Google Website Translator Gadget

czwartek, 17 kwietnia 2014

Dziewięć - cyklu cyfrowego odcinek...

przedostatni.

Pierwsze polskie monety z dziewiątką, to półgrosze Zygmunta Pierwszego z roku, rzecz jasna, 1509.
koronny
i litewski.

Jak widać, cyfra dziewięć wygląda na nich całkiem współcześnie. I taka pozostała przez następne stulecia.

Czasem tylko ustawiano ją nietypowo, ale nie bez przyczyny - chodziło o elegancję kompozycji. Na przykład na tym trojaku
obie cyfry rocznika (1596) położono.
I na tym trojaku, i na czworaku o ćwierć wieku wcześniejszym
szóstkę i dziewiątkę nabito na stemplach tymi samymi puncami (oczywiście inną na czworaku i inną na trojaku). Pięćset lat temu prawa ekonomii działały, kto wie, czy nie lepiej, niż dziś. Po co wykonywać dwie punce, jeśli można z powodzeniem użyć jednej.
Nie wiedział o tym "twórca" tego falsyfikatu malborskiego szóstaka Zygmunta III, (tzw. duża głowa)
Prawdopodobieństwo zniszczenia albo zagubienia puncy pomiędzy nabiciem na stemplu pierwszej i drugiej dziewiątki jest chyba mniejsze, niż moja dzisiejsza szansa na siedemnaście milionów w lotto. Literki G w legendzie rewersu też się między sobą różnią.

Dawno nie ogłaszałem żadnego konkursu.  Co robi dziewiątka na rewersie tego szeląga toruńskiego z roku 1668?
Legenda rewersu brzmi:
SOLID9
CIVITATIS
THORVN

Za najlepsze wyjaśnienie - nagroda, jak zwykle w postaci literatury numizmatycznej.

Dziewiątkowych ciekawostek ciąg dalszy.
Zobaczcie na ten fragment rewersu grosza z 1840 r.
Tu też była dziewiątka. I trójka. Resztki trójki kryją się pod czwórką, w oczku zera widać pozostałości po dziewiątce.

Warto uważnie oglądać niklowe monety II Rzeczpospolitej. Jak wiemy, dwudziesto- i pięćdziesięciogroszówki wybito w kilku zagranicznych mennicach w wielomilionowych nakładach. Siłą rzeczy na stemplach musiały pojawić się drobne różnice. Między innymi w kształcie dziewiątki na 50-groszówkach.
Na innych monetach kształt dziewiątki zmienia się ze zmianą rocznika. Porównajmy grosze z 1930 i 1932 r.
Nie tylko dziewiątki się różnią.

Czterdzieści parę lat później wybito różnie wyglądające monety, mimo że chodziło o ten sam nominał w jednym roczniku. Wspominałem o nich w odcinku poświęconym szóstce.
 Dziewiątki też są różne na tych dwudziestogroszówkach.

Na koniec dwie monety, na każdej po trzy dziewiątki.
Tym razem cyferki są takie same, za to znak mennicy zmienia położenie.

Pozostała nam jeszcze jedna cyfra, zero, ale na wpis o niej musicie trochę poczekać.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wiosna, panie sierżancie.

Taki, Panie zapieprz, że nie ma kiedy załadować, jak tłumaczył się szefowi facecik pchający puste paczki przez plac.

Czegoś podobnego doświadczam w konsekwencji niedawnej przeprowadzki.
Kto próbował odzyskać część podatku VAT zapłaconego przy okazji zakupu materiałów budowlanych, wie o czym myślę. Wybieranie z faktur tych pozycji, za które odliczenie się należy to dłubanina nie mniej uciążliwa, niż analizowanie odmian stempli monet, tylko znacznie mnie przyjemna.
A do tego dochodzą nie mniejsze "przyjemności" wynikające z ustawy o ewidencji ludności. Obowiązek meldunkowy ma zniknąć podobno za dwa lata. Na razie trzeba zmienić dowód osobisty, prawo jazdy, dowód rejestracyjny, powiadomić pracodawcę, urząd skarbowy, bank, ubezpieczycieli. Na pewno o czymś zapomnimy.

A tymczasem dzieje się tyle, że ho, ho.

Z pierwszych relacji z dni otwartych NBP wynika, że istnieją fizycznie monety 1, 2 i 5 groszy z nowym rewersem awersem z datą 2013!. Podobno, to monety z serii przeznaczonej do prób urządzeń liczących i automatów sprzedażowych. Ciekawe, kiedy pojawią się na rynku.

Jeśli już przy wystawach jesteśmy, to muszę się postarać o jakiś wyjazd do Poznania. W tamtejszym Muzeum Archeologicznym trwa wystawa "Srebra Chrobrego". Wystawa ważna z kilku powodów. Raz, ze względu na niebywałą okazję do zobaczenia aż pięciu nieznanych wcześniej denarów Chrobrego. Dwa, bo mam nadzieję, że jej sukces będzie impulsem dla kolejnych muzeów. Impulsem do odkrycia tego, co dawno odkryto i...
I ukryto w przepastnych magazynach niedostępnych dla nikogo.
Denary, którymi chwali się poznańskie muzeum trafiły do niego nie miesiąc, czy rok temu. Są w nim od dziesięcioleci. W oficjalnej informacji umieszczonej na stronach muzeum można przeczytać, że na przeszkodzie do opracowania zasobów magazynowych stanęła choroba i śmierć JEDNEGO PRACOWNIKA. Było to w roku 1968!.
Jak to było? Jakoś tak:
"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie."

Może dlatego tak często w katalogach aukcyjnych pojawiają się zdania:
"znany w x egzemplarzach", "nie występuje w zbiorach publicznych", "unikat". Takich opisów pełno w najnowszym katalogu Antykwariatu Numizmatycznego P. Niemczyka. Firma reklamy nie potrzebuje - zapowiada się kolejna nadzwyczaj atrakcyjna aukcja. Katalog można przeglądać online albo pobrać w formacie pdf. Warto go dokładnie przejrzeć i przeczytać.

Czas kończyć, bo jak na początku wspomniałem, roboty mnóstwo, a doba trwa tyle, ile trwa. Jeszcze tylko kilka obrazków.

Nie zaniedbuję oczywiście saskich miedziaczków. Układając (a dokładniej, próbując ułożyć w sensownej kolejności) odmiany groszy dopatrzyłem się takich ciekawostek:
Szabla w ręku jeźdźca przypomina raczej worek piachu. Podobnie na monecie następnej

A teraz moneta następna

Prawie taka sama, jak poprzednia, ale ten rewers!

No i od razu szereg pytań, a jedno z nich najważniejsze.
Jak to możliwe, żeby taka szkarada wyszła z oficjalnej mennicy? Bo przecież awers nie daje podstaw do uznania go za "wyrób garażowy".



czwartek, 27 marca 2014

Ultradźwięki c.d.

Najpierw do zbiorniczka myjki wlałem czystą wodę. Zgodnie z wczorajszym planem wyjąłem z myjki plastikowy koszyk i ułożyłem na dnie trzy monetki.
 

Po pięciu minutach wyjąłem to:
Pierwsza boratynka odkryła kilka tajemnic, ale pozostałe... Gorzej być już nie może.
Przystąpiłem zatem do realizacji reszty planów z poprzedniego dnia. Wymieniłem wodę w myjce na czystą i dolałem do niej takiego specyfiku (nie chcę nic reklamować, ani krytykować, dlatego usunąłem znaki firmowe).
Najważniejsze napisano na samym dole etykiety. Głównym czynnikiem aktywnym specyfiku jest EDTA. Z tego, co z chemii pamiętam, to EDTA, czyli inaczej wersenian (kwas etylenodiaminotetraoctowy, kwas wersenowy) traktuje miedź brutalnie. Lekko zasadowy odczyn powinien działanie złagodzić, zresztą czego, jak czego, ale szlachetnej patyny na tych monetach nie uświadczysz. Na wszelki wypadek skróciłem program do trzech minut.
Rezultaty? Proszę bardzo:
Takie sobie.
To jeszcze na koniec ostatnia moneta, na której chciałem przetestować zestaw myjka + płyn myjący.
Wczoraj wyglądała tak

dzisiaj (po 3 minutach w myjce)
Czy mam pisać coś jeszcze na temat myjek?

Dla jasności jednak napiszę. Żeby nie było nieporozumień.

Myjki "z marketów" do czyszczenia monet się nie nadają. Monetom bardzo mocno zanieczyszczonym, pokrytym grubą warstwą najrozmaitszego świństwa pomogą nie więcej, niż kadzidło umarłemu. W deklarowane parametry (moc i częstotliwość drgań) do końca nie wierzę.

Płyn do myjek będący roztworem EDTA z dodatkami zadziała i bez myjki. Do monet z dobrego srebra będzie świetny. Można go też wykorzystywać do usuwania brzydkich zanieczyszczeń z wykopkowych miedziaków, ale tylko takich, na których nie ma dobrej patyny.
Tego szeląga bym w nim nie moczył.

Myjka wraca do właściciela. Płyn sobie zostawiam, bo samodzielne rozpuszczanie EDTA w wodzie jest ciężką szkołą cierpliwości.


















środa, 26 marca 2014

Kolekcjoner, czyli kto?

We wtorek miałem zaszczyt przedstawić tak zatytułowany wykład słuchaczom zgromadzonym w sali audiowizualnej w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego.
Wykład, to za duże słowo. Był to raczej mój kolejny felieton numizmatyczny, może tylko bardziej rozbudowany. No i oczywiście mówiony, a nie pisany.

Jeszcze raz dziękuję licznie przybyłym słuchaczom, a dla tych, którzy być nie mogli, krótkie streszczenie.

Kolekcjonerzy (albo zbieracze - to określenia równoznaczne) wcielają się w związku ze swoimi zainteresowaniami w rozmaite wcielenia, czasem nie zdając sobie z tego sprawy.
Siłą rzeczy są MAGAZYNIERAMI oraz ZAOPATRZENIOWCAMI. Odgrywając tę ostatnią rolę bywają TROPICIELAMI i ŁOWCAMI. Nierzadko zachowują się, jak pełnokrwiści HAZARDZIŚCI, a to niestety bardzo często powoduje, że usiłując być ŁOWCAMI sami stają się ZWIERZYNĄ ŁOWNĄ.
De facto, wszyscy kolekcjonerzy są w pewnym sensie INWESTORAMI, choć relacja odwrotna zachodzi nie zawsze. Nie każdy INWESTOR jest KOLEKCJONEREM. Większość kolekcjonerów próbuje sił w roli KUPCÓW albo  ANTYKWARIUSZY. Niemal wszyscy usiłują (niestety zwykle z mizernymi wynikami) zrealizować się w roli KONSERWATORÓW. Nie są im obce BIBLIOTEKARSTWO oraz DYDAKTYKA, niekiedy okoliczności zmuszają kolekcjonerów do poszukiwań iście DETEKTYWISTYCZNYCH. Czasem przeradzają się one w najzwyklejsze BADANIA NAUKOWE, a te niekiedy kończą się prawdziwymi ODKRYCIAMI. Odkryciami, którymi można, a nawet trzeba dzielić się z innymi - kolekcjonerzy zostają AUTORAMI PUBLIKACJI.

Tak w skrócie przedstawia się to, o czym mówiłem we wtorek w Krakowie, nie zanudzając zanadto (mam nadzieję) Słuchaczy.

Nie mówiłem o mniej chwalebnych, ale też nierzadkich przypadkach,kiedy kolekcjonerzy stają się FAŁSZERZAMI, ZŁODZIEJAMI, OSZUSTAMI. Nie wspomniałem o kolekcjonerach ARCHIWISTACH, TŁUMACZACH, FOTOGRAFIKACH, LITERATACH, HISTORYKACH SZTUKI i wielu zapewne innych rolach, które nie przyszły mi nawet do głowy, a które wielu z Was realizuje.

Przed wykładem miałem okazję sprawdzić, jak w praktyce wygląda udostępnianie zbiorów Muzeum do celów badawczych. Kilka dni wcześniej wysłałem email z wykazem dwunastu monet, które chciałbym obejrzeć. Jak się można domyślać, były to miedziaki koronne Augusta III.
W dniu wykładu, o umówionej godzinie zostałem zaproszony do pokoju kwerend, do którego przyniesiono paletę z tuzinem monet leżących w małych, kwadratowych pudełeczkach. Mogłem dokładnie oglądać monety, gdyby było mi to potrzebne mógłbym je również pomierzyć i zważyć. Nie miałem w planie ich fotografowania, ale trochę żałuję, że nie spytałem o taką możliwość na przyszłość. Tym razem chodziło mi o bardzo konkretne i łatwe do zapisania szczegóły - zdjęcia nie były więc konieczne. Przy okazji odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z pracownicą Muzeum, która monety przyniosła i przez cały czas była obecna podczas ich oględzin.
Przypuszczam, że jeszcze nie raz będę prosił o możliwość "bliskiego spotkania trzeciego stopnia" z kolejnymi okazami z muzealnej kolekcji. Niewątpliwie skorzystam też z bogatej biblioteki - to także jest możliwe.

Dziś przygotowałem kilka monet do zapowiedzianych wcześniej testów myjki ultradźwiękowej.
Te dwie boratynki posłużą najpierw do przetestowania myjki bez użycia plastikowego koszyka.

W zależności od wyników, może sprawdzę na nich również działanie płynu myjącego przeznaczonego do stosowania w myjkach ultradźwiękowych. Na etykiecie wspomina się o możliwości jego użycia do czyszczenia monet! Zobaczymy.
Mam nadzieję, że pod grubą, twardą warstwą na monecie po prawej stronie zdjęcia, będzie coś więcej, niż tu:
W tym wypadku, w środku pozostała tylko cieniutka blaszka z resztkami rysunków i napisów. To zresztą też wyląduje w myjce.

Wspomniany już płyn chcę wypróbować na tej monecie.

To typowy"wykopek". Moneta pokryta tłustą, zieloną warstewką, która dość ładnie daje się polerować, dzięki czemu rysunek jest w znośnym stopniu czytelny. Niestety zazwyczaj przy krawędzi krążka i w wyższych punktach rysunku/napisów ta warstewka się złuszcza. Choć w opisach aukcyjnych sprzedający zwykle nazywają tę zieleń patyną, to tak na prawdę patyną ona nie powinna być nazywana. Nie są to związki chemiczne wiążące metal z monety, tylko obce zanieczyszczenia, w znacznej części organiczne. Ciekaw jestem, co się z tym stanie pod wpływem specyfiku myjącego wspomaganego ultradźwiękami.

Rezultaty poznamy najpóźniej w piątek wieczorem.

P.S.
Nie zapominajcie proszę o głosowaniu na Wydarzenie historyczne roku

 





środa, 19 marca 2014

Boratynki kontra myjka ultradźwiękowa.

Obiecałem wczoraj, że opiszę efekty zastosowania myjki ultradźwiękowej do próby wstępnego oczyszczenia boratynek.

Wieczorem przeczytałem instrukcję obsługi urządzenia. Zapewniono w niej, że do uzyskania dobrych rezultatów wystarczy zwykłą woda. Napełniłem zbiorniczek myjki kranówą, włożyłem plastikowy koszyczek z monetami, ustawiłem maksymalny możliwy czas czyszczenia (600 sekund) i...
myjka zaczęła popiskiwać, pokrywa zapociła się od środka - skutek wzrostu temperatury wody spowodowanego energią fali ultradźwiękowej. Po 10 minutach urządzenie ucichło. Podniosłem pokrywę...
Nie da się ukryć, sporo zanieczyszczeń przeszło z monet do wody. Koszyk z monetami tuż po wyjęciu z myjki nie wyglądał jednak zachęcająco.
Zrobiło się późno, więc wypłukałem monety intensywnym strumieniem wody, osuszyłem wstępnie papierowymi ręcznikami i pozostawiłem na kolejnych ręcznikach na noc pod kaloryferem.

Dziś po powrocie z pracy przyjrzałem się monetom bliżej. Większość trafiła z powrotem do koszyka myjki, bo ten stan
absolutnie mnie nie zadowolił. Niektóre monety, jak trafiły do mnie oblepione grubo stwardniałą gliną z piaskiem, tak oblepione pozostały. Ultradźwięki nie dały rady tej skorupie.
Jutro jeszcze raz trafią do myjki, ale w innych warunkach.
Najpierw sprawdzę, czy ma znaczenie ilość jednocześnie mytych monet. Później przetestuję pomysł podsunięty mi w emailu - czyszczenie bez użycia plastikowego koszyczka, który podobno częściowo tłumi ultradźwięki.
Na koniec próba z wodnym roztworem specjalnego płynu do myjek ultradźwiękowych - również dostałem go do przetestowania.

Jest cień nadziei, że zakup monet nie był całkiem chybiony. Te na przykład monetki po poddaniu odpowiednim ostrożnym zabiegom powinny zyskać na urodzie.
 


Ciąg dalszy nastąpi.


P.S.
Ciąg dalszy jest tu
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/03/ultradzwieki-cd.html



wtorek, 18 marca 2014

Wydarzenie historyczne roku

Otwarcie Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego zakwalifikowało się do ścisłej dziesiątki w ogólnopolskim plebiscycie „Wydarzenie Historyczne Roku”. Finaliści konkursu organizowanego przez Muzeum Historii Polski oraz portal historia.org zostali wyłonieni z ponad 70 zgłoszeń nadesłanych z całej Polski. Głosowanie odbywa się na stronie:

http://whr2013.muzhp.pl/wydarzenia.html

Głosowanie wymaga podania adresu email, na który przychodzi link potwierdzający. Zachęcać do zagłosowania chyba nie muszę.

Znów odezwała mi się żyłka awanturnicza. Zachęcony zdjęciem
zalicytowałem i wygrałem. Koszt, łącznie z przesyłką to 57,99 zł.
Po długim oczekiwaniu odebrałem list, a w nim...
Niestety, to nie te same monety, które były na zdjęciu w opisie aukcji. Przeliczyłem. Jest 119 monet - tym razem zgodnie z opisem (miało być ponad 100 sztuk). Jedna sztuka kosztowała mnie więc 49 groszy.

Świetna okazja do przetestowania myjki ultradźwiękowej, którą dostałem na próbę.
Rezultatami pochwalę się jutro.

wtorek, 11 marca 2014

Ciężkie czasy.

Wiadomości atakujące od rana z lewa i z prawa nie nastawiają optymistycznie. Po przeczytaniu informacji o drobniakach z angielskiej mennicy, kolega "zażartował" sobie:
- w trzydziestym ósmym też zaczęli bić monety z erzatzmatriału.
Dowcipniś się znalazł, psia krew.

Fakty optymizmem rzeczywiście nie napawają.
Powiecie, gdzie Rzym, gdzie Krym. Nie tak daleko, jak by się wydawało. Niecałe stulecie temu, mój dziadek Władysław miał okazję przekonać się o tym wracając z Symferopola do rodzinnego Żywca. Trochę statkiem, trochę koleją, trochę pieszo. Jego wspomnienia z wędrówki, najpierw na wschód w ucieczce przed wojną i w poszukiwaniu zatrudnienia (niedokończony absolwent akademii w Leoben zatrudnił się w Rosji między innymi przy budowie kolei - linia Sarabuz-Eupatoria, później w jakiejś cukrowni pod Charkowem) czyta się, jak powieść podróżniczą.

Nie jestem jednak aż takim pesymistą, by stwierdzić, że w zaistniałej sytuacji nie warto już niczym się zajmować. Co to, to nie.
Kolekcja rośnie, choć nie ilościowo. Konsekwentnie realizuję plan ograniczenia jej (któryż to już raz!) wyłącznie do monet polskich.
Nowe nabytki zajmują miejsce wycofywanych ze zbioru monet obcych. Te z kolei trafiają do "sklepiku" - zapraszam.

Szlifuję prezentację, ilustrację wykładu, który będę miał zaszczyt przedstawić 25 marca u Czapskich w Krakowie. Również zapraszam gorąco, mimo rosnącej tremy.

A wracając do nowych nabytków...
Oprócz drobiazgów, którymi już się tu pochwaliłem udało mi się zapełnić większość luk w drobnych monetach Księstwa Warszawskiego. Na razie bez silenia się na zgromadzenie różnych odmian i wariantów, choć kilka ciekawych też mam.

 Dwa warianty pięciogroszówki 1812


Do pełni szczęścia brak mi dziesięciogroszówki z 1810 r. Autorzy katalogów nie doceniają jej rzadkości. U Czapskiego R3. Kamiński i Kopicki dali R5, ale częstotliwość występowania na rynku (a raczej jej brak) skłania mnie ku smutnej konstatacji - będzie trudniej, niż z groszem z 1752 r. Znacznie trudniej.


czwartek, 6 marca 2014

Osiem.

Kolejny odcinek cyklu cyfrowego.

Zacząć wypada od półgrosza Zygmunta Pierwszego.
Ósemka, jak ósemka. dwa kółka, jedno nad drugim. Od samego początku wyglądająca, jak dziś. Przez stulecia.
Trojak Stefana Batorego z 1589 r.
Trojak Zygmunta III Wazy z 1598 r. - Kraków
Ort Jana Kazimierza.
Ósemka w roczniku (1668) i nominale (18 groszy).


Żadnych ekstrawagancji.

Tę monetę z ósemką w roczniku lubię. Za urodę
Austria, 6 krajcarów Franciszka II z roku 1800, mennica w Smolniku.

Na tym trojaku wybitym w Warszawie cyferka osiem została lekko zmodyfikowana. Górna część jest wyraźnie mniejsza od dolnej.

Po trzydziestu latach pojawia się coś takiego
 ósemka z szerokimi "oczkami"
 ósemka z wąskimi "oczkami"

I tak dalej, i tak dalej. Aż do roku 1958, kiedy to pojawiły się aluminiowe pięciozłotówki z rybakiem. Najpierw takie:
o których w części katalogów pisze się, że ósemka przypomina  na nich znak nieskończoności ustawiony pionowo. Inni piszą po prostu - "wąska ósemka".
Kształt ósemki ma dla tej monety znaczenie, bo część nakładu wygląda tak:

Tu ósemka jest szeroka. To tzw. bałwanek.
Ponieważ nie udało mi się nigdy zobaczyć tego wariantu w stanie gorszym, niż dwójka (about uncirculated) śmiem podejrzewać, że to "dodruk" sprowokowany przez odpowiednio ustosunkowanych "kolekcjonerów".  Takie same podejrzenia mam, co do rzadkiego (a jakże by mogło być inaczej) wariantu dwudziestogroszówek z 1957 r.





sobota, 1 marca 2014

Grosz, dwa i pięć - nowe wzory

Narodowy Bank Polski opublikował na swoich stronach wzory jedno-, dwu- i pięciogroszówek, które biją dla nas Anglicy.
Co ciekawe, na stronie NBP pokazano monety z datą 2013!
Czy to zdjęcia, czy wizualizacje projektów?


Robi się ciekawie.

wtorek, 18 lutego 2014

To jednak pruska robota.

Grosze koronne Augusta III z datą 1758.
Pisałem o nich na blogu już kilka razy. Mam wrażenie, że ten rozdział można już podsumować.

We wpisie wyjaśniającym kwestię rodzaju zbroi, w której August III występuje na miedzianych groszach zaplanowałem sobie aktywne poszukiwanie monety z 1758 r. z popiersiem w zbroi antycznej. Monety pokazanej w tamtym wpisie nie mogłem licytować nie mając aktywnego konta na ukraińskim Allegro. Dziś odebrałem monetę ustrzeloną na krajowym rynku.
Sprzedający opisał monetę, jako grosz z 1756 r. ale nie mam wątpliwości, że to rocznik 1758. Choćby dlatego, że groszy z datą 1756 nie wybito.

Grosz 1758 z popiersiem w zbroi antycznej. To bardzo ważna moneta.

Mam w zbiorze monetę podobną (a właściwie nie monetę, tylko trzy takie same monety).
Tym razem rocznik 1755. I one wszystkie i ta dziś otrzymana są skrętkami - rewers jest obrócony w stosunku do awersu o kąt między 30, a 40 stopni. O czym to może świadczyć?
A o tym, że monety te wybito na tej samej maszynie, a maszyna ta nie była ustawiona do bicia groszy, tylko innych monet, bitych na cieńszych krążkach. Na przykład trojaków. Przypuszczenie fałszywe, taki kąt obrotu wymagałby bardzo dużej różnicy grubości krążków.

Miedziane grosze z popiersiem w antycznej zbroi z rzemieniami na ramieniu mają daty 1754, 1755 i 1758. Uważam za najbardziej prawdopodobne, że wszystkie one zostały wybite po roku 1757, po przejęciu saskich mennic przez Prusy na maszynach z mennicy lipskiej. Częściowo z wykorzystaniem starych stempli, częściowo stemplami wykonanymi przy użyciu punc również w Lipsku przechwyconych.
Za mało mam niestety materiału porównawczego w srebrze (trojaki i szóstaki) by pokusić się na wskazanie konkretnych przykładów "zapożyczenia" punc.

Analogie między pokazanymi wyżej monetami i zapisy w katalogu Neumanna, moim zdaniem jednoznacznie wskazują na Prusy, jako producenta groszy z popiersiem w zbroi antycznej i niektórych groszy z roczników 1754 i 1755 z popiersiem w nitowanej zbroi.Groszy, które mają rewersy identyczne, jak te na wyżej pokazanych zdjęciach.

Co wobec tego bito w Lubowli?



wtorek, 11 lutego 2014

No przecież się nie rozerwę...

Znacie ten kawał?
O żabie?

Usiadłem nad kartką papieru, rozłożyłem kalendarz, i zacząłem bazgrać. Do zrobienia sporo, terminy - niektóre naglą, inne odkładane w nieskończoność od miesięcy. Trudna rada, czas na męskie decyzje.

W tej chwili najważniejsze i najpilniejsze są przygotowania do wykładu u Czapskich.
Praca nad miedziakami Augusta III musi w końcu przynieść konkretne rezultaty. Wyznaczyłem sobie kolejny nieprzekraczalny termin (siódmy już chyba), ale nie podam go, żeby nie zapeszyć.
Blog - sprawa jasna, godzinka albo dwie co kilka dni.
Kolekcja - z jednej strony, katalog wymaga całkiem pokaźnej ilości uzupełnień, z drugiej - trzeba w końcu wprowadzić w życie akcję minimalizm.

I jak to wszystko pogodzić z niefrasobliwie złożoną obietnicą trzeciego wydania katalogu Królestwa Polskiego 1917-1918?

No przecież się nie rozerwę, i wobec takiej konstatacji zdecydowałem się na udostępnienie drugiego wydania tego katalogu na Scribd. Zapraszam!






piątek, 7 lutego 2014

Ćwierć miliona

W pierwszych słowach mego listu, albo wpisu, jak kto woli, serdecznie dziękuję wszystkim Gościom, którzy przyczynili się do tego, że licznik odwiedzin przebił się przez pierwszą ćwiartkę miliona.

Niezmiernie miło mi też donieść, że książka „Opowiadania Numizmatyczne tom 1” jest już dostępna w sprzedaży! Miło, bo jestem jednym z autorów opowiadań w niej zamieszczonych. Pozostali, to: Bartosz Ulka, Krzysztof Wytrykowski, Tomasz Witkiewicz, Karina Kopczyńska oraz Katarzyna Marciszewska. Osiem opowiadań z akcją toczącą się od Pomorza, przez stolicę aż po Kresy Wschodnie; od średniowiecza po wiek XXI.
Książkę można kupić w sklepie stacjonarnym Szerf zlokalizowanym w Szczecinie przy ul. Mazurskiej 13, albo przez Internet: http://www.szerfszczecin.pl/home/2658-opowiadania-numizmatyczne-tom-1-historia-moneta-sie-toczy.html
Wydawnictwo uruchomiło specjalną stronę www.opowiadanianumizmatyczne.pl (już nie działa).
na której znajdziecie więcej informacji o książce oraz konkurs z nią związany - do zgarnięcia bon o wartości 100 zł na zakupy w sklepie Szerf.

Następna dobra informacja dotarła zza oceanu. Książki oferowane w serwisie Scribd (a więc i moje katalogi) są od teraz dostępne bezpośrednio na iPadach, iPhonach, urządzeniach z androidem i na Kindle Fire (że też Amazon się na to zgodził?!). Odpowiednie aplikacje do pobrania tu: http://pl.scribd.com/get-app

Następna informacja, też z USA mniej mnie cieszy, bo oznacza, że w tym roku też nie będę miał okazji na posłuchanie na żywo koncertu najlepszej koncertowej kapeli świata (DMB). Popatrzcie na plan tegorocznej trasy: http://davematthewsband.com/tour
Od kwietnia do września, co kilka dni! A każdy z tych koncertów na kilka tysięcy luda. Pozytywne w tym, że zwykle znaczną część z koncertów można później znaleźć w sieci i to w niezłej jakości. Kapela z tym nie walczy. A może to dlatego bilety na ich występy idą jak świeże bułeczki?
Na Spotify też zespół Dave'a Matthewsamożna znaleźć. Swoją drogą, Spotify to niezły wynalazek. Testuję teraz wersję premium i podoba mi się to coraz bardziej.

A teraz coś z zupełnie innej beczki.
Aliexpress i inne chińskie sieciowe hipermarkety odwiedzałem dotąd szukając elektronicznych gadżetów. Przez myśl mi nie przeszło, że kryją się tam i takie "cacka".
Zalewa nas to dziadostwo bezustannie, ale rady na to nie ma. Skoro są kretyni kupujący takie nędzne podróbki, to muszą się znaleźć i kretyni, którzy tym pierwszym kretynom je sprzedadzą. I, jak mówi poeta, "fortuna kałem się tuczy". 
A jeśli myślicie,  że skoro nie zbieracie szesnastowiecznych talarów, to nic Wam nie grozi, to się mylicie. To ta sama fabryka (albo sąsiedzka). O:
Pora umierać.

A tak sympatycznie mi się ten wpis zapowiadał.






Printfriendly