Google Website Translator Gadget

wtorek, 7 czerwca 2016

Kolejny odhaczony!

Najpierw podziękowania.
Krytykującym, za krytykę, popierającym za poparcie, rozumiejącym za zrozumienie.
Chodzi oczywiście o poprzedni wpis o lenistwie.
Przeczytałem wszystkie Wasze komentarze (jeszcze raz dziękuję) i wyciągnąłem wnioski na przyszłość.

A teraz o dzisiejszym święcie.
Im krótsza moja mancolista - czy ktoś jeszcze wie o co chodzi? - tym rzadsze okazje do świętowania. Moja lista braków miedzianych monet koronnych Augusta III skróciła się dziś o jedną pozycję.

Szeląg koronny 1752 C

Odkąd na poważniej zająłem się tymi monetami, a to już ładnych parę lat, to dopiero druga możliwość zakupu. Pierwszą zlekceważyłem ustawiając w aukcji zbyt niski limit. Drugą potraktowałem poważniej.
W katalogu Kamińskiego rzadkość tego szeląga oszacowano na R1, Kopicki ostrożnie dał R4. Nie wydaje mi się, by R5 było szacunkiem przesadzonym. To naprawdę rzadka moneta. Miał ją Czapski (nr 2798; 1,04 g; 16 mm), co osobiście sprawdziłem w Krakowie.
To istotne, bo wspomniana lista braków, zbudowana na podstawie katalogów zawiera monety trzech kategorii:
  • takie, o których wiem, że na pewno istnieją,
  • takie, które odnotowano w literaturze, które być może istnieją, ale nie mam żadnych na to dowodów (szeląg 1752G),
  • takie, które odnotowano w literaturze, ale w których istnienie mocno wątpię (szelągi 1752B i 1752D).
Mój egzemplarz 1752C jest cięższy od monety Czapskiego (waży 1,27 grama) przy średnicy mniejszej o milimetr (ma 15 mm). Nie odnotowałem, czy krakowski egemplarz też ma ślady poprawiania stempla (litery POL na awersie), ale moneta, której kiedyś nie kupiłem, jak pamiętam, podobne ślady miała...
Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.
 Jednak się pomyliłem, żadnych podobnych uszkodzeń na tamtej monecie nie było.

Zasugerowałem się... zdjęciem z aukcji, którą właśnie wygrałem. Nie znając jeszcze jej rezultatu zarchiwizowałem aukcyjne zdjęcie. Nadal przed końcem aukcji, dodawałem kolejne monety do katalogu, który właśnie piszę - wśród nich był szeląg 1752C. I obraz monety z aukcyjnego zdjęcia gdzieś się w zakamarkach pamięci zapisał.
Kiedy okazało się, że aukcję wygrałem, kiedy odebrałem monetę z poczty - siadłem do klawiatury by podzielic się radością ze zdobyczy w nowym wpisie na blogu. W rezultacie napisałem cos takiego: 

Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.

To przecież ta sama moneta! Te same wżery, ta sama niecentryczność. Trpělivost růže přináší, jak mawiają bracia Czesi. Albo inaczej - co komu pisane, to go i nie minie (tym z kolei częstował kolega przy brydżowym stoliku, kładąc kontrakt przeciwników, bez jednej, albo bez wielu).
No i dobrze. Może więc nie R5, tylko R6?
To bez znaczenia. Ważne, że zbiór uzupełniony, a w katalogu będę mógł umieścić własne zdjęcie własnej monety.
Spostrzegawczy Czytelnik zwrócił mi w komentarzu uwagę, że chyba coś mi się pomyliło. Słusznie.
Błąd naprawiony.


I tyle w tematach numizmatycznych i zbliżonych.
A w tematach komputerowych?
W końcu zdecydowałem się na dawno zaplanowaną zmianę i powróciłem do źródeł. Na moim desktopie rządzi Debian (w wersji stabilnej). Migracja przebiegła bezproblemowo, potrzebne mi oprogramowanie działa, skaner, drukarka, łączność z aparatem fotograficznym, telefonami itp. również. System stabilny, wystarczająco szybki, może nie najpiękniejszy, ale nie chce mi się tracić czasu na upiększanie (pamiętacie, eviva lenistwo!).

poniedziałek, 23 maja 2016

Na kanapie siedzi leń...

Będę się publicznie tłumaczył.
Mogłem tłumaczyć się niepublicznie, odpowiadając na email, ale prędzej, czy później będzie trzeba odpowiedzieć na podobną wiadomość. I znów musiał bym zastanawiać się, jak odpowiedzieć, co napisać. A tak, będzie gotowiec - podam link i już.

Mój korespondent zapytał wcześniej o możliwość zakupu moich katalogów. Odpowiedziałem standardowo: Katalogi są dostępne wyłącznie tu: https://pl.scribd.com/user/181973426
15.03.2021 - już nie mam konta na Scribd, dziś podałbym takie adresy:
Na kolejną prośbę o sprzedaż bezpośrednią - podanie numeru konta i wysłanie pliku po otrzymaniu należności podtrzymałem stanowczo, że tylko sprzedaż przez Scribd wchodzi w grę.

Dostałem jeszcze jedną wiadomość. Na nią właśnie odpowiem. 
Tak jeszcze pisze by zapytac sie czemu pan nie da możliwości zakupu dla ludzi którzy nie maja karty kredytowej?  chce pan sie dzielic wiedza z ludzmi super ale widac to to dla wybranców jest czy to tak ciężko zobaczyc na konto czy jest wpłata? po co pan jest kolekcjonerem I w PTN skoro pan nie dzieli sie ze wszystkimi tylko z wybrancami. troche to dziwne
Ja po prostu jestem leniwy. Zgadzając się na sprzedaż według schematu:
  • prośba o numer konta,
  • sprawdzenie stanu konta, 
  • wysłanie katalogu emailem (załącznik o objętości około 100 MB) albo umieszczenie go na jakimś serwerze i podanie linku do pobrania,
  • tłumaczenie, dlaczego tak źle się pobiera, odpowiadanie na prośby o ponowne przesłąnie i inne pytania techniczne,
godził bym się na poświęcanie niemałej ilości czasu na coś, co Scribd robi, kiedy ja śpię, czytam, biegam, piszę na blogu, piszę kolejny katalog, jem itd. itp.

Z przykrością czytam, że moja praca przeznaczona jest dla wybrańców. Karta kredytowa nie jest dobrem nieosiągalnym dla przeciętnego Polaka. Nie dzisiaj. Nie wspominając o tym, że wcale nie musi okazać się niezbędna. O ile mi wiadomo, konto PayPal można założyć i zasilać posługując się zwykłą kartą debetową.

Kolekcjonerem jestem, bo jestem. Tu nie ma pytania "po co?". Co najwyżej "dlaczego?", ale to temat na całkiem inną i znacznie dłuższą opowieść.

P.S.
Nigdy nie należałem, nie należę i nie zamierzam należeć do Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego. Samem sobie okrętem, samem sobie żeglarzem...

P.P.S.
Lenistwo, podobno jeden z siedmiu grzechów głównych, de facto jest motorem wszelkiego postępu. "Lenie" wymyślili koło, druk, prasy mennicze, zapałki i Bóg jeden wie co jeszcze. Wikipedia, to nie wyrocznia, ale...
Lenistwo – w filozofii to pogoda ducha, uspokojenie duszy i myśli, wielu starożytnych filozofów uznawało tenże stan podobny do ataraksji za szczęście i cel życia.

czwartek, 19 maja 2016

Próba próbie nie równa.

Wspominałem niedawno o bardzo wysokich cenach uzyskiwanych na Allegro za monety wystawiane przez jednego ze sprzedawców.
W tej grupie monet znalazł się miedziak Stanisława Augusta opisany w następujący sposób
Szczerze mówiąc, trochę mnie ten opis zaskoczył. Wszystkie znane mi próby monet wyglądały znacznie lepiej. Zazwyczaj były po prostu bardzo dobrze zachowanymi monetami - przecież nie funkcjonowały w obiegu. Trafiały do Bardzo Ważnych Osób, do menniczych archiwów i kolekcji, do lepszych kolekcji numizmatycznych - muzealnych i prywatnych.
Tym razem próbą miała być moneta, miedziany grosz rozklepany przy krawędzi na cienką blaszkę, ktora została następnie podwinięta i ponownie  sklepana tak, że moneta z okrągłej przeobraziła się w kwadrat z zaokrąglonymi rogami.
Tym bardziej zaskoczyła mnie osiągnięta cena - 36.400,- złotych.
Szybko o wszystkim zapomniałem - próby, to nie moja bajka.

Pierwszy raz przypomniałem sobie o tej aukcji gdy przeczytałem czwartego maja na blogu Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka o planowanym wystawieniu na aukcję miedzianej odbitki próbnego półzłotka z salamandrą (1771). Pojawił się tam cytat z komentarza z fanpage GNDM
To będzie najdroższe 1,5 g miedzi jakie kiedykolwiek w Polsce sprzedano
Pomyślałem sobie, pożyjemy, zobaczymy.

A tydzień później dostałem wiadomość od Pana Rafała Janke, niekwestionowanego znawcy monet S. A. Poniatowskiego (i nie tylko). Wiadomość ta, to szkic podrozdziału, który ostatecznie znajdzie się w przygotowywanym przez R. Janke katalogu monet Poniatowskiego lub w innej Jego publikacji. Autor zaproponował wykorzystanie przekazanej wiadomości na moim blogu, co niniejszym czynię.
O co chodzi? O krytyczną analizę notatki opublikowanej w WNA 11/1912 przez W. Szafrańskiego. Notatki zacytowanej w opisie aukcji rozklepanego grosza. Notatki, która niewątpliwie miała wpływ na przebieg licytacji.

W skrócie (bo szczegóły opublikuje R. Janke) - z notatki Szafrańskiego ostaje się tylko jedno - moneta została wybita w Krakowie. Jednak nie w 1768, a w 1767 roku. Pieczęć, którą Szafrański przypisał Holzhausserowi, Janke przydziela probierzowi krakowskiej mennicy, J. F. Heindelowi. Komisja Rzeczpospolitej Skarbu Koronnego zaopatrzyła Heinela w szczegółową instrukcję określającą jego powinności, w tym obowiązek comiesięcznego przedkładania komisji sprawozdania z ilości i jakości wybitych monet miedzianych. Częścią takiego sprawozdania był opublikowany przez Szafrańskiego dokument z przyczepionymi monetami. Wszystko to Janke popiera treścią odnalezionych przez siebie dokumentów z epoki i podsumowuje tak:
Reasumując dokument nie przedstawia prób monet, a wyłącznie próbę miedzi i odłączone monety od dokumenty nie przedstawiają jakiekolwiek wartości. Dopiero całość (monety, dokument i pieczęcie) można uznać za coś atrakcyjnego, lecz bardziej bibliofilskiego.
Przeglądając Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne nie zwróciłem wcześniej uwagi na tekst Szafrańskiego. Po otrzymaniu wiadomości od Pana Rafała, odnalazłem odpowiedni numer WNA - okazało się, że aukcję zilustrowano prawie całą jego treścią - pominięto tylko podpis.

A po kilku dniach natknąłem się na podsumowanie aukcji "miedzianej salamandry" wystawionej przez GNDM. Podsumowanie opublikowane na www.katalogmonet.pl


Warszawska salamandra przegrała z krakowskim "próbnym groszem" o przeszło tysiąc złotych. Myślę jednak, że większe powody do radości ma aktualny właściciel miedziaka z 1771 r.


sobota, 14 maja 2016

Trzynastego kwietnia trochę namieszałem.

Obiecał Pan w wpisie z 13 kwietnia parę słów o pięciogroszówce z 1840 ( ta z fotografii). Czym tak Pana zainteresowała , bo patrzę i nic szczególnego w niej nie widzę. 

Autor tego komentarza ma rację. W monecie, którą pokazalem w tamtym wpisie nie ma nic szczególnego.
To ta odmiana
https://sites.google.com/site/krolestwopolskie18351841/katalog/5-groszy/1840/5-groszy-1840---b-c
Tyle, że moneta lepiej zachowana - na mojej, ilustrującej katalog jest duża rysa po prawej stronie. Rysa sprawiająca, że nie ma się pewności, czy w tym miejscu nie było żołędzia, czy był ale zniknął na skutek zarysowania.

Namieszałem. Kilka dni wcześniej wymieniłem kilka emaili z kolekcjonerem, który pochwalił się zdobyciem wariantu pięciogroszówki 1840, którego w moim katalogu nie znalazł. Pisał tak:
Moja moneta to coś pomiędzy b/b a b/c
- koszyczek po żołędziu
- szerokie oczka w ósemce
- wysoka piątka ustawiona prosto
- awers - odmiana b (ogon orła szeroki bez krótkich piór przy łapach)
W wariantach b/b i b/c piątka nie jest ustawiona prosto, bądź w lewo lub prawo.
Wariant b/b posiada koszyczek lecz 8 ma małe oczka,
wariant b/c  nie posiada koszyczka,a 8 ma duże oczka.

Prawie, jak
https://sites.google.com/site/krolestwopolskie18351841/katalog/5-groszy/1840/5-groszy-1840---f-a
tylko z innym awersem.
Połączenie zdjęć awersu i rewersu dwóch wariantów z mojego katalogu mniej więcej pokazuje, o jaką monetę chodzi. Mniej więcej, bo cyfra 5 troszkę różni się od tej na poniższym zdjęciu.


I znów mam na co polować!



czwartek, 12 maja 2016

Dawno nic nie pisałem.

To znaczy pisałem, ale nie na blogu.
Czekanie na publikację artykułu o miedziakach Augusta III umilam sobie przerabianiem go na książkę. Artykuł (choć obszerny) to jednak tylko artykuł. Nie sposób zmieścić w nim pełny katalog, a szkoda, żeby kilka lat zbierania tych z pozoru nieciekawych monet nie zaowocowało katalogiem.

A tymczasem, zmiany, zmiany, zmiany.

Chłopaki i dziewczyny z Allegro znów coś kombinują.
Z uwagi na obowiązujące regulacje dotyczące praw konsumenta, a także potrzebę ujednolicenia wyglądu ofert, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią postanowiliśmy 23 maja usunąć stronę O mnie.
Jeśli udostępniasz ważne treści na stronie O mnie, zalecamy ich przeniesienie do zakładki Informacje od sprzedającego - zawartość zakładki uzupełnisz w Moim Allegro...
To nie wszystko! Na "Moje Allegro" znalazłem "centrum zniżek", a w nim:

Pakiet 25 darmowych wystawień
W ramach akcji promocyjnej otrzymujesz od nas:
    Wystawienie przedmiotu dla 25 ofert za darmo
    Opłata za 14 dni dla 25 ofert za darmo
Opłata za zdjęcia dla 25 ofert za darmo
Aktywuj Pakiet
Może aktywuję, może nie. Obawiam się, że "centrum zniżek" stanie się wylęgarnią nieprzeliczonej ilości aukcji powycieranych peerelowskich aluminiaków i zmasowanym atakiem na "jeleni z forsą".

Zmiany sięgnęły i strony internetowej Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego. Na razie nie wszystko działa (np. forum). Na razie nie wszystko mi się podoba - za bardzo rzuca się w oczy mocne powiązanie z przedsięwzięciami inwestycyjnymi. Co to ma wspólnego z numizmatyką?

Spodobał mi się za to na pierwszy rzut oka katalog sześćdziesiątej piątej aukcji WCN uświetniającej ćwierćwiecze działalności firmy.
Dziś odebrałem go z poczty. Muszę jeszcze znaleźć czas na spokojną lekturę.

Zbliża się noc muzeów. Warto skorzystać z okazji nie tylko obejrzenia zbiorów i wystaw (bo to można robić prawie codziennie) ale z możliwości wysłuchania tego, co mają do powiedzenia na ich temat opiekunowie kolekcji muzealnych. Można zajrzeć do dobrze znanych placówek znanych ze zbiorów numizmatycznych (Czapscy w Krakowie, MAiEŁ w Łodzi, ECP w Bydgoszczy, MN w Poznaniu). Można odwiedzić muzea mniej kojarzące się z numizmatyką, na przykład muzeum w Wieluniu z wystawą „Skarby doliny Prosny” albo rzeszowskie Muzeum Okręgowe by podziwiać „Monety Polskie na terenie królestwa Węgier od XVI do XVII w. ze zbiorów Josa Andras Muzeum w Nyiregyhazie”.
W noc muzeów rusza Centrum Pieniądza NBP Im. S. Skrzypka (Warszawa, Świętokrzyska 11/21). To też pomysł na ciekawe spędzenie sobotniej nocy (ostatni goście będą mogli wejść do Centrum o pierwszej w nocy!).
Od dziś do 1 października 2016 można oglądać wystawę uświetniającą 250 rocznicę działalnośi Mennicy Warszawskiej Warszawa, Łazienki Królewske - Galeria Rzeźby Starej Oranżerii.

Aż żal, że nie wszędzie zdążę - oczywiście nie podczas tego weekendu, bo to bez zdolności bilokacji niemożliwe. Ciekawe wystawy numizmatyczne zapowiedziano w tym roku w całej Polsce, od Białegostoku, po Legnicę, od Rzeszowa, po Szczecin.

Może by tak ktoś w końcu tę teleportację wynalazł.








piątek, 22 kwietnia 2016

Czytelnicy pytają, autor odpowiada.

Do mojej skrzynki pocztowej trafił zestaw pytań:
1.       Przejrzałem trochę 5gr i nie widzę różnic w rantach. Próba nie jest olbrzymia, ale w podobnej różnice w 1gr były łatwo zauważalne.

2.       Czy planuje Pan rozszerzenie opisu wariantów 5zł z 1994. Bogactwo jest olbrzymie (w sumie ciekawe czemu)

3.       Cały czas jestem w posiadaniu 5zł z 1994 bez znaku mennicy. Zastanawiam się jak zweryfikować tą odmianę

4.       Chętnie bym usłyszał jakie ma Pan założenia przy układaniu katalogu. Staram się to trochę w głowie uporządkować.
Bo z jednej strony oczywiste odmiany stempli: różne kroje pisma, inaczej ułożone znaki mennicze, różnice w drobnych szczegółach
Ale z drugiej egzemplarze wybite zapchanymi lub uszkodzonymi stemplami – to już właściwie identyfikacja pojedynczych stempli a nie ich odmiana
A z trzeciej wady produkcyjne – np. podwójne bicie
I zastanawiam się na jakiej podstawie Pan to dobiera. Bo jak podwójne bicia – to chyba tez odwrotki i destrukty, a także różne odmiany wynikające z użytego krążka (kiedyś Panu wysyłałem zdjęcia z takimi podwojonymi rantami). Ale tego są miliony. Więc zastanawiam się jak wygląda dobór.
Pomyślałem, że odpowiedzi mogą zainteresować szersze grono. No to po kolei:

  1. Pytanie wiąże się z tym, że na "angielskich" jednogroszówkach można zauważyć dwa rodzaje rantu. Po szczegóły odsyłam do mojego katalogu 4-12-2 i 4-12-3. Przez analogię można oczekiwać podobnych różnic na rantach pięciogroszówek. Jak dotąd nie udało się ich znaleźć.
  2. W moim katalogu umieściłem siedem wariantów pięciozłotówki 1994 różniących się położeniem znaku mennicy 4-11-1. Okazuje się, że tych wariantów jest znacznie więcej. W grudniu 2015 Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka sprzedawał na Allegro kompletną kolekcję obiegowych monet III RP z wariantami
    http://archiwum.allegro.pl/oferta/7578-kompletna-kolekcja-monet-iii-rp-z-wariantami-i5839194269.html W kolekcji było 15 wariantów pięciozłotówki z 1994 r. Myślę, że może ich być jeszcze więcej. Bogactwo wariantów spowodowało RĘCZNE nabijanie puncy ze znakiem mennicy na stemple. Na matrycach do stempli znaku nie było. Dlaczego zdecydowano się na takie postępowanie? Prawdopodobnym powodem mogło być traktowanie "wędrującego" znaku mennicy, jako cechy zabezpieczającej. Takie zabezpieczenie pozwala na szybkie ustalenie autentyczności monety, ale tylko dla falsyfikatów bitych stemplami. Odlew zdjęty z oryginału będzie miał znak we właściwym miejscu, ale odlew łatwo zdemaskować innymi metodami.
  3. Nie natknąłem się na 5 złotych 1994 bez znaku mennicy. Biorąc pod uwagę, to co napisałem w punkcie 2. możliwe jest, że pewną część nakładu wybito stemplem awersu, na którym zapomniano dobić znak mennicy. Inna możliwość, to często spotykane zapchanie stempla. Która opcja jest prawdziwa może rozstrzygnąć tylko badanie pod mikroskopem, ale by było wiarygodne, moneta powinna być bardzo dobrze zachowana.
  4. Staram się "nie mnożyć bytów" (Ockham). Podstawowym kryterium wyróżniania odmian i wariantów jest to, co działo się ze stemplami, którymi bito monety. Stemple mogą się różnić z kilku powodów. W skrócie:
    1. Zużycie matrycy spowodowało konieczność zrobienia nowej. Jeżeli przy okazji zdjęta z modelu patryca też się w jakiś sposób uszkodziła, albo uszkodził się model, z którego trzeba było zdjąć nową patrycę, to bardzo prawdopodobne było, że nowe narzędzie mennicze nie będzie identyczne ze starym. Wielkość i istotność różnic decyduje, czy mówimy o odmianie, czy o wariancie.
    2. Błąd przy produkcji stempla spowodował, że są na nim różnice w stosunku do stempla wykonanego prawidłowo. Dobrym przykładem jest stempel ze zdwojeniem rysunku. Spod takiego stempla wychodziły identycznie wyglądające monety, ale różniące się od monet bitych poprawnie wykonanymi stemplami. Uznałem, że warto takie monety katalogować, bo ich istotne cechy wyróżniające były na stemplach od samego początku.
    3. Uszkodzenie powstałe na prawidłowo wykonanym stemplu - tu też mamy z pewną ilością identycznie wyglądających monet z jakimś szczegółem różnym od monet prawidłowych, ale w tym przypadku nie mam uzasadnienia, by określać takie monety odmianami, czy wariantami. To destrukty. Pęknięcia albo wykruszenia stempla - mogą na monecie wyglądać efektownie, ale uważam, że nie powinno się ich katalogować.
    4. Podobnie ma się rzecz z odwrotkami i "obrotkami". Stemple były prawidłowe, tyle że niepoprawnie zamontowano je w prasie tłoczącej monety. Albo przez przypadek, albo celowo. To też destrukty, efektowne, ale tylko destrukty. Czasem wspominam o nich w katalogach, ale generalnie nie traktuję ich, jako odmiany lub warianty. To samo dotyczy pomyłek, lub "pomyłek" przy podawaniu nieprawidłowych krążków pod prasę menniczą.
Jeśli coś jeszcze jest niejasne, proszę pytać.

Narodowy Bank Polski uruchomił Centrum Pieniądza NBP im. Sławomira S. Skrzypka - placówkę edukacyjną, w której będzie można zapoznać się z historią pieniądza i ekonomii. Placówka w znacznej mierze multimedialna, zachęcająca do interakcji, a nie tylko biernego oglądania eksponatów. Centrum zaprasza zwiedzających od 14 maja 2016 r. (dzień "Nocy muzeów"). Symboliczne uroczyste otwarcie nastąpiło 20 kwietnia, ale wstęp mieli wyłącznie zaproszeni goście i dziennikarze. Dlaczego do pełnego otwarcia dla wszystkich potrzebny jest jeszcze prawie cały miesiąc, tego nie wyjaśniono.
O centrum wspominałem już na blogu dwukrotnie: w roku 2010 i w kwietniu 2015. Kiedy będę miał okazję zwiedzić Centrum Pieniądza NBP, na pewno o tym napiszę (ciekawe, czy będzie można robić zdjęcia?).

Na koniec trochę się pożalę.
Kiedy zobaczyłem na eBay aukcję zatytułowaną "Cu Schilling 1754 H Polen August III 1754. Sehr schön+" zilustrowaną zdjęciem
serce mocniej mi zabiło. Kiedy w opisie aukcji przeczytałem:
"Katalognummer: Gumowski 2133, Kaminski/Zukowski 733. 1,23g. Cu Schilling 1754 H, Dresden Kopf des Königs nach rechts/Gekröntes Wappen. Gumowski 2133, Kaminski/Zukowski 733. 1,23g." zrezygnowałem z zadawania sprzedawcy dodatkowych pytań i zalicytowałem.
Powód? Jak dotąd wszystkie szelągi 1754 z literką H, które mam i które widziałem miały imię króla pisane przez U - AUGUSTUS. Gdyby nie informacja o wadze monety - 1,23 grama, dopytał bym sprzedającego, czy to przypadkiem nie jest jednak grosz. Uwierzyłem słowu pisanemu i...
dostałem
wytartego grosza. To moneta ze zdjęcia - żadnej podmiany/pomyłki nie było. Po prostu sprzedający wymyślił sobie, że to co ma, to szeląg, spisał dane z katalogów, w tym masę monety i...


Może przyjmie zwrot.


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Skąd taka cena za pospolitą monetę?

Czternastego kwietnia zakończyła się na Allegro aukcja niepozornej monetki - pięciofenigówki Królestwa Polskiego z 1917 r.
Zajrzeliście do archiwum Allegro? Zdziwiła was końcowa cena?
Ciekaw jestem, czy zaskoczyła sprzedającego.

Mnie zdziwiła o tyle, że z przebiegu licytacji wynika, że dwie osoby zorientowały się, że to nie taka zwykła pięciofenigówka. To znaczy, że jest nas troje.
Ja się nie wtrącałem, bo 13 września 2013 roku kupiłem...
Trochę taniej, ale za to z rdzą.

Kiedy wypatrzyłem, kupiłem i w końcu zobaczyłem tę monetę na żywo, nadal nie miałem pewności, że to jest to, co myślę, czyli nieopisany wcześniej wariant.
Z zasady wolę zachować przesadny nawet sceptycyzm, niż ogłaszać nowe odkrycie. Unikam publikowania odmian i wariantów, które znam z jednego zdjęcia i tylko ze zdjęcia.
Mój egzemplarz, z powodu korozji, też uznałem za niewystarczający dowód na istnienie wariantu stempla pięciofenigówki 1917. Dopiero ujawnienie się bardzo dobrze zachowanej sztuki upewniło mnie, że to naprawdę nowy wariant, który na dodatek okazał się wariantem rzadkim.
Czym różni się od tego pospolitego? Obraz powie więcej, niż tysiąc słów.
W skrócie, różnice są analogiczne do różnic wariantów jednofenigówki z 1918 r. Żartem można by powiedzieć, że to pięć fenigów 1917 bitych stemplem wzoru z roku 1917.

Jakie jeszcze niespodzianki kryją obiegowe monety Królestwa Polskiego?

Na pewno jest ich mniej, niż wśród monet Stanisława Augusta Poniatowskiego. W sierpniu ubiegłego roku pisałem o prawdopodobnej, bliskiej finalizacji planów R. Janke, który od dawna zapowiada wydanie szczegółowego katalogu monet SAP. W grudniu Pan Rafał zaskoczył nas wydaniem "Źródeł z dziejów mennicy warszawskiej 1765-1868". Myślałem wtedy, że lada dzień będzie trzeba sięgnąć do kieszeni po pieniądze na wydawnictwo, które powinno zastąpić dobre, ale niedoskonałe katalogi Plagego.
Okazało się, że wcześniej głos zabrali panowie J. Parchimowicz i M. Brzeziński. Ich dzieło, to 442 strony formatu 22 x 30 cm, w twardej oprawie, kosztujące, bagatela, 450 złotych. Niewiele więcej zapłaciłem za talara SAP z 1795 r!
Postanowiłem, że z decyzją o zakupie wstrzymam się do czasu, w którym będę mógł porównać katalog Parchimowicza z katalogiem Jankego. Albo wygra lepszy, albo... będę musiał kupić obydwa.





środa, 13 kwietnia 2016

Jest dobrze! *

Długo zastanawiałem się nad tytułem dzisiejszego wpisu.
Pierwszą myślą było "Wyjedzie człowiek na kilka dni...", bo to o czym chciałem napisać stało się w czasie, gdy rzeczywiście wyjechałem z domu. Kolejny pomysł przyszedł mi do głowy po przeczytaniu kilku dyskusji dotyczących majowych aukcji numizmatycznych - "O wpływie polityki na numizmatykę" - to wyjaśnię za chwilę. Łagodniejszą wersją mogło by być -  "Nie moja liga".
Po dłuższym namyśle zdecydowałem się na inny tytuł - ten, który widzicie na początku. 

A teraz trzeba przejść do rzeczy.

Przed dawno zaplanowanym wyjazdem, kilkudniowym zaledwie, ustawiłem limity w kilkunastu aukcjach. Kilka aukcji chciałem wygrać, kilka limitów miało spełnić rolę polecenia "śledź tę aukcję". W przeciwieństwie do tego polecenia obecnego i na Allegro i na eBay, limit w aukcyjnym snajperze oprócz śledzenia wyniku aukcji daje jeszcze szansę na zdobycie obserwowanego okazu. Małą, bo małą, ale niezerową, o czym kilka razy miałem szczęście się przekonać.

Nie wygrałem (niestety) dwóch aukcji, na których sprzedawano grosze Augusta III kontrasygnowane puncą z Pogonią.
 
Widocznie za słabo chciałem je mieć, za nisko je wyceniłem. Jeden poszedł za 405,50 PLN drugi taniej, bo "tylko" za 255 złociszów.

Kolejny kontrasygnowany grosz
został wycofany - aukcję zakończono przed czasem. Czyżby poszedł poza Allegro?

Nie wygrałem interesującej pięciogroszówki z 1840
Nie spodziewałem się, że będę miał konkurencję, bo to z pozoru moneta zwyczajna i pospolita. Dlaczego pozory mylą wyjaśnię za kilka dni.

Nie liczyłem na wygrane w aukcjach wystawionych przez WMARIO, ale takiego poziomu licytacji się nie spodziewałem.
2 025 złotych za ,RRR-, K Polskie 1 F 1917 jednostronna PRÓBA awersu
12 700 złotych za RRR-, K. Polskie 10 F. 1917 PRÓBA miedź, R* UNIKAT
11 100 złotych za RRR-, K Polskie 10 F. 1917 PRÓBA cynk, st. 2+, R7
11 100 złotych za RRR-, K. Polskie 20 F. 1917 PRÓBA cynk, st. 2+, R7
Nie moja liga.

Pan Mariusz wystawił w ostatnim czasie bardzo dużo ciekawych monet. Niektóre opisane być może z przesadną ilością marketingowego lepu na muchy, ale nie można znakomitej większości tych monet uznać za nie warte uwagi. Nie wiem, czy sprawił to udatny marketing, czy wystarczyła rzadkość i uroda monet, ale uzyskane ceny mocno przebiły pułap moich szacunków.

Na początku maja odbędą się w stolicy trzy aukcje. Jedna, dawno zapowiadana przez M. Niemczyka będzie swego rodzaju eksperymentem. Reklamowana, jako "Nowy wymiar aukcji na Polskim rynku
Pierwsza w historii - tylko slabowa aukcja !" da okazję do wylicytowania jednej z przeszło dziewięciuset monet zamkniętych w slabach NGC i PCGS. Napisałem, że aukcja będzie w Warszawie, a to nie do końca prawda. Będzie to aukcja internetowa.

Prawdziwe, żywe aukcje (oczywiście nie wykluczające licytacji zdalnej) zaplanowało WCN. Aukcja 64 - 898 pozycji o łącznej wartości szacunkowej niespełna półtora miliona złotych odbędzie się 14 maja o dziewiątej, aukcja 65 "jubileuszowa" tego samego dnia, o osiemnastej zapowiada większe emocje. Wystawiono 61 pozycji o łącznej wartości szacunkowej ponad dwa i pół miliona złotych. Można już pobrać obydwa katalogi w formacie pdf, ale warto postawić na półce klasyczny, drukowany katalog aukcji jubileuszowej.  Powody już tu wyjaśniałem

Przypuszczam, że i na aukcji Niemczyka ("inwestorskiej") i na obu aukcjach WCN zobaczymy równie duże przebicia cen szacunkowych, jak na wspomnianych wyżej aukcjach internetowych. Przyczyny widzę dwie.
Pierwsza, to aktualna sytuacja polityczno-gospodarcza Polski (i nie tylko Polski). Coraz więcej osób skłania się ku zamianie gotówki na dobra trwałe, mniej podatne na zawirowania prowokowane przez polityków i "polityków".
Druga, sercu milsza, to rosnąca popularność numizmatyki. I tej prawdziwej, naukowej i tej popularnej, dla której właściwszym określeniem jest kolekcjonerstwo numizmatów.  Dlaczego uważam, że numizmatyka zyskuje popularność? A choćby z tego powodu, że dowiedziałem się dzisiaj, że mój artykuł o miedziakach Augusta III, który wysłałem do wydawnictwa w grudniu ubiegłego roku znalazł uznanie w oczach redakcji, ale zostanie opublikowany dopiero w roku przyszłym. Dlaczego tak późno? "... Ze względu na nawał materiału...", co oznacza, że o monetach się pisze, co oznacza, że monety się bada, co oznacza, że ... numizmatyka rośnie.
Nie można też zapominać o rosnącej ilości odczytów i wykładów organizowanych przez oddziały PTN, muzea, domy kultury itp.

Czyli po prostu jest dobrze?

PS.
Wiosną nad Jeziorem Charzykowskim jest równie pięknie, jak latem, a nawet piękniej, bo cicho i spokojnie.

* Autor (czyli ja) na wszelki wypadek zaznacza, że nadając wpisowi tytuł "Jest dobrze" miał na myśli wyłącznie aktualny stan polskiej numizmatyki.


niedziela, 3 kwietnia 2016

Nigdy nie mów nigdy czyli pułapki kwantyfikatorów ogólnych.

Jest tak. Zajmujesz się...
czymkolwiek. Ważne, że na temat tego czegoś wiesz dużo, widziałeś dużo. Śledzisz wydarzenia związane ze swoją specjalnością, połykasz każdą nową publikację, choćby tylko luźno związaną z tematem.
Po pewnym czasie zauważasz, że nic, co się w temacie pojawia nie jest dla Ciebie zaskoczeniem, nowością. Rutyna, nuda. Stopniowo poświęcasz tematowi coraz mniej uwagi, bo po co trwonić czas, skoro nic nowego nie ma prawa się pojawić. Wszystko już było (podobno Ben Akiba), wszystko wiesz, wszystko widziałeś.
Aż tu nagle...
Przychodzi email ze zdjęciem monety i króciutkim pytaniem
Nie znalazłem u Pana takiej odmiany, chyba że źle szukam.
A na zdjęciu 
Najzwyczajniejsza dziesięciogroszówka z datą 1840.
Czy na pewno najzwyczajniejsza? 
Standardowy opis rewersów tych monet w katalogu mojego zbioru powstaje zgodnie ze schematem:
  • układ jagódek w wieńcu laurowym  
  • krój litery G w GROSZY
  • ilość listków w pierwszym pęczku wieńca laurowego (pod jedynką w dacie)
  • ilość kropek
Monetę ze zdjęcia opisał bym tak:
1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, bez kropek
Nic dziwnego, że mój korespondent nie znalazł tej monety w moim katalogu. 
Są w nim:
b/a - 1-2-1-2, G bez szeryfa 4 listki pod 1, bez kropek
c/a - 1-2-1-2, G bez szeryfa, 4 listki pod 1, kropka po dacie
c/b - 1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, kropka po dacie

f/a - 1-2-1-2, G z szeryfem, 5 listków pod 1, bez kropek

Poprosiłem jeszcze o zdjęcie awersu.
Tu nic dziwnego się nie dzieje. Awers "starego typu" z orłem z przymkniętymi dziobami. Podniesione obrzeże wskazuje na tzw. "bicie w obrączce" czyli na nowych maszynach, w których zastosowano pierścień utrzymujący krążek centrycznie między stemplami.
W krótkiej korespondencji z panem Adamem J. uzgodniliśmy, że moneta zmieni właściciela i trafi do mojego zbioru. I tak też się przedwczoraj stało.

Jak widać, moneta została poddana intensywnemu czyszczeniu chemicznemu. Część zanieczyszczeń mocno związanych z podłożem nie dała się usunąć. Stan monety jest jednak wystarczająco dobry, by mieć pewność, że:
po pierwsze,
w pierwszym pęczku są tylko cztery listki i nigdy ich więcej nie było
bo na monetach z pięcioma listkami
listek bliższy łodydze (od góry) jest wyraźnie krótszy od sąsiedniego,
po drugie,
nie ma mowy o usunięciu kropki po dacie, bo w tych miejscach (dla odmiany z G z szeryfem i czterema listkami pod 1 są co najmniej dwa warianty różniące się położeniem kropki, a przy okazji innym krojem cyfr w dacie)
1
2
nie ma żadnych śladów ewentualnej ingerencji
Przy oglądaniu monety trzymanej w ręku, mając możliwość obserwowania powierzchni przy różnych kątach oświetlenia jest to jeszcze lepiej widoczne.

Są dwie możliwości. Albo na stemplu kropki nigdy nie było, albo monetę wybito stemplem, którym wcześniej bito monety z kropką (jak na zdjęciu 2), ale z którego  kropkę usunięto (technicznie nie jest to bardzo skomplikowane). Niezależnie, którą teorię się przyjmie, do zdawało się kompletnej układanki trzeba dołożyć jeszcze jeden klocek.

Wkrótce na mojej stronie z katalogiem zdawkowych monet Królestwa Polskiego 1835-1841 pojawi się nowa pozycja:
b/b - 1-2-1-2, G z szeryfem, 4 listki pod 1, bez kropek

Dlatego starajcie się proszę nie używać kwantyfikatorów ogólnych zwanych też wielkimi. Słowa zawsze, nigdy, wszyscy, nikt bardzo, bardzo często nie znaczą tego, co powinny, tylko są odzwierciedleniem tego, co i jak myśli osoba je wypowiadająca lub zapisująca. A nie zawsze jest tak, jak myślimy, że jest albo chcemy, żeby było.



środa, 23 marca 2016

Dziękuję!

Po roku - trzydzieści tysięcy.
Na drugie urodziny - sto dziesięć tysięcy
Ćwierć miliona zbierałem przez trzy lata i pięć miesięcy.
Dziś w nocy licznik odwiedzin na moim blogu przekręcił się przez pół miliona.

Serdecznie Wam za to dziękuję i nieśmiało polecam się na przyszłość.


A tymczasem wiosna. Jeszcze nie rozpieszcza, jeszcze jej nie czuć w powietrzu ale już ją widać. Trawa zielenieje, gałązki niektórych krzewów też. Może nawet za parę dni będzie trochę cieplej.
I tej wiosny właśnie odbędzie się bardzo ciekawa aukcja (a nawet dwie, i to tego samego dnia - czternastego maja). Aukcja uświetni jubileusz Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, a aukcję uświetni katalog. Mam oczywiście na półce katalog pięćdziesiątej aukcji WCN znany również pod tytułem "Podobna jest moneta nasza do urodnej panny". Katalog, nie katalog. Katalog, bo zawiera zdjęcia i opisy monet, które na tej aukcji sprzedawano, ale przede wszystkim synteza, przedstawienie aktualnego stanu wiedzy o polskim mennictwie, podręcznik - jak sam autor we wstępie napisał. Autor, czyli profesor Borys Paszkiewicz.
Katalog tegorocznej aukcji ma mieć zbliżoną konstrukcję. Autorem tekstu jest dr Witold Garbaczewski, kurator Gabinetu Numizmatycznego Muzeum Narodowego w Poznaniu. Tytuł katalogu, "Opowieść o władcach, artystach i symbolach" i osoba autora są dla mnie wystarczającą zachętą, żeby już zarezerwować miejsce na półce.
WCN pochwalił się już na Facebooku pierwszymi dwiema monetami z zapowiedzianej aukcji. Pozostaje mieć nadzieję, że następne będą równie ciekawe.

A co na aukcach internetowych?
Przedwczoraj zakończyła się bardzo ciekawa (przynajmniej dla mnie) aukcja.
Monetę sprzedano za... 2 125,00 złotych!
Ja swój egzemplarz kupiłem na początku 2012 roku za niecałych 350 złotych (I szybko się nim pochwaliłem).

Rzadkie, dobrze zachowane monety sprzedają się dobrze a czasem nawet lepiej niż dobrze.Nie śledzę bardzo uważnie notowań, ale kilka wyników sprzedaży wczesnych monet obiegowych PRL na aukcjach GNDM zrobiło na mnie duże wrażenie.

Postanowiłem, że w tym roku wszystkie nowe monety obiegowe, które włączę do zbioru będą pochodziły z obiegu (w zeszłym roku zdecydowałem się na zakup kompletu na Allegro). Na razie odłożyłem tylko pięciogroszówkę.
Ciekawe, kiedy skompletuję wszystkie.

Wracając do Allegro. Trochę mi znów namieszali - musiałem zmodyfikować zapisane na stałe linki do wyszukiwań (na widocznym wyżej zrzucie ekranu uważny czytelnik zauważy zakładkę "polowanie"), bo zmieniono kategorie w dziale NUMIZMATYKA. Główny podział monet polskich wygląda teraz tak:
• Polska do 1864
• Polska 1916-1945
• Polska po 1945

Pierwszy dział jest oczywiście podzielony. Dzisiaj mamy (w nawiasach aktualna ilość aukcji):
Część osób uważa taki podział za lepszy od starego, w którym cezurą głównego podziału był rok 1945, bo przyzwyczaiły się do przeglądania kategorii głównych i narzekały na przykład na wymieszanie monet przedrozbiorowych z II Rzeczpospolitą. Ja od zawsze wolałem poświęcić więcej czasu na szczegółowe odpytanie wyszukiwarki, niż codziennie przewijać niezliczone strony wypełnione monetami, które nie interesują mnie nic, a nic. Co kto woli.

Na monetach świat się nie kończy. 
Są tacy, którzy jeżdżą na rowerze przez cały rok. Ja sobie robię zimową przerwę, a ta niedługo się skończy. Planując pierwsze wyjazdy natknąłem się na bardzo pomocną stronę internetową. Serwis bazujący na mapach OpenStreet, z bardzo rozbudowanym systemem planowania tras: 
http://brouter.de/brouter-web/.
Podobno któryś z dostępnych profili planowania jest tak sympatyczny, że proponuje trasy może trochę dłuższe, ale za to omijające większe podjazdy. Muszę to kiedyś wypróbować. Nie żebym puchł na podjazdach, ale latka lecą, nie wiadomo, co będzie za parę lat.

I tym optymistycznym akcentem...

 

 


piątek, 11 marca 2016

Amerykańska niespodzianka.

Zacznę fragmentem z mojego katalogu. Chodzi o dwuzłotówki zaprojektowane przez T. Breyera.
Pierwotnie zamówiono 25,5 mln. dwuzłotówek: 7,5 mln. w Paryżu, 12 mln. w Birmingham i 6 mln. w Filadelfii. Z Anglii przyjęto i zaakceptowano wstępnie tylko pierwszą partię 1,2 mln. monet. Kilka dni po wprowadzeniu do obiegu pierwszych 800.000 sztuk (1 listopada 1924) okazało się, że wiele monet ma usterki. Na tej podstawie Minister Skarbu nakazał wycofanie z obiegu błędnie wybitych monet i jednocześnie zrezygnował z odbioru następnych partii nadsyłanych z Birmingham. Angielską część zamówienia koordynowała firma Johnson Matthey Co. Za zgodą dyrektora mennicy królewskiej w Londynie mennica warszawska zerwała kontrakt z Birmingham i zamówiła tłoczenie dwuzłotówek (i złotówek) w Royal Mint.
Problemy wystąpiły również z amerykańską częścią nakładu. 17 października 1924 r. dostarczono do polski 1,5 mln. monet wybitych w Filadelfii. Wśród nich ujawniono wiele egzemplarzy uszkodzonych i wybrakowanych. Ostatecznie do obiegu skierowano 780,000 monet. Następne partie bite w Filadelfii, już z rocznikiem 1925, zostały wybite stemplem zwykłym (nieodwróconym) bez znaku mennicy.
Zgodnie z informacjami dostępnymi w naszej literaturze nakłady tych dwuzłotówek przedstawiają się następująco:
1924
Filadelfia (odwrotka) = 780.000 ( z półtora miliona dostarczonych z USA do Warszawy)
Paryż ("pochodnie") = 8.178.641
Birmingham (H) = 1.200.000 z których znaczną część wycofano z obiegu
1925
Filadelfia (stempel zwykły) = 5.220.000
Londyn (kropka) = 10.800.000
W popularnych katalogach większość z tych liczb jest zaokrąglana do 100.000 ale w sprawozdaniach, które Mennica Państwowa w Warszawie przekazywała Ministrowi Skarbu pojawiają się liczby dokładne.

Nasza mennica zdążyła opublikować trzy takie sprawozdania w czteroletnich odstępach. Pierwsze w roku 1927, drugie w 1931, trzecie w 1935. W 1939 sprawozdania już nie złożono, ale nie z powodu  wybuchu wojny. Wszystkie opublikowane sprawozdania są datowane na luty lub marzec. 
Trafiłem niedawno na stronę Uniwersytetu Waszyngtona w St. Luis, a dokładniej na stronę działającego przy nim Numismatic Educational Society założonego przez Erica P. Newmana. Przeglądając zasoby portalu natrafiłem na jedno z dorocznych sprawozdań dyrektora mennicy USA (Annual Report of the Director of the Mint for the Fiscal Year Ended June 30, 19XX). Zacząłem przeglądać i zachwyciłem się bogactwem treści. Między innymi tym, że w sprawozdaniach są też dane z mennic innych państw. Najpierw pomyślałem o Stuttgarcie i tajemniczej jednofenigówce Królestwa Polskiego z 1917 r. Okazało się, że na NNP nie ma wszystkich roczników sprawozdań, ale wiedząc, czego mam szukać, szybko znalazłem lepsze źródło. Ściągnąłem interesujący mnie komplet - od roku 1917 do 1940 i zajrzałem do sprawozdania z 1918 (tam powinny być dane za rok poprzedni). Nie było nic. Sprawdziłem rocznik następny - o Stuttgarcie i emisjach dla Polski nic. Są ciekawe rzeczy o problemach monetarnych Niemiec i Austrii, ale mniej mnie to dziś ciekawi.
Zauważyłem jednak coś, co zainteresował mnie bardzo. To była tabela - tu jej fragment:

Wydajność stempli w mennicy filadelfijskiej w roku 1918

Okolicznościową półdolarówkę na stulecie Illinois bito używając czterech stempli awersu i trzech stempli rewersu. Jednym stemplem awersu wybijano przeciętnie nieco ponad 25.000 monet; rewersem prawie 34.000 monet. Niedużo. Ale wydajność stempli jednocentówek (bitych w brązie) była kilkunastokrotnie wyższa. A stemplami monet 1 satang (brąz) bitych dla Syjamu bito jeszcze więcej egzemplarzy - czyżby dopuszczano niższą jakość tych monet?
Nie było nic o monetach dla Królestwa Polskiego, więc sprawdziłem, co sprawozdano na temat monet bitych w Filadelfii (i nie tylko ) dla odrodzonej Polski. I cóż się okazało. Przeczytałem, że w Paryżu w roku 1924 wybito dla Polski 3.679.067 dwuzłotówek i 4.239.742 złotówki, a w roku następnym 4.499.574 dwuzłotówki i 11.833.597 złotówek. Po zsumowaniu otrzymujemy złotówek 16.073.339,  dwuzłotówek 8.178.641 - ilości zgodne ze sprawozdaniami naszej mennicy (i moim katalogiem)
Też zgodnie ze znanymi nam danymi, w Royal Mint w 1925 10.800.000 monet dwuzłotowych i  24.000.000 monet jednozłotowych. O produkcji mennicy w Birmingham wiadomości nie podano, bo nie była mennicą państwową.
A co z amerykańskimi dwuzłotówkami? Sprawozdanie z roku 1925
Sprawozdanie z roku 1926
Łącznie mamy więc 5.160.000 + 840.000 = 6.000.000 dwuzłotówek. Tę samą liczbę dostajemy dodając do siebie wprowadzone do obiegu nakłady dwuzłotówek z rokiem 1924 i 1925. Niby wszystko się zgadza, ale mam wrażenie, że filadelfijska mennica zataiła niepowodzenie. O zakwestionowanej części nakładu "odwrotek" nic nie znalazłem.
Trzeba podkreślić, że sprawozdania przedstawiane przez mennice bardzo rzadko dotyczyły lat kalendarzowych. Już z tytułów tych amerykańskich widać, że zawierają one dane z lat fiskalnych (od lipca do czerwca). Sprawozdania naszej mennicy z okresu międzywojnia omawiają okresy od kwietnia do marca. Nie zawsze można więc wyciągać bezpośrednie wnioski o nakładach monet z konkretnym rocznikiem. Jeszcze większe zamieszanie mamy, kiedy mennica informuje nie o ilości monet wybitych w danym okresie, tylko o ilości monet wydanych z mennicy w tym okresie. Wybijane monety szły do magazynu i były wydawane nawet po czasie dłuższym niż rok, w miarę potrzeb rynku i banków. Tak sprawozdawała mennica warszawska do roku 1868.

Niespodzianka czekała w sprawozdaniu za rok fiskalny kończący się 30 czerwca 1927.
Tabela zawiera informacje o ilości stempli do monet wyprodukowanych w amerykańskich mennicach od 1 lipca 1926 do 30 czerwca 1927. W ostatniej linijce zapisano, że w Filadelfii wykonano 35 stempli do polskich monet i że stempli tych nie użyto.
Co to były za stemple? Do jakich monet? Czy Polska zamówiła jakieś monety i zamówienie wycofała?
Na razie nic na ten temat nie wiadomo.

Nie przeczytałem jeszcze wszystkich sprawozdań, ale na pewno to zrobię. Cierpliwie, rocznik po roczniku, strona po stronie.
Fajna zabawa.






niedziela, 6 marca 2016

Przedwiosenne nowości.

Zanim usunąłem z bloga nieefektywny system komentarzy Google+ zdążyłem zauważyć, że pod wpisem http://zbierajmymonety.blogspot.com/2016/02/szelag-litewski-z-roku-1624.html ktoś zapytał o powody twierdzenia, że opisanego szeląga wytłoczono na prasie walcowej i o rolę kropek widocznych na krążku poza rysunkiem.

Wszystko to opisałem już wcześniej, w roku 2012 we wpisie "Monety opowiadają o...".  Są wyjaśnienia, zdjęcia, poglądowe rysunki - zachęcam do lektury.

Mój zbiór kontrasygnowanych miedziaków Augusta III powiększył się o kolejnego "wycierucha".
Kontrmarka znana, interpretowana jako rysunek herbu Pogoń, wiązana z Czartoryskimi.
Soubisie-Bisier odnotował występowanie takiej kontrmarki na groszu Maksymiliana Emanuela Bawarskiego (1695).

A. Бойко-Гагарин przedstawił Pogoń nabitą troszkę inną puncą


znaną z występowania na groszach Augusta III (odnotowano 7 egzemplarzy). Dwa lata temu był na rynku egzemplarz z taką kontrmarką, niestety wtedy nie udało mi się go zdobyć. Mam tylko kilka zdjęć w archiwum.

Wyraźnie widać, że to nie to samo, co na najnowszym moim zakupie.

Jeszcze jedna monetka powiększyła mój zbiór w ostatnim tygodniu.
Powodem zainteresowania tą monetą jest szczególny wygląd liter tworzących znak mennicy. Malutkie M nabito bardzo wysoko, przez co rysunek stracił symetrię. Porównanie:

Taka drobna ciekawostka.

Pod koniec lutego odbyły się kolejne Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej. Tym razem w Toruniu. Niestety wbrew wcześniejszym zamiarom nie mogłem wziąć w nich udziału, dlatego bardzo ucieszyła mnie inicjatywa warszawskiego oddziału PTN. Na razie dostępne są dwie części wykładu dr. Rakoczego - warto zobaczyć.

Printfriendly