Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 28 marca 2011

Jak przechowywać monety.




Przenosin treści ze strony "Zbierajmy monety" ciąg dalszy.

Monety powinny być przechowywane w taki sposób, by nie były narażone na pogorszenie stanu zachowania. Teoretycznie najlepszym tego gwarantem jest "slab" - teoretycznie nieotwieralne pudełko używane przez firmy gradingowe. Wady tego rozwiązania to konieczność posiadania dużej ilości miejsca na kolekcję i brak możliwości wykonania dodatkowych badań i pomiarów monety. Nie można też obejrzeć jej rantu, choć w tym zakresie nastąpiła niedawno poprawa i pojawiają się slaby pozwalające na zobaczenie prawie całego rantu.
Tańszym rozwiązaniem są holdery - kartonowe kwadraty z okrągłym otworem zakrytym przeźroczystą folią z neutralnego chemicznie tworzywa. Holdery można przechowywać w specjalnych klaserach lub w pudełkach o dopasowanych wymiarach wewnętrznych.


Slaby i holdery nie pozwalają na wykonanie pomiarów wagi i średnicy monety i utrudniają wykonanie dobrych zdjęć. Nadają się więc do przechowywania monet "bezproblemowych".
Monety, które być może będą wymagały jeszcze dokładnych oględzin albo pomiarów lepiej przechowywać w papierowych lub plastikowych kopertkach o standardowych wymiarach 50 x 50 mm.

Bardzo efektownie wygląda kolekcja przechowywana na specjalnych tackach, których obudowy mają prowadnice umożliwiające łączenie ich w "wieże" albo są po prostu szufladkami wsuwanymi w obudowę - szafkę. Są też zestawy złożone z tacek dopasowanych do niewielkich walizek. To dobre rozwiązanie, zwłaszcza dla osób handlujących na giełdach.

Większość kolekcjonerów przechowuje swoje zbiory w klaserach.
Są klasery z kieszonkami na monety różnych wielkości, są klasery z kieszonkami na holdery, są nawet klasery na monety w slabach.
Nie mam już w domu ani jednego klasera numizmatycznego. Dawno, dawno temu kupiłem sobie klaser, ale gorzko tego później żałowałem. Było to w czasach gdy na rynku było tylko to co było, a nie to co być powinno. Moje klasery były niestety z gatunku, który produkował na monetach wstrętny mazisty nalot. Pozbyłem się ich (klaserów, nie monet) po dwóch latach użytkowania i powiedziałem sobie nigdy więcej.
Kolekcję przechowuję w holderach i kopertkach, które z kolei układam w drewnianych kasetach na slajdy (przeźrocza).

Każdy zbiór powinien być skatalogowany. Kolekcjoner powinien wiedzieć co ma w zbiorze i czego jeszcze musi poszukać, aby zbiór stał się bardziej kompletny. Jeśli zbieramy pewną wąską dziedzinę, np. monety XX-lecia międzywojennego wystarczy kupno któregoś z katalogów dostępnych na rynku i odhaczanie pozycji, które mamy. Jest to jednak forma uproszczona i niepełna. Nie mamy informacji o stanie zachowania posiadanych monet, nie wiemy kiedy, skąd i za ile trafiły do naszego zbioru, a są to często informacje o dużym znaczeniu.

Zdecydowanie najlepszą formą prowadzenia katalogu zbioru jest katalog kartkowy. Każda moneta ma swoją kartę inwentarzową (jak książki w bibliotece), na której można umieścić dowolne, potrzebne nam informacje. Kolejność kart w takim katalogu można dowolnie zmieniać - można stosować układ chronologiczny lub nominałowy. Zawsze można dołożyć kartę nowo nabytej monety między dwie inne. Równie proste jest wycofanie monety ze zbioru. Koniecznym uzupełnieniem takiego katalogu jest spis, dzięki któremu wiemy ile monet jest w zbiorze i jakie numery nadać nowo pozyskanym egzemplarzom. Taki spis można prowadzić w zeszycie, ale najwygodniejszą formą jest zapis komputerowy.

Istnieje wiele programów komputerowych przeznaczonych do katalogowania monet. Część z nich to freeware i shareware, programy tworzone przez zbieraczy na własne potrzeby i oferowany innym. Są też programy profesjonalne, wyposażone w bazy danych zawierające pełne katalogi monet różnych państw (łącznie z ilustracjami).
Wypróbowałem kiedyś  kilka z nich. Najbardziej przypadł mi do gustu Tellico - program pozwalający na katalogowanie najróżniejszych zbiorów - od bibliotek i multimediów po znaczki i monety. Ale to tylko dla linuksiarzy. Wieloplatformową propozycją jest GCstar.

Tellico mi się podoba ale, jak już kiedyś pisałem, od lat używam programu COMMENCE - był kiedyś na płytce dołączanaej do angielskiego miesięcznika PC-Plus. To nie jest wyspecjalizowany program do katalogowania czegokolwiek, tylko tzw. PIM - coś w rodzaju Outlooka ale z możliwością tworzenia własnych relacyjnych  baz danych. I działa pod linuksem dzięki WINE.

Jeśli szukacie programu do katalogowania to można też przetestować:
1. http://www.primasoft.com/32org/32coo.htm
2. http://www.libertystreet.com/shots21.htm
3. http://www.cniche.com/coin/index.htm

Na początek wystarczy dowolny pakiet biurowy (polecam darmowy Open Office) zawierający bazę danych i arkusz kalkulacyjny. Można sobie zaplanować taki układ pól informacyjnych, jaki jest nam potrzebny i w dowolnej chwili zmodyfikować go gdy będzie to konieczne. Katalog komputerowy jest wtedy katalogiem podstawowym, a wydruki poszczególnych rekordów (dane jednej monety to rekord bazy danych) utworzą katalog kartkowy. Nie powinno się z niego rezygnować. Katalog "papierowy" będzie pełnił rolę ostatecznej i pewnej kopii bezpieczeństwa danych komputerowych.

środa, 23 marca 2011

Numizmatyka, czyli co?

Nie udało się w zeszłym roku; w tym roku zawziąłem się. Mimo usilnych starań połączonych sił służb drogowych i policji (blokada szosy między Dąbrową Górniczą, a Sławkowem) dotarłem na czas do Muzeum Narodowego w Krakowie i mogłem wysłuchać wykładu prof. dr hab. Borysa Paszkiewicza "Moneta w rękach historyka".
Wykład otworzył tegoroczny cykl wykładów numizmatycznych



Profesor Paszkiewicz na przykładzie trzech monet pokazał, jaka mnogość informacji cennych dla historyków kryje się w numizmatach.
Łużyce, Gdańsk, Podole - trzy odległe lokalizacje i trzy (tak się początkowo wydawało) tajemnice, w których rozwiązaniu pomaga numizmatyka.
Jak w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", próba rozwikłania jednej tajemnicy odkrywa tajemnicę następną, a ta kilka kolejnych. Od cytatu z Jana Potockiego zresztą, zaczął się wykład, którego streszczać nie zamierzam.
Kto nie był, niech żałuje. Ja bardzo żałuję, że brakło mi determinacji w poprzednich latach, bo wykłady odbywają się od roku 2008.

Po wykładzie była chwila czasu na rozmowę z wykładowcą. Najaktywniejsi okazali się o dziwo nie studenci i naukowcy z UJ, a... stali bywalcy internetowych forów numizmatycznych: granit01, DzikiZdeb, Ozyriew.

Tegoroczny plan wygląda niezwykle ciekawie. Na pewno wybiorę się do Krakowa jeszcze kilka razy. Szkoda tylko, że wykład Pana Rafała zaplanowano w okresie urlopowym.

Warto zauważyć, że wykłady w lipcu i sierpniu poprowadzą właśnie koledzy bardzo dobrze znani z numizmatycznej kafejki Allegro i z forum TPZN. To znakomicie, że środowisko naukowe docenia wkład wnoszony przez kolekcjonerów, pasjonatów numizmatycznych.

Cieszy również, że milowymi krokami zbliżamy się do udostępnienia gabinetu numizmatycznego MNK szerokiej publiczności. Jeszcze dwa lata i Pałac Czapskich stanie dla nas otworem. Czekam z niecierpliwością.

PS
Przed chwilą zakończyła się na Allegro aukcja pięknego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r. Moneta poszła za 2851,11 zł - cena doprawdy okazyjna, jak na tak czytelny egzemplarz (siedemnasty poza kolekcjami muzealnymi, który udało mi się odnotować). Gratulacje dla nabywcy!

sobota, 19 marca 2011

Czyścić czy nie czyścić?

Jeżdżąc do pracy mijam codziennie "pomnik" trzech strusi-nie-strusi
piękny przykład szlachetnej niebieskiej patyny, która w sprzyjających warunkach pojawia się na wyrobach ze stopów zawierających miedź, w tym i na monetach.
Miedź, monety, patyna - wszystkie internetowe fora, blogi, strony regularnie potykają się z tematem czyszczenia monet. Dlaczego u mnie miało by być inaczej?

CZYSZCZENIE MONET

Zacznijmy od podstawowych zasad:
  1. Czyszczenie nigdy nie poprawia stanu zachowania monety, przeciwnie, często ten stan pogarsza!
  2. Jak w medycynie - PRIMUM NON NOCERE!.
  3. Nie ma uniwersalnej metody czyszczenia monet wykonanych z różnych metali, różnymi technikami w różnych okresach historycznych.
  4. Jeśli nie potrafisz zidentyfikować monety, nie wiesz kiedy i z czego ją wybito, pozostaw ją w takim stanie w jakim jest.
  5. Jeżeli podjąłeś decyzję, że musisz wyczyścić monetę, najpierw potrenuj na taniej monecie z tego samego materiału i (o ile to możliwe) z tej samej epoki.
  6. Zamiast monetę czyścić, zastanów się, co zrobić, żeby jej stan przestał sie pogarszać.
  7. Nigdy nie wkładamy razem do kąpieli monet z różnych metali. Najlepiej każdą monetę czyścić osobno.
  8. Jeśli już czyścisz monetę, pamiętaj: najważniejsze, to wiedzieć kiedy przestać.
Niewłaściwe czyszczenie monety, to proces nieodwracalny. Dlatego, zanim zaryzykujecie czyszczenie monety, która ma trafić do kolekcji (albo na rynek), poćwiczcie na jakiejś kupce złomu - pełno tego na giełdach i aukcjach internetowych.

Złoto

Złote monety tuż po wybiciu są jasnożółte i błyszczące. Musi upłynąć wiele lat, albo moneta musi przebywać w wyjątkowo agresywnym środowisku aby na powierzchni złota pojawiła się warstewka lub plamki patyny. Cieniuteńka jednolita ciemniejsza warstewka na powierzchni złotej monety nie zniża jej wartości. Przeciwnie, może być dowodem autentyczności monety. Wyjątkowo szpecące plamki można usunąć ciepłą wodą z płynem do naczyń. Można użyć delikatnego kwasu (octowy, cytrynowy) - złoto jest odporne na większość środków chemicznych. Cały czas obowiązuje zasada: nie czyścić mechanicznie - złoto jest miękkie i łatwo je zarysować.

Srebro

Monety srebrne bite zwykłymi stemplami (lustrzanki mnie nie interesują) nie sprawiają problemów, o ile srebro jest wysokiej próby.
Źle! Problem jest, i to podstawowy. Czyścić, czy nie? W 95 % przypadków odpowiedź brzmi NIE. Im lepszy stan zachowania monety, tym silniejsze jest to NIE.
Zajmijmy się tymi pięcioma pozostałymi procentami. Kiedy srebrną monetę należy wyczyścić?
Zawsze usuwamy zanieczyszczenia spowodowane przechowywaniem srebrnych monet w klaserach z PCV. Te zanieczyszczenia to tłustawy, lepki zółty lub zielonkawy nalot. Pozbywamy się go kąpiąc monetę w czystym acetonie. Nie używamy zmywacza do paznokci, bo są w nim dodatki mające za zadanie ochronę paznokci i skóry przed nadmiernym odtłuszczeniem i likwidację nieprzyjemnego zapachu acetonu.
Najlepiej przygotować dwie kąpiele - pierwszą "brudną" do usunięcia większości osadu. Po wyjęciu monety z pierwszej kąpieli i wytarciu jej bardzo miękką suchą ściereczką moneta powinna trafić do drugiej kąpieli, w której zmyją się resztki zanieczyszczeń. Po tej kąpieli, po odparowaniu acetonu na monecie nie powinno już być żadnych śladów poza normalną patyną. Jej oczywiście nie ruszamy.

Drugim przypadkiem, w którym można wyczyścić monetę ze srebra wysokiej próby jest po prostu brud. Najczęściej zalega on pomiędzy literami i w zakamarkach między wypukłościami tworzącymi rysunek monety. Jak się go pozbyć?
Jak najprościej - ciepła woda, neutralny (pH) płyn do naczyń i miękka, drewniana wykałaczka - to wszystko najlepiej pod lupą. Po zmiękczeniu brudu w wodzie z płynem do naczyń usuwamy brud ostrożnie ostrzem wykałaczki, bez silnego naciskania. Później suszymy i wycieramy monetę miękką ściereczką. Wyjątkowo brudne monety, na których po tej operacji są jeszcze duże ilości zanieczyszczeń nie ustępujących pod wpływem wody z płynem do naczyń, można potraktować wodą amoniakalną lub specjalistycznym płynem do mycia srebrnych monet. Krótko i ostrożnie, stale kontrolując, co się z monetą dzieje. Po wyjęciu z kąpieli płuczemy monetę w czystej wodzie, osuszamy i kąpiemy w czystym acetonie. Po odparowaniu acetonu moneta może trafić do kapsla albo holdera.

Miedź i jej stopy

Im więcej miedzi w monecie, tym większy problem.
W zasadzie problemu być nie powinno, bo poprostu takich monet czyścić nie należy. Właściwie można tu powtórzyć słowo w słowo poprzedni akapit z jedną istotna zmianą - nie używamy amoniaku. Amoniak rozpuszcza miedź! Moneta stanie się porowata. Są specjalne płyny do mycia monet ze stopów miedzi - można je stosować zachowując ostrożność i rozsądek.

Na tym zwykle kończyłem pisanie o czyszczeniu monet, ale zwykle skutkowało to dziesiątkami dodatkowych pytań, więc na wszelki wypadek dodam jeszcze co nieco.

Chemia zazwyczaj monetę "zabija". Zwłaszcza chemia przeznaczona do czego innego. Pasta do zębów jest do jedynek, dwójek, trójek i pozostałych zębów, a nie do szorowania trojaków, środki do sanitariatów, są do odkamieniania i dezynfekowania sanitariatów, a nie talarów, pasty do szorowania garów, są do garów, a nie do boratynek. Papier ścierny i pasta polerska też monecie nie pomogą.
Warto mieć pod ręką profesjonalne płyny do mycia monet (nie do polerowania świeczników!), ale też trzeba bezwzględnie przestrzegać zasady - płynem do srebra nie myjemy miedziaków i vice versa.

A co zrobić w takim przypadku?
Klasyczny przypadek monety z ziemi - do oliwki z nią!. Słoiczek oliwy z oliwek, tydzień moczenia, delikatna operacja drewnianą wykałaczką, kolejny tydzień moczenia, znów pracujemy wykałaczką, jeszcze jeden tydzień moczenia, wykałaczka, kilkadziesiąt ruchów starą szczoteczką do zębów, odtłuszczanie w acetonie i...
Warto było? Niemiecki fenig z 1900 roku, nawet ten najrzadszy z mennicy w Karlsruhe (literka G) i w stanie 3, to wydatek rzędu maksymalnie 15 złotych, a my po kilku tygodniach czekania i paru godzinach żmudnej dłubaniny mamy kostropatą monetkę, wartą co najwyżej kilkadziesiąt groszy. Nie wspominając o słoiczku oliwy, która mogła zostać znacznie lepiej wykorzystana w kuchni. Pasta al'olio (kto nie próbował, niech żałuje!).

Żeby nie było żadnych wątpliwości - elektrolizie (i autolizie) również mówimy zdecydowane NIE!. Czasem zgrzytam zębami i szlag mnie jaśnisty trafia, kiedy przeglądam na Allegro (rzadziej na eBayu) ofertę antycznych brązów - trafiają się tam monety storturowane jakimiś cilitami i wymęczone elektrowstrząsami, a widać po nich, że mogły by wyglądać znacznie lepiej, gdyby dać im święty spokój.

Jeszcze raz - czyszczenie monety jest procesem nieodwracalnym. Co się stało, to się nie odstanie. Nie zapominajcie o tym nigdy.


czwartek, 17 marca 2011

Przegląd Numizmatyczny 1/2011

Zajrzałem wczoraj do Empiku i przechodząc obok półki z czasopismami hobbystycznymi złapałem świeżutki numer PN.

Dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć parę chwil, żeby wstępnie przekartkować nowy nabytek i... załamałem się.

Nie chodzi o cenę - ta się nie zmieniła pomimo zmiany VAT - nadal wynosi 14 zł.
Nie chodzi o tematykę artykułów - to normalne, że raz jest ciekawiej, innym razem nudnawo.
Nie chodzi o ilość reklam - od kilku numerów reklamy niezmiennie zajmują około 30% zawartości i można się z tym pogodzić.

Tego numeru po prostu nie da się spokojnie czytać! Przynajmniej ja nie potrafię. Zaczynając od redakcyjnego wstępniaka, przez tekst o medalu Jana Hohna młodszego poświęconym królowej Marii Kazimierze, aż po notatki A. Góreckiego dotyczące trojaków Zygmunta Trzeciego.
Każdy z tych tekstów roi się od błędów. Stylistycznych zwłaszcza, np. "To niezwykle rzadka okazja, zobaczenia tych znakomitości skrytych w sejfach muzealnych" (to w końcu skryte są, czy nie? i po co ten przecinek?), "...piękny portret królowej w pięknie haftowanej o ozdobionej klejnotami sukni, wraz z tytułami królowej Polski", ale też błędów redakcyjnych i korektorskich - "Nie zabrakło też różnych polskich i portugałów i gdańskich donatywy", jakby przed oddaniem numeru do drukarni nie było żadnej korekty.
W artykuliku Góreckiego opisującym odmianę bydgoskiego trojaka z 1599 r. nie wiadomo dlaczego zdublowano zdjęcia monety i zniekształcono transkrypcję legendy - element kluczowy dla wyróżnienia nowej odmiany napisowej.

Czy w takiej sytuacji czytelnicy mogą ufać, że nie będą narażeni i na błędy merytoryczne?

Szkoda, bo Przegląd ukazujący się regularnie od kilkunastu lat jest dobrym źródłem informacji dla kolekcjonerów o bardzo różnorodnych zainteresowaniach. Następny numer Przeglądu sprawdzę dokładniej przed zakupem i w razie recydywy po prostu odłożę bubel na półkę.

Zasmucony spadkiem jakości PN pocieszenie znalazłem w przesyłkach dostarczonych przez pocztę.
Po pierwsze, dwukropkowa pięciogroszówka 1840 - obłamana, ale czytelna.

Po drugie, miedziany trojak z 1837 r.

Wariant rewersu pominięty przez Plagego, ale opisany przez Wittyga i Berezowskiego. W GROSZE literka G bez pionowego szeryfa, czyli podobna do C, jak to opisywano w starych katalogach.
Kolejne luki w kolekcji zostały wypełnione,
czego i Wam życzę.

niedziela, 13 marca 2011

Stany zachowania monet

Przeprowadzki (Zaplanowałem. Obiecałem) ciąg dalszy.
Stan zachowania monety.
Większość kolekcjonerów europejskich posługuje się międzynarodową, 7-stopniową skalą stanów zachowania monet.
stan
opis
skan
I = menniczy
monety bez śladów zużycia, dotyczy monet, które nigdy nie były używane jako środek płatniczy (tzn. nie były w obiegu), w polu monety (na powierzchni pomiędzy literami i innymi wyobrażeniami) wyraźnie widoczny tzw. błysk menniczy.
II = znakomity
dopuszczalne nieznaczne uszkodzenia powstałe w mennicy lub transporcie, może dotyczyć monet przeznaczonych do obiegu, lecz wycofanych z niego przed pojawieniem się charakterystycznych wytarć lub zarysowań
III = bardzo piękny
nieznaczne ślady zużycia pochodzące z obiegu monety, lekkie wytarcie wyższych partii rysunku, drobne ryski, małe skaleczenia brzegu monety
IV = piękny
widoczne ślady zużycia, ale bez wpływu na czytelność rysunku i napisów monety
V = bardzo dobry
znaczne zużycie, pojedyncze fragmenty rysunku i legendy nie w pełni czytelne, ale moneta może być dokładnie i jednoznacznie określona (łącznie z datą, mennicą oraz wariantami napisowymi i rysunkowymi)
VI = dobry
część rysunku i legendy całkowicie nieczytelna, monetę można określić rok, mennicę ale nie wariant napisowy lub rysunkowy)
VII = zły
brak możliwości jednoznacznego określenia monety
Jest to skala uniwersalna, dotycząca zarówno monet starożytnych jak i najnowszych. Monety 20-wieczne i nowsze, klasyfikuje się inaczej. Poza nielicznymi wyjątkami, monety gorsze niż stan III uważa się za źle zachowane i nie zaleca się włączania ich do zbiorów. Zwyczajowo określenie stan III obejmuje w tym przypadku również monety opisane jak dla stanu IV wg. przedstawionej wyżej tabeli.
TERMINOLOGIA MIĘDZYNARODOWA
Polska
I
I- / II+
II
III
IV
V
VI
VII
USA skala Sheldona (im większa liczba, tym lepszy stan)
mint state (MS-70 do MS-60)
about uncirculated (AU-58 do AU-50)
extremaly fine (EF-45 do ef-40)
very fine (VF-30 do VF-20)
fine (F-12)
very good (VG-8)
good (G-4)
poor (POOR-1)
NIEMCY
UNZ = unzirkuliert
------
VZ = vorzuglich
SS = sehr schon
S = schon
SG = sehr gut
G = gut
------
WŁOCHY
FDC
------
SPL
BB
MB
B
M
------
FRANCJA
FDC
------
SUP
TTB/TB
TB/B
B
TBC
BC
Oceniając monety starsze, należy pamiętać, że na ogólną opinię o jakości (a co za tym idzie i wartości) monety ma nie tylko stan zachowania, ale również jakość bicia.
Stan zachowania i jakość bicia to dwie zupełnie różne sprawy. Dawne monety, bite ręcznie albo na prymitywnych maszynach przy pomocy ręcznie grawerowanych stempli, na krążkach wytwarzanych dość prymitywnymi metodami z definicji nie mogą wyglądać idealnie. Już opuszczając mennicę były niedoskonałe. Stąd często w katalogach aukcyjnych mamy opis "piękne bicie", "bardzo ładny egzemplarz" itp. Jednocześnie, tak określona moneta może być np. w IV stanie zachowania.
Pamiętajmy, że stan zachowania opisuje nam w jakim stopniu moneta zmieniła swój wygląd od momentu opuszczenia mennicy, albo nawet od momentu zdjęcia jej z prasy menniczej!

GRADING
Od pewnego czasu staje się w Polsce popularne korzystanie z usług firm gradingowych polegających na ocenie autentyczności i stanu zachowania monety, która jest następnie zamykana w plastikowym, szczelnym (ale nie hermetycznym) opakowaniu z odpowiednią etykietą informacyjną. Grading przywędrował do nas z USA. Na tamtym rynku kolekcjonerskim większość wartościowych monet sprzedawana jest w slabach czyli pudełkach firm gradingowych. Amerykańscy specjaliści z najważniejszych firm gradingowych (NGC, PCGS, ANACS, ICG, NCS) znakomicie oceniają i kwalifikują stany zachowania monet USA i dają niemal 100% pewności co do ich autentyczności. Z oceną autentyczności polskich monet w ich wykonaniu bywa różnie. Znane są wypadki uznania za oryginały pospolitych fałszerstw monet II Rzeczpospolitej (5 groszy 1934), monet łódzkiego Getta oraz Wolnego Miasta Gdańska. Odnotowano i przypadki odwrotne, to jest odrzucenie oryginalnych monet jako fałszerstw.
Polskie firmy gradingowe rozpoczęły swoją działalność źle. Grading spełnia swoją rolę jeśli jest profesjonalny i obiektywny. Nasze firmy, jak dotąd, nie do końca te warunki spełniają. Grading prowadzony jest przez firmy zajmujące się handlem numizmatami. Jedna z nich jest związana z wydawnictwem, w którym ukazuje się katalog będący popularnym podręcznym cennikiem giełdowym. to rodzi podejrzenia co do obiektywności i przy ustalaniu cen katalogowych i przy ocenianiu stanu monet. Polscy graderzy są anonimowi (z jednym, o ile mi wiadomo, wyjątkiem). Powszechnie znane są błędy graderów: potwierdzenie autentyczności falsyfikatów, zakwalifikowanie autentycznej monety jako falsyfikatu, omyłki w opisach monet i dziwaczna angielszczyzna tych opisów. Kuriozalne jest gradowanie "kopii" monet.
Reasumując: nie polecam polskiego gradingu, jako źródła gwarancji autentyczności i stanu zachowania monet przeznaczonych do własnej kolekcji, choć przyznaję, że monety ogradowane przez te firmy uzyskują na aukcjach ceny wyższe od monet nieogradowanych.
We wszystkich poradnikowych publikacjach dla kolekcjonerów monet można znaleźć stwierdzenie, że do zbioru należy włączać monety w jak najlepszym stanie zachowania. To oczywiście dobra zasada, ale jak zawsze, należy zachować umiar. Dążenie do gromadzenia monet idealnie zachowanych ma sens w przypadku zakupów inwestycyjnych. To zwiększa szanse późniejszej sprzedaży po dobrej cenie. Kupując monety do zbioru "nieinwestycyjnego" również należy starać się o dobrze zachowane monety, ale nie powinno to być podstawowym kryterium wyboru. Ważniejsze jest moim zdaniem dążenie do kompletności kolekcji.
Za kilka dni napiszę o problemie nierozerwalnie związanym ze stanem zachowania, a mianowicie o czyszczeniu monet, o tym czy monety czyścić, kiedy i jak to robić i o tym co czyszcząc monety możemy zepsuć, a czego z pewnością nie poprawimy.

środa, 9 marca 2011

Zbierajmy monety - jakie, jak, po co.

Zaplanowałem. Obiecałem. Pora plany i obietnice zrealizować.

CO ZBIERAĆ
Zbierajmy monety!!!


Każdy zbiera to co chce, ale nie wszystko, co okrągłe jest monetą. Ważniejsze od wyglądu jest przeznaczenie tego kawałka metalu. Moneta jest (albo była) pieniądzem. Służy (służyła) do płacenia za towary i usługi, do płacenia podatków i kar.

Nie polecam kolekcjonowania tego, co zostało wyprodukowane specjalnie dla kolekcjonerów - lustrzanki, pseudozastępcze pseudomonety (merki, przetaki, dukaty lokalne itp.) nie są monetami sensu stricto nawet jeśli emitent zapewnia im status prawny właściwy monetom i nie są moim zdaniem warte pieniędzy, jakich się za nie żąda. Na domiar złego podlegają chwilowym modom i są obiektem manipulacji. Pozostawmy je "inwestorom".
Popularne dwuzłotówki z "nordyckiego złota", mimo deklaracji NBP o ich przeznaczeniu do powszechnego obiegu pieniężnego, de facto również pełnią rolę obiektów przeznaczonych przede wszystkim dla kolekcjonerów. Dlatego nie poświęcam im miejsca i uwagi na moim blogu.

Są kolekcjonerzy, którzy zbierają wszystko co wpadnie im w ręce, są też tacy, którzy ograniczają się do bardzo wąskich dziedzin i do takiego właśnie kolekcjonowania Was namawiam. Kilka propozycji:
  • można ograniczyć się do konkretnego okresu historycznego (np. monety Jana Kazimierza),
  • do miejsca wybicia (monety bite w mennicy w Olkuszu, albo monety Śląskie),
  • można połączyć te kryteria (monety polskie z lat 1918-39 albo na przykład półtoraki Zygmunta III z mennicy krakowskiej).
  • można stworzyć piękny zbiór złożony z monet jednego tylko rodzaju (boratynki, trojaki Zygmunta III itp),
  • a nawet z jednej monety jednego rocznika (np. trojak koronny z roku 1594).
Lubię monety. Dokładnie oglądam wszystkie, które trafiają w moje ręce. Od wielu lat nie zdarzyło mi się zapłacić monetą, której wcześniej się w miarę dokładnie nie przyjrzałem. To może być dobry pomysł na tani początek bardzo poważnej kolekcji. Myślę, że ponad 90 procent mojego zbioru PRL to monety, które wyłowiłem z obiegu.

Jeśli decydujemy się na kolekcjonowanie monet starszych, tych które już nie pełnią swojej podstawowej funkcji, to rzecz jasna nie możemy liczyć na przeglądy portmonetki (choć zdarzyło mi się ze dwa razy dostać jakąś starszą drobnicę wśród monet wydawanych jako reszta). Stare monety można kupić, można znaleźć, można je otrzymać w wymianie za inne obiekty kolekcjonerskie. W czasach, kiedy nie było jeszcze PayPala i w ogóle trudno było płacić z kraju za zagraniczne zakupy szukałem chętnych do wymiany - wysyłałem płyty, książki, znaczki pocztowe, widokówki...
Teraz nie ma problemu z kupowaniem monet na zagranicznych giełdach i aukcjach. Można robić to nawet nie ruszając się z fotela we własnym mieszkaniu.

Rozpisuję się o tym jakie monety zbierać, jak je zdobywać, a powinienem zacząć od czegoś innego.

Często dostaję e-maile z pytaniami "jakie monety zbierać?", "czy opłaca się zbierać monety...?" , "czy warto kupować monety Mennicy Narodowej?" i każdą chyba odpowiedź zaczynam od stawiania pytań. "Dlaczego chcesz zbierać monety?", "Co chcesz osiągnąć zbierając monety?".

Jak łatwo przewidzieć, większość odpowiedzi na moje pytania brzmi "Chcę zainwestować pieniądze w monety" albo "Chcę zarobić na numizmatyce". Mam na takie okazje przygotowaną standardową odpowiedź, którą łatwo dostosowywać do zainteresowań moich korespondentów. Odpowiedź ta brzmi:
"Jeżeli chcesz kolekcjonować monety dla zarobku - tanio kupić, drogo sprzedać, albo dla ochrony kapitału - kolekcja zamiast lokaty bankowej, to przed Tobą długa i niełatwa droga. Nie da się systematycznie zarabiać na czymś, na czym się nie zna. Można raz czy dwa razy mieć szczęście i trochę zarobić, ale w dłuższej perspektywie straty są nieuniknione. Jeśli znasz się na czymś innym - zajmij się tym właśnie. Jeśli nie znasz się na niczym - nie zarobisz tylko stracisz, jeśli nie chcesz poszerzać swojej wiedzy - nie zarobisz tylko stracisz".
Najbardziej lubię odpowiadać osobom, które czują, że odzywa się u nich żyłka kolekcjonerska. Często są to ludzie, którzy chcą wrócić do dawnych dziecięcych pasji, ale potrzebują podpowiedzi, ukierunkowania. Dostaję na przykład kilkustronicowe wykazy (katalogi kolekcji, można powiedzieć) i pytanie "czy da się z tego zrobić porządny zbiór? co zostawić, czego się pozbyć?". Czasem korespondencja trwa kilka tygodni a nawet miesięcy. Czasem coś z tego wynika, czasem nie. Każdemu co innego pisane.

Czy opłaca się zbierać monety?
Czasem się opłaca, czasem nie, ale zawsze będę powtarzał:  
Warto zbierać monety!
"Czy opłaca się..." - to brzmi bardzo jednoznacznie - pytający oczekuje, że odpowiem mu, że "wyjmie więcej, niż włoży", a to nie jest takie proste (patrz wyżej). Natomiast nie mam wątpliwości, że monety zbierać warto.

Monety hojnie odwdzięczają mi się za czas, który im poświęcam. Dzięki nim mam wielu przyjaciół. Dzięki nim lepiej znam historię, historię sztuki, historię techniki. Dzięki nim nie nudzę się. Ze spokojem czekam na emeryturę nie obawiając się pustki, która u wielu osób pojawia się po rozwiązaniu ostatniej umowy o pracę. Last but not least, monety „odwdzięczają się” też na inne, bardziej przyziemne sposoby. Odwdzięczają się materialnie, bo sprzedaż katalogów, które napisałem przynosi skromny dochód; bo z czasem rośnie wartość mojego zbioru, bo mogę na co dzień obcować z miniaturowymi dziełami sztuki.


P.S.
Rozbudowałem pierwotny tekst z mojej strony na webpark.pl
To jedna z korzyści niespodziewanej wymuszonej przeprowadzki.
W przyszłym tygodniu podobnie potraktuję tekst na temat stanów zachowania monet.

P.P.S.
A Wy? Dlaczego/Po co* zbieracie monety?

* niepotrzebne skreślić

niedziela, 6 marca 2011

Jak nie urok, to..., czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Nie narzekam ostatnio na nudę i brak zajęcia, a tu znienacka pojawia się e-mail, a w nim takie radosne wiadomości (w skrócie):
Szanowny Użytkowniku,
uprzejmie informujemy, iż z dniem 31 maja kończymy świadczenie usługi Webpark.pl*.
W zamian proponujemy Ci możliwość migracji zawartości twojego konta do serwisu Orangespace.pl.
W kilku krokach będziesz mógł przenieść swój serwis w nowe miejsce.
Przenosząc swoje konto do Orangespace.pl w dalszym ciągu pozostaniesz w Internecie.
Nie zwlekaj z decyzją. Na przeniesienie swojej strony masz czas tylko do 31 maja.
Zakończenie utrzymywania serwisu Webpark pozwoli nam na większe zaangażowanie w rozwój innych naszych aktywności i zaoferowanie Państwu produktów na optymalnym poziomie, zgodnym z przyjętymi przez WP standardami. Z uwagi na powyższe 1 marca 2011 rozpoczyna się proces zamykania usługi webpark.pl.
Technicznie to żaden problem. Wszystko mam zarchiwizowane. Wiem jak się korzysta z serwerów ftp. Góra kilkanaście minut i strona powinna zacząć działać pod nowym adresem. Skąd więc wahania?

Sprawdziłem sobie statystyki strony. Od 18 września 2001 strona "Zbierajmy monety" na serwerach WP zanotowała 205.112 odwiedzin czyli średnio około 60 dziennie, ale taka średnia to zasługa lat dawno minionych. Ostatnio zagląda tam 20 do 30 osób dziennie. Cieniutko. Sam jestem sobie częściowo winien, bo rzadko tę stronę aktualizuję. Tylko po co aktualizować stronę z założenia statyczną, bo zawierającą głównie treści informacyjne - stałe i niezmienne, lub wymagające tylko bardzo sporadycznych ingerencji.

Sprawdziłem też statystyki bloga. Jest znacznie lepiej (choć bez szaleństwa). Pierwszy wpis umieściłem na blogu 10 września 2010 r. Od tego czasu odnotowałem przeszło 15 tysięcy odwiedzin, co daje średnią ponad 85 wizyt na dzień. Najważniejsze jest coś innego. Wśród najczęściej czytanych wpisów na blogu wcale nie dominują te najnowsze. Prym wiedzie wpis omawiający warianty 10-groszówek z 1923 roku. Można więc liczyć, że nawet stosunkowo dawne wpisy nadal budzą zainteresowanie i są czytane. Uważam, że warto to wykorzystać.

Niech więc sobie moja stara strona powisi na WP do rychłego zapowiedzianego końca, a ja w tym czasie przeniosę większość jej zawartości na blog. Przy okazji odświeżę to, co odświeżenia wymaga. Za kilka dni pierwsza przeprowadzka.

Na koniec pochwalę się najnowszym nabytkiem.

Trojak Królestwa Polskiego z 1840 r. z kropką po GROSZE. Plage 194, Berezowski 747. Niepiękny, ale trudny do zdobycia.

środa, 2 marca 2011

Zaniedbałem ostatnio mojego bloga :-(

Nie napisałem nic od przeszło tygodnia. Nie napisałem tu, ale nie znaczy to, że siedzę i nic nie robię. Na dowód malutki fragment większej całości, która zajmuje mi ostatnio gros czasu:

Nieprecyzyjne opisy awersów pięciogroszówek 1840 u Wittyga, Plagego i Berezowskiego utrudniają przypisywanie poszczególnych odmian numerom katalogowym. Katalog Bitkina nie pozostawia wątpliwości, że najrzadsza odmiana (Plage 141 - odmiana) to moneta z herbem Moskwy ze św. Jerzym w płaszczu.
Nawiasem mówiąc, nie udało mi się jeszcze ani jej zobaczyć ani nawet zdobyć jej zdjęcia!

Wittyg wyróżnia awersy z ogonem szerokim i wąskim. U Plagego nr 140 to "jak nr 139" (czyli jak w pospolitszej odmianie rocznika 1839), a nr 141 to "jak nr 140, lecz ogon orła inny". Berezowski nr 770 opisuje "ogon szeroki" i podaje, że to Plage 140. Analogicznie Berezowski 771 to "ogon wąski" = Plage 141.
Mając przed sobą monetę, której nie można porównać z innym egzemplarzem trudno orzec, czy ogon jest wąski, czy szeroki. Jest kilka dodatkowych szczegółów ułatwiających rozróżnienie odmian awersu pięciogroszówek.
Plage 140 =  ogon szeroki

 Plage 141 = ogon
wąski

1.
herb Moskwy - niski, szeroki, skrzydła smoka długie
1.
herb Moskwy - wysoki, wąski, skrzydła smoka krótkie
2.
brak dodatkowych piór między ogonem, a łapami
2.
dodatkowe pióra między ogonem, a łapami
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - tarcza z krzyżem X
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - dwugłowy orzeł cesarski

Awers z "szerokim ogonem" występuje na odmianach bitych w latach czterdziestych. "Wąski ogon" pojawia się na monetach bitych później. Tak przynajmniej wydaje mi się na obecnym etapie pisania, ale nie oznacza to, że coś się nie zmieni.
Stale zaskakuje mnie ilość znaków zapytania i wątpliwości wyskakujących, jak królik z kapelusza. Co moneta, to problem, co rocznik, to niejasności. Przynajmniej jest ciekawie.

Niepostrzeżenie minął rok, jak pożegnałem się z oprogramowaniem Microsoftu. Po kilku początkowych eksperymentach (Ubuntu, Mint z KDE, Mint z Gnome) stanęło na Kubuntu i wszystko wskazuje, że jest to stan trwały. Wszystko działa bez zarzutu, co cieszy mnie niezmiernie.
A że codziennie, chcąc nie chcąc muszę wracać do zestawu MS Windows / MS Office w najróżniejszych wariantach, mam okazję do ciekawych porównań. Na przykład takie maleństwo - na pasku stanu siedzi sobie malutka ikonka - głośnik. Wiadomo, o co chodzi. Na moim Kubuntu wystarczy, że najadę kursorem na ikonkę i pokręcę kółkiem myszy - natychmiast jest głośniej, lub ciszej. W Windowsach trzeba ikonkę kliknąć i dopiero później można regulować poziom dźwięku. Niby drobiazg, ale komfort pracy nieporównywalny. Bardzo podobają mi się możliwości sterowania oprogramowaniem z konsoli. Mam dwa pliki jpg (np. awers i rewers monety). Wystarczy taka prościutka komenda:
montage -geometry +2+2 03a.jpg 03z.jpg 03.jpg
i już po ułamku sekundy mam trzeci plik, a w nim awers i rewers obok siebie, oddzielone dwupikselową przerwą.
A gdybym chciał, żeby plik wynikowy był w innym formacie, dajmy na to tiff (choć prawdę mówiąc ten kierunek konwersji jest mocno nielogiczny), to zamiast 03.jpg wpisał bym 03.tiff - tylko tyle. Nie muszę otwierać programu graficznego! Dla mnie bomba.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Raz na wozie, raz pod wozem...

Pewnie kiedyś już o tym pisałem.
Licytuję na Allegro i eBay korzystając z tzw. snajpera aukcyjnego "strzelając" kilka sekund przed zakończeniem aukcji.

Robię to z dwóch powodów. Po pierwsze - praktycznie do samego końca aukcji nikt nie wie, że się nią interesuję. Czasem obraca się to przeciwko mnie, bo wystawiający zaniepokojony pozornym brakiem zainteresowania kończy aukcję przed czasem. Trudno.
Po drugie, oszczędzam czas i nerwy. Ustawiam snajpera na maksymalną kwotę, jaką przeznaczam na zakup i... zajmuję się czymś innym.
Często pomiędzy "wycelowaniem" snajpera, a zakończeniem aukcji upływa sporo czasu. Bywa, że są to dwa, trzy tygodnie. Czas mija. Do skrzynki trafia wiadomość "Gratulacje! Wygrałeś aukcję nr 1446313.... itd. "
Czytam i dziwię się. Czy to naprawdę ja zalicytowałem? Po co?

Ostatnio zdarzyło mi się to kilka dni temu. Chodzi o tę aukcję.
Przyjrzałem się zdjęciom. Coś tam jest pomiędzy herbami, tam gdzie na szelągach Augusta Trzeciego Sasa umieszczano tajemnicze literki, ale co to dokładnie jest, nie wiadomo. Na dodatek patyna dosyć nieciekawa - gruba, zielonkawo-brązowa warstwa, pod którą czasem kryje się tylko gładki krążek z nikłymi śladami rysunku. Ta niby-literka na zdjęciu wygląda na V, a taką monetę już mam i to w dwóch wariantach. No nic. Przelew poszedł. Po kilku dniach poczta dostarczyła kopertę.
Rozpakowałem, i już nie żałuję, że zalicytowałem.



To nie V tylko N

Czapski 2844, Gumowski 2048 (wymienia zbiory Czapskiego i Potockiego, a więc rzadkie, jak coś bardzo rzadkiego), Kopicki 2067 - rzadkość R5, Kamiński 721 - bez stopnia rzadkości (to zdecydowanie najgorszy katalog z serii KAW, monety rzadkie opisuje, jako pospolite i na odwrót), Parchimowicz nie wyróżnił żadnej kombinacji rocznik-literka wyceniając stan czwarty od 22 do 40 złotych.
Gumowski w pracy "Gubin i jego mennice" podaje, 3 warianty z literą N, w tym jeden błędnie, bo 7842 u Czapskiego w rzeczywistości ma N w lustrzanym odbiciu. Pozostają więc 2 warianty (Czapski 2844 - z kropką po POL na awersie i moneta z kolekcji Soleckiego, bez kropki po POL). Do którego zaliczyć mój egzemplarz jeszcze nie wiem, bo zgodnie z przypuszczeniami moneta jest pokryta grubą patyną. Boję się ją usuwać.

Od lat zwracam uwagę na szelągi Augusta III, zgromadziłem pokaźną ilość wariantów i co raz trudniej przychodzi mi wypełnianie pustych miejsc i to bynajmniej nie ze względu na ceny. Jak widać, można jeszcze tanio kupić coś ciekawego. Tyle, że nie wystarczy jaki taki wzrok, przydaje się jeszcze odrobina intuicji.

A że Fortuna kołem się toczy:
Nic to. Za tydzień znów coś upoluję.

wtorek, 15 lutego 2011

Awersy monet Królestwa Polskiego od roku 1835.

Po upadku Powstania Listopadowego Petersburg zadecydował o wprowadzeniu do obiegu w Królestwie Polskim monet dwujęzycznych, na których obok napisów po polsku miały znajdować się również napisy rosyjskie.
1 maja 1834 car wydał ukaz wprowadzający do obiegu w całym cesarstwie nowe monety rosyjsko-polskie. Pierwsze takie monety (złotówki) wybito w Warszawie w roku 1834. Rosyjskie napisy na rewersie nie były jedyną nowością. Zmienił się również awers - polskiego orła na piersi dwugłowego orła rosyjskiego zastąpił święty Jerzy walczący ze smokiem. Godło królestwa Polskiego wylądowało na skrzydle, pomiędzy godłami innych ziem cesarstwa.Wszystko to miało jeden cel - dostosowanie systemu monetarnego Królestwa Polskiego do systemu imperialnego. Każda reguła ma jednak swoje wyjątki. W tym przypadku były to  drobne monety zdawkowe, które nadal miały być bite na stopę polską i na których nie wprowadzono napisów cyrylicą. Mowa o nominałach od jednego do dziesięciu groszy. Z ich rewersów zniknęło słowo "POLSKI" (pozostała polska nazwa jednostki monetarnej - GROSZ). Całkowitej przemianie uległy awersy. Przyjrzyjmy się dokładniej dziesięciogroszówce (rocznik 1840).
Dwugłowy orzeł. Na głowach małe korony cesarskie. Nad nimi trzecia, większa  korona. W szponach prawej łapy berło cesarskie.
w szponach lewej łapy jabłko królewskie.
Prawa łapa, lewa łapa - to oczywiście z punktu widzenia orła, a nie osoby patrzącej na monetę.
Na piersi orła herb Moskwy -  na czerwonej (pionowe kreskowanie) tarczy święty Jerzy w zbroi bez płaszcza, siedzący na koniu skierowanym w prawo, wbijający kopię w paszczę skrzydlatego smoka.

W latach 1835, 1836 i częściowo w roku 1837, herb Moskwy na 10-groszówkach wyglądał tak:
Św. Jerzy w zbroi z płaszczem powiewającym za plecami.

Tarczę otacza łańcuch orderu świętego Apostoła Andrzeja Pierwszego Powołańca. Sam order znajduje się pod tarczą, na tle ogona orła.
Odznaką orderu jest złoty dwugłowy orzeł rosyjski pokryty czarną emalią. Na piersi orła niebieski krzyż świętego Andrzeja z postacią ukrzyżowanego apostoła w naturalnych kolorach, ze złotą opaską na biodrach. Na ramionach krzyża łacińskie litery S.A.R.P. (Sanctus Andreas Russiae Patronus). Odznaka orderu jest zawieszona na złotej koronie cesarskiej z czerwoną emalią.
Łańcuch składała się z trzech rodzajów ogniw:
1, okrągłego medalionu z niebieskim krzyżem X z inicjałami SARP otoczonego czerwonozłotą aureolą, 
2. niebieskiego medalionu z inicjałami P I (Petrus Primus) otoczonego chorągwiami,
3. medalionu z orłem carskim z tarczą św. Jerzego na piersi.




Na każdym skrzydle orła umieszczono po trzy tarcze z herbami.

Skrzydło prawe (po lewej), od góry:
Herb Kazania - skrzydlaty smok w koronie, skierowany w lewo.
Herb Astrachania - królewska korona, pod nią wschodni miecz skierowany ostrzem w lewo.
Herb Syberii - dwa sobole stojące na tylnych łapach trzymające w przednich łapach pięcioszczytową koronę. W tle łuk i dwie skrzyżowane strzały skierowane grotami w dół.





Skrzydło lewe (po prawej), od góry:Herb Polski - orzeł w koronie.
Herb Chersonezu Taurydzkiego - ukoronowany dwugłowy orzeł bizantyński, na piersi tarcza z krzyżem ośmioramiennym.
Herb Finlandii - Ukoronowany lew zwrócony w lewo, stojący tylnymi łapami na skierowanym w dół wygiętym mieczu trzymanym w lewej przedniej łapie. W prawej przedniej łapie miecz prosty skierowany w górę.

Poniżej łap, po bokach ogona znak mennicy warszawskiej - litery M W
(w katalogu G. M. Romanowa podano M. W. - jednak jak dotąd nie widziałem monet z kropkami po literach znaku mennicy).
Ogon orła - różna ilość piór i kształt (zależnie od rocznika i wariantu stempla).

Zadziwiająca ilość szczegółów, zwłaszcza jeżeli uświadomimy sobie, że identycznie wyglądały awersy pięciogroszówek - bilonowych monet o średnicy 17 mm, ważących mniej niż półtora grama.

Warto dokładnie przyglądać się monetom.

sobota, 12 lutego 2011

Dwa grosze

Dzięki spostrzegawczości i uczynności jednego z czytelników bloga mogłem przed chwilą dodać do katalogu dwa warianty stempli awersów dwugroszówek.
Roczniki 1999 i 2009.
W obydwu przypadkach mamy do czynienia z różnymi położeniami znaku mennicy.
 
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że katalogi sieciowe są właściwym rozwiązaniem. Nie neguję wartości katalogów drukowanych - choćby z powodu niezależności od zasilania i dostępu do sieci. Ale czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, by dla własnych potrzeb drukować sobie całość lub część katalogu sieciowego? Wykorzystując możliwości współczesnego oprogramowania można nawet stworzyć dla siebie coś w rodzaju katalogu kartkowego dodrukowując i dopinając (lub podmieniając) nowe strony zachowując aktualność katalogu nawet w przypadku odkrywania nieznanych wcześniej odmian i wariantów.Przewidując taki rozwój sytuacji, nadałem moim katalogom taki, a nie inny układ i przyjąłem odpowiedni system numerowania monet, odmian, wariantów.

czwartek, 10 lutego 2011

Posezonowa wyprzedaż

Na codziennej trasie dom-praca-dom pojawiła się nowa reklama przydrożna
Sam nie wiem, czy mam się cieszyć, czy martwić, że przegapiłem sezon.

Reklama w formie dziś najpowszechniejszej budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, reklama jest formą informacji konieczną i dla sprzedawcy i dla nabywcy. Z drugiej strony, irytuje mnie jej nachalność i ledwo skrywana pogarda do adresatów reklamy. Założenie, że głupi naród kupi każdy towar.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego twórcy filmów pozwalają stacjom telewizyjnym na przerywanie ich blokami reklamowymi, które burzą wszystko: dramaturgię, nastrój, tempo...
Reklama przestaje pełnić rolę informacyjną i uzurpuje sobie prawo do kształtowania naszych umysłów i zachowań, odnosząc sukces za sukcesem.
Niestety.
Największym "osiągnięciem" tak rozumianej reklamy jest wpojenie w ludzi przekonani, że myśleć nie trzeba, że myślenie jest passé, że analizowanie, zastanawianie się nad czymś są tylko stratą czasu.

I mamy rezultaty.
Sprawdzając, co też nowego pojawiło się na Allegro w moich ulubionych kategoriach natrafiłem na taką aukcję.  Przeczytałem tytuł aukcji raz, drugi...
Najpierw opadła mi szczęka. Bolesław Jagiełło (pomińmy literówki i błędy ortograficzne) to jak dla mnie ciut za dużo. Przecież ten ktoś, kto to napisał funkcjonuje wśród ludzi. Może jeszcze się uczy (nie wiem, czy to dobre słowo, może raczej jest uczony, choć i co do tego mam wątpliwości), może gdzieś pracuje, albo o pracę się stara. Kiedy pomyślę, że los może mnie kiedyś zetknąć z nim lub owocami jego pracy, ciarki chodzą mi po plecach (mechanik samochodowy nie daj Boże).

A potem przyszła refleksja. A może to nie pomyłka, tylko manipulacja? Może ktoś wymyślił sobie, że pisząc tak durny tytuł aukcji, sprowokuje kogoś do krytyki na forum i to napędzi mu mnóstwo klientów. Nie jest to takie nieprawdopodobne, bo w treści aukcji jest prawidłowe imię króla i monetę też dobrze zidentyfikowano.
Myśl, że jesteśmy z premedytacją manipulowani też mnie nie uspokaja. Nie akceptuję czyjegokolwiek przekonania, że mnie i innych ludzi można prowadzić, jak barany na rzeź.

O ile powyższy przykład może wskazywać na perfidną premedytację sprzedającego, to następny Bolesław jest przykładem bezmyślności i niechlujstwa w krystalicznej postaci - Bolesław Chrobry.
Kim jest sprzedawca? Kim będzie!? Kto uczył go czytać, kto uczył historii dlaczego promowano go z klasy do klasy?

PS
Zaczynam się zastanawiać, czy nie skorzystać z tej posezonowej wyprzedaży, bo coraz częściej myślę sobie: "Chyba pora umierać...".

PPS
Nie wiem, być może ta branża też charakteryzuje się sezonowością, ale...

PPPS
Na pociechę poczta dostarczyła takie maleństwo:

Całkiem przyzwoity stan, rocznik czytelny bezdyskusyjnie, są nawet pionowe kreseczki tła wokół godła Królestwa Polskiego.
Może lepiej pójdę na jakąś inną posezonową...

piątek, 4 lutego 2011

Jak Pan znajduje nowe odmiany monet?

Co jakiś czas odbieram e-maile z takim pytaniem. Pora odpowiedzieć.

Kiedyś miałem lepszy wzrok - było łatwiej. Układałem sobie na stole monety.
Wyglądało to mniej więcej tak.
Najlepiej pracowało mi się z "dywanikami" z 20 monet - 5 rzędów po 4 monety w rzędzie. Układałem i zaczynałem się wgapiać. Czasem wystarczał jeden rzut oka. Zazwyczaj jednak trwało to znacznie dłużej. Jedna dwudziestka, potem druga, trzecia... Ważne, żeby zawsze w następnym zestawie była choć jedna moneta z poprzedniego. Wiecie dlaczego?
Teraz ułatwiam sobie życie używając nowej zabawki. Zamiast na stole, układam monety na szybie skanera. Znacznie łatwiej porównywać monety powiększone do rozmiarów spodka pod filiżankę.
Bywa, że różnice są tak duże, że nie mam żadnych wątpliwości - to są różne stemple. Najczęściej nie jest to takie oczywiste i do rozstrzygnięcia wątpliwości trzeba użyć kolejnego narzędzia - programu graficznego.
W moim przypadku jest to GIMP. Legalny i bezpłatny w moim legalnym i bezpłatnym systemie operacyjnym.
Zabawa zaczyna się od uzyskania plików z obrazami monet - każda moneta w osobnym pliku. Używając narzędzia wyboru eliptycznego zaznaczam monetę, później Ctrl-c, Ctrl-Shift-v i już mam pierwszy plik. Zapisuję go pod jakąś nieskomplikowaną nazwą i powtarzam te same operacje z drugą monetą.

Teraz, żeby mieć pewność, trzeba jednakowo ustawić monety. Używając narzędzia "miarka" zaznaczam pionową oś symetrii orła:
Na pasku stanu mam informację, że oś symetrii jest pochylona pod kątem 83,41 stopnia - do 90 stopni brakuje 6,59. Po obróceniu obrazka o ten kąt otrzymuję:
Miarka służy mi też do określania kąta nachylenia znaku mennicy. To dosyć łatwe, bo połączenie liter M i W wyznacza odcinek, którego odchylenie od poziomu łatwo zmierzyć.


Analogiczne operacje na drugim pliku dają mi:

Dla dalszych operacji konieczne jest jeszcze, żeby obydwa pliki miały  takie same wymiary, np. 800 x 800 pikseli.
Już widać, że znak menniczy jest przesunięty. A jeszcze lepiej widać to kiedy wykorzystamy pewną szczególną cechę, którą ludzie dzielą z wszystkimi stworzeniami obdarzonymi zmysłem wzroku. Ta cecha, to zdolność reagowania na dynamiczne zmiany. Łatwiej zauważyć, nawet z daleka, kota przechodzącego przez ogród, niż tego samego kota wylegującego się nieruchomo pod krzakiem. Jak to wykorzystać? Odpowiedź brzmi "animowany gif".
Otwieram w GIMPie pierwszy plik. Później drugi plik korzystając z opcji "otwórz jako warstwy...". Dalej już z górki. "Zapisz jako..." - spośród mnóstwa możliwości wybieramy format GIF i nadajemy plikowi nazwę. GIMP grzecznie pyta, czy chcemy obraz spłaszczyć, czy zapisać w postaci animacji. Nas interesuje ta druga opcja - zaznaczamy i naciskamy "Eksportuj". Teraz trzeba jeszcze podać parametry animacji i nacisnąć "Zapisz". Otrzymujemy taki efekt:

Kliknijcie w to zdjęcie. Wyraźnie widać, że znak mennicy "chodzi" po monecie. Mamy dwa warianty stempla!

Jest też druga odpowiedź na tytułowe pytanie. Włączam komputer, odbieram pocztę i czytam: "Proszę obejrzeć zdjęcia w załączniku. Czy to nowa odmiana?"
Patrzę, czasem obrabiam zdjęcia w opisany wyżej sposób i albo potwierdzam, albo rozwiewam nadzieje pytającego, bo na przykład okazuje się, że pozorne różnice są zasługą różnych kątów oświetlenia.
Nie zawsze jest święto.



poniedziałek, 31 stycznia 2011

Praca, praca, praca...

Po pierwsze, wielkie dzięki za komentarze i opinie na temat katalogu obiegówek III RP.
Jak niektórzy z Was słusznie zauważyli, katalog wymaga paru uzupełnień. Będą dodawane stopniowo - informacje o zmianach odnotowywane są automatycznie i można je śledzić w tym miejscu: "Ostatnia aktywność w witrynie".
Na pierwszy ogień poszła dziesięciogroszówka 1999 - o istnieniu dwóch wariantów wiedziałem dawno, opisałem je w pierwszej wersji katalogu, którą można jeszcze znaleźć na serwerach Interii. Okazało się jednak, że z przyczyn, które okrywa mrok tajemnicy (mówiąc wprost - moje własne roztargnienie) w zbiorze pozostawiłem sobie tylko jeden wariant.
Błąd skorygowałem, zbiór uzupełniłem.

Po drugie, jeszcze większe podziękowania kieruję do wszystkich, którzy wskazali w katalogu luki, o istnieniu których nie miałem pojęcia. I znów mam co robić - muszę przejrzeć parę kilogramów bilonu w poszukiwaniu tego, czego wcześniej nie zauważyłem i czego w związku z tym nie mam w kolekcji.

Po trzecie, znowu mnie przelicytowano. Na Allegro pojawił się niezwykle rzadko widywany trojak z 1835 r. Mój limit okazał się niestety zbyt niski. Szkoda, bo poluję na to już od kilku lat.

Przy okazji przetestowałem metodę na pewne archiwizowanie wybranych aukcji i innych stron www poprzez utworzenie pliku PDF, który można później  przechowywać na własnych serwerach. Próbowałem kiedyś wykorzystywać do tego celu tzw. drukarki wirtualne, ale rezultaty nie były najlepsze - uzyskiwane pliki nie zachowywału oryginalnego układu strony.
Tym razem skorzystałem z usługi sieciowej Convert Web Page to PDF 
i to nie bezpośrednio poprzez wskazaną stronę, tylko przy pomocy rozszerzenia zainstalowanego w Operze,  mojej ulubionej przeglądarce.

W miarę możliwości będę stopniowo zastępował plikami PDF linki do Allegromatu umieszczone w katalogu. Kilka serwisów archiwizujących aukcje Allegro już padło, lepiej się zabezpieczyć przed taką ewentualnością.


Na pocieszenie poczta przywiozła mi całkiem przyjemnego trojaka Zygmunta III Wazy z poznańskiej mennicy.

Moneta reperowana, ale z całkiem przyzwoitą prezencją.

A tę trzygroszówkę jeszcze kiedyś dopadnę...

Printfriendly