Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykłady numizmatyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykłady numizmatyczne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 maja 2019

Przeczytałem, zobaczyłem, wysłuchałem...

Na początek cytat (Gazeta.pl/next):
Belgia wycofuje drobne monety, zaokrągla ceny. Od grudnia sprzedawcy będą obowiązkowo uśredniać kwoty do 5 centów przy płatności gotówką. To kolejny kraj, który decyduje się na rezygnację z groszy. Także w Polsce, zdaniem ekspertów, należałoby to rozważyć.
Co tu rozważać? Kalkulator i wszystko jasne. Nie wierzę też w przywiązanie Polaków do groszy. Codziennie prawie jestem świadkiem lekceważenia, jeśli nie pogardy, do najniższych nominałów monet. Pieniądze wydawane na zakup jedno- i dwugroszówek od mennicy, niezależnie od tego, która to mennica, można wydać lepiej i z większym pożytkiem dla wszystkich. I nie jest żadnym pocieszeniem, że w USA stale bije się miliardy jednocentówek. Ich bardziej na to stać, a u nas obieg gotówkowy zanika.

Teraz trochę o zastosowaniach fizyki w numizmatyce.
Fizyka opisuje i próbuje wyjaśniać świat. Czasem lepiej, czasem gorzej. Prawa fizyki wykorzystywano (i wykorzystuje się nadal) do badania stopów na monety, do konstruowania narzędzi i maszyn do produkcji monet i do badania monet. Ta ostatnia dziedzina, to oczywiście i narzędzia proste, od wieków znane, jak szkła powiększające, mikroskopy, wagi, suwmiarki itp. ale też coraz bardziej wyrafinowane urządzenia wykorzystujące nowsze odkrycia fizyków. Podczas krakowskiej edycji Toruńskich Warsztatów Numizmatyki Antycznej mieliśmy możliwość sprawdzenia w działaniu urządzeń Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych LANBOZ. Między innymi spektroskopu umożliwiającego bezinwazyjne badanie składu monety. Wielkie zasługi dla numizmatyki ma Fraunhofer-Gesellschaft zur Förderung der angewandten Forschung e.V., czyi w skrócie Towarzystwo Fraunhofera. Nazwa pochodzi oczywiście od nazwiska fizyka i astronoma Josepha von Fraunhofera. Towarzystwo, zgodnie z nazwą, zajmuje się wspieraniem badań stosowanych, czyli dążeniem do praktycznego wykorzystywania wyników badań podstawowych. Na stronie towarzystwa pojawiła się niedawno, w dziale wiadomości dla mediów, notatka zatytułowana "Facial recognition for coins". Tytuł zaskakujący w pierwszej chwili, bo cóż wspólnego ma rozpoznawanie twarzy z monetami. Lektura i zdjęcia rozwiewają wątpliwości. W jednej z wielu placówek badawczych Towarzystwa opracowano (skonstruowano i oprogramowano) urządzenie do skanowania monet, pozwalające na digitalizację zbiorów numizmatycznych. Niby nic nowego, bo gabinety numizmatyczne, firmy aukcyjne i kolekcjonerzy na całym świecie od dawna fotografują monety i tworzą archiwa zdjęć. Urządzenie, o którym mowa, to krok dalej. Oprócz zdjęcia w świetle widzialnym, na obraz monety składa się również warstwa z trójwymiarowym odwzorowaniem powierzchni. Trochę przypomina to zdjęcia terenu w technologi LIDAR - kto nie wie o co chodzi, niech zajrzy np. na Geoportal. W rezultacie dostajemy obraz, na którym widać więcej, niż na monecie, a to po pierwsze umożliwia dokładniejszą identyfikację mniej czytelnych monet, po drugie umożliwia stwierdzenie identyczności monety - na przykład upewnienie się czy moneta wypożyczona z kolekcji na wystawę i moneta zwrócona po zakończeniu wystawy, to ta sama moneta i czy nie została w jakiś sposób uszkodzona, po trzecie umożliwia precyzyjną analizę stempli menniczych. Takie połączenie wykorzystania fizyki i informatyki daje świetne perspektywy badaczom numizmatyki, szczególnie antycznej i średniowiecznej.

Wysłuchałem w ubiegłym tygodniu wykładu "Sarmaci, rzymskie monety i polscy kolekcjonerzy numizmatów" zaprezentowanego przez kierownika Gabinetu Numizmatycznego MNK, Jarosława Bodzka.

Mowa była o przyczynach włączania pewnych monet rzymskich do kolekcji monet polskich i z Polską związanych. Nie będę teraz streszczał wykładu, bo cztery lata coś już na ten temat na blogu napisałem, i w tym zakresie niczego nowego się nie dowiedziałem. Bohaterkami wykładu były monety Marka Aureliusza i Konstantyna Wielkiego, w których legendach pojawia się odniesienie do Sarmacji. Pan Bodzek przedstawił wszystkie sześć egzemplarzy tych monet, które w swojej kolekcji miał Emeryk Hutten-Czapski i ich pochodzenie. I to była najciekawsza część wykładu. Zwykle nie zastanawiamy się nad tym, jak tych prawie dwieście lat temu tworzył się kolekcjonerski ruch numizmatyczny, jak powstawał rynek numizmatów, a to historia bardzo ciekawa. Pokazująca relacje między kolekcjonerami i wzajemne wpływy na zakres zainteresowań, a także realia "pracy" kolekcjonerów - prowadzenie bogatej korespondencji (i jej archiwizowanie) i prowadzenie rejestrów transakcji.
Na koniec okazało się, że za sprawą wspomnianego wyżej wpisu na moim blogu, byłem jednym z bohaterów wykładu, jako przykład trwania tradycji włączania monet rzymskich o sarmackich konotacjach do zbiorów monet polskich, pomimo utrwalenie się świadomości prawdy, że Sarmaci, to Sarmaci, a Polacy, to Polacy i nie można mówić o sarmackim pochodzeniu naszego narodu. Faktem jest jednak, że sarmatyzm odegrał bardzo ważną rolę w naszej kulturze, sztuce, piśmiennictwie i obyczajowości XVII i XVIII w. i nie można udawać, że takie zjawisko nie istniało. Nie dość, że istniało, to wywarło potężny wpływ na całą naszą późniejszą historię.

Niestety nie będę mógł bezpośrednio uczestniczyć w kolejnej, czwartej już sesji wykładowej przed ósmą aukcją GNDM. Szkoda, bo program jest niezwykle ciekawy.
Na szczęście dobrą tradycją tych sesji wykładowychjest ich nagrywanie i udostępnianie w Internecie. Na pewno znajdę czas na uważne obejrzenie i wysłuchanie wykładów. Szkoda tylko tych kuluarowych spotkań i rozmów przed, w pzerwach i po wykładach. Mówi się trudno. W końcu nie przypuszczam, żeby po tak udanych sesjach poprzednich i świetnie zapowiadającej się sesji następnej, ta tradycja miała by zaniknąć.


Na koniec prośba. Powtórzę tu treść postu Warianty napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na rancie Nike , który umieściłem na forum TPZN.
Nike, to pierwsze masowo bite monety II RP z napisem na rancie. Napis „SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX” - dobro Rzeczpospolitej najwyższym prawem.
Początkowo mennica tłoczyła napis na maszynie, w której krążek pod dużym naciskiem toczono po płaskiej kliszy z wypukłymi literami. Maszyna miała zbyt małą wydajność opracowano więc nowe, wydajniejsze urządzenie, w którym klisza z napisem miała kształt krążka. W momencie, gdy przygotowywałem do druku mój katalog monet II RP miałem niewiele danych o wariantach napisu na rancie. Napisałem wtedy, że:
Na pięciozłotówkach z Nike można zaobserwować różne warianty napisu na rancie. Podstawowe dwa, to
I. przerwa między LEX i SALUS ma 10 milimetrów,
II. przerwa między LEX i SALUS ma 18 milimetrów.
   Istnieją też monety, na których odstęp ten wynosi 8 lub 13 mm. Wariant I znajdujemy na Nike bitych zarówno w Warszawie, jak i w Brukseli. Można z tego wnioskować, że i tu i tam używano krążków z jednego źródła.
Zostałem niedawno zapytany:
Czy istnieją jakieś źródła , które by ten temat zgłębiał ?  Dlaczego mamy różne odległości ? Jaki udział procentowy jest danych monet pod względem wariantów odległości ? Czy charakterystyczne fale, które występują czasami na rantach są powiązane z którymś konkretnie wariantem odstępu ?

Moje pięciozłotówki z Nike przedstawiają się tak:

1928 - Bruksela
7 mm
9 mm

1928 - Warszawa
9 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy
12 mm - znak mennicy 1,7 mm od stopy
10 mm i 14 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy

1930
13 mm

1931
14 mm

Rocznika 1932 nie mam

Ponieważ nie mam dostępu do dużej ilości tych monet, a zdjęcia i opisy w ofertach aukcyjnych nie niosą potrzebnych informacji, proszę o zmierzenie odległości między LEX, a SALUS (po obwodzie, od prawej krawędzi X do lewej krawędzi S) i podzielenie się wynikami w tym wątku. Może uda się coś ciekawego z tego wywnioskować.
Informacje proszę umieszczać w wątku na forum TPZN, a jeśli ktoś nie chce się tam na rejestrować, proszę kliknąć w odnośnik "Napisz do mnie" i wysłać wiadomość bezpośrednio na moją skrzynkę e-mail.

środa, 13 lutego 2019

Trema minęła

To nie było moje pierwsze wystąpienie przed licznym gronem słuchaczy, ale trema była. Bo jak nie mieć tremy, mając świadomość, że wcześniej o monetach będzie opowiadać profesor Stanisław Suchodolski,
a słuchać będą ludzie wiedzący o monetach bardzo, bardzo dużo.
Jakoś poszło. Zaczynałem, dziwiąc się troszkę, że mimo tak późnej pory, w sali pozostało aż tylu słuchaczy. Jak zwykle nie zmieściłem wszystkiego, o czym opowiedzieć chciałem, ale nie miałem sumienia przeciągać opowieści w okolice północy. Dla wszystkich, którzy na miejscu być nie mogli, a chcieliby posłuchać, nagranie:


Wszystkie wykłady zostały utrwalone i udostępnione na stronie GNDM https://gndm.pl/sesje-wykladowe/
Świetna inicjatywa. Zachęcam do obejrzenia, ale przede wszystkim zachęcam do osobistego udziału w sesjach następnych (Pan Damian obiecuje, że będą). Oprócz możliwości wysłuchania i obejrzenia wykładów jest to zawsze okazja do kuluarowych rozmów w przerwach. Rzecz nie do przecenienia.

Ponieważ podczas takich właśnie spotkań i przed i po wykładzie wszyscy rozmówcy pytali, kiedy w końcu ukaże się moja dawno zapowiadana książka o miedziakach Augusta III, zawziąłem się. Muszę ją skończyć w tym roku i niech to będzie jedyne moje noworoczne postanowienie na rok 2019. Spóźnione o przeszło miesiąc, ale po tylu deklaracjach, że już niedługo, że jeszcze w tym roku, że muszę itp. Nie mam wyjścia; po prostu MUSZĘ.

P.S.
W aukcji nie brałem udziału "na żywo". Jak zwykle zarejestrowałem się, ustawiłem limity i cierpliwie czekałem. Niestety. Z tego polowania wróciłem z pustymi rękami. Może następnym razem się uda.




środa, 14 października 2015

Zaległości odrobić trzeba.

Po pierwsze - XVII Śląska Giełda Kolekcjonerów.
Najbardziej spodobała mi się...
droga do Spodka.
Katowice pięknieją, co zauważyłem już przy okazji niedawnego koncertu. Giełda niestety zachwyciła mniej. Stoisk masa, monet, literatury, akcesoriów - mnóstwo. Niby pięknie, ale myślę, że to mocno nie w porządku, że monety wycenia się na poziomie 150 do 300% powyżej cen na giełdach w Czechach i Niemczech. Mam na myśli monety pospolite i wcale nie idealnie zachowane. Proponowanie wymiany banalnego półtoraka z lat dwudziestych XVII w. na nowiutki banknot 50 zł zupełnie mi się nie podoba.


Jeśli narobiłem komuś apetytu na wizytę u Czapskich, proponuję zaplanować wyjazd na któryś z wtorków i połączenie zwiedzania z wysłuchaniem wykładu z cyklu "Numizmatyka, czyli co?". Właśnie opublikowano plan na najbliższe miesiące. Za jakiś czas link będzie nieaktualny, więc dla potomności - zrzut ekranu.

Zbiór stale rośnie i stale przybywa materiału do pracy o miedziakach A3S. Ostatnio dostałem prezent:
grosz Augusta III z kontrmarką z literami MS. Kontrmarkę tę przypisuje się księciu Aleksandrowi Michałowi Sapiesze. Tak przynajmniej napisał Vincas Ruzas w książce "Coins of the Grand Duchy of Lithuania at the Money Museum of the Bank of Lithuania". Miałem już w zbiorze tę kontrmarkę na groszu z roku 1754.

I jeszcze jedna moneta A3S z kontrmarką

strasznie skorodowany grosz z rocznika 1754 lub 1755 z kontrmarką - orzeł z głową zwróconą w lewo. Ładne uzupełnienie do grosza, którym już się kiedyś pochwaliłem

Przy okazji odkryłem, że oprócz wykazu polskich monet kontrasygnowanych opublikowanego przez Soubisie-Bisiera, jest całkiem współczesna, dobrze zilustrowana baza zawierająca przeszło 50 różnych kontrmarek. Opublikował ją w Lwowskich Zapiskach Numizmatycznych pan Андрей Бойко-Гагарин.  Jak się okazuje, autor wielu ciekawych publikacji mogących zainteresować polskich kolekcjonerów
https://independent.academia.edu/AndreiBoikoGagarin

Dlaczego wśród monet z kontrmarkami jest tak wiele miedziaków Augusta III?  To reforma monetarna Stanisława Augusta Poniatowskiego spowodowała, że z końcem XVIII wieku rolę pieniądza dominialnego zaczęły pełnić wytarte i wycofane z obiegu monety oficjalne oznakowane kontrmarkami z inicjałami albo herbem właściciela majątku, lub innymi znakami graficznymi. Nie opatrywano ich nominałami - wartość określał właściciel dóbr.  Pieniądz dominialny, to wewnętrzny pieniądz dużych majątków ziemskich. Wprowadzenie go miało dla właścicieli majątku wiele zalet. Po pierwsze, zwalniało ich z konieczności gromadzenia drobnych monet oficjalnych, które miały by służyć do wypłaty wynagrodzenia za pracę. Po drugie, umożliwiało czerpanie korzyści z zamkniętego obiegu pieniężnego. Poddany nie miał gotówki, którą mógłby wykorzystać poza majątkiem. Pieniądze, które dostawał za pracę mógł wydawać tylko w karczmach dzierżawionych od właściciela majątku (przymus propinacyjny).

Niestety, większości kontrmarek nie potrafimy przypisać do dóbr, w których obiegały. Jeśli udaje się powiązać miejsce znalezienia takiej monety z herbem albo inicjałami właściciela majątku leżącego w pobliżu, to można zaryzykować teorię o inicjatorze emisji. Gorzej, gdy kontrmarka jest "niema" - nie jest herbem ani inicjałami albo gdy nic nie wiadomo o miejscu znalezienia monety.  Wtedy pozostaje ona anonimowa.


piątek, 6 marca 2015

Skarb hutnika.

Wstyd się przyznać, ale do wczoraj nie udało mi się zmobilizować, by odwiedzić Sztygarkę - muzeum miejskie w Dąbrowie Górniczej. Wstyd, bo na dobrą sprawę mógłbym tam dotrzeć na piechotę - kilka kilometrów, cóż to za odległość?

Zmobilizowała mnie informacja wygrzebana na Facebooku - sprawdźcie końcówkę poprzedniego wpisu http://zbierajmymonety.blogspot.com/2015/03/monety-na-facebooku.html.
Mimo wszystko pojechałem samochodem. Zaparkowałem w pobliżu jakiegoś czołgu i kilku innych pojazdów militarnych. Po chwili siedziałem w salce konferencyjnej, może nie całkiem pełnej, ale też i nie świecącej pustkami.
O książce, którą promowało wydarzenie ze swadą opowiadali autorzy -Joanna Tokaj i Dariusz Rozmus. Trzeciego współautora, profesora Stanisława Suchodolskiego niestety nie było.

Poznaliśmy okoliczności odkrycia "skarbu hutnika" - czy wiecie, do czego służą archeologom wiadra i dlaczego nie warto pić piwa podczas poszukiwań? Przypomnieliśmy sobie wiadomości o zawirowaniach spowodowanych testamentem Krzywoustego. Dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy na temat symboliki figuralnych przedstawień umieszczanych przez mincerzy na średniowiecznych denarach i mnóstwa, informacji, wydawało by się nie mających związków z numizmatyką. Na przykład o nierozwiązywalnej kwestii dwóch głów świętego Wojciecha.

Dowiedzieliśmy się też, że samo odkrycie, to tylko początek, od którego zaczyna się właściwa praca wymagająca współdziałania chemików, historyków, numizmatyków, fotografów i wielu innych osób.

Po wykładzie była oczywiście seria pytań do autorów. Rozmowy trwały jeszcze długo, przeniosły się do muzealnych sal wystawowych. Skarb wyeksponowany w muzealnej gablocie
nie wygląda specjalnie okazale i goście nie interesujący się numizmatyką średniowieczną, bo nie wszyscy przybyli się nią interesowali, nie poświęcali mu wiele uwagi. Oblężone były pulpity przy których trwał pokaz średniowiecznej kaligrafii oraz warsztat pracy mincerza wybijającego dla przybyłych repliki denarka z orłem i zającem.
Repliki, to zbyt wiele powiedziane. Przede wszystkim prawie dwukrotnie większe od oryginałów, a na dodatek aluminiowe (mogłem wziąć z sobą jakiegoś srebrnego wycierucha!). Łomot był straszny, budynek drżał w posadach.
Czas mijał niepostrzeżenie, ale nieubłaganie. Wyszedłem ze Sztygarki bogatszy o nowe informacje i oczywiście o promowaną książkę.

Po powrocie do domu i sprawdzeniu poczty dowiedziałem się, że za kilka dni będziemy mieli kolejne ciekawe spotkanie numizmatyczne, a jeszcze przed wakacjami następne.
Do Krakowa do Czapskich zapewne się wybiorę. "Monety w oblężeniu miast polskich" to temat bardzo ciekawy http://mnk.pl/aktualnosci/monety-oblezonych-miast-polskich To już za chwilę, 10 marca.

Do Warszawy też muszę się postarać dotrzeć, bo temat interesuje mnie bardzo, bardzo. 8 czerwca w siedzibie PTN Pan Dariusz Pączkowski przedstawi wykład "Fałszerstwa monetarne Fryderyka II Wielkiego - zagadnienia ikonograficzne na przykładzie monet koronnych Augusta III Wettyna".

Wcześniej, 11 maja Pan Rafał Janke będzie mówił o Początkach Mennicy Warszawskiej za panowania Stanisława Augusta.Też żal to przegapić.

Ciekawy rok się zapowiada.




środa, 26 marca 2014

Kolekcjoner, czyli kto?

We wtorek miałem zaszczyt przedstawić tak zatytułowany wykład słuchaczom zgromadzonym w sali audiowizualnej w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego.
Wykład, to za duże słowo. Był to raczej mój kolejny felieton numizmatyczny, może tylko bardziej rozbudowany. No i oczywiście mówiony, a nie pisany.

Jeszcze raz dziękuję licznie przybyłym słuchaczom, a dla tych, którzy być nie mogli, krótkie streszczenie.

Kolekcjonerzy (albo zbieracze - to określenia równoznaczne) wcielają się w związku ze swoimi zainteresowaniami w rozmaite wcielenia, czasem nie zdając sobie z tego sprawy.
Siłą rzeczy są MAGAZYNIERAMI oraz ZAOPATRZENIOWCAMI. Odgrywając tę ostatnią rolę bywają TROPICIELAMI i ŁOWCAMI. Nierzadko zachowują się, jak pełnokrwiści HAZARDZIŚCI, a to niestety bardzo często powoduje, że usiłując być ŁOWCAMI sami stają się ZWIERZYNĄ ŁOWNĄ.
De facto, wszyscy kolekcjonerzy są w pewnym sensie INWESTORAMI, choć relacja odwrotna zachodzi nie zawsze. Nie każdy INWESTOR jest KOLEKCJONEREM. Większość kolekcjonerów próbuje sił w roli KUPCÓW albo  ANTYKWARIUSZY. Niemal wszyscy usiłują (niestety zwykle z mizernymi wynikami) zrealizować się w roli KONSERWATORÓW. Nie są im obce BIBLIOTEKARSTWO oraz DYDAKTYKA, niekiedy okoliczności zmuszają kolekcjonerów do poszukiwań iście DETEKTYWISTYCZNYCH. Czasem przeradzają się one w najzwyklejsze BADANIA NAUKOWE, a te niekiedy kończą się prawdziwymi ODKRYCIAMI. Odkryciami, którymi można, a nawet trzeba dzielić się z innymi - kolekcjonerzy zostają AUTORAMI PUBLIKACJI.

Tak w skrócie przedstawia się to, o czym mówiłem we wtorek w Krakowie, nie zanudzając zanadto (mam nadzieję) Słuchaczy.

Nie mówiłem o mniej chwalebnych, ale też nierzadkich przypadkach,kiedy kolekcjonerzy stają się FAŁSZERZAMI, ZŁODZIEJAMI, OSZUSTAMI. Nie wspomniałem o kolekcjonerach ARCHIWISTACH, TŁUMACZACH, FOTOGRAFIKACH, LITERATACH, HISTORYKACH SZTUKI i wielu zapewne innych rolach, które nie przyszły mi nawet do głowy, a które wielu z Was realizuje.

Przed wykładem miałem okazję sprawdzić, jak w praktyce wygląda udostępnianie zbiorów Muzeum do celów badawczych. Kilka dni wcześniej wysłałem email z wykazem dwunastu monet, które chciałbym obejrzeć. Jak się można domyślać, były to miedziaki koronne Augusta III.
W dniu wykładu, o umówionej godzinie zostałem zaproszony do pokoju kwerend, do którego przyniesiono paletę z tuzinem monet leżących w małych, kwadratowych pudełeczkach. Mogłem dokładnie oglądać monety, gdyby było mi to potrzebne mógłbym je również pomierzyć i zważyć. Nie miałem w planie ich fotografowania, ale trochę żałuję, że nie spytałem o taką możliwość na przyszłość. Tym razem chodziło mi o bardzo konkretne i łatwe do zapisania szczegóły - zdjęcia nie były więc konieczne. Przy okazji odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z pracownicą Muzeum, która monety przyniosła i przez cały czas była obecna podczas ich oględzin.
Przypuszczam, że jeszcze nie raz będę prosił o możliwość "bliskiego spotkania trzeciego stopnia" z kolejnymi okazami z muzealnej kolekcji. Niewątpliwie skorzystam też z bogatej biblioteki - to także jest możliwe.

Dziś przygotowałem kilka monet do zapowiedzianych wcześniej testów myjki ultradźwiękowej.
Te dwie boratynki posłużą najpierw do przetestowania myjki bez użycia plastikowego koszyka.

W zależności od wyników, może sprawdzę na nich również działanie płynu myjącego przeznaczonego do stosowania w myjkach ultradźwiękowych. Na etykiecie wspomina się o możliwości jego użycia do czyszczenia monet! Zobaczymy.
Mam nadzieję, że pod grubą, twardą warstwą na monecie po prawej stronie zdjęcia, będzie coś więcej, niż tu:
W tym wypadku, w środku pozostała tylko cieniutka blaszka z resztkami rysunków i napisów. To zresztą też wyląduje w myjce.

Wspomniany już płyn chcę wypróbować na tej monecie.

To typowy"wykopek". Moneta pokryta tłustą, zieloną warstewką, która dość ładnie daje się polerować, dzięki czemu rysunek jest w znośnym stopniu czytelny. Niestety zazwyczaj przy krawędzi krążka i w wyższych punktach rysunku/napisów ta warstewka się złuszcza. Choć w opisach aukcyjnych sprzedający zwykle nazywają tę zieleń patyną, to tak na prawdę patyną ona nie powinna być nazywana. Nie są to związki chemiczne wiążące metal z monety, tylko obce zanieczyszczenia, w znacznej części organiczne. Ciekaw jestem, co się z tym stanie pod wpływem specyfiku myjącego wspomaganego ultradźwiękami.

Rezultaty poznamy najpóźniej w piątek wieczorem.

P.S.
Nie zapominajcie proszę o głosowaniu na Wydarzenie historyczne roku

 





sobota, 18 stycznia 2014

Nakłady obiegówek z rocznika 2013

Na stronie NBP pojawiła się informacja o wysokości nakładów monet obiegowych rocznika 2013.
1 grosz - 323 000 000
2 grosze - 150 000 000
5 groszy - 88 000 000
10 groszy - 142 000 000
20 groszy - 36 000 000
50 groszy - 30 000 000
1 złoty - 21 000 000

Dwójek i piątek nie bito. Nakłady wysokie, nawet bardzo.
Czekamy na rocznik 2014. Będzie się działo!

W środę, 15 stycznia, miałem przyjemność wysłuchania ostatniego z ubiegłosezonowych wykładów z cyklu "Numizmatyka, czyli co?". Oczywiście w Krakowie, u Czapskich.
Pani Anna Bochnak przedstawiła nam Warsztat numizmatyczny hrabiego Czapskiego. Poznaliśmy życiorys hrabiego, dowiedzieliśmy się, że swoje kolekcjonerskie pasje, bynajmniej nie ograniczające się do numizmatyki, rozwijał od wczesnej młodości. Mogliśmy obejrzeć notatnik założony przez osiemnastoletniego wówczas Czapskiego zawierający spis monet z jego kolekcji. Już wtedy był w niej na przykład grosz krakowski Kazimierza Wielkiego!
Czapski dzięki pokaźnemu majątkowi bardzo szybko zgromadził potężną kolekcję kupując nie tylko pojedyncze monety, ale też całe zbiory. Między innymi zbiór Michała Tyszkiewicza, który znudził się kolekcjonowaniem monet dodatkowo zniechęcony zalewem falsyfikatów. Czyli to, na co teraz tak narzekamy nie jest niczym nowym. Zresztą sam Czapski też nie raz padł ofiarą fałszerzy i znane są monety, które włączył do zbioru, oznakował swoją puncą, a później, po wybuchu afery Majnerta zidentyfikował jako falsyfikaty i oznaczył drugą puncą - z napisem FALSUS. 
Uzupełnieniem wykładu była możliwość bezpośredniego, nie przez szybkę, podziwiania wspomnianego już notatnika, dwóch pudełek katalogu kartkowego i pierwszego tomu drukowanego katalogu kolekcji. Był to egzemplarz uzupełniony podczas oprawiania o dodatkowe karty, na których Czapski nanosił uzupełnienia i notatki - materiały do wydania kolejnych tomów katalogu.

Z dumą i tremą donoszę, że następny cykl wykładów u Czapskich rozpocznie się 25 marca 2014 r. moim wykładem Kolekcjoner czyli kto? Zapraszam.

Jak już się chwalę, to do końca. Dotarł do mnie jeszcze jeden grosz Augusta III z roku 1752.
Tym razem odmiana z trójką w otwartym łuku.

Dobrze się ten rok zaczyna.

środa, 20 listopada 2013

Dwa dni bez internetu - JAK ŻYĆ?!?

Niedzielne popołudnie.
Wracam do domu. Internetu brak. Dzwonię do dostawcy. O dziwo, infolinia działa.
- Tak, niestety, mamy poważną awarię światłowodu. Pracujemy nad usunięciem awarii.
Pewnie jakieś omułki myślały, że to miedziany kabel i porąbały. Historia medycyny zna takie przypadki.
Nic to.
Poniedziałek.
Sprawdzam przed wyjściem do pracy. Sieci brak.
Wracam z pracy - sieci brak.
Telefon...
- Tak, niestety, mamy poważną awarię światłowodu. Pracujemy nad usunięciem awarii. Za półtorej godziny wszystko powinno działać.
Zobaczymy. Na razie mam inne sprawy do załatwienia.
Wracam do domu koło północy - sieci brak.
Wtorek.
Sprawdzam przed wyjściem do pracy. Sieci brak.

Telefon...
- Tak, mieliśmy poważną awarię światłowodu. Uszkodzenie usunięto wczoraj wieczorem. Wszystko powinno już działać.
- Powinno, ale nie działa.
- A łączy się Pan przez router, czy bezpośrednio?
- Przez router.
- To trzeba zresetować.
- Zresetowałem, zanim do Pani zadzwoniłem.
- To może jednak coś u Pana. Wyślę techników.
- Ale ja idę do pracy.
- Sprawdzą zdalnie.
- Mam nadzieję.
Wracam z pracy - JEST!
I co z tego, kiedy nie mam czasu. Szybki obiad i w samochód. O osiemnastej u Czapskich zaczyna się wykład Pana Mateusza Woźniaka "Unikatowe monety polskiego średniowiecza".
Ledwo zdążyłem. Najpierw korek do bramek na autostradzie. Dzisiaj przeczytałem:

"Około godziny 14.30 doszło do wypadku na A4 przed bramkami wjazdu na autostradę w stronę Krakowa. - Kierujący samochodem marki citroen z nieustalonych jeszcze przyczyn uderzył w tył ciężarówki stojącej przed bramkami, odbił się od niej i uderzył w barierki osłaniające budki"

Z nieustalonych przyczyn? Z tego, jak wyglądał citroen, można przypuszczać, że kierowca za późno zaczął hamować przed bramkami.
Nic to. Na zjeździe było luźno, ale za to w Krakowie...
Piłkarski wtorek. Eliminacje młodzieżówek do ME. Mecz Polska - Grecja. I znajdź tu człowieku miejsce do zaparkowania.
Zdążyłem w ostatniej chwili.
To pierwszy wykład z cyklu "Numizmatyka, czyli co", którego miałem przyjemność wysłuchać w sali audiowizualnej u Czapskich. Zwiedzając ją kilka tygodni wcześniej miałem obawy, że sala może się okazać za mała, że nie pomieści wszystkich chętnych. Coś w tym jest, bo wczoraj wolnych miejsc nie było. Trudno się dziwić.
Temat interesujący, wykład ilustrowany zdjęciami rarytasów eksponowanych piętro wyżej, w tym oczywiście denara GNEZDUN CIVITAS i łokietkowego florena. Słuchacze dowiedzieli się bardzo ciekawych rzeczy o unikatach. O monetach które były znane w jednym egzemplarzu, a straciły unikalny charakter po nowych odkryciach. O monetach, które znano w kilku egzemplarzach, a które zostały unikatami, bo część monet przepadła podczas wojen. O monetach znanych tylko z opisów w starych kronikach. O monecie, którą badacze uważali za wymysł znanego z fantazji dziewiętnastowiecznego kolekcjonera, a która okazała się bytem jak najbardziej realnym.

Nie brakło i akcentu humorystycznego. Okazuje się, że dosyć regularnie zgłaszają się do Czapskich "odkrywcy" kolejnych egzemplarzy GNEZDVN CIVITAS. O, takich:
i bardzo trudno wytłumaczyć im, że to nie oryginał, tylko jedna z tysięcy "kopii" produkowanych dla turystów.

Do domu wróciłem późno. Internet był!
Późno, nie późno, trzeba nadrobić zaległości. Spać położyłem się już dzisiaj.

- Jak to? Dwa dni braku internetu, to dla Pana problem? Przecież co roku pisze Pan, że przez cały długi urlop obywa się Pan bez dostępu do sieci i nie sprawia to Panu przykrości ani nie komplikuje życia.

Tak. Tylko przed urlopem składam w banku zlecenia przelewów na wszystkie płatności, które muszę w tym czasie wykonać. Odpowiednio wcześnie przestaję brać udział w aukcjach. Zawieszam subskrypcje wiadomości. Jadę i jestem spokojny, że sprawy potoczą się swoją drogą, jak należy.
A taka niespodziewana awaria, to masa problemów. Okazało się, że przez te dwa dni wygrałem trzy aukcje. Trzeba potwierdzić zakup, zapłacić, uzgodnić warunki przesyłki. Trzeba zapłacić za gaz i prąd, a ja nie cierpię "internetu w komórce" - mój "smartfon" ma malutki ekran.
Internet, to świetny wynalazek. Mam jednak wrażenie, że trochę za bardzo się od niego uzależniamy. Trzeba będzie dobrze to przemyśleć.



poniedziałek, 30 września 2013

Wygoń węża z kieszeni!

8 maja 1840 roku dyrekcja warszawskiej mennicy dostała polecenie przygotowania projektu monet jednogroszowych o zmienionym wyglądzie.

15 czerwca tegoż roku, do Komisji Finansów wpływa odpowiedź z Warszawy.

Dyrekcja informuje, że podstawą nowego projektu jest chęć uniemożliwienia przeróbek groszy na dziesięciogroszówki, łatwych ze względu na podobieństwo wielkości i rysunku stempli tych nominałów.
Dla odróżnienia groszy od dziesiątek zaproponowano podawanie nominały słownie oraz usunięcie wieńca okalającego nominał i datę na rewersie. Dyrekcja zaproponowała również, by w przypadku zaakceptowania nowego wzoru, wycofać z obiegu stare grosze i przebić je na nowe.

Zjawisko przerabiania groszy na dziesięciogroszówki musiało więc być częste.Mimo to, przez wiele, wiele lat ani nie zdobyłem, ani nawet nie widziałem takiej przeróbki. Do ubiegłego tygodnia.
Na Allegro pojawiła się aukcja 10 Groszy 1838 r MIEDZIAK-DESTRUKT
To nie destrukt!

To właśnie przeróbka, która tak dawała się we znaki instytucjom finansowym Królestwa Polskiego. Być może po przeróbce moneta była jeszcze pobielona - pokryta warstewką srebra albo jasnego metalu udającego srebro.

Zobaczyłem i od razu zastawiłem pułapkę. Sprzedawca napisał co prawda 
"Jest to moneta nie spotykana, znawcy cos na ten temat wiedza." 
ale dalszy opis: 
"Literka Y jest nizej ,10-ka nie rowno wybita, brak wybicia litery "W"." 
świadczy raczej, że sam nie zdawał sobie sprawy z tego co sprzedaje. 
Jedno tylko się w opisie zgadza: "Prawdziwy rarytas".
Mimo to, coś mnie podkusiło żeby ustawić bardzo ostrożny limit. Za bardzo ostrożny. Wynik skąpstwa łatwy do przewidzenia - przegrałem.
Następnym razem będę mniej ostrożny.

Szklaneczką Glenfiddich zamiast uczcić zwycięstwo, złagodziłem gorycz porażki.

A późnym wieczorem dotarła do mnie taka miła wiadomość:

Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego
Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie
ul. Piłsudskiego 12,
Sala audiowizualna wtorki, godz. 18.00

01 października
Anda Jaworucka-Drath, Banknoty z nadrukami w kolekcji MNK

15 października
Jacek Budyn, Koczownicy u bram – nomadzi w numizmatyce

05 listopada
dr Jerzy Ciecieląg, Antyczne monety żydowskie w służbie propagandy

19 listopada
Mateusz Woźniak, Unikatowe monety polskiego średniowiecza

03 grudnia
dr Marcin Biborski, Monety w konserwacji

17 grudnia
dr hab. Jarosław Bodzek, Król na monecie – numizmatyczne portrety władców
hellenistycznych

07 stycznia
dr hab. Sławomir Sprawski, Moneta w badaniach wczesnych dziejów Tesalii i
Macedonii

14 stycznia
Anna Bochnak, Warsztat numizmatyczny hrabiego Czapskiego

Kilka terminów w kalendarzu już zarezerwowałem.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Mediateka.

W tym roku przed wakacjami czas przyspieszył. Zaplanowałem sobie kilka wyjazdów do Krakowa na wykłady powiązane z otwarciem Muzeum im. Czapskich ale jak to bywa - plany swoje, życie swoje. Otwarcia muzeum rzecz jasna przegapić nie mogłem. Na dni otwarte niestety pojechać już nie mogłem. Podobnie na dwa wykłady w tygodniu poprzedzającym otwarcie muzeum.

30 czerwca przepadły
godz. 14.00: Mateusz Woźniak, "Ekspozycja to nie wszystko!? Czyli co kryją magazyny Gabinetu Numizmatycznego" - wykład połączony z pokazem autentycznych obiektów
godz. 16.00: Anna Klisińska-Kopacz, Joanna Sobczyk, "Nowoczesne metody badania monet" - wykład połączony z pokazem autentycznych obiektów
Szkoda, ale może jakoś uda się to nadrobić, tak jak stało się to z innymi wykładami:
U początków mennictwa pomorskiego. Wykład prof. dr hab. Borysa Paszkiewicza
Numizmatyka podwodna, czyli o zatopionych skarbach. Wykład prof. dr hab. Stanisława Suchodolskiego
na które mimo najlepszych chęci pojechać nie mogłem.
Okazało się, że nie wszystko stracone.
Muzeum uruchomiło MEDIATEKĘ. Wśród zarchiwizowanych materiałów są obydwa interesujące mnie wykłady:
http://www.mediatekamnk.pl/obiekt.php?id=1457
http://www.mediatekamnk.pl/obiekt.php?id=1454
i wiele innych filmów. Nagrań, zdjęć i publikacji prasowych jeszcze nie ma, ale pewnie prędzej, czy później też będą dostępne. Oby jak najprędzej i jak najwięcej.
Do tej pory wykłady numizmatyczne organizowano w gmachu głównym Muzeum Narodowego w sali u samurajów. Teraz będą już "u siebie", w pałacyku Czapskich. Najbliższy w przyszłym tygodniu. Na stronie muzeum czytamy:
Wykłady w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego
Zachęcamy do wzięcia udziału w wykładach połączonych z pokazem autentycznych obiektów w nowo otwartym oddziale MNK - Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego.
• 04.09.2013 (środa), Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego 
Kraków - ludzie, wydarzenia... - wykład połączony z pokazem autentycznych obiektów 
Prowadzenie: Danuta Krawczuk-Biernat 
Godz.: 12.00 
Wiek uczestników: dorośli
Cena: bilet wstępu na wystawę
Konieczna rezerwacja (liczba miejsc ograniczona): tel. 801 007 319, (12) 374 73 19
Niestety, ze względu na datę i porę dnia, nie mam szans na udział.

PS
Niepostrzeżenie licznik odwiedzin na moim blogu zaczął wyświetlać dwójkę na pierwszym miejscu.
Dziękuję i polecam się na przyszłość.



poniedziałek, 17 czerwca 2013

Już za chwileczkę, już za momencik...

Już za kilka dni, za dni parę...

Wakacje też, oczywiście. Czekam na nie z niecierpliwością. Wcześniej jednak nastąpi coś, na co czekam w napięciu dalece większym. Już o tym pisałem.

W Krakowie na co drugim płocie (prawie) plakaty z chimerą chroniącą monety.
Wczoraj w gmachu głównym Muzeum Narodowego Pani Anna Bohnak wygłosiła wykład " Józef Majnert - od mincerza do fałszerza". Ostatni z tegorocznych wykładów weekendowych. Drugi cykl, "Wykłady w tygodniu" zakończy się w przeddzień uroczystego otwarcia Muzeum im. Emeryka HutteCzapskiego wykładem profesora Borysa Paszkiewicza "U narodzin mennictwa pomorskiego".

Byłem na wykładzie poświęconym naszemu arcyfałszerzowi. Jak zwykle, nie żałuję. Wykład ciekawy, zwłaszcza w części dotyczącej końca krótkiej kariery zawodowej Majnerta młodszego. Okazało się, że część źródeł błędnie podaje datę odejścia Józefa Majnerta z mennicy, znacznie odsuwając ją od rzeczywistej, czyli od roku 1851. Dzięki obecności na wykładzie mogłem skorygować takie błędnie zacytowane daty w cyklu moich felietonów pisanych dla e-numizmatyki.

Równie ciekawie było podczas dyskusji po wykładzie. Pojawiły się dodatkowe informacje na temat Karola Beyera, który wziął na siebie ciężar walki z fałszerzem i jego wyrobami. Walki polegającej między innymi na skupowaniu "majnertów" i oddawaniu ich do przetopienia (w pierwszym okresie) oraz oznaczaniu nieusuwalnym stemplem "FALSVS" w późniejszym czasie. Beyer przygotował również album zawierający opisy oraz odbitki fałszywych monet spod ręki Majnerta. Album pozostał jednak w rękopisie aż do roku 1909, kiedy upubliczniono go w kilku odcinkach w Wiadomościach Archeologiczno-Numizmatycznych. Możemy przypuszczać, że zaniechano wcześniejszej publikacji ze względu na ochronę dóbr osobistych klientów i współpracowników Majnerta.

Po powrocie do domu włączyłem na chwilę komputer żeby sprawdzić pocztę (taki nałóg, niestety). Około trzydziestu wiadomości - jak zwykle pod koniec dnia, a wśród nich ta jedna, najważniejsza. Najważniejsza, bo zawierająca zdanie
"...przesyłam w załączeniu zaproszenie na uroczyste otwarcie Pałacyku Czapskich. Mam nadzieję, że termin jest dla Pana dogodny.".
No masz! Jak mógłby być niedogodny.

Choćby się paliło i waliło - JADĘ!



wtorek, 12 lutego 2013

Wykłady numizmatyczne w Krakowie - ciąg dalszy

Zbliża się termin zakończenia remontu Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego  w Krakowie. Jeszcze kilka miesięcy i Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie zacznie działać pełną parą.

Na razie nie możemy jeszcze cieszyć oczu ekspozycją kolekcji Czapskiego. Niektóre z oryginalnych obiektów z kolekcji Gabinetu Numizmatycznego
Muzeum Narodowego w Krakowie możemy jednak podziwiać przy okazji pokazów towarzyszących cyklowi wykładów, organizowanemu wzorem lat ubiegłych.
W tym roku przewidziano dwa cykle: weekendowy, który rozpocznie się już 17 lutego i "profesorski", który wystartuje w marcu.

Program cyklu weekendowego wygląda następująco:

17 lutego 2013
Moneta arabska w Europie Środkowej we wczesnym średniowieczu (VIII-X wiek), Dorota Malarczyk
17 marca 2013Od Hadriana Trajanowicza do Hadriana Augusta. Umacnianie się Hadriana u władzy na monetach lat 117-121, Paweł Zawora
21 kwietnia 2013Bony lwowskie w kolekcji Gabinetu Numizmatycznego, Anda Jaworucka-Drath
19 maja 2013 Propaganda miasta Gdańska na medalach Zygmunta III Wazy, Paulina Taradaj
16 czerwca 2013Józef Majnert – Od mincerza do fałszerza, Anna Bochnak
Wykłady będą się odbywać w niedziele o godzinie 11:00 w sali „U Samurajów”. Wstęp wolny.
Programu drugiego cyklu jeszcze nie znam. Wiem tylko, że wykładowcami będą między innymi profesorowie Paszkiewicz, Suchodolski, Mielczarek.
Projekt „Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie” jest współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko.

niedziela, 8 maja 2011

Kraj na niby.

Niejasne poczucie, że żyjemy w kraju nie całkiem na serio zrodziło się u mnie jeszcze w głębokim PeeReLu. Że coś jest na rzeczy, utwierdziła mnie akcja radiowej Trójki przebiegająca pod hasłem "Co innego widzisz, co innego słyszysz". Pomysł Leszka Adamczyka polegał teoretycznie na jednoczesnym słuchaniu Trójki i oglądaniu transmisji sportowych w TV (TV oczywiście z wyłączonym dźwiękiem), ale z łatwością można było przyjąć go, jako skondensowany opis rzeczywistości pierwszej połowy lat 80-tych.
Po roku 1989 niewiele się w tym względzie zmieniło. Konstytucja RP zaczyna się tak"
Rozdział I
RZECZPOSPOLITA
Art. 1.
Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
Art. 2.
Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, 
urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
 
Wszystko pięknie i ładnie, ale mam z pewnością graniczące przekonanie, że tkwi gdzieś w nas głęboko przekonanie, że konstytucja konstytucją, prawo prawem, a MY i tak swoje wiemy i ma być tak, jak MY sobie wyobrażamy, że być powinno.
Najświeższy na to dowód:
Wyróżniłem fragment reklamy tegorocznej Nocy Muzeów, który może stać się dla wielu osób przyczyną poważnych konfliktów z prawem. 

W czym rzecz?
Otóż w Polsce obowiązuje ustawa z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, w której zawarto między innymi i takie zapisy:
Art. 111.
1. Kto bez pozwolenia albo wbrew warunkom pozwolenia poszukuje ukrytych lub porzuconych zabytków, w tym przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania, podlega karze aresztu,ograniczenia wolności albo grzywny.
2. W razie popełnienia wykroczenia określonego w ust. 1 można orzec:
1) przepadek narzędzi i przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia wykroczenia, chociażby nie stanowiły własności sprawcy;
2) przepadek przedmiotów pochodzących bezpośrednio lub pośrednio z wykroczenia;
Art. 116.
1. Kto niezwłocznie nie powiadomił wojewódzkiego konserwatora zabytków lub wójta (burmistrza, prezydenta miasta) albo dyrektora urzędu morskiego o przypadkowym odkryciu przedmiotu, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem archeologicznym, a także nie zabezpieczył, przy użyciu dostępnych środków, tego przedmiotu i miejsca jego znalezienia, podlega karze grzywny.
2. W razie popełnienia wykroczenia określonego w ust. 1 można orzec nawiązkę do wysokości dwudziestokrotnego minimalnego wynagrodzenia na wskazany cel społeczny związany z opieką nad zabytkami.
I w tej sytuacji, mając pełną (mam nadzieję) wiedzę o aktualnym stanie prawnym, śląscy muzealnicy będą zachęcać dzieci do poszukiwania skarbów przy pomocy wykrywaczy metali! Czy tak trudno wyobrazić sobie, że po "wyspie skarbów" dzieciak wyprosi od rodziców prezent na wakacje, ot takiego taniutkiego "chińczyka"
 i pod okiem tatusia ruszy w teren po skarby (ciekawe, który tatuś powstrzyma się od samodzielnego wypróbowania zabawki?). I co? Może nic, a może być nieciekawie

I wszystko to w dosyć specyficznej sytuacji, jaka wytworzyła się w ostatnim czasie na Śląsku - cytat z forum POSZUKIWANIESKARBOW.COM:
Postanowiliśmy parę lat temu zorganizować poszukiwania z wykrywaczami na placu budowy obwodnicy siewierskiej w hałdach i wykopach poarcheologicznych. Mieliśmy mało czasu bo Skanska wpuściła już tam ciężki sprzęt /patrz artykuł " Zdążyć przed spychaczem-Odkrywca/ . Archeolodzy prowadzący tam badania praktycznie nic nie znaleźli, a chodziło o sprawdzenie czy w tym miejscu nie był sytuowany Stary Siewierz.Badania archeologów miały wynik negatywny.Gdy otrzymaliśmy niezbędne pozwolenia zaczął się bezpardonowy atak archeologów, prowadzących tam wcześniej badania łącznie z groźbami narobienia nam kłopotów mówiąc delikatnie.Nie zraziliśmy się i ruszyliśmy w teren, gdzie wydobyliśmy kilkaset zabytków z hałd jak i samych wykopów, gdzie miał znajdować się calec co z kolei przyczyniło się do odkrycia zabudowań Starego Siewierza !!! ale już przez innych archeologów wpuszczonych tam ponownie.Efektem naszego odkrycia było "zawieszenie" naszej współpracy z katowickim WKZ z "niejasnych" powodów, które dodam, wcześniej nam kibicowało i sfinansowało badania !!!
Innym przykładem jest projekt "Poszukiwawczego Pogotowia Archeologicznego" przy OODA i późniejszym KOBiDZ gdzie po kilku spektakularnych akcjach w Truso, Mrągowie, Wormontowicach Sienkiewiczowskich oraz znanej Wam Nowej Cerekwi postanowiliśmy pójść za ciosem i pojawił sie projekt weryfikacji innych sławnych "przebadanych" stanowisk archeologicznych w kraju. Również tych badanych przez "sławnych" profesorów i doktorów archeologii. Finał znacie.
Przypomnę, że od razu w środowisku archeo zawrzało rozwiązano pogotowie, a samą akcję określono jako patologię. Inicjator projektu pożegnał się ze stanowiskiem w KOBiDZ, a zastąpił go osioł tropiący poszukiwaczy na allegro. Autor cytowanej tu często instrukcji dla organów scigania ze strony KOBiDZ.
 Nawiasem mówiąc, ilość użytkowników tego forum przekroczyła niedawno 10.000 (słownie dziesięć tysięcy). 

"Poszukiwanie skarbów" to tylko jeden z problemów wynikających z cytowanej wyżej ustawy. Znane są przypadki kwestionowania legalności obrotu numizmatami i samego posiadania kolekcji numizmatycznych z motywacją, że wszystkie te obiekty musiały pochodzić z wykopalisk (w domyśle nielegalnych) i jako takie stanowią własność skarbu państwa.

Mam nadzieję, że we wrześniu dowiem się coś więcej w tym temacie, bo w Toruniu odbędzie się wtedy III edycja Toruńskich Warsztatów Numizmatyki Antycznej. W programie między innymi wykład „Numizmatyka a prawo. Karne, administracyjne oraz cywilne aspekty kolekcjonowania monet ze szczególnym uwzględnieniem numizmatyki antycznej”. 


piątek, 22 kwietnia 2011

Wesołych Świąt

Nie wiem co sprawia, że co jakiś czas najrozmaitsze obowiązki spiętrzają się w sposób całkiem nie do przyjęcia. Doba wydaje się mieć około trzydziestu godzin, a i tak jest co najmniej o trzy godziny za krótka.
Ostatni tydzień należał właśnie do takich wariackich. Na szczęście skończył się dzisiaj, a właściwie to już wczoraj, późnym popołudniem.
Spędziłem je w Krakowie, na kolejnym wykładzie  zorganizowanym przez Muzeum Narodowe w Krakowie. Tym razem słuchaliśmy opowieści wyjaśniającej po co archeologowi pieniądze. Dr Jarosław Bodzek przedstawił słuchaczom korzyści, jakie uzyskują archeolodzy dzięki monetom odkrywanym podczas wykopalisk. I nie chodzi tu bynajmniej o korzyści materialne, a o możliwość dedukowania powiązań ekonomicznych, politycznych, dynastycznych, kulturowych między poszczególnymi krainami lub miastami. O możliwość w miarę precyzyjnego datowania znalezisk odkrywanych razem z monetami. O możliwość obejrzenia wizerunków ludzi, budowli, przedmiotów, które znajdziemy wyłącznie na monetach, bo nie zachowały się żadne inne ich wyobrażenia.
Na wykładzie, podobnie jak na poprzednim, na sali znalazło się silne przedstawicielstwo bywalców cafe Allegro. Mam plan, żeby po wykładzie majowym zorganizować jakieś mniej formalne spotkanie w którymś z pobliskich lokali. Jeśli tylko znajdą się chętni...

W natłoku zajęć trzeba próbować znaleźć choć chwilę wytchnienia. Ostatnio udawało mi się to tylko wieczorami, kiedy siadałem do komputera i przeglądałem to, co pojawiało się na internetowych  forach.
Mam niestety wrażenie, że coraz trudniej znaleźć na nich interesujące tematy. "Problematyka" emitowanych właśnie pamiątkowych "monet" zdominowała allegrową kafejkę pozostawiając trochę miejsca na rozważania "prawdziwa, czy fałszywa?".
W tej chaotycznej magmie wyróżniały się ostatnio dwa wątki (słusznie wyróżnione przez Administratora). Jeden dotyczący banknotów, drugi - pokazujący, że wśród nowego polskiego bilonu też można znaleźć coś ciekawego.
Przy okazji tego ostatniego, okazuje się jak niewielką wiedzę o technologii wyrobu monet ma znaczna część kolekcjonerów. Wygląda na to, że nigdy za wiele treści na ten temat - trzeba będzie wkrótce napisać coś o procesie tworzenia monet i narzędzi w tym procesie wykorzystywanych.

A w ramach świąteczno imieninowych prezentów poczta dostarczyła mi dzisiaj monetkę upolowaną na niemieckim eBayu,

która jest kolejnym przykładem dobrze ilustrującym skutki wywoływane wystąpieniem nieprawidłowości podczas tłoczenia stempla monetarnego. Stempla, a nie monety!
To  czwarty znany mi egzemplarz 5-fenigówki 1918 ze zdwojeniem w dolnej części rewersu.

Wesołych Świąt!




środa, 23 marca 2011

Numizmatyka, czyli co?

Nie udało się w zeszłym roku; w tym roku zawziąłem się. Mimo usilnych starań połączonych sił służb drogowych i policji (blokada szosy między Dąbrową Górniczą, a Sławkowem) dotarłem na czas do Muzeum Narodowego w Krakowie i mogłem wysłuchać wykładu prof. dr hab. Borysa Paszkiewicza "Moneta w rękach historyka".
Wykład otworzył tegoroczny cykl wykładów numizmatycznych



Profesor Paszkiewicz na przykładzie trzech monet pokazał, jaka mnogość informacji cennych dla historyków kryje się w numizmatach.
Łużyce, Gdańsk, Podole - trzy odległe lokalizacje i trzy (tak się początkowo wydawało) tajemnice, w których rozwiązaniu pomaga numizmatyka.
Jak w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", próba rozwikłania jednej tajemnicy odkrywa tajemnicę następną, a ta kilka kolejnych. Od cytatu z Jana Potockiego zresztą, zaczął się wykład, którego streszczać nie zamierzam.
Kto nie był, niech żałuje. Ja bardzo żałuję, że brakło mi determinacji w poprzednich latach, bo wykłady odbywają się od roku 2008.

Po wykładzie była chwila czasu na rozmowę z wykładowcą. Najaktywniejsi okazali się o dziwo nie studenci i naukowcy z UJ, a... stali bywalcy internetowych forów numizmatycznych: granit01, DzikiZdeb, Ozyriew.

Tegoroczny plan wygląda niezwykle ciekawie. Na pewno wybiorę się do Krakowa jeszcze kilka razy. Szkoda tylko, że wykład Pana Rafała zaplanowano w okresie urlopowym.

Warto zauważyć, że wykłady w lipcu i sierpniu poprowadzą właśnie koledzy bardzo dobrze znani z numizmatycznej kafejki Allegro i z forum TPZN. To znakomicie, że środowisko naukowe docenia wkład wnoszony przez kolekcjonerów, pasjonatów numizmatycznych.

Cieszy również, że milowymi krokami zbliżamy się do udostępnienia gabinetu numizmatycznego MNK szerokiej publiczności. Jeszcze dwa lata i Pałac Czapskich stanie dla nas otworem. Czekam z niecierpliwością.

PS
Przed chwilą zakończyła się na Allegro aukcja pięknego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r. Moneta poszła za 2851,11 zł - cena doprawdy okazyjna, jak na tak czytelny egzemplarz (siedemnasty poza kolekcjami muzealnymi, który udało mi się odnotować). Gratulacje dla nabywcy!

Printfriendly