Google Website Translator Gadget

czwartek, 12 listopada 2015

5 groszy 1949 brąz - Bazylea czy Berno?

Po powrocie z Drezna znalazłem w poczcie takie pytanie:
"Piszę do Pana, bo szukam odpowiedzi na pytanie skąd się wzięła mennica Bazylea jako producent 5-groszówek 1949.
Znalazłem informację, że tamtejszą mennicę sprzedano w prywatne ręce 22 czerwca 1835 r. Nowy właściciel po kilku eksperymentach medalierskich poddał się i Bazylea zniknęła z numizmatycznej mapy ok. 1850 r. Natomiast polskie katalogi twierdzą, że wiek później w Bazylei jakiś zakład zdobył kontrakt na niebagatelne 300 mln sztuk i jeszcze się z niego wywiązał.
Czy orientuje się Pan może skąd pochodzi informacja, że to właśnie Bazylea produkowała te monety? Bo jeśli źródło jest rządowe i w dodatku to samo, które opublikowało niklowe 10-groszówki, to jestem sobie z stanie wyobrazić, że poszukując polskiej nazwy miasta Bern źródło to znalazło odpowiednik miasta Basel. Choć jeśli źródło nie jest rządowe, to i tak jestem w stanie sobie taką pomyłkę wyobrazić."
Zanim dogrzebałem się w notatkach, które robiłem podczas pracy nad katalogiem, do odpowiednich zapisów przyszedł email z rozwiązaniem zagadki. Za chwilę je przedstawię, ale najpierw napiszę o tym, co znalazłem w notatkach z 2009 r.
Ponieważ zauważyłem wtedy, że w różnych publikacjach podawane są różne miejsca wybicia tych monet postanowiłem zawierzyć publikacji, którą (coraz częściej zauważam, że niesłusznie) uważałem za wyrocznię. "Katalog podstawowych typów monet i banknotów Polski oraz ziem historycznie z Polską związanych" E. Kopickiego, tom IX, "Kryteria i elementy klasyfikacji" Część 1 - "Systemy klasyfikacyjne i elementy przynależności monet". Na stronach 245-246, w wykazie mennic bijących monety dla Polski oraz ziem historycznie z Polską związanych znalazły się takie informacje:
Bazylea /Basilea, Basela, Basel/
Mennica szwajcarska, biła 5-groszowe monety brązowe na zlecenie rządu PRL
Okresy działalności
Mennica państwowa 1949
1949   V-67.12   /PRL/
Takież informacje powtórzyłem w moim katalogu. Nie ja jeden. Terlecki w "Mennicy warszawskiej" pisał, że brązowe 5-groszówki zamówiono w Szwajcarii. W pierwszym wydaniu swojego katalogu popularnego (rok 1965) umieścił tylko wzmiankę o biciu ich w mennicy zagranicznej. Bazylea jako miejsce ich bicia została podana w "dużym Parchimowiczu". Nic na temat mennicy nie napisał ani Fischer, ani Suchanek. Tylko w katalogu Kamińskiego pojawia się informacja, że brązowe 5-groszówki wybito w Bernie.

A wystarczyło siąść do komputera i wysłać email z zapytaniem.To właśnie zrobił nadawca emaila, który zacytowałem na początku tego wpisu. Oto odpowiedź, jaką otrzymał:
I wszystko jasne, BERNO! Znamy nawet skład stopu, z którego wybito te pięciogroszówki.

Zagadkę rozwiązał autor sieciowego katalogu monet obiegowych - nie tylko polskich - dostępnego pod adresem coinz.eu
Przy okazji nie mogłem nie przyjrzeć się temu katalogowi. I jestem pod wrażeniem; polecam uwadze wszystkim kolekcjonerom europejskich monet obiegowych bitych po roku 1945.

Spowodował Pan Adam, że muszę na dzień, dwa oderwać się od problemów drugiej połowy XVIII wieku i wrócić do mojego katalogu specjalizowanego. Niebawem umieszczę tu i na Scribd erratę do katalogu w postaci pliku pdf ze stronami, które należy wymienić. Muszę też sprawdzić, czy gdzieś tu na blogu i na innych moich stronach nie wyskakuje ta nieszczęsna Bazylea.

Na deser zdjęcie monety z berneńskiej mennicy, świadczące o tym, że i Szwajcarom zdarzały się drobne niedoróbki.

5 groszy 1949, Berno, zdwojenie rysunku na rewersie



Aktualizacja 13.11.2015
Errata do mojego Katalogu Specjalizowanego PRL
https://drive.google.com/file/d/0Bzby79nTIf8RN2xKVFR3RmtLc2s/view?usp=sharing

środa, 11 listopada 2015

Drezno

Po powrocie z wakacji dowiedziałem się, że 7 czerwca 2015 Państwowe Zbiory Sztuki w Dreźnie udostępniły publiczności nowy gabinet numizmatyczny.
Gabinet może i nowy, ale kolekcja stara, jedna z najstarszych, jeśli nie najstarsza do dziś zachowana na świecie. W materiałach informacyjnych można wyczytać, że Münzkabinett to najstarsze muzeum w Dreźnie.
Kolekcję numizmatów zaczął gromadzić około roku 1530 książę Jerzy Brodaty (1471-1539). W kolekcji jest dziś około trzystu tysięcy numizmatów i biblioteka numizmatyczna gromadząca prawie trzydzieści tysięcy woluminów. W 1945 roku zbiory zostały skonfiskowane przez Rosjan. Wróciły do Drezna w roku 1958. W latach 1959 - 2002 część kolekcji eksponowano w salach Albertinum. W roku 2002 zbiory przeniesiono do Zamku Rezydencyjnego, ale na otwarcie stałej wystawy trzeba było czekać aż do tego roku. 

Od kilku lat, zwykle na początku listopada, organizuję sobie wycieczki numizmatyczne. W tym roku wybrałem właśnie Drezno.

Miasto przywitało mnie deszczem, na szczęście dość ciepłym. Dobrze zorganizowany system informacji o wolnych miejscach parkingowych umożliwił mi znalezienie parkingu prawie w bezpośrednim  sąsiedztwie Residenzschloss. Po przejściu kilkuset metrów byłem na miejscu.
Brama wprowadziła mnie na zadaszony dziedziniec. Kolejki do kas nie było (to plus listopadowego terminu).
Lżejszy o dwanaście euro, za to z biletem upoważniającym do obejrzenia kilku wystaw
(jak widać, munzkabinet na bilecie jeszcze miejsca nie znalazł)
 
udałem się na poszukiwanie Gabinetu Numizmatycznego.
Byłbym zapomniał - kupując bilet zapytałem o możliwość fotografowania. Kasjerka powiedziała mi, że wolno robić zdjęcia tylko w niektórych miejscach i że trzeba o to pytać obsługę. Nie było, jak w niektórych muzeach, możliwości wykupienia prawa do fotografowania.

Gabinet Numizmatyczny nie ma osobnego wejścia. Łatwo je przegapić, bo jest w kącie na samym końcu potężnej Reisensaal wypełnionej zbrojami, mieczami i wszelkiej maści narzędziami mordu. Pytam, czy mogę robić zdjęcia. Fotografieren verboten!
Trudno, wchodzę w drzwi gabinety numizmatycznego
Pierwszą salę gabinetu przeznaczono na wystawy czasowe. Teraz prezentuje się w niej "Medale portretowe niemieckiego renesansu" - wspólne przedsięwzięcie muzeów w Dreźnie, Monachium i Wiedniu. Pytam, czy mogę robić zdjęcia. Fotografieren verboten!
Nie jest dobrze myślę sobie, może to dlatego, że są tu nie tylko miejscowe eksponaty. W gablotach wystawiono około dwustu medali - piękne, ale to nie moja bajka.
Drzwi po lewej wprowadzają do sali, powiedzmy, edukacyjnej. Dwa rzędy wysokich, dostępnych z czterech stron gablot. W pierwszej po lewej okazy kruszconośnych minerałów i przykładowe monety wybite (albo odlane) z uzyskanych z nich metali. Pytam, czy mogę robić zdjęcia. Fotografieren verboten! Tłumaczę, że przejechałem 450 kilometrów specjalnie po to, żeby zobaczyć tę wystawę, że jestem blogerem, a mój blog ma około 10.000 odwiedzin miesięcznie, że w innych muzeach (Kraków, Kutna Hora, Kremnica, Jachymow) można robić zdjęcia prawie bez ograniczeń. Odpowiedź jest niezmienna - fotografieren verboten.
Trudno, posłużę się zdjęciami z internetowych materiałów informacyjnych drezdeńskiego muzeum.

Wracamy do Elbsaale



Po lewej właśnie gablota z minerałami. Oprócz niej gablota "od talara do dolara" i gablota tłumacząca tradycyjne nazwy monet - oczywiście są w niej i Schmetterlingstaler i Cosel Gulden, saskie talary ośmiu braci i inne monety, które zyskały własne nazwy. Osobną gablotę poświęcono falsyfikatom - przede wszystkim tym na szkodę emitentów - od starożytności, aż po współczesne monety euro (ostatnio Litwini ujawnili duże ilości takich fałszywek - wyjęto je z różnych automatów sprzedażowych). Jest i gablota z różnymi obiektami pełniącymi funkcje monetarne (to ta po prawej na powyższym zdjęciu), z liczmanami i monetopodobnymi żetonami, wagami i odważnikami do monet, z monetami wykorzysanymi do celów pozapieniężnych (biżuteria, ozdobne przedmioty codziennego użytku). Kiedy wyjąłem telefon, żeby przy użyciu funkcji dyktafonu zanotować kolejność i zawartość gablot, jak spod ziemi pojawił się "miły" pan - fotografieren verboten. A żeby cię pokręciło!

Drzwi po lewej wprowadzają do sali prezentującej mennictwo Saksonii i blisko z nim związane górnictwo srebra i miedzi. Pokazano część spośród dwudziestu pięciu tysięcy saskich monet zgromadzonych w muzeum. Od średniowiecza, po wiek dwudziesty.
Następna sala, to "Kosmos pieniądza". Na honorowym, wprowadzającym miejscu studukatówka Zygmunta III.
Pokazana tak, że widać tylko awers (MNK wygrywa!), opisana jako najcięższa złota moneta w zbiorze. Podkreślono, że jest to moneta, którą uwzględnia najstarszy zachowany inwentarz kolekcji pochodzący z drugiej połowy XVII wieku.

Za studukatówką kolejne gabloty prezentują monety od antyku po współczesność.
Można sprawdzić, czy syrakuzańska dekadrachma naprawdę zasługuje na sławę najpiękniejszej antycznej monety, porównać wielkość as grave z bizantyjskimi nummi. W gablocie średniowiecznej zauważyłem denara Mieszka II do niedawna uważanego za najstarszą polską monetę. Tu opisano go prawidłowo. Zupełnie zapomniałem o złotym brakteacie Władysława Odonica, który podobno jest w drezdeńskiej kolekcji - nie wiem, czy pokazano go na wystawie. W końcu jest na niej "tylko" 3300 numizmatów, około jednego procenta całości.
Cała sala wygląda tak
Po lewej wysuwane ze ściany gabloty z banknotami - tu przynajmniej można obejrzeć obie strony. Na środku dwutonowa prasa mennicza z roku 1839 (pracowała do lat 50-tych XX wieku - przeszło sto lat!). Produkowała do osiemdziesięciu monet na minutę. W prasie jest stempel jednofenigówki cesarstwa niemieckiego, rocznika nie dostrzegłem - wzrok już nie ten. W gablocie za prasą pokazano przykłady różnych stempli menniczych - od średniowiecznego stempla do brakteatów po prawie współczesne stemple do maszynowego tłoczenia monet.

Więcej narzędzi menniczych pokazano w sali poświęconej medalom i odznaczeniom. W gablocie stojącej na środku sali można prześledzić proces powstawania stempli - od gipsowego projektu aż po gotowy produkt. Duże wrażenie robi puncen z portretem - głównym elementem rysunku awersu monety.
Obok zestaw rylców używanych przy robieniu modeli oraz zestaw punc z literami i ozdobnikami - tych używano przy wyrobie stempli albo matryc do stempli. I medale. Dużo medali, w tym oczywiście związanych z Polską, bo i August Mocny i jego syn w medalach się lubowali.

Korzystając z tego, że bilet dawał prawo do wejścia do kilku jeszcze działów muzeum, przebiegłem (prawie) przez Türckische Cammer by na koniec wylądować w galerii Neues Grünes Gewölbe (Nowe zielone sklepienie). To część kunstkamery założonej przez Augusta Mocnego - skarbca gromadzącego przeróżne wyroby z metali szlachetnych, klejnoty, ozdoby itd. I tu niespodzianka - na drzwiach wejściowych wyraźny znak zakazu fotografowania - ikona z przekreślonym aparatem. Na drzwiach prowadzących do gabinetu numizmatycznego niczego takiego nie zauważyłem, tak mi się przynajmniej teraz wydaje.
Czy wiecie, że Grünes Gewölbe ma ścisły związek z uruchamianiem produkcji polskich miedzianych szelągów w saskich mennicach? W roku 1751, przy założonej dla Gruntalu marży, mennica mogłaby wypracowywać zysk gdyby przebijano na szelągi 9 centnarów miedzi tygodniowo. Nie pozwalały na to jednak przestoje powodowane brakiem surowca. Saigerhütte Grünthal musiała dostarczać miedź również do do mennicy w Dreźnie, a ta miała pierwszeństwo, bo produkowała monety dla Saksoni. Dlatego powstał deficyt, na pokrycie którego przeznaczono 800 talarów z kwoty 1000 dukatów uzyskanych z przetopienia złotej zastawy z elektorskiego skarbca.


W salach nowego zielonego sklepienia wypatrzyłem jeszcze jedną gablotę, której zawartość można powiązać z numizmatyką.
To ta po prawej. Są w niej dwa klejnoty będące własnością Augusta III. Pierwszy, to łańcuch orderu świętego Apostoła Andrzeja Pierwszego Powołańca, który znajdujemy na awersach monet Królestwa Polskiego. Po szczegóły odsyłam do wpisu sprzed czterech lat
Drugi klejnot, to zawieszka Orderu Złotego Runa. I ten klejnot znajdziemy na awersach monet wielu naszych władców, w tym na pokazanej wcześniej studukatówce.


Nie miałem czasu na dalsze zwiedzanie drezdeńskich muzeów, Czekało mnie jeszcze 150 kilometrów, w niemałej części po górskich drogach Erzgebirge, co nie jest specjalnie przyjemne po deszczu i w ciemnościach. Najwyższy punkt na trasie to prawie 1100 m npm. Jak widać udało się.

Jutro napiszę o tym, co było dalej i o tym, co czekało mnie po powrocie. A do Drezna trzeba będzie jeszcze kiedyś pojechać.



środa, 4 listopada 2015

Cztery monetki

Obiecałem wczoraj, że napiszę coś o najnowszych zakupach.
Kobyłka u płota.

Tylko jedna z tych czterech, to miedziak A3S.
Szeląg koronny z roku 1752 z literką F oraz imieniem króla pisanym przez U mennica w Gubinie. 

Lekko niecentrycznie wybity, ale całkowicie czytelny. Po oczyszczeniu powinien wyglądać znacznie lepiej. Teoretycznie pospolity - tak przynajmniej twierdzą autorzy katalogów. W praktyce...
W zbiorze miałem dotąd dwa egzemplarze spod różnych stempli. Oba częściowo nieczytelne, a i tak byłem zadowolony, że udało mi się je dopaść.

Pozostałe trzy, to drobne srebra Z3W. Najstarsze z nich:
Szeląg koronny z roku 1601, mennica krakowska.

W odróżnieniu od monet bitych przed rokiem 1598 nie znajdziemy na nim znaków osób zarządzających mennicą. Zgodnie z ordynacją podskarbiego Firleja z czerwca 1599 r. zamiast nich umieszczono na rewersie literę K świadczącą o pochodzeniu z mennicy w Krakowie. W roku wybicia tego szeląga stała się ona jedyną czynną mennicą koronną. Pozostałe zamknięto. Dopiero po siedmiu latach król zezwolił na otwarcie mennicy w Bydgoszczy - można przypuszczać, że brakowało mu stałego dopływu gotówki zapewnianego przez mennice. Na  żywo monetka prezentuje się znacznie lepiej. Monety z menniczym połyskiem źle się skanują.  

Kolejne srebro...
Czy na pewno srebro? Na powierzchni monety dominuje czerwień miedzi (i ciemne plamy patyny). Z trudem można doszukać się resztek srebrzenia. Srebrzenia, bo ten krążek nigdy nie był srebrny. To grosz koronny sfałszowany na szkodę emitenta. Nosi rocznik 1610 (zapisany, jako 1.6.10). Kiedy go wybito? Nie wiadomo. Zwykło się wszystkie tego typu falsyfikaty przypisywać mennicy utrzymywanej w żywieckim zamku przez Mikołaja Komorowskiego. Pisałem o nim kiedyś w jednym z felietonów, w którym pokazałem podobny falsyfikat z datą 1611. Kto ciekawy, niech zajrzy tutaj.
Ten falsyfikat kupiłem przy okazji. Przyjechał z Czech razem z drugą monetą - wystawiono je jako zestaw.

Z tej drugiej monety, choć bardzo słabo zachowanej i na pierwszy rzut oka nieciekawej zadowolony jestem najbardziej.
Półtorak z roku 1615 wybity w Krakowie.


O krakowskim pochodzeniu świadczy znak mincerski w postaci skrzyżowanych haków (dlaczego w przypadku półtoraków nie przestrzegano polecenia podskarbiego?). Co prawda M. Gumowski w "Podręczniku numizmatycznym" napisał, że to "znak menniczy na monetach (półtorakach) Zygmunta III bitych w Bydgoszczy 1614-1618" ale dziś wszyscy zgodnie uznają, że półtoraki z tym znakiem na rewersie wyszły z mennicy krakowskiej.
Ogólnie rzecz biorąc, krakowskie półtoraki są rzadsze od bydgoskich, ale czy aż tak, by decydować się na zakup egzemplarza tak zniszczonego? Nawiasem mówiąc, mamy tu do czynienia z dwoma rodzajami uszkodzeń - oprócz zniszczeń spowodowanych agresywnym środowiskiem moneta ma ślady obcinania. Ktoś "pożyczył sobie" z niej troszkę srebra.
W zbiorze miałem już półtoraka z tego rocznika i tej samej mennicy. O, takiego:
Półtorak z roku 1615 wybity w Krakowie.


Kto wie, dlaczego zalicytowałem tamtą paskudę?
Podpowiedź: zadecydowała jedna litera. Która?

Odpowiedź brzmi S. Litera S, która minimalnie wydłużyła skrócony zapis imienia króla. Zamiast SIGI mamy SIGIS. Nieistotne, że po dopisaniu S wyszedł palindrom. Ważne, że krakowskich półtoraków z tak zapisanym imieniem wybito mało, a do naszych czasów dotrwało ich bardzo mało.

Warto zwracać uwagę na takie niuanse. Odmiany napisowe, bo z takim rodzajem odmiany mamy tu do czynienia, często bardzo mocno różnią się cenami. Sprawdźcie swoje boratynki (na przykład). Ma ktoś egzemplarz z legendą inną, niż IOAN CAS REX?
Jeśli tak, to gratuluję.


wtorek, 3 listopada 2015

DMB

W lutym tego roku pisałem o niespodziankach. Bilet
kupiłem tak szybko, jak było to możliwe. Ośmiomiesięczne oczekiwanie ciągnęło się niemiłosiernie ale w końcu dobiegło do końca. Trasę Sosnowiec Gdańsk pokonaliśmy w siedem godzin, pomimo drobnego nieporozumienia z nawigacją (w Łodzi oczywiście). Obiad (palce lizać), kwadrans przebijania się przez korki i już można było zająć wybrane miejsca. Gdzieś tu:
Na koncertach zdjęć nie robię. Koncert, to koncert. Trzeba słuchać, rejestrować w pamięci muzykę, nastrój sali. Jeden strzał "aparatem" wbudowanym w zabawkę, którą mam już prawie cztery lata jednak zrobiłem.
Na zdjęciu niewiele widać szczegółów, ale na miejscu, na żywo było wspaniale. Koncert zaczął się z niewielkim opóźnieniem. Najpierw płyta zaintonowała tradycyjne (???) "Sto lat" budząc małe zaskoczenie zespołu, który zaraz potem ruszył "z kopyta" kawałkiem zatytułowanym "Don't drink the water". Jak u Hitchcocka - "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". I rosło, choć był to koncert, a nie film. Kolejno słuchaliśmy:
#41,
When the World Ends,
Death on the High Seas,
Too Much,
Big Eyed Fish (zagrany pierwszy raz na tej trasie koncertowej),
Belly Belly Nice,
Crash Into Me,
What Would You Say (z przezabawną kreskówką wyświetlaną na ekranie za zespołem),
You Might Die Trying,
Why I Am,
You & Me,
Satellite,
Jimi Thing (17:26 długa, długa wersja z "pojedynkiem" trąbki i saksofonu) .
Koncert zakończyły "mrówki" - Ants Marching (poprzedzone wstępem "Shake Your Body")


Po krótkiej przerwie (niewiele odpoczął Carter Beauford, który przez znaczną jej część siał po sali pałeczkami) przyszła pora na obowiązkowe bisy:
najpierw Granny, później jeden z moich ulubionych kawałków - Two Step, oczywiście z piękną solówką Cartera, przeciągnięty prawie do siedemnastu minut. I kolejne pałeczki poszybowały na płytę i do bocznych sektorów. A potem zapaliły się światła, znak że więcej bisów nie będzie. Trudno.

Koncert nie tak długi, jak oczekiwałem. Czystej muzyki była jedna godzina, pięćdziesiąt osiem minut i czternaście sekund - nie odmierzałem stoperem, podaję za http://dmbalmanac.com. Wcześniejsze koncerty na tegorocznej europejskiej trasie trwały po prawie dwie i pół godziny. Wydaje mi się, że znam wytłumaczenie - Dave nie mógł nie zauważyć tego, co przeszkadzało słuchaczom - tym na płycie mniej, tym w sektorach bardziej. Przeszkadzało echo, pogłos. Coś, co nie ma prawa pojawić się w dobrze nagłośnionej sali. Nie byłem wcześniej na żadnym koncercie w Ergo Arena więc nie wiem, czy zawinili dźwiękowcy, czy po prostu w tej hali tak być musi (skłaniam się ku tej właśnie opcji).
Zespół znalazł receptę - nie wykonywał utworów balladowych, w których główną rolę gra głos wokalisty. Panowie postawili na dynamikę, ściana dźwięku skutecznie tłumiła niepożądane efekty, ale skutek musiał być taki, jaki był. Po dwóch godzinach tak intensywnego grania zespół nawet tak zaprawiony w bojach jak DMB musiał się zmęczyć.

Koncert znakomity - nie zepsuły tego ani czas trwania koncertu ani wady nagłośnienia. Poszukajcie w sieci zdjęć. Na znakomitej większości, na twarzach słuchaczy widać szerokie uśmiechy. Podtrzymuję to, co nie raz już tu pisałem - Dave Matthews Band to teraz najlepsza koncertowa kapela świata. Jeśli tylko znów pojawi się gdzieś w okolicy, znów pojadę ich posłuchać.

A na razie, czekając na nową płytę i na następne koncerty mogę sobie przypominać Gdańsk słuchając zapisu z koncertu. Zajrzyjcie na profil https://www.facebook.com/dmbpl i sprawdźcie sami.

PS.
Po powrocie z Gdańska przyniosłem z poczty cztery monety od trzech dostawców. Nieczęsto zdarza się tak ciekawy zestaw. Pochwalę się za dwa, trzy dni.
 

środa, 14 października 2015

Zaległości odrobić trzeba.

Po pierwsze - XVII Śląska Giełda Kolekcjonerów.
Najbardziej spodobała mi się...
droga do Spodka.
Katowice pięknieją, co zauważyłem już przy okazji niedawnego koncertu. Giełda niestety zachwyciła mniej. Stoisk masa, monet, literatury, akcesoriów - mnóstwo. Niby pięknie, ale myślę, że to mocno nie w porządku, że monety wycenia się na poziomie 150 do 300% powyżej cen na giełdach w Czechach i Niemczech. Mam na myśli monety pospolite i wcale nie idealnie zachowane. Proponowanie wymiany banalnego półtoraka z lat dwudziestych XVII w. na nowiutki banknot 50 zł zupełnie mi się nie podoba.


Jeśli narobiłem komuś apetytu na wizytę u Czapskich, proponuję zaplanować wyjazd na któryś z wtorków i połączenie zwiedzania z wysłuchaniem wykładu z cyklu "Numizmatyka, czyli co?". Właśnie opublikowano plan na najbliższe miesiące. Za jakiś czas link będzie nieaktualny, więc dla potomności - zrzut ekranu.

Zbiór stale rośnie i stale przybywa materiału do pracy o miedziakach A3S. Ostatnio dostałem prezent:
grosz Augusta III z kontrmarką z literami MS. Kontrmarkę tę przypisuje się księciu Aleksandrowi Michałowi Sapiesze. Tak przynajmniej napisał Vincas Ruzas w książce "Coins of the Grand Duchy of Lithuania at the Money Museum of the Bank of Lithuania". Miałem już w zbiorze tę kontrmarkę na groszu z roku 1754.

I jeszcze jedna moneta A3S z kontrmarką

strasznie skorodowany grosz z rocznika 1754 lub 1755 z kontrmarką - orzeł z głową zwróconą w lewo. Ładne uzupełnienie do grosza, którym już się kiedyś pochwaliłem

Przy okazji odkryłem, że oprócz wykazu polskich monet kontrasygnowanych opublikowanego przez Soubisie-Bisiera, jest całkiem współczesna, dobrze zilustrowana baza zawierająca przeszło 50 różnych kontrmarek. Opublikował ją w Lwowskich Zapiskach Numizmatycznych pan Андрей Бойко-Гагарин.  Jak się okazuje, autor wielu ciekawych publikacji mogących zainteresować polskich kolekcjonerów
https://independent.academia.edu/AndreiBoikoGagarin

Dlaczego wśród monet z kontrmarkami jest tak wiele miedziaków Augusta III?  To reforma monetarna Stanisława Augusta Poniatowskiego spowodowała, że z końcem XVIII wieku rolę pieniądza dominialnego zaczęły pełnić wytarte i wycofane z obiegu monety oficjalne oznakowane kontrmarkami z inicjałami albo herbem właściciela majątku, lub innymi znakami graficznymi. Nie opatrywano ich nominałami - wartość określał właściciel dóbr.  Pieniądz dominialny, to wewnętrzny pieniądz dużych majątków ziemskich. Wprowadzenie go miało dla właścicieli majątku wiele zalet. Po pierwsze, zwalniało ich z konieczności gromadzenia drobnych monet oficjalnych, które miały by służyć do wypłaty wynagrodzenia za pracę. Po drugie, umożliwiało czerpanie korzyści z zamkniętego obiegu pieniężnego. Poddany nie miał gotówki, którą mógłby wykorzystać poza majątkiem. Pieniądze, które dostawał za pracę mógł wydawać tylko w karczmach dzierżawionych od właściciela majątku (przymus propinacyjny).

Niestety, większości kontrmarek nie potrafimy przypisać do dóbr, w których obiegały. Jeśli udaje się powiązać miejsce znalezienia takiej monety z herbem albo inicjałami właściciela majątku leżącego w pobliżu, to można zaryzykować teorię o inicjatorze emisji. Gorzej, gdy kontrmarka jest "niema" - nie jest herbem ani inicjałami albo gdy nic nie wiadomo o miejscu znalezienia monety.  Wtedy pozostaje ona anonimowa.


niedziela, 11 października 2015

Antycznej? Przecież nie zbierasz antyku.

Kiedy syn zapytał mnie, co właściwie robiłem w Krakowie przez dwa dni i dowiedział się, że  brałem udział w Toruńskich Warsztatach Numizmatyki Antycznej nie zaintrygowało go, że w Krakowie, a z jakiegoś powodu toruńskie tylko zapytał
- Antycznej? Przecież nie zbierasz antyku.
Prawda, nie zbieram (choć niedawno kupiłem antyczny drobiazg), ale w przypadku TWNA  nie tematyka jest  najważniejsza. 

Program warsztatów, po niewielkich (taka tradycyja?) zmianach przedstawiał się tak:

9 października: wykłady i zwiedzanie od godz. o 10.00 do 18.00
  • „Mennictwo Imperium Romanum w Rzymie i w prowincjach: wprowadzenie” - 2 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
    Dwie godziny minęły niepostrzeżenie. Wykład ciekawy nie tylko z powodu piękna omawianych monet.
  • zwiedzanie wystawy czasowej "Od Damaszku do Andaluzji" (oprowadzała D. Malarczyk).
    Wystawa monet islamskich z okresu od końca VII wieku do końca wieku XIII. Monety na pozór nudne i nieciekawe, bo w znakomitej większości pozbawione przedstawień figuralnych.

    Monety znane z wielu skarbów znajdowanych w Polsce, bo arabskie srebro przez wieki do nas napływało i pełniło rolę pieniądza.

    Dla wielu zwiedzających zaskoczeniem okazało się, że monety nie pochodzą z kolekcji muzealnej, tylko jest to ekspozycja zbioru krakowskiego kolekcjonera (uczestnika Warsztatów zresztą).
    Najdłużej zatrzymałem się przy gablocie z niepozornymi monetami emitowanymi na Sycylii przez Normanów. Normanowie odbili Sycylię z rąk arabskich pod koniec XI wieku. Odbili, ale uszanowali dziedzictwo dwuwiekowego islamskiego panowania na wyspie. Na monetach pozostawiono część legend w języku arabskim. Czasem nawet imiona normańskich władców przedstawiano na nich w transliteracji na to pismo.
    I przy jeszcze jednej gablocie postałem chwilę dłużej. Były w niej monety dynastii Urtukidów, Zangidów i Bektiginidów. Na wielu z nich wbrew koranicznym ograniczeniom pokazano wizerunki istot żyjących. Patrząc na tę monetę

    zastanawiałem się - czy Pablo Picasso to widział, czy nie?

  • „Moneta jako źródło archeologiczne” - 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
    Żywo dyskutowany wykład-sprawozdanie z archeologicznych badań pozostałości obozu rzymskiej kohorty w rumuńskich Karpatach.
  • „Badania składu pierwiastkowego monet ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. M. del Hoyo)
    Wstęp do tej części Warsztatów, na którą nie tylko ja ostrzyłem sobie zęby.
10 października: od godz. 9.00 do 18.00
  • od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich.
  • „Mennictwo Seleukidów - cz. 3.” - 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
    O czasach tak odległych (III w. pne.) nie myślimy - jeśli już do tego przyjdzie - w kategoriach dzisiejszej polityki, a to chyba błąd. Polityczne ambicje, zawieranie i łamanie sojuszy, podboje i klęski - to wszystko odbywało się tak samo jak dziś. Tylko możliwości techniczne za Antiocha III Wielkiego były inne.
  • Panel dyskusyjny poświęcony aspektom prawnym związanym z numizmatyką - 1,5 godz. (P. Groński)
    Słuchaliśmy i dyskutowaliśmy o legalnych i nielegalnych poszukiwaniach monet, o problemach z ich przywozem i wywozem, o obciążeniach podatkowych, których należy się spodziewać gdy kolekcjoner postanawia sprzedać część lub całość swoich zbiorów.
  • „Nieniszczące badania monet” – 1,5 godz. wykładu pracownika LANBOZu - ciąg dalszy przygotowań do zwiedzania laboratorium
  • Zwiedzanie Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych – 2 godz.
Pracownicy LANBOZ pochwalili się narzędziami swojej pracy. Zaczynając od studia fotograficznego ,
(w którym fotografuje się nie tylko monety)
 
poprzez stanowiska technik obrazowania (mikroskop stereoskopowy i elektronowy),
Kto zgadnie, jaką monetę umieszczono w mikroskopie elektronowym?

aż po aparaturę rentgenowską do badania składu monet (i nie tylko)

Uczestnicy Warsztatów mieli niepowtarzalną okazję do zbadania przyniesionych z sobą monet. Wielu z nas skorzystało z tej możliwości. Nie zauważyłem, żeby wyniki któregoś z badań okazały się niezgodne z oczekiwaniami właścicieli monet. Co miało być z dobrego srebra, takie było, a co miało składać się z głównie z miedzi, miedzią się okazało.

Dlaczego będę próbował znaleźć czas na udział w kolejnych Warsztatach? Bo to czas nie zmarnowany. Interesujące wykłady (pomimo, że antyku nie zbieram), nie mniej interesujące rozmowy z innymi kolekcjonerami (zwykle zbierają nie tylko antyk), okazja do zweryfikowania swoich przemyśleń na tematy numizmatyczne i okołonumizmatyczne.
Muszę jakoś wygospodarować dwa dni urlopu na wyjazd na Toruńskie WNA do Torunia, bo może w końcu będę mógł wziąć udział w spotkaniu nieformalnym, już po godzinach zajęć warsztatowych.

wtorek, 29 września 2015

Przepraszam...

Niewiele się tu ostatnio dzieje. Przepraszam, ale potrwa to jeszcze przez mniej więcej miesiąc. Piszę teraz dużo, dużo więcej niż zwykle, ale nie tu. Składam w całość to, co przez ostatnich pięć lat gromadziłem na temat szelągów i groszy koronnych Augusta III Wettyna.
Blog musi poczekać, bo nie chcę się rozpraszać.

Kto próbował, wie jak trudno zapisywać myśli w sposób czytelny, logiczny, zrozumiały dla jak najszerszego grona odbiorców. Mam, lekko licząc, kilkaset zdjęć odmian i wariantów monet, o których piszę. Do tego dochodzi ponad setka notatek z książek, katalogów, artykułów. Notatek z tekstów pisanych od czasów tym monetom współczesnych, do dzisiaj. Niełatwo to uporządkować i skleić w strawną całość.

Monety, to "twarde" fakty (pod warunkiem, że na tyle dobrze zachowane, na tyle czytelne, żeby niuanse rysunku i legend można analizować bez cienia wątpliwości). Trzeba tylko uważać, żeby się nie zgubić, żeby widzieć równie dobrze i las i drzewa.
Publikacje, to sprawa całkiem inna. Jedne są bardziej wiarygodne, inne mniej. Gdy rozbieżności między publikacjami dotyczą monet, to można próbować je weryfikować na podstawie monet właśnie. Gdy rozbieżne są opinie - ich jakość można oceniać po jakości materiału źródłowego i jasności rozumowania. Gorzej, gdy autorzy piszą różnie o wydarzeniach. Na przykład w kwestii groszy z datą 1758. W literaturze numizmatycznej spotykamy się z różnymi wyjaśnieniami kto i gdzie te grosze wybił:
  • Marian Gumowski w pracy "Gubin i jego mennice" pisze, że mennica w Gubinie została zamknięta w roku 1755 na rozkaz Fryderyka II. To chyba nie jest zgodne z prawdą, bo wojska pruskie wkroczyły do Saksonii dopiero 29 Sierpnia 1756 r. Gumowski pisze dalej, że w roku 1758 rozkazem Fryderyka II na krótko uruchomiono mennicę gubińską i wybito pewną ilość groszy z datą 1758.
  • Józef A. Szwagrzyk w Pieniądzu na ziemiach polskich X - XX w. pisze tak: "od 1758 r. szelągi i grosze bili bezprawnie tymi samymi stemplami mincerze pruscy Fryderyka II ...".
  • Borys Paszkiewicz w "Podobna jest moneta nasza do nadobnej panny" sugeruje, że grosze z datą 1758 wybito w Lubowli na Spiszu, nie precyzując jednak kto stał za tą emisją.
  • Jeśli przyjąć, że Konopczyński prawidłowo zinterpretował materiały źródłowe, to możliwe jest że na Spiszu bito polskie miedziaki koronne. W takim przypadku była by to emisja "prywatna" na rachunek ministra Brühla, podskarbiego Teodora Wessela i Piotra Mikołaja Neugarten von Gartenberg Sadogórskiego, a rzecz miała miejsce nie w roku 1758, a trzy lata później, w okresie piastowania starostwa spiskiego przez ministra Brühla. Uprawdopodobniają to dodatkowo archiwa opublikowane przez Františka Žifčáka (Mincovňa v Starej Ľubovni, Spravodaj Slovenskej numizmatickej spoločnosti 2/1986).
  • F. Freiherr von Schrötter w drugim tomie "Das preußische Münzwesen im 18. Jahrhundert, Die Münzen aus der Zeit des Königs Friedrich II. des Großen" przypisał grosze 1758 działalności Fryderyka, określając miejsce ich bicia na Drezno lub Lipsk.
Jak rozstrzygnąć, kto ma rację? Które źródło uznać za wiarygodne, a które odrzucić?
Najrozsądniejszym wyjściem wydaje się rezygnacja z rozstrzygnięcia i ograniczenie się do zacytowania takich całkowicie lub częściowo sprzecznych treści i pozostawienie decyzji czytelnikom. Mam wątpliwości, czy to właściwa droga, czy nie lepiej napisać tylko o tym, co pewne. A może jednak spróbować ocenić wiarygodność źródeł?

Znacie to. Wszyscy to znamy. Kafelkarz narzeka na murarza, murarz na architekta, elektryk na kafelkarza, malarz na elektryka:
- Panie Jurku, a kto to Panu tak s...ł Co za patałach to murował/malował/projektował ?!?!!! (niepotrzebne skreślić)
Często zdarza mi się podobnie reagować na to, co napisali poprzednicy. I od razu przychodzi otrzeźwienie - przecież o moim pisaniu ktoś może pomyśleć tak samo. Staram się więc jak moge, żeby nie powtarzać bzdur, żeby opinie i tezy formułować tylko gdy potrafię je logicznie wyprowadzić korzystając z nie budzących wątpliwości przesłanek.
Staram się pisać zwięźle, ale bez nadmiernych uproszczeń i skrótów, żeby czytało się to dobrze (pamiętając, że ma to jednak być coś bliższego nauce, a nie literaturze). Mimo to tekst się wydłuża. Dziś doszedłem do 37 stron, a do końca jeszcze daleko.

Wiecie, co w tej żmudnej pracy najlepsze?
Monety mówią. Opowiadają. Nie śmiejcie się, naprawdę mówią. Wystarczy uważnie słuchać. W chaotycznym gąszczu zdjęć, liczb, opisów, relacji zaczynają pojawiać się uporządkowane wzory, sekwencje, ścieżki. Ujawniają się powiązania wcześniej nie przeczuwane. O niektórych takich momentach już tu pisałem. O innych przeczytacie, kiedy skończę pisać.

Żeby nie zagrzebać się całkiem w tym osiemnastym wieku, od czasu do czasu wybieram się "na łowy". Bezkrwawe nawet dla portfela. Ostatnio coś  ciągnie mnie w stronę antyku. Najnowszy nabytek - poczta dziś dostarczyła:

Moneta opisana, jako "Roman Coins, Constantin I" jest w rzeczywistości monetą jego i Fausty syna, Konstancjusza II. To centenionalis wybity w Antiochii w latach 348-350 n.e. (RIC VIII Antioch 125). Duża, ładna moneta - 22,4 mm, 4,5 g.

niedziela, 13 września 2015

Sarmaci

W drugim tomie katalogu kolekcji Emeryka Hutten-Czapskiego znajdujemy rozdział z monetami obcymi odnoszącymi się do historii Polski i jej miast. Rozdział rozpoczyna follis Konstantyna I Wielkiego wybity w latach 324-325 n.e. w Sirmium -obecnie Sremska Mitrovica, miasto nad Sawą na terenie Serbii.
Na rewersie monety przedstawiono boginię Wiktorię depczącą jeńca, trzymającą w jednej ręce tropajon, w drugiej gałązkę palmową. Scenę otacza napis SARMATIA DEVICTA.

Bez wyjaśnień się nie obędzie.
Tropajon to symbol zwycięstwa - zbroja ściągnięta z wroga (trofeum), gałązka palmowa- znak mocy i zwycięstwa. I jeszcze stopa na grzbiecie pokonanego. Nie tylko pokonanego, ale i podporządkowanego. Moneta upamiętnia zwycięstwa Konstantyna nad Sarmatami odniesione w roku 322. Zwycięstwa, które zapewniły Rzymowi na pewien czas spokój na granicy nad Dunajem.

Dlaczego Czapski uznał tę monetę za związaną z Polską? Pośrednio zawinił Karol Beyer (muszę i tu o nim coś więcej napisać), bo to od niego Czapski nabył tę monetę w maju 1872 r. Winowajców ważniejszych trzeba szukać w czasach znacznie wcześniejszych, bo teorie wiążące (a nawet utożsamiające) Słowian - a więc i Polaków -  z Sarmatami sięgają średniowiecza. To wtedy uczeni odkrywali na nowo pisma starożytnych (Herodota, Ptolomeusza, Pliniusza) i z różnym skutkiem starali się identyfikować starożytne nazwy krain i ludów. Długosz, opisując geografię Polski, nazywał Karpaty górami sarmackimi, a Bałtyk morzem sarmackim. Późniejsze dzieła (m. innymi Miechowity i Kromera) utrwaliły pogląd o sarmackim pochodzeniu Polaków. Jeszcze Staszic w 1807 r. pisał "O ziemiorództwie gór dawnej Sarmacyi". Późniejsi badacze zanegowali sarmackie pochodzenie Polaków. Zdecydowanie sprzeciwił się tej teorii Joahim Lelewel (też mocno zainteresowany numizmatyką!). Mimo to w czasach Czapskiego nie brakowało numizmatyków uważających, że naszymi przodkami byli waleczni Sarmaci. Dlatego w katalogach zbiorów Leona Mikockiego, Antoniego Ryszarda, Karola Beyera na jednych z pierwszych pozycji znajdują się denary Marka Aureliusza z legendą awersu M.ANTONINVS AVG. GERM. SARMAT. P.P.S.O. i follisy Konstantyna Wielkiego z rewersem SARMATIA DEVICTA.

Kiedy przeglądając monety wystawione na eBay zauważyłem tę monetkę
ustawiłem limit w snajperze. Niewysoki, ale wystarczył. Moneta już do mnie jedzie. Gdy dotrze na miejsce będę mógł się upewnić co do mennicy, w której ją wybito. Na zdjęciu z aukcji wydaje się, że litery w odcinku to STRN. To oznaczało by mennicę w Trewirze, mieście założonym na miejscu obozu Legionów Juliusza Cezara, które podbiły  celtyckie plemiona Trewerów pomiędzy 58 a 50 p.n.e. Miasto powstało w 16 p.n.e. Rzymianie nazwali je Augusta Treverorum ku czci cesarza Augusta.

Może też okazać się, że w odcinku jest SIRN, co wskazywało by na Sirmium, jak w przypadku monety Czapskiego. Co ciekawe, ostatnia litera odcinka wydaje się niewątpliwa - N. Nie natknąłem się w literaturze na taką monetę. Na razie cierpliwie czekam.

Aktualizacja 19.09.2015
Moneta dotarła. Jednak SIRM, czyli mennica w Sirmium. Zostaje w kolekcji.

Miało być coś o muzyce.
Proszę bardzo.
Katowice świętują w tym roku 150-lecie istnienia. Z tej okazji odbywa się mnóstwo imprez, wystaw, koncertów. Nie mogłem nie skorzystać z okazji obejrzenia plenerowego koncertu Archive na terenach po zamkniętej kopalni "Katowice" , które miasto od kilku lat przekształca w strefę kultury. To tu mieszczą się nowa siedziba Muzeum Śląskiego, nowy wspaniały budynek Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Międzynarodowe Centrum Kongresowe - bliski sąsiad słynnego "Spodka". Znika powoli rozbierany od góry paskudny wieżowiec DOKP.
Na tym terenie jest też wystarczająco dużo miejsca, by organizować duże koncerty plenerowe.

W piątek, 11 września odbyły się w tym miejscu dwa świetne koncerty. Najpierw pokazała, co potrafi Natalia Przybysz
 zdjęcie z http://www.cityfun24.pl

później Archive

zdjęcie z profilu grupy na Facebooku

Obydwa koncerty (znakomite!) potwierdziły to, co zawsze powtarzałem - słuchanie muzyki z płyt jest jak lizanie cukierka przez szybę. Dopiero muzyka słuchana na żywo daje pojęcie o tym co naprawdę potrafią muzycy.
Wysłuchanie tego to też tylko namiastka, ale posłuchajcie - 150 lat Katowic - Archive  na bis.

Jeszcze tylko miesiąc i parę dni, a zweryfikuję umiejętności moich ulubieńców.

P.S.
Natalia Przybysz na bis zaśpiewała "Sto lat" (nie, nie ten biesiadny evergreen), poprzedzając to życzeniami dla słuchaczy. Powiedziała, że mogły by to być też życzenia dla miasta, ale "co to sto lat dla miasta...". A nad nią był napis 150 lat miasta Katowice. Dla Katowic sto lat to wieczność. Dwieście lat temu były tu lasy i mokradła.











czwartek, 10 września 2015

Pięć lat, sześćdziesiąt miesięcy, 297 wpisów.


Równo, równiutko pięć lat temu napisałem "Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty".
Odwiedziliście mnie przeszło 425 tysięcy razy. Odbieram to jako zachętę do dalszego pisania i serdecznie wszystkim tu zaglądającym dziękuję.

Najpoczytniejsze wpisy to:
12902
5432
5415
04.11.2010,
3236
3072

Tematyka wpisów zajmujących pierwsze dwa miejsca na pudle zawsze interesowała kolekcjonerów i zawsze budziła zażarte dyskusje, żeby nie powiedzieć kłótnie. O ile ocena stanu zachowania zawsze jest oceną subiektywną i dyskusje w tym temacie są wskazane (jeśli merytoryczne, to zawsze pouczające), to na pytanie - czyścić, czy nie? moim zdaniem odpowiedź może być tylko jedna.
NIE CZYŚCIĆ!
Jeśli pytasz, to znaczy, że nie masz pewności ani w kwestii potrzeby takiego działania ani w kwestii wyboru właściwej metody. Więc nie niszcz. Gdybym miał mały ułamek procenta monet zniszczonych "czyszczeniem" w czasie tych pięciu lat pisania bloga, miałbym najwspanialszą kolekcję numizmatyczną w całej okolicy.

Popularność kolejnych dwóch wpisów z tej pierwszej piątki bardzo mnie cieszy, bo dowodzi zapotrzebowania na wiedzę.

Dlaczego przedurlopowy wpis sprzed roku jest aż tak popularny - nie wiem.

Skąd do mnie trafiacie?
www.google.pl 110045
www.google.com 10222
www.poszukiwanieskarbow.com 2476
monety.pl 1953
forum.tpzn.pl 1818
www.facebook.com 1816

Chyba muszę zastanowić się nad sensem poświęcania czasu Facebookowi.

Najczęściej wyszukiwane słowa kluczowe, które kierowały na mojego bloga to:
"zbierajmy monety" 3467
"jerzy chałupski" 531
"zbierajmymonety" 455
"10 groszy 1840" 325
"10 groszy 1923" 298

 Bez niespodzianek

Późno się zrobiło. Idę świętować pięciolecie bloga.
Następny wpis pojawi się w weekend - będzie o muzyce i ...
O czym by tu...?
Może znów o monetach?
Na przykład o tej.

środa, 2 września 2015

Co słychać?

To zależy od tego, gdzie się ucho przyłoży.

Suchar, wiem. Ale...


Od lat (jeśli nie stuleci) wprawne ucho ratowało ludzi przed przyjmowaniem fałszywych monet. Wystarczyło zakręcić monetą na twardym stole i było wiadomo - to srebro, a to nie.

Teraz, kiedy światem rządzi elektronika, ucho można zastąpić dobrym mikrofonem przypiętym do komputera. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z uniwersytetu w Tallinie. Estońscy naukowcy opublikowali w czasopiśmie "ELEKTRONIKA IR ELEKTROTECHNIKA" wyniki badań nad akustyczną metodą umożliwiającą szybkie i pewne odróżnienie fałszywych monet euro "Acoustic Spectrum Analysis of Genuine and Counterfeit Euro Coins".
Jeden rysunek i dwie tabelki powinny wystarczyć do zrozumienia pomysłu Estończyków.



Otrzymano powtarzalne wyniki pozwalające na pewne wyselekcjonowanie falsyfikatów. Metoda będzie bardzo pomocna w pracy banków i sieci sklepów obracających dużą ilością bilonu.
Jej pomysłodawcy podkreślają, że kolekcjonerzy również na niej skorzystają, bo można przy jej użyciu identyfikować produkty chińskich fabryk oferujących "kopie" okolicznościowych monet (nie tylko euro).

Puławscy policjanci też wytężyli słuch (i wzrok). Dwa cytaty z "Kuriera Lubelskiego"
31-letni mieszkaniec z Puław, posiadacz monet pochodzących z XI wieku, od dłuższego czasu próbował ustalić ich wartość, bo chciał je sprzedać. Sprawą zainteresowała się policja. Według Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków są to srebrne monety pochodzące najprawdopodobniej ze skarbu odkrytego w 1932 roku w Karczmiskach. Policjanci wyjaśniają w jaki sposób znalazły się w jego rękach.  




Policjanci wyjaśniają w jakich okolicznościach monety znalazły się w rękach puławianina. - Pamiętajmy, że wszystkie przedmioty będące zabytkami archeologicznymi odkrytymi, przypadkowo odnalezionymi albo pozyskanymi w wyniku badań archeologicznych stanowią własność Skarbu Państwa.
Pogratulować pewności siebie. Ciekawe, w jaki sposób biegli - bo na pewno trzeba będzie powołać biegłych - ustalą, czy te konkretnie monety pochodzą ze skarbu z Karczmisk. Skarbu, który po odkryciu niemal w całości włączono w zbiory Zamku Królewskiego w Warszawie i który bez śladu zaginął podczas wojny.


Cała Polska - i nie tylko polska - nadstawia ucha na wiadomości z Wałbrzycha. Czy z tunelu wyłoni się złoty pociąg, czy pociąg pancerny? Czy w ogóle jest jakiś tunel?
Na wszelki wypadek przypominam tabliczkę, którą każdy pasażer PKP musiał kiedyś widzieć


piątek, 21 sierpnia 2015

Jesienny terminarz.

Jesień zapowiada się bardzo interesująco.

Najpierw ósma aukcja u Michała Niemczyka - 3 października w warszawskim hotelu Westin. W sieci jest już wstępny przegląd wystawionego materiału. Sporo ciekawego materiału (piękny zestaw literatury z oryginałami katalogów aukcji najważniejszych polskich kolekcji numizmatycznych). Na pełny katalog trzeba jeszcze chwilę poczekać.

Następny weekend  - Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej, wbrew nazwie nie w Toruniu tylko w Krakowie (u Czapskich). To już XI edycja warsztatów, druga w Krakowie. W zeszłym roku znalazłem czas tylko na drugi dzień, w tym roku będę na całości.
Zachęcam do udziału. Program przedstawia się następująco (cytuję treść ogłoszenia z forum TPZN):
Organizatorzy:    Muzeum Narodowe w Krakowie, Fundacja „Traditio Europae”
Patronat:      Institut für Numismatik und Geldgeschichte, Universität Wien
Termin:       9-10 października 2015 roku
Miejsce:      Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, ul. Piłsudskiego 12, Kraków
Dla kogo?
Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej są cyklem wykładów i zajęć praktycznych z zakresu mennictwa starożytnej Grecji i Rzymu oraz obszarów kulturowo pokrewnych lub zależnych (perskich, partyjskich, celtyckich i naśladownictw z obszaru północnego Barbaricum). Skierowane są do studentów oraz doktorantów archeologii i historii, kolekcjonerów monet antycznych starożytnej Grecji i Rzymu, jak też do wszelkich miłośników kultury antycznej.

Program:
9 października: wykłady i zwiedzanie od godz. o 10.00 do 18.00, między modułami przerwa na obiad - od 14.30 do 15.30:
- „Mennictwo Imperium Romanum w Rzymie i w prowincjach: wprowadzenie” - 2 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
- „Moneta jako źródło archeologiczne” - 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
- „Badania składu pierwiastkowego monet ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. M. del Hoyo, M. Matosz)
- zwiedzanie ekspozycji monet antycznych MNK w Pałacu Czapskich (oprowadza J. Bodzek).

10 października: od godz. 9.00 do 18.00, między modułami obiad - od 14.30 do 15.30:
- od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
- „Mennictwo Seleukidów - cz. 3.” - 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
- Panel dyskusyjny poświęcony aspektom prawnym związanym z numizmatyką - 1,5 godz. (P. Groński)
-  „Nieniszczące badania monet” – 1,5 godz. wykładu pracownika LANBOZu
- zwiedzanie Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych – 2 godz.

Warsztaty poprowadzą m.in.:
dr hab. Bartosz Awianowicz – filolog klasyczny, adiunkt w Katedrze Filologii Klasycznej UMK, prezes Toruńskiego Oddziału PTN, autor podręcznika Język łaciński z elementami epigrafiki i numizmatyki rzymskiej dla historyków i archeologów (wyd. 1. Toruń 2006, wyd. 3. Toruń 2010), kompendium legend i skrótów na monetach republikańskiego Rzymu pt. Monety Republiki Rzymskiej. Kompendium (2010) oraz wielu artykułów z zakresu m.in. epigrafiki i numizmatyki antycznej.
dr hab. Jarosław Bodzek – archeolog, kierownik Gabinetu Numizmatycznego w Muzeum Narodowym w Krakowie, adiunkt w Instytucie Archeologii UJ, redaktor „Notae Numismaticae”, autor monografii ΤΑ ΣΑΤΡΑΠΙΚΑ ΝΟΜΙΣΜATA. Mennictwo satrapów w okresie panowania Achemenidów (ok. 550-331 a. C.) (Kraków 2011), tomu Sylloge Nummorum Graecorum. Poland. Volume III. The National Museum in Cracow. Part 4. Sarmatia-Bosporus (Kraków 2006) oraz wielu artykułów poświęconych archeologii i numizmatyce antycznej.
mgr Paweł Groński – sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie; do 2004 r. specjalista w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji; współpracownik Kancelarii Premiera i Sejmu RP oraz Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego; autor publikacji m. in. z zakresu prawa administracyjnego oraz prawa pracy; pasjonat numizmatyki (głównie antycznej) od ponad 20 lat.
dr Julio M. del Hoyo-Meléndez – absolwent Universidad Politecnica de Valencia w zakresie konserwatorstwa, pracownik LANBOZ Muzeum Narodowego w Krakowie, specjalista analiz materiałowych przedmiotów muzealnych, w tym monet – współautor m.in. wraz z Martą Matosz publikacji m.in. na temat badań promieniami X  monet piastowskich.
dr Jacek Rakoczy – archeolog, asystent w Zakładzie Archeologii Antycznej UMK, współautor Mennictwa bosporańskiego od VI do końca II wieku p.n.e. (Toruń 2012) i autor artykułów archeologicznych i numizmatycznych.

Warunki uczestnictwa:
Prosimy o potwierdzenie chęci uczestnictwa w warsztatach do końca września 2015 r. Prosimy też o informację, czy będą Państwo uczestniczyć w całości, czy też w części przewidzianych zajęć. Jeśli przyjeżdżają Państwo jedynie na część warsztatów, prosimy o informację o konkretnych terminach.
Koszt uczestnictwa w warsztatach: 80 zł za całość, lub 40 zł za udział w modułach jednego dnia (w cenę wliczony obiad i materiały). Dla studentów i doktorantów udział darmowy.
Prosimy o wpłaty najpóźniej do 30 września 2015 r. na konto Fundacji „Traditio Europae” w Volkswagen Bank Direct: 16 2130 0004 2001 0426 1574 0001 z dopiskiem: „darowizna na cele statutowe – numizmatyka antyczna”.

Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt z Bartoszem Awianowiczem: bartosz.awianowicz@uni.torun.pl
Październik zakończę w Gdańsku na koncercie DMB - z numizmatyką niewiele ma to wspólnego, ale na monetach świat się nie kończy.

Na tym nie koniec.
Na Facebooku, profilu Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka pojawiła się informacja o przygotowaniach do wydania dwóch publikacji Rafała Janke. Będą to "Katalog monet Stanisława Augusta Poniatowskiego" zapowiadany na koniec roku oraz "Historia Mennicy Warszawskiej 1765-1868", która ma się ukazać już w październiku. Obie pozycje zapowiadają się niezwykle interesująco i na pewno pojawią się na półkach mojej biblioteczki.


Żeby tradycji stało się zadość muszę jeszcze znaleźć jakieś zdjęcie. Co by tu...
O!
Taki widoczek mieliśmy z werandy przed naszym wakacyjnym locum.


A potem przyleciały szpaki.





środa, 19 sierpnia 2015

Jak zwykle o tej porze roku.

Blog mi się nie znudził ani tym bardziej nie umarł. Jak co roku zafundowałem sobie pięciotygodniowy urlop - bez pracy, bez komputera, internetu, telewizji i gazet, za to z książkami i radiem.
Jak zwykle Bory Tucholskie. Jak zwykle wspaniale, tyle że niestety prawie bez grzybów - zaczynam się do tego powoli przyzwyczajać.
Od monet też odpoczywałem. Jedyny wyjątek, to tradycyjne odwiedziny w chojnickim muzeum, które jak zwykle przygotowało bardzo interesujące wystawy czasowe. Jak łatwo przewidzieć, zainteresowała mnie zwłaszcza wystawa "Archeologiczne świadectwa kultu maryjnego w średniowiecznym Gdańsku". Oczywiście ze względu na monety i liczmany.

Znakomicie prezentowały się gabloty z plakietami pielgrzymimi
i manekin pokazujący ich miejsce na stroju pielgrzymów.

W muzeum, co było do przewidzenia, tłoku nie było. Byłem jedynym zwiedzającym. Tłum był na plażach. Tam, gdzie od lat spędzamy wakacje jest na szczęście mnóstwo miejsc, w które łatwo przed tłumami uciec. Nie trzeba, jak nad naszym morzem, wstawać o świcie by zapewnić sobie wystarczającą ilość miejsca nad wodą. Bywały dni - nawet te upalne - w które na naszym ulubionym miejscu nad naszym ulubionym jeziorem byliśmy sami. Mam nadzieję, że ten stan rzeczy długo się jeszcze utrzyma. Nie chcę, by wakacje zaczęły mi się kojarzyć tylko z "kutrem rybackim przerobionym na statek wycieczkowy w kształcie okrętu pirackiego" (cytat z radiowej wiadomości o wypadku "wycieczkowca" bodajże w Ustce) ruszającym w rejs z przystani przy zatłoczonej do granic możliwości plaży. Bo i takie atrakcje można w okolicy znaleźć.

Przed urlopem rozesłałem kwerendę do dziewięciu muzeów szczycących się dużymi kolekcjami numizmatycznymi. Pytania dotyczyły oczywiście miedziaków A3S, a konkretnie kilku szelągów, które znam wyłącznie z publikacji. Nie udało mi się pomimo usilnych starań zobaczyć ich ani w naturze ani nawet na zdjęciach. Odpowiedziało - na razie - 5 placówek. Może po wakacjach odpowiedzą i pozostałe. Jeśli nie, to trudno.
W czterech muzeach interesujących mnie monet nie ma "prawie na pewno". Prawie, bo jedno z nich zaproponowało żebym upewnił się osobiście, a to z tego powodu, że część monet jest słabo zachowana i mogą pojawić się problemy z ich jednoznaczną identyfikacją. Łatwo na przykład pomylić stojącą na głowie literę T z literą L. Z tej propozycji na pewno skorzystam
Piąte muzeum też zaprosiło mnie do przeprowadzenia osobistej kwerendy ale z innego powodu. Wiadomość brzmiała tak:
"Uprzejmie informuję że w ..... znajduje się przynajmniej 380 szt. tych monet z różnych lat wybicia. Są one w zdecydowanej większości bliżej nieokreślone, w związku z czym bardziej szczegółowa kwerenda powinna zostać przeprowadzona przez Pana osobiście."
Postaram się i tam dojechać i przejrzeć te cztery setki monet. Ciekawe, co się między nimi kryje.



W ogóle, magazyny muzealne to ciekawy temat.



Po leniwym lecie zapowiadają się pracowite i numizmatycznie ciekawe  jesień i zima, ale o tym napiszę pojutrze.

Printfriendly