Google Website Translator Gadget

sobota, 15 lutego 2020

Johann Friedrich Stieler raz jeszcze.

Wspomniałem w poprzednim wpisie o promocji nowej książki o mennictwie Augusta III, która miała miejsce podczas szóstej już sesji wykładowej przed aukcją GNDM.
Wysłuchałem w Warszawie wystąpienia p. Piotra Anuszczyka. Kilka dni później, już w domu, jeszcze raz obejrzałem wystąpienie udostępnione z resztą wykładów przez GNDM. I dopiero w domu zwróciłem na fragment, w którym autor omawiając tymfa i orta z roku 1753 stwierdził, że stemple do nich wykonał J. F. Stieler. Nie ma na nich sygnatury rytownika, ale analogie rysunku tych monet z nominałami wyższymi, sygnowanymi, nie pozostawiają wątpliwości.
Sięgnąłem po katalog Kahnta i bez większych trudności znalazłem lipskiego tymfa 1753 r. z literą "S" na awersie (nr 685f).
Informacji o Stielerze szukałem już wcześniej i najbardziej rozbudowany jego życiorys znalazłem u Heinricha Kellera w książce "Nachrichten von allen in Dresden lebenden Künstlern" wydanej w Lipsku w 1788 r. czyli dwa lata przed śmiercią Stielera.
Przy okazji krótki wtręt techniczny. 
Czytanie osiemnastowiecznej niemczyzny nie jest rzeczą łatwą, nawet jeśli w grę wchodzi druk. Bardzo się ucieszyłem, kiedy znalazłem w sieci stronę reklamującą się nagłówkiem "Free Online OCR Convert JPEG, PNG, GIF, BMP, TIFF, PDF, DjVu to Text". Wśród rozpoznawanych języków i rodzajów pisma jest "German Fraktur", czyli gotyk albo szwabacha, jak zwykle nazywa się czcionkę widoczną na pokazanej wyżej stronie tytułowej książki Kellera. Bardzo ułatwiło mi to pracę nad "Miedzianymi monetami koronnymi Augusta III". 
Co można wyczytać u Kellera? Otóż tyle, że faktycznie Stieler spędził trochę czasu w Lipsku. Był tam dwukrotnie, najpierw korzystając z gościnności Martiniego i jego przyrodniego syne Meila. Później, od 1749 r. po nieudanej podróży po Europie, ponownie zatrzymał się w Lipsku u Meila, poznał profesora Christsa, uczonego, znawcę antyku i kolekcjonera monet. Za ich rekomendacją zaproponowano Stielerowi wykonanie prób stempli do mennicy, która miała zostać otwarta w Gubinie. Jego praca zyskała uznanie i począwszy od końca 1751, aż do przełomu 755/1756 Stieler był medalierem mennicy w Gubinie. Później wrócił do Drezna, gdzie był jednym z medalierów (razem z Pribusem). O Lipsku, jako miejscu pracy Stielera mowy nie ma. 
Produkcja mennicy gubińskiej w roku 1753 wyniosła około 37 milionów szelągów i ponad milion groszy. Oznaczało to konieczność wykonania niemal tysiąca par stempli (zakładając, że para stempli wytrzymywała bicie 40.000 monet). To wielka ilość, trzy pary stempli dzień w dzień przez cały rok, świątek i piątek. Nawet z pomocnikami, to trudne zadanie. A tu jeszcze te stemple dla Lipska. Większe, bardziej skomplikowane, bo przecież o tymfy chodzi. Widziałem w katalogu Kahnta informacje o stielerowskich stemplach dla Lipska, ale chodziło o monety późniejsze, z lat sześćdziesiątych. Tego tymfa jakoś przeoczyłem. Nie miałem więc powodu by zastanawiać się konfrontować ich z rejestrami mennicy gubińskiej.

Przeszło mi przez myśl, że ten tymf, to mogłaby być produkcja pod pruską kontrolą, późniejsza, prowadzona w czasie, kiedy Gubin został zamknięty. Krótka wymiana e-maili z P. Anuszczykiem i ten pomysł odrzuciłem. 
Pozostała jeszcze jedna opcja. Możliwość, że Stieler ograniczał się w Gubinie tylko do przygotowania punc, a wyrób stempli powierzano komu innemu - tu nie potrzebny był artyzm, tylko umiejętność pracy z metalem. Zwróciłem uwagę na liternictwo w legendach. Na tymfie pokazanym przez P. Anuszczyka na wykładzie, tymfie oznaczonym T53D.3.e litera T, na awersie i rewersie ma szeryfy w górę. 
Na T53D.3.d na awersie w górę, na rewersie w dół. 
Na ewidentnie gubińskich groszach z 1753 r. też są obie te wersje litery T. To może wskazywać na prawdopodobną obecność w tej mennicy co najmniej dwóch wykonawców stempli dysponujących dwoma nieidentycznymi zestawami punc. Niestety nie dotarłem do imiennego spisu personelu tej mennicy.
Ciekawe, na ile jeszcze natrafimy zagadek i niespodzianek dotyczących mennictwa Augusta III.

niedziela, 9 lutego 2020

Numizmatyczne spotkania.

Dawno, dawno temu, w trzeciej ćwierci XX wieku, jedynymi praktycznie okazjami do spotkań kolekcjonerów monet w szerszym gronie były zebrania organizowane przez oddziały PTA (od 1971 PTAiN). Nie mam dobrych wspomnień z tych spotkań. Atmosferą czasem nie odbiegały od spotkań handlarzy z pchlich targów. Bardzo rzadko zdarzało się, że młody kolekcjoner dostępował zaszczytu wglądu w klaser albo katalogi starszych "kolegów". Tak przynajmniej wyglądało to u nas na prowincji.
Po roku 1991 wiele się zmieniło. Numizmatycy rozstali się (formalnie) z archeologami, powstało PTN. Na zebraniach kół oczywiście nadal monety i literatura zmieniają właścicieli, ale oprócz tego regularnie organizowane są konferencje, sympozja, wykłady, wycieczki. Jest w czym wybierać.
Zaktywizowały się też placówki naukowe i muzealne. Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej i cykl wykładów "Numizmatyka, czyli co" na trwałe weszły w nasze kalendarze.
Na koniec dołączyły firmy numizmatyczne. Najpierw GNDM, później  ANMN, na szczęście nie ograniczające się w doborze tematów do działań marketingowo-reklamowych.
Na szóstą już sesję wykładową GNDM pojechałem łącząc przyjemność z obowiązkiem.
Po załatwieniu spraw służbowych, po odebraniu monety wylicytowanej na ostatniej czwartkowej aukcji WCN i odwiedzeniu Łazienek
dotarłem do Mariotta zwabiony  nie tyle wykładami, co zapowiedzianym drobnym drukiem, wydarzeniem towarzyszącym. Wykłady zdominowała numizmatyka średniowieczna. Wykładowcy znakomici, najlepsi z najlepszych i zawsze trzeba korzystać z okazji ich wysłuchania, ale jak to się mówi, bliższa koszula ciału. Tym razem magnesem była okazja do spotkania z autorem nowej książki.
 Okazało się, że wydarzenie towarzyszące - premiera katalogu "Tymfy i orty Augusta III Sasa 1752-1756" i spotkanie z jego autorem, Piotrem Anuszczykiem też przybrało formę wykładu.
Wykładu na tyle interesującego, że trzeba było zmienić plan sesji, która dla mnie niestety musiała skończyć się zbyt wcześnie. Decydowała godzina odjazdu ostatniego pociągu do domu. Brakło czasu na wykłady W. Garbaczewskiego i M. Woźniaka.
Czasu starczyło tylko na krótką rozmowę autorem katalogu niespodzianki. Niespodzianki, bo nigdzie  wcześniej nie natrafiłem na wzmianki o przygotowywanym opracowaniu tematu tak ciekawego i na dodatek w części zbieżnego z moimi ostatnimi zainteresowaniami.
Mam nadzieję, że 5 czerwca będę miał więcej czasu i wysłucham wszystkich wykładów siódmej sesji "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz".




środa, 29 stycznia 2020

Finis coronat opus!

Nareszcie koniec. Książka "Miedziane monety koronne Augusta III" jest gotowa i dostępna.
Zapraszam na zakupy.
Można kupić w formacie cyfrowym (e-book) albo zamówić egzemplarz drukowany.
https://sites.google.com/site/monetypolskie/

Spis treści:
  1. WSTĘP
  2. AUGUST III SAS (FRYDERYK AUGUST WETTYN)
  3. MENNICE MIEDZIANE AUGUSTA III
    1. DREZNO (DRESDEN)
    2. GRUNTAL (GRÜNTHAL)
    3. GUBIN (GUBEN)
    4. INNE MENNICE
      1. Lipsk
      2. Magdeburg
      3. Wrocław
      4. Lubowla (Lubownia)
      5. Szczecin
      6. Berlin
      7. Fałszerstwa z małych warsztatów
  4. OBIEG MONET — WIELKOŚĆ EMISJI
    1. SZELĄGI
      1. Drezno
      2. Grünthal
      3. Gubin
    2. GROSZE
      1. Gubin
      2. Grünthal
  5. DRUGIE ŻYCIE MIEDZIAKÓW AUGUSTA III
  6. OMÓWIENIE LITERATURY TEMATU
  7. LEGENDY, PORTRETY, HERBY
    1. AWERS
    2. REWERS
  8. OPIS CZĘŚCI KATALOGOWEJ
    1. TYPY SZELĄGÓW
      1. Typ drezdeński
      2. Typ gubiński
    2. TYPY GROSZY
      1. Typ gubiński
      2. Typ gruntalski
      3. Typy anomalne
  9. KATALOG
    1. ROCZNIK 1749 — SZELĄGI
    2. ROCZNIK 1750 — SZELĄGI
    3. ROCZNIK 1751 — SZELĄGI
    4. ROCZNIK 1752 — SZELĄGI
    5. ROCZNIK 1752 — GROSZE
    6. ROCZNIK 1753 — SZELĄGI
    7. ROCZNIK 1753 — GROSZE
    8. ROCZNIK 1754 — SZELĄGI
    9. ROCZNIK 1754 — GROSZE
    10. ROCZNIK 1755 — SZELĄGI
    11. ROCZNIK 1755 — GROSZE
    12. ROCZNIK 1758 — GROSZE
  10. INDEKS OSÓB
  11. LITERATURA
Gryząc palce czekam na pierwsze spostrzeżenia i oceny czytelników.

niedziela, 26 stycznia 2020

W numizmatyce widzisz tyle, ile...

Pan Damian Marciniak od kilku lat, w piątkowe wieczory poprzedzające kolejne aukcje zaprasza wszystkich żądnych wiedzy kolekcjonerów na sesje wykładowe pod tytułem "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz".  Inicjatywa świetna, wykłady ciekawe, na dodatek rejestrowane i udostępniane w internecie bezpłatnie wszystkim zainteresowanym.
Widoczna na powyższym zrzucie fragmentu ekranu z YouTube liczba wyświetleń, to nie łączna liczba wyświetleń wszystkich trzydziestu jeden filmów, a tylko liczba wyświetleń strony  z odnośnikami do wszystkich wykładów. Nie liczyłem ile odnotowano w sumie wyświetleń wykładów, ale przypuszczam, że granica dziesięciu tysięcy została przekroczona. Kanał YouTube z filmami GNDM subskrybuje przeszło jedenaście tysięcy osób, w większości zapewne aktywnych kolekcjonerów interesujących się czymś więcej, niż tylko gromadzeniem monet.
Miałem przyjemność uczestnictwa i w roli słuchacza i prelegenta. Polecam uczestnictwo w kolejnych sesjach - najbliższa już 7 lutego. Najlepiej osobiście, bo oprócz możliwości wysłuchania wykładów ma się jeszcze okazję do spotkań i rozmów w przerwach. A jest z kim i o czym rozmawiać!

Dzisiejszego wpisu nie zamierzam ograniczać do reklamy sesji wykładów GNDM. Rzecz w tym, że ich tytułowe hasło, to tylko jeden z możliwych wariantów.
Oczywistym jest, że kolekcjoner dysponujący wiedzą, ma przewagę nad kolekcjonerem nie przykładającym znaczenia do wiedzy numizmatycznej. Wiedzy o ludziach, historii, technice...
Przewagę daje też dobry wzrok - bo "...widzisz tyle, ile...", ale już tu daje się odczuć przewaga tych, którzy wiedzą na co patrzeć, nad tymi, którzy "patrzo, a nie widzo".

Wróćmy do tytułowego hasła. Co powiecie na takie jego zakończenie? W numizmatyce widzisz tyle ile chcesz widzieć. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy, ale to naprawdę nigdy, nie kupił monety w przeświadczeniu, że to coś rzadkiego (więc cennego), a co po bliższych oględzinach okazało się albo mało interesującą, pospolitą odmianą/rocznikiem. Im gorzej zachowana moneta, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś uzna ją za coś, czym nigdy nie była.

A taki wariant?  W numizmatyce widzisz tyle ile chcesz, by widzieli twoi klienci. Pół biedy, jeżeli naprawdę widzisz. Widzisz, bo wiesz, że jest taka możliwość i na dodatek jest to możliwość podnosząca atrakcyjność monety. Gorzej, jeśli dobrze widzisz, jak jest, a piszesz to, co chcesz by zobaczyli kupujący.

A ponieważ piszę o patrzeniu i widzeniu, nie może się obyć bez ilustracji.
Ten szeląg Augusta III od pewnego czasu jest oferowany, jako rzadka odmiana z literą L pod herbami.
Tej monety nie muszę brać w rękę i pod lupę, żeby stwierdzić, że to nie L, tylko T odwrócone do góry nogami.

A taka moneta? Na początek zdjęcie aukcyjne.
To, co widać pod herbami mocno zależy od tego, co chce się zobaczyć. Sprzedawca opisał monetę, jako szeląg 1772⊥. Co stoi na przeszkodzie, by uznać ją za 1752⅃? Powinien przeszkadzać zdrowy rozsądek i znajomość literatury. Powinien, ale czy na pewno? Przecież znane są przypadki odkrywania nieodnotowanych w katalogach odmian szelągów Augusta III.
Zobaczmy, cóż więc naprawdę jest na tej monecie.
Wersja z odwróconym L odpada. Wyklucza ją (czy na pewno?) szeryf u dołu po prawej. Odwrócone T, jak napisał sprzedawca też odpada (ale czy na pewno?), bo na środku pionowej kreski pojawia się coś, co sprawia, że możemy mieć do czynienia z odwróconą literą F. Możemy, ale czy na pewno to Ⅎ?
Nie jestem ortodoksyjnym zwolennikiem włączania do kolekcji wyłącznie monet idealnie zachowanych. Jestem natomiast ortodoksyjnym przeciwnikiem formułowania daleko idących tez na podstawie oględzin monet zachowanych na tyle źle, że ich stan dopuszcza więcej, niż jedną interpretację rysunku albo napisów.
To, co dziś napisałem, po pierwsze (mam nadzieję) będzie pomocą (ostrzeżeniem) dla wielu z Was, po drugie niech będzie usprawiedliwieniem dla odkładanej wielokrotnie daty zapowiadanej publikacji książki/katalogu szelągów i groszy koronnych Augusta III. Z problemami tu pokazanymi borykałem się tak wiele razy, że nie jestem w stanie ich zliczyć.
Koniec z odkładaniem terminu publikacji. Została mi jeszcze tylko okładka. Publikacja w przyszłym tygodniu. Szczegóły wkrótce.

P.S.
Od 29 stycznia 2020 książka jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/



piątek, 10 stycznia 2020

Nakłady monet obiegowych 2019

Na stronie NBP pojawiła się informacja o wysokości nakładów monet obiegowych z rocznika 2019.

1 grosz    - 413 520 000
2 grosze   - 167 115 000
5 groszy   - 116 100 000
10 groszy  - 128 700 000
20 groszy  -  58 320 000
50 groszy  -  54 990 000
1 złoty    -  60 750 000
2 złote    -  27 975 000
5 złotych  - nie wybito


Nakłady wysokie. Pozostaje tylko powtórzyć: 
Bicie jednogroszówek

to sztuka dla sztuki, albo wyrzucanie pieniędzy w błoto. Dwugroszówek też.

niedziela, 5 stycznia 2020

Kropka

Kolekcjonerskich radości i pogody ducha w nowym, dwa tysiące dwudziestym roku życzę Wam w pierwszym tegorocznym wpisie.

Kropka.
O kropkach piszę tu od pierwszego niemal postu. Kropki są na każdej prawie monecie - od antyku, po czasy najnowsze. Nic dziwnego, że temat powraca i pewnie powracać będzie.

Szelągi Augusta III bite w Dreźnie w latach 1749 i 1750, a od roku 1751 do 1755 w Gruntalu cechuje zachowanie rysunku zaprojektowanego przez Johanna Wilhelma Höcknera i Christiana Sigismunda Wermutha.

Widać oczywiście, poczynając od rocznika 1751, pewne uproszczenia w portrecie króla, ale reszta, łącznie z liternictwem i interpunkcją w legendach pozostaje niezmienna. Z małym, malutkim wyjątkiem. Na rewersie ostatniego szeląga, po dacie postawiono kropkę.
Przypadek? Nie sądzę. 
Nie sądzę, bo przypomniałem sobie pewien katalog, który mam na półce od jakiegoś czasu. Oto pierwszy jego fragment.
Jak widać, rzecz dotyczy niemieckich monet o przeszło wiek późniejszych. Wariant podkreślony, jak godny wyróżnienia, to dwudziestofenigówka z 1887 roku z gwiazdką pod nominałem. Pięćdziesiąt monet wybitych z gwiazdką upamiętniało uruchomienie produkcji w nowootwartej mennicy w Muldenhütten
I fragment drugi.
Poprzedni właściciel trochę pokreślił w katalogu, zaznaczając jak sądzę posiadane przez siebie monety. Nie miał jednej z ciekawszych monet z tego typu, mianowicie feniga z roku 1887 z literą E i kropką po PFENNIG. Jednej z dwudziestu pięciu jednofenigówek wybitych dla upamiętnienia zakończenia produkcji w mennicy drezdeńskiej.
Czy możliwe, że kropka po dacie na gruntalskim szelągu z 1755 r. to nie przypadek, tylko świadome zaznaczenie, że to ostatni rok działalności mennicy przy Saigerhütte Grünthal? Myślę, że to całkiem prawdopodobne.
Przy okazji, rocznik 1755 jest najmniej liczny wśród gruntalskich szelągów. Trochę ponad dwa i pół miliona sztuk wobec przeszło dziesięciomilionowych nakładów z poprzednich dwóch lat. 2,5 miliona to mało, ale nie tak mało by uzasadnić obserwowaną rzadkość tego rocznika na rynku. W ubiegłym roku nie zauważyłem ani jednej oferty szeląga 1755 bez literki pod herbami. A rzadkie, drezdeńskie roczniki 1749 i 1750 oferowano kilkakrotnie!
Może część transportów monet z ostatniego rocznika działalności gruntalskiej mennicy nie dotarła do miejsc przeznaczenia? Rzadkość tych monet sugeruje, że mogło to dotyczyć większości transportów.

Nie tylko o kropkach tu pisuję. Kiedyś, niestety nie pamiętam, w którym wpisie, marzyłem sobie, że mogłaby powstać baza danych zawierająca informacje o personelu naszych mennic - zarządców, mincmistrzów, wardejnów, rytowników itd. Poszukując informacji do książki o miedziakach Augusta III trafiłem na "Biographisches Lexikon der Münzmeister, Wardeine, Stempelschneider und Medailleure von der Renaissance bis zur Gegenwart".
Czyli można. Da się coś takiego zrobić. Bazie daleko jeszcze do kompletności, ale jest. Jest pomocna, bo oprócz podstawowych informacji o ludziach, zawiera odsyłacze do źródeł, a te drogowskazy prowadzą często w bardzo ciekawe miejsca. 

niedziela, 22 grudnia 2019

Najnudniejsze zajęcie na świecie.

Nadszedł ten etap pisania książki o miedziakach A3S, którego obawiałem się od dawna - tworzenie indeksów, tabeli konkordancji i na koniec korekta.
Kto tego nie ćwiczył, nie zrozumie.
Niestety, o czym już pisałem, edytor Ridero dostarcza wyłącznie mechanizmy automatycznego tworzenia spisu treści (o ile pamięta się o konsekwentnym stosowaniu stylów) i tworzenia przypisów. Indeksy trzeba tworzyć ręcznie. Nie dość, że zajęcie nudne, to jeszcze łatwo coś istotnego przeoczyć.
Tabela konkordancji, moim zdaniem w tym przypadku niezbędna, siłą rzeczy musi być rozbudowana. O ile nie ma problemu z katalogami popularnymi, typu Kopicki, Parchimowicz, Kahnt, to Czapski, Kamiński+Żukowski i Gumowski (Gubin i jego mennice) zmuszają do wysiłku i wymagają przemeblowania okolicy. Dała by mi żona popalić, gdybym próbował czegoś takiego przed świętami! Najlepiej mieć pod ręką duży stół i otwarte wszystkie te katalogi. Takiego stołu, ani miejsca nań nie mam, musiałem więc poradzić sobie inaczej. Kilka godzin skanowania, obróbki w OCR (by móc korzystać z wyszukiwania tekstowego) i praca staje się wygodniejsza. Brak podręcznego stołu - wróć! - drugiego monitora pracy nie ułatwia, ale i tak jest łatwiej niż zrywanie się co chwilę od klawiatury, żeby zajrzeć do tej, czy innej książki.
Na deser (???) zostawiam sobie korektę ortograficzną i gramatyczną. W ortograficznej pomaga edytor, w gramatycznej pamięć i SJP. Korekta rzeczowa trwa cały czas. Najlepiej byłoby powierzyć ją komuś innemu, ale gdzie znaleźć kogoś kto primo, zna temat, secundo, nie będzie próbował narzucać swoich poglądów. Ten etap zresztą już przećwiczyłem z lepszym lub gorszym skutkiem. Częściej gorszym.

P.S.
Od 29 stycznia 2020 książka jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/


Pora na monetę.
Jeden z niedawnych nabytków z Allegro. Okazuje się, że mimo "udoskonaleń" serwisu, udaje się od czasu do czasu kupić coś ciekawego.
Bydgoski półtorak Z3W z 1621 r. "Populares", nieprawdaż? A może nie?

Na wszelki wypadek, gdybym nie znalazł czasu, że by tu coś napisać przed świętami, wszystkim Czytelnikom - RADOSNYCH ŚWIĄT, z wszystkimi oczywistościami: spotkaniami rodzinnymi, prezentami, obżarstwem, lenistwem i niektórymi innymi grzechami głównymi.


czwartek, 12 grudnia 2019

Kto nabił tę puncę?

Niedawno na Allegro zakończyła się aukcja pięciozłotówki z 1933 roku w stanie zachowania ocenionym przez NGC na AU58 - prawie mennicza. W tytule aukcji oprócz nominału, rocznika i stanu zachowania dodano informację "z puncą JCh". Przyznacie, że kogo, jak kogo, ale mnie ten dopisek musiał zaintrygować. Moneta wygląda tak.
Wprawne oko oprócz puncy przy nodze Orła wypatrzy drugi jej odcisk na rewersie, na godzinie 4:30. Z bliska punca wygląda tak.
W porównaniu z puncą Czapskiego - duża.
Moneta poszła za 511 złotych, ale to nie ja ją kupiłem. Nie ja też nabiłem tę puncę. W opisie aukcyjnym, sprzedawca dodał jeszcze, że "Dotarliśmy do jednego notowania monety z taką puncą, była to moneta OST 2 kopiejki 1916". Mamy więc do czynienia z puncą własnościową, kolekcjonerską najprawdopodobniej. 
Czyją? Kiedy nabitą?
Czy ktoś z Was zna odpowiedź?

August III prawie na ukończeniu. Prawie, bo natrafiłem na kolejne zapomniane dziełko.
Wiadomości o wszystkich w Dreźnie żyjących artystach.
Są w nim wymienieni i opisani między innymi drezdeńscy medalierzy Christian Sigismund Wermuth
oraz Johann Friedrich Stieler.
Te dwie notatki to w sumie kilkanaście stron do przetłumaczenia i sprawdzenia, czy nie ma tam jakichś nieznanych mi dotąd powiązań z interesującym mnie tematem. Oprócz tego muszę jeszcze sprawdzić, czy przy którymś z innych nazwisk nie pojawiają się informacje o związkach z mennictwem. Szkoda, że format pliku nie pozwala na wyszukiwanie tekstowe.
Nie ma w książce nic o Carlu Christianie Pribusie, który zmarł rok przed wydaniem książki. Ciekawe, czy Keller miał zebrane wiadomości na jego temat i nie umieścił ich w książce, bo ta dotyczy "w Dreźnie żyjących", czy po prostu nie uznał go za artystę.

wtorek, 26 listopada 2019

Rozpoznanie bojem. Albo walką - co kto woli.

Za Wikipedią:
"Rozpoznanie walką – sposób przeprowadzenia rozpoznania taktycznego przez wydzielone siły i środki ... w celu zdobycie najbardziej wiarygodnych informacji. Rozpoznanie walką prowadzi się w czasie przygotowywania działań lub w trakcie ich trwania, gdy zdobycie pożądanych informacji innymi sposobami jest niemożliwe. Po wykonanym zadaniu, siły prowadzące rozpoznanie walką mogą atakować lub wycofać się."
Odrzuciłem najbardziej wojskowe fragmenty definicji, bo moje rozpoznanie bojem (walką) jest jak najbardziej pokojowe. Kluczowe fragmenty podkreśliłem.

Rzecz w tym, że powoli (bardzo powoli) ale systematycznie zbliżam się do momentu ukończenia pracy o szelągach i groszach koronnych Augusta III, co oznacza konieczność podjęcia decyzji o sposobie jej opublikowania.
Wcześniejsze moje doświadczenia w tej kwestii kierują mnie w stronę publikacji w formie cyfrowej (e-book) i to pomimo konkretnej i powtarzanej ofercie pomocy w wydaniu książki drukiem. Powodów jest wiele; zaczynając od uwarunkowań finansowo-prawnych, na lenistwie kończąc. Od trzech lat sprzedaję swoje katalogi specjalizowane w formie e-booków i jestem z tej formy zadowolony. Zero wysiłku związanego z dystrybucją i rozliczeniami z urzędem skarbowym przy stałym strumyczku wpłat na konto. Strumyczku, nie rzece, ale sączącym się stale. Krótko mówiąc - dochód pasywny, czyli to, co lenie lubią najbardziej.
Za Wikipedią:
"Dochód pasywny – oznacza dochód bez stałego angażowania własnej pracy. Dochód pasywny otrzymywany jest wtedy, gdy raz wykonana praca (akcja, działanie) przynosi zyski, przez określony czas."
Z drugiej strony, regularnie jestem proszony o wznowienie sprzedaży drukowanych katalogów. Niedawno nawet zdarzyło mi się podpisywać katalogi, które jeden z kolekcjonerów (za moją zgodą)  wydrukował i oprawił, niemałym jak sądzę kosztem - wcześniej kupując je w formie e-booków. Zacząłem więc szukać możliwości jednoczesnego zadowolenia mojego lenistwa i chęci posiadania drukowanych katalogów deklarowanej przez niektórych kolekcjonerów.
Zainteresował mnie projekt RIDERO.
Nie dość, że oferujący sprzedaż w wielu księgarniach internetowych, to dodatkowo umożliwiający nabywanie wersji drukowanej, na zasadzie druku na zamówienie i to w całkiem rozsądnych kosztach. Poczytałem opinie na jego temat, sprzeczne, jak to zwykle w Internecie i "w celu zdobycie najbardziej wiarygodnych informacji" postanowiłem wypróbować jego możliwości na publikacji mniej obszernej. Oczywistym kandydatem był pierwszy tom mojego katalogu - Królestwo Polskie 1917-1918. Tym bardziej, że od czasu ostatniej jego aktualizacji dotarłem do nowych informacji.
Pierwsze próby wypadły zniechęcająco. Edytor na stronie Ridero jest jak dla mnie nadmiernie samodzielny. Do tego stopnia, że nie mogłem skorzystać z oferowanej możliwości publikacji poprzez ładowanie pliku  LibreOffice albo MSWord. Gdybym pisał opowiadania albo powieść, byłoby OK. Niestety w przypadku katalogu z tabelami i zdjęciami cały układ rozsypywał się w coś nie do przyjęcia. Metodą prób i błędów doszedłem do tego, jak uzyskać akceptowalną formę publikacji. Kilka wieczorów (August III zgodził się troszkę poczekać) i jest!
https://ridero.eu/pl/books/specjalizowany_katalog_monet_polskich_krolestwo_polskie_1917_1918/
Można zamawiać wersję cyfrową, można drukowaną. Jeśli ta forma dystrybucji się sprawdzi, książka o saskich miedziakach pojawi się w tym samym miejscu, a później pewnie i pozostałe katalogi i może coś jeszcze.

P.S.
Nie mają szczęścia niemieckie muzea. Najpierw Berlin i ta stukilogramowa, złota "moneta", teraz Drezno... Cztery lata temu podziwiałem zbiory Grünes Gewölbe, w tym i "zniknięte" brylanty. Jeśli to nie kradzież dla okupu, jeśli precjoza zostaną pocięte, brylanty wyłuskane i rozproszone, to strata będzie niewyobrażalnie wielka.
Swoją drogą, chyba zanadto ufamy elektryczności. Pstryk! i nic nie działa. Armagedon. Można wszystko i jednocześnie nic nie można. Trafiłem kiedyś na takie czytadło: "Blackout : najczarniejszy scenariusz z możliwych" napisane przez Marca Elsberga. Warto przeczytać, choćby po to, żeby uzmysłowić sobie co oznacza brak prądu w skali kraju albo kontynentu, trwający dłużej niż tydzień. To coś, czego konsekwencje trudno sobie wyobrazić.

P.P.S
3 grudnia 2019
Rozpoznanie bojem zakończyło się sukcesem. Drukowany egzemplarz autorski dotarł dziś - jest OK. Raport sprzedaży za listopad też napawa optymizmem. W końcu to było tylko kilka dni. Dziękuję wszystkim nabywcom i odwiedzającym stronę książki.
Wobec powyższego kontynuuję pracę na pełnych obrotach nad publikacją książki o miedziakach A3S przez Ridero.

P.P.P.S.
Od 29 stycznia 2020 książka jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/

P.P.P.P.S.
Od czerwca 2026 wszystkie moje katalogi można kupować wybierając format na stronie https://sites.google.com/site/monetypolskie/

piątek, 8 listopada 2019

Jedna ciekawostka i trzy zaproszenia.

Od ciekawostki zacznę. Wyobraźcie sobie, że są na świecie mennice, które od dziesięcioleci, regularnie, bez żadnych ponagleń i przypomnień publikują szczegółowe dane o swojej działalności. Bardzo szczegółowe dane, teraz dostępne od ręki na dwa kliknięcia.
Tak, chodzi o mennice z USA, ale nie tylko.
Dane, które mam na myśli można pobrać ze strony https://www.usmint.gov/
albo znaleźć w amerykańskich numizmatycznych tygodnikach. Tak. Tygodnikach, a nie miesięcznikach albo kwartalnikach. Nie tylko o wielkości produkcji. Publikuje się też dane o sprzedaży monet kolekcjonerskich i bulionowych. To nie moja bajka, ale gdybym bawił się w "małego inwestora", śledziłbym te dane bardzo uważnie.
Pisałem tu kiedyś o sprawozdaniach znalezionych w zaoceanicznych bibliotekach cyfrowych.  Są w nich dane nie tylko o monetach, ale i o narzędziach do ich produkcji - o stemplach.
Teraz ciekawostka właściwa. Kilka przykładów danych o wydajności stempli jednocentówek z Lincolnem.
Rok 1909 - parą stempli bito około 150 000 monet. 1914 - niecałe 200 000. Z niewielkimi zmianami było tak do lat 70-tych XX w. do momentu zmiany stali używanej do wyrobu stempli i nowej technologii ich utwardzania. Od tego czasu stemplami awersu bito około miliona centów, rewersu 1,2 miliona. W latach 80-tych żywotność stempli pogorszyła się, bo zaczęto bić centy na krążkach cynkowych powlekanych miedzią zamiast na miedzianych. Ilość monet bitych parą stempli spadła - w 1985 r. stempel awersu wystarczał na 680 000 monet, rewersu na 850 000.
Jeśli, jak wynika z pierwszej ilustracji, w roku 2019 obie mennice wybiły łącznie 6,27 miliarda centów, to wymagało to użycia ponad 9200 stempli awersu i prawie 7400 stempli rewersu. Jeśliby mennice pracowały na okrągło, przez 365 dni w roku, to każdego dnia trzeba by w nich wykonywać ponad 20 par stempli.
A swoją drogą, po co im tyle jednocentówek???

Teraz zaproszenia.
Najpierw na najbliższy, poświąteczny wtorek, do Czapskich.
Warto wybrać się wcześniej i zwiedzić wystawę czasową poświęconą fałszerzom i ich wyrobom. Ja mam to już za sobą.

Dwa dni później, też u Czapskich, dwa wykłady prof. Koray'a Konuk'a (CNRS-Uniwersytet Bordeaux Montaigne):
  •  “The 2015-2018 archaeological campaigns at Euromos in Caria" (rozpoczęcie: 13.00)
  •  “A recent project in digital humanities: Historia Numorum Online” (rozpoczęcie ok. 14.30)
Termin: 14 listopada 2019 r. (czwartek)
Miejsce: sala audiowizualna Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, Kraków, ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 12.

Krótki odpoczynek i z dawnej stolicy przenosimy się do obecnej.
Wykład, jak widzicie, w ramach promocji Szesnastego Międzynarodowego Kongresu Numizmatycznego, który odbędzie się w Warszawie w dniach od 19  do 24 września 2021 r. Pozornie to daleka przyszłość, w rzeczywistości to prawie pojutrze. Szczegóły na oficjalnej stronie Kongresu http://inc2021.pl/.
Zwróćcie uwagę, na zakładkę "Registration". Wysokość opłat w pierwszym odruchu odrzuca. Uważniejsza lektura to pierwsze wrażenie łagodzi. Członkowie PTN mają dużą zniżkę, studenci takoż, większą, jeśli zarejestrują się odpowiednio wcześnie (Early bird fee). Warto zastanowić się nad odłożeniem paru złotych, bo taka okazja do obcowania z numizmatyką i numizmatykami przez duże, duże N nieprędko się powtórzy.


środa, 16 października 2019

Osiołkowi w żłoby dano...

Pierwszego października skarżyłem się na niemożliwe do ogarnięcia bogactwo oferty nadchodzących i ledwo co zakończonych imprez numizmatycznych. Na szczęście nie stało się tak, że "...oślina pośród jadła - Z głodu padła.".
Wyboru dokonałem i pomimo miłego zaproszenia z Warszawy, 5 października zameldowałem się w Krakowie na TWNA i nie żałuję.
Było (jak zwykle) bardzo ciekawie. I na wykładach

 
i podczas zwiedzania niedawno otwartej wystawy czasowej "UWAGA! FAŁSZERSTWO", na której pokazano falsyfikaty na szkodę emitentów i na szkodę zbieraczy od antyku aż po PRL.
 Nie mogło oczywiście zabraknąć fałszerskich narzędzi - stempli wykonanych przez Majnerta.
 Pokazano fragmenty skarbów złożonych wyłącznie z monet fałszywych (oczywiście z epoki).
 Oglądaliśmy XIX-wieczne fałszerstwa (i monety fantazyjne, nie mające odpowiedników wśród monet oryginalnych) często produkowane, co tu dużo mówić, właściwie na zamówienie kolekcjonerów pragnących pochwalić się unikatami niedostępnych innym zbieraczom.
 Wśród monet nowszych zwracały uwagę przedwojenne falsyfikaty na szkodę emitenta unieważnione przez perforację (o wymyślnych kształtach). Najbardziej zaskoczyło mnie, że między nimi były też monety o najniższych nominałach - 1 i 2 grosze. Mam w zbiorze fałszywe pięciogroszówki, ale nie przypuszczałem, że komuś mogło się opłacać podrabianie drobniejszych nominałów.
Obok pokazano falsyfikaty, na które codziennie natykamy się na aukcjach internetowych i giełdach staroci. Szkoda, że nadal wielu zbieraczy i to nie zawsze tych początkujących nabiera się na te wyroby.
 Na wystawie nie pokazano falsyfikatów monet III RP. Powodem są ograniczenia nakładane przez Narodowy Bank Polski. Najnowszymi falsyfikatami na szkodę obiegu były monety z okresu PRL.
Tematyka naśladownictw i fałszerstw pojawiła się, jak widzicie, i podczas wykładów. Żywa dyskusja rozgorzała po wykładzie profesora Mariusza Mielczarka. Obecni z niedowierzaniem słuchali o praktycznie przemysłowej produkcji monet antycznych na południu Europy, o problemach z ustalaniem autentyczności monet, które pojawiają się jako unikaty, nieznane z kolekcji muzealnych, nienotowane w literaturze naukowej ani na aukcjach i  perfidii osób rozprowadzających falsyfikaty. Perfidii polegającej na próbach uwiarygadniania falsyfikatów poprzez podrzucanie ich na stanowiskach archeologicznych i dodawanie do nieopracowanych skarbów przechowywanych w muzeach. A po tym wszystkim wystawa, z której wiele eksponatów, wielu zbieraczy kupiłoby, wierząc święcie, że to oryginały!
Coraz bardziej musimy uważać przy nabywaniu nowych okazów do zbiorów i to bez względu na to, czy chodzi o monety rzadkie i kosztowne, czy pospolite, wręcz tanie.

Podczas dyskusji między wykładami i w rozmowach w czasie zwiedzania wystawy, pojawił się też temat masowej, chińskiej produkcji współczesnych monet polskich (i nie tylko). Było nie było, jest to podrabianie oficjalnego pieniądza państwowego, wszystko jedno, czy chodzi o monety obiegowe, czy kolekcjonerskie. Do tej pory proceder ten, pomimo sygnałów ze środowiska kolekcjonerskiego, nie wywoływał żadnej oficjalnej reakcji ze strony NBP. Nie znaczy to, że import i sprzedaż tych wyrobów zawsze pozostaną bezkarne. Niecały tydzień po zakończeniu TWNA przeczytałem taką wiadomość:

29-latek z Opoczna na różnych portalach aukcyjnych oferował do sprzedaży fałszywe pieniądze kolekcjonerskie. Przeszukując jego mieszkanie policjanci znaleźli 5 tysięcy numizmatów różnych walut, a także aktualnie używanych w obiegu. Mężczyźnie grozi kara do 10 lat więzienia.
Opoczyńscy kryminalni ustalili, że mężczyzna monety - które nie były oryginałami - kupował przez Internet z różnych źródeł, w tym z portali międzynarodowych. Wszystkie sprzedawał później jako autentyczne. Tymczasem wiadomo już, że przynajmniej część z oferowanych przez mężczyznę monet była podrobiona.
Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: przygotowania do sprzedaży oraz sprzedaży podrobionych monet. Za handel podrobionymi pieniędzmi grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Decyzją prokuratora wobec mężczyzny zastosowano dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe.
Mowa, zauważcie, o podrabianych pieniądzach - o pieniądzu obiegowym. Niestety, jak dotąd nie natknąłem się na żadną wzmiankę, że komukolwiek postawiono zarzuty w związku ze sprzedawaniem fałszywych monet historycznych, niebędących pieniądzem obiegowym. A szkoda, bo kilku zajmujących się tym gagatków grasujących na Allegro znają wszyscy uważni bywalcy forum TPZN.

wtorek, 1 października 2019

Róg obfitości

Prawdziwy róg obfitości. Taki jak w ręku Fortuny na małym brąziku Galiena.
Oczywiście mam na myśli obfitość wydarzeń numizmatycznych, które przyniosła nam tegoroczna jesień. I nie tylko o znakomite aukcje mi chodzi. Co tam aukcje, kiedy przychodzi wybierać między:
  • otwarciem nowej wystawy czasowej u Czapskich (19.09.2019),
  • Seminarium Numizmatycznym w Praszce pod hasłem „Kolekcjonerstwo, kolekcje i kolekcjonerzy numizmatyczni” (21.09.2019),
  • Międzynarodową Konferencją Numizmatyczną NUMISMATICA CENTROEROPAEA IV w Kremnicy (23-26.09.2019),
  • Toruńskimi Warsztatami Numizmatyki Antycznej (też u Czapskich) (4-5.10.2019),
  • kolejną sesją wykładową organizowaną przez Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka (5.10.2019),
  • Pomorską Sesją numizmatyczną w Gdańsku (4-5.10.2019),
  • Targami Kolekcjonerskimi w Poznaniu (19.10.2019).
I to  wszystko w ciągu jednego miesiąca, a wypisałem tylko te wydarzenia, w których miałem i mam ochotę wziąć udział. Najbardziej żałuję, że brakło mi urlopu, żeby pojechać do Kremnicy. Raz, że miejsce piękne, dwa, bo grono prelegentów i tematyka gwarantowały moc wrażeń. Trudno, pozostaje czekać na zapowiedziane na rok 2020 wydanie materiałów pokonferencyjnych.

A skoro już przy wydawnictwach jesteśmy, to też nie ma na co narzekać. W ostatnim czasie wydano:
i piękne katalogi aukcyjne. Zapowiedziano też kolejne ciekawe publikacje - "Katalog polskich medali XIX-wiecznych" Jacka  Strzałkowskiego i ostatnią, pośmiertną (niestety) książkę Jarosława Dutkowskiego.
Śmierć dr. Dutkowskiego, jak przypuszczam, całkowicie pokrzyżowała plany internetowych wydań Przeglądu Numizmatycznego. Nie wiadomo, czy SNP będzie kontynuowało plany w tym zakresie. Szkoda, bo w tej chwili brak regularnie (i często) ukazującego się czasopisma dla kolekcjonerów monet. Zwykłych kolekcjonerów, niekoniecznie zainteresowanych numizmatyką, jako nauką. Facebook z mnogością rozproszonych profili firmowych, muzealnych, stowarzyszeniowych i prywatnych nie zastąpi pigułki informacyjnej w postaci drukowanego miesięcznika (marzyłby mi się tygodnik!) albo aktywnie redagowanego portalu internetowego.

Do tego wszystkiego dochodzi żmudna (naprawdę żmudna) praca nad wykończeniem książki o saskich miedziakach. Nie dziwcie się więc, że ostatnio nie mam czasu na nowe wpisy na blogu.
Poza tym, na monetach świat się nie kończy. Czasem trzeba oderwać się od monitora, książek, giełd i pooddychać świeżym powietrzem.

czwartek, 5 września 2019

Tak długiej przerwy jeszcze nie miałem.

Żyję i mam się dobrze, ale...
Często tu powtarzałem, że na monetach świat się nie kończy. Tak się składa, że w tym półroczu monety musiały oddać pole innym aktywnościom. I dobrze.
Oczywiście stale pracuję nad miedziakami Augusta, ale w tej dziedzinie nie zdarzyło się nic na tyle spektakularnego, by zasłużyć na wpis na blogu.

Eleniasz (pozdrowienia) napisał ostatnio o swoich sukcesach i porażkach w aukcyjnych bojach o srebro SAP. Ja niestety musiałbym ograniczyć się do ubolewania nad porażkami. Na aukcjach "żywych" w tym roku nie upolowałem nic. Z jednej strony żal, z drugiej - kupka na przyszłe zakupy rośnie, choć nie sądzę by na tyle, bym miał szanse na zbliżających się aukcjach GNDM, Niemczyka czy PDA. To, co chętnie bym do zbioru włączył, albo już na etapie ceny wywoławczej przebija poziom, który uważam za rozsądny, albo lokuje prawdopodobieństwo wygranej na poziomie prawdopodobieństwa trafienia szóstki w Lotto, bo pamiętam przebieg poprzednich aukcji. Nic to.

Nie tylko nieszczęścia chodzą parami.
Wczoraj, najpierw trafiło do mojej skrzynki zaproszenie na otwarcie nowej wystawy czasowej u Czapskich.
Chętnie bym do Krakowa pojechał, ale ten termin mam od dawna zaklepany na "inne aktywności". Ledwo podziękowałem za zaproszenie, przepraszając, że nie przyjadę, dostałem informację o innym krakowskim wydarzeniu.
Ten termin (przynajmniej częściowo) mam wolny. Będą dwie pieczenie na jednym ogniu, bo ostatnim punktem programu jest zwiedzanie wspomnianej wyżej wystawy czasowej.

Żeby nie było, że do zbioru nic nie przybywa.
Tylko tyle i aż tyle. Aż, bo gros zakupów kartą przecież, ale mam czas.


Printfriendly