Google Website Translator Gadget

niedziela, 4 października 2020

Kolejna zagadka rozwiązana - 20 i 50 groszt 1923 - Utrecht

Część ostatniego piątku i soboty spędziłem w Warszawie. Kolejny raz miałem zaszczyt uczestniczenia jako wykładowca w sesji organizowanej przez GNDM. Sesji już siódmej, ale pierwszej tak nietypowej. Z wiadomego powodu nie było jak dotychczas. Nie było dużej sali z miejscami dla kilkudziesięciu osób (plus dostawki dla chętnych na szczególnie ciekawych wykładach). Tym razem były dwie małe sale multimedialne, w których na żywo wykładu mogło słuchać kilka do kilkunastu osób. Wykłady transmitowano w internecie, a ich zapisy zostaną udostępnione na youtubowym kanale GNDM. I bardzo dobrze, bo ograniczenia spowodowały, że nie mogłem w piątek wysłuchać na żywo wszystkiego, co mnie interesowało. 

Temat mojego wystąpienia, to "Monety IIRP - co wiemy, a czego nie wiemy". Przygotowując prezentację uświadomiłem sobie, że w tytule powinien pojawić się jeszcze trzeci człon - "co tylko nam się wydaje, że wiemy". I jak zwykle, dopiero po zakończeniu występu uświadomiłem sobie jak wielu tematów jeszcze nie poruszyłem. Zrządzeniem losu (przypadek? nie ma przypadków Panie Doktorze!), jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem po przybyciu na miejsce sesji wykładowej, był zakup Numizmatyka Krakowskiego lipiec-grudzień 2019 - nr 2/2019 (386) na stoisku PTN. Dlaczego tak się śpieszyłem?

Dlatego, że jeden ze slajdów mojego wystąpienia wygląda tak.

W notatkach do prezentacji zapisałem: 

Nikiel 1923.
Z 10-groszówkami problemu pochodzenia nie mamy - całość nakładu wybito w Szwajcarii w Le Locle. Pozostałe dwa nominały trudno pewnie i jednoznacznie przypisać do konkretnych mennic. Można by się o to pokusić mając do porównań egzemplarze, które powinny być przechowywane w tych mennicach, jako sztuki okazowe. Na próbach chyba bazować nie można, bo do nich mogły być stemple z innych matryc. 

Podczas wykładu, zgodnie z planem, opowiedziałem o próbach dotarcia do zdjęć monet, które powinny zachować się w archiwach Wiednia, Le Locle i Utrechtu. O tym, że Wiedeń nie odpowiedział, Szwajcarzy ustawili za zdjęcia z prawem do publikacji cenę dla mnie zaporową, a mennica w Utrechcie poinformowała, że nie jest w tej chwili dysponentem tych monet. Na szczęście, zamiast na tym skończyć, mogłem podzielić się ze słuchaczami informacją świeżą, jak... sam nie wiem co.

We wspomnianym numerze Numizmatyka Krakowskiego, jak sami możecie zobaczyć na skanie okładki,

opublikowano krótki, ale treściwy tekst pana Dariusza Jaska "Polskie monety niklowe z 1923 roku z mennicy w Utrechcie". I wszystko jasne, przynajmniej w jednej trzeciej zagadki. Szczegóły wkrótce. Muszę na spokojnie porównać zdjęcia z NK, ze zdjęciami i opisami w moim artykule z Przeglądu Numizmatycznego, w którym podjąłem pierwszą próbę podzielenia nakładów 20- i 50-groszówek 1923 na warianty, oraz z moim katalogiem II RP. 

A dla uspokojenia emocji po wycieczce do stolicy, cóż mogło być lepszego, niż spacer po Jurze.

A na jutrzejsze śniadanie...
kania. 
P.S.
Wykład został nagrany i można go obejrzeć i wysłuchać w dogodnym czasie. 

wtorek, 29 września 2020

Jak się uczyć numizmatyki ?

W jednym z komentarzy do wpisu jubileuszowego znalazła się następująca propozycja tematu któregoś z kolejnych wpisów. 

A ja mam propozycje luzniejszego tematu, chociaz moze w cale nie takiego prostego - " Jak sie uczyc numizmatyki ? ". Ja sam obecnie postawilem na monety II RP i ograniczajac sie do jednej epoki mozna myslec o tym, ze czlowiek jest w stanie opanowac taka wiedze ( roczniki, typy, odmiany ). Ale jakby chciec wiedze rozszerzyc na poczatek o monety wspólczesne, potem o PRL, a potem cofnac sie o 1000lat a moze i jeszcze wczesniej do wspomnianych monet Rzymskich... - na ile okreslajac sie mianem numizmatyka wiedze, trzeba / powinno sie / wypada miec w glowie... ( ktos zajmujacy sie numizmatyka naukowo utrwala te w wiadomosci na biezaco, a czy hobbysta jest w stanie to poukladac w glowie ).

Nie wiem, czy to temat "luźniejszy" ale zgadzam się z tym, że nie taki prosty. Obiecałem, że wezmę byka za rogi, więc...

Odpowiedź na pytanie "Jak się uczyć numizmatyki ?" może być tylko jedna - systematycznie i metodycznie. 

Zacznijmy od początku. Z kontekstu pytania domyślam się, że nie chodzi o naukę numizmatyki w sensie studiowania tej pomocniczej nauki historii z perspektywą etatowej pracy naukowej na uniwersytecie, w muzeum albo innej tego typu instytucji. Myślę, że chodzi o wskazówki mające pomóc w przejściu na wyższy stopień kolekcjonerstwa, w przemianie ze zbieracza w kolekcjonera-badacza. I o tym myślałem, pisząc że numizmatyki należy się uczyć systematycznie i metodycznie. 

Metodycznie, czyli zgodnie z założonym planem i być może jakimś harmonogramem. Pierwszym punktem takiego planu powinna być decyzja, co do zakresu zainteresowań. Zakresu rozumianego troszkę szerzej, niż tylko jako wybór epoki, która nas interesuje. Pozostając przy treści pytania - jeżeli zamierzam się zająć monetami II Rzeczpospolitej, to opcji jest całkiem sporo. Można ograniczyć się do budowy zbioru obejmującego reprezentatywne przykłady wyemitowanych nominałów, można budować zbiór generalny obejmujący wszystkie roczniki wszystkich nominałów. Można ograniczyć się tylko do monet obiegowych albo do prób. Można porwać się na budowę zbioru specjalizowanego, w którym znajdą się wszystkie nominały we wszystkich odmianach i wariantach, do których można dołożyć jeszcze na przykład fałszerstwa na szkodę emitenta, destrukty i inne ciekawostki.

Każda wersja takiego planu wymaga oczywiście znajomości podstawowej literatury, ale im ambitniejszy plan, tym zakres tej literatury się poszerza. Poszerza o specjalistyczne katalogi (o ile istnieją), o katalogi aukcyjne, prasę fachową, itp. Mnóstwo, ale to mnóstwo niezwykle interesujących informacji o monetach można odkryć w starych czasopismach. Dotyczy to rzecz jasna ostatnich jakichś dwustu pięćdziesięciu lat i czasem wymaga żmudnego odcyfrowania tekstów drukowanych dziwnymi czcionkami i jeszcze żmudniejszego tłumaczenia - języki ewoluują, zmienia się ortografia, gramatyka, idiomy. 

No dobrze, powiecie. Literatura fachowa jest potrzebna, to wiadomo, ale co z monetami? Otóż to. Trzeba, KONIECZNIE TRZEBA, oglądać jak najwięcej monet. Przede wszystkim, na żywo - brać w ręce, oglądać przez lupę, patrzeć na monety pod różnym kątem, przy różnym oświetleniu. Zwracać uwagę na wszystko, na kolor metalu, jego fakturę, połysk, układ rys na powierzchni, miejsca gromadzenia się zabrudzeń, dźwięk wydawany przez monetę wirującą na stole... Tego nie zastąpią żadne zdjęcia. I dotyczy to monet wszystkich okresów. Kiedy przepuści się przez ręce odpowiednią ilość monet, to gdy zdarzy się ten przypadek, że trafimy na coś niezwykłego, odbiegającego od normy, albo coś, czego nigdy dotąd nie mieliśmy szczęścia widzieć, zauważymy to od razu. Dlatego warto chodzić na giełdy i targi  numizmatyczne. Nawet gdy nie kupimy nic, wyniesiemy coś bezcennego - doświadczenie.

Warto, co tam warto - TRZEBA, budować własne archiwum zdjęć monet. Dobrych zdjęć. Dobrze opisanych - żeby było wiadomo, co to jest, kto, kiedy i za ile to oferował/sprzedał/kupił.

Należy chodzić na numizmatyczne "eventy". Spotkania lokalnych klubów i kół kolekcjonerskich, na organizowane przez nie wykłady i wystawy. Jest ich coraz więcej i są coraz ciekawsze. I nie należy ograniczać się do imrez o tematyce ściśle zgodnej z naszym głównym tematem. Zaskakująco wiele można się tam dowiedzieć o monetach jako takich.  

W komentarzu jest jeszcze jedno pytanie, powiedzmy pomocnicze. Pamiętam, że na studiach mieliśmy kilku takich egzaminatorów, którzy mniemając, że ułatwiają egzaminowanemu studentowi udzielenie prawidłowej odpowiedzi, rzucali pytania pomocnicze, które kołem ratunkowym nie były. Raczej przysłowiową ostatnią deską ratunku rzucaną tak nieszczęśliwie, że zamiast pomóc, biła w potylicę i posyłała delikwenta na dno (czytaj - "no to widzimy się na poprawkowym").

Tym razem pomocnicze pytanie jest na szczęście celnie rzuconą pomocą - na ile okreslajac sie mianem numizmatyka wiedze, trzeba / powinno sie / wypada miec w glowie...

Co wypada mieć w głowie? Podstawowe fakty na pewno. Wypada je mieć w głowie, bo tego od nas oczekiwać będą wszyscy wiedzący o naszych zainteresowaniach. Ale nie należy wpadać w kompleksy, że się nie wie wszystkiego, bo wszystko pamiętają tylko dokumenty, a i to tylko do czasu, gdy ich ktoś nie zniszczy. 

Codzienny kontakt z monetami, z literaturą im poświęconą, sprawi prędzej, czy później, że będziemy "mieć w głowie" nadspodziewanie dużo. Przez kilka lat byłem moderatorem nieistniejącego już dziś forum numizmatycznego na portalu e-numizmatyka.pl. Jednym z moich obowiązków była pomoc w identyfikacji monet. Forumowicze przysyłali zdjęcia najróżniejszych okazów - monet, żetonów, medali i blaszek nie mających z monetami nic wspólnego, a ja starałem się coś o nich napisać. Czasem było to proste (bo wcześniej przejrzałem kilka metrów katalogów aukcyjnych), czasem wymagało żmudnych poszukiwań. Po roku takich codziennych wysiłków coraz rzadziej musiałem sięgać do katalogów. Wystarczał rzut oka. 

Dlatego powtórzę raz jeszcze - jeśli chcecie wyjść poza kolekcjonowanie ograniczające się do gromadzenia monet, musicie poświęcić monetom coś cenniejszego od pieniędzy - swój czas. Nie będziecie żałować.

Pamiętajcie jednak, że na monetach świat się nie kończy. Czasem trzeba się od nich oderwać. Nawet, gdy pogoda nie wydaje się najlepsza.

Ale nawet w tak nienumizmatycznych miejscach, gdzieś w tyle głowy te blaszki siedzą...

środa, 23 września 2020

Minimalnie spóźnione sprawozdanie na koniec lata.

Zastanawiając się nad tematem kolejnego wpisu, wymyśliłem, że ucieknę się do sprawdzonej metody i na tapetę wezmę jakąś monetę (monety?) z tegorocznych zakupów. I tu pierwsze zdziwienie. Okazało się, że tylko dwanaście z zakupionych w tym roku monet zdążyłem sfotografować i włączyć do katalogu zbioru. Reszta czeka na swoją kolej. Czeka, bo stale jestem zajęty czymś innym. 

Najciekawsze z tego tuzina już na blogu opisałem. Te mniej ciekawe, są po prostu za mało ciekawe, by je tu pokazywać. Zresztą prawie wszystkie, to lepiej zachowane egzemplarze monet, które już w zbiorze miałem.

Te inne zajęcia, to w tym roku przede wszystkim katalogi.
W styczniu skończyłem opracowanie szelągów i groszy koronnych Augusta III. 
W kwietniu opublikowałem trzecie wydanie katalogu II RP i GG.
Od maja męczę się z nowym wydaniem katalogu PRL (wyjdzie w pierwszej połowie października).

W międzyczasie wakacje, góry, praca, książki. 

I ta cholerna zaraza, przez którą przed monitorem spędzam więcej czasu niżbym chciał, bo często zdarza się, że wciągają mnie jakieś tematy dyskutowane na forach, a to miesza plany i dezorganizuje pracę. 

Bywa jednak tak, że takie pozornie nieistotne dyskusje okazują się nie dość, że ciekawe, to jeszcze zmuszają do ponownego przemyślenia własnych planów.

Niedawno taka żywa i pouczająca dyskusja rozpoczęła się na forum TPZN w wątku Ceny książek numizmatycznych i co czytać. Zaczęło się niewinnie, od refleksji na temat cen i dostępności literatury numizmatycznej. A później poszło...
Najpierw zastanawialiśmy się nad tym, czy mamy w tej chwili opracowanie, które można by nazwać korpusem polskiej numizmatyki, obejmującym całość od Chrobrego po czasy współczesne. Nie trzeba się długo zastanawiać, żeby stwierdzić, że takiej pomocy właściwie nie mamy. Pretendować do tytułu korpusu monet polskich mogły by trzy wydawnictwa - katalog kolekcji Czapskiego i opracowania E. Kopickiego - wielotomowy Katalog Monet i Banknotów Polskich oraz Ilustrowany Skorowidz pieniędzy Polskich... Paradoksalnie, łatwiejszy do nabycia (i tańszy) jest reprint pięciu tomów Czapskiego.  Są jeszcze oczywiście katalogi KAW, ale te nie sięgają przed Zygmunta Starego.  

Część kolekcjonerów, mam wrażenie, że tych rozpoczynających przygodę z monetami starszymi, zdecydowanie optowała za potrzebą (koniecznością nawet) wznowienia katalogów Kopickiego, a nawet za doprowadzeniem do możliwości ich dodrukowywania w miarę potrzeb. Zauważyłem, że jeśli chodzi o wznawianie, czy dodruk Ilustrowanego Skorowidza E. Kopickiego, to w wydaniu z 1995 r jest klauzula "Copyright by Polskie Towarzystwo Numizmatyczne". To wydaje się jest adres, pod który należy uderzać w tej sprawie. Problemem mogą okazać się niestety pieniądze. Nie numizmaty, tylko ekonomika takiego przedsięwzięcia.
Z drugiej strony, zastanówmy się, komu może być w tej chwili potrzebny taki korpus. Kolekcjonerowi? A kto teraz buduje kolekcję generalną - od średniowiecza po III RP? Ile może być takich osób? Trudno nie zauważyć, że jeśli kogoś stać na takie przedsięwzięcie, to kupno choćby najdroższych katalogów w celu utworzenia biblioteki  obejmującej całość takiego zbioru.
Firmom numizmatycznym, których pracownicy na codzień stają przed problemem identyfikacji kupowanych i sprzedawanych monet nie wystarcza poziom ogólności zapewniany przez podstawowy korpus. Żeby monetę dobrze sprzedać, trzeba ją dobrze (byle nie za dobrze) opisać. Do tego potrzebna jest wiedza zawarta w katalogach specjalistycznych. 

Podczas omawianej dyskusji padł argument, że taki korpus byłby pomocny w podjęciu decyzji o profilu rozpoczynanego zbioru. Nie trafia do mnie ten argument. Profil zbioru, można konstruować dowolnie, kierując się względami estetycznymi, finansowymi, zainteresowaniami historycznymi, dostępnością materiału, brakiem konkurentow - to przekłada się na poziom cen i tysiącem innych pomysłów. 

W tej chwili, dzięki internetowym archiwom sytuacja jest inna, niż w momencie, kiedy ja byłem na etapie planowania profilu zbioru. Napisałem o tym tak:
Czym się różni strata czasu na wyszukiwanie informacji w internecie od straty czasu na grzebanie w katalogach? Ja katalogów mam kilka półek, ale najczęściej sprawdzam wpadające mi w oko monety na stronach internetowych
https://aukcje.gndm.pl/pl/archive
https://wcn.pl/archive
https://archiwum.niemczyk.pl
i jeszcze paru, jeśli tam nie znajduję odpowiedzi. A jak nie znajdę, to pytam na forum.

Katalogi są mi w tej chwili potrzebne przede wszystkim do pracy nad własnymi katalogami, nad blogiem i jeszcze kilkoma pomysłami. 
Oprócz wspomnianych archiwów mamy przecież jeszcze Wikipedię. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Numizmatyka_polska
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cennik_monet_Berezowskiego

Wikipedię właśnie zaproponowałem w momencie, kiedy wątek skręcił w ścieżkę "jak nie ma korpusu, to go sobie sami zróbmy".  Dlaczego? Bo Wikipedia daje narzędzia, jest powszechnie dostępna, hasła na Wikipedii mogą opracowywać samodzielni autorzy ale mogą i grupy autorów. Hasła można dopracowywać posiłkując ię narzędziem do prowadzenia dyskusji itd.
Podstawowy problem pojawia się gdy zastanowimy się nad źródłami zdjęć. Firmy numizmatyczne udostępniają je w swoich archiwach, co nie oznacza, że można je bez ograniczeń wykorzystywać w jakichś innych publikacjach. 

16 września zabrałem głos w tej dyskusji po raz ostatni. Nie widzę szans powodzenia w akcjach proponowanych przez kolegów z forum TPZN. Kiedy skończę walkę z katalogiem PRL, zaktualizuję katalog III RP (strasznie zaniedbany), który być może też znajdzie miejsce w wydawnictwie Ridero, kiedy sfinalizuję dwa jeszcze pomysły, chodzące mi ostatnio po głowie, to będzie to moment, kiedy skończę też pracę zawodową i zostanę "stypendystą ZUS". Może wtedy spróbuję pobawić się Wikipedią, choćby w ograniczonym zakresie. 
A może zajmę się tym, czym wypełniałem wolne dni w ostatnich dwóch tygodniach?








czwartek, 10 września 2020

Dziesięć lat temu...

Dziesięć lat temu, w piątek 10 września 2010 r. o godzinie 20:22 opublikowałem pierwszy wpis (post) na tym blogu. Wpis o tytule 

Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty.


Tytule aktualnym do dziś. Aktualnym w tym sensie, że nie zmieniłem ani na jotę przekonania, że kolekcjonując monety, powinno się szerokim łukiem omijać "monety" wyprodukowane nie z myślą o rzeczywistym obiegu pieniężnym, tylko przeznaczone do sprzedaży kolekcjonerom.

Trochę statystyk aktualnych w chwili, kiedy to piszę: 
Marzyło mi się, że pierwszą dekadę przypieczętuję pięćsetnym wpisem. Nie wyszło. Leniwy jestem.
Jak widać, szczyt popularności mam za sobą; przypadł na lata 2016-2017. 
I dziesięć najpopularniejszych wpisów:
Nad fenomenem popularności wpisu o "Wariacie na swobodzie" już się kiedyś zastanawiałem. Wasze próby wyjaśnienia nie do końca mnie przekonały (podobno najpopularniejsze miały by być pierwsze wpisy po wakacyjnym zastoju). Chyba jest to jednak skutkiem częstego pytania "wujka Google" o wariatów na swobodzie. Przypadek, czy znak czasów, w których żyć nam przyszło? 

Cieszy mnie liczba komentarzy, świadcząca o tym, że nie tylko tu zaglądacie, ale też czytacie. Liczba ta była by znacznie większa gdybym bezlitośnie nie wycinał żałośnie niezdarnych prób reklamowania najprzeróżniejszych wyrobów (od produktów "Skarbnicy Narodowej" poczynając, na środkach na przyrost przyrodzenia kończąc). Od pewnego czasu, moderując komentarze pozbywam się też tekstów rażąco niegramatycznych i nieortograficznych, zwłaszcza gdy są treściowo puste, np. "Ja tez mam taka monete".  

Tych czterysta osiemdziesiąt wpisów, to masa tematów. Wiele poruszanych wielokrotnie, to prawda, ale zawsze i tylko wtedy, gdy docierały do mnie nowe monety, nowe informacje. Piszcie proszę od czasu do czasu o czym chcielibyście tu przeczytać - pamiętając, proszę, o profilu bloga. Jestem otwarty na  ciekawe propozycje tematów, nawet gdyby miały dotyczyć monet nie wchodzących w wąski przecież zakres moich zainteresowań. Monet, a nie monetopodobnych bibelotów, przypominam. 

Na dziś koniec. W ramach świętowania jubileuszu przetestuję
Wasze Zdrowie!
I na pohybel plagom, zarazom i pandemiom.

Zbierajmy Monety!!!

sobota, 5 września 2020

Krótki wpis turystyczno-numizmatyczny

 W czerwcu tego roku pod wpisem pesymistyczno-optymistycznym pojawił się ciekawy komentarz. 

Otóż jakieś 2 miesiące temu wybrałem się z rodziną pierwszy raz na szlak w Beskidzie Małym od przełęczy Przegibek przez Gaiki na Chrobaczą Łąkę. Między Gaikami a Chrobaczą znajduje się kapliczna na Przełęczy u Panienki. Ponieważ byłem tam pierwszy raz postanowiłem kapliczce przyjrzeć się z bliska i ku mojemu zaskoczeniu rzuciła mi się w oczy pozostawiona na postumencie 5-groszówka ( chyba ) z 1938r ... Pierwsza myśl ... biorę... w końcu ostatnio zacząłem zbierać monety, a 2rp jest w kręgu mojego zainteresowania... ale po krótkiej chwili... nie nie ktoś przecież po coś ją tam zostawił. Moneta jest przybrudzona farbą w kolorze kapliczki, a zatem nawet ktoś kto kapliczkę odnawiał jej nie ruszył... z szacunku/ze strachu/z przeoczenia ? Oczywiście zafascynowany takim znaleziskiem nie pomyślałem aby zrobić zdjęcie telefonem... A do dziś się zastanawiam czy możliwe jest, że leży tam złożona w ofierze jeszcze przed wojną, czy położył ją symbolicznie jakiś zapalony numizmatyk, a może komuś walała się po szufladzie i uznając za nic nie wartą po prostu zostawił w takim miejscu bo szkoda było do kosza wyrzucić... numizmatyka ma jednak wile twarzy.

Napisałem w odpowiedzi, że muszę tam zajrzeć. Okazja nadarzyła się dzisiaj.

Monety nie zauważyłem. Ani na postumencie, ani w umieszczonej na nim metalowej skrzynce.
Albo moja spostrzegawczość szwankuje, albo ktoś tę monetkę zabrał. 

Za to widoki były piękne.






piątek, 4 września 2020

Psychologia pewnie ma jakąś nazwę tego zjawiska. Nie znam jej, ale chyba rozumiem jego mechanizm. W końcu sam jestem jego niezłym przykładem. O co chodzi? Zaraz wyjaśnię. 

W moim katalogu monet II RP, w zakończeniu wstępnej części opisującej początki nowej Polski i jej pieniądza opisałem odciski monet obiegowych wykonanych w metalizowanej tekturze. Najlepiej będzie, jeśli pokażę ten fragment.

Rzecz w ty, że to nie jest matryca do tłoczenia wzorów monet obiegowych. Ale to nie jedyny mój błąd.

Po pierwsze, nie zwróciłem uwagi na to, że kwota 899 zł to nie cena uzyskana, tylko wywoławcza. Można to sprawdzić w oficjalnym archiwum Allegro.

"Nie było ofert kupna"! Tego nie powinienem przegapić, a przegapiłem. 

Sprzedawca opisał ten obiekt tak:

WITAM SERDECZNIE, DO WYLICYTOWANIA PŁYTKA DO WYBIJANIA MONET, FAŁSZYWEK? NIE MAM POJĘCIA 

DOSKONAŁA RZECZ DO UZUPEŁNIENIA KOLEKCJI MONET GROSZOWYCH

JEST TO NAPEWNO UNIKAT

PRZEDMIOT Z EPOKI

PREZENTOWANE MONETY NIE SĄ NA SPRZEDAŻ!

DO KUPIENIA SAMA PŁYTKA

STAN NAJLEPIEJ OCENIC SAMEMU PO OBEJRZENIU FOTEK

DLA ZAINTERESOWANYCH MOGĘ PRZESŁAĆ LEPSZE FOTKI

PO ZAKOŃCZONEJ AUKCJI ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ ODBIORU OSOBISTEGO W WARSZAWIE

PROSZĘ UWAŻNIE OGLĄDAĆ ZDJĘCIA!!!

Pomysł, że może to być matryca do tłoczenia wzorów dla kasjerów to drugi z moich grzechów. Po pierwsze, krótko przed napisaniem tego fragmentu katalogu natrafiłem na notowania wspomnianych tekturowych wzorów monet - skojarzenie wydało mi się aż nadto oczywiste. Po drugie, nie zastosowałem się do sugestii sprzedającego, by uważnie oglądać zdjęcia. Gdybym to zrobił, musiał bym zauważyć, że choć wizerunki na tej blasze są w negatywie (tak powinno być), to elementy rysunku są wypukłe, a nie wklęsłe. Wypukłe, jak na pieczątkach. 

Temat powrócił niedawno, prawie całkiem przypadkowo. Tym razem osoba, która mogła oglądać "matrycę" bezpośrednio, zwróciła uwagę na tę właśnie wypukłość. Zacząłem się  zastanawiać, w jakim celu ktoś taką "pieczątkę" mógłby wykonać i jedyne, co mi na myśl przyszło, to, że może to być narzędzie do drukowania "pieniędzy" będących elementem jakiejś gry planszowej. Przypomniałem sobie wywiad, który kilka lat temu czytałem w Polityce. Odszukanie kontaktu do p. Marka Sosenko zajęło krótką chwilę. Wysłałem zdjęcia i równie szybko dostałem odpowiedź:

To są klisze do drukowania kartoników z monetami służącymi do kilku gier edukacyjnych m.in do "malej poczty ". Mam takie kartoniki, z monetami do wycinania,  dokładnie ten wzór 

Zagadka rozwiązana. Nauczka na przyszłość - pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł, a nie przy pisaniu katalogów.

To jedna z rzeczy, o której będę miał okazję mówić za niecały miesiąc na kolejnej, siódmej już sesji wykładowej GNDM. Szczegóły u źródła.

W skrócie. Temat mojego wystąpienia: Monety IIRP - co wiemy, a czego nie wiemy.

Godzina 19, sala duża (wykładowa). Duża to niestety nie oznacza, że jak w poprzednich latach udział będzie mogło brać kilkadziesiąt osób. Epidemia, przez niektórych zwana zarazą, albo plagą spowodowała konieczność ograniczeń. Limit miejsc dla wydarzenia w sali dużej wynosi 21 dostępnych w zapisach i 4 zarezerwowane do dyspozycji organizatora.
Na szczęście organizatorzy zapewniają, że wybrane wydarzenia będą transmitowane na żywo na kanale YouTube.com/GNDMtv, a wszystkie zastaną zostaną na nim opublikowane w ciągu kilku dni po zakończeniu sesji.

W najbliższych dniach czeka mnie więc niełatwe zadanie doszlifowania wykładu na temat tak chętnie kolekcjonowanych monet dwudziestolecia międzywojennego. Trema dopadnie mnie gdzieś tak po 25 września. Pewnie będę ją odreagowywał na górskich szlakach, które mam nadzieję, nie będą już tak zatłoczone, jak latem.

środa, 12 sierpnia 2020

Milicja Obywatelska wiecznie żywa, czyli kraj na niby.

Temat wyskoczył, jak królik z kapelusza, kiedy w aktualizowanym właśnie katalogu obiegówek PRL dobrnąłem do rozdziału poświęconego monetom fałszywym. Bo okres PRL nie różnił się w tym względzie od żadnego okresu historycznego i żadnego miejsca na Ziemi gdzie istniała jakakolwiek forma pieniądza. Zawsze byli (i są) ludzie, którzy chcieli zarobić dużo, szybko i możliwie bez wysiłku. 

Fałszowanie pieniędzy to działalność z gruntu nielegalna, zbrodnia właściwie i jako zbrodnia zawsze była ścigana i karana najsurowiej, jak można, z karą śmierci włącznie.  I w tej chwili Kodeks Karny w art. 310 ustala dla fałszerzy karę nie niższą, niż 5 lat więzienia. Ba! Za same przygotowania do tego "należą się" co najmniej trzy miesiące paki.

Kodeks Karny PRL w artykule o tym samym numerze też przewidywał dla fałszerzy pieniędzy karę od pięciu do 25 lat pozbawienia wolności. Nie ustalono wtedy jednak kary za przygotowania do fałszowania pieniędzy lub do rozprowadzania sfałszowanych.

W okresie PRL, na szkodę emitenta fałszowano głównie duże nominały. Pierwsze zarejestrowane fałszerstwo monet dotyczyło złotówek z roku 1949. Fałszowano oczywiście i aluminiowe pięciozłotówki z rybakiem (nie mam takiego egzemplarza) oraz późniejsze dwudziestozłotówki z wieżowcami i z M. Nowotko.


Wspominałem już wiele razy, że dla numizmatyków zajmujących się pieniądzem nowożytnym i najnowszym, świetnym źródłem informacji są czasopisma, od dzienników po periodyki branżowe. W dziennikach z czasów PRL pojawiały się od czasu do czasu informacje o zatrzymaniu fałszerzy pieniędzy, ale próżno by w nich szukać szczegółów. 
Tych należało szukać w wydawnictwach specjalistycznych i nie mam tu wcale na myśli wydawnictw numizmatycznych. Kilka niezwykle interesujących tekstów znalazłem w periodyku Służba MO z lat 1965, 1968 i 1978. Sami zobaczcie, jak wspaniała to literatura i jak perfidne zbrodnie opisywała.

Cykl fałszerstwa monet zapoczątkował Józef Szmiglin z zawodu kowal, który w połowie maja 1951 roku w Ostródzie (województwo olsztyńskie) wyprodukował 70 falsyfikatów 1-złotowych monet emisji 1949 roku. Po przejrzeniu falsyfikatów, za nadające się do wprowadzenia w obieg uznał jedynie siedem, pozostałe zniszczył. W rezultacie zrezygnował również z kolportażu tych 7 wyselekcjonowanych falsyfikatów, wrzucając je do studni. W sierpniu 1951 roku jeden z miejscowych obywateli czyścił studnię i odnalazł wrzucone do niej falsyfikaty. Sądząc, że są to oryginalne money l-złotowe, udał się do sklepu i zakupił za nie papierosy. Sprzedawczyni po pewnym czasie zorientowała się, że są to falsyfikaty i zawiadomiła organa MO. W toku śledztwa Józef Szmiglin przyznał się do fałszerstwa. Zapytany o metody produkcji falsyfikatów wyjaśnił, że z walca żelaznego o średnicy nieco większej od złotówki uciął dwa krążki jednocentymetrowej grubości. W krążkach tych wytoczył otwory wielkości jednozłotowej monety. Następnie używając imadła, na dwóch innych (aluminiowych) krążkach odcisnął obraz obu stron monety. W ten sposób uzyskał na jednym krążku stronę przednią monety, na drugim krążku jej stronę odwrotną. Oba krążki umocował w otworach krążków żelaznych, uzyskując w ten sposób formę do odlewu monet. Monety odlewał ze stopu ołowiu i cyny.

Takich opowieści jest więcej. Wszystkie szczegółowe, z imionami, nazwiskami, zdjęciami , analizą typów fałszerstw.

Fascynujący jest opis wykonywania falsyfikatów srebrnych 200-złotówek z 1974 r.

Pomysł fałszowania monet zrodził się całkiem przypadkowo. Na kawałek folii aluminiowej leżącej na podłodze upadła mu moneta, którą nadepnął butem. Stwierdził wówczas, że odbiła się na folii wprost idealnie. Spostrzeżenie to postanowił wykorzystać do fałszowania srebrnych monet 200-złotowych, jako że folia aluminiowa odpowiadała swym wyglądem powierzchni tej monety. Jako materiał do wyrobu fałszywych monet posłużyły mu:
— folia aluminiowa srebrzysta,
— blacha z puszek konserwowych,
— ołów,
— klej epidian,
— lakier bezbarwny,
— srebrol (inaczej proszek aluminiowy).
Sposób produkcji tych monet przedstawił następująco: Arkusz folii aluminiowej zdobyty przy okazji w zakładzie pracy pociął na kawałki odpowiednio większe od monety 200-złotowej. Następnie oryginalną monetę 200-złotową odbijał na wyciętym kawałku folii. Przy tej operacji posługiwał się gumowym wałkiem o przekroju 35 mm lub zwykłym korkiem gumowym, wygładzając kontury monety, zawijając folię i odwzorywując ząbki. Po zawinięciu folii brzegi na obwodzie monety obcinał żyletką. Otrzymał w ten sposób odbitkę jednej strony monety, przypominającej kształtem wieczko pudełka. W ten sam sposób odbijał drugą stronę monety. Obie części folii z odbitymi konturami monety poddawał osobno usztywnieniu klejem epidianem używanym do sklejania metali, którego właściwością jest m.in. to, że dokładnie wypełnia miejsca wgłębione i szybko zasycha. Klej ten kupił w sklepie chemicznym. Na świeżą warstwę kleju nakładał krążek blaszany wycięty z puszki konserwowej, a po wyschnięciu kleju każda część fałszywej monety była względnie twarda. Aby nadać monecie właściwą wagę i grubość, przyklejał od wewnętrznej strony krążek ołowiany wyklepany z pancerza kabla. Po nałożeniu ołowianego krążka i przyklejeniu go epidianem do wewnętrznej strony jednej części nakładał drugą część fałszywej monety i obie te części razem sklejał. Składanie dwóch części monety można porównać do zamykania okrągłego pudełka. A zatem przekrój takiej monety składał się z następujących warstw: folii aluminiowej, kleju epidianu, blaszki z puszki konserwowej, kleju epidianu, ołowiu, kleju epidianu, blaszki z puszki konserwowej, kleju epidianu i folii aluminiowej. Obrzeże monety pokrywał cienką warstwą kleju bezbarwnego, aby nie było widać miejsc złączenia obu części, a następnie obtaczał monetę w srebrolu stosowanym w malarstwie pokojowym. Ząbki zaś na obwodzie falsyfikatu wygniatał oryginalną monetą 200-złotową.
Tak wykonana moneta była wiernym odbiciem oryginalnej srebrnej monety 200-złotowej. Może o tym świadczyć fakt, że w 7 wypadkach sprawcy udało się wprowadzić je w obieg.

Wszystkie te opisy dają obraz dość żałosny. Duży nakład pracy, marna jakość "wyrobów" z jednej strony i z drugiej, częsta niewątpliwa, choć nie wskazana wprost w publikacji "życzliwość" sąsiadów powodowały, że peerelowscy fałszerze monet krezusami nie zostawali. I to mnie nie dziwi. 

Zdziwienie, zaskoczenie i osłupienie przeżyłem zabierając się za wykaz aktów prawnych tyczących, ogólnie rzecz biorąc, pieniądza PRL. Są to oczywiście typowe zarządzenia Ministra Finansów w sprawie ustalenia wzorów, stopu, próby, masy i wielkości emisji monet oraz terminu wprowadzenia ich do obiegu, zarządzenia o wycofywaniu z obiegu pewnych monet, ale też uchwały Rady Ministrów w sprawach związanych z systemem pieniężnym i w końcu to, co dostarczyło nieoczekiwanych wrażeń: Zarządzenie Prezesa Narodowego Banku Polskiego w sprawie zatrzymywania fałszywych znaków pieniężnych. Pierwszy raz wydane 11 listopada 1955 r. (Monitor Polski nr 116, poz. 1524). Zastąpione zarządzeniem z 28 stycznia 1983 (Monitor Polski nr 5, poz. 37), które z kolei zostało zastąpione zarządzeniem z 31 sierpnia 1989 r. (Monitor Polski nr 32, poz. 255).

Widzicie! "Status aktu prawnego: obowiązujący" I cóż w tym dziwnego?  Na razie nic, ale kiedy zaczniemy czytać, to...

Czyli, jeśli macie powiedzmy sklep i klient zapłaci Wam za zakupy gotówką, a Wy stwierdzicie, że moneta lub banknot są wątpliwej oryginalności, to:

  • zatrzymujecie podejrzany znak pieniężny
  • sporządzacie protokół w trzech egzemplarzach
  • oryginał protokołu i zatrzymany znak pieniężny przekazujecie do odpowiedniej jednostki MILICJI OBYWATELSKIEJ.

Czy wiesz droga czytelniczko/czytelniku, gdzie znajduje się "właściwa terytorialnie jednostka Milicji Obywatelskiej"? 

Za Wikipedią:

Milicja Obywatelska – mundurowa formacja państwowa o charakterze policyjnym służąca do utrzymania systemu państwowego, walki z przestępczością oraz zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, działająca w PRL oraz w Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1944–1990.

Od roku 1990 zadania MO przejęła Policja. Może gdzieś w odpowiednich przepisach, małymi literkami napisano, że w różnych innych obowiązujących nadal aktach prawnych, słowa Milicja Obywatelska należy czytać jako Policja, ale jakoś tego znaleźć nie potrafię. 

Czy przypadkiem nie mamy tu pewnej sprzeczności z duchem ustawy z dnia 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki? 

Swoją drogą, dość dziwną datę wybrano na podpisanie tej ustawy.


wtorek, 4 sierpnia 2020

Czy da się przegapić rewolucję?

No, może tylko rewolucyjkę. Chociaż...

Kiedy 31 października 2013 r. Narodowy Bank Polski zawarł umowę z The Royal Mint na dostawę monet 1, 2 i 5 groszy ze zmienionego stopu i nowym awersem, to była rewolucja. 
Kiedy w roku 2017, po wygaśnięciu kontraktu z Anglikami, Mennica Polska rozpoczęła bicie monet o nominałach od 1 grosza do 1 złotego z nowym awersem, to była rewolucja. 

Czyż nie jest więc rewolucją kolejna zmiana, polegająca na zastąpieniu dla nominałów od 10 groszy do 1 złotego dotychczas stosowanych krążków miedzioniklowych (MN25) krążkami "...ze stali pokrytej miedzią i niklem..."? Czy dobrze rozumiem zapis na stronie NBP? Nie miedzioniklem, tylko właśnie stali pokrytej miedzią i niklem. 

Okazuje się, że przegapienie takiego wydarzenia jest możliwe nawet dla kolekcjonera monet obiegowych. Nie wiem, kiedy informacja pojawiła się na wskazanej wyżej stronie NBP. Jak zwykle, na początku roku sprawdziłem komunikat o wysokości nakładów poprzedniego rocznika i później już tam nie zaglądałem. Że coś się stało, wywnioskowałem z publikowanych w internecie wiadomości, a raczej próśb o wyjaśnienie powodów, dla których złotówki z datą 2020 są odrzucane przez większość automatów sprzedażnych. Obejrzałem moje monety z tego roku (wiem, przepraszam za brak aktualizacji katalogu sieciowego obiegówek III RP, zaległości naprawię) i nie zauważyłem żadnych rzucających się w oczy różnic, Teoretycznie  (patrz informacja NBP) powinny ważyć tyle samo, co z lat poprzednich, ale są trochę lżejsze. Największa różnica i prawdopodobna przyczyna braku możliwości płacenia nimi w automatach parkingowych, biletowych, kawowych itp. to ich własności magnetyczne. 

Wspomniałem, że nie odnotowałem, kiedy NBP poinformował o zmianie - poszukiwania informacji w źródle strony i w serwisie http://web.archive.org/ nie dały rezultatów. Ciekawe, co na to właściciele tych wszystkich automatów. Czy ich uprzedzano o planowanej zmianie, a jeśli tak, to z jakim wyprzedzeniem?

Jako że wakacje, dziś zdjęć monet nie będzie. Na monetach świat się nie kończy.




P.S. 12.8.2020

Sprawdziłem w ISAP. 
Nowy wzór monet został zadekretowany zarządzeniem NR 34/2019 Prezesa NBP
z dnia 12 grudnia 2019 r. w sprawie ustalenia wzorów, stopu, masy i wielkości emisji monet o wartości nominalnej 10 gr, 20 gr, 50 gr i 1 zł opublikowanym 18 grudnia 2019 r w Monitorze Polskim pod poz. 1188. 

poniedziałek, 6 lipca 2020

5 groszy 1840 - f/c

Dotarła do mnie moneta, o której pisałem 19 i 29 czerwca.
Kiedy się wie, na co należy zwrócić uwagę, zidentyfikowanie "nowego" wariantu jest łatwe. Cyfry w dacie wyglądają tak:
Cyfra 5 w nominale tak:
Ogon Orła tak:
I wszystko jasne. A jeżeli niejasne, to proszę wrócić do wpisu z 19 czerwca
Wariant c odmiany f jest faktem. Odpowiednie zmiany wprowadziłem już w katalogu
Staram się zawsze, by nowe wydania, albo korekty nie prowadziły do zmian numeracji. Tak jest i teraz, ale troszkę zamieszania i tak powstało. Wariant f/b miał w opisie "wąskie oczka w ósemce". Musiałem to zmienić, bo porównajcie sami. 
W związku z tym, w opisie wariantu f/b mamy teraz oczka średnie, zamiast wąskich. Te są oczywiście w opisie wariantu f/c.
Wróćmy jeszcze na moment do opisu z aukcji GNDM.
Hybryda łącząca emisje wczesne (szeroki ogon) z późnymi (wąski ogon). Rewers z wąskimi, wysokimi oczkami ósemki w roczniku (jak dla odmiany b/b), ale w połączeniu z awersem z wąskim ogonem orła (z krótkimi piórami przy łapach).
Okazuje się, że na miano hybrydy zasługuje nie nowy wariant f/c tylko wspomniany przez GNDM wariant b/b. Dlaczego? Zobaczmy najpierw zdjęcie.
Na awersie jest orzeł starego typu - "szeroki ogon" bez dodatkowych pęczków piór między ogonem, a łapami. Na rewersie... Rewers jest dokładnie taki, jak w wariancie f/c. Kluczem jest kształt cyfry 5 - taki jaki jest na wszystkich wariantach z nowym orłem na awersie - wąski ogon z dodatkowymi pęczkami piór między ogonem, a łapami. Dlaczego więc nie uznać tego wariantu, jako przejściowego, na którym awers jest jeszcze stary, a rewers już nowy? Dlatego, że f/c powinniśmy uznać na wariant bity najpóźniej, a powodem takiego podejścia jest kształt ósemki w dacie. Wróćcie do zdjęcia z porównaniem dat trzech wariantów odmiany f. Ósemka o kształcie jak na f/a jest taka, jak na wszystkich wcześniejszych odmianach od a (której nigdy nie widziałem na żywo) aż do e.

Odpowiednie zmiany wprowadziłem też w tabeli z chronologią odmian i wariantów

P.S.
Od kilku dni nie działa strona Stowarzyszenia Numizmatyków Profesjonalnych, strona z której między innymi można było pobierać archiwalne numery Przeglądu Numizmatycznego w formacie pdf. Jeśli ktoś ich sobie wcześniej nie zarchiwizował, nich żałuje, bo było tam wiele ciekawych artykułów. 
Ot, jeszcze jeden dowód na to, że nie należy zanadto wierzyć w to, że "w internetach nic nie ginie". 
Ginie!
  

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Na koniec czerwca.

Tytuł taki nijaki, bo powinienem  (i chcę) napisać o sprawach różnych, częściowo związanych z wpisem poprzednim, a częściowo całkiem niezależnych. Tak bywa. są podobno dwie grupy ludzi piszących. Do jednej należą ci, którzy mają problem z pierwszym zdaniem, do drugiej ci, co zarywają noce próbując wymyślać tytuł do już gotowego tekstu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jak się już pierwsze zdanie napisze, obojętnie jakie, to opowieść potoczy się sama. A tytuł? Jakoś to będzie...

Zacznę od ciekawostki. Mimo, że książka o miedziakach Augusta III już dawno skończona, nadal mam aktywne alerty związane z tym tematem. Niedawno wyskoczył link do katalogu niemieckiej biblioteki cyfrowej. Oczywiście sprawdziłem, co też tam znalazło się ciekawego, powiązanego z miłymi memu sercu miedziakami.
Chodziło o dokument z Sächsisches Staatsarchiv zatytułowany Verordnung über den Ankauf geringhaltiger polnischer Schillinge für die Saigerhütte Grünthal, deren Einschmelzung und Übersendung der Granalien gegen Bezahlung an die Dresdner Münze. Już tłumaczę.
Rozporządzenie w sprawie zakupu drobnych polskich szylingów dla Saigerhütte Grünthal, ich stopienia i przesłania granulatu za opłatą do mennicy w Dreźnie.
Znam tylko tytuł, treści nie, ale z samego tytułu wiele wynika. To rozporządzenie, to niewątpliwy dowód na problemy mennicy w Grunthalu, uruchomionej w 1751 r. w celu produkcji szelągów dla Polski. Mimo tego, że mennica działała przy, było nie było, hucie miedzi, a dokładniej przy przedsiębiorstwie zajmującym się oczyszczaniem rud miedzi, w tym oddzielaniem z nich srebra, mennica miała problemy z brakiem surowca, a nie jego nadmiarem. Trzeba było ściągać miedziaki z Polski w charakterze surowca. Jakie miedziaki? No przecież nie puła Kazimierza wielkiego, tylko szelągi jego prawie, że imiennika. Ciekawe, jaka część boratynek dostąpiła metamorfozy w saskie szelągi.

Jeśli już jesteśmy przy Auguście Trzecim, to nie mógłbym nie wspomnieć o locie trzech monetek tego króla, sprzedanych na 25 aukcji Niemczyka. Taki tercecik. Bardzo ładny grosz z 1753 r. niezły, choć trochę niecentrycznie wytłoczony szeląg gdański i...

szeląg z gubińskiej mennicy, rocznik 1753, pod herbami D przerobione na F. Rzadka rzecz, w moim katalogu nr S.53.F.V.b - najładniejszy egzemplarz z trzech, które znam. 


Pozostajemy na 25 aukcji Niemczyka, ale wracamy do wpisu z 19 czerwca. Trzydziesty znany mi egzemplarz feniga z 1917 r. poszedł u Niemczyka za 2500.
Przebicie niecałe 70%. Na pewno ze względu na brzydkie ślady po korzeniach trawy (?) widoczne na całej powierzchni awersu i rewersu, ale też z powodu korekt stopnia rzadkości. A pamiętam transakcje, w których brzydsze egzemplarze sprzedawały się po około 5000 zł, w czasach, kiedy pięć tysięcy to było dużo pieniędzy. 

I kolejny temat sprzed 2 tygodni 5 groszy 1840 opisane u Marciniaka, jako hybryda. Okazuje się, że nie takie to rzadkie, tylko trzeba wiedzieć na co patrzeć (bo w numizmatyce, widzisz tyle ile wiesz). Czekam właśnie na monetę, którą kupiłem kilka dni temu. Kiedy przyjdzie, wprowadzę uzupełnienie do katalogu ilustrując je własnym egzemplarzem. Stan z pewnością gorszy, niż na aukcji GNDM, ale moneta w pełni czytelna, po drobnej konserwacji powinna wyglądać całkiem ładnie. Pochwalę się, kiedy dotrze na miejsce.





piątek, 19 czerwca 2020

Wpis pesymistyczno-optymistyczny.

Albo na odwrót, zależnie od upodobań i nastroju czytelnika.

Zacznijmy od zaskoczenia. Nie takiego, żeby mi mowę odjęło, ale jednak. 
Pojawił się otóż na rynku nieznany mi wcześniej egzemplarz jednofenigówki Królestwa Polskiego z rocznika 1917. Będzie można o niego powalczyć na 25 aukcji ANMN.
Tym samym, moneta niegdyś "ekstremalnie rzadka" staje się... prawie pospolitą. To już trzydziesty egzemplarz, który pojawił się na rynku w ostatnich, mniej więcej piętnastu  latach. 

Następna wiadomość optymistyczna (lub pesymistyczna, zależnie od punktu widzenia). Można już kupić nowy katalog znanego miłośnika szelągów.
Optymistyczna to wiadomość, bo zostaje kompleksowo uporządkowany kolejny wycinek polskiej numizmatyki nowożytnej. Pesymistyczna, bo stawiam dolary przeciwko orzechom, że średnia cena przeciętnego szeląga Zygmunta Trzeciego wzrośnie znacząco, a ceny tych rzadszych poszybują pod sufit. Dlatego cieszę się z niedawnego zakupu:
Końcówka blachy, ale za to moneta wytłoczona niezwykle centrycznie, jak na Rygę. W legendzie rewersu przerywnikami są maleńkie listki klonowe. 

W sumie, jak dotąd optymizm wygrywa z pesymizmem. Z wygrania tej licytacji bardzo się ucieszyłem, choć sumaryczne podsumowanie 2 aukcji RDA oceniam jako porażkę. Na siedemnaście licytowanych pozycji wygrałem cztery. Liczyłem na więcej, ale z drugiej strony, mogło być gorzej. 

O tym, że nie wszystko już wiemy, nawet o monetach, zdawało by się dokładnie przebadanych, przekonaliśmy się przy okazji czerwcowej aukcji GNDM. 
Z opisu aukcyjnego:
Literatura: Chałupski awers f/b rewers b/b, Bitkin 1192, Plage 141, Berezowski 2.00 zł
Piękny, menniczy egzemplarz.
Bardzo ciekawa odmiana, nieopisywana w specjalizowanym katalogu Jerzego Chałupskiego.
Hybryda łącząca emisje wczesne (szeroki ogon) z późnymi (wąski ogon). Rewers z wąskimi, wysokimi oczkami ósemki w roczniku (jak dla odmiany b/b), ale w połączeniu z awersem z wąskim ogonem orła (z krótkimi piórami przy łapach).
Już cena wywoławcza była, jak dla mnie, na granicy tolerancji. Końcowa oznacza, że na włączenie tego wariantu do zbioru szanse mam niewielkie. W nieodległej przyszłości przejdę na garnuszek (bo przecież nie na gar) ZUSu, a to jak sądzę nie wzmocni mojej siły ognia w aukcyjnych potyczkach.
Może będę za to miał więcej czasu na bardziej uważne przeglądanie internetowych ofert. Z tym, że na Allegro liczę coraz mniej. Polityka właścicieli nie sprzyja sprzedawcom kolekcjonerskiej drobnicy. 

Na koniec solidna dawka pesymizmu. Abstrahując od polityki, od ocen, czy Polska radzi sobie z PLAGĄ lepiej czy gorzej od państw bliższych i dalszych, myśląc raczej globalnie sądzę, że to nie skończy się, jak czarna ospa we Wrocławiu w 1963 roku. Wtedy trwało to tylko kilka tygodni i ograniczało się do pięciu, czy sześciu (z siedemnastu) województw. Teraz jest nieciekawie. Obym się mylił, ale nie wydaje mi się, że możliwy będzie powrót do normalności z roku 2019. Do kina, teatru, na koncert w sali nie zamierzam się wybierać, nie tylko w tym roku. Muzea pewnie będę odwiedzać, o ile tylko będą takie możliwości. Zresztą najbardziej interesują mnie te muzea, które wycieczki omijają szerokim łukiem. Nie wiem, co będzie z targami kolekcjonerskimi organizowanymi w halach. Na wolnym powietrzu pewnie od czasu do czasu zaryzykuję, ale będę się starał ryzyko minimalizować, jak tylko będzie się dało. Bezobjawowi nosiciele mogą być wszędzie, a ryzyko rośnie z wiekiem. 

Jak więc będzie? 
INACZEJ.
Monety będę kupować głównie przez internet - tu niewiele się zmienia. Pisać będę, jak dotąd, w domu, słuchając przy tym radia.  
Zrezygnowałem z wypożyczania książek w bibliotece - na szczęście mam czytnik e-booków. 
Więcej będę chodził po górach i oczywiście nie ceprostradami, tylko rzadziej uczęszczanymi szlakami, albo i bez szlaków. Pomoże mi w tym świetny czeski produkt MAPY.CZ  Wbrew pozorom, mapa użyteczna nie tylko w Czechach. Na przykład taki spacerek - jak widać można planować trasy i poza szlakami turystycznymi. Jesienią zbiorę przy okazji surowce na nalewki.
Nie zrezygnuję z rekreacyjnego biegania i rowerowych wycieczek - wszelkie tego typu aktywności aplikowane w rozsądnych dawkach poprawiają odporność.
Ale...
Na umawianie się z przyjaciółmi w knajpkach na piwo, wino i dobre jedzenie, w najbliższej przyszłości bym nie liczył.
Na szczęście w domu też może być fajnie.

czwartek, 28 maja 2020

Dąb i orzeł

Nie pamiętam kiedy, nie pamiętam skąd trafiła do mnie ta moneta.
Albo wchodziła w skład jakiegoś zestawu, który kupiłem dla zupełnie innej monety albo zaciekawiła mnie na tyle, że zaryzykowałem jakąś symboliczną kwotę, żeby później, spokojnie spróbować w domu ustalić, co to za zwierz.
Pamiętam taką rozmowę podsłuchaną w kuluarach jednej z sesji wykładowych organizowanych przez D. Marciniaka - jeden z uczestników zapytany przy kawie i ciasteczkach o profil kolekcji, z enigmatycznym uśmiechem powiedział, że kupuje tylko takie monety, które widzi po raz pierwszy. Przypuszczam, że żartował, choć może być i tak, że w ten sposób chciał powiedzieć, że koncentruje się na poszukiwaniu niepublikowanych odmian.
Moja, ujawniająca się czasem, żyłka awanturnicza powoduje, że zdarza mi się kupować monety, o których nie wiem nic, które widzę po raz pierwszy. Taki rodzaj hazardu.

Moneta skutecznie opierała się próbom identyfikacji.
Stan zachowania nie zachwyca, ktoś próbował ją kiedyś prostować - pozostał ślad pęknięcia - ale co nieco można z niej odczytać. 
Po jednej stronie mamy patrzącego w lewo orła z rozłożonymi skrzydłami. Nad orłem niewielką koronę, poniżej litery. Może to być AR albo trzy litery w ligaturze, z których pierwsza, być może F jest połączona z VR. Całość otacza wieniec, którego elementami mogą być rozdzielone liście dębowe (ale to nic pewnego).
Po stronie drugiej jest ciekawiej. Środek zajmuje drzewo. Dąb ze skrzyżowanymi symetrycznie gałęziami i widocznymi korzeniami. Nad nim korona. Wokół legenda. Zaczyna się od kropki na wysokości środka liter ∙. Pierwsza jej litera jest niepewna - wygląda na F, ale pewności nie mam. Następnie mamy ∙M∙II VR i po przerwie na korzenie drzewa litery następne RI∙DUX później chyba M i końcową kropkę ∙.

Poszukiwanie po fragmentach legendy nie daje żadnych rozwiązań. Zapytanie o monetę z dębem i orłem, jak można było się spodziewać, zapełnia ekran zdjęciami niemieckich pięciomarkówek z lat trzydziestych XX w. 
Wszystko jedno, czy pytam "moneta dąb orzeł", czy "munze adler eiche". Dlaczego nie sięgam po zapytania w innych językach? Orzeł z mojej enigmy zbyt jest podobny do orłów z pruskich monet z końca osiemnastego wieku.
Wprawdzie nie dzierży w łapach insygniów władzy i nie ma korony na głowie, ale przecież w legendzie jest DUX, a nie REX albo IMP(erator).

Cień nadziei pojawił się, kiedy zacząłem przyglądać się drzewu i sprawdzać, czy któreś z niezliczonych niemieckich księstewek nie ma przypadkiem drzewa w herbie. Jest, ale nie księstwo. Miasto Lindau leżące nad brzegiem Jeziora Bodeńskiego. 
Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1663062

Niestety, choć kształt podobny, to jednak to nie to - to przecież LIPA, a nie DĄB!

Dąb - eiche. To może EICHSTÄTT? Było takie biskupstwo, które miało swoją monetę, ale i to strzał niecelny. 

Przekartkowałem "Standard catalog of german coins 1601 to present" wydany przez Krause Publications (jakieś tysiąc stron), kupkę wybranych katalogów aukcyjnych, w których jak przypuszczałem, taki drobiazg mógłby się znaleźć, kilkadziesiąt stron internetowych z MaShops i CoinArchves na czele i...
Enigma, enigmą pozostaje.

Pomożecie?



piątek, 22 maja 2020

O priorytetach, zasadach i innych niepopularnych pojęciach.

Pierwszy wpis na blogu "Zbierajmy monety" opublikowałem 10 września 2010 r. Staram się (w miarę możliwości) regularnie publikować kolejne wpisy. Ich liczba zbliża się do połowy tysiąca.
Ta regularność, choć ostatnio różnie z nią bywa, była i jest pierwszym priorytetem.
Drugim, nie mniej ważnym jest staranie o możliwie wysoką jakość merytoryczną przy zachowaniu przystępnej formy.
Priorytet trzeci - poważnie i z szacunkiem traktować czytelników.
Priorytet czwarty można sprowadzić do zdania, które kilka razy się już tu pojawiało - "na monetach świat się nie kończy". Autor nie może być więźniem swojego dzieła. 
Wystarczy.
Priorytety, choć ponumerowane, są równo istotne. Żaden nie jest ważniejszy od pozostałych.

Priorytety realizuję posługując się krótką listą zasad. O dwu z nich kilka następnych zdań.


  • Zasada pierwsza - wszystkie informacje, które na blogu umieszczam powinny być wiarygodne.

    Staram się jak najmniej korzystać z publikacji powołujących się na publikacje wcześniejsze. Wolę weryfikować takie wiadomości docierając do źródeł, a z tych pierwszeństwo mają monety. Wielokrotnie zdarzało mi się otrzymywać zdjęcia monet, które opisywano jako nieznane wcześniej odmiany, czy warianty. Najczęściej weryfikacja polegająca na odszukaniu podobnych egzemplarzy w archiwach, albo własnych zapasach dubletów potwierdzała istnienie "nowych odmian". Zdarzało się jednak, że dostawałem zdjęcia zmanipulowane, przerobione w programach graficznych. Nie wiem, co kierowało osobami przysyłającymi mi te zdjęcia.
  • Zasada druga - okazywać szacunek czytelnikom.

    Realizuję ją oczywiście poprzez zasadę pierwszą, ale też staram się w miarę szybko odpowiadać na komentarze i przychodzące maile.
    Z komentarzami bywało różnie. Najpierw były powiązane z serwisem Google+, co powodowało, że wpisy mogli komentować wyłącznie czytelnicy zalogowani w tym serwisie. Chcąc umożliwić komentowanie wszystkim zainteresowanym, wyłączyłem komentarze powiązane z Google+. To spowodowało niestety zniknięcie wszystkich wcześniejszych komentarzy. Teraz komentować mogą wszyscy, nawet osoby anonimowe, niezalogowane do usług Google. Wolność jest dobra, dokąd nie godzi w inne wolności. Zaczęły pojawiać się komentarze, łagodnie mówiąc niemerytoryczne oraz komentarze zawierające mniej, lub bardziej zakamuflowane reklamy. To zmusiło mnie do wprowadzenia moderacji komentarzy - są publikowane nie natychmiast po napisaniu, tylko dopiero gdy je przeczytam i zatwierdzę.  Zasada szacunku dla czytelników jest tu realizowana dwutorowo. Po pierwsze, nie narażam Was na lekturę bzdurnych wypocin i reklam wątpliwej wartości wyrobów i usług. Po drugie, nie "wycinam" komentarzy krytycznych. Jeśli ktoś znajduje błąd we wpisie, po sprawdzeniu zasadności uwagi publikuję komentarz i wprowadzam odpowiednie poprawki zaznaczając to w treści wpisu (przykład). 
Teraz pora na opisanie zasad, które nie dla wszystkich są oczywiste (bo ich wcześniej nie spisałem). Oczywiste mogą być dla czytelników stałych, ale nie dla kogoś, kto trafia do mnie pierwszy raz, przypadkowo, albo po kliknięciu w odnośnik w wynikach wyszukiwania.

  • Zasada trzecia - piszę o monetach, a nie o moneto-podobnej metaloplastyce.
    Wyjaśnienia w pierwszym wpisie z roku 2010.
  • Zasada czwarta - nie wyceniam monet, nie handluję monetami.
    To znaczy nie kupuję monet w celu ich późniejszej sprzedaży, nie prowadzę komisu, nie pośredniczę w kontaktach z firmami numizmatycznymi, nie reklamuję firm, sklepów, wyrobów. Nie umieszczam na blogu "materiałów sponsorowanych". Dlatego też bez litości usuwam i będę usuwać wszystkie komentarze zawierające reklamy.
  • Zasada piąta - mnie też należy się szacunek.
    Nie za "zasługi", nie z racji wieku, czy czegokolwiek innego, poza tym, że jestem człowiekiem. Mam prawo do swobody myśli i czynu. W granicach prawa, rzecz jasna. Po szczegóły odsyłam do rozdziału II Konstytucji.
Podam teraz przykład autentycznej wiadomości, którą niedawno dostałem, a którą uważam za tej zasady naruszenie.
Dzien dobry. Posiadam monete ktora z przodu ma nie widoczne napisy in i we z tylu brak napisu num. Czy sa one cos warte? Zdj wysyłam w zaczniku. Z gory dziekuje za odp 
Niestety odpowiedziałem na ten bełkot. Szczerze i prawdziwie, choć przyznaję, być może trochę zgryźliwie. I zostałem ukarany. 
Wie Pan co, takie komentarze niech Pan zachowa dla siebie, profesjonalista zachowalby sie inaczej. Żenada. Nie pozdrawiam. 
Sam sobie jestem winien.
Od dzisiaj na prośby o wyceny itp. NIE ODPOWIADAM!
Na wiadomości bełkotliwe, pisane niechlujnie, na chamskie zaczepki - NIE ODPOWIADAM!
Wywalam je do kosza, a nadawców blokuję. 

Dotyczy to oczywiście i komentarzy. I tu małe uzupełnienie:
Zauważam, że nadmiernie, moim zdaniem, rozpleniła się moda na "lajki". Część czytelników, nie znajdując na blogu "łapki w górę" i "łapki w dół", pisze komentarze w stylu "Znakomity tekst", "Bardzo ciekawe." itp. Proszę o rezygnację z tej formy uznania. Najlepszym wskaźnikiem Waszego poparcia dla mojej pisaniny są rosnące wskazania licznika odwiedzin, zbliżające się w tej chwili do miliona. Wybaczcie więc, że takie komentarze moderacji nie przechodzą.

Dla rozluźnienia atmosfery, a może i trochę prowokacyjnie, bo sam jestem ciekaw, co o tym myślicie, pokażę fragment zrzutu z ekranu, który zobaczyłem przy okazji "sprzątania" zakładek przeglądarki.
Czy rynek numizmatyczny rzeczywiście podupada w ostatnich latach?

Za tydzień będzie coś o monetach.


Printfriendly