Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emeryk Hutten-Czapski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emeryk Hutten-Czapski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2015

Sarmaci

W drugim tomie katalogu kolekcji Emeryka Hutten-Czapskiego znajdujemy rozdział z monetami obcymi odnoszącymi się do historii Polski i jej miast. Rozdział rozpoczyna follis Konstantyna I Wielkiego wybity w latach 324-325 n.e. w Sirmium -obecnie Sremska Mitrovica, miasto nad Sawą na terenie Serbii.
Na rewersie monety przedstawiono boginię Wiktorię depczącą jeńca, trzymającą w jednej ręce tropajon, w drugiej gałązkę palmową. Scenę otacza napis SARMATIA DEVICTA.

Bez wyjaśnień się nie obędzie.
Tropajon to symbol zwycięstwa - zbroja ściągnięta z wroga (trofeum), gałązka palmowa- znak mocy i zwycięstwa. I jeszcze stopa na grzbiecie pokonanego. Nie tylko pokonanego, ale i podporządkowanego. Moneta upamiętnia zwycięstwa Konstantyna nad Sarmatami odniesione w roku 322. Zwycięstwa, które zapewniły Rzymowi na pewien czas spokój na granicy nad Dunajem.

Dlaczego Czapski uznał tę monetę za związaną z Polską? Pośrednio zawinił Karol Beyer (muszę i tu o nim coś więcej napisać), bo to od niego Czapski nabył tę monetę w maju 1872 r. Winowajców ważniejszych trzeba szukać w czasach znacznie wcześniejszych, bo teorie wiążące (a nawet utożsamiające) Słowian - a więc i Polaków -  z Sarmatami sięgają średniowiecza. To wtedy uczeni odkrywali na nowo pisma starożytnych (Herodota, Ptolomeusza, Pliniusza) i z różnym skutkiem starali się identyfikować starożytne nazwy krain i ludów. Długosz, opisując geografię Polski, nazywał Karpaty górami sarmackimi, a Bałtyk morzem sarmackim. Późniejsze dzieła (m. innymi Miechowity i Kromera) utrwaliły pogląd o sarmackim pochodzeniu Polaków. Jeszcze Staszic w 1807 r. pisał "O ziemiorództwie gór dawnej Sarmacyi". Późniejsi badacze zanegowali sarmackie pochodzenie Polaków. Zdecydowanie sprzeciwił się tej teorii Joahim Lelewel (też mocno zainteresowany numizmatyką!). Mimo to w czasach Czapskiego nie brakowało numizmatyków uważających, że naszymi przodkami byli waleczni Sarmaci. Dlatego w katalogach zbiorów Leona Mikockiego, Antoniego Ryszarda, Karola Beyera na jednych z pierwszych pozycji znajdują się denary Marka Aureliusza z legendą awersu M.ANTONINVS AVG. GERM. SARMAT. P.P.S.O. i follisy Konstantyna Wielkiego z rewersem SARMATIA DEVICTA.

Kiedy przeglądając monety wystawione na eBay zauważyłem tę monetkę
ustawiłem limit w snajperze. Niewysoki, ale wystarczył. Moneta już do mnie jedzie. Gdy dotrze na miejsce będę mógł się upewnić co do mennicy, w której ją wybito. Na zdjęciu z aukcji wydaje się, że litery w odcinku to STRN. To oznaczało by mennicę w Trewirze, mieście założonym na miejscu obozu Legionów Juliusza Cezara, które podbiły  celtyckie plemiona Trewerów pomiędzy 58 a 50 p.n.e. Miasto powstało w 16 p.n.e. Rzymianie nazwali je Augusta Treverorum ku czci cesarza Augusta.

Może też okazać się, że w odcinku jest SIRN, co wskazywało by na Sirmium, jak w przypadku monety Czapskiego. Co ciekawe, ostatnia litera odcinka wydaje się niewątpliwa - N. Nie natknąłem się w literaturze na taką monetę. Na razie cierpliwie czekam.

Aktualizacja 19.09.2015
Moneta dotarła. Jednak SIRM, czyli mennica w Sirmium. Zostaje w kolekcji.

Miało być coś o muzyce.
Proszę bardzo.
Katowice świętują w tym roku 150-lecie istnienia. Z tej okazji odbywa się mnóstwo imprez, wystaw, koncertów. Nie mogłem nie skorzystać z okazji obejrzenia plenerowego koncertu Archive na terenach po zamkniętej kopalni "Katowice" , które miasto od kilku lat przekształca w strefę kultury. To tu mieszczą się nowa siedziba Muzeum Śląskiego, nowy wspaniały budynek Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Międzynarodowe Centrum Kongresowe - bliski sąsiad słynnego "Spodka". Znika powoli rozbierany od góry paskudny wieżowiec DOKP.
Na tym terenie jest też wystarczająco dużo miejsca, by organizować duże koncerty plenerowe.

W piątek, 11 września odbyły się w tym miejscu dwa świetne koncerty. Najpierw pokazała, co potrafi Natalia Przybysz
 zdjęcie z http://www.cityfun24.pl

później Archive

zdjęcie z profilu grupy na Facebooku

Obydwa koncerty (znakomite!) potwierdziły to, co zawsze powtarzałem - słuchanie muzyki z płyt jest jak lizanie cukierka przez szybę. Dopiero muzyka słuchana na żywo daje pojęcie o tym co naprawdę potrafią muzycy.
Wysłuchanie tego to też tylko namiastka, ale posłuchajcie - 150 lat Katowic - Archive  na bis.

Jeszcze tylko miesiąc i parę dni, a zweryfikuję umiejętności moich ulubieńców.

P.S.
Natalia Przybysz na bis zaśpiewała "Sto lat" (nie, nie ten biesiadny evergreen), poprzedzając to życzeniami dla słuchaczy. Powiedziała, że mogły by to być też życzenia dla miasta, ale "co to sto lat dla miasta...". A nad nią był napis 150 lat miasta Katowice. Dla Katowic sto lat to wieczność. Dwieście lat temu były tu lasy i mokradła.











sobota, 18 stycznia 2014

Nakłady obiegówek z rocznika 2013

Na stronie NBP pojawiła się informacja o wysokości nakładów monet obiegowych rocznika 2013.
1 grosz - 323 000 000
2 grosze - 150 000 000
5 groszy - 88 000 000
10 groszy - 142 000 000
20 groszy - 36 000 000
50 groszy - 30 000 000
1 złoty - 21 000 000

Dwójek i piątek nie bito. Nakłady wysokie, nawet bardzo.
Czekamy na rocznik 2014. Będzie się działo!

W środę, 15 stycznia, miałem przyjemność wysłuchania ostatniego z ubiegłosezonowych wykładów z cyklu "Numizmatyka, czyli co?". Oczywiście w Krakowie, u Czapskich.
Pani Anna Bochnak przedstawiła nam Warsztat numizmatyczny hrabiego Czapskiego. Poznaliśmy życiorys hrabiego, dowiedzieliśmy się, że swoje kolekcjonerskie pasje, bynajmniej nie ograniczające się do numizmatyki, rozwijał od wczesnej młodości. Mogliśmy obejrzeć notatnik założony przez osiemnastoletniego wówczas Czapskiego zawierający spis monet z jego kolekcji. Już wtedy był w niej na przykład grosz krakowski Kazimierza Wielkiego!
Czapski dzięki pokaźnemu majątkowi bardzo szybko zgromadził potężną kolekcję kupując nie tylko pojedyncze monety, ale też całe zbiory. Między innymi zbiór Michała Tyszkiewicza, który znudził się kolekcjonowaniem monet dodatkowo zniechęcony zalewem falsyfikatów. Czyli to, na co teraz tak narzekamy nie jest niczym nowym. Zresztą sam Czapski też nie raz padł ofiarą fałszerzy i znane są monety, które włączył do zbioru, oznakował swoją puncą, a później, po wybuchu afery Majnerta zidentyfikował jako falsyfikaty i oznaczył drugą puncą - z napisem FALSUS. 
Uzupełnieniem wykładu była możliwość bezpośredniego, nie przez szybkę, podziwiania wspomnianego już notatnika, dwóch pudełek katalogu kartkowego i pierwszego tomu drukowanego katalogu kolekcji. Był to egzemplarz uzupełniony podczas oprawiania o dodatkowe karty, na których Czapski nanosił uzupełnienia i notatki - materiały do wydania kolejnych tomów katalogu.

Z dumą i tremą donoszę, że następny cykl wykładów u Czapskich rozpocznie się 25 marca 2014 r. moim wykładem Kolekcjoner czyli kto? Zapraszam.

Jak już się chwalę, to do końca. Dotarł do mnie jeszcze jeden grosz Augusta III z roku 1752.
Tym razem odmiana z trójką w otwartym łuku.

Dobrze się ten rok zaczyna.

sobota, 28 września 2013

Wystarczy chcieć?

Tydzień temu spędziłem kilka godzin w muzeum Czapskich. Metodycznie, sala po sali, gablota po gablocie, oglądałem, podziwiałem. Tym razem w spokoju, bez tłumu gości zaproszonych na uroczyste otwarcie, ale nie w samotności. Muzeum oprócz mnie zwiedzało jeszcze kilka osób, w większości w parach. Mieszanych. Panowie pokazywali swoim towarzyszkom co ciekawsze okazy i cierpliwie tłumaczyli powody, dla których te czasem niepozorne numizmaty, są ważniejsze od innych.

Zauważyłem dwie prawidłowości. Panie najwięcej czasu spędzały przed wielką gablotą z medalami i wszystkie, czasem głośno, zachwycały się...
rękopisami Hrabiego. Najpierw pojedynczymi kartami umieszczonymi w gablotach razem z monetami, których dotyczyły. Później, w osobnej salce, rękopiśmiennym katalogiem.

Monety, medale może kupić każdy. To tylko kwestia czasu i pieniędzy. Niemałych, to prawda, ale tylko pieniędzy. Opracowanie zgromadzonej kolekcji, jej rzetelne skatalogowanie to już inna bajka. Niewątpliwie wymaga to czasu, mnóstwa czasu, jeśli kolekcja liczy wiele tysięcy obiektów. Ale dysponując nawet stuleciami, nie zrobi się nic nie mając do tego chęci, nie czując wewnętrznego przymusu. Czy ktoś nakazał tę pracę Czapskiemu? Czy ktoś go z niej rozliczał? Nie. On tak po porostu miał.
karta z katalogu kartkowego Emeryka Hutten-Czapskiego
skan z broszury edukacyjnej wydanej przez muzeum

Karty miedziaków są nie mniej precyzyjne od kart medali i portugałów. Na kartach monet średniowiecznych Hrabia pieczołowicie odtwarzał krój liter legend. Wszystkie osoby zatrzymujące się na dłużej w gabinecie Czapskiego miały jeden komentarz - to niewiarygodne!

W sali z monetami antycznymi w opisach wielu monet powtarza się zdanie: "Dar Karola Halamy". O kim mowa?
O panu naczelniku urzędu pocztowego z Żywcu, który już po drugiej wojnie światowej, w roku 1946 przekazał krakowskiemu Muzeum Narodowemu 2574 monety starożytne, w tym 858 greckich, 108 Republiki Rzymskiej, 1541 rzymskich okresu Cesarstwa oraz 67 bizantyńskich - z małym wyjątkiem  brązowych i srebrnych oraz 150 tomów literatury numizmatycznej. Do dziś dar Karola Halamy stanowi około jednej trzeciej całej kolekcji antycznych monet MNK.
Pan naczelnik był od  1891 roku członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Numizmatycznego. Kilkanaście lat później ok. 1909 roku zapisał się do Krakowskiego Towarzystwa Numizmatycznego. Publikował, korespondował, budował kolekcję, urządzał w swoim domu wystawy monet dostępne dla publiczności. Kierował żywiecką pocztą, był członkiem Rady Miejskiej w Żywcu, pracował w Komisjach Rewizyjnych, Zarządzie Miasta, w Wydziale Powiatowym i w Komunalnej Kasie Oszczędności i prowadził, jak byśmy dziś powiedzieli, działalność charytatywną. Czy ktoś mu kazał? Ktoś go z tego rozliczał?
Podczas wojny uchronił kolekcję przed rabunkiem i rozproszeniem. Po wojnie zrealizował swój zamiar jeszcze z 1939 roku - darował kolekcję Muzeum Narodowemu.

Sprawdziłem i sam w to nie mogę uwierzyć. W dwustu pięciu postach, które do tej pory opublikowałem ani raz nie pojawiło się nazwisko Boratini. Tak dalej być nie może. Kiedyś napiszę o nim coś więcej, dziś coś w rodzaju kalendarium.

Urodził się przed rokiem 1620, prawdopodobnie w 1617.
W roku 1637, jako "doktor z Wenecji" udał się w naukową podróż do Egiptu. Dwudziestolatek!
Do 1641 roku badał zjawisko wylewów Nilu, wykonał pomiary zabytków egipskich próbując odtworzyć starożytny system miar, ustalił i zapisał współrzędne odwiedzanych zabytków (nie miał GPS).
Po wyjeździe z Egiptu pojawił się w Polsce, ale wkrótce, w 1645 r. ją opuścił udając się przez Węgry do Włoch. Na Węgrzech obrabowano go z cennych egipskich notatek i rękopisu pracy poświęconej udoskonaleniu wagi hydrostatycznej wynalezionej przez Gallileusza. Zwiększenie dokładności tej wagi pozwoliło Boratiniemu na dokładne zmierzenie ciężaru właściwego różnych substancji. W tym samym czasie rozpoczął opracowywanie jednolitego systemu miar. Zajęło mu to około trzydziestu lat. A w międzyczasie?
W 1648 r. wrócił do Polski.
W 1650-tym pojechał do Paryża szukając sponsora dla sfinansowania machiny latającej zdolnej unieść w powietrze człowieka. Miał "tylko" model, w którym mógł latać kot. Nie wyszło, ale z Francji wrócił wzbogacony o umiejętności wykonywania miedziorytów.
1651 - sprowadzał z Wenecji soczewki dla Heweliusza. Sam nauczył się je wytwarzać trochę później i osiągnął w tym wielką biegłość. Zbudował obserwatorium astronomiczne i  jako pierwszy zaobserwował plamy na Wenus.
1652 - pracuje jako architekt w Warszawie (Pałac Kazimierzowski, zamek Ujazdowski) i uzyskuje dzierżawę olbory olkuskiej - podatku płaconego w naturze przez olkuskich gwarków.
1654 - udaje się z misją dyplomatyczną do Toskanii równocześnie wykorzystując wyjazd do uzupełnienia wiedzy.
1657 - wraca do Polski, razem z bratem bierze czynny udział w wojnie ze Szwecją.
1658 - obejmuje kierownictwo mennicy krakowskiej (do roku 1661). Ponownie otrzyma ją w 1667 w zarząd na dwa lata razem z mennicą bydgoską. W tym samym roku występuje z projektem emisji miedzianych szelągów.
1659 - tworzy mennicę w Ujazdowie przeznaczoną do miedzianej produkcji szelężnej (do roku 1665). Boratynki bije też w Krakowie.
1660 - osiada na stałe w Polsce, kupuje majątek w Sulgostowie pod Opocznem. Prawdopodobnie jeszcze w tym samym roku organizuje mennicę miedzianą w Brześciu Litewskim.
1662 - podróż do Włoch.
1664 - obejmuje mennicę litewską w Wilnie.
1666 -  buduje most na Wiśle (i bierze go w dzierżawę).
1668 - po zamknięciu mennic angażuje się w politykę, nieskutecznie próbując doprowadzić do  elekcji Kondeusza. Królem zostaje Michał Korybut.
1675 - publikuje dzieło o mierze uniwersalnej. 
1678 - otrzymuje ponownie zarząd mennicy krakowskiej.
1681 (lub 1682) - Tytus Liwiusz Boratini umiera, ale jego spadkobiercy nadal biją w Krakowie monety z jego inicjałami (aż do 1687 r.)


Jako fizyk (z wykształcenia) i metrolog (z zawodu), nie mogę nie wspomnieć raz jeszcze o traktacie Misura universale. Opisał w nim sposób ustanowienia ujednoliconych, odtwarzalnych jednostek miary długości i ciężaru. Jednostką długości miał być metr (tak, ta nazwa to pomysł Boratiniego) będący długością wahadła wykonującego jedno wahnięcie na sekundę. Sześcian o boku równym jednej szesnastej metra napełniony wodą (Boratini podał dokładny przepis dotyczący sposobu pobierania wody w tym celu - deszczówka zbierana w określonych warunkach) miał być jednostka ciężaru.
Winieta karty tytułowej Misura universale
miedzioryt wykonany prawdopodobnie przez Boratiniego.


Co jeszcze?
Takie tam "drobiazgi" - skonstruował wiatrak pompujący wodę, wynalazł mikrometr (przez niektórych nazywany mikromierzem), zaplanował sposób przeprowadzenia pomiaru długości południka ziemskiego metodą triangulacyjną.
W międzyczasie miał sześcioro dzieci.

Czasem mam wątpliwości, czy życiorysy takich osób potwierdzają tezę, że "wystarczy chcieć", czy dowodzą, że same chęci to za mało. Że potrzebne jest coś jeszcze. Iskra boża, odwaga, brak instynktu samozachowawczego? Pewne wydaje mi się jedno - "wystarczy być", to złe podejście do życia (choć czasem przyjemne).

sobota, 29 czerwca 2013

I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem...

27 czerwca 2013 roku - wczesnym popołudniem przyjechałem do Krakowa. Rozglądam się dookoła...
Wawel - stoi
Wisła - płynie
Ulice - udekorowane
Główny gmach Muzeum Narodowego - przygotowany
Zaproszenie - w kieszeni
A do rozpoczęcia uroczystości jeszcze sporo czasu. No to w drogę. Najpierw na ulicę Piłsudskiego 10-12.
To tu, w tym niewielkim pałacyku kryją się skarby przekazane Polsce przez rodzinę Hutten-Czapskich. Nad wejściem, dewiza
MONVMENTIS PATRIAE NAVFRAGIO EREPTIS
PAMIĄTKOM OJCZYSTYM OCALONYM Z BURZY DZIEJOWEJ
Kolekcji pamiątek ojczystych strzegła i strzeże czujna chimera (dla przyjaciół żaba)


Chciało by się już przez te drzwi, do środka...
ale na zegarze dopiero trzy na drugą. Trzeba by coś zjeść. W Krakowie to łatwe - pod warunkiem, że nie jest się osłem Buridana.

Żołądek pełny, czas powędrować w kierunku Błoni. Zanim otworzą się drzwi pałacyku Czapskich, czeka nas jeszcze oficjalna uroczystość w gmachu głównym Muzeum Narodowego. W holu czekają rzędy krzesełek; powoli schodzi się przeszło trzystu zaproszonych gości.

Zaproszonych powitała Pani Zofia Gołubiew, Dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Później przemówienia - Wojewoda Małopolski Jerzy Miller, przedstawiciel Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jacek Miller, Stanisław Dziedzic – dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa, przedstawiciel Prezesa Narodowego Banku Polskiego Jacek Bartkiewicz, Henryk Woźniakowski – prezes Towarzystwa Przyjaciół Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego.
Pani dyrektor przedstawiła ekipę odpowiedzialną za realizację projektu Europejskiego Centrum Numizmatyki Polskiej w Krakowie
Nie mogło oczywiście zabraknąć rodziny Hutten-Czapskich
Pani Izabella Godlewska de Aranda – prawnuczka hrabiego Emeryka

Kończą się przemówienia, ruszamy do pałacyku Czapskich. W ogrodach czeka poczęstunek, gra kwartet jazzowy.
Przeczekujemy pierwszy tłok sącząc niezłe wino. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Nareszcie!

Jest pięknie! Wnętrza, meble, dekoracje, starodruki...
I monety - od antyku, przez średniowiecze, aż do czasów najnowszych. Ale jakie monety! Jakie medale!


Zwiedzającym pomagają komputery - gabloty wyposażono w dotykowe ekrany. Można poczytać o wystawionych eksponatach, można dokładnie obejrzeć ich zdjęcia w ogromnych powiększeniach. Nie trzeba wytrzeszczać oczu, by zobaczyć szczegóły maleńkich nieraz monet.

Nie wszystkie monety są małe. Ta największa prezentuje się wspaniale.
Podobnie, jak łokietkowy floren unikatowy GNEZDVN CIVITAS Chrobrego, umieszczona w osobnej gablotce umożliwiającej podziwianie i awersu, i rewersu.

Wędrówkę po salach muzeum kończymy grubo po dwudziestej pierwszej. Jeszcze ciasto i kawa w ogrodach, kawa pomoże zwalczyć senność za kierownicą. Został bym dłużej, ale następnego dnia trzeba zameldować się rano w pracy, a do domu kawałek drogi. Żegnamy się z "żabą" i w drogę.

Plan jest prosty. Po wakacjach nacieszyć jeszcze raz oczy, dokładnie oglądając wystawione monety (ze trzy dni to zabierze), a później... Do pracy. Dla zainteresowanych przygotowano salę multimedialną, pokój kwerend, udostępniono bogatą bibliotekę.

Przez trzy dni po inauguracji, muzeum zorganizowało dni otwarte. Jutro ostatnia szansa:
30 czerwca 2013, niedziela:
Muzeum czynne w godz. 10.00–18.00
Zwiedzanie od godziny 10.00 do 17.30 , co 30 minut.
Wejścia w grupach.

godz. 12.00: Agnieszka Perzanowska, "Księgi stare, piękne, małe i duże - Księgi i książeczki w XVIII wieku" -  wykład połączony z pokazem autentycznych obiektów

godz. 14.00: Mateusz Woźniak, "Ekspozycja to nie wszystko!? Czyli co kryją magazyny Gabinetu Numizmatycznego" - wykład  połączony z pokazem autentycznych obiektów

godz. 16.00: Anna Klisińska-Kopacz, Joanna Sobczyk, "Nowoczesne metody badania monet" -  wykład połączony z pokazem autentycznych obiektów

godz. 18.00: Koncert w ogrodzie Czapskich. KWARTET OBOJOWY. Kierownictwo artystyczne: Mariusz PĘDZIAŁEK. W programie: Mozart, Piazzola.
Nie ma się co zastanawiać, jeśli macie czas - obecność obowiązkowa.

Od 2 lipca 2013 r. Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego będzie otwarte dla wszystkich:
Niedziela jest dniem wolnego wstępu
Poniedziałek - nieczynne
Wtorek - sobota: 10.00 - 18.00
Niedziela: 10.00 - 16.00

Bilet normalny - 9 zł
Bilet ulgowy – 5 zł
Bilet rodzinny – 18 zł
Bilet grupowy normalny – 7 zł
Bilet grupowy ulgowy – 4 zł

27 czerwca pozostanie świętem polskiej numizmatyki. Po przeszło siedemdziesięciu latach przywrócono stałą wystawę numizmatycznej kolekcji Emeryka Hutten-Czapskiego.
Realizacja projektu „Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej” kosztowała mniej więcej dwadzieścia trzy miliony złotych, maleńki ułamek materialnej wartości kolekcji Czapskich. Znikomo mało, wobec jej wartości historycznej.

Więcej można czasem w lotto wygrać!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Już za chwileczkę, już za momencik...

Już za kilka dni, za dni parę...

Wakacje też, oczywiście. Czekam na nie z niecierpliwością. Wcześniej jednak nastąpi coś, na co czekam w napięciu dalece większym. Już o tym pisałem.

W Krakowie na co drugim płocie (prawie) plakaty z chimerą chroniącą monety.
Wczoraj w gmachu głównym Muzeum Narodowego Pani Anna Bohnak wygłosiła wykład " Józef Majnert - od mincerza do fałszerza". Ostatni z tegorocznych wykładów weekendowych. Drugi cykl, "Wykłady w tygodniu" zakończy się w przeddzień uroczystego otwarcia Muzeum im. Emeryka HutteCzapskiego wykładem profesora Borysa Paszkiewicza "U narodzin mennictwa pomorskiego".

Byłem na wykładzie poświęconym naszemu arcyfałszerzowi. Jak zwykle, nie żałuję. Wykład ciekawy, zwłaszcza w części dotyczącej końca krótkiej kariery zawodowej Majnerta młodszego. Okazało się, że część źródeł błędnie podaje datę odejścia Józefa Majnerta z mennicy, znacznie odsuwając ją od rzeczywistej, czyli od roku 1851. Dzięki obecności na wykładzie mogłem skorygować takie błędnie zacytowane daty w cyklu moich felietonów pisanych dla e-numizmatyki.

Równie ciekawie było podczas dyskusji po wykładzie. Pojawiły się dodatkowe informacje na temat Karola Beyera, który wziął na siebie ciężar walki z fałszerzem i jego wyrobami. Walki polegającej między innymi na skupowaniu "majnertów" i oddawaniu ich do przetopienia (w pierwszym okresie) oraz oznaczaniu nieusuwalnym stemplem "FALSVS" w późniejszym czasie. Beyer przygotował również album zawierający opisy oraz odbitki fałszywych monet spod ręki Majnerta. Album pozostał jednak w rękopisie aż do roku 1909, kiedy upubliczniono go w kilku odcinkach w Wiadomościach Archeologiczno-Numizmatycznych. Możemy przypuszczać, że zaniechano wcześniejszej publikacji ze względu na ochronę dóbr osobistych klientów i współpracowników Majnerta.

Po powrocie do domu włączyłem na chwilę komputer żeby sprawdzić pocztę (taki nałóg, niestety). Około trzydziestu wiadomości - jak zwykle pod koniec dnia, a wśród nich ta jedna, najważniejsza. Najważniejsza, bo zawierająca zdanie
"...przesyłam w załączeniu zaproszenie na uroczyste otwarcie Pałacyku Czapskich. Mam nadzieję, że termin jest dla Pana dogodny.".
No masz! Jak mógłby być niedogodny.

Choćby się paliło i waliło - JADĘ!



niedziela, 17 marca 2013

27 czerwca 2013 r.

Są nowe wiadomości z Krakowa. Jedna lepsza od drugiej!

Nie tak dawno temu przekazywałem informację o cyklu niedzielnych wykładów organizowanych przez Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Wczoraj dowiedziałem się o równoległym cyklu wykładów - "Numizmatyka czyli co?" - wykłady tygodniowe, który można nazwać cyklem profesorskim.
Zapowiada się bardzo ciekawie. Trzeba będzie zarezerwować kilka popołudni na wyjazdy do Krakowa.

Znakomita wiadomość pojawia się w dalszej części ulotki zapraszającej na wykłady tygodniowe.
27 czerwca 2013 nastąpi uroczyste otwarcie Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego. Nie mogę się już doczekać momentu, kiedy będzie można podziwiać skarby, których przez tyle lat skutecznie strzegła chimera Henryka Kunzeka.






wtorek, 12 lutego 2013

Wykłady numizmatyczne w Krakowie - ciąg dalszy

Zbliża się termin zakończenia remontu Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego  w Krakowie. Jeszcze kilka miesięcy i Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie zacznie działać pełną parą.

Na razie nie możemy jeszcze cieszyć oczu ekspozycją kolekcji Czapskiego. Niektóre z oryginalnych obiektów z kolekcji Gabinetu Numizmatycznego
Muzeum Narodowego w Krakowie możemy jednak podziwiać przy okazji pokazów towarzyszących cyklowi wykładów, organizowanemu wzorem lat ubiegłych.
W tym roku przewidziano dwa cykle: weekendowy, który rozpocznie się już 17 lutego i "profesorski", który wystartuje w marcu.

Program cyklu weekendowego wygląda następująco:

17 lutego 2013
Moneta arabska w Europie Środkowej we wczesnym średniowieczu (VIII-X wiek), Dorota Malarczyk
17 marca 2013Od Hadriana Trajanowicza do Hadriana Augusta. Umacnianie się Hadriana u władzy na monetach lat 117-121, Paweł Zawora
21 kwietnia 2013Bony lwowskie w kolekcji Gabinetu Numizmatycznego, Anda Jaworucka-Drath
19 maja 2013 Propaganda miasta Gdańska na medalach Zygmunta III Wazy, Paulina Taradaj
16 czerwca 2013Józef Majnert – Od mincerza do fałszerza, Anna Bochnak
Wykłady będą się odbywać w niedziele o godzinie 11:00 w sali „U Samurajów”. Wstęp wolny.
Programu drugiego cyklu jeszcze nie znam. Wiem tylko, że wykładowcami będą między innymi profesorowie Paszkiewicz, Suchodolski, Mielczarek.
Projekt „Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie” jest współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko.

wtorek, 20 listopada 2012

Po nitce do kłębka

Jedną z części opracowania dotyczącego miedzianych monet koronnych Augusta III, nad którą ślęczę ma być tablica konkordancji, czyli zestawienie numerów katalogowych poszczególnych odmian w różnych katalogach.


Kiedy przy tworzeniu tego zestawienia przyszła kolej na grosze z datą 1758, o których pisałem niedawno, pojawił się problem: którą odmianę skatalogował Emeryk Hutten-Czapski pod numerem 2931 (Czapski miał tylko jednego grosza z tego rocznika).
Sięgnąłem po tom II jego katalogu i znalazłem taki opis grosza nr 2931:
"Grosz miedziany podobny do 2904, ale  z ...REX POL. na awersie i  ...1758 na rewersie"
Po odwróceniu kilku kartek znalazłem opis grosza nr 2904:
"Grosz miedziany podobny do 2833, ale z bardziej otyłym popiersiem i ...REX POL: na awersie i EL:SAX:1755 na rewersie i bardzo małą cyfrą 3 pod herbami"
Nie ma rady, szukam opisu grosza nr 2833.
"Grosz miedziany podobny do 2794, ale z większą głową na awersie i ...1755 na rewersie"
To zaczyna być męczące, sprawdźmy co jest w opisie grosza 2794
"Awers: AVGVSTVS III REX POL popiersie w prawo; mała głowa; ufryzowana peruka;  zbroja okryta szalem spiętym broszą na ramieniu; wokół obwódka z ziarenek.Rewers: EL.SAX.1752; ukoronowana tarcza z połączonych łukiem ćwiartek z herbami Polski i Litwy i małą saską tarczą z koroną elektorską na środku. W łuku cyfra 3 (wartość w szelągach). Wokół obwódka z ziarenek"
Na szczęście łańcuszek się skończył, bo dotarliśmy do roku 1752 - pierwszego roku emisji groszy.
Przypomina mi to próbę czytania którejś z bezliku naszych wielokrotnie nowelizowanych ustaw. Jedynym ratunkiem jest "tekst ujednolicony". Spróbujmy utworzyć taki ujednolicony opis grosza 1758.

  • Awers: 
    • legenda:
      AVGVSTVS III REX POL. 
      (najpierw 2794 - bez kropki, później 2904 z dwukropkiem, ostatecznie 2931 z kropką)
    • popiersie:
      mała większa głowa - popiersie bardziej otyłe; ufryzowana peruka;  zbroja okryta szalem spiętym broszą na ramieniu. 
  • Rewers:
    • legenda
      EL : SAX : 1752  5  8
      (najpierw kropki, od nr 2904 dwukropki)
    • tarcza herbowa
      ukoronowana tarcza z połączonych łukiem ćwiartek z herbami Polski i Litwy i małą saską tarczą z koroną elektorską na środku. W łuku bardzo mała cyfra 3 (wartość w szelągach)
Co bardzo istotne, król na awersie ma nałożoną zbroję, ale w przeciwieństwie do grosza 2884 z roku 1754 nie zaznaczono, że jest to zbroja antyczna. A skoro nie zaznaczono, to taka nie była.

I w ten nieskomplikowany sposób można jednoznacznie określić, że Czapski miał w kolekcji i opisał taką odmianę grosza
Pewnie ładniejszy egzemplarz, ale z pewnością z popiersiem króla w zbroi z nitowanych blach okrytej spiętym na ramieniu szalem/płaszczem (co kto woli).

Podobne problemy miałem kiedyś przy tworzeniu katalogu zdawkowych monet Królestwa Polskiego 1835-1841. Napisałem zresztą o tym na blogu Dwie sroki za ogon, albo co poeta miał na myśli....
W przeciwieństwie do Karola Plage, Emeryk Hutten-Czapski swój katalog opracował precyzyjniej. Tym większy podziw, że nie miał przecież do dyspozycji komputera. Nie mógł w ciągu kilku sekund wyświetlić zdjęcia opisywanych monet i łatwo je porównać. Miał do dyspozycji tylko (aż) doskonale przemyślany i skrupulatnie wypełniany katalog kartkowy i sprawny umysł.

Z ręką na sercu. Kto z Was skatalogował swój zbiór w taki sposób, żeby można było bez wątpliwości stwierdzić, który opis, której monety dotyczy? Kto dokładnie zważył i zmierzył monety w swojej kolekcji i zapisał wyniki tych pomiarów?
Mówi się, że kolekcja Czapskiego była zbiorem badawczym. Może to prawda, ale nie przypominam sobie dużej ilości opartych na nim publikacji autorstwa samego Czapskiego. Jest rzecz jasna pięciotomowy katalog, który jak widać przydaje się i dziś, ale kto zna jakieś węższe, monotematyczne opracowania Hrabiego?
Katalog kolekcji polskich numizmatów zgromadzonych przez Czapskiego nie jest katalogiem ogólnym. Jest katalogiem kolekcji - wyjątkowo pełnej, wyjątkowo bogatej, ale tylko kolekcji.
A jej właściciel tworząc ten katalog opisywał malutkie osiemnastowieczne miedziane szelągi z równą rzetelnością, jak wielkie srebrne talary i ciężkie złote  dukaty.

Printfriendly