Google Website Translator Gadget

niedziela, 31 marca 2019

Cieszyńskie obole

O pieniądzu, jego genezie i roli (rolach) już tu pisałem - przecież stale o tym piszę. I dziś znów o tym napiszę i nie będzie to wpis krótki.
Czym innym był (i jest) pieniądz dla władcy, czym innym dla obywatela, żeby nie powiedzieć poddanego. Obowiązkiem władcy (króla, księcia, cesarza, rządu, rady miejskiej) jest dostarczenie władanym narzędzia umożliwiającego wymianę handlową czyli pieniądza. Przy okazji pieniądz, jest też narzędziem propagandy i manifestacją niezależności albo wspólnoty. Dla władcy, pieniądz jest też oczywiście źródłem zysku. Może raczej nie sam pieniądz, tylko mennica, która płaci władcy za prawo bicia monety, nieważne jak tę zapłatę nazwiemy, czy podatkiem, rentą czy też czynszem dzierżawnym.
Tu na scenie pojawia się kolejna grupa zarabiająca na pieniądzu - przedsiębiorcy menniczy. Zanim o pewnym konkretnym przedstawicielu tej profesji napiszę, krótkie (albo i nie) wprowadzenie historyczne.
Kiedy mowa o księstwach śląskich, myślimy zwykle o średniowieczu, no co najwyżej o ostatnich śląskich Piastach, czyli o wieku siedemnastym. Czy wiecie, że Księstwo Cieszyńskie formalnie przestało istnieć dopiero w roku 1918?
Powstało około roku 1290, jak zwykle w przypadku całego Śląska, przez podział. Najpierw Władysław podzielił między synów Księstwo Opolsko-Raciborskie, później Mieszko i Przemysław panujący wspólnie w Raciborzu dokonali następnego podziału. Mieszko zatrzymał tereny pomiędzy Ostrawicą, a Sołą i stał się założycielem linii Piastów cieszyńskich. Synowie Mieszka poszli tym tropem dalej i rozdzielili księstwo ojca na część oświęcimską i cieszyńską. Ta ostatnia przypadła Kazimierzowi Pierwszemu, który choć Piastem z pochodzenia będący, w roku 1327 złożył hołd lenny królowi czeskiemu.
Ważną datą w dziejach księstwa był rok 1498, w którym książę Kazimierz II otrzymał od Władysława Jagiellończyka przywilej w którym zezwalano na dziedziczenie księstwa, również w linii żeńskiej, do czwartego pokolenia włącznie. Przywilej wykorzystano w pierwszej połowie siedemnastego wieku. Po śmierci księcia cieszyńskiego Adama Wacława, dziedzicem został jego małoletni syn Fryderyk Wilhelm.
Księstwem najpierw rządzili regenci, później rządy przejął sam Fryderyk, ale trwało to krótko. Książę niespodziewanie i bezpotomnie zmarł w sierpniu roku 1625. W tym momencie cesarz Ferdynand III Habsburg, jako suweren, usiłował przejąć księstwo. Na scenę wkroczyła Elżbieta Lukrecja, młodsza z dwóch sióstr zmarłego Fryderyka Wilhelma.Elżbieta urodziła się 1 czerwca 1599 r. Jej ojciec jeszcze przed śmiercią zaaranżował małżeństwo córki z mocno od niej starszym Gundakerem von Liechtestein, nawiasem mówiąc, jednym z regentów sprawującym władzę za małoletniego Fryderyka Wilhelma.
Elżbieta twardo przeciwstawiła się planom Ferdynanda III i po długich perturbacjach uzyskała na mocy jagiellońskiego przywileju cieszyński tron.
Pora na zajęcie się monetami. Cieszyn miał prawa mennicze. Do czasów Fryderyka Wilhelma włącznie bito w mennicach w Cieszynie, Skoczowie i Bielsku monety - od halerzy, po talary, z tytulaturą i portretami książąt cieszyńskich.
Grosz Adama Wacława z 1608 r.

W niewielkich ilościach, bo księstwo nie miało kopalń srebra, ale bito. Z chwilą przejęcia władzy przez Elżbietę Lukrecję, cesarz Ferdynand potwierdził przywilej menniczy, ale zastrzegł, by emitowane w księstwie monety ściśle odpowiadały cesarskim, co do próby, nominałów i wyglądu. Tylko pod tym warunkiem mogły kursować na równi z cesarskimi. Najpierw, w 1642  zaczęto bić grosze (trzykrajcarówki), w roku 1644 pojawiły się krajcary - wszystkie z portretem Ferdynanda III na awersie, ale z cieszyńską legendą na rewersie. Bił je mincmistrz Dietrich Rundt, który działał w Cieszynie jeszcze za Adama Wacława. W roku 1648 na niecałe dwa lata mennicę przejął Ludwik Bremen. W roku 1649 zastąpił go Gabriel Goerloff, człowiek bardzo przedsiębiorczy, pomysłowy i sprawny. Zaniechał bicia krajcarów, kontynuował bicie groszy z portretem Ferdynanda III i rozpoczął bicie goszyków (greszli) z jabłkiem królewskim, jak na innych śląskich greszlach.
Greszel 1650 z literami GG pod nogami górnośląskiego Orła.
Wszystkie te monety były przeznaczone do obiegu w księstwie i cesarstwie. Jak wspomniałem, Goerlof był człowiekiem przedsiębiorczym. Płacił księżnej trzysta talarów rocznego czynszu za mennicę i chciał mieć z tego jak największy zysk. W roku 1650 wybił piękne talary z portretem księżnej Elżbiety Lukrecji. Te monety nie trafiały do obiegu. Można je w sumie nazwać donatywami, bo taką rolę pełniły. A już z całą pewnością donatywami były złote odbitki tych talarów o wadze 5 i 10 dukatów.
To były nominały najwyższe. Oprócz nich, też w roku 1650 rozpoczęło się bicie nominałów najniższych - oboli. To monety przedziwne. Z pewnością nie przeznaczone do obiegu na ziemiach Cieszyna i w cesarstwie habsburskim. O ile mogły by uchodzić za równoważne cesarskim halerzom, to ich wygląd monety cesarskiej nie przypominał.
Obol cieszyński Elżbiety Lukrecji z 1652 r.
W legendach ani słowa o Habsburgach, ani śladu korony cesarskiej. Za to są korony książęce, i nominał OBOLVS:PRINCIPA:TESC - obol księstwa cieszyńskiego. A wygląd? Nie da się ukryć, że bardzo zbliżony do szelągów polskich, ryskich, inflanckich...
Całość emisji bitej w prawie czystej miedzi (bo nawet deklarowanej próby jednołutowej monety te nie trzymały) szła na eksport do Rzeczpospolitej Obojga Narodów, głównie na Litwę, czyli na ziemie dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Tam te monety często są znajdowane i oferowane później na rynku razem z niezliczonymi szwedzkimi szelągami ryskimi bitymi przez Gustawa Adolfa, Krystyny i Karola. To był proceder bardzo zyskowny, a przy okazji zapewniający dopływ surowca do cieszyńskiej mennicy, bo obole sprzedawano za srebro w postaci innych monet albo srebrnego złomu.
Kto wpadł na pomysł umieszczenia na awersie litery T w kształcie, jak na średniowiecznych halerzach cieszyńskich i czyim pomysłem było nazwanie tych monet obolami nie wiemy. Być może to ambitna księżna Elżbieta Lukrecja chciała nawiązać do wielowiekowej tradycji swoich włości. W każdym razie inicjatorem emisji musiał być Goerloff. Może o tym świadczyć to, że po śmierci Elżbiety w maju 1653 roku, kiedy księstwo przeszło do domeny habsburskiej, a jego władcą został Ferdynand IV Habsburg (na krótko, bo tylko na rok), Goerloff utrzymał prawo bicia monety w Cieszynie. Powołał się na to, że miał opłaconą dzierżawę mennicy do roku 1654. Kontynuował więc bicie monet według ordynacji cesarskiej.
Greszel Ferdynanda IV z 1653 r. 
Na piersi orła herb Habsburgów zamiast śląskiej szachownicy.

Kontynuował też bicie oboli!
Obol cieszyński z roku 1654.
Teraz już z koroną cesarską na literą T, bez korony książęcej na rewersie.
Goerlof zakończył działalność w cieszyńskiej mennicy w roku 1655, już po śmierci Ferdynanda IV (nie nacieszył się Ferdynand długo Cieszynem). Najwidoczniej i tym razem z góry zapłacił czynsz dzierżawny za mennicę, a to uznawały wszystkie cesarskie komisje.
W roku 1655 mennica w Cieszynie zakończyła działalność na zawsze. Księstwo przetrwało do końca października 1918 roku. Później rozpoczęły się spory dyplomatyczne i militarne o przynależność ziem księstwa. 23 stycznia 1919 roku oddziały czechosłowackie zaatakowały Śląsk Cieszyński korzystając z zaangażowania Polski w wojnę z Rosją. Podobnie postąpiła Polska w roku 1938 zajmując Zaolzie.

Skąd pomysł na dzisiejszy wpis? Tydzień temu dostałem zaproszenie.
Oczywiście pojechałem.
Wysłuchałem ciekawego wykładu pana Zbigniewa Kalety
Obejrzałem wystawę ekslibrisów (wiele znajomych nazwisk) i żetonów.
 
Po powrocie do domu, przygotowując się do pisania skonstatowałem, że dotąd ukazało się bardzo niewiele opracowań poświęconych cieszyńskiej mennicy (zresztą tak jak i innym śląskim mennicom). Jedyną pozycją w mojej biblioteczce (oprócz oczywiście opracowań ogólnych), w której temat tej mennicy względnie całościowo omówiono jest niewielka broszura Jaromira Kalusa z 1994 roku, na której okładce wizerunków cieszyńskich monet nie sposób się dopatrzeć.
W środku jest oczywiście lepiej.
Nie mam na półce opracowania Piotra Kalinowskiego
ale jest ono dostępne w FBC. Obu tym pozycjom daleko do miana monografii. Ktoś chętny do jej napisania?



 

niedziela, 24 marca 2019

Moje rzymskie monety

Dawno temu obiecałem i, wstyd przyznać, o obietnicy zapomniałem. Przypomniano mi o tym niedawno i obiecałem jeszcze raz. Nie będzie do trzech razy sztuka. Teraz zapisałem w kalendarzu, a kalendarz rzecz święta.

Deklarując po raz drugi i ostatni, że napiszę o moich rzymskich monetach, pochwaliłem się, że mam ich aż/tylko* dwadzieścia siedem.
Najstarsza, brzydki, jak nieszczęście denar Marka Aureliusza, mojego ulubionego stoika.

Najmłodsza, niewielki (21 mm, 5,2 grama) brązik Arkadiusza.
Arkadiusz, czyli Flavius Arcadius był synem Teodozjusza I Wielkiego. Urodził się w roku 377 albo 378. Jako kilkulatek, bo w roku 383 zyskał tytuł augusta, czyli został współpanującym. Samodzielne rządy objął w roku 395. Rządził na wschodzie, Rzymem władał jego brat, Honoriusz. Teodozjusz, ich ojciec, był ostatnim cesarzem panującym obiema częściami cesarstwa. Czy dzieląc je na Wschód i Zachód osłabił je, czy tylko przypieczętował podział, który rysował się już od dłuższego czasu, trudno orzec. Przydomek Wielki, to chyba  konsekwencja jego polityki, która sprawiła, że chrześcijaństwo stało się religią państwową cesarstwa. W sumie można powiedzieć, że przyczynił się do upadku cesarstwa - pozwolił na osiedlenie się Gotów w Tracji, ostatecznie podzielił cesarstwo na dwie niezależnie rządzone części, a na dodatek doprowadził do wielu podziałów wewnętrznych prowadząc politykę religijną, którą dziś bez wahania nazwać by można ortodoksyjną. Na dodatek w roku 393 zakazał kontynuowania tradycji igrzysk olimpijskich, uznając ją za kultywowanie pogaństwa. Nie mam żadnej monety Teodozjusza.
Wróćmy do Arkadiusza. Krótko mówiąc, nie był dobrym władcą. Był niesamodzielny, de facto rządziła jego żona Aelia Eudoksja do spółki z kolejnymi cesarskimi ministrami. Trochę miał pecha, bo zaraz po objęciu rządów zaczęły się najazdy Hunów i Wizygotów. Te ostatnie stały się pretekstem do wymordowania pochodzących z północy członków przybocznej gwardii cesarskiej (co gwardii raczej nie wzmocniło). Przed rokiem czterechsetnym stracił kontrolę nad prowincją afrykańską. Po śmierci Eudoksji zupełnie przestał się angażować w rządzenie państwem. Zmarł w roku 408.
Rzymskie monetki z mojego zbioru to w większości małe brązy, na dodatek nienajlepiej zachowane. Trafiały do mnie zwykle przypadkiem, zakupione w zestawach z innymi, interesującymi mnie monetami. Tylko kilka z nich kupiłem celowo, jak na przykład follisa Konstantyna I Wielkiego SARMATIA DEVICTA. Innym przykłądem rzymskiej monety kupionej celowo jest follis Galeriusza (250-311)
z legendą rewersu SACRA MONET AVGG ET CAESS NOSTR. Trzeba przecież mieć monetę z boginią Monetą!
Na awersie próżno szukać pierwszego imienia cesarza. Legenda brzmi MAXIMIANVS NOB CAES. Ważniejsze okazało się imię kończące szereg cesarskich imion Gaius Galerius Valerius Maximianus. Galeriusz żył w, jak to się mówi, ciekawych czasach. Zaczynał jako zwykły żołnierz w armiach Aureliana i Probusa. Potem, za Dioklecjana (ożenił się z jego córką), został cezarem rządzącym Bałkanami. Po abdykacji teścia został cesarzem Wschodu (z tytułem augusta). Po śmierci cesarza Zachodu, Konstancjusza, Rzym wpadł w ręce Maksencjusza. Galeriusz próbował opanować stolicę Zachodu, ale Maksencjusz okazał się zbyt silnym przeciwnikiem. Galeriusz wrócił na wschód. Zmarł w roku 311.

Nie planuję rozbudowywania tej części zbioru. Nie obiecuję też, że będę pisał o innych monetach z tej części. Są tacy, którzy robią to lepiej i mają znacznie, znacznie więcej monet, które mogli by opisać. Zainteresowanych kieruję na forum TPZN.   

* niepotrzebne skreślić

niedziela, 10 marca 2019

Chwila oddechu.

Na monetach świat się nie kończy.
Nie raz i nie dwa razy pisałem tu, że podoba mi się muzyka DMB. Często towarzyszy mi podczas pracy przy komputerze, na przykład teraz, gdy piszę kolejny tekst na blog.
Na najnowszej ich płycie jest taka krótka piosenka.


Zespół lubię i cenię, bo tworzy muzykę idealnie trafiającą w mój gust. Płyty studyjne są świetne, ale to, co zespół Dave Matthews'a wyróżnia, to koncerty. Grupa koncertuje często, koncerty są długie, nierzadko ponad trzygodzinne, a piosenki, które na płytach trwają po kilka minut, na scenie przeradzają się w kilkunastominutowe (albo i dłuższe) szaleństwo.
Oto ta sama piosenka wykonana razem z zaproszonymi na scenę gośćmi z Preservation Hall Jazz Band.


W 2015 byłem na koncercie DMB w Gdańsku. Do Warszawy, 25 marca na Torwar niestety jechać nie mogę. Życie bywa okrutne. Mam jednak nadzieję, że i ten koncert zostanie nagrany i upubliczniony. Zespól Matthewsa, co łatwo sprawdzić na YouTube, nie walczy z udostępnianiem nagrań z koncertów. Może po części dzięki temu bilety na kolejne występy rozchodzą się błyskawicznie.

A o czym jest piosenka, którą dziś Wam reklamuję?
You're there
I'm here
Let's dance
My dear
What's your name
How do you do
What's the game
Hallelujah

I saw a girl
The way she moved
It changed the way
I see the world
And that girl is you
And this is for real
How do you do
I sing Hallelujah

You're there
I'm here
But let's dance
My dear
What's your name
How do you do
What's the game
Oh, Hallelujah

I saw a girl
And the way she moved
It changed the way
I see the world
That girl is you
And this is for real
How do you do
Oh, Hallelujah

You're there
And I'm here
Let's dance
My dear
What's your name
How do you do
And your game
Hallelujah

Ja słyszę to tak
Ty tam
Ja tu
Zatańczmy
Ma miła
Przedstaw się
Jak się masz?
O co ta gra?
Alleluja!

Widziałem ją
Każdy jej ruch
Odtąd inaczej
Widzę świat
Ta dziewczyna to Ty!
I to się dzieje
Jak się masz?
śpiewam alleluja

Ty tam
Ja tu
Ale zatańczmy
Ma miła
Przedstaw się
Jak się masz?
O co ta gra?
Och, Alleluja

Widziałem ją
I każdy jej ruch
Odtąd inaczej
Widzę świat
Ta dziewczyna to Ty
I to się dzieje
Jak się masz?
Och, Alleluja

Ty tam
Ja tu
Zatańczmy
Ma miła
Przedstaw się
Jak leci?
I jak się gra
alleluja!

A żeby nie było, że nic nie robię, tylko siedzę oglądając koncerty, dwa zrzuty z ekranu mojego komputera.
 

Pewnie zauważyliście, że moje plany z końca lutego troszkę się zmieniły, i numeracja odmian wygląda inaczej, niż ostatecznie (tak mi się wydawało) zaplanowałem. Myślę, że najważniejsza jest cecha, którą Anglosasi określają jednym słowem, userfriendly. Katalog powinien być przyjazny dla użytkownika. Katalogowane obiekty powinny być ułożone w logicznym porządku, spójnie opisane i ponumerowane w sposób pozwalający na łatwe zidentyfikowanie i odszukanie. Mam nadzieję, że to, co piszę, takie właśnie będzie.

czwartek, 28 lutego 2019

Sto lat, sto lat...

Sejm Ustawodawczy wybrano w styczniu 1919.
Pierwsze posiedzenie odbyło się 10 lutego 1919. Przedstawiono na nim do zatwierdzenia 210 dekretów rządu i Tymczasowego Naczelnika Państwa. Pierwsze ustawy uchwalono równiutko sto lat temu, 28 lutego 2019.
Prasa szczegółowo relacjonowała obrady.
Nie marnowano czasu. Następnego dnia, w sobotę 1 marca 1919 Kurier Warszawski na pierwszej stronie poinformował o przyjęciu pierwszych ustaw.
W wersji oficjalnej.
Dlatego w naszych zbiorach mamy złotówki,

a nie lechy.
Idę świętować.

piątek, 22 lutego 2019

Mały Linneusz 2

Może być "szklana pułapka 47", to dlaczego nie miało by być "Małego Linneusza 2"?
Chodzi oczywiście o sequel wpisu sprzed pięciu lat, który kończył się tak:

P.P.S.
Nie pierwszy raz przekonałem się, że zapisanie pomysłu pomaga w rozwiązaniu problemów. Niestety, będę musiał mocno przerobić to, co już napisałem w/s miedziaków Augusta III. Chodzi o numerację odmian/wariantów, a co za tym idzie o układ i kolejność w katalogu.
Podstawową jednostkę w katalogu będą określać:
NOMINAŁ,
ROCZNIK,
LITERA POD HERBAMI.
Pozostałe cechy będą wyróżnikami wariantów.
W pierwszej kolejności U lub V w imieniu króla.
Następnie:
portret króla,
herby na rewersie,
interpunkcja,
inne cechy (bo okazuje się, że są i inne...)
Zawziąłem się, by nareszcie skończyć nierówną walkę z miedzianymi szelągami i groszami Augusta. Dobrnąłem w końcu do części katalogowej i kolejny raz muszę zweryfikować system klasyfikacji tych monet.
Na razie na tapecie są szelągi.
W tej chwili i tylko w tej chwili, bo głowy nie dam, że to wersja ostateczna, szelągi będą opisywane następującymi cechami (kolejność od najważniejszej, no najmniej istotnej)
  • Nominał.
    Szeląg - sprawa oczywista - oznaczenie S
  • Typ.
    Mamy dwa typy:
    • "drezdeński"
      - szelągi bite w Dreźnie i Gruntalu - oznaczenie D
    • "gubiński"
      - szelągi bite w Gubinie - oznaczenie G
      Rozróżnienie łatwe - wystarczy porównać popiersia na awersach i kształt tarczy herbowej oraz rysunek Orła na rewersach.
  • Rocznik - również oczywistość - ostatnie dwie cyfry roku, np. 49
  • Wariant główny - znak pod tarczą herbową na rewersie:
    • w typie drezdeńskim brak znaku - oznaczenie -
    • w typie gubińskim litera lub brak znaku
      • brak znaku, oznaczenie jak dla typu drezdeńskiego -
      • litera - oznaczeniem jest litera, np. A
        jeśli litera jest odwrócona lub w lustrzanym odbiciu, to oznaczenie z apostrofem, np. F'
  • Wariant drugorzędny - pisownia imienia króla AUGUSTUS / AVGVSTVS
    oznaczenie U lub V 
Warianty niższego rzędu wystąpią tylko dla szelągów w typie gubińskim.
  • Wariant trzeciorzędny - ozdobniki na końcach poziomego podziału tarczy herbowej
    • "łuki"
      oznaczenie c
    • "trójkąty"
      oznaczenie <
    • brak ozdobnika
      oznaczenie -
  • Wariant czwartorzędny - kształt tarczy z herbem Saksonii
    • półokrągła
      oznaczenie u
    • ostra
      oznaczenie v
       
  • Warianty niższego rzędu - wielkość i rysunek popiersia na awersie, interpunkcja legend, wielkość korony na rewersie itp.
    Nie będą miały jednoznacznie określających je oznaczeń; będą oznaczane kolejnymi literami alfabetu a, b, c...
Podsumowując, posłużę się przykładem. Ten pokazany już wyżej szeląg

będzie miał numer katalogowy S.G.53.A.V.<.v.a
Na końcu jest literka a, bo to pierwszy wariant interpunkcyjny, charakteryzujący się kropką po POL.

Mam nadzieję, że ten sposób kodowania typów-odmian-wariantów będzie czytelny. Staram się unikać kodowania sztucznego, wymagającego pamiętania abstrakcyjnych oznaczeń (np. korona typu A, B, C itd. gdzie litera w żaden naturalny sposób nie wskazuje na charakterystyczną jej cechę).

Grosze będą wymagały trudniejszej gimnastyki umysłowej. System numeracji na pewno będzie podobny, ale choćby ze względu na różnice rysunku popiersi króla, musi być nieco inny.

Życzcie mi wytrwałości i cierpliwości. Na razie praca idzie dobrze i nadspodziewanie szybko. Ale szelągi, to łatwizna. Schody zaczną się przy groszach z rokiem 1754. Już się boję.

P.S.
Od 29 stycznia 2020 książka jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/



środa, 13 lutego 2019

Trema minęła

To nie było moje pierwsze wystąpienie przed licznym gronem słuchaczy, ale trema była. Bo jak nie mieć tremy, mając świadomość, że wcześniej o monetach będzie opowiadać profesor Stanisław Suchodolski,
a słuchać będą ludzie wiedzący o monetach bardzo, bardzo dużo.
Jakoś poszło. Zaczynałem, dziwiąc się troszkę, że mimo tak późnej pory, w sali pozostało aż tylu słuchaczy. Jak zwykle nie zmieściłem wszystkiego, o czym opowiedzieć chciałem, ale nie miałem sumienia przeciągać opowieści w okolice północy. Dla wszystkich, którzy na miejscu być nie mogli, a chcieliby posłuchać, nagranie:


Wszystkie wykłady zostały utrwalone i udostępnione na stronie GNDM https://gndm.pl/sesje-wykladowe/
Świetna inicjatywa. Zachęcam do obejrzenia, ale przede wszystkim zachęcam do osobistego udziału w sesjach następnych (Pan Damian obiecuje, że będą). Oprócz możliwości wysłuchania i obejrzenia wykładów jest to zawsze okazja do kuluarowych rozmów w przerwach. Rzecz nie do przecenienia.

Ponieważ podczas takich właśnie spotkań i przed i po wykładzie wszyscy rozmówcy pytali, kiedy w końcu ukaże się moja dawno zapowiadana książka o miedziakach Augusta III, zawziąłem się. Muszę ją skończyć w tym roku i niech to będzie jedyne moje noworoczne postanowienie na rok 2019. Spóźnione o przeszło miesiąc, ale po tylu deklaracjach, że już niedługo, że jeszcze w tym roku, że muszę itp. Nie mam wyjścia; po prostu MUSZĘ.

P.S.
W aukcji nie brałem udziału "na żywo". Jak zwykle zarejestrowałem się, ustawiłem limity i cierpliwie czekałem. Niestety. Z tego polowania wróciłem z pustymi rękami. Może następnym razem się uda.




piątek, 18 stycznia 2019

Jeszcze więcej wykładów

Wybaczcie, jeśli w styczniu już nic więcej nie napiszę. Muszę się przygotować, a czasu niewiele.




piątek, 11 stycznia 2019

Jeden tydzień - dwa wykłady

Prawie, jak za studenckich czasów.

Najpierw, o mało nie przegapiłem poniedziałkowego wykładu prof. Borysa Paszkiewicza. Początkowo wyglądało na to, że transmisja na żywo zapowiedziana na stronie PTN nie uda się - link z zapowiedzi wykładu prowadził do strony straszącej komunikatem "czekamy na rozpoczęcie transmisji". Na szczęście poszukiwanie alternatywy przyniosło pozytywny wynik. Znalazłem właściwą stronę i mogłem z rosnącym zainteresowaniem wykład oglądać. Nic straconego, też macie tę możliwość, bo wykład jest nadal dostępny

Warto go obejrzeć i wysłuchać w całości. Profesor Paszkiewicz opowiadał o monetach znalezionych podczas prac wykopaliskowych na wrocławskim Placu Nowy Targ. Wyjaśnił, dlaczego nie należy bezkrytycznie ufać Friedensburgowi, ale równocześnie wykazał, że na zaufanie zasługują opisy monet, które można znaleźć w starodrukach. Ciekawy był też przewijający się przez wykład, wątek pracy archeologów i ich współpracy z numizmatykami. Włos się na głowie jeży, gdy pomyśli się, jakie cuda mogły bezpowrotnie przepaść, wywiezione na hałdę. Wydaje się, że to, co pojawiło się na Allegro, a według wszelkiego prawdopodobieństwa pochodziło z wrocławskiego placu, to tylko niewielka część monet (i prawdopodobnie innych zabytków metalowych), które zostały wywiezione z ziemią z wykopalisk.

Ciekawe, czy ktoś wspomni o tym podczas spotkania dla seniorów zapowiedzianego na środę 16 stycznia. Spotkanie jest częścią cyklu "Rozmowy o..." i ma tytuł "Rozmowy o archeologii - archeolog i barbarzyńcy". Niestety barbarzyńcy trafiają się wszędzie, jakiś ich odsetek musi być i wśród archeologów.

To był poniedziałek. Na wtorek, jak niedawno pisałem, miałem zaplanowany wyjazd do Krakowa. O mały włos, wyjazd nie doszedł by do skutku ze względu na fatalną przedpołudniową śnieżycę. Ta na szczęście skończyła się w porę i mogłem ruszyć w drogę. Zdążyłem na ostatnią chwilę.
Pani Anna Bochnak przedstawiła opowieść o Boratinim podzieloną na dwie odsłony. Najpierw opowiedziała słuchaczom (pięcioro nas było!!!, wstyd Panie i Panowie) o przedsięwzięciach menniczych tego spolszczonego Włocha, nie pomijając oczywiście jego kłopotów wynikających z oskarżeń o malwersacje i działania na szkodę Króla i Rzeczpospolitej. Część drugą poświęciła pracom Boratiniego na innych polach. Pisałem o nich tu na blogu, nie ukrywając podziwu dla tego nieprzeciętnego człowieka. Dużo o Boratinim czytałem w różnych źródłach, ale dopiero we wtorek dowiedziałem się, że Tytus Liwiusz miał jeszcze na koncie konstrukcję maszyny liczącej!
Przedstawione na zdjęciu urządzenie to najpewniej nie ta maszyna, którą wykonał Boratini. Jego urządzenie, opisane w zachowanych do dziś inwentarzach kolekcji Medyceuszy zaginęło podczas licznych przeprowadzek zbioru. Być może leży gdzieś w muzealnych magazynach, nierozpoznane i niedocenione.

Na deser, deser. Całkiem niedawno trafiłem na nową wersję strony internetowej poświęconej Hieronimowi Boschowi. Można na niej ugrzęznąć na długie godziny i odkrywać detale, których w albumach z reprodukcjami dostrzec nie sposób. Co powiecie na taki skarbczyk i jego zawartość?





środa, 2 stycznia 2019

Nowy rok czas zacząć - nakłady obiegówek 2018

Na stronie NBP są już nakłady obiegowych monet z rocznika 2018:

1 grosz   - 435 840 000
2 grosze  - 161 850 000
5 groszy  - 144 600 000
10 groszy - 169 800 000
20 groszy -  89 100 000
50 groszy -  42 030 000
1 złoty   -  42 000 000
2 złote   -  37 425 000

5 złotych do 38 424 000 (w tabeli nie podano, bo zgodnie z zapowiedziami, w roku stulecia odzyskania niepodległości wybito tylko okolicznościowe pięciozłotówki - po 1 egz. na mieszkańca Polski)

Duże, bardzo duże! Wszystkie nominały wybito w nakładach wyższych od roku 2017.
Bicie jednogroszówek

to sztuka dla sztuki, albo wyrzucanie pieniędzy w błoto. No cóż, kto bogatemu zabroni.

PS.
Czy zauważyli Państwo, że dzisiejszy wpis to niemal dosłowna kopia wpisu sprzed roku?

sobota, 29 grudnia 2018

O katalogu groszy miedzianych 1765-1768 słów kilka

Wpis omawiający katalog o tak barokowym tytule

nie może mieć tytułu jednowyrazowego. I na tym żarty się kończą, bo katalog, o którym piszę to rzecz bardzo poważna.

Najpierw krótko o tym, co rzuca się w oczy zaraz po otwarciu tomu (bo to spory tom, a nie jakaś popierdułka, że zacytuję klasyka). Dlaczego nie pokazałem spisu treści? Bo go nie ma. Swoją drogą, źle się tworzy spis treści dla książki, w której brak numeracji stron. Brak bibliografii można przeboleć, bo ta na dobrą sprawę sprowadza się do dwóch katalogów Karola Plage, przy czym "Monety bite w miedzi..." z roku 1897 są w treści nazywane "oryginałem", a "Okres Stanisława Augusta..." z 1913 autor nazywa "reprintem". Co do tej drugiej pozycji, to jest w tej nazwie ziarno prawdy, bo PTA wydało w 1970 jej reprint, niestety zubożony o część zawierającą treść dokumentów dotyczących mennictwa SAP.
W katalogu pojawiają się również numery odmian w/g katalogu Berezowskiego.

Kiedy kupuję nową pozycję do mojej numizmatycznej biblioteczki, zawsze zastanawiam się, czy jej autor pisząc dzieło, planował do jakiego kręgu odbiorców je kieruje. Rzadko zdarza mi się kupować wydawnictwa typowo popularyzatorskie. Nie kupuję już (bo kiedyś taki wybredny nie byłem) pozycji poświęconych monetom nie pasującym do mojego zbioru. Miedziane grosze Stanisława Augusta, zwłaszcza z pierwszych roczników, interesują mnie podwójnie. Raz, że są polskimi monetami obiegowymi, a te właśnie kolekcjonuję, dwa - w ich produkcję byli zamieszani ludzie, którzy niewiele wcześniej mieli udział w produkcji miedziaków koronnych Augusta III. Siłą rzeczy, katalog Ł. Gorzkowskiego musiał mnie zainteresować. Tym bardzieə, że już wcześniej  Autor dał się zauważyć na internetowych forach numizmatycznych, również na FB.

Katalog mam od mniej więcej dwóch tygodni, ale ze względu na okres świąteczny nie miałem na bliższe zapoznanie się z nim tyle czasu ile bym chciał. Po kilku godzinach, które mogłem mu poświęcić, mogę odważyć się na krótką recenzję.
Katalog szczegółowością co najmniej dorównuje pracy C. Wolskiego poświęconej szelągom Jana Kazimierza, ale tylko w zakresie części katalogowej, bo Gorzkowski nie zajął się historią mennic i ludzi, odsyłając zainteresowanych tym czytelników do prac R. Janke.
Kanwą katalogu, są wspomniane wyżej katalogi K. Plage. Gorzkowski bardzo pieczołowicie analizuje różnice między nimi, bo co może nie wszyscy wiedzą, pewne monety pokazane w "Monetach bitych w miedzi..." nie pojawiają się w późniejszym dziele. Czytelnik dostaje bardzo dokładnie omówienie różnic między katalogami. Obok rysunków Plagego pokazuje zdjęcia niemal wszystkich odmian i wariantów, w tym wszędzie tam, gdzie jest to potrzebne, duże powiększenia kluczowych elementów rysunku. Oczywiście, jest w katalogu masa monet, których u Plagego próżno szukać. Detektoryści stale dostarczają nowy materiał badawczy. Mnóstwo bardzo ciekawych monet dociera zza wschodniej granicy.

Osobny, obszerny rozdział poświęcony został pruskim falsyfikatom groszy Poniatowskiego oraz fałszerstwom na szkodę emitenta wyrabianym w lokalnych warsztatach. Ta część szczególnie mnie interesuje, bo mam nadzieję wychwycić analogie, które być może rzucą nowe światło na kwestię pruskich fałszerstw miedzi Augusta III bitych podczas wojny siedmioletniej. To jednak wymaga poświęcenia znacznie większej liczby godzin, niż udało mi się na razie wygospodarować.

Żeby nie przeciągać.
Jeśli jesteś kolekcjonerem, któremu do szczęścia wystarczy posiadanie po jednej monecie SAP z poszczególnych nominałów, albo nawet wszystkich roczników groszy SAP - ten katalog nie jest dla Ciebie. 
Jeśli jednak chcesz stworzyć zbiór odmian i wariantów groszy z jednej mennicy, albo jednego rocznika, albo po prostu wszystkich odmian i wariantów groszy SAP - kupuj. Zaoszczędzisz mnóstwo czasu, który należało by poświęcić na połączenie informacji z obu katalogów K. Plage - R. Gorzkowski już to dla nas zrobił.

A teraz coś z czasów o ponad wiek wcześniejszych.
Taki półtoraczek Zygmunta III:
Z którego roku? Dla ułatwienia, powiększenie fragmentu rewersu:

I jeszcze jedna ważna wiadomość dla kolekcjonerów monet Jana Kazimierza. We wtorek, 8 stycznia, u Czapskich odbędzie się kolejna impreza z cyklu "Numizmatyka, czyli co" - wykład "Znany jak zły szeląg? – Tytus Liwiusz Boratini".  Prowadzenie: Anna Bochnak – kustosz w Gabinecie Numizmatycznym MNK, specjalista w zakresie pieniądza przedmiotowego i mennictwa nowożytnego.

Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, ul. Piłsudskiego 12, 31-109 Kraków
08.01.2019 - wtorek 18:00 wstęp wolny



Do zobaczenia!


niedziela, 16 grudnia 2018

Trochę techniki

Wspomniałem ostatnio, że z pewnym zdziwieniem skonstatowałem, że T. Kałkowski, redaktor Numizmatyka Krakowskiego (między innymi), nie skojarzył "słoneczka" na pięciozłotówkach z rybakiem, z nieprawidłowością działania prasy menniczej. Wspomniałem też, że technologia produkcji monet nie była wtedy (w roku 1959) tajemnicą.

Dowodem na to jest lipcowy numer "Młodego Technika" z roku 1958.
Na stronie szóstej zaczyna się artykuł Edwarda Gorola, kustosza Muzeum Warszawskiej Mennicy zatytułowany "Jak powstaje złotówka". Artykuł jest ilustrowany zdjęciami z wnętrz mennicy, pokazującymi jej urządzenia i personel przy pracy. Na przykład:
Tekst zaczyna się, jak to zwykle bywa, od "rysu historycznego", ale jego najważniejszą częścią jest opis procesu wyrobu monet - od projektu, po pakowanie i dystrybucję.

Autor pisze:
Koncepcję plastyczną monety, która powstaje najpierw na rysunku, artysta medalier rzeźbi w plastelinie w wymiarach najczęściej Od 7 do 13 razy większych od naturalnej wielkości monety i odlewa następnie w gipsie. Model gipsowy po szczegółowym cyzelowaniu (wykańczaniu) wędruje do oceny. Przeważnie organizuje się w tym celu konkurs, który stwarza możliwość wyboru spośród wielu prac.

Znaczące słowa - konkurs organizuje się "przeważnie", ale nie zawsze. Brak wzmianki, że zwykle były to (i są nadal) konkursy zamknięte, do których zaprasza się bardzo ograniczone grono projektantów.
Dalej jest opis przygotowania patrycy poprzez dwuetapowe zmniejszanie rysunku monety na maszynie redukcyjnej. A'propos takiej maszyny, E. Gorol napisał o tym urządzeniu, że
"Jest to nowość ostatniego stulecia, wprowadzona najpierw do mennictwa we Francji. Do Polski przyszła w 1904 roku i jest dzisiaj podstawową maszyną naszej Mennicy."
W roku 1904 nie było Polski (w sensie formalnym), w związku z czym nie można mówić, że w tym czasie maszyna redukcyjna pojawiła się w polskiej mennicy. Mogło natomiast takie urządzenie trafić do jakiejś firmy zajmującej się produkcją medali albo innych wyrobów tłoczonych z matryc na prasach.
Autor podkreśla wielką precyzję przenoszenia rzeźby modelu na patrycę:
"Jak bardzo dokładnie przesuwa się czujnik po powierzchni modelu (płaskorzeźby), świadczy czas konieczny na przebycie odcinka (około 10 cm) od środka projektu do jego krawędzi. Czas ten wynosi dwie doby (bez przerw)."
Dziś do mennic wkroczyła technika komputerowa, skanery 3D, drukarki 3D, sterowane numerycznie obrabiarki itp., więc proces ten znacznie się skrócił, przy czym dokładność odwzorowania projektu na patrycach, matrycach i stemplach nie poprawiła się znacząco - przynajmniej w przypadku monet obiegowych.
Dalej następuje opis przygotowywania stempli i krążków i w końcu dochodzimy do opisu samego tłoczenia monet:
Otoczone krążki długimi lejami wędrują do automatów, które wykonywać będą czynności bicia monet przy pomocy przygotowanych już stempli. Leje, którymi doprowadza się krążki, pozwalają na samoczynne pobieranie przez podajniki i umieszczanie krążka dokładnie między sztancami.
Szybkimi uderzeniami, bo kilkadziesiąt razy na minutę, stemple wytłaczają z jednej strony godło, z drugiej nominał, przy czym górny stempel przeciska monetę w dół, która opada, otrzymując po drodze molet (ząbki) na obrzeżu.
Na tym właśnie etapie musi dochodzić (statystyka, z nią nikt nie wygra) do zdarzeń powodujących na przykład powstawanie destruktów oraz uszkodzeń stempli.

Kałkowski z niewiadomych powodów nie skojarzył "słoneczka" pod pachą rybaka z negatywem fragmentu awersu, odciskiem stempla awersu na stemplu rewersu i oczekiwał na wyjaśnienie zjawiska ze strony "Władzy".
Kilka lat później, pisząc swoją znakomitą książkę-album "Tysiąc lat monety polskiej", opisał szczegółowo to samo, o czym napisał w MT E. Gorol. Kiedyś już o tym zresztą wspominałem w felietonach dla e-numizmatyki.

Nawiasem mówiąc, coraz częściej zabierając się za pisanie czegoś na blog, zauważam, że temat w mniejszej lub większej skali już omawiałem - albo na blogu, w którymś  z felietonów, albo (i z tym jest największy kłopot) gdzieś na istniejącym do dziś lub już nie istniejącym forum numizmatycznym.

Nic to. Kilka najbliższych dni zajmie mi dokładniejsze zapoznawanie się z nową pozycją z mojej biblioteczki.


Coś na jej temat na pewno pojawi się na blogu.

sobota, 8 grudnia 2018

Sprzątanie zakładek - powrót do przeszłości.

Kilka dni temu robiłem porządki. Między linkami do stron, które uznałem kiedyś za warte zapisania, jako cele przyszłych odwiedzin, był link do strony krakowskiego oddziału PTN. Interesujący przede wszystkim z powodu znajdującego się tam archiwum Numizmatyka Krakowskiego, redagowanego przez Tadeusza Kałkowskiego.
Jak widać, numizmatycy krakowscy pod koniec lat pięćdziesiątych XX w. funkcjonowali, jako frakcja Polskiego Związku Filatelistów - może się to wydawać trochę dziwne, bo przecież to w Krakowie już od roku 1888 działało Towarzystwo Numizmatyczne w Krakowie. Tak, działało, nawet po wojnie, ale samodzielnie tylko do roku 1953, kiedy to włączono je do Polskiego Towarzystwa Archeologicznego. Najwyraźniej nie odpowiadało to zwykłym kolekcjonerom, nie zainteresowanym naukowym podejściem do numizmatyki, na dodatek ograniczonej do antyku, w najlepszym razie do średniowiecza.
Wielu kolekcjonerów, w tym oczywiście i niżej podpisany, ma na półce książkę Tadeusza Kałkowskiego "Tysiąc lat monety polskiej". Książkę odpowiedzialną (o ile książka może za cokolwiek odpowiadać) za kolekcjonerską pasję wielu, wielu osób. Było, nie było przyznawał się do tego nawet pan Henry V Karolkiewicz, a był to kolekcjoner ze światowej ekstraklasy.
Wikipedia poświęca T. Kałkowskiemu całe dwa (!) zdania.
Tadeusz Kałkowski (ur. 4 lipca 1899 w Kamionce Strumiłowej, zm. 10 maja 1979 w Krakowie) – polski numizmatyk, kolekcjoner, inżynier komunikacji.
Był właścicielem cennego zbioru monet. Zasłynął jako popularyzator numizmatyki w Polsce (autor wielu prac). Był redaktorem pisma "Numizmatyk Krakowski" (Kraków od 1958 roku).
Może ktoś z Towarzystwa Przeciwników Złomu Numizmatycznego, które wzięło sobie pana Kałkowskiego za patrona postara się i rozbuduje poświęcone Mu hasło na Wikipedii?

Na razie pobrałem (i przeczytałem) pierwsze dwa roczniki NK - 1958 i 1959. Wierzyć się nie chce - to tylko sześćdziesiąt lat, a patrząc na techniczną stronę tego przedsięwzięcia, ma się wrażenie, że "Wewnętrzny komunikat numizmatyczny..." od naszych czasów dzielą nie dziesięciolecia, tylko wieki.

Treść, z konieczności bardzo lakoniczna. Z konieczności, bo to mozolnie  przepisywane na maszynie do pisania i powielane na urządzeniu na korbkę (chyba). Wśród tych króciutkich notatek trafiają się bardzo interesujące rodzynki. Na przykład coś takiego:
Mowa oczywiście o "rybakach" z takim rewersem:
na którym widać ślady jakie zostały na stemplu rewersu po zderzeniu ze stemplem awersu. To, zgodnie z przewidywaniami Kałkowskiego, monety doceniane i poszukiwane przez kolekcjonerów, szczególnie gdy są w takim stanie zachowania, jak ta ze zdjęcia.
W dalszej części notatki mowa jeszcze o pięciozłotówkach, na których elementy zwisające z sieci pod prawą ręką rybaka są częściowo, lub całkiem niewidoczne. Te monety nie są już tak bardzo ciekawe, bo braki w rysunku wynikły albo z zapchania stempla albo zostały spowodowane zbyt małym naciskiem prasy przy tłoczeniu stempla z patrycy roboczej.
Cóż jeszcze z tej notatki wynika?  Na przykład to, że wtedy, podobnie jak dziś, wśród kolekcjonerów rozchodzą się...
Nic innego, tylko wyssane z palca plotki. Spekulacje myślowe, mające wytłumaczyć i zracjonalizować obserwowane zjawiska. Kałkowski pisze o pogłosce, jakoby Bank Polski miał ogłosić konkurs na wyłapywanie nieprawidłowych monet z obiegu. Czym to się różni od przeczytanego  niedawno wpisu na jednym z forów, wpisu z tezą, że NBP nakazał przetrzymanie w skarbcu pięciozłotówek z roku 2017 i wydawanie do obiegu produkcji tegorocznej. Po co? Dlaczego? Tego nie wyjaśniono, a taki brak kluczowych wyjaśnień jest cechą wszystkich teorii spiskowych na całym świecie.
I jeszcze jedno zdanie z notki Kałkowskiego:
Jak doszło w Mennicy do powstania tej nieprzewidzianej odmiany wyjaśnią zapewne Władze.
Po pierwsze, rzecz charakterystyczna dla epoki - o wszystkim wiedzą i wszystko wyjaśnią "Władze". Z wielkiej litery, bo napisanie "władze" mogło by się komuś nie spodobać. O jakie "Władze" chodzi, nie wiadomo, czy władze mennicy, czy może państwa, a może po prostu "organa ścigania" (pamiętacie - "Panie władzo, jaki mandat? Za co?").
Po drugie, co może troszkę dziwić, wygląda na to, że T. Kałkowski nie miał świadomości niuansów procesu technologicznego produkcji monet w nowoczesnej mennicy. Notatka została opublikowana we wrześniowym numerze Numizmatyka Krakowskiego (rok 1959), a przeszło rok wcześniej ukazała się publikacja, której uważna lektura mogła w tej sprawie wiele wyjaśnić. To jednak temat następnego wpisu. Na dziś wystarczy.

czwartek, 6 grudnia 2018

Moje przepowiednie na rok 2019.

Na jaki 2019? Przecież to potrwa tylko do trzynastego stycznia!
Co? Wszystko!
Nie wierzycie, to sami przeczytajcie
Może bym się tym nawet przejął, ale następna linijka tego wabika (bo to tylko wabik przecież) rozwiewa wszystkie obawy.
Zagładę wieszczy nie NASA, nie największe obserwatoria astronomiczne, tylko Gazeta Lubuska. Może są lepiej poinformowani?

Całkiem wiarygodne wróżby przedstawił na swoim blogu Tomasz Poniewierka. Pan Tomek podał daty trzydziestu aukcji numizmatycznych, które zaplanowano na przyszły rok. Odliczając dwa wakacyjne miesiące, daje to przeciętnie trzy aukcje miesięcznie. Prawdziwy armagedon (dla naszych portfeli rzecz jasna), bo raczej nie dla organizatorów aukcji. Chociaż i im może się czasem noga powinąć, bo na przykład nie zorientują się w porę, że ta trzyrublówka z 1836 albo trzydukatówka z 1794 wcale nie są takie stare, jak mogło by się wydawać. 
Oprócz "wróżby" na nowy rok, T. Poniewierka ofiarował nam jeszcze prolegomenę klasyfikacji półgroszy koronnych Aleksandra Jagiellończyka (wpis z 1 grudnia 2018). Ja to już sobie zarchiwizowałem w postaci pliku pdf. Tak na wszelki wypadek.

Kolejna przepowiednia, a raczej zapowiedź, sięga dalej w przyszłość, bo do roku 2020. Ma wtedy zostać udostępniona wystawa numizmatyczna w warszawskim Muzeum Narodowym (nareszcie!). A to dzięki hojności Fundacji im. Feliksa hrabiego Sobańskiego, która 23 listopada przekazała darowiznę Gabinetowi Monet i Medali MNW. Więcej szczegółów na stronie Fundacji.

No dobrze, na razie to wszystko przepowiednie, które znalazłem w natłoku informacji zwalającym się na głowę każdego dnia. A miały być moje. A'propos natłoku informacji - pod poprzednim wpisem, anonimowy czytelnik dodał komentarz:
Natłok informacji to problem. Jak je segregować, jak wyszukiwać najlepsze? Czasami zgromadzi się ich tyle, że nie wiadomo od czego zacząć. 
Zacząć najlepiej - przynajmniej ja tak uważam - od pogodzenia się z tym, że człowiek ma ograniczoną zdolność akumulowania informacji, w związku z czym nie należy mieć do siebie pretensji, że nie wszystko co ważne się zauważyło i zapamiętało. Choćby z tego powodu, że doba ma tylko 25 (w porywach nawet 26,8) godzin, a spać też kiedyś trzeba.

Dość dygresji. Wracam do szklanej kuli.
Przyjmując metodę gwarantującą co najmniej 50-procentową skuteczność prognozowania pogody, przewiduję, że rok 2019 będzie taki sam, jak rok 2018. Będą się ukazywać nowe monety, będą odkrywane nowe skarby, będą publikowane nowe katalogi i monografie numizmatyczne. Będziemy odkrywać nowe odmiany i warianty monet. Fałszerze i inni oszuści będą próbowali wyłudzać nasze pieniądze, a my, zależnie od wiedzy i szczęścia, albo niezdrowej ekscytacji i pecha, albo im te pieniądze damy, albo nie.
Będziemy się spotykać na giełdach, targach kolekcjonerskich, aukcjach, wystawach, wykładach, konferencjach, ale i przy stolikach w lokalach oferujących zacne posiłki i trunki i możliwość posiedzenia i porozmawiania o tym i owym.
Najważniejsze, że nadal będziemy polować na nowe okazy do naszych kolekcji. Czekam teraz na kilka listów, z mam nadzieję interesującą zawartością. Końcówka roku okazała się obfitsza w interesujące mnie monety w porównaniu do jesiennych miesięcy. Na razie przyniosłem z poczty takie sympatyczne miedziane maleństwo.
Szeląg z widocznymi niestety śladami pobytu w ziemi, ale bardzo ładnie, równo i centrycznie wybity. To, na co czekam, będzie i ładniej zachowane (przynajmniej w części) i mniej oczywiste, jeśli chodzi o katalogowe numerki.

Na koniec cytat z jednego z numizmatycznych forów, tytuł wątku:
Zamienię rok małpy na rok tygrysa 
Nie wiem, które zwierzę będzie patronować nadchodzącemu rokowi. Jeśli miałbym wybierać, to w tej roli widział bym na przykład królika (chyba jest w chińskim kalendarzu) albo kota. Przydało by się trochę spokoju.


niedziela, 2 grudnia 2018

Sprzątanie zakładek.

Chyba już kiedyś się w to na blogu bawiłem.
Co jakiś czas, ilość zakładek w tymczasowym folderze przeglądarki rośnie ponad miarę. Do tego folderu trafiają odnośniki do różnych stron. Albo do stron z informacjami potrzebnymi mi do opracowań, nad którymi właśnie siedzę, albo z informacjami, którymi chciałbym się podzielić z Wami, czytelnikami bloga, albo po prostu z odnośnikami do stron, które mnie zainteresowały, które po dokładniejszym sprawdzeniu trafiają do zakładek stałych, regularnie odwiedzanych.
Przed chwilą wyglądało to tak:
Stanowczo nagromadziło się ich zbyt wiele. Pora na porządki.
  1. https://www.mintbw.de/?lang=en - strona Staatliche Münzen Baden-Württemberg, konsorcjum w skład którego wchodzą mennica w Karlsruhe i mennica w Stuttgarcie.
    Zakładka została od czasu, kiedy poszukiwałem informacji o biciu monet Królestwa Polskiego 1917-1918 w Stuttgarcie. Korzystając z formularza kontaktowego, a później i z innych adresów (w tym pocztowego) próbowałem uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania (przede wszystkim w kwestii monet jednofenigowych, o których milczą oficjalne dokumenty). Odpowiedzi się doczekałem, ale tylko na listy, nie na pytania.  Zakładkę likwiduję.
  2. Wyniki wyszukiwania frazy "Johann Friedrich Klotzsch" wyświetlone przez Google.
    J. F. Klotzsch, to autor publikacji często pojawiający się w książkach i artykułach poświęconych mennictwu saskiemu drugiej połowy XVIII w. a więc dotyczących też bicia polskich miedziaków za Augusta III. Zakładka zostaje, bo od czasu do czasu wyszukiwarka zgłasza jakieś nowe wystąpienia wzmianek o Klotzschu.
  3. https://de.wikisource.org/wiki/Allgemeine_Deutsche_Biographie
    Link do niemieckiego słownika biograficznego. Przy okazji pracy nad mennictwem Augusta III często zdarza mi się szukać informacji o różnych związanych z nim ludziach. Allgemeine Deutsche Biographie to jedno z podstawowych do tego celu źródeł. Zakładka trafia do stałego folderu "A3S".
  4. Wikipedia - strona z informacjami o mennicy w Magdeburgu - po przeczytaniu artykułów pani Bennicke poświęconych miedziakom Augusta III i znalezieniu w nich informacji wskazujących na ich powiązanie z mennicą magdeburską, było to jedno z pierwszych miejsc, do którego skierowałem się poszukując dalszych informacji. Zakładka równioeż pozostaje, tyle że w folderze "A3S".
  5. https://www.numismaticnews.net/article/damage-dies-shows-coins
    Artykuł na internetowej stronie czasopisma Numismatic News omawiający ujawnianie się uszkodzeń stempli na tłoczonych nimi monetach. Mowa o śladach zderzeń stempli bez krążka monetarnego, tzw. duchach, śladach pęknięć stempli i innych ich uszkodzeń. Temat bardzo ważny ze względu na możliwość wnioskowania o autentyczności bądź nieautentyczności monet na podstawie widocznych śladów uszkodzeń stempli, odbitych na monecie. Zakładka pozostaje, wykorzystam ją w którymś z następnych wpisów na blogu.
  6. Link do jednego z filmów Krzysztofa Jurko w jego kanale na YouTube.
    Relacja z konferencji Muzeum na Zamku Królewskim i wykładu o politycznej genezie tymfa wraz z komentarzem autora filmu. Z ręką na sercu i wstydem przyznaję - jeszcze nie znalazłem czasu na obejrzenie, choć to tylko około pół godziny. Zakładka zostaje.
  7. https://www.bundesarchiv.de
    Jeszcze jedna zakładka, która na pewno zostanie, ale w folderze "A3S". Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.
  8. Link do wyniku wyszukiwania jednej z prac M. Gumowskiego w Bibliotekach Uniwersytetu Śląskiego i Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Chodziło o "Mennice krakowskie" - odbitkę z  Wiadomości Numizmatyczno-Archeologicznych z 1948 r. Zakładka wykorzystana, do skasowania.
  9. http://bazhum.muzhp.pl/czasopismo/150/
    Przegląd Historyczny, periodyk ukazujący się od roku 1905 w formie zdigitalizowanej (w większości). Dobre Źródło prac historycznych, w tym i numizmatycznych. Zakładka trafia do stałego folderu "Czasopisma".
  10. Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego - strona, na której udostępniono zdigitalizowane wydania "Gazety Bankowej" z lat 1921-1939. Nieocenione źródło dla badacza mennictwa II Rzeczpospolitej. Trafia do stałego folderu "Czasopisma".
  11. Muzeum Narodowe we Wrocławiu - strona informująca o wystawie czasowej "Skarb Średzki. Trzydziestolecie odkrycia". Co to był "skarb średzki" wyjaśniał nie będę. Wystawa ma trwać tylko do końca grudnia 2018. Już się na nią nie załapię, ale zachęcam - jeśli znajdziecie czas, wpadnijcie do Wrocławia na Plac Powstańców Warszawy 5. Zakładka do skasowania.
  12. http://mnk.pl/cykle/numizmatyka-czyli-co
    Cykl wykładów odbywających się w Krakowie u Czapskich - plan na najbliższe półrocze. Ja już zaznaczyłem w kalendarzu te, na które zamierzam się wybrać. Zakładka na wszelki wypadek zostaje.
  13. https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=xbqqrwdGLD0
    Znów YouTube. Tym razem film bardzo długi - zapis drugiej już sesji "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz" organizowanej przez GNDM. I tu mam zaległości. Na razie skończyłem na wykładzie D. Marzęty (o czym na blogu już pisałem). Zakładka zostaje - koniecznie muszę to obejrzeć do końca.
  14. https://szukajwarchiwach.pl
    Znów coś, co dotyczy mennictwa II RP - poszukiwałem informacji o archiwaliach Ministerstwa Skarbu. Namiary na interesujące mnie dokumenty zapisałem, zakładka do kosza.
  15. https://www.academia.edu
    Strona nie raz już tu polecana. Tym razem zapisałem sobie link do pracy zatytułowanej "Przechowywanie znalezisk archeologicznych: kolekcje prywatne a zbiory publiczne w kręgu cywilizacji europejskiej". Temat interesujący mnie ze względu na... Po prostu wydał mi się ciekawy. Praca pobrana, zapisana w moim prywatnym archiwum. Może posłuży za materiał do jednego z kolejnych wpisów na blogu. Link do skasowania. 
  16. https://www.tapatalk.com/groups/macrodroid/discussion/all
    Forum użytkowników MacroDroida - aplikacji na androidowe telefony. Od jakiegoś czasu używam. Forum okazało się bardzo pomocne przy tworzeniu zadań automatyzujących pewne czynności na smartfonie. Zakładka trafia do folderu "Telefony".
  17. https://www.tradera.com
    Tradera, to szwedzki portal aukcyjny, na którym od czasu do czasu udaje mi się coś kupić. Zakładka, to link do aukcji interesującego półtoraka Zygmunta III. Może uda mi się go upolować. Wtedy zakładka pójdzie do kosza, a ja pochwalę się nabytkiem na blogu. Rewers tej monety wygląda tak:
    Prawda, że interesująco?
  18. https://aukcjamonet.pl/
    Strona antykwariatu Michała Niemczyka - zapisałem w zakładkach tymczasowych w momencie, kiedy pojawiła się wiadomość o opublikowaniu pełnej listy na grudniową aukcję. Katalog już dokładnie przejrzałem - zakładka do skasowania.
  19. http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,12845.0/topicseen.html
    Koledzy z TPZN pochwalili się nową publikacją - katalogiem półgroszy koronnych Władysława Jagiełły. Jeszcze nie wiem, czy kupię, trochę to obok moich priorytetowych zainteresowań. Zakładka do kosza.
  20. Informacja o tymże katalogu, ale z forum https://www.poszukiwanieskarbow.com - też do kosza.
  21. https://www.facebook.com/groups/miedziakiPL/permalink/344089963059918/
    Informacja o jeszcze jednej publikacji - tym razem coś, co mnie bardzo interesuje - "Szczegółowy katalog groszy SAP 1765-1768". Już zamówiłem, zakładka do kosza.
  22. https://www.numisbids.com/
    Bardzo pożyteczna strona. Informacje o nadchodzących i zakończonych aukcjach numizmatycznych - można sprawdzać notowania aukcyjne różnych monet. Zakładkę przenoszę do folderu "Aukcje".
  23. http://numizmatykkrakowski.pl/
    Odnowiona strona krakowskiego oddziału PTN, a na niej między innymi
    Archiwalne numery Numizmatyka Krakowskiego - kiedy je pobiorę i zapiszę w swoim archiwum, zakładka zniknie, bo dodałem sobie kanał RSS do czytnika wiadomości.
  24. http://palacwguzowie.pl/aktualnosci
    Temat do wpisu na blog - do tego czasu zakładka zostaje.
  25. https://www.staffordshirehoard.org.uk/explore-the-hoard
    Coś dla oka. Jak już się nacieszę, zakładka zniknie.
  26. https://przekroj.pl/raczkowski
    Zakładka trafia do folderu "Czasopisma". 
  27. https://moja-numizmatyka.blogspot.com
    Blog pana Tomka, może w końcu z regularnymi wpisami (przyganiał kocioł garnkowi). W zakładkach tymczasowych z myślą o wykorzystaniu w najbliższym wpisie na blogu. Później do kosza, bo przecież mam subskrypcję wpisów z "mojej numizmatyki".
Dzięki temu wpisowi, ilość zakładek tymczasowych zmniejszyła się z 27 do 11,
a z tych jedenastu większość też zniknie w najbliższym czasie (o ile znajdę czas).
Czas. To dopiero temat!

Printfriendly