Google Website Translator Gadget

sobota, 17 października 2020

Trajan - podejście drugie.

Marek Ulpiusz Trajan (18 września 53 - 9 sierpnia 117) cesarz rzymski w latach 98-117. Drugi z "pięciu dobrych cesarzy" (ostatnim był mój ulubiony stoik). 

Nie mam ani jednej monety cesarza Trajana, ale coś o nim i jego monetach napisać muszę, bo tak orzekł vox populi - patrz komentarze do tego wątku. Tematem zadanego mi wypracowania mają być "specyfikacja rewersów Trajana, ich symbolika, przekaz i kontekst wybicia". Toż to temat na  sześć doktoratów i cztery habilitacje! Jakoś wybrnę. 

Mennictwo Trajana, to mnóstwo monet bitych w mnóstwie mennic. Wystarczy rzut oka na mapkę przedstawiającą zasięg cesarstwa pod koniec jego panowania.

Cesarstwo rzymskie za czasów Trajana (Krystian Chariza i zespół)
źródło: epodreczniki.pl

Długie panowanie i mnogość mennic muszą oznaczać mnogość monet. W moim stareńkim katalogu D. R. Sear'a (wydanie 2 z 1974 r.)


monety Trajana mają numery od 872 do 957 plus trzy monety Plotyny, jego żony. Większość z nich ma na rewersach typowe przedstawienia - personifikacje cnót, bóstw, ziem itd. 
Na tych zdjęciach (wszystkie zdjęcia monet pochodzą z wildwinds.com) mamy kolejno Konkordię, Fortunę, Wiktorię i Felicitas. Rządy szczęśliwie zwycięskiego cesarza zapewniały powszechną zgodę i pomyślność. Propaganda, jak się patrzy. 

Ciekawsze są rewersy, które jesteśmy w stanie powiązać z wydarzeniami albo z rzymskimi zabytkami. Zabytkami dla nas - w czasach Trajana były to nowe świetne inwestycje. 

Zobaczcie tę monetę. 

To denar datowany na rok 98-99.
Legenda awersu AD. IMP NERVA CAES TRAIAN AVG GERM P M ułatwia interpretację sceny przedstawionej na rewersie. Widzimy tu dwie postaci. Ta po lewej, to cesarz Nerwa, po prawej stoi odziany w togę Trajan, któremu Nerwa przekazuje glob - symbol władzy. Ta po lewej, to Trajan w stroju legionisty, odbierający glob (symbol władzy) od stojącego po prawej cesarza Nervy. W odcinku (poziomy napis u dołu) czytamy PROVID - skrócone PROVIDENTIA, czyli opatrzność albo też przewidywanie, przezorność, troska, opieka, rządzenie. O co tu chodzi? W październiku 97 roku starzejący się, a bezdzietny cesarz Nerwa (8.11.30 do 27.01.98 - panował w latach 96 -98) adoptował i uczynił współrządcą Trajana – dowódcę armii konsularnej. Senat zatwierdził tę decyzję cesarza. Po trzech miesiącach od tego wydarzenia Nerwa zmarł. Trajan, do tej pory tytułowany cezarem, został cesarzem. 

Kolejna ciekawa moneta. 

Na rewersie mamy tu człowieka ze skrępowanymi z tyłu rękami siedzącego na stercie tarcz, włóczni i mieczy. To dacki jeniec, co jednoznacznie wyjaśnia napis w odcinku DACCAP czyli DACIA CAPTA. To tylko jeden z przykładów rewersu upamiętniającego zakończoną sukcesem ekspansję cesarstwa na ziemie dackie. Dacja, ze stolicą w Sarmizegethusie obfitowała w bogate rudy złota. Wojna w Dacji trwała z przerwami od roku 101 do 106 zakończyła się zwycięstwem Trajana. Dacja stała się kolejną prowincją cesarstwa. 

Trajan dbał o rozwój Italii. Ograniczył transfer bogactw do prowincji i zmusił senatorów do inwestowania w Italii niej co najmniej jednej trzeciej majątku. Dbał też o rozwój i świetność Rzymu.

To aureus datowany na 112-113. Wyjaśnienie rysunku rewersu znów znajdujemy w odcinku - FORUM TRAIAN. Forum Trajana jest największym i najmłodszym z rzymskich forów. Ufundował je oczywiście nasz bohater. Budowę pod kierunkiem Apollodorosa z Damaszku rozpoczęto w roku 107. Forum uroczyście otwarto 18 maja 113. Wyglądało imponująco. Na wielki, wyłożony marmurem plac wchodziło się  z forum Augusta. Przejście wiodło pod łukiem triumfalnym. Na środku stał konny pomnik Trajana, otaczające budowle zdobiły attyki z postaciami Daków. Naprzeciw wejścia stała Bazylika  Ulpia, za nią biblioteki - grecka i łacińska. Między bibliotekami stanęła kolumna.

Kolumna Trajana, jeden z najsłynniejszych zabytków Rzymu. Na monecie widać usunięte później dwa orły usadzone na cokole stanowiącym podstawę kolumny. Wewnątrz cokołu umieszczono po śmierci Trajana jego prochy. Kolumnę zdobi spiralny fryz, pnący się w górę dwudziestoma trzema zwojami. Fryz przedstawia sceny z wojen z Dakami. Ma całkowitą długość około 200 metrów. U dołu wąski, z wysokością poszerza się dzięki czemu wszystkie przedstawione na nim postaci, w oczach widza stojącego u stóp kolumny, mają jednakową wysokość.
Na szczycie kolumny stał posąg cesarza w wojskowym stroju. Posąg został niestety usunięty około roku czterechsetnego. W roku 1587 na jego miejscu stanął posąg świętego Piotra. Na szczęście fryz pozostawiono w spokoju i nadal można go podziwiać. 

Monety Trajana odnoszące się do wydarzeń historycznych i z przedstawieniami rzymskich budowli są obiektem pożądania wielu kolekcjonerów. Dlatego i te pokazane wyżej cztery przykłady i te, dla których opisania miejsca i czasu brakło, kupić niełatwo a i kosztują niemało.

Rewersy monet Trajana, temat rzeka, ocean właściwie. Mam nadzieję, że rozbudziłem Waszą ciekawość. Zachęcam do do uważnego oglądania monet zdobywcy Dacji i samodzielnych poszukiwań  i prób wyjaśniania znaczenia pokazanych na nich przedstawień. 

Zachęcam też do poszukania, a to może nie być łatwe, książki  Pawła Zawory Skabiczewskiego "Imperium w pełnym blasku: Mennictwo Trajana jako kronika jego rządów". 


Na koniec wyjaśnienie tytułu wpisu. Dlaczego podejście drugie? Dlatego, że pierwsze już było, w maju roku 2017. Sami zobaczcie. Trzy lata tylko, a całkiem mi to z głowy wyleciało. Przypomniało się samo, tzn. przypomniała wyszukiwarka Google, kiedy próbowałem znaleźć zdjęcie okładki książki P. Zawory. Wygląda na to, że przed rozpoczęciem pisania, winienem najpierw uruchamiać wyszukiwarkę i sprawdzać, czy przypadkiem się nie powtarzam.  

Z następnym wpisem, może jutro, może pojutrze, nie będę miał tego problemu, bo temat nowiuteńki.

środa, 14 października 2020

Katalog PRL - wydanie trzecie.

Zakończyłem pracę nad nowym wydaniem katalogu obiegowych monet PRL. Jest dostępny razem z pozostałymi tutaj:

https://sites.google.com/site/monetypolskie/

Nie wszyscy będą zadowoleni, bo zdecydowałem się na istotną zmianę. W części katalogowej pokazującej odmiany i warianty nie umieściłem monet z powtarzalnymi usterkami stempli (wykruszenia itp.) oraz monet bitych stemplami ze zdwojeniem rysunku.

Żeby nie  pozostać wyłącznie przy krótkiej reklamowej wzmiance, kilka dodatkowych informacji.

  • Wszystkie wykłady z cyklu "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz" wygłoszone w piątek 2 października w ramach VII sesji numizmatycznej GNDM  są dostępne na youtubowym kanale GNDM.

  • Mennica Polska otrzymała roczne zbiorcze zamówienie Narodowego Banku Polskiego na produkcję i dostawę w roku 2021 monet powszechnego obiegu o wartości 82,27 mln zł. Ciekawe, jak ta kwota zostanie rozłożona na poszczególne nominały.

  • Komisja Europejska podjęła działania zmierzające do rezygnacji z najniższych nominałów monet. W poniedziałek, 28 września 2020 rozpoczęły się konsultacje na temat jednolitych zasad zaokrąglania końcówek cen. Krok ten ma umożliwić wycofanie z obiegu monet 1- i 2- eurocentowych. Decyzja zapadnie nie wcześniej, niż pod koniec przyszłego roku. Ciekawe, czy Polska podejmie podobne kroki dotyczące jedno- i dwugroszówek. A może wprowadzimy euro?
Dla podtrzymania tradycji, że w każdym wpisie powinna znaleźć się jakaś ilustracja, pochwalę się jednym z ostatnich zakupów. 
Sprzedający opisał monetę, jako szeląg ryski z roku 1601. Miałem w zbiorze szeląga z tego rocznika, ale z innym awersem. 
Nie było wyjścia, tym bardziej, że jak na szeląga ryskiego, oferowana moneta była bardzo dobrze wytłoczona - z idealnie centrycznym awersem i rewersem. Ustawiłem limit, szczęśliwie wygrałem, moneta dotarła. Po oględzinach uznałem, że opis jest OK i włączyłem do zbioru, jako odmianę rocznika 1601. Pochwaliłem się na forum TPZN w wątku o wiele mówiącym tytule "Połowy drobnicy staropolskiej (i nie tylko drobnicy)". Bardzo szybko dowiedziałem się, że myliliśmy się obaj - i sprzedający i ja. Pan Darousz Marzęta, autor niedawno wydanego katalogu szelągów ryskich Zygmunta III Wazy zauważył moją wiadomość i napisał tak.
Przyjrzałem się jeszcze raz mojej nowej starej monecie i... zmieniłem jej opis w katalogu zbioru - numer 3275 odmłodniał o cztery lata i znalazł miejsce w roczniku 1605.
Wniosek pierwszy - trzeba dokładnie oglądać monety i przed zakupem i po zakupie. Wniosek drugi - trzeba kupić katalog D. Marzęty.

niedziela, 11 października 2020

Monety pomorskie.

Trudne zadanie dostałem. W komentarzu pod wpisem z 10 września pojawiła się prośba o coś na temat monet pomorskich. Zadanie trudne, bo...

Bo w zbiorze nie mam ani jednej monety pomorskiej. Oczywiście, jeśli nazwą Pomorze określamy ziemie przedstawione na tych mapkach.

E. Kopicki, Ilustrowany skorowidz..., teksty - część 2

Mam monety gdańskie, to też przecież Pomorze, tyle, że wschodnie, ale przyjęło się, że określenie "monety pomorskie" odnosi się tylko do monet Pomorza Zachodniego. 

Tablice genealogiczne Piastów zachodniomomorskich są nie mniej skomplikowane od śląskich. Podziały, łączenie, wymieranie kolejnych gałęzi. Nie wszyscy władcy w tych tablicach wymienieni są reprezentowani w kolekcjach numizmatycznych. Nie wszyscy monety bili, niektórzy może bili, ale nie potrafimy przypisać im monet. Takim przykładem są tzw. naśladownictwa łupawskie. Dziwne monety, nazwane od miejsca odkrycia wielkiego skarbu w 1888 roku. W Łupawie, niedaleko Słupska znaleziono wtedy ponad siedem tysięcy srebrnych monet z przełomu XI i XII wieku, których nie udało się przypisać żadnemu konkretnemu władcy. Monety dlatego dziwne, bo łączące elementy charakterystyczne dla monet wielu emitentów. Są wśród nich na przykład monety łączące wzory bawarskie z duńskimi, z motywami z saskich denarów Ottona i Adelajdy i denarów krzyżowych. Nie wiadomo gdzie je bito. J. Piniński w pracy „Dzieje pieniądza zachodniopomorskiego” wskazał na Słupsk lub Bytów, ale w literaturze funkcjonują też opinie łączące naśladownictwa łupawskie z miastami od Kołobrzega, przez Szczecin, Wolin aż po tereny dzisiejszych Niemiec. 

Korzystanie z obcych wzorów nie było w tych czasach niczym dziwnym. Bił takie monety Chrobry, bili i inni włądcy. Istnienie dużej mennicy (mennic?) bijącej naśladownictwa obcych monet jest najprawdopodobniej świadectwem konieczności uzupełniania braków obcego pieniądza, który stał się istotnym elementem obrotu handlowego, a którego z jakichś powodów zaczęło brakować. 
Prawie równolegle z naśladownictwami łupawskimi zaczęły się pojawiać identyfikowalne denary z imionami książąt - Bogusława Pierwszego i Kazimierza Pierwszego. Pod koniec XII wieku, zgodnie z szerszą tendencją, denary zastąpiono brakteatami, cienkimi, jednostronnymi monetkami. Beznapisowymi, więc jeszcze trudniejszymi do interpretacji od denarów. 

Brakteaty bili oczywiście książęta, ale znamy też pochodzące z tego okresu brakteaty  (i denary), których rysunek (pastorał i mitra) jednoznacznie wskazuje na emitentów kościelnych. Byli nimi biskupi z Kołobrzega i Kamienia Pomorskiego. Kiedy aktywnie udzielałem się na numizmatycznym forum portalu e.numizmatyka, kilkakrotnie zdarzyły się prośby o identyfikację takich monet

Dzięki temu, że pytający za każdym razem pisali, że ich "znalezisko" jest wybite w ołowiu lub podobnym metalu, dość szybko udało się stwierdzić, że to "denary turystyczne", który zwiedzający muzeum w Wolinie mogli sobie własnoręcznie wybijać. Wzorem tych żetonów były denary biskupa Zygfryda z Kamienia Pomorskiego. Ich atrybucja jest pewna dzięki rysunkowi i legendom SIFRIDVS EPISC / CAZEM CAMIN. Umieszczenie na monecie trzech elementów: imienia biskupa - SIFRIDVS, imienia władcy - CAZEM (skrót od Kazimierz), nazwą miejscowości - CAMEN (Kamień) jednoznacznie wskazuje czas i miejsce wybicia monety. Syfryd (czyli Zygfryd) był biskupem kamieńskim w latach 1186-1191. Kamień należał wówczas do księstwa zachodniopomorskiego, gdzie panował Kazimierz II (1187-1219). Jak widać, czas wybicia tych denarów można określić na lata 1187 do 1191, kiedy to "zachodziły na siebie" okresy panowania Kazimierza i Syfryda. Który z władców był inicjatorem tej emisji? Kazimierz, czy Syfryd? Tego możemy się domyślać, choć wszystko zdaje się jednak wskazywać na książęcy charakter tych monet. Dopuszczalna wydaje się też interpretacja taka: monetę, za zgodą księcia Kazimierza, wybił Syfryd. Wybił ją z własnego kruszcu, a osiągnięty w ten sposób dochód przeznaczył na budowę katedry w Kamieniu. Katedrę zaczęto budować po przeniesieniu stolicy diecezji z Wolina, co nastąpiło w roku 1176.
Pytania o te żetony pojawiały się też na niemieckich forach numizmatyvznych

Oprócz mennic książęcych i biskupich, na Pomorzu Zachodnim działały liczne mennice miejskie bijące duże ilości monet o różnych nominałach - denarów, witenów, kwartników i groszy. Monety te są częstsze od emisji książęcych, ale często trudno je właściwie identyfikować, bo zwykle są niestarannie bite. 

Bogusław X w roku 1479, po po śmierci Warcisława X przejął Księstwo Wołogoskie tym samym jednocząc Księstwo Pomorskie. Wprowadzając szereg reform, ograniczył miejskie prawa mennicze pozostawiając czynne książęce mennice w Szczecinie, Dąbiu i Gardźcu nad Odrą.


Szeląg Bogusława X z mennicy w Gardźcu.

Bogusław X od roku 1500 bił również monety nazwane jego imieniem. Były to duże srebrne monety o wadze ponad 4,5 grama z Matką Boską na awersie i pomorską tarczę herbową na długim krzyżu na rewersie. Legendy:  CONSERVANOS•DOMINA oraz BOGVSLAVS•DUX•STETIN •MVC.

Po wojnach pomorsko-brandenburskich Księstwo Pomorskie zostało podporządkowane cesarzowi i zmuszone do przestrzegania prawodawstwa monetarnego Rzeszy. Jedyną mennicą miał pozostać Szczecin. Następcy Bogusłąwa X krótko bili wspólną monetę. Szybko uruchomili nielegalne z punktu widzenia cesarza mennice, między innymi w Wołogoszczu, Darłowie i Koszalinie. Bite tam drobne monety z coraz słabszego srebra (grosze i podwójne szelągi) spowodowały kryzysu ekonomiczny i znaczną inflację. Pomorze Zachodnie, podobni, jak większość państw Rzeszy Niemieckiej weszło w okres "kipper und wipper". Z tego okresu pochodzą podwójne szelągi (zdewaluowane do połowy wartości nominalnej) kontrasygnowane przez miasta pomorskie dopuszczające je w ten sposób do obiegu.

Ponowne zjednoczenie Pomorza Zachodniego nastąpiło za Bogusława XIV (1580-1637).  Jego mennictwo obfitowało w  monetę grubą, talary i dukaty, w tym liczne emisje okolicznościowe. Bogusław XIV zmarł w 1637 r. Z jego śmiercią wygasła dynastia Gryfitów panująca na Pomorzu Zachodnim od XII w. Księstwo zostało w 1648 r. (pokój westfalski) podzielone między Szwecję i Brandenburgię. Wschodnią część złączono z państwem brandenburskim. Elektorzy pozostawili na monetach bitych według standardów Rzeszy pomorskiego gryfa a w legendach tytulaturę pomorską. Część zachodnia, pod panowaniem szwedzkim, zachowała pomorski system monetarny, ale nie uniknęła problemów podobnych do okresu inflacji kipper und wipper zeit. W wyniku wojen północnych, Szwedzi utracili Szczecin w r. 1713 i przenieśli mennicę na zachód, do Strzałowa (Stralsund).  Bito tam monety do 1758 do 1808 r. 

W przeciętnych, amatorskich kolekcjach monety pomorskie reprezentowane są najczęściej przez podwójne szelągi (polecam: W. Gibczyński, T. Witkiewicz "Podwójne szelągi w mennictwie pomorskim 1594-1670")

oraz szerfy (polecam: W. Gibczyński, T. Witkiewicz "Szerfy pomorskie. Katalog").


Kiedy siadałem do pisania tego tekstu, przypomniał mi się widziany kiedyś rysunek. Trochę czasu mi to zajęło, ale poszukiwania zakończyły się sukcesem.
rysunek ze strony https://coinsweekly.com/our-cartoon/

To oswojony gryf. Nie masz pojęcia, iloma ciasteczekami musiałem go nakarmić, żeby nauczyć go podnosić łapę w ten sposób.

piątek, 9 października 2020

1923 20 groszy i 50 groszy w niklu - Utrecht

Wspomniałem w poprzednim wpisie, że udało się powiązać pewne warianty niklowych monet z 1923 roku z mennicą w Utrechcie. Dokonał tego pan Dariusz Jasek, członek, co w interesującej nas sprawie najważniejsze, Królewskiego Holenderskiego Towarzystwa Numizmatycznego. Badacz złotych monet, autor wielu publikacji na ich temat, laureat głównej nagrody amerykańskiej Numismatic Literary Guild za najlepszą książkę specjalistyczną na temat monet świata w 2016 r. (za Gold Ducats of the Netherlands). 

Okazowe egzemplarze polskich monet wybitych w Utrechcie od 2013 roku znajdują się w skarbcu Narodowego Banku Niderlandów w Amsterdamie. Nie są eksponowane i dostęp do nich jest bardzo ograniczony. Pan Jasek uzyskał dostęp do zdjęć tych monet,  opublikował je w krótkim artykule Numizmatyka Krakowskiego (nr 2/2019) i porównał ze zdjęciami z dwóch publikacji, które ukazały się w Przeglądzie Numizmatycznym w roku 2002. Z artykułu mojego z PN2/2002

i z artykułu P. Gramzy i współpracowników następnego numeru PN.
Nie ma w artykule pana Jaska odniesień do trzeciej próby przypisania mennicom wariantów nikli 1923 przedstawionej w katalogu J. Parchimowicza "Monety Rzeczypospolitej Polskiej 1919-1939". 

Odniesienie do artykułu P. Gramzy jest bardzo trudne, ze względu na jakość i rozmiar zamieszczonych w nim zdjęć. Porównanie ze zdjęciami z mojego artykułu jest możliwe. Wniosek jest jednoznaczny - w Utrechcie wybito dwudziesto- i pięćdziesięciogroszówki, które opisałem jako odmiany A (właściwsze jest określenie wariant). W moim katalogu monet obiegowych II RP i GG są to numery 2.11.1.a (20 groszy) i 2.13.1.a (50 groszy). 

W przypadku dwudziestogroszówek, ustalenie, że wariant a bito w Utrechcie mocno uprawdopodobnia tezę, że wariant b (2.11.1.b) wybito w Wiedniu, a wariant c (2.11.1.c) w Szwajcarii. 

Dla pięćdziesięciogroszówek rzecz się trochę komplikuje. W artykule z 2002 roku wyróżniłem dwie odmiany (warianty) tego nominału, zastrzegając, że w obrębie wariantu a obserwuje się pewne drobne różnice rysunku. W katalogu wyróżniłem cztery warianty. Wariant a (2.13.1.a) jest zgodny z rysunkiem monety z Utrechtu. Ewidentnie inny jest rysunek wariantu b (2.13.1.b). Mniej oczywiste, ale wyraźne różnice ma wariant d (2.13.1.d), natomiast wariant c (2.13.1.c) jest tak mało różny od a, że należy się zastanowić, czy to nie ten sam wariant.

Podsumowując, w utrechcie wybito:

20 groszy - 30.000.000 sztuk 
(15.300.000 w roku 1924 i 14.700.000 w 1925)

50 groszy - 14.000.000 sztuk 
(11.000.000 w roku 1924 i 3.000.000 w 1925)

niedziela, 4 października 2020

Kolejna zagadka rozwiązana - 20 i 50 groszt 1923 - Utrecht

Część ostatniego piątku i soboty spędziłem w Warszawie. Kolejny raz miałem zaszczyt uczestniczenia jako wykładowca w sesji organizowanej przez GNDM. Sesji już siódmej, ale pierwszej tak nietypowej. Z wiadomego powodu nie było jak dotychczas. Nie było dużej sali z miejscami dla kilkudziesięciu osób (plus dostawki dla chętnych na szczególnie ciekawych wykładach). Tym razem były dwie małe sale multimedialne, w których na żywo wykładu mogło słuchać kilka do kilkunastu osób. Wykłady transmitowano w internecie, a ich zapisy zostaną udostępnione na youtubowym kanale GNDM. I bardzo dobrze, bo ograniczenia spowodowały, że nie mogłem w piątek wysłuchać na żywo wszystkiego, co mnie interesowało. 

Temat mojego wystąpienia, to "Monety IIRP - co wiemy, a czego nie wiemy". Przygotowując prezentację uświadomiłem sobie, że w tytule powinien pojawić się jeszcze trzeci człon - "co tylko nam się wydaje, że wiemy". I jak zwykle, dopiero po zakończeniu występu uświadomiłem sobie jak wielu tematów jeszcze nie poruszyłem. Zrządzeniem losu (przypadek? nie ma przypadków Panie Doktorze!), jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem po przybyciu na miejsce sesji wykładowej, był zakup Numizmatyka Krakowskiego lipiec-grudzień 2019 - nr 2/2019 (386) na stoisku PTN. Dlaczego tak się śpieszyłem?

Dlatego, że jeden ze slajdów mojego wystąpienia wygląda tak.

W notatkach do prezentacji zapisałem: 

Nikiel 1923.
Z 10-groszówkami problemu pochodzenia nie mamy - całość nakładu wybito w Szwajcarii w Le Locle. Pozostałe dwa nominały trudno pewnie i jednoznacznie przypisać do konkretnych mennic. Można by się o to pokusić mając do porównań egzemplarze, które powinny być przechowywane w tych mennicach, jako sztuki okazowe. Na próbach chyba bazować nie można, bo do nich mogły być stemple z innych matryc. 

Podczas wykładu, zgodnie z planem, opowiedziałem o próbach dotarcia do zdjęć monet, które powinny zachować się w archiwach Wiednia, Le Locle i Utrechtu. O tym, że Wiedeń nie odpowiedział, Szwajcarzy ustawili za zdjęcia z prawem do publikacji cenę dla mnie zaporową, a mennica w Utrechcie poinformowała, że nie jest w tej chwili dysponentem tych monet. Na szczęście, zamiast na tym skończyć, mogłem podzielić się ze słuchaczami informacją świeżą, jak... sam nie wiem co.

We wspomnianym numerze Numizmatyka Krakowskiego, jak sami możecie zobaczyć na skanie okładki,

opublikowano krótki, ale treściwy tekst pana Dariusza Jaska "Polskie monety niklowe z 1923 roku z mennicy w Utrechcie". I wszystko jasne, przynajmniej w jednej trzeciej zagadki. Szczegóły wkrótce. Muszę na spokojnie porównać zdjęcia z NK, ze zdjęciami i opisami w moim artykule z Przeglądu Numizmatycznego, w którym podjąłem pierwszą próbę podzielenia nakładów 20- i 50-groszówek 1923 na warianty, oraz z moim katalogiem II RP. 

A dla uspokojenia emocji po wycieczce do stolicy, cóż mogło być lepszego, niż spacer po Jurze.

A na jutrzejsze śniadanie...
kania. 
P.S.
Wykład został nagrany i można go obejrzeć i wysłuchać w dogodnym czasie. 

wtorek, 29 września 2020

Jak się uczyć numizmatyki ?

W jednym z komentarzy do wpisu jubileuszowego znalazła się następująca propozycja tematu któregoś z kolejnych wpisów. 

A ja mam propozycje luzniejszego tematu, chociaz moze w cale nie takiego prostego - " Jak sie uczyc numizmatyki ? ". Ja sam obecnie postawilem na monety II RP i ograniczajac sie do jednej epoki mozna myslec o tym, ze czlowiek jest w stanie opanowac taka wiedze ( roczniki, typy, odmiany ). Ale jakby chciec wiedze rozszerzyc na poczatek o monety wspólczesne, potem o PRL, a potem cofnac sie o 1000lat a moze i jeszcze wczesniej do wspomnianych monet Rzymskich... - na ile okreslajac sie mianem numizmatyka wiedze, trzeba / powinno sie / wypada miec w glowie... ( ktos zajmujacy sie numizmatyka naukowo utrwala te w wiadomosci na biezaco, a czy hobbysta jest w stanie to poukladac w glowie ).

Nie wiem, czy to temat "luźniejszy" ale zgadzam się z tym, że nie taki prosty. Obiecałem, że wezmę byka za rogi, więc...

Odpowiedź na pytanie "Jak się uczyć numizmatyki ?" może być tylko jedna - systematycznie i metodycznie. 

Zacznijmy od początku. Z kontekstu pytania domyślam się, że nie chodzi o naukę numizmatyki w sensie studiowania tej pomocniczej nauki historii z perspektywą etatowej pracy naukowej na uniwersytecie, w muzeum albo innej tego typu instytucji. Myślę, że chodzi o wskazówki mające pomóc w przejściu na wyższy stopień kolekcjonerstwa, w przemianie ze zbieracza w kolekcjonera-badacza. I o tym myślałem, pisząc że numizmatyki należy się uczyć systematycznie i metodycznie. 

Metodycznie, czyli zgodnie z założonym planem i być może jakimś harmonogramem. Pierwszym punktem takiego planu powinna być decyzja, co do zakresu zainteresowań. Zakresu rozumianego troszkę szerzej, niż tylko jako wybór epoki, która nas interesuje. Pozostając przy treści pytania - jeżeli zamierzam się zająć monetami II Rzeczpospolitej, to opcji jest całkiem sporo. Można ograniczyć się do budowy zbioru obejmującego reprezentatywne przykłady wyemitowanych nominałów, można budować zbiór generalny obejmujący wszystkie roczniki wszystkich nominałów. Można ograniczyć się tylko do monet obiegowych albo do prób. Można porwać się na budowę zbioru specjalizowanego, w którym znajdą się wszystkie nominały we wszystkich odmianach i wariantach, do których można dołożyć jeszcze na przykład fałszerstwa na szkodę emitenta, destrukty i inne ciekawostki.

Każda wersja takiego planu wymaga oczywiście znajomości podstawowej literatury, ale im ambitniejszy plan, tym zakres tej literatury się poszerza. Poszerza o specjalistyczne katalogi (o ile istnieją), o katalogi aukcyjne, prasę fachową, itp. Mnóstwo, ale to mnóstwo niezwykle interesujących informacji o monetach można odkryć w starych czasopismach. Dotyczy to rzecz jasna ostatnich jakichś dwustu pięćdziesięciu lat i czasem wymaga żmudnego odcyfrowania tekstów drukowanych dziwnymi czcionkami i jeszcze żmudniejszego tłumaczenia - języki ewoluują, zmienia się ortografia, gramatyka, idiomy. 

No dobrze, powiecie. Literatura fachowa jest potrzebna, to wiadomo, ale co z monetami? Otóż to. Trzeba, KONIECZNIE TRZEBA, oglądać jak najwięcej monet. Przede wszystkim, na żywo - brać w ręce, oglądać przez lupę, patrzeć na monety pod różnym kątem, przy różnym oświetleniu. Zwracać uwagę na wszystko, na kolor metalu, jego fakturę, połysk, układ rys na powierzchni, miejsca gromadzenia się zabrudzeń, dźwięk wydawany przez monetę wirującą na stole... Tego nie zastąpią żadne zdjęcia. I dotyczy to monet wszystkich okresów. Kiedy przepuści się przez ręce odpowiednią ilość monet, to gdy zdarzy się ten przypadek, że trafimy na coś niezwykłego, odbiegającego od normy, albo coś, czego nigdy dotąd nie mieliśmy szczęścia widzieć, zauważymy to od razu. Dlatego warto chodzić na giełdy i targi  numizmatyczne. Nawet gdy nie kupimy nic, wyniesiemy coś bezcennego - doświadczenie.

Warto, co tam warto - TRZEBA, budować własne archiwum zdjęć monet. Dobrych zdjęć. Dobrze opisanych - żeby było wiadomo, co to jest, kto, kiedy i za ile to oferował/sprzedał/kupił.

Należy chodzić na numizmatyczne "eventy". Spotkania lokalnych klubów i kół kolekcjonerskich, na organizowane przez nie wykłady i wystawy. Jest ich coraz więcej i są coraz ciekawsze. I nie należy ograniczać się do imrez o tematyce ściśle zgodnej z naszym głównym tematem. Zaskakująco wiele można się tam dowiedzieć o monetach jako takich.  

W komentarzu jest jeszcze jedno pytanie, powiedzmy pomocnicze. Pamiętam, że na studiach mieliśmy kilku takich egzaminatorów, którzy mniemając, że ułatwiają egzaminowanemu studentowi udzielenie prawidłowej odpowiedzi, rzucali pytania pomocnicze, które kołem ratunkowym nie były. Raczej przysłowiową ostatnią deską ratunku rzucaną tak nieszczęśliwie, że zamiast pomóc, biła w potylicę i posyłała delikwenta na dno (czytaj - "no to widzimy się na poprawkowym").

Tym razem pomocnicze pytanie jest na szczęście celnie rzuconą pomocą - na ile okreslajac sie mianem numizmatyka wiedze, trzeba / powinno sie / wypada miec w glowie...

Co wypada mieć w głowie? Podstawowe fakty na pewno. Wypada je mieć w głowie, bo tego od nas oczekiwać będą wszyscy wiedzący o naszych zainteresowaniach. Ale nie należy wpadać w kompleksy, że się nie wie wszystkiego, bo wszystko pamiętają tylko dokumenty, a i to tylko do czasu, gdy ich ktoś nie zniszczy. 

Codzienny kontakt z monetami, z literaturą im poświęconą, sprawi prędzej, czy później, że będziemy "mieć w głowie" nadspodziewanie dużo. Przez kilka lat byłem moderatorem nieistniejącego już dziś forum numizmatycznego na portalu e-numizmatyka.pl. Jednym z moich obowiązków była pomoc w identyfikacji monet. Forumowicze przysyłali zdjęcia najróżniejszych okazów - monet, żetonów, medali i blaszek nie mających z monetami nic wspólnego, a ja starałem się coś o nich napisać. Czasem było to proste (bo wcześniej przejrzałem kilka metrów katalogów aukcyjnych), czasem wymagało żmudnych poszukiwań. Po roku takich codziennych wysiłków coraz rzadziej musiałem sięgać do katalogów. Wystarczał rzut oka. 

Dlatego powtórzę raz jeszcze - jeśli chcecie wyjść poza kolekcjonowanie ograniczające się do gromadzenia monet, musicie poświęcić monetom coś cenniejszego od pieniędzy - swój czas. Nie będziecie żałować.

Pamiętajcie jednak, że na monetach świat się nie kończy. Czasem trzeba się od nich oderwać. Nawet, gdy pogoda nie wydaje się najlepsza.

Ale nawet w tak nienumizmatycznych miejscach, gdzieś w tyle głowy te blaszki siedzą...

środa, 23 września 2020

Minimalnie spóźnione sprawozdanie na koniec lata.

Zastanawiając się nad tematem kolejnego wpisu, wymyśliłem, że ucieknę się do sprawdzonej metody i na tapetę wezmę jakąś monetę (monety?) z tegorocznych zakupów. I tu pierwsze zdziwienie. Okazało się, że tylko dwanaście z zakupionych w tym roku monet zdążyłem sfotografować i włączyć do katalogu zbioru. Reszta czeka na swoją kolej. Czeka, bo stale jestem zajęty czymś innym. 

Najciekawsze z tego tuzina już na blogu opisałem. Te mniej ciekawe, są po prostu za mało ciekawe, by je tu pokazywać. Zresztą prawie wszystkie, to lepiej zachowane egzemplarze monet, które już w zbiorze miałem.

Te inne zajęcia, to w tym roku przede wszystkim katalogi.
W styczniu skończyłem opracowanie szelągów i groszy koronnych Augusta III. 
W kwietniu opublikowałem trzecie wydanie katalogu II RP i GG.
Od maja męczę się z nowym wydaniem katalogu PRL (wyjdzie w pierwszej połowie października).

W międzyczasie wakacje, góry, praca, książki. 

I ta cholerna zaraza, przez którą przed monitorem spędzam więcej czasu niżbym chciał, bo często zdarza się, że wciągają mnie jakieś tematy dyskutowane na forach, a to miesza plany i dezorganizuje pracę. 

Bywa jednak tak, że takie pozornie nieistotne dyskusje okazują się nie dość, że ciekawe, to jeszcze zmuszają do ponownego przemyślenia własnych planów.

Niedawno taka żywa i pouczająca dyskusja rozpoczęła się na forum TPZN w wątku Ceny książek numizmatycznych i co czytać. Zaczęło się niewinnie, od refleksji na temat cen i dostępności literatury numizmatycznej. A później poszło...
Najpierw zastanawialiśmy się nad tym, czy mamy w tej chwili opracowanie, które można by nazwać korpusem polskiej numizmatyki, obejmującym całość od Chrobrego po czasy współczesne. Nie trzeba się długo zastanawiać, żeby stwierdzić, że takiej pomocy właściwie nie mamy. Pretendować do tytułu korpusu monet polskich mogły by trzy wydawnictwa - katalog kolekcji Czapskiego i opracowania E. Kopickiego - wielotomowy Katalog Monet i Banknotów Polskich oraz Ilustrowany Skorowidz pieniędzy Polskich... Paradoksalnie, łatwiejszy do nabycia (i tańszy) jest reprint pięciu tomów Czapskiego.  Są jeszcze oczywiście katalogi KAW, ale te nie sięgają przed Zygmunta Starego.  

Część kolekcjonerów, mam wrażenie, że tych rozpoczynających przygodę z monetami starszymi, zdecydowanie optowała za potrzebą (koniecznością nawet) wznowienia katalogów Kopickiego, a nawet za doprowadzeniem do możliwości ich dodrukowywania w miarę potrzeb. Zauważyłem, że jeśli chodzi o wznawianie, czy dodruk Ilustrowanego Skorowidza E. Kopickiego, to w wydaniu z 1995 r jest klauzula "Copyright by Polskie Towarzystwo Numizmatyczne". To wydaje się jest adres, pod który należy uderzać w tej sprawie. Problemem mogą okazać się niestety pieniądze. Nie numizmaty, tylko ekonomika takiego przedsięwzięcia.
Z drugiej strony, zastanówmy się, komu może być w tej chwili potrzebny taki korpus. Kolekcjonerowi? A kto teraz buduje kolekcję generalną - od średniowiecza po III RP? Ile może być takich osób? Trudno nie zauważyć, że jeśli kogoś stać na takie przedsięwzięcie, to kupno choćby najdroższych katalogów w celu utworzenia biblioteki  obejmującej całość takiego zbioru.
Firmom numizmatycznym, których pracownicy na codzień stają przed problemem identyfikacji kupowanych i sprzedawanych monet nie wystarcza poziom ogólności zapewniany przez podstawowy korpus. Żeby monetę dobrze sprzedać, trzeba ją dobrze (byle nie za dobrze) opisać. Do tego potrzebna jest wiedza zawarta w katalogach specjalistycznych. 

Podczas omawianej dyskusji padł argument, że taki korpus byłby pomocny w podjęciu decyzji o profilu rozpoczynanego zbioru. Nie trafia do mnie ten argument. Profil zbioru, można konstruować dowolnie, kierując się względami estetycznymi, finansowymi, zainteresowaniami historycznymi, dostępnością materiału, brakiem konkurentow - to przekłada się na poziom cen i tysiącem innych pomysłów. 

W tej chwili, dzięki internetowym archiwom sytuacja jest inna, niż w momencie, kiedy ja byłem na etapie planowania profilu zbioru. Napisałem o tym tak:
Czym się różni strata czasu na wyszukiwanie informacji w internecie od straty czasu na grzebanie w katalogach? Ja katalogów mam kilka półek, ale najczęściej sprawdzam wpadające mi w oko monety na stronach internetowych
https://aukcje.gndm.pl/pl/archive
https://wcn.pl/archive
https://archiwum.niemczyk.pl
i jeszcze paru, jeśli tam nie znajduję odpowiedzi. A jak nie znajdę, to pytam na forum.

Katalogi są mi w tej chwili potrzebne przede wszystkim do pracy nad własnymi katalogami, nad blogiem i jeszcze kilkoma pomysłami. 
Oprócz wspomnianych archiwów mamy przecież jeszcze Wikipedię. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Numizmatyka_polska
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cennik_monet_Berezowskiego

Wikipedię właśnie zaproponowałem w momencie, kiedy wątek skręcił w ścieżkę "jak nie ma korpusu, to go sobie sami zróbmy".  Dlaczego? Bo Wikipedia daje narzędzia, jest powszechnie dostępna, hasła na Wikipedii mogą opracowywać samodzielni autorzy ale mogą i grupy autorów. Hasła można dopracowywać posiłkując ię narzędziem do prowadzenia dyskusji itd.
Podstawowy problem pojawia się gdy zastanowimy się nad źródłami zdjęć. Firmy numizmatyczne udostępniają je w swoich archiwach, co nie oznacza, że można je bez ograniczeń wykorzystywać w jakichś innych publikacjach. 

16 września zabrałem głos w tej dyskusji po raz ostatni. Nie widzę szans powodzenia w akcjach proponowanych przez kolegów z forum TPZN. Kiedy skończę walkę z katalogiem PRL, zaktualizuję katalog III RP (strasznie zaniedbany), który być może też znajdzie miejsce w wydawnictwie Ridero, kiedy sfinalizuję dwa jeszcze pomysły, chodzące mi ostatnio po głowie, to będzie to moment, kiedy skończę też pracę zawodową i zostanę "stypendystą ZUS". Może wtedy spróbuję pobawić się Wikipedią, choćby w ograniczonym zakresie. 
A może zajmę się tym, czym wypełniałem wolne dni w ostatnich dwóch tygodniach?








czwartek, 10 września 2020

Dziesięć lat temu...

Dziesięć lat temu, w piątek 10 września 2010 r. o godzinie 20:22 opublikowałem pierwszy wpis (post) na tym blogu. Wpis o tytule 

Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty.


Tytule aktualnym do dziś. Aktualnym w tym sensie, że nie zmieniłem ani na jotę przekonania, że kolekcjonując monety, powinno się szerokim łukiem omijać "monety" wyprodukowane nie z myślą o rzeczywistym obiegu pieniężnym, tylko przeznaczone do sprzedaży kolekcjonerom.

Trochę statystyk aktualnych w chwili, kiedy to piszę: 
Marzyło mi się, że pierwszą dekadę przypieczętuję pięćsetnym wpisem. Nie wyszło. Leniwy jestem.
Jak widać, szczyt popularności mam za sobą; przypadł na lata 2016-2017. 
I dziesięć najpopularniejszych wpisów:
Nad fenomenem popularności wpisu o "Wariacie na swobodzie" już się kiedyś zastanawiałem. Wasze próby wyjaśnienia nie do końca mnie przekonały (podobno najpopularniejsze miały by być pierwsze wpisy po wakacyjnym zastoju). Chyba jest to jednak skutkiem częstego pytania "wujka Google" o wariatów na swobodzie. Przypadek, czy znak czasów, w których żyć nam przyszło? 

Cieszy mnie liczba komentarzy, świadcząca o tym, że nie tylko tu zaglądacie, ale też czytacie. Liczba ta była by znacznie większa gdybym bezlitośnie nie wycinał żałośnie niezdarnych prób reklamowania najprzeróżniejszych wyrobów (od produktów "Skarbnicy Narodowej" poczynając, na środkach na przyrost przyrodzenia kończąc). Od pewnego czasu, moderując komentarze pozbywam się też tekstów rażąco niegramatycznych i nieortograficznych, zwłaszcza gdy są treściowo puste, np. "Ja tez mam taka monete".  

Tych czterysta osiemdziesiąt wpisów, to masa tematów. Wiele poruszanych wielokrotnie, to prawda, ale zawsze i tylko wtedy, gdy docierały do mnie nowe monety, nowe informacje. Piszcie proszę od czasu do czasu o czym chcielibyście tu przeczytać - pamiętając, proszę, o profilu bloga. Jestem otwarty na  ciekawe propozycje tematów, nawet gdyby miały dotyczyć monet nie wchodzących w wąski przecież zakres moich zainteresowań. Monet, a nie monetopodobnych bibelotów, przypominam. 

Na dziś koniec. W ramach świętowania jubileuszu przetestuję
Wasze Zdrowie!
I na pohybel plagom, zarazom i pandemiom.

Zbierajmy Monety!!!

sobota, 5 września 2020

Krótki wpis turystyczno-numizmatyczny

 W czerwcu tego roku pod wpisem pesymistyczno-optymistycznym pojawił się ciekawy komentarz. 

Otóż jakieś 2 miesiące temu wybrałem się z rodziną pierwszy raz na szlak w Beskidzie Małym od przełęczy Przegibek przez Gaiki na Chrobaczą Łąkę. Między Gaikami a Chrobaczą znajduje się kapliczna na Przełęczy u Panienki. Ponieważ byłem tam pierwszy raz postanowiłem kapliczce przyjrzeć się z bliska i ku mojemu zaskoczeniu rzuciła mi się w oczy pozostawiona na postumencie 5-groszówka ( chyba ) z 1938r ... Pierwsza myśl ... biorę... w końcu ostatnio zacząłem zbierać monety, a 2rp jest w kręgu mojego zainteresowania... ale po krótkiej chwili... nie nie ktoś przecież po coś ją tam zostawił. Moneta jest przybrudzona farbą w kolorze kapliczki, a zatem nawet ktoś kto kapliczkę odnawiał jej nie ruszył... z szacunku/ze strachu/z przeoczenia ? Oczywiście zafascynowany takim znaleziskiem nie pomyślałem aby zrobić zdjęcie telefonem... A do dziś się zastanawiam czy możliwe jest, że leży tam złożona w ofierze jeszcze przed wojną, czy położył ją symbolicznie jakiś zapalony numizmatyk, a może komuś walała się po szufladzie i uznając za nic nie wartą po prostu zostawił w takim miejscu bo szkoda było do kosza wyrzucić... numizmatyka ma jednak wile twarzy.

Napisałem w odpowiedzi, że muszę tam zajrzeć. Okazja nadarzyła się dzisiaj.

Monety nie zauważyłem. Ani na postumencie, ani w umieszczonej na nim metalowej skrzynce.
Albo moja spostrzegawczość szwankuje, albo ktoś tę monetkę zabrał. 

Za to widoki były piękne.






piątek, 4 września 2020

Psychologia pewnie ma jakąś nazwę tego zjawiska. Nie znam jej, ale chyba rozumiem jego mechanizm. W końcu sam jestem jego niezłym przykładem. O co chodzi? Zaraz wyjaśnię. 

W moim katalogu monet II RP, w zakończeniu wstępnej części opisującej początki nowej Polski i jej pieniądza opisałem odciski monet obiegowych wykonanych w metalizowanej tekturze. Najlepiej będzie, jeśli pokażę ten fragment.

Rzecz w ty, że to nie jest matryca do tłoczenia wzorów monet obiegowych. Ale to nie jedyny mój błąd.

Po pierwsze, nie zwróciłem uwagi na to, że kwota 899 zł to nie cena uzyskana, tylko wywoławcza. Można to sprawdzić w oficjalnym archiwum Allegro.

"Nie było ofert kupna"! Tego nie powinienem przegapić, a przegapiłem. 

Sprzedawca opisał ten obiekt tak:

WITAM SERDECZNIE, DO WYLICYTOWANIA PŁYTKA DO WYBIJANIA MONET, FAŁSZYWEK? NIE MAM POJĘCIA 

DOSKONAŁA RZECZ DO UZUPEŁNIENIA KOLEKCJI MONET GROSZOWYCH

JEST TO NAPEWNO UNIKAT

PRZEDMIOT Z EPOKI

PREZENTOWANE MONETY NIE SĄ NA SPRZEDAŻ!

DO KUPIENIA SAMA PŁYTKA

STAN NAJLEPIEJ OCENIC SAMEMU PO OBEJRZENIU FOTEK

DLA ZAINTERESOWANYCH MOGĘ PRZESŁAĆ LEPSZE FOTKI

PO ZAKOŃCZONEJ AUKCJI ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ ODBIORU OSOBISTEGO W WARSZAWIE

PROSZĘ UWAŻNIE OGLĄDAĆ ZDJĘCIA!!!

Pomysł, że może to być matryca do tłoczenia wzorów dla kasjerów to drugi z moich grzechów. Po pierwsze, krótko przed napisaniem tego fragmentu katalogu natrafiłem na notowania wspomnianych tekturowych wzorów monet - skojarzenie wydało mi się aż nadto oczywiste. Po drugie, nie zastosowałem się do sugestii sprzedającego, by uważnie oglądać zdjęcia. Gdybym to zrobił, musiał bym zauważyć, że choć wizerunki na tej blasze są w negatywie (tak powinno być), to elementy rysunku są wypukłe, a nie wklęsłe. Wypukłe, jak na pieczątkach. 

Temat powrócił niedawno, prawie całkiem przypadkowo. Tym razem osoba, która mogła oglądać "matrycę" bezpośrednio, zwróciła uwagę na tę właśnie wypukłość. Zacząłem się  zastanawiać, w jakim celu ktoś taką "pieczątkę" mógłby wykonać i jedyne, co mi na myśl przyszło, to, że może to być narzędzie do drukowania "pieniędzy" będących elementem jakiejś gry planszowej. Przypomniałem sobie wywiad, który kilka lat temu czytałem w Polityce. Odszukanie kontaktu do p. Marka Sosenko zajęło krótką chwilę. Wysłałem zdjęcia i równie szybko dostałem odpowiedź:

To są klisze do drukowania kartoników z monetami służącymi do kilku gier edukacyjnych m.in do "malej poczty ". Mam takie kartoniki, z monetami do wycinania,  dokładnie ten wzór 

Zagadka rozwiązana. Nauczka na przyszłość - pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł, a nie przy pisaniu katalogów.

To jedna z rzeczy, o której będę miał okazję mówić za niecały miesiąc na kolejnej, siódmej już sesji wykładowej GNDM. Szczegóły u źródła.

W skrócie. Temat mojego wystąpienia: Monety IIRP - co wiemy, a czego nie wiemy.

Godzina 19, sala duża (wykładowa). Duża to niestety nie oznacza, że jak w poprzednich latach udział będzie mogło brać kilkadziesiąt osób. Epidemia, przez niektórych zwana zarazą, albo plagą spowodowała konieczność ograniczeń. Limit miejsc dla wydarzenia w sali dużej wynosi 21 dostępnych w zapisach i 4 zarezerwowane do dyspozycji organizatora.
Na szczęście organizatorzy zapewniają, że wybrane wydarzenia będą transmitowane na żywo na kanale YouTube.com/GNDMtv, a wszystkie zastaną zostaną na nim opublikowane w ciągu kilku dni po zakończeniu sesji.

W najbliższych dniach czeka mnie więc niełatwe zadanie doszlifowania wykładu na temat tak chętnie kolekcjonowanych monet dwudziestolecia międzywojennego. Trema dopadnie mnie gdzieś tak po 25 września. Pewnie będę ją odreagowywał na górskich szlakach, które mam nadzieję, nie będą już tak zatłoczone, jak latem.

środa, 12 sierpnia 2020

Milicja Obywatelska wiecznie żywa, czyli kraj na niby.

Temat wyskoczył, jak królik z kapelusza, kiedy w aktualizowanym właśnie katalogu obiegówek PRL dobrnąłem do rozdziału poświęconego monetom fałszywym. Bo okres PRL nie różnił się w tym względzie od żadnego okresu historycznego i żadnego miejsca na Ziemi gdzie istniała jakakolwiek forma pieniądza. Zawsze byli (i są) ludzie, którzy chcieli zarobić dużo, szybko i możliwie bez wysiłku. 

Fałszowanie pieniędzy to działalność z gruntu nielegalna, zbrodnia właściwie i jako zbrodnia zawsze była ścigana i karana najsurowiej, jak można, z karą śmierci włącznie.  I w tej chwili Kodeks Karny w art. 310 ustala dla fałszerzy karę nie niższą, niż 5 lat więzienia. Ba! Za same przygotowania do tego "należą się" co najmniej trzy miesiące paki.

Kodeks Karny PRL w artykule o tym samym numerze też przewidywał dla fałszerzy pieniędzy karę od pięciu do 25 lat pozbawienia wolności. Nie ustalono wtedy jednak kary za przygotowania do fałszowania pieniędzy lub do rozprowadzania sfałszowanych.

W okresie PRL, na szkodę emitenta fałszowano głównie duże nominały. Pierwsze zarejestrowane fałszerstwo monet dotyczyło złotówek z roku 1949. Fałszowano oczywiście i aluminiowe pięciozłotówki z rybakiem (nie mam takiego egzemplarza) oraz późniejsze dwudziestozłotówki z wieżowcami i z M. Nowotko.


Wspominałem już wiele razy, że dla numizmatyków zajmujących się pieniądzem nowożytnym i najnowszym, świetnym źródłem informacji są czasopisma, od dzienników po periodyki branżowe. W dziennikach z czasów PRL pojawiały się od czasu do czasu informacje o zatrzymaniu fałszerzy pieniędzy, ale próżno by w nich szukać szczegółów. 
Tych należało szukać w wydawnictwach specjalistycznych i nie mam tu wcale na myśli wydawnictw numizmatycznych. Kilka niezwykle interesujących tekstów znalazłem w periodyku Służba MO z lat 1965, 1968 i 1978. Sami zobaczcie, jak wspaniała to literatura i jak perfidne zbrodnie opisywała.

Cykl fałszerstwa monet zapoczątkował Józef Szmiglin z zawodu kowal, który w połowie maja 1951 roku w Ostródzie (województwo olsztyńskie) wyprodukował 70 falsyfikatów 1-złotowych monet emisji 1949 roku. Po przejrzeniu falsyfikatów, za nadające się do wprowadzenia w obieg uznał jedynie siedem, pozostałe zniszczył. W rezultacie zrezygnował również z kolportażu tych 7 wyselekcjonowanych falsyfikatów, wrzucając je do studni. W sierpniu 1951 roku jeden z miejscowych obywateli czyścił studnię i odnalazł wrzucone do niej falsyfikaty. Sądząc, że są to oryginalne money l-złotowe, udał się do sklepu i zakupił za nie papierosy. Sprzedawczyni po pewnym czasie zorientowała się, że są to falsyfikaty i zawiadomiła organa MO. W toku śledztwa Józef Szmiglin przyznał się do fałszerstwa. Zapytany o metody produkcji falsyfikatów wyjaśnił, że z walca żelaznego o średnicy nieco większej od złotówki uciął dwa krążki jednocentymetrowej grubości. W krążkach tych wytoczył otwory wielkości jednozłotowej monety. Następnie używając imadła, na dwóch innych (aluminiowych) krążkach odcisnął obraz obu stron monety. W ten sposób uzyskał na jednym krążku stronę przednią monety, na drugim krążku jej stronę odwrotną. Oba krążki umocował w otworach krążków żelaznych, uzyskując w ten sposób formę do odlewu monet. Monety odlewał ze stopu ołowiu i cyny.

Takich opowieści jest więcej. Wszystkie szczegółowe, z imionami, nazwiskami, zdjęciami , analizą typów fałszerstw.

Fascynujący jest opis wykonywania falsyfikatów srebrnych 200-złotówek z 1974 r.

Pomysł fałszowania monet zrodził się całkiem przypadkowo. Na kawałek folii aluminiowej leżącej na podłodze upadła mu moneta, którą nadepnął butem. Stwierdził wówczas, że odbiła się na folii wprost idealnie. Spostrzeżenie to postanowił wykorzystać do fałszowania srebrnych monet 200-złotowych, jako że folia aluminiowa odpowiadała swym wyglądem powierzchni tej monety. Jako materiał do wyrobu fałszywych monet posłużyły mu:
— folia aluminiowa srebrzysta,
— blacha z puszek konserwowych,
— ołów,
— klej epidian,
— lakier bezbarwny,
— srebrol (inaczej proszek aluminiowy).
Sposób produkcji tych monet przedstawił następująco: Arkusz folii aluminiowej zdobyty przy okazji w zakładzie pracy pociął na kawałki odpowiednio większe od monety 200-złotowej. Następnie oryginalną monetę 200-złotową odbijał na wyciętym kawałku folii. Przy tej operacji posługiwał się gumowym wałkiem o przekroju 35 mm lub zwykłym korkiem gumowym, wygładzając kontury monety, zawijając folię i odwzorywując ząbki. Po zawinięciu folii brzegi na obwodzie monety obcinał żyletką. Otrzymał w ten sposób odbitkę jednej strony monety, przypominającej kształtem wieczko pudełka. W ten sam sposób odbijał drugą stronę monety. Obie części folii z odbitymi konturami monety poddawał osobno usztywnieniu klejem epidianem używanym do sklejania metali, którego właściwością jest m.in. to, że dokładnie wypełnia miejsca wgłębione i szybko zasycha. Klej ten kupił w sklepie chemicznym. Na świeżą warstwę kleju nakładał krążek blaszany wycięty z puszki konserwowej, a po wyschnięciu kleju każda część fałszywej monety była względnie twarda. Aby nadać monecie właściwą wagę i grubość, przyklejał od wewnętrznej strony krążek ołowiany wyklepany z pancerza kabla. Po nałożeniu ołowianego krążka i przyklejeniu go epidianem do wewnętrznej strony jednej części nakładał drugą część fałszywej monety i obie te części razem sklejał. Składanie dwóch części monety można porównać do zamykania okrągłego pudełka. A zatem przekrój takiej monety składał się z następujących warstw: folii aluminiowej, kleju epidianu, blaszki z puszki konserwowej, kleju epidianu, ołowiu, kleju epidianu, blaszki z puszki konserwowej, kleju epidianu i folii aluminiowej. Obrzeże monety pokrywał cienką warstwą kleju bezbarwnego, aby nie było widać miejsc złączenia obu części, a następnie obtaczał monetę w srebrolu stosowanym w malarstwie pokojowym. Ząbki zaś na obwodzie falsyfikatu wygniatał oryginalną monetą 200-złotową.
Tak wykonana moneta była wiernym odbiciem oryginalnej srebrnej monety 200-złotowej. Może o tym świadczyć fakt, że w 7 wypadkach sprawcy udało się wprowadzić je w obieg.

Wszystkie te opisy dają obraz dość żałosny. Duży nakład pracy, marna jakość "wyrobów" z jednej strony i z drugiej, częsta niewątpliwa, choć nie wskazana wprost w publikacji "życzliwość" sąsiadów powodowały, że peerelowscy fałszerze monet krezusami nie zostawali. I to mnie nie dziwi. 

Zdziwienie, zaskoczenie i osłupienie przeżyłem zabierając się za wykaz aktów prawnych tyczących, ogólnie rzecz biorąc, pieniądza PRL. Są to oczywiście typowe zarządzenia Ministra Finansów w sprawie ustalenia wzorów, stopu, próby, masy i wielkości emisji monet oraz terminu wprowadzenia ich do obiegu, zarządzenia o wycofywaniu z obiegu pewnych monet, ale też uchwały Rady Ministrów w sprawach związanych z systemem pieniężnym i w końcu to, co dostarczyło nieoczekiwanych wrażeń: Zarządzenie Prezesa Narodowego Banku Polskiego w sprawie zatrzymywania fałszywych znaków pieniężnych. Pierwszy raz wydane 11 listopada 1955 r. (Monitor Polski nr 116, poz. 1524). Zastąpione zarządzeniem z 28 stycznia 1983 (Monitor Polski nr 5, poz. 37), które z kolei zostało zastąpione zarządzeniem z 31 sierpnia 1989 r. (Monitor Polski nr 32, poz. 255).

Widzicie! "Status aktu prawnego: obowiązujący" I cóż w tym dziwnego?  Na razie nic, ale kiedy zaczniemy czytać, to...

Czyli, jeśli macie powiedzmy sklep i klient zapłaci Wam za zakupy gotówką, a Wy stwierdzicie, że moneta lub banknot są wątpliwej oryginalności, to:

  • zatrzymujecie podejrzany znak pieniężny
  • sporządzacie protokół w trzech egzemplarzach
  • oryginał protokołu i zatrzymany znak pieniężny przekazujecie do odpowiedniej jednostki MILICJI OBYWATELSKIEJ.

Czy wiesz droga czytelniczko/czytelniku, gdzie znajduje się "właściwa terytorialnie jednostka Milicji Obywatelskiej"? 

Za Wikipedią:

Milicja Obywatelska – mundurowa formacja państwowa o charakterze policyjnym służąca do utrzymania systemu państwowego, walki z przestępczością oraz zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, działająca w PRL oraz w Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1944–1990.

Od roku 1990 zadania MO przejęła Policja. Może gdzieś w odpowiednich przepisach, małymi literkami napisano, że w różnych innych obowiązujących nadal aktach prawnych, słowa Milicja Obywatelska należy czytać jako Policja, ale jakoś tego znaleźć nie potrafię. 

Czy przypadkiem nie mamy tu pewnej sprzeczności z duchem ustawy z dnia 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki? 

Swoją drogą, dość dziwną datę wybrano na podpisanie tej ustawy.


wtorek, 4 sierpnia 2020

Czy da się przegapić rewolucję?

No, może tylko rewolucyjkę. Chociaż...

Kiedy 31 października 2013 r. Narodowy Bank Polski zawarł umowę z The Royal Mint na dostawę monet 1, 2 i 5 groszy ze zmienionego stopu i nowym awersem, to była rewolucja. 
Kiedy w roku 2017, po wygaśnięciu kontraktu z Anglikami, Mennica Polska rozpoczęła bicie monet o nominałach od 1 grosza do 1 złotego z nowym awersem, to była rewolucja. 

Czyż nie jest więc rewolucją kolejna zmiana, polegająca na zastąpieniu dla nominałów od 10 groszy do 1 złotego dotychczas stosowanych krążków miedzioniklowych (MN25) krążkami "...ze stali pokrytej miedzią i niklem..."? Czy dobrze rozumiem zapis na stronie NBP? Nie miedzioniklem, tylko właśnie stali pokrytej miedzią i niklem. 

Okazuje się, że przegapienie takiego wydarzenia jest możliwe nawet dla kolekcjonera monet obiegowych. Nie wiem, kiedy informacja pojawiła się na wskazanej wyżej stronie NBP. Jak zwykle, na początku roku sprawdziłem komunikat o wysokości nakładów poprzedniego rocznika i później już tam nie zaglądałem. Że coś się stało, wywnioskowałem z publikowanych w internecie wiadomości, a raczej próśb o wyjaśnienie powodów, dla których złotówki z datą 2020 są odrzucane przez większość automatów sprzedażnych. Obejrzałem moje monety z tego roku (wiem, przepraszam za brak aktualizacji katalogu sieciowego obiegówek III RP, zaległości naprawię) i nie zauważyłem żadnych rzucających się w oczy różnic, Teoretycznie  (patrz informacja NBP) powinny ważyć tyle samo, co z lat poprzednich, ale są trochę lżejsze. Największa różnica i prawdopodobna przyczyna braku możliwości płacenia nimi w automatach parkingowych, biletowych, kawowych itp. to ich własności magnetyczne. 

Wspomniałem, że nie odnotowałem, kiedy NBP poinformował o zmianie - poszukiwania informacji w źródle strony i w serwisie http://web.archive.org/ nie dały rezultatów. Ciekawe, co na to właściciele tych wszystkich automatów. Czy ich uprzedzano o planowanej zmianie, a jeśli tak, to z jakim wyprzedzeniem?

Jako że wakacje, dziś zdjęć monet nie będzie. Na monetach świat się nie kończy.




P.S. 12.8.2020

Sprawdziłem w ISAP. 
Nowy wzór monet został zadekretowany zarządzeniem NR 34/2019 Prezesa NBP
z dnia 12 grudnia 2019 r. w sprawie ustalenia wzorów, stopu, masy i wielkości emisji monet o wartości nominalnej 10 gr, 20 gr, 50 gr i 1 zł opublikowanym 18 grudnia 2019 r w Monitorze Polskim pod poz. 1188. 

Printfriendly