Krytykującym, za krytykę, popierającym za poparcie, rozumiejącym za zrozumienie.
Chodzi oczywiście o poprzedni wpis o lenistwie.
Przeczytałem wszystkie Wasze komentarze (jeszcze raz dziękuję) i wyciągnąłem wnioski na przyszłość.
A teraz o dzisiejszym święcie.
Im krótsza moja mancolista - czy ktoś jeszcze wie o co chodzi? - tym rzadsze okazje do świętowania. Moja lista braków miedzianych monet koronnych Augusta III skróciła się dziś o jedną pozycję.
Szeląg koronny 1752 C
Odkąd na poważniej zająłem się tymi monetami, a to już ładnych parę lat, to dopiero druga możliwość zakupu. Pierwszą zlekceważyłem ustawiając w aukcji zbyt niski limit. Drugą potraktowałem poważniej.
W katalogu Kamińskiego rzadkość tego szeląga oszacowano na R1, Kopicki ostrożnie dał R4. Nie wydaje mi się, by R5 było szacunkiem przesadzonym. To naprawdę rzadka moneta. Miał ją Czapski (nr 2798; 1,04 g; 16 mm), co osobiście sprawdziłem w Krakowie.
To istotne, bo wspomniana lista braków, zbudowana na podstawie katalogów zawiera monety trzech kategorii:
- takie, o których wiem, że na pewno istnieją,
- takie, które odnotowano w literaturze, które być może istnieją, ale nie mam żadnych na to dowodów (szeląg 1752G),
- takie, które odnotowano w literaturze, ale w których istnienie mocno wątpię (szelągi 1752B i 1752D).
Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.
Jednak się pomyliłem, żadnych podobnych uszkodzeń na tamtej monecie nie było.
Zasugerowałem się... zdjęciem z aukcji, którą właśnie wygrałem. Nie znając jeszcze jej rezultatu zarchiwizowałem aukcyjne zdjęcie. Nadal przed końcem aukcji, dodawałem kolejne monety do katalogu, który właśnie piszę - wśród nich był szeląg 1752C. I obraz monety z aukcyjnego zdjęcia gdzieś się w zakamarkach pamięci zapisał.
Kiedy okazało się, że aukcję wygrałem, kiedy odebrałem monetę z poczty - siadłem do klawiatury by podzielic się radością ze zdobyczy w nowym wpisie na blogu. W rezultacie napisałem cos takiego:
Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.Spostrzegawczy Czytelnik zwrócił mi w komentarzu uwagę, że chyba coś mi się pomyliło. Słusznie.
Jest.
To przecież ta sama moneta! Te same wżery, ta sama niecentryczność. Trpělivost růže přináší, jak mawiają bracia Czesi. Albo inaczej - co komu pisane, to go i nie minie (tym z kolei częstował kolega przy brydżowym stoliku, kładąc kontrakt przeciwników, bez jednej, albo bez wielu).
No i dobrze. Może więc nie R5, tylko R6?
To bez znaczenia. Ważne, że zbiór uzupełniony, a w katalogu będę mógł umieścić własne zdjęcie własnej monety.
Błąd naprawiony.
I tyle w tematach numizmatycznych i zbliżonych.
A w tematach komputerowych?
W końcu zdecydowałem się na dawno zaplanowaną zmianę i powróciłem do źródeł. Na moim desktopie rządzi Debian (w wersji stabilnej). Migracja przebiegła bezproblemowo, potrzebne mi oprogramowanie działa, skaner, drukarka, łączność z aparatem fotograficznym, telefonami itp. również. System stabilny, wystarczająco szybki, może nie najpiękniejszy, ale nie chce mi się tracić czasu na upiększanie (pamiętacie, eviva lenistwo!).



































