Google Website Translator Gadget

niedziela, 19 października 2014

Gdzie Rzym, gdzie Krym...

Gdzie Toruń, gdzie Kraków.
IX edycja Toruńskich Warsztatów Numizmatyki Antycznej odbyła się w...
Krakowie.
Tym razem udało mi się wziąć udział. Tylko w drugim dniu, ale i tak się cieszę.
Po małych przetasowaniach, program drugiego dnia warsztatów wyglądał tak:
18 października
  • od godz. 9.00 do 10.00 indywidualne zwiedzenie ekspozycji monet w Pałacu Czapskich
    Zupełnie inaczej ogląda się wystawę w towarzystwie ludzi dzielących się wiedzą o monetach i ich historii. Trudno o lepszych przewodników.
  • „Mennictwo starożytnej Licii przed podbojem Aleksandra Wielkiego" - J. Bodzek
    Temat daleki od moich zainteresowań, ale bardzo ciekawy, choćby ze względu na kwestie związane z identyfikacją mennic na podstawie charakterystycznych cech stylu portretów i wyobrażeń z rewersów monet. Swoją drogą niebywała różnorodność wyobrażeń - trudno czasem uwierzyć, że kolejne monety przedstawiały tę samą osobę.
     
  • „Mennictwo Olbii Pontyjskiej” - J. Rakoczy
    Prezentacja monet Olbii - od brązowych "delfinków", grotów/rybek i as grave. Do tego pasjonujący, żywy opis prac ekspedycji archeologicznej prowadzącej badania w zatopionej części miasta.
    Po wykładzie długa dyskusja o problemach wywoływanych przez nielegalne wykopaliska i przez próby wprowadzania monet fantazyjnych i fałszywych do obiegu naukowego i kolekcjonerskiego.
  • Panel dyskusyjny poświęcony aspektom prawnym związanym z numizmatyką - P. Groński
    W nawiązaniu do wykładu poprzedzającego - kwestia nielegalnych poszukiwań monet (i innych zabytków metalowych) przy użyciu wykrywaczy metali, z porównaniem zagranicznych systemów prawnych. Zagrożenia dla kolekcjonerów - paserstwo świadome i nieświadome - dokumentujcie swoje zakupy, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy możecie stanąć przed koniecznością udowodnienia, że wasza kolekcja nie składa się z monet uzyskanych drogą przestępstwa. Niestety praktyka jest taka, że to kolekcjoner musi wykazać swoją niewinność, a nie wymiar sprawiedliwości udowodnić jego winę.
    I do tego, nie mniej ważne sprawy podatkowe.
  • „Mennictwo Seleukidów - cz. 2.” - J. Bodzek
    Po wspólnym zdjęciu przed gmachem muzeum i przerwie obiadowej, kontynuacja wykładu z poprzedniej edycji TWNA.
  • „Rzymskie monety prowincjonalne jako źródła epigraficzne” - B. Awianowicz.
    Wykład ilustrowany nie tylko slajdami - omawiane monety można było obejrzeć na żywo. Nawet nie przez szybę gablotki. Bardzo ciekawe omówienie treści legend monet prowincjonalnych pod kątem językowym, gramatycznym i ortograficznym. Wykładowca udostępnił uczestnikom warsztatów bardzo pomocne materiały - "Jak czytać monety rzymskie okresu Republiki i Cesarstwa" kompendium głównych legend, skrótów oraz datowania.
Był więc i Rzym i Krym, i Toruń, i Kraków. Jestem bardzo zadowolony z prawie dziesięciu godzin spędzonych "u Czapskich". Myślę, że w przyszłym roku będę musiał się postarać i pojechać na następną edycję warsztatów do Torunia.

Oglądając zdjęcia ilustrujące wykład o mennictwie licyjskim, próbując doszukać się podobieństwa bardzo różnych twarzy na monetach jednego przecież władcy nie mogłem nie przypomnieć sobie o monetach znacznie, znacznie późniejszych.
Czekam teraz niecierpliwie na tego grosza
A razem ze mną czekają koledzy:
 
To podobno też ten sam władca.

środa, 8 października 2014

Fachowa robota. Prawie...

Kupiłem sobie monetę z dziurką.

Opisaną, jako falsyfikat z epoki.

Dziurka, jako taka, nie jest w tym przypadku niczym niezwykłym. Zjawisko uniemożliwiania ponownego wprowadzenia do obiegu monet, które uznano za fałszywe znane jest od stuleci.

Podobnie postępowano w Polsce w okresie międzywojennym.

Perforowano nie tylko falsyfikaty. Po rozpoczęciu niemieckiej okupacji, na ziemiach wcielonych do Rzeszy natychmiast wycofano polskie pieniądze. Obowiązywała tam waluta niemiecka. Dla Generalnego Gubernatorstwa
przewidziano coś w rodzaju ograniczonej autonomii. Jednymi z jej przejawów było utworzenie Banku Emisyjnego w Polsce (Dziennik Rozporządzeń Generalnego Gubernatora dla okupowanych polskich obszarów nr 14 z 23 grudnia 1939 r.) i zachowanie złotego, jako obowiązującej waluty. Bank Emisyjny uruchomiono 8 kwietnia 1940 r. Od razu rozpoczęto wymianę banknotów Banku Polskiego na banknoty Banku Emisyjnego (w relacji 1:1) i wycofywanie bilonu, który kierowano do przetopienia. Metal  zawarty w monetach był cennym surowcem dla przemysłu zbrojeniowego. W celu uniemożliwienia nielegalnego przekazywania wycofanych monet z powrotem do obiegu, unieważniano je w prasach walcowych lub perforowano.

Złotówka, którą odebrałem wczoraj na poczcie jest falsyfikatem bardzo ciekawym. Po pierwsze metrologia - średnica 25,2 mm, a więc ciut większa, od normatywnej. Mogło by to sugerować odlew, ale inne cechy świadczą o biciu stemplami.
Masa, zaledwie 5,46 g (norma, to 7,00 g!). Na dodatek całkowity brak reakcji na magnes, a przypominam, oryginalne złotówki 1929 bito w niklu, który jest przyciągany przez magnes.
Obejrzyjmy monetę dokładniej.
Awers, a właściwie jego fragment:
Mamy dwie możliwości. Albo fałszerz tłoczył stempel z matrycy i to na niej pojawiło się zdwojenie, albo wielokrotnie ściskał krążek między stemplami nie zachowując ich idealnego ułożenia i zdwojenie pojawiło się dopiero na monecie. Jak było, nie wiemy. Jeśli jednak ujawnią się inne egzemplarze z identycznym zdwojeniem, górę weźmie hipoteza pierwsza, co oznaczało by, że fałszerz (fałszerze?) miał sporą wiedzę i dobrze wyposażony warsztat.
O tym, że był niezłym fachowcem wiem już dzisiaj.
Porównajmy rewers z dobrze zachowanym oryginałem.
Rysunek rewersu złotówki z 1929 r. wbrew pozorom nie jest prosty do skopiowania. Wielość krzywizn utrudnia idealne odtworzenie rysunku. Stemple prawie na pewno powstały na bazie odlewów oryginalnej monety. Bardzo dobrych odlewów.

Zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie falsyfikat na szkodę kolekcjonerów, bo jak widać znaku mennicy na falsyfikacie nie ma. Tylko jaka jest szansa na to, że kolekcjoner polujący na białego kruka obiegowych monet II RP nie zauważy takiego niedoboru masy? Poza tym, wszystkie znane oryginały bez znaku mennicy nie mają żadnych zdwojeń. Co za dużo, to nie zdrowo. Taki nadmiar szczęścia powinien uruchomić alarm w głowie każdego kolekcjonera.

I ten otwór.
Nie zrobiono go przebijakiem, bo wygląda jak otwór wiercony pod śrubę ze stożkowym łbem. I tak chyba powstał - wlot rozwiercono wiertłem o większej średnicy. Po co? Może chodziło o uzyskanie możliwości lepszego podejrzenia struktury krążka. Taki sposób perforacji mógł mieć związek z badaniami kryminalistycznymi, a nie służyć do zwykłego unieważnienia falsyfikatu.

Jakby nie było, moneta ciekawa. I na dodatek falsyfikatu tego nominału jeszcze nie miałem. Okazało się, że konkurentów miałem niewielu i moneta trafiła do mojego zbioru.

Pisałem kiedyś o zagadkach dotyczących obiegowych monet PRL:
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-03
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-05
Temat pasjonujący, nic dziwnego, że sprowokował i inne osoby.
Bardzo żałuję, że nie znalazłem czasu na wyjazd do Łodzi  do Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego na wykład Pana Andrzeja Fąka "Powojenne monety obiegowe i okolicznościowe. Krótka lista wątpliwości". Zapoznałem się tylko z krótkim sprawozdaniem umieszczonym na stronie łódzkiego oddziału PTN http://lodz.ptn.pl/wyklad-02-10-2014/
Szkoda, że nie upowszechniło się jeszcze rejestrowanie takich wydarzeń i udostępnianie ich zainteresowanym, którzy z różnych powodów nie mogli uczestniczyć w nich osobiście.

niedziela, 28 września 2014

Oddam pomysł w dobre ręce.

Czasu naciągnąć się nie da. Można próbować (podobno), ale per saldo to się nie opłaca. Te chemikalia niestety mają skutki uboczne.
Naciągnąć się nie da, a tymczasem w głowie kiełkują pomysły, które wydają się niezłe.
Jeden z tych pomysłów spróbuję dziś "sprzedać". Tanio!

Zagrzebuję się coraz głębiej w pracę nad dwoma katalogami. Uznałem, że najwyższy czas sfinalizować temat miedziaków koronnych A3S. To jeden.
Kilka razy obiecałem, że w tym roku postaram się zrobić trzecie wydanie katalogu monet Królestwa Polskiego 1917-1918. To drugi.
Obydwa wymagają mnóstwa żmudnej pracy nad zgromadzonymi przez lata zdjęciami monet. Tu nie da się nic zautomatyzować, przyspieszyć, uprościć. A czasu do dyspozycji mam tyle, ile zostaje z każdej doby po odjęciu godzin snu, pracy na etacie (z dojazdem), prac domowych, zakupów i takich "niepotrzebnych" dodatków, jak życie rodzinne, spotkania ze znajomymi, książki, filmy, rower, bieganie. Parę innych pożeraczy czasu można by jeszcze znaleźć.

Na przykład korespondencja z innymi kolekcjonerami.
Jeden z nich poczuł potrzebę szczegółowego zajęcia się półtorakami Zygmunta III, na początek bitymi w Krakowie i poprosił o ocenę swoich pomysłów na opisanie i przedstawienie poszczególnych odmian i wariantów.
Pan Cezary oczywiście zna katalog półtoraków tworzony pod przewodnictwem Pana Góreckiego na forum TPZN
http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,3129.0.html
ale fakt, że ktoś tematem się już zajął, nie oznacza, że nie można zrobić tego w nieco odmienny sposób. Nawiasem mówiąc, katalog Góreckiego został niedawno uznany przez WCN za rzetelną literaturę źródłową
http://wcn.pl/archive/108922?q=108922&number=1
Z Panem Cezarym wymieniłem kilka emaili, pisząc, co w Jego katalogu mi odpowiada, a co zrobił bym inaczej. Jaki będzie efekt końcowy - czas pokaże.

Kolekcjonerzy, widząc niedoskonałości istniejącej literatury numizmatycznej coraz częściej biorą sprawy w swoje ręce i przystępują do zapełniania luk w katalogach. Przykładów, oprócz powyższych, można znaleźć wiele. Zaczynając od stworzonego na cafe Allegro katalogu odmian 10-fenigówki gdańskiej z 1920 r. poprzez katalog odmian talarów R. Janke opublikowany w Przeglądzie NUmizmatycznym, na katalogach niżej podpisanego kończąc.
Autorzy przyjmują różne konwencje prezentowania materiału, różne systemy numeracji, różnie podchodzą do czysto technicznego problemu - przygotowywania ilustracji.

Jak już wspomniałem, ilustracje to bardzo pracochłonny etap opracowywania katalogu. Można oczywiście pójść na skróty i nie przejmować się tym, że na jednym zdjęciu awers jest po lewej, rewers po prawej, a na innym odwrotnie. Że jedne zdjęcia są jasne, inne ciemne, że mają różne rozdzielczości itp. W wyniku otrzymuje się niestety dzieło mało czytelne i po prostu nieestetyczne.
Jeśli zamiarem jest stworzenie katalogu czytelnego i łatwego "w obsłudze" trzeba się pogodzić z koniecznością poświęcenia masy czasu na obróbkę zdjęć - wycięcie zbędnego tła, ujednolicenie układu, rozdzielczości i wielkości zdjęć, ich jasności, kontrastowi itd.
Dobrym przykładem takiego podejścia do tworzenia katalogu jest dostępny (w części na razie) katalog szelągów Jana Kazimierza tworzony przez forumowicza z www.poszukiwanieskarbów.com - polecam lekturę dłuuuugiego wątku http://www.poszukiwanieskarbow.com/Forum/viewtopic.php?f=52&t=103301&hilit=boratynki+kolekcji
(by czytać, trzeba się zarejestrować na forum, ale warto!).

 Bardzo ważne jest, by z rozwojem katalogu - a to nieuniknione, gdy katalog jest szczegółowy - utrzymywać numerację. Jeśli chcemy, by katalog był traktowany poważnie, to po prostu konieczność.
A co zrobić, kiedy okaże się, że przyjęty system numeracji z czasem okazuje się po prostu zły (np. uniemożliwiając dodawanie nowych odkryć we właściwe miejsce)? Nie ma rady, trzeba się do błędu przyznać, konieczne zmiany wprowadzić i liczyć na zrozumienie ze strony użytkowników. 

A co z tytułowym "pomysłem w dobre ręce"? Już do tego dochodzę.
Dawno, dawno temu popełniłem tekst KATALOG IDEALNY.
Przeczytajcie, a potem wróćcie, by dokończyć czytanie tego wpisu.

Jesteście z powrotem? No to jedziemy dalej.
Przez jedenaście lat, które upłynęły od opublikowania zachęty do stworzenia katalogu idealnego utwierdziłem się w przekonaniu, że to pomysł dobry. W mojej niemałej biblioteczce numizmatycznej jest wiele katalogów. Znacznie więcej, niż wymieniłem w tamtym felietonie. Na dobrą sprawę, każdy jest inny. Z katalogów polskich najbardziej podobają mi się katalog trojaków T. Igera i katalog popularny Suchanka i Kurpiewskiego. Pierwszy, ze względu na bardzo czytelne przedstawienie wariantów napisowych i niezłe zdjęcia, drugi ze względu na zastosowanie układu nominałowo-chronologicznego, który spodobał mi się od momentu, kiedy dostałem pierwszy katalog Krausego.
Z katalogów obcych - wspomniany właśnie Krause (powód znacie) oraz "Red book" - o nim też kiedyś pisałem, i to nie raz:
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-01
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2006/2006-41

Biorąc z tych katalogów to, co najlepsze i korzystając z dostępnych dziś cyfrowych systemów dystrybucji publikacji można stworzyć rzeczywiście najlepszy na świecie katalog. Wtedy, w 2003 roku pomysł nie chwycił. Może teraz się powiedzie. Oddaję go za darmo. No prawie.
Zastrzegam sobie tylko prawo do bezpłatnej subskrypcji i miejsce w stopce redakcyjnej, jako autor pomysłu.

Reszta w Waszych rękach.

Byłbym zapomniał o ilustracji.
To jeden z najświeższych nabytków
Nieregularny placek, chyba ołowiany, ważący 5.38 grama. Gładki z jednej strony, na stronie drugiej ma awers pięćdziesięciogroszówki z 1923 r. Przypuszczam, że to próbny odlew z fałszerskiej formy. 50 groszy w latach 20-tych XX w. to był nominał, którego fałszowanie miało ekonomiczne uzasadnienie. Wystarczyło pokryć taki odlew warstewką jasnego metalu i ktoś nieostrożny mógł przyjąć go za dobrą monetę.


niedziela, 7 września 2014

A to co?

Po wakacjach mam wrażenie, że na Allegro jest coraz mniej ciekawych monet (przynajmniej dla mnie). A przecież kolekcja powinna się rozwijać. I co?

Chciejstwo!
Wypatrzyłem (i wygrałem) aukcję http://www.allegromat.pl/aukcja164346
Nadzieje rozbudziła moneta pierwsza od lewej w dolnym rzędzie.
Cóż tam może być pod herbami?
Monety dotarły. Okazało się, że...

jest tam H. Niestety. Niestety, bo to nic rzadkiego. Awers też typowy, AUGUSTUS i okrągła, pusta w środku brosza spinająca płaszcz.
Jest jednak coś, co sprawia, że z zakupu jestem zadowolony. Na zdjęciu pokazałem rzeczywisty układ awers/rewers - ta moneta to tzw. skrętka. Destrukt menniczy. A miedziaki Augusta III w zdecydowanej większości bito poprawnie - jeśli pominąć niecentryczne ułożenie krążka między stemplami.

"Nieszczęścia" podobno chodzą parami.
 Tym razem nie był to zakup przypadkowy. Monetę wystawiono, jako destrukt.
Awers wygląda na odbity poprawnie, ale rewers uderzono co najmniej dwa razy. Jak myślicie, czy można ustalić, który to rocznik?
Można, ale trzeba mieć do dyspozycji mnóstwo materiału porównawczego.
Cechy charakterystyczne:
  • W imieniu króla U (a nie V)
  • W legendzie rewersu dwukropki
  • Duża tarcza herbowa
Taka kombinacja pojawia się tylko raz (przynajmniej w materiale, który udało mi się zgromadzić) - w roczniku 1755.


A skoro mowa o zagadkach, to na bardzo interesującą trafiłem na cafe Allegro. Zagadka dotyczy takiego czegoś (zdjęcia z wątku na cafe):

 




Pomijając dziwne dywagacje językowe i mało związane z przedmiotem dyskusji, werdykt allegrowiczów sprowadził się do stwierdzenia, że to zwłoki jednogroszówki z 1923 r. - skutek potraktowania oryginalnej monety jakimś żrącym środkiem.

A rant? Dlaczego jego krawędzie nie poddały się chemikaliom? Nikt się nad tym nie zastanowił.
Po krótkiej korespondencji moneta trafiła tymczasowo w moje ręce. Zważyłem, zmierzyłem. Waży 1,4 grama zamiast 1,5 g; ma średnicę 14,5 mm zamiast 14,7 mm. To nie są duże odchyłki od parametrów emisji.

Jak się ma monetę w ręku, to łatwo można ją porównać z podobną. Porównywanie zdjęć wykonywanych przez różne osoby, różnym sprzętem,  w różnych warunkach nie zawsze się udaje. Ale ja mam na chwilę i tę zagadkę i monetę z własnej kolekcji.
Po zeskanowaniu i złożeniu w jeden obrazek mam
To coś nie powstało przez wytrawienie normalnej, obiegowej monety. Żadne chemikalia nie mogą zmienić w taki sposób kształtu liter. Na przykład O w GROSZ. A gdzie się podziało obrzeże? Pamiętajcie, że rant jest kanciasty, jak w dobrze zachowanej monecie. A tu,, na rewersie, dolny zawijas litery S dochodzi do samej krawędzi krążka. Na zwykłej monecie od krawędzi dzieli go wąski pasek tła i jakieś pół milimetra obrzeża. A przecież średnica jest tylko o 0,2 mm mniejsza.

Wniosek?
To nie zniszczona moneta obiegowa. To coś - żeton, szton do jakiejś gry, próba fałszerstwa (bezsensowna, ze względu na nominał) - wytworzono metodą odlewu (najprawdopodobniej).
Kiedy? Przez kogo? W jakim celu?
Na te pytania odpowiedzi nie znamy i pewnie bez pomocy dokumentów źródłowych nie poznamy.

Moneta (?) wraca do właściciela, a ja pozostaję z przekonaniem, że daleko nam jeszcze do pełnej wiedzy o pieniądzu nieodległych przecież czasów II Rzeczpospolitej. I z przestrogą, by nie ferować radykalnych wyroków bez zastanowienia.



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

IN TEMPESTATE SECVRITAS

Gdy wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. 
A oto zerwała się wielka burza na jeziorze,
tak, że fale zalewały łódź; On zaś spał.
Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc:
"Panie, ratuj, giniemy!" A On im rzekł:
"Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?"
Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro,
i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni:
"Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne"
(Mt 8,23-27)
Zdarzenie opisane w ewangelii św. Mateusza przedstawiono na awersie medalu, którego rewers ukazuje świętego Jerzego zabijającego smoka.


Gdy zajmowałem się identyfikacją monet na forum e-numizmatyka.pl dość regularnie pojawiały się pytania o podobne "medale".
Standardowa odpowiedź brzmiała tak:
Medal - talizman podróżnych i żeglarzy. 
Napis "S. GEORGRJVS. EQUITUM PATRONUS." oznacza Święty Jerzy, patron rycerzy (jeźdźców), 
a "IN TEMPESTATE SECURITAS" - bezpieczeństwo w burzy (sztormie). 
Jest wiele wersji tego medalu, w brązie, srebrze, ołowiu, a nawet w złocie - w Kremnicy wybito kiedyś takie numizmaty o wadze 7 i 10 dukatów - uzyskują wysokie ceny: 
http://www.coinarchives.com/w/results.php?search=tempestate&s=0&results=100
Później dowiedzialem się, że w Kremnicy bito też złote egzemplarze o wadze 5 dukatów. Svatojiřská medaile z Kremnice 

Ciekawy wątek na temat tych medali-talizmanów był na cafe Allegro w 2005 r. - przepadł niestety podczas jednej z "ulepszających" modernizacji cafe.
 

Medale ze sceną uciszenia burzy na jeziorze Genezaret i świętym Jerzym przebijającym smoka kopią były szczególnie popularne w XVII i XVIII wieku, ale produkowano je aż do końca wieku XIX (a może nawet dłużej).
Miały chronić przed upadkiem z konia (na polu bitwy zwykle oznaczało to śmierć rycerza), przed pociskami z nieprzyjacielskiej broni, przed śmiercią w morskiej otchłani. Nic dziwnego, że płacono za nie pokaźne sumy. Zachowały się zapisy potwierdzające zakup srebrnych odbitek o wadze talara za kwoty sięgające 30 talarów!
Dziś ich rolę przejęły znacznie tańsze, a chyba równie skuteczne, medaliki ze świętym Krzysztofem.

W produkcji tych amuletów specjalizowała się mennica w Kremnicy. Podobne, ale z legendą ORA PRO NOBIS (módl się za nami) biła mennica w Mansfeld. W niemieckiej literaturze określa się je nazwą Georgstaler (talar Jerzego).
Bito je a częściej odlewano w różnej wielkości, z różnych metali, z uszkami. Detektoryści znajdują je dość często, zwykle ze śladami po uszkach albo po prostu z przebitym otworem, najczęściej znacznie brzydsze od tych z umieszczonych wyżej odnośników. 


Ten ze zdjęcia kupiłem na Allegro w 2008 r. można powiedzieć, że okazyjnie. Jest wielkości talara - ma 39 mm średnicy, ale waży 18,2 grama, a więc znacznie mniej od talara. Nie przypuszczam, by był srebrny ale to bez znaczenia. Podoba mi się i w zbiorze pozostał.

Chętnie natomiast pozbędę się innego egzemplarza:
http://monety.tictail.com/product/medalik-podrozny-in-tempestate-securitas
zlutowanego z dwóch blaszek z wytłoczonym rysunkiem. Też kiedyś miał uszko, może nawet był srebrzony. To późny wyrób, z końca XIX wieku albo nawet jeszcze nowszy.


2020-02-11 - zapomniałem skreślić tę ofertę z chwilą sprzedaży.


środa, 20 sierpnia 2014

Do pracy!

I po urlopie...

A tak było fajnie. Pogoda bez zarzutu i cała reszta też.

Akcentów numizmatycznych niewiele, ale oczywiście były.

Najpierw odwiedziłem coniedzielne targi staroci w Chojnicach. Na żywo nie wyglądały tak okazale, jak w internetowej kamerze zainstalowanej przy rynku. Do odliczenia stoisk z monetami palców jednej ręki wystarczało z okładem. Oferta niestety bardzo skromna - z moich tematów nie było nic. Za to trafiła się okazja do miłej rozmowy ze starym internetowym znajomym.

Jak co roku odwiedziliśmy chojnickie muzeum w bramie człuchowskiej.
I jak co roku, oprócz wystawy stałej (niestety nie tak stałej, jak myślałem, ale o tym za moment) udało się zobaczyć coś nowego. Najpierw "Non multa, sed multum. Wartość przywrócona." Zbiory Muzeum Historyczno-Etnograficznego w Chojnicach po konserwacji. Obrazy, starodruki, rękopisy; monet nie było.

Po pokonaniu stromych schodów wystawa następna - "Tajemnice łużyckich brązowników i garncarzy" - ciekawa, z wieloma efektownymi okazami brązowych narzędzi i biżuterii.

Jeszcze wyżej - "Wiolinem i basem malowane. Leon Wyczółkowski (1852 - 1936)". Obrazy i grafiki z kolekcji bydgoskiego Muzeum Okręgowego ze wspaniałym autoportretem na czele. Później, penetrując zakamarki borów tucholskich  trafialiśmy na miejsca żywcem wyjęte z grafik Wyczółkowskiego.

Przed wyjazdem planowałem, że powakacyjny wpis na blogu poświęcę opisowi skarbu odkrytego kilkanaście lat temu podczas wykopalisk na chojnickim rynku. Monety z tego skarbu były później prezentowane właśnie na stałej wystawie poświęconej historii miasta. A tu figa z makiem - ta część wystawy została przemeblowana. Prezentowany jest zamiast tego skarb monet krzyżackich (i nie tylko) z Sępólna Krajeńskiego znaleziony w 1968 r.
 

Już chciałem napisać, że na tym wakacyjny temat numizmatyczny uległ wyczerpaniu, kiedy przypomniałem sobie o ...
O monetach wyłowionych z obiegu - rocznik 2014. Do kompletu brak mi jeszcze angielskiej pięciogroszówki i warszawskiej złotówki. Chyba, że wybito też pięciozłotówkę, ale o tym nic mi nie wiadomo. Na produkty Royal Mint z datą 2013 niestety trafić się nie udało. Katalog zbioru uzupełniony. Strona z katalogiem obiegówek III RP też.

Jak zwykle odwiedziłem też Helle. Tym razem na rowerze.
Imponujący buk na skraju wioski, której resztki stają się coraz mniej widoczne.
 
Tuż obok wioski, były dwa niewielkie jeziorka - typowe polodowcowe wytopiskowe zbiorniki. Zbocza jednego z nich są jak widać niszczone przez quadowców i motocrossowców. Cierpi krajobraz, przyroda - w Helle częściej można spotkać sarny i zające, niż ludzi. Oby jak najdłużej.

Muszę jeszcze ponarzekać.
A może lepiej mały koncert życzeń? Proszę bardzo:
wszystkim osobnikom rozjeżdżającym lasy quadami i motocyklami,
troglodycie, który uznał ruiny Helle za swój śmietnik,
"poszukiwaczowi skarbów", który w wysokiej trawie wykopał i pozostawił niezasypany półmetrowy dół (gdybym był mniej sprawny fizycznie pewnie bym tam został ze złamaną nogą na pastwę lisów i kruków),
wędkarzom pozostawiającym śmietnik na brzegu jeziora (bo kto, jeśli nie wędkarz coś takiego zostawił?),
panom świata zabijającym ciszę nad jeziorem potworną "muzyką" wylatującą z otwartych golfów dwójek i beemek (po tuningu, a jakże) - wszystkim tym paskudnikom życzę tego, czego życzył  by im Łazik z Tormesu (twórcze tłumaczenie Wiesława Dymnego):
Wam życzymy popłuczyny
Zgniłej śliny śmierdłej szczyny
Zdechlizny oraz plwociny
Tego złego wam życzymy

Żeby wam się kiepsko działo
Żeby ciało wam śmierdziało
Żeby ręce odleciały
Żeby nogi wam zdrewniały


Żeby zęby wam spróchniały
Żeby dupy nie dawały
Żeby ptaszek wam nie stawał
By dostatek niedostawał... 
No! Wyżyłem się.

Przed samym wyjazdem na urlop udało mi się jeszcze wygrać aukcję - niepozornego szeląga Augusta III. Nie był tani - pewnie dlatego nie miałem konkurencji. Przez cały miesiąc zastanawiałem się - co też tam tkwi pod herbami. Jak to literka? Sprzedający, do którego napisałem przed zalicytowaniem twierdził, że to cyfra 5 - nieprawdopodobne! Żyłka awanturnicza zagrała, zalicytowałem. Po powrocie z urlopu odebrałem pocztę i...
Z bliska widać lepiej

To nie piątka! Takiego cudaka jeszcze nie widziałem. To F nabite na D, O lub odwrócone C! Muszę teraz sprawdzić, do której z tych literek pasują pozostałe elementy rysunku rewersu.

Domyślamy się (tylko domyślamy, bo źródła milczą), że litery były wyróżnikami. Czego - nie wiemy. Najprawdopodobniejsza wydaje mi się teoria, że personel mennicy był podzielony na "brygady", które były opłacane w zależności od ilości wybitych monet. Aby to umożliwić, brygadom przydzielano stemple z wyróżnikami.

Moja nowa monetka może świadczyć o tym, że zdarzały się przypadki przekazywania stempli z jednej brygady do drugiej, co wiązało się z koniecznością wprowadzania zmian na stemplu. Jak widać, nie zawsze bez pozostawiania śladów.

środa, 9 lipca 2014

Zaiste wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie.

Pora odpocząć. Miejsce stałe i wypróbowane:
http://zbierajmymonety.blogspot.com/2011/08/nawet-najduzszy-urlop-kiedys-sie-konczy.html
To nic, że urlop szybko się skończy, ważne, że będzie można odpocząć od wszechobecnego wariactwa.

Jak zwykle odstawiamy telewizję, codzienne gazety, internet więc jest nadzieja, że o kolejnych wyczynach podsłuchiwaczy i podsłuchujących, odwoływaczy i odwoływanych i innej maści oszołomach usłyszę najwcześniej pod koniec sierpnia.

Przykre, że objawy wariactwa widzi się wszędzie. Nie podzielam opinii kolegi "Bonorta" o pozytywnym wpływie niejakiego "Macciu" na cafe Allegro. Co z tego, że "rozbujał cafe", jeżeli to rozbujanie nie tylko niczemu dobremu nie służy, nikogo niczego nie uczy, a jest jedynie okazją do wymiany obraźliwych epitetów.
"Macciu" postanowił za przykładem naszych wielkich poprzedników nabijać punce własnościowe na monetach. Ma w planie nawet wydanie katalogu swojego opuncowanego zbioru. Na razie ekscytuje widownię wystawiając na aukcje po niebotycznych cenach, okaleczone przez siebie monety.
Cóż nagannego w nabijaniu punc na monety?
No to popatrzcie, jak wygląda rękodzieło Pana Macieja
i porównajcie z puncami Czapskiego i Potockiego
Subtelna różnica, nieprawdaż?

Nie jedyny to przykład wzmożonej aktywności ludzi, których poczucie logiki wydaje mi się obce.
Nie tak dawno temu o pomoc prosił "szczęśliwy" nabywca "skarbu" rzekomo wydłubanego ze ściany, a jak się później okazało złożonego z falsyfikatów, pardon - "kopii", niedawno kupionych od "wiodącego prym handlarza kopiami monet w dziale Kopie i falsyfikaty"
(patrz http://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/06/w-nawiazaniu-do.html)

Kilka  dni wcześniej uaktywnił się jeszcze jeden silny zawodnik, który nie pierwszy raz zaprezentował niekonwencjonalne poglądy
http://cafe.allegro.pl/showthread.php?1638671

Może i było by to zabawne, gdyby nie było straszne.
Mam na jakiś czas dość tej zabawy. Nie znajduję przyjemności w kibicowaniu sporom o punce, o miniaturowy wizerunek Olbrachta na jagiellońskich denarkach, o to kto kogo chciał oszukać i kto w końcu oszukany został.

Jadę na grzyby.

Odezwę się w sierpniu.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

W nawiązaniu do...

A co mi tam. Pisałem o tym zjawisku wiele razy, napiszę jeszcze raz.
Ludzie są...
różni. Mali, duzi, grubi, chudzi, mądrzy, głupi, ładni, brzydcy.
Żadna z wymienionych cech (podobnie, jak z cech niewymienionych) nie zabezpiecza przed chciwością.
Chcecie przykładu?

Najpierw była aukcja. http://www.allegromat.pl/aukcja155806
Gdyby z archiwum zniknęły zdjęcia, tu jest jedno z nich
Dział odpowiedni - kopie i falsyfikaty.
Ponieważ zainteresowanie było duże, administrator ulitował się nad pędzącymi pod nóż owieczkami (baranami?) i aukcję  zamknął przed czasem.
Zanim została zamknięta, oferty wielokrotnie przekroczyły granicę rozsądku.
Na chciwego nie ma sposobu. Nie mógł kupić na aukcji, kupił poza nią.
Kupił i zorientował się, że z zarobku nici. I co teraz? Jak żyć?
Po rady zgłosił się na cafe Allegro http://cafe.allegro.pl/showthread.php?1719283

Kliniczny przykład dolegliwości dotykającej coraz więcej ludzi - chciwości, pazerności. I głupoty!
Od razu uzupełniam i wyjaśniam. Chciwi i pazerni są obaj "bohaterowie" aukcji Allegro numer 4050163439 "Wykopki ze ściany, Ruble rosyjskie. JEDYNA TAKA!!!". Naiwnością ocierającą się o głupotę wykazał się zawzięty kupujący.

Sprzedawca, chciwy, a jakże, też najmądrzejszy nie jest. Miał (może ma nadal) nadzieję, że kiedy już upoluje jelenia i podejmie pieniądze z konta, nikt nie będzie go niepokoił. Ba, może mu się wydawać, że jeśli się uprze, to może jeszcze zarobić dodatkowe pieniądze domagając się przed sądem zadośćuczynienia za zniesławienie, wszak kupujący nazwał go oszustem. A on przecież oszustwa nie popełnił. Może mu się tak wydawać, bo kupił kopie monet, sfotografował, wystawił na aukcję nie ukrywając, że to nie oryginały. W opisie aukcji nakłamał wprawdzie co niemiara, ale kłamstwo, to nie przestępstwo. Przynajmniej takie kłamstwo, które nie jest oświadczeniem składanym pod odpowiedzialnością karną. Nie mam jednak wątpliwości, że można mu udowodnić celowe działanie zmierzające do nakłonienia kogoś do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Teraz ma pieniądze na koncie, bardzo prawdopodobne wizyty na posterunku policji, być może wizyty policji w domu, zszarganą opinię, a może nawet wyrzuty sumienia, choć tego pewien nie jestem.

Warto było?

Przeczytajcie uważnie tę wymianę zdań kupującego i sprzedającego i zapamiętajcie dobrze: NIE MA DARMOWYCH OBIADÓW! Zawsze ktoś płaci. Czasem płaci więcej niż raz, mimo, że nie zjadł ani kęsa.

A wiecie, kto najbardziej w całej tej sprawie zawinił?
Tak, tak - Allegro! Gdyby w regulaminie, zamiast idiotycznego rozciągnięcia zakazu handlu złotem na numizmaty był twardy zakaz sprzedaży kopii nie posiadających trwałego oznakowania, sprawy by nie było. I bynajmniej nie chodzi o to, że serwis miałby obowiązek weryfikacji autentyczności wszystkich oferowanych przedmiotów - monet, znaczków, obrazów, rzeźb, mebli, banknotów itp. Tego nie jest w stanie zapewnić, ale pomogło by to użytkownikom i pomogło by serwisowi w pozbyciu się użytkowników uporczywie łamiących regulamin. Jakoś konkurencyjny eBay mógł umieścić w swoich zasadach zapis:
Wszelkie reprodukcje, repliki lub kopie monet (polskich lub z innych krajów) muszą być wyraźnie i trwale oznakowane słowem KOPIA.
Cytat ze strony http://pages.ebay.pl/help/policies/replica-counterfeit.html
Bez powodu tego nie zrobili.

Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.

Naiwni "inwestorzy" niech sobie tracą. Ich mi nie żal.

PS
Więcej o potyczkach "sprytnych" z naiwnymi pisał nie będę. Znudziło mi się.

czwartek, 26 czerwca 2014

Metalurgia i numizmatyka, czyli co ma piernik do wiatraka.

Dwa tygodnie temu obiecałem kontynuację tematu "metalurgicznego". Oto ona.

Wydawać by się mogło, że dysponując piecem umożliwiającym osiągnięcie odpowiednio wysokiej temperatury i naczyniem z materiału na tę temperaturę odpornego, można stopić z sobą dowolne metale w dowolnym stosunku. Niestety (albo na szczęście), to nieprawda.
Pomyślcie, roztopione metale zachowują się, jak ciecze. A czy wszystkie ciecze, jakie znacie dobrze się z sobą mieszają? Na przykład olej i woda? Możecie mieszać do woli i tak sprawiedliwa oliwa na koniec wypłynie na wierzch.
Dokładnie tak samo jest z metalami. Nie każdy metal rozpuszcza się w innym, a nawet, jeśli się rozpuszcza, to nie w dowolnym stosunku.

Tylko niektóre metale mogą łączyć się z sobą tworząc stopy o właściwościach zupełnie odmiennych od właściwości metali składowych. Taki stop jest właściwie odrębnym związkiem chemicznym o ustalonej temperaturze topnienia i jednolitej, ciągłej strukturze mikroskopowej. Tak się jednak składa, że takie stopy są kruche i nie nadają się do wyrobu przedmiotów jednocześnie łatwo kowalnych i  odpornych na uszkodzenia. Monet z nich robić się nie da.

Podobnie do związków chemicznych metali zachowują się stopy stałe. I ona mają ciągłą, jednolitą strukturę mikroskopową, ale nie mają wyróżnionej temperatury topnienia - topią się w pewnym przedziale temperatur. Stopy stałe zwykle są łatwe w obróbce (kucie, walcowanie) i odporniejsze od czystych metali.

Metale mogą się łączyć z sobą w jeszcze jedną kategorię stopów - mieszaniny. Ich struktura mikroskopowa jest ziarnista. Takie stopy są trudniejsze w obróbce.

Okazuje się, że struktura mikroskopowa stopu i jego własności mechaniczne zależą od wzajemnej ilości jego składników. Topienie miedzi i srebra na przykład, daje stopy stałe w dwóch przypadkach: gdy w stopie jest nie więcej, niż 5% miedzi albo gdy do miedzi doda się nie więcej, niż 4% miedzi srebra. Inne proporcje dają w wyniku mieszaniny. Czyste srebro jest miękkie - pamiętacie ślady zębów na denarach krzyżowych? Dodatek miedzi powoduje wzrost twardości metalu. I znów, znaczący wpływ ilości miedzi w stopie na jego twardość obserwuje się do mnie więcej 5% jej udziału. Dalsze zwiększanie ilości miedzi nie poprawia radykalnie jego twardości. Prowadzi za to do zmiany barwy stopu, który staje się bardziej żółty. To dlatego monety bilonowe (z niskopróbnego srebra) wymagały bielenia, czyli wytrawiania w kwasach, co powodowało powstawanie cieniutkiej warstewki prawie czystego srebra na ich powierzchni.
Jerzy Wilhelm, półtorak pruski z mennicy w Królewcu. 
Na powierzchni widoczne zżółknięcia - skutek starcia się warstewki czystego srebra wytworzonej w procesie bielenia monety.

Tworzenie stopów złożonych z więcej, niż dwóch metali jest jeszcze bardziej skomplikowane. Przekonali się o tym pracownicy mennicy warszawskiej na początku lat trzydziestych XX wieku. Mennica ambitnie przystąpiła do przetargu na dostawę srebrnych monet dla Rumunii. Miały to być monety ze stopu poczwórnego: 50% srebra, 40% miedzi i po 5% niklu i cynku. Konkurowaliśmy z Belgią, Francją, Włochami i Anglią. Udało się uzyskać kontrakt na część dostawy (wspólnie z Anglikami, którzy na dodatek zechcieli podzielić się wiedzą i doświadczeniem). Kłopotów było mnóstwo. Bardzo istotna okazała się kolejność łączenia metali. W przeciwieństwie do stopów podwójnych, które uzyskiwano dodając domieszkę do metalu dominującego (miedź do srebra) tu na przykład okazało się konieczne dodawanie srebra do wcześniej stopionego cynku!

Źródłem kolejnych trudności była tendencja stopu do separacji składników. Cynk i nikiel gromadziły się w środku odlewanych sztab, srebro na zewnątrz. Różnice w próbie kruszcu dochodziły do 40%. Skutek? Niemożność zapewnienia stałej próby kruszcu w monetach. Anglia, Bułgaria i Rumunia, które wprowadziły u siebie monety ze stopu poczwórnego musiały poszerzyć granice tolerancji próby.

Koniec końców, w Warszawie nie wybito monet dla Rumunii. Oficjalnie z powodu zmiany naszego systemu monetarnego i konieczności wybicia w 1932 r. monet o nowych parametrach.

Informacje o pracach nad poczwórnym stopem srebra mennica opublikowała w Sprawozdaniu z działalności w latach 1930-1934 przedstawionym ministrowi skarbu 5 marca 1935 r. - ostatnim przed wojną sprawozdaniu Mennicy Państwowej. Nie jest to klasyczna publikacja numizmatyczna. Zdecydowanie nie jest taką publikacją referat wygłoszony przez profesora doktora Witolda Broniewskiego na drugim Zjeździe Inżynierów Mechaników w Warszawie 18 kwietnia 1925 r. To z niego korzystałem pisząc o wpływie składu stopu na jego własności mechaniczne. Wspominałem już na blogu o tym referacie. Odsyłam do lektury wpisu z 21 grudnia 2012 r. i gorąco zachęcam do zapoznania się z całością referatu W. Broniewskiego, z polemiką z dyrektorem mennicy Janem Aleksandrowiczem, a także z kolejnym artykułem Broniewskiego opublikowanym w Przeglądzie Technicznym z 7 grudnia 1927 r. omawiającym zmianę systemu pieniężnego (m. innymi wprowadzenie monet złotych i niklowych złotówek).

W codziennej i fachowej prasie (nie tylko przedwojennej) można znaleźć masę informacji na interesujące nas tematy. Niemało ciekawostek tkwi też w aktach prawnych, na przykład zobaczcie co zapisano w Rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 października 1927 r. o planie stabilizacyjnym i zaciągnięciu pożyczki zagranicznej 
http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19270880789&type=2


środa, 18 czerwca 2014

Łatwo nie było

Nasze nowe monety bite w Walii (a właściwie jedna, bo na razie mam jedną) niespodziewanie okazały się trudnym do zgryzienia orzechem.
Nie, żebym testował zębami jakość mosiężnej powłoki na ich stalowym rdzeniu. Stomatolodzy za dużo sobie liczą.

Okazało się, że nowy bilon nie jest fotogeniczny. Bardzo brzydko wychodzi na zdjęciach, przynajmniej tych amatorskich. 
Obrazy ze skanera były tragiczne.
Znaku menniczego dopatrzyć się trudno, kolor jakiś dziwny...

Pierwsze podejście z aparatem fotograficznym
nie dało wiele lepszych wyników.
Po kilkunastu próbach różnych ustawień oświetlenia, zabawy z migawką, przesłoną itp. itd. udało mi się uzyskać wynik,
który na razie uznałem za zadowalający (czytaj poddałem się bez dalszej walki).

Mam kilka nowych pomysłów, może za kilka dni opanuję trudną umiejętność fotografowania naszych nowych "miedziaków". Na razie pas!





sobota, 14 czerwca 2014

Ile jest srebra w srebrze?

Grzywna krakowska, grzywna kolońska, grzywna chełmińska, liga, próba, "ex marca pura", ordynacja mennicza, stopa mennicza - kolekcjonerów zwykle mało to wszystko obchodzi. Na poruszających te tematy fragmentach książek o monetach najmniej widać śladów przeglądania. A szkoda.

Spróbujcie sobie wyobrazić, że dostaliście zadanie - zaprojektować system monetarny dla swojego państwa. Dla uproszczenia możecie przyjąć, że nie ma potrzeby zawracania sobie głowy tym, co było wcześniej. Nieważne są tradycja, przyzwyczajenie ludności itp. Nie możecie jednak iść w uproszczeniach dalej i założyć, że Wasze państwo jest odizolowaną od reszty świata wyspą.

Najpierw trzeba by się zastanowić, jaki to będzie rodzaj pieniądza. Podstawową funkcją pieniądza jest zdolność do umarzania zobowiązań. Można to zrealizować na wiele sposobów. Można wprowadzić pieniądz pełnowartościowy - monety kruszcowe, których wartość rynkowa (zdolność do umarzania zobowiązań) jest równa (albo prawie równa) wartości zawartego w niej kruszcu.
Można wprowadzić pieniądz, dla którego fundamentem wartości jest umowa/deklaracja, tzw. pieniądz fiat - od łacińskiego fiat - niech się stanie. Inaczej mówiąc, pieniądz fiducjarny, wykonany z surowca o wartości znacznie niższej od jego wartości nominalnej. Mamy tu możliwość zadeklarowania, że pieniądz taki będzie można wymienić na określoną ilość kruszcu; możemy jednak takiej deklaracji nie składać. Na przykład:
Ustawa z 28 października 1950 r. o zmianie systemu pieniężnego zawierała taki zapis
ale niewiele z niego wynikało. Ani nie można było w banku wymienić banknotów na odpowiednią ilość złota, ani nie bito monet obiegowych ze stopów zawierających złoto. 
Ustawa ta skończyła życie z końcem roku 1994.
 (to fragment ustawy o denominacji złotego, w pierwszych jej artykułach o ekwiwalencie w złocie nie ma ani słowa).

Kiedy już podejmiecie pierwszą ważną decyzję, co do rodzaju pieniądza, pojawia się problem następny - ile pieniędzy powinno znaleźć się w obiegu.Gdy będzie ich za mało - ludzie będą sobie radzić wprowadzając własny "pieniądz zastępczy" albo prowadząc handel wymienny. Gdy wystąpi nadmiar pieniądza, jego wartość spadnie poniżej nominału.

Sprawa następna - jakie będą nominały. Teraz mamy (w groszach) 1, 2, 5, 10, 20, 50, 100, 200 itd. co nie jest jedynym słusznym systemem. Układ nominałów, to nie tylko sprawa wygody obywateli. To również kwestia kosztów produkcji i dystrybucji pieniądza. Coś na ten tema już pisałem
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-08

Powiedzmy, że mamy już plan - nasz pieniądz ma być pełnowartościowy, wiemy ile ton kruszcu będziemy potrzebowali do jego wybicia, mamy zaplanowany układ nominałów, co dalej?

Gdybyśmy chcieli bić monety w czystym kruszcu (100% srebra w srebrze), to monety o najmniejszym nominale musiały by być lekkie, a więc albo bardzo cienkie (ergo nietrwałe) albo malutkie (czyli niewygodne).
15 milimetrów średnicy (jak dzisiejsze grosze) to rozsądne minimum. Denarki jagiellońskie były mniejsze, miały około 12 mm średnicy i ważyły niewiele ponad ćwierć grama.
Z kolei niska próba srebra w dużych nominałach powodowała by, że były by to monety duże i ciężkie - to też źle.

Przyjrzyjmy się, jak z tymi problemami radzili sobie nasi przodkowie. Posłużmy się tabelką z Podręcznika numizmatycznego M. Gumowskiego.
Nie ma tu informacji o średnicach monet, ale jest to, co dla ekonomii najważniejsze - ich waga i próba. I pojawiają się nie dla wszystkich zrozumiałe nazwy: ordynacja, próba, fajn, grzywna (krakowska).
Ordynacja, to jakbyśmy dziś powiedzieli ustawa albo rozporządzenie. Przepis prawny ustalający zasady - w tym przypadku systemu pieniężnego (ordynacja mennicza).
Próba - stosunek ilości czystego kruszcu do ilości stopu. W starych dokumentach i opracowaniach czasem spotyka się określenie liga albo ziarno - to to samo, co próba. Próbę podaje się na różne sposoby. Dziś najczęściej w promilach - srebro próby 800 - to stop zawierający 800 promili srebra (inaczej mówiąc 80% albo 0,800).
W powyższej tabelce widzimy, że próby dla złota i srebra są podawane w różny sposób i bynajmniej nie są to procenty ani promile. Dla złota przyjęło się podawanie próby w karatach - czyste złoto, to 24 karaty. Próba dukatów Zygmunta I to inaczej 0,979.
A co ze srebrem? Skąd cyfry rzymskie.
W tym przypadku nie mówimy o karatach, tylko o łutach. Czyste srebro, to 16 (XVI) łutów. Denary koronne Zygmunta bito z niemal czystej miedzi. Próba 1 i 1/2 łuta oznacza, że srebra było w stopie zaledwie 9,8%

Grzywna, jak zresztą w tabelce wyjaśniono, to jednostka masy, w tym przypadku równa 197 g (grzywna krakowska). Nie dość, że co kraj, co miasto, to inna grzywna, to jeszcze jej wartość zmieniała się w czasie. Stare dokumenty tyczące mennictwa trzeba czytać bardzo uważnie.
Zamiast grzywna, często używa się pojęcia marka. Na monetach Poniatowskiego mamy "xxxx EX MARCA PURA COL." - czyli xxxx sztuk z grzywny (marki) czystej kolońskiej.
Złotówka (4 grosze srebrne) Stanisława Augusta
LXXX EX MARCA PURA, czyli 80 monet z grzywny kolońskiej fajnu.

Z pojęciem grzywny wiążą się kolejne parametry uwidocznione w tabeli
- ilość monet bitych z grzywny - dwie możliwości: z grzywny brutto, czyli gotowego stopu; z grzywny fajnu, czyli z grzywny czystego kruszcu;
- przeciętna waga monety - to wymaga troszkę szerszych wyjaśnień.

Jasne jest chyba, że z pozoru identyczne monety modą różnić się ciężarem. Te współczesne bardzo nieznacznie, te starsze często bardzo wyraźnie, co wynika po pierwsze z technologii i niedoskonałości dawnych przyrządów pomiarowych, a po drugie ze sposobu, w jakim emitowano monety (wydawano z mennicy) - al marco albo al pezzo.

Al marco - z określonej ilości kruszcu (grzywny) wybijano ściśle określoną liczbę monet, które mogły różnić się wagą. Tym sposobem emitowano monety drobne (zdawkowe).
Al pezzo - każda moneta (z włoskiego pezzo = sztuka, moneta - "sztuka złota" - złota moneta, np. dukat) musiała odpowiadać standardowi (waga, próba). Egzemplarze zbyt lekkie przetapiano, zbyt ciężkie spiłowywano (justowano). Tak emitowano monety o dużych nominałach.


Dlaczego we wstępie pisałem, że nie branie pod uwagę świata otaczającego nasze teoretyczne "państwo" to błąd? A dlatego, że tworząc ordynację menniczą trzeba było tak zaplanować system monetarny, by nie wystąpiło zjawisko wywozu krajowej  monety poza granice spowodowane różną zawartością czystego kruszcu w monetach o podobnych nominałach lub rozmiarach, czy po prostu różnicami cen kruszcu. Groźny był też napływ obcej monety, celowo upodobnionej do monety krajowej, ale o znacznie zaniżonej próbie. Przykładem mogą być półgrosze świdnickie emitowane przez Ludwika Jagiellończyka (a gdzie rodzinna solidarność?!), czy niemal jawnie fałszerska działalność Fryderyka II - niesławne efraimki, bąki, a nawet miedziane monety, które dawały królowi zysk w postaci czynszu menniczego, bo trzeba jeszcze pamiętać, że w wartości nominalnej monety siedzą schowane koszty jej wyprodukowania, w tym koszty pracy i zysk właściciela praw menniczych.

Sprawy związane z "zawartością srebra w srebrze" nie ograniczają się do ekonomii i praw rynku. Nie mniej ciekawe są aspekty metalurgiczne. Wydawać by się mogło, że metal, to metal i nie ma co dzielić włosa na czworo, bo dla mincerza to bez znaczenia, czy w krążku jest 50%, 70%, czy 15% kruszcu. Nic bardziej mylnego. O tym, za dni kilka.

wtorek, 10 czerwca 2014

Jerzy, czeka Cię trudny wybór.

Życie jest pełne niespodzianek. Powód do radości, do uśmiechu może pojawić się w każdej chwili.
Rozbawić potrafi nawet Allegro (i nie mam wcale na myśli fantazyjnych opisów monet serwowanych przez niektórych sprzedawców).
Dziś ubawiłem się czytając wiadomość nadaną przez powiadomienia@allegro.pl

Miała temat "Jerzy, czeka Cię trudny wybór." i wyglądała tak:


Trudny wybór?

Nie sądzę.

Chociaż? Mennicza dwugroszówka z 1997 zamknięta w holderze...
Może jednak?




wtorek, 3 czerwca 2014

Ciekawe, czy to się sprzeda.

Firmy Fritz Rudolf Künker GmbH & Co. KG z Osnabrück chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Działa już kilkadziesiąt lat, jej katalogi aukcyjne mogą być ozdobą każdej numizmatycznej biblioteczki. Można to sprawdzić tutaj.

Niestety, nawet najlepszym zdarzają się dziwne błędy.
Podczas letniego cyklu aukcji (to taka spécialité de la maison tego domu aukcyjnego) pod młotek pójdzie zbiór monet niemieckich bitych po 1871 r. z pokaźnym zestawem prób - katalog nr 252.
Z przyzwyczajenie zajrzałem, czy nie ma czegoś ciekawego z okresu GG i Królestwa Polskiego 1917-1918. Ciekawostki są, niestety.
Królestwo Polskie - trzy oferty:
 
Najpierw jednofenigówka z 1917 r. Zdjęcia tego egzemplarza nie miałem w archiwum. To już dwudziesty trzeci znany mi egzemplarz. Cena wywoławcza 250 euro - dość niska, jak na tej czytelności okaz.

Ceny wywoławcze dwóch następnych monet, to kpina. O ile dwudziestofenigówka może zostać uznana za wyrób stuttgarckiej mennicy, to dziesiątkę za prawdziwą wziąć może tylko ktoś o słabym wzroku.
Nie tylko ja uważam, że te cynkowe monety, to falsyfikaty na szkodę emitenta. I wcale nie są aż tak rzadkie.
Moja cynkowa dziesięciofenigówka  z 1917 r. jest bardzo mocno zniszczona korozją
Mimo to widać na niej charakterystyczny, nieudolny rysunek upierzenia.
Cynkowych dwudziestek mam sześć albo siedem. Nawiasem mówiąc potwierdza to tezę o fałszerstwie - podrabianie większego nominału bardziej się opłacało.

Mam egzemplarze bite

Mam i odlew
To może nawet nie cynk.
Kuenker wystawił egzemplarze może i lepiej zachowane, ale na pewno nie warte wywoławczej ceny.

Ciekawe, czy to się sprzeda. A jeśli tak, to za ile?






Printfriendly