacji, czy rozgrywki. To samo powinni sobie powtarzać wszyscy zabierający się za czyszczenie monet. Cierpliwość trzeba mieć nie tylko do samego procesu konserwacji. Obowiązkiem powinno być dokumentowanie operacji. Fotografowanie przed, w trakcie i po zabiegach. I notowanie zastosowanych metod i środków. Bo uczymy się na błędach (lepiej na cudzych, niż własnych).
Lekcja trzecia i ostatnia. Pokora. Trzeba wiedzieć, czy zacząć. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać.

Nie zamieszczę tu żadnego poradnika. Nie opiszę sposobów czyszczenia monet, bo, że jeszcze raz powtórzę, nie ma uniwersalnej metody czyszczenia monet wykonanych z różnych metali, różnymi technikami w różnych okresach historycznych, więc rzetelny poradnik omawiający metodologie czyszczenia i konserwacji wszystkich monet, jest bytem niemożliwym.

Jedyne, co Wam z czystym sumieniem mogę doradzić, to mycie monet przed umieszczeniem ich w "magazynie" (patrz Kolekcjoner-magazynier). Ja każdą monetę najpierw myję ciepłą wodą i płynem do mycia naczyń. Dowolnym, byle miał obojętny odczyn pH. I bez użycia ściereczek, szczoteczek itp. Ograniczam się do pocierania powierzchni monety palcami. Monety po dokładnym opłukaniu osuszam, układając je między warstwami chłonnych ręczników papierowych (znów bez pocierania, wystarczy lekki nacisk). Później, kiedy są już suche,  niezbędna jest jeszcze jedna kąpiel, tym razem w acetonie. Acetonie, a nie żadnym zmywaczu do paznokci. Taki kanisterek 
nie kosztuje dużo, a wystarcza na długo. Aceton świetnie odtłuszcza, zabija grzyby i inne paskudztwa czające się w zakamarkach monety i szybko odparowuje, nie zostawiając śladów. Niestety śmierdzi, więc trzeba to robić w dobrze wietrzonych pomieszczeniach. 
W ten sposób pozbywam się wszystkiego, co osiadło na monecie zanim do mnie trafiła, wszystkiego co nie jest zanieczyszczeniem trwałym w tym oczywiście i patyną.  
I to wszystko. Wystarczy.

- I co? Nigdy Pan monet nie czyści? zapytacie
- Czyszczę. Czyszczę, kiedy:
  • mam pewność, że dzięki czyszczeniu zobaczę to co na monecie jest, a czego nie widać z powodu brudu, osadów itp.,
  • mam pewność, że czyszczenie nie spowoduje, że elementy rysunku monety, które widzę, nie znikną
Obydwa warunki muszą być spełnione równocześnie.

Czyszczę też monety, które kupuję pod wpływem impulsu, przeczuwając, że brudne "brzydkie kaczątko" może być dumnym, pięknym łabędziem. Zwykle kończy się na płonnej nadziei i stracie czasu, ale bywa, że mam powód do radości.
 
Czyszczę też monety (ze specjalnego pudełeczka z napisem ZŁOM), kiedy natykam się na opisy nieznanych mi wcześniej środków i metod. Zwykle kończy się to umieszczeniem środka/metody na czarnej liście. Tę praktykę polecam wszystkim miłośnikom youtubowych filmów typu "jak szybko wyczyścić monety domowymi środkami". Strzeżcie się ich, a jeśli macie za słabą silną wolę, eksperymentujcie na złomie.

To wszystko, co planowałem napisać w tym odcinku cyklu "kolekcjoner, czyli kto". Skończyłbym na tym, gdyby nie znalezisko kolegi Pasjonatort z forum TPZN. Chodzi o film umieszczony w sieci, film na którym Piotr Gużyński z Działu Archeologii Muzeum Okręgowego w Toruniu opowiada o prostych sposobach "dbania o metalowe przedmioty z domowego asortymentu". Film można obejrzeć na forum TPZN albo na YouTube. Obejrzeć tak, naśladować P. Gużyńskiego - NIE! Gdyby "domowymi skarbami" miały być tylko dwustuzłotówki "mapki" albo platerowane peerelowskie sztućce, to pal sześć, ale w domowych zakamarkach nie takie skarby się kryją. Już potraktowanie zademonstrowaną metodą dobrze zachowanych dwudziestowiecznych monet obiegowych może wielokrotnie obniżyć ich kolekcjonerską i rynkową wartość! Nie przesadzam. Jak sądzicie, jaką cenę uzyskała by Nike z aukcji GNDM, pospolita przecież moneta, gdyby potraktować ją, jak radzi specjalista z Torunia?

Z tym pytaniem zostawiam Was na tydzień. Będzie coś jeszcze o czyszczeniu monet, ale już poza cyklem "Kolekcjoner, czyli kto".




czwartek, 10 września 2015

Pięć lat, sześćdziesiąt miesięcy, 297 wpisów.


Równo, równiutko pięć lat temu napisałem "Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty".
Odwiedziliście mnie przeszło 425 tysięcy razy. Odbieram to jako zachętę do dalszego pisania i serdecznie wszystkim tu zaglądającym dziękuję.

Najpoczytniejsze wpisy to:
12902
5432
5415
04.11.2010,
3236
3072

Tematyka wpisów zajmujących pierwsze dwa miejsca na pudle zawsze interesowała kolekcjonerów i zawsze budziła zażarte dyskusje, żeby nie powiedzieć kłótnie. O ile ocena stanu zachowania zawsze jest oceną subiektywną i dyskusje w tym temacie są wskazane (jeśli merytoryczne, to zawsze pouczające), to na pytanie - czyścić, czy nie? moim zdaniem odpowiedź może być tylko jedna.
NIE CZYŚCIĆ!
Jeśli pytasz, to znaczy, że nie masz pewności ani w kwestii potrzeby takiego działania ani w kwestii wyboru właściwej metody. Więc nie niszcz. Gdybym miał mały ułamek procenta monet zniszczonych "czyszczeniem" w czasie tych pięciu lat pisania bloga, miałbym najwspanialszą kolekcję numizmatyczną w całej okolicy.

Popularność kolejnych dwóch wpisów z tej pierwszej piątki bardzo mnie cieszy, bo dowodzi zapotrzebowania na wiedzę.

Dlaczego przedurlopowy wpis sprzed roku jest aż tak popularny - nie wiem.

Skąd do mnie trafiacie?
www.google.pl 110045
www.google.com 10222
www.poszukiwanieskarbow.com 2476
monety.pl 1953
forum.tpzn.pl 1818
www.facebook.com 1816

Chyba muszę zastanowić się nad sensem poświęcania czasu Facebookowi.

Najczęściej wyszukiwane słowa kluczowe, które kierowały na mojego bloga to:
"zbierajmy monety" 3467
"jerzy chałupski" 531
"zbierajmymonety" 455
"10 groszy 1840" 325
"10 groszy 1923" 298

 Bez niespodzianek

Późno się zrobiło. Idę świętować pięciolecie bloga.
Następny wpis pojawi się w weekend - będzie o muzyce i ...
O czym by tu...?
Może znów o monetach?
Na przykład o tej.

środa, 26 marca 2014

Kolekcjoner, czyli kto?

We wtorek miałem zaszczyt przedstawić tak zatytułowany wykład słuchaczom zgromadzonym w sali audiowizualnej w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego.
Wykład, to za duże słowo. Był to raczej mój kolejny felieton numizmatyczny, może tylko bardziej rozbudowany. No i oczywiście mówiony, a nie pisany.

Jeszcze raz dziękuję licznie przybyłym słuchaczom, a dla tych, którzy być nie mogli, krótkie streszczenie.

Kolekcjonerzy (albo zbieracze - to określenia równoznaczne) wcielają się w związku ze swoimi zainteresowaniami w rozmaite wcielenia, czasem nie zdając sobie z tego sprawy.
Siłą rzeczy są MAGAZYNIERAMI oraz ZAOPATRZENIOWCAMI. Odgrywając tę ostatnią rolę bywają TROPICIELAMI i ŁOWCAMI. Nierzadko zachowują się, jak pełnokrwiści HAZARDZIŚCI, a to niestety bardzo często powoduje, że usiłując być ŁOWCAMI sami stają się ZWIERZYNĄ ŁOWNĄ.
De facto, wszyscy kolekcjonerzy są w pewnym sensie INWESTORAMI, choć relacja odwrotna zachodzi nie zawsze. Nie każdy INWESTOR jest KOLEKCJONEREM. Większość kolekcjonerów próbuje sił w roli KUPCÓW albo  ANTYKWARIUSZY. Niemal wszyscy usiłują (niestety zwykle z mizernymi wynikami) zrealizować się w roli KONSERWATORÓW. Nie są im obce BIBLIOTEKARSTWO oraz DYDAKTYKA, niekiedy okoliczności zmuszają kolekcjonerów do poszukiwań iście DETEKTYWISTYCZNYCH. Czasem przeradzają się one w najzwyklejsze BADANIA NAUKOWE, a te niekiedy kończą się prawdziwymi ODKRYCIAMI. Odkryciami, którymi można, a nawet trzeba dzielić się z innymi - kolekcjonerzy zostają AUTORAMI PUBLIKACJI.

Tak w skrócie przedstawia się to, o czym mówiłem we wtorek w Krakowie, nie zanudzając zanadto (mam nadzieję) Słuchaczy.

Nie mówiłem o mniej chwalebnych, ale też nierzadkich przypadkach,kiedy kolekcjonerzy stają się FAŁSZERZAMI, ZŁODZIEJAMI, OSZUSTAMI. Nie wspomniałem o kolekcjonerach ARCHIWISTACH, TŁUMACZACH, FOTOGRAFIKACH, LITERATACH, HISTORYKACH SZTUKI i wielu zapewne innych rolach, które nie przyszły mi nawet do głowy, a które wielu z Was realizuje.

Przed wykładem miałem okazję sprawdzić, jak w praktyce wygląda udostępnianie zbiorów Muzeum do celów badawczych. Kilka dni wcześniej wysłałem email z wykazem dwunastu monet, które chciałbym obejrzeć. Jak się można domyślać, były to miedziaki koronne Augusta III.
W dniu wykładu, o umówionej godzinie zostałem zaproszony do pokoju kwerend, do którego przyniesiono paletę z tuzinem monet leżących w małych, kwadratowych pudełeczkach. Mogłem dokładnie oglądać monety, gdyby było mi to potrzebne mógłbym je również pomierzyć i zważyć. Nie miałem w planie ich fotografowania, ale trochę żałuję, że nie spytałem o taką możliwość na przyszłość. Tym razem chodziło mi o bardzo konkretne i łatwe do zapisania szczegóły - zdjęcia nie były więc konieczne. Przy okazji odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z pracownicą Muzeum, która monety przyniosła i przez cały czas była obecna podczas ich oględzin.
Przypuszczam, że jeszcze nie raz będę prosił o możliwość "bliskiego spotkania trzeciego stopnia" z kolejnymi okazami z muzealnej kolekcji. Niewątpliwie skorzystam też z bogatej biblioteki - to także jest możliwe.

Dziś przygotowałem kilka monet do zapowiedzianych wcześniej testów myjki ultradźwiękowej.
Te dwie boratynki posłużą najpierw do przetestowania myjki bez użycia plastikowego koszyka.

W zależności od wyników, może sprawdzę na nich również działanie płynu myjącego przeznaczonego do stosowania w myjkach ultradźwiękowych. Na etykiecie wspomina się o możliwości jego użycia do czyszczenia monet! Zobaczymy.
Mam nadzieję, że pod grubą, twardą warstwą na monecie po prawej stronie zdjęcia, będzie coś więcej, niż tu:
W tym wypadku, w środku pozostała tylko cieniutka blaszka z resztkami rysunków i napisów. To zresztą też wyląduje w myjce.

Wspomniany już płyn chcę wypróbować na tej monecie.

To typowy"wykopek". Moneta pokryta tłustą, zieloną warstewką, która dość ładnie daje się polerować, dzięki czemu rysunek jest w znośnym stopniu czytelny. Niestety zazwyczaj przy krawędzi krążka i w wyższych punktach rysunku/napisów ta warstewka się złuszcza. Choć w opisach aukcyjnych sprzedający zwykle nazywają tę zieleń patyną, to tak na prawdę patyną ona nie powinna być nazywana. Nie są to związki chemiczne wiążące metal z monety, tylko obce zanieczyszczenia, w znacznej części organiczne. Ciekaw jestem, co się z tym stanie pod wpływem specyfiku myjącego wspomaganego ultradźwiękami.

Rezultaty poznamy najpóźniej w piątek wieczorem.

P.S.
Nie zapominajcie proszę o głosowaniu na Wydarzenie historyczne roku

 





środa, 19 marca 2014

Boratynki kontra myjka ultradźwiękowa.

Obiecałem wczoraj, że opiszę efekty zastosowania myjki ultradźwiękowej do próby wstępnego oczyszczenia boratynek.

Wieczorem przeczytałem instrukcję obsługi urządzenia. Zapewniono w niej, że do uzyskania dobrych rezultatów wystarczy zwykłą woda. Napełniłem zbiorniczek myjki kranówą, włożyłem plastikowy koszyczek z monetami, ustawiłem maksymalny możliwy czas czyszczenia (600 sekund) i...
myjka zaczęła popiskiwać, pokrywa zapociła się od środka - skutek wzrostu temperatury wody spowodowanego energią fali ultradźwiękowej. Po 10 minutach urządzenie ucichło. Podniosłem pokrywę...
Nie da się ukryć, sporo zanieczyszczeń przeszło z monet do wody. Koszyk z monetami tuż po wyjęciu z myjki nie wyglądał jednak zachęcająco.
Zrobiło się późno, więc wypłukałem monety intensywnym strumieniem wody, osuszyłem wstępnie papierowymi ręcznikami i pozostawiłem na kolejnych ręcznikach na noc pod kaloryferem.

Dziś po powrocie z pracy przyjrzałem się monetom bliżej. Większość trafiła z powrotem do koszyka myjki, bo ten stan
absolutnie mnie nie zadowolił. Niektóre monety, jak trafiły do mnie oblepione grubo stwardniałą gliną z piaskiem, tak oblepione pozostały. Ultradźwięki nie dały rady tej skorupie.
Jutro jeszcze raz trafią do myjki, ale w innych warunkach.
Najpierw sprawdzę, czy ma znaczenie ilość jednocześnie mytych monet. Później przetestuję pomysł podsunięty mi w emailu - czyszczenie bez użycia plastikowego koszyczka, który podobno częściowo tłumi ultradźwięki.
Na koniec próba z wodnym roztworem specjalnego płynu do myjek ultradźwiękowych - również dostałem go do przetestowania.

Jest cień nadziei, że zakup monet nie był całkiem chybiony. Te na przykład monetki po poddaniu odpowiednim ostrożnym zabiegom powinny zyskać na urodzie.
 


Ciąg dalszy nastąpi.


P.S.
Ciąg dalszy jest tu
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/03/ultradzwieki-cd.html



sobota, 9 lutego 2013

Konserwacja monet i medali.

Książkę kupiłem skuszony tytułem, nazwiskiem autora - Dr Marek Kołyszko jest kierownikiem  Pracowni Dokumentacji i Konserwacji w Instytucie Archeologii UMK w Toruniu oraz wydawnictwem - Zarząd Główny PTN.

Przeczytałem od deski do deski i zakupu nie żałuję, ale nie mam pewności, czy wszyscy nabywcy będą równie zadowoleni. Tytuł może wydawać się trochę mylący, bo treść dotyczy w zasadzie wszystkich zabytków metalowych, choć na ilustracjach są tylko monety. Często w układzie "przed" i "po". W tytule mowa o konserwacji i rzeczywiście autor kładzie nacisk na konieczność zabezpieczania zabytków metalowych, w tym oczywiście i numizmatów, przed degradacją wywoływaną oddziaływaniem czynników zewnętrznych. Oczywiste jest, że konserwację w większości przypadków powinno poprzedzać oczyszczenie monety. W tej kwestii między kolekcjonerami cz też kupcami numizmatycznymi, a muzealnikami może dochodzić do sporów. Tym ostatnim zarzuca się często, że w muzealnych gablotach leżą monety wypolerowane, jak klamki, a przecież patyna, stan zachowania...

Doktor Kołyszko we wstępie określa granice, których należy bezwzględnie przestrzegać podchodząc do konserwowania monet. Pisząc o czynnościach mechanicznego czyszczenia monet pisze: "Należy do nich przystąpić z pokorą, która powinna wyrażać się przede wszystkim w nietykalności metalicznego podłoża zabytku". Przestrzega też, przed nieograniczonym usuwaniem szkodliwych produktów korozji, bo czasem detale rysunku monety są widoczne tylko jako nawarstwienia korozyjne, a na powierzchni metalowego jądra monety nie będzie po nich nawet śladu. W takich przypadkach należy dążyć nie do usunięcia produktów korozji, a do ich zneutralizowania i utrwalenia. Priorytetem jest utrzymanie czytelności reliefu.

Patrząc na grubość książki (76 stron), obawiałem się trochę, że autor ograniczy się do podania kilku jedynie słusznych metod, co zazwyczaj kończy się tym, że czytelnicy bezkrytycznie stosują je do wszystkich monet, a to z reguły oznacza zniszczenie większości z nich.  Pan Kołyszko rzeczywiście podał kilka bardzo szczegółowych przepisów, zawsze opatrując je uwagami o sytuacjach, kiedy można je stosować. A są to metody bardzo różne - od mechanicznych (włącznie z użyciem elektronarzędzi protetycznych), poprzez chemiczne aż po elektrochemiczne.

W książce znajdziemy wiele wzorów chemicznych. Korozja, to chemia, jej usuwanie, to chemia, zabezpieczenie przed dalszym niszczeniem w końcu, to też chemia. Umiejętność identyfikacji przemian chemicznych, które doprowadziły monetę do stanu, w którym trafiła w nasze ręce jest kluczem do sukcesu prac konserwatorskich. Nie wystarczy wiedza, czy to moneta miedziana, brązowa, czy srebrna. Nawet dokładna znajomość składników i proporcji stopu nie zagwarantuje wyboru właściwej metody czyszczenia. Trzeba jeszcze wiedzieć, co i w jaki sposób na powierzchni monety osiadło lub narosło.
To lekcja pierwsza i pierwsza zasada.

Lekcja druga, to lekcja cierpliwości i odpowiedzialności. Nie ma drogi na skróty. Jeśli coś musi trwać, to niech trwa. Brydżyści mawiają, że pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł, a nie podczas licytacji, czy rozgrywki. To samo powinni sobie powtarzać wszyscy zabierający się za czyszczenie monet. Cierpliwość trzeba mieć nie tylko do samego procesu konserwacji. Obowiązkiem powinno być dokumentowanie operacji. Fotografowanie przed, w trakcie i po zabiegach. I notowanie zastosowanych metod i środków. Bo uczymy się na błędach (lepiej na cudzych, niż własnych).

Lekcja trzecia i ostatnia. Pokora. Trzeba wiedzieć, czy zacząć. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać.

Nie mam ostatnio czasu na czyszczenie monet, które trafiają do mojego zbioru. Może kiedyś spróbuję pokazać co, jak i z jakim rezultatem czyszczę. Na razie koncentruję się na pisaniu i gromadzeniu materiałów do tej pisaniny. W tym i monet. Na przykład:
To kolejna kontrmarka na miedziaku Augusta III w moim zbiorze. Również odnotowana przez Bisiera w Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych
Mój grosz jest z roku 1755. Kto i kiedy nabił na nim kontrmarkę? Ustalić to jest znacznie trudniej, niż taka monetę zdobyć.




sobota, 28 kwietnia 2012

Chirurgia plastyczna

Internetowe serwisy aukcyjne aż pękają w szwach od dowodów na to, że czyścić monety potrafi każdy. Albo, że mu się wydaje, że potrafi.
Przykład pierwszy z brzegu:
Pal sześć, gdy tak, jak na pokazanym zdjęciu, chodzi o monety bardzo źle zachowane albo gdy czyściciel zamęczy jakiegoś pospolitego miedziaka sprzed parudziesięciu lat.
Niestety zdarza się też, że bezpowrotnie niszczone są monety rzadkie i cenne (niekoniecznie materialnie - ważniejsza bywa wartość historyczna).

Coraz częściej ambitni czyściciele posuwają się dalej i zaczynają operować (stąd tytuł), a operacje mają tylko jeden cel - kassssssa.
Jak to z operacjami plastycznymi bywa, chodzi o to aby coś usunąć, coś dodać, coś zmienić.

No to po kolei. Najpierw "liposukcja".

Pilnik, szlifierka, papier ścierny, siedem minut hałasu i już mamy jednostronną, próbną odbitkę dziesięciozłotówki z Bolesławem Prusem
Tylko, że średnica zamiast 25 mm ma tylko 24,7 mm, a była moneta waży 7,24 g zamiast 7,7 g. Cóż za skuteczne odchudzanie!

Mając do dyspozycji precyzyjniejsze urządzenia można pokusić się o usuwanie bardziej subtelnych "wad urody" - na przykład usunąć znak mennicy z pewnej aluminiowej dziesięciogroszówki. Zazwyczaj chodzi o rocznik 1973, ale znam przypadek, kiedy chirurg wiedział, że dzwonią, ale nie wiedział w którym kościele i wyprodukował nieznany nauce okaz 10 groszy 1976 bez znaku mennicy.

A teraz powiększymy sobie biust.
Żartowałem.
To tylko zwykłe plombowanie.
No może nie takie zwykłe, bo plombowano ząbek dobrze widoczny w uśmiechu, w związku z czym stomatolog wykazał się umiejętnościami rzeźbiarskimi i dorobił to, co z monety kiedyś zniknęło.
Mam w zbiorze trochę monet z nitowanymi/lutowanymi otworami, ale jeśli mam wybór między monetą "naprawioną", a taką:

wybieram "dziurawca.

Pora na korektę niedostatków urody.
Najczęściej przeszkadzają cellulit lub zmarszczki albo obie te przypadłości na raz.  Metoda najprostsza - pealing (fachowcy od obróbki metali mówią raczej o polerowaniu). Pasta polerska (ale może być i pasta do zębów), "troszku proszku", filc, polerka, szlifierka...
Troszkę zmarszczek jeszcze zostało, ale usunięcie ich wymaga bogatszego warsztatu. Tu potrzebny jest botoks (czytaj napylanie), a to nie każdy ma w swoim garażu. Grasował kiedyś na Allegro osobnik o nicku podobnym do amerykańskich bombowców, który "operował" w ten sposób sreberka II RP.

Czasem konieczna jest korekta wybranych części twarzy - na przykład mało wyraziste usta. Przy okazji można się zająć i fryzurą.

Poważnie fachowcy nie wahają się nawet przed przeszczepami. Jedna, czy dwie cyferki w dacie i cena strzela w stratosferę. Nike 1928 może mieć każdy, rocznik 1932 tylko wybrańcy losu. Miło przez chwilę poczuć się wybrańcem.

Przykłady można mnożyć, tylko po co? Przecież dobrze wiadomo, że "chirurgowi" chodziło tylko o zarobek.
O ile rzetelnie wykonane czyszczenie monety służy odkryciu niewidocznych detali rysunku, a czasem wprost może uratować numizmat przed dalszą degradacją, o tyle "chirurgia plastyczna" monetę nieodwracalnie niszczy i nie jest niczym innym, jak tylko oszustwem.

Nie dajcie się oszukiwać! Myślcie!

środa, 6 lipca 2011

Co zrobić żeby monety błyszczały.

W poprzednim wpisie podałem kilka przykładów pytań, po których wyszukiwarki kierowały internautów na mojego bloga. Między nimi było też pytanie tytułowe.

Skoro jest pytanie, powinna paść i odpowiedź. Krótkie pytanie, krótka odpowiedź.

Co zrobić żeby monety błyszczały?

NIC!

Teraz wytłumaczenie.
Mamy dwa przypadki:
  • Pytający ma monetę, która błyszczy i chce, aby taki stan utrzymał się w przyszłości.
  • Pytający ma monetę, która nie błyszczy albo błyszczy w stopniu niezadowalającym.
W obu przypadkach nie należy robić nic, bo...

Jeżeli moneta błyszczy, to trzeba ją schować w klaserze/kapslu/holderze/slabie/kopercie i nie dotykać gołymi palcami (na nich zawsze jest pot, a pot szkodzi błyszczącym metalowym powierzchniom). Nie chuchać, nie dmuchać, nie wycierać.
Więcej o przechowywaniu monet napisałem tutaj.

Jeżeli moneta nie błyszczy, to znaczy, że jej przeszło (i nie wróci). Na początku wszystkie monety błyszczą (no, prawie wszystkie). Nawet te najzwyklejsze, obiegowe - mówimy o połysku menniczym. Z czasem ich powierzchnie pokrywają się siateczką mniejszych i większych zadrapań. Stają się matowe. A jeśli na dodatek chemia upomni się o swoje prawa, to na monecie pojawi się patyna, czyli warstwa związków chemicznych złożonych z metalu będącego budulcem monety i pierwiastków pochodzących ze środowiska, w którym moneta jest przechowywana.
I jeszcze jedno; nie możemy zapominać o brudzie. Brud też tłumi połysk monet.
Dlaczego i w tym przypadku lepiej nic nie robić? Bo w 99 % przypadków pogorszymy stan monety. Połysk uzyskany przez wypolerowanie monety nie jest ładny. O ile wnioskowanie
DOBRY STAN ZACHOWANIA => POŁYSK
bywa zazwyczaj prawdziwe, to
POŁYSK => DOBRY STAN ZACHOWANIA
jest prawdziwe wyłącznie gdy połysk jest naturalny, gdy nie jest skutkiem polerowania, napylania, czy czego tam jeszcze.
Odróżnienie naturalnego połysku od połysku spod polerki jest łatwe i nie wymaga wielu lat nauki. Wystarczy dwa, trzy razy porównać takie monety. 

Więcej o czyszczeniu monet napisałem tutaj.

To jeszcze jedno pytanie i może nie odpowiedź, ale krótka wypowiedź na temat.
"Czym usunąć brud spod paznokci nie niszcząc ich?"
"Fasolki" śpiewały:
Mydło wszystko umyje, nawet uszy i szyję
Mydło, mydło pachnące jak kwiatki na łące
i miały racje. Zwłaszcza jeśli dodatkowo użyjemy szczoteczki.
Takiej samej szczoteczki i może nie mydła, a lepiej płynu do mycia naczyń można użyć do usunięcia brudu z monety. No chyba, że mamy lustrzankę, jej nie szczotkujemy. A właściwie... dlaczego nie? :-)

P.S.
Paznokcie, jeśli czyste i zadbane wyglądają ładnie. Nawet na zdjęciach, których głównym tematem są monety. Ale kiedy widzę na Allegro czy innym eBayu zdjęcie monety trzymanej brudnymi paluchami z poobgryzanymi paznokciami (spod których na dodatek wyłazi "żałoba" to przechodzi mi chęć na licytowanie.

sobota, 19 marca 2011

Czyścić czy nie czyścić?

Jeżdżąc do pracy mijam codziennie "pomnik" trzech strusi-nie-strusi
piękny przykład szlachetnej niebieskiej patyny, która w sprzyjających warunkach pojawia się na wyrobach ze stopów zawierających miedź, w tym i na monetach.
Miedź, monety, patyna - wszystkie internetowe fora, blogi, strony regularnie potykają się z tematem czyszczenia monet. Dlaczego u mnie miało by być inaczej?

CZYSZCZENIE MONET

Zacznijmy od podstawowych zasad:
  1. Czyszczenie nigdy nie poprawia stanu zachowania monety, przeciwnie, często ten stan pogarsza!
  2. Jak w medycynie - PRIMUM NON NOCERE!.
  3. Nie ma uniwersalnej metody czyszczenia monet wykonanych z różnych metali, różnymi technikami w różnych okresach historycznych.
  4. Jeśli nie potrafisz zidentyfikować monety, nie wiesz kiedy i z czego ją wybito, pozostaw ją w takim stanie w jakim jest.
  5. Jeżeli podjąłeś decyzję, że musisz wyczyścić monetę, najpierw potrenuj na taniej monecie z tego samego materiału i (o ile to możliwe) z tej samej epoki.
  6. Zamiast monetę czyścić, zastanów się, co zrobić, żeby jej stan przestał sie pogarszać.
  7. Nigdy nie wkładamy razem do kąpieli monet z różnych metali. Najlepiej każdą monetę czyścić osobno.
  8. Jeśli już czyścisz monetę, pamiętaj: najważniejsze, to wiedzieć kiedy przestać.
Niewłaściwe czyszczenie monety, to proces nieodwracalny. Dlatego, zanim zaryzykujecie czyszczenie monety, która ma trafić do kolekcji (albo na rynek), poćwiczcie na jakiejś kupce złomu - pełno tego na giełdach i aukcjach internetowych.

Złoto

Złote monety tuż po wybiciu są jasnożółte i błyszczące. Musi upłynąć wiele lat, albo moneta musi przebywać w wyjątkowo agresywnym środowisku aby na powierzchni złota pojawiła się warstewka lub plamki patyny. Cieniuteńka jednolita ciemniejsza warstewka na powierzchni złotej monety nie zniża jej wartości. Przeciwnie, może być dowodem autentyczności monety. Wyjątkowo szpecące plamki można usunąć ciepłą wodą z płynem do naczyń. Można użyć delikatnego kwasu (octowy, cytrynowy) - złoto jest odporne na większość środków chemicznych. Cały czas obowiązuje zasada: nie czyścić mechanicznie - złoto jest miękkie i łatwo je zarysować.

Srebro

Monety srebrne bite zwykłymi stemplami (lustrzanki mnie nie interesują) nie sprawiają problemów, o ile srebro jest wysokiej próby.
Źle! Problem jest, i to podstawowy. Czyścić, czy nie? W 95 % przypadków odpowiedź brzmi NIE. Im lepszy stan zachowania monety, tym silniejsze jest to NIE.
Zajmijmy się tymi pięcioma pozostałymi procentami. Kiedy srebrną monetę należy wyczyścić?
Zawsze usuwamy zanieczyszczenia spowodowane przechowywaniem srebrnych monet w klaserach z PCV. Te zanieczyszczenia to tłustawy, lepki zółty lub zielonkawy nalot. Pozbywamy się go kąpiąc monetę w czystym acetonie. Nie używamy zmywacza do paznokci, bo są w nim dodatki mające za zadanie ochronę paznokci i skóry przed nadmiernym odtłuszczeniem i likwidację nieprzyjemnego zapachu acetonu.
Najlepiej przygotować dwie kąpiele - pierwszą "brudną" do usunięcia większości osadu. Po wyjęciu monety z pierwszej kąpieli i wytarciu jej bardzo miękką suchą ściereczką moneta powinna trafić do drugiej kąpieli, w której zmyją się resztki zanieczyszczeń. Po tej kąpieli, po odparowaniu acetonu na monecie nie powinno już być żadnych śladów poza normalną patyną. Jej oczywiście nie ruszamy.

Drugim przypadkiem, w którym można wyczyścić monetę ze srebra wysokiej próby jest po prostu brud. Najczęściej zalega on pomiędzy literami i w zakamarkach między wypukłościami tworzącymi rysunek monety. Jak się go pozbyć?
Jak najprościej - ciepła woda, neutralny (pH) płyn do naczyń i miękka, drewniana wykałaczka - to wszystko najlepiej pod lupą. Po zmiękczeniu brudu w wodzie z płynem do naczyń usuwamy brud ostrożnie ostrzem wykałaczki, bez silnego naciskania. Później suszymy i wycieramy monetę miękką ściereczką. Wyjątkowo brudne monety, na których po tej operacji są jeszcze duże ilości zanieczyszczeń nie ustępujących pod wpływem wody z płynem do naczyń, można potraktować wodą amoniakalną lub specjalistycznym płynem do mycia srebrnych monet. Krótko i ostrożnie, stale kontrolując, co się z monetą dzieje. Po wyjęciu z kąpieli płuczemy monetę w czystej wodzie, osuszamy i kąpiemy w czystym acetonie. Po odparowaniu acetonu moneta może trafić do kapsla albo holdera.

Miedź i jej stopy

Im więcej miedzi w monecie, tym większy problem.
W zasadzie problemu być nie powinno, bo poprostu takich monet czyścić nie należy. Właściwie można tu powtórzyć słowo w słowo poprzedni akapit z jedną istotna zmianą - nie używamy amoniaku. Amoniak rozpuszcza miedź! Moneta stanie się porowata. Są specjalne płyny do mycia monet ze stopów miedzi - można je stosować zachowując ostrożność i rozsądek.

Na tym zwykle kończyłem pisanie o czyszczeniu monet, ale zwykle skutkowało to dziesiątkami dodatkowych pytań, więc na wszelki wypadek dodam jeszcze co nieco.

Chemia zazwyczaj monetę "zabija". Zwłaszcza chemia przeznaczona do czego innego. Pasta do zębów jest do jedynek, dwójek, trójek i pozostałych zębów, a nie do szorowania trojaków, środki do sanitariatów, są do odkamieniania i dezynfekowania sanitariatów, a nie talarów, pasty do szorowania garów, są do garów, a nie do boratynek. Papier ścierny i pasta polerska też monecie nie pomogą.
Warto mieć pod ręką profesjonalne płyny do mycia monet (nie do polerowania świeczników!), ale też trzeba bezwzględnie przestrzegać zasady - płynem do srebra nie myjemy miedziaków i vice versa.

A co zrobić w takim przypadku?
Klasyczny przypadek monety z ziemi - do oliwki z nią!. Słoiczek oliwy z oliwek, tydzień moczenia, delikatna operacja drewnianą wykałaczką, kolejny tydzień moczenia, znów pracujemy wykałaczką, jeszcze jeden tydzień moczenia, wykałaczka, kilkadziesiąt ruchów starą szczoteczką do zębów, odtłuszczanie w acetonie i...
Warto było? Niemiecki fenig z 1900 roku, nawet ten najrzadszy z mennicy w Karlsruhe (literka G) i w stanie 3, to wydatek rzędu maksymalnie 15 złotych, a my po kilku tygodniach czekania i paru godzinach żmudnej dłubaniny mamy kostropatą monetkę, wartą co najwyżej kilkadziesiąt groszy. Nie wspominając o słoiczku oliwy, która mogła zostać znacznie lepiej wykorzystana w kuchni. Pasta al'olio (kto nie próbował, niech żałuje!).

Żeby nie było żadnych wątpliwości - elektrolizie (i autolizie) również mówimy zdecydowane NIE!. Czasem zgrzytam zębami i szlag mnie jaśnisty trafia, kiedy przeglądam na Allegro (rzadziej na eBayu) ofertę antycznych brązów - trafiają się tam monety storturowane jakimiś cilitami i wymęczone elektrowstrząsami, a widać po nich, że mogły by wyglądać znacznie lepiej, gdyby dać im święty spokój.

Jeszcze raz - czyszczenie monety jest procesem nieodwracalnym. Co się stało, to się nie odstanie. Nie zapominajcie o tym nigdy.


Printfriendly