Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 6 lipca 2020

5 groszy 1840 - f/c

Dotarła do mnie moneta, o której pisałem 19 i 29 czerwca.
Kiedy się wie, na co należy zwrócić uwagę, zidentyfikowanie "nowego" wariantu jest łatwe. Cyfry w dacie wyglądają tak:
Cyfra 5 w nominale tak:
Ogon Orła tak:
I wszystko jasne. A jeżeli niejasne, to proszę wrócić do wpisu z 19 czerwca
Wariant c odmiany f jest faktem. Odpowiednie zmiany wprowadziłem już w katalogu
Staram się zawsze, by nowe wydania, albo korekty nie prowadziły do zmian numeracji. Tak jest i teraz, ale troszkę zamieszania i tak powstało. Wariant f/b miał w opisie "wąskie oczka w ósemce". Musiałem to zmienić, bo porównajcie sami. 
W związku z tym, w opisie wariantu f/b mamy teraz oczka średnie, zamiast wąskich. Te są oczywiście w opisie wariantu f/c.
Wróćmy jeszcze na moment do opisu z aukcji GNDM.
Hybryda łącząca emisje wczesne (szeroki ogon) z późnymi (wąski ogon). Rewers z wąskimi, wysokimi oczkami ósemki w roczniku (jak dla odmiany b/b), ale w połączeniu z awersem z wąskim ogonem orła (z krótkimi piórami przy łapach).
Okazuje się, że na miano hybrydy zasługuje nie nowy wariant f/c tylko wspomniany przez GNDM wariant b/b. Dlaczego? Zobaczmy najpierw zdjęcie.
Na awersie jest orzeł starego typu - "szeroki ogon" bez dodatkowych pęczków piór między ogonem, a łapami. Na rewersie... Rewers jest dokładnie taki, jak w wariancie f/c. Kluczem jest kształt cyfry 5 - taki jaki jest na wszystkich wariantach z nowym orłem na awersie - wąski ogon z dodatkowymi pęczkami piór między ogonem, a łapami. Dlaczego więc nie uznać tego wariantu, jako przejściowego, na którym awers jest jeszcze stary, a rewers już nowy? Dlatego, że f/c powinniśmy uznać na wariant bity najpóźniej, a powodem takiego podejścia jest kształt ósemki w dacie. Wróćcie do zdjęcia z porównaniem dat trzech wariantów odmiany f. Ósemka o kształcie jak na f/a jest taka, jak na wszystkich wcześniejszych odmianach od a (której nigdy nie widziałem na żywo) aż do e.

Odpowiednie zmiany wprowadziłem też w tabeli z chronologią odmian i wariantów

P.S.
Od kilku dni nie działa strona Stowarzyszenia Numizmatyków Profesjonalnych, strona z której między innymi można było pobierać archiwalne numery Przeglądu Numizmatycznego w formacie pdf. Jeśli ktoś ich sobie wcześniej nie zarchiwizował, nich żałuje, bo było tam wiele ciekawych artykułów. 
Ot, jeszcze jeden dowód na to, że nie należy zanadto wierzyć w to, że "w internetach nic nie ginie". 
Ginie!
  

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Na koniec czerwca.

Tytuł taki nijaki, bo powinienem  (i chcę) napisać o sprawach różnych, częściowo związanych z wpisem poprzednim, a częściowo całkiem niezależnych. Tak bywa. są podobno dwie grupy ludzi piszących. Do jednej należą ci, którzy mają problem z pierwszym zdaniem, do drugiej ci, co zarywają noce próbując wymyślać tytuł do już gotowego tekstu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jak się już pierwsze zdanie napisze, obojętnie jakie, to opowieść potoczy się sama. A tytuł? Jakoś to będzie...

Zacznę od ciekawostki. Mimo, że książka o miedziakach Augusta III już dawno skończona, nadal mam aktywne alerty związane z tym tematem. Niedawno wyskoczył link do katalogu niemieckiej biblioteki cyfrowej. Oczywiście sprawdziłem, co też tam znalazło się ciekawego, powiązanego z miłymi memu sercu miedziakami.
Chodziło o dokument z Sächsisches Staatsarchiv zatytułowany Verordnung über den Ankauf geringhaltiger polnischer Schillinge für die Saigerhütte Grünthal, deren Einschmelzung und Übersendung der Granalien gegen Bezahlung an die Dresdner Münze. Już tłumaczę.
Rozporządzenie w sprawie zakupu drobnych polskich szylingów dla Saigerhütte Grünthal, ich stopienia i przesłania granulatu za opłatą do mennicy w Dreźnie.
Znam tylko tytuł, treści nie, ale z samego tytułu wiele wynika. To rozporządzenie, to niewątpliwy dowód na problemy mennicy w Grunthalu, uruchomionej w 1751 r. w celu produkcji szelągów dla Polski. Mimo tego, że mennica działała przy, było nie było, hucie miedzi, a dokładniej przy przedsiębiorstwie zajmującym się oczyszczaniem rud miedzi, w tym oddzielaniem z nich srebra, mennica miała problemy z brakiem surowca, a nie jego nadmiarem. Trzeba było ściągać miedziaki z Polski w charakterze surowca. Jakie miedziaki? No przecież nie puła Kazimierza wielkiego, tylko szelągi jego prawie, że imiennika. Ciekawe, jaka część boratynek dostąpiła metamorfozy w saskie szelągi.

Jeśli już jesteśmy przy Auguście Trzecim, to nie mógłbym nie wspomnieć o locie trzech monetek tego króla, sprzedanych na 25 aukcji Niemczyka. Taki tercecik. Bardzo ładny grosz z 1753 r. niezły, choć trochę niecentrycznie wytłoczony szeląg gdański i...

szeląg z gubińskiej mennicy, rocznik 1753, pod herbami D przerobione na F. Rzadka rzecz, w moim katalogu nr S.53.F.V.b - najładniejszy egzemplarz z trzech, które znam. 


Pozostajemy na 25 aukcji Niemczyka, ale wracamy do wpisu z 19 czerwca. Trzydziesty znany mi egzemplarz feniga z 1917 r. poszedł u Niemczyka za 2500.
Przebicie niecałe 70%. Na pewno ze względu na brzydkie ślady po korzeniach trawy (?) widoczne na całej powierzchni awersu i rewersu, ale też z powodu korekt stopnia rzadkości. A pamiętam transakcje, w których brzydsze egzemplarze sprzedawały się po około 5000 zł, w czasach, kiedy pięć tysięcy to było dużo pieniędzy. 

I kolejny temat sprzed 2 tygodni 5 groszy 1840 opisane u Marciniaka, jako hybryda. Okazuje się, że nie takie to rzadkie, tylko trzeba wiedzieć na co patrzeć (bo w numizmatyce, widzisz tyle ile wiesz). Czekam właśnie na monetę, którą kupiłem kilka dni temu. Kiedy przyjdzie, wprowadzę uzupełnienie do katalogu ilustrując je własnym egzemplarzem. Stan z pewnością gorszy, niż na aukcji GNDM, ale moneta w pełni czytelna, po drobnej konserwacji powinna wyglądać całkiem ładnie. Pochwalę się, kiedy dotrze na miejsce.





piątek, 19 czerwca 2020

Wpis pesymistyczno-optymistyczny.

Albo na odwrót, zależnie od upodobań i nastroju czytelnika.

Zacznijmy od zaskoczenia. Nie takiego, żeby mi mowę odjęło, ale jednak. 
Pojawił się otóż na rynku nieznany mi wcześniej egzemplarz jednofenigówki Królestwa Polskiego z rocznika 1917. Będzie można o niego powalczyć na 25 aukcji ANMN.
Tym samym, moneta niegdyś "ekstremalnie rzadka" staje się... prawie pospolitą. To już trzydziesty egzemplarz, który pojawił się na rynku w ostatnich, mniej więcej piętnastu  latach. 

Następna wiadomość optymistyczna (lub pesymistyczna, zależnie od punktu widzenia). Można już kupić nowy katalog znanego miłośnika szelągów.
Optymistyczna to wiadomość, bo zostaje kompleksowo uporządkowany kolejny wycinek polskiej numizmatyki nowożytnej. Pesymistyczna, bo stawiam dolary przeciwko orzechom, że średnia cena przeciętnego szeląga Zygmunta Trzeciego wzrośnie znacząco, a ceny tych rzadszych poszybują pod sufit. Dlatego cieszę się z niedawnego zakupu:
Końcówka blachy, ale za to moneta wytłoczona niezwykle centrycznie, jak na Rygę. W legendzie rewersu przerywnikami są maleńkie listki klonowe. 

W sumie, jak dotąd optymizm wygrywa z pesymizmem. Z wygrania tej licytacji bardzo się ucieszyłem, choć sumaryczne podsumowanie 2 aukcji RDA oceniam jako porażkę. Na siedemnaście licytowanych pozycji wygrałem cztery. Liczyłem na więcej, ale z drugiej strony, mogło być gorzej. 

O tym, że nie wszystko już wiemy, nawet o monetach, zdawało by się dokładnie przebadanych, przekonaliśmy się przy okazji czerwcowej aukcji GNDM. 
Z opisu aukcyjnego:
Literatura: Chałupski awers f/b rewers b/b, Bitkin 1192, Plage 141, Berezowski 2.00 zł
Piękny, menniczy egzemplarz.
Bardzo ciekawa odmiana, nieopisywana w specjalizowanym katalogu Jerzego Chałupskiego.
Hybryda łącząca emisje wczesne (szeroki ogon) z późnymi (wąski ogon). Rewers z wąskimi, wysokimi oczkami ósemki w roczniku (jak dla odmiany b/b), ale w połączeniu z awersem z wąskim ogonem orła (z krótkimi piórami przy łapach).
Już cena wywoławcza była, jak dla mnie, na granicy tolerancji. Końcowa oznacza, że na włączenie tego wariantu do zbioru szanse mam niewielkie. W nieodległej przyszłości przejdę na garnuszek (bo przecież nie na gar) ZUSu, a to jak sądzę nie wzmocni mojej siły ognia w aukcyjnych potyczkach.
Może będę za to miał więcej czasu na bardziej uważne przeglądanie internetowych ofert. Z tym, że na Allegro liczę coraz mniej. Polityka właścicieli nie sprzyja sprzedawcom kolekcjonerskiej drobnicy. 

Na koniec solidna dawka pesymizmu. Abstrahując od polityki, od ocen, czy Polska radzi sobie z PLAGĄ lepiej czy gorzej od państw bliższych i dalszych, myśląc raczej globalnie sądzę, że to nie skończy się, jak czarna ospa we Wrocławiu w 1963 roku. Wtedy trwało to tylko kilka tygodni i ograniczało się do pięciu, czy sześciu (z siedemnastu) województw. Teraz jest nieciekawie. Obym się mylił, ale nie wydaje mi się, że możliwy będzie powrót do normalności z roku 2019. Do kina, teatru, na koncert w sali nie zamierzam się wybierać, nie tylko w tym roku. Muzea pewnie będę odwiedzać, o ile tylko będą takie możliwości. Zresztą najbardziej interesują mnie te muzea, które wycieczki omijają szerokim łukiem. Nie wiem, co będzie z targami kolekcjonerskimi organizowanymi w halach. Na wolnym powietrzu pewnie od czasu do czasu zaryzykuję, ale będę się starał ryzyko minimalizować, jak tylko będzie się dało. Bezobjawowi nosiciele mogą być wszędzie, a ryzyko rośnie z wiekiem. 

Jak więc będzie? 
INACZEJ.
Monety będę kupować głównie przez internet - tu niewiele się zmienia. Pisać będę, jak dotąd, w domu, słuchając przy tym radia.  
Zrezygnowałem z wypożyczania książek w bibliotece - na szczęście mam czytnik e-booków. 
Więcej będę chodził po górach i oczywiście nie ceprostradami, tylko rzadziej uczęszczanymi szlakami, albo i bez szlaków. Pomoże mi w tym świetny czeski produkt MAPY.CZ  Wbrew pozorom, mapa użyteczna nie tylko w Czechach. Na przykład taki spacerek - jak widać można planować trasy i poza szlakami turystycznymi. Jesienią zbiorę przy okazji surowce na nalewki.
Nie zrezygnuję z rekreacyjnego biegania i rowerowych wycieczek - wszelkie tego typu aktywności aplikowane w rozsądnych dawkach poprawiają odporność.
Ale...
Na umawianie się z przyjaciółmi w knajpkach na piwo, wino i dobre jedzenie, w najbliższej przyszłości bym nie liczył.
Na szczęście w domu też może być fajnie.

czwartek, 28 maja 2020

Dąb i orzeł

Nie pamiętam kiedy, nie pamiętam skąd trafiła do mnie ta moneta.
Albo wchodziła w skład jakiegoś zestawu, który kupiłem dla zupełnie innej monety albo zaciekawiła mnie na tyle, że zaryzykowałem jakąś symboliczną kwotę, żeby później, spokojnie spróbować w domu ustalić, co to za zwierz.
Pamiętam taką rozmowę podsłuchaną w kuluarach jednej z sesji wykładowych organizowanych przez D. Marciniaka - jeden z uczestników zapytany przy kawie i ciasteczkach o profil kolekcji, z enigmatycznym uśmiechem powiedział, że kupuje tylko takie monety, które widzi po raz pierwszy. Przypuszczam, że żartował, choć może być i tak, że w ten sposób chciał powiedzieć, że koncentruje się na poszukiwaniu niepublikowanych odmian.
Moja, ujawniająca się czasem, żyłka awanturnicza powoduje, że zdarza mi się kupować monety, o których nie wiem nic, które widzę po raz pierwszy. Taki rodzaj hazardu.

Moneta skutecznie opierała się próbom identyfikacji.
Stan zachowania nie zachwyca, ktoś próbował ją kiedyś prostować - pozostał ślad pęknięcia - ale co nieco można z niej odczytać. 
Po jednej stronie mamy patrzącego w lewo orła z rozłożonymi skrzydłami. Nad orłem niewielką koronę, poniżej litery. Może to być AR albo trzy litery w ligaturze, z których pierwsza, być może F jest połączona z VR. Całość otacza wieniec, którego elementami mogą być rozdzielone liście dębowe (ale to nic pewnego).
Po stronie drugiej jest ciekawiej. Środek zajmuje drzewo. Dąb ze skrzyżowanymi symetrycznie gałęziami i widocznymi korzeniami. Nad nim korona. Wokół legenda. Zaczyna się od kropki na wysokości środka liter ∙. Pierwsza jej litera jest niepewna - wygląda na F, ale pewności nie mam. Następnie mamy ∙M∙II VR i po przerwie na korzenie drzewa litery następne RI∙DUX później chyba M i końcową kropkę ∙.

Poszukiwanie po fragmentach legendy nie daje żadnych rozwiązań. Zapytanie o monetę z dębem i orłem, jak można było się spodziewać, zapełnia ekran zdjęciami niemieckich pięciomarkówek z lat trzydziestych XX w. 
Wszystko jedno, czy pytam "moneta dąb orzeł", czy "munze adler eiche". Dlaczego nie sięgam po zapytania w innych językach? Orzeł z mojej enigmy zbyt jest podobny do orłów z pruskich monet z końca osiemnastego wieku.
Wprawdzie nie dzierży w łapach insygniów władzy i nie ma korony na głowie, ale przecież w legendzie jest DUX, a nie REX albo IMP(erator).

Cień nadziei pojawił się, kiedy zacząłem przyglądać się drzewu i sprawdzać, czy któreś z niezliczonych niemieckich księstewek nie ma przypadkiem drzewa w herbie. Jest, ale nie księstwo. Miasto Lindau leżące nad brzegiem Jeziora Bodeńskiego. 
Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1663062

Niestety, choć kształt podobny, to jednak to nie to - to przecież LIPA, a nie DĄB!

Dąb - eiche. To może EICHSTÄTT? Było takie biskupstwo, które miało swoją monetę, ale i to strzał niecelny. 

Przekartkowałem "Standard catalog of german coins 1601 to present" wydany przez Krause Publications (jakieś tysiąc stron), kupkę wybranych katalogów aukcyjnych, w których jak przypuszczałem, taki drobiazg mógłby się znaleźć, kilkadziesiąt stron internetowych z MaShops i CoinArchves na czele i...
Enigma, enigmą pozostaje.

Pomożecie?



piątek, 22 maja 2020

O priorytetach, zasadach i innych niepopularnych pojęciach.

Pierwszy wpis na blogu "Zbierajmy monety" opublikowałem 10 września 2010 r. Staram się (w miarę możliwości) regularnie publikować kolejne wpisy. Ich liczba zbliża się do połowy tysiąca.
Ta regularność, choć ostatnio różnie z nią bywa, była i jest pierwszym priorytetem.
Drugim, nie mniej ważnym jest staranie o możliwie wysoką jakość merytoryczną przy zachowaniu przystępnej formy.
Priorytet trzeci - poważnie i z szacunkiem traktować czytelników.
Priorytet czwarty można sprowadzić do zdania, które kilka razy się już tu pojawiało - "na monetach świat się nie kończy". Autor nie może być więźniem swojego dzieła. 
Wystarczy.
Priorytety, choć ponumerowane, są równo istotne. Żaden nie jest ważniejszy od pozostałych.

Priorytety realizuję posługując się krótką listą zasad. O dwu z nich kilka następnych zdań.


  • Zasada pierwsza - wszystkie informacje, które na blogu umieszczam powinny być wiarygodne.

    Staram się jak najmniej korzystać z publikacji powołujących się na publikacje wcześniejsze. Wolę weryfikować takie wiadomości docierając do źródeł, a z tych pierwszeństwo mają monety. Wielokrotnie zdarzało mi się otrzymywać zdjęcia monet, które opisywano jako nieznane wcześniej odmiany, czy warianty. Najczęściej weryfikacja polegająca na odszukaniu podobnych egzemplarzy w archiwach, albo własnych zapasach dubletów potwierdzała istnienie "nowych odmian". Zdarzało się jednak, że dostawałem zdjęcia zmanipulowane, przerobione w programach graficznych. Nie wiem, co kierowało osobami przysyłającymi mi te zdjęcia.
  • Zasada druga - okazywać szacunek czytelnikom.

    Realizuję ją oczywiście poprzez zasadę pierwszą, ale też staram się w miarę szybko odpowiadać na komentarze i przychodzące maile.
    Z komentarzami bywało różnie. Najpierw były powiązane z serwisem Google+, co powodowało, że wpisy mogli komentować wyłącznie czytelnicy zalogowani w tym serwisie. Chcąc umożliwić komentowanie wszystkim zainteresowanym, wyłączyłem komentarze powiązane z Google+. To spowodowało niestety zniknięcie wszystkich wcześniejszych komentarzy. Teraz komentować mogą wszyscy, nawet osoby anonimowe, niezalogowane do usług Google. Wolność jest dobra, dokąd nie godzi w inne wolności. Zaczęły pojawiać się komentarze, łagodnie mówiąc niemerytoryczne oraz komentarze zawierające mniej, lub bardziej zakamuflowane reklamy. To zmusiło mnie do wprowadzenia moderacji komentarzy - są publikowane nie natychmiast po napisaniu, tylko dopiero gdy je przeczytam i zatwierdzę.  Zasada szacunku dla czytelników jest tu realizowana dwutorowo. Po pierwsze, nie narażam Was na lekturę bzdurnych wypocin i reklam wątpliwej wartości wyrobów i usług. Po drugie, nie "wycinam" komentarzy krytycznych. Jeśli ktoś znajduje błąd we wpisie, po sprawdzeniu zasadności uwagi publikuję komentarz i wprowadzam odpowiednie poprawki zaznaczając to w treści wpisu (przykład). 
Teraz pora na opisanie zasad, które nie dla wszystkich są oczywiste (bo ich wcześniej nie spisałem). Oczywiste mogą być dla czytelników stałych, ale nie dla kogoś, kto trafia do mnie pierwszy raz, przypadkowo, albo po kliknięciu w odnośnik w wynikach wyszukiwania.

  • Zasada trzecia - piszę o monetach, a nie o moneto-podobnej metaloplastyce.
    Wyjaśnienia w pierwszym wpisie z roku 2010.
  • Zasada czwarta - nie wyceniam monet, nie handluję monetami.
    To znaczy nie kupuję monet w celu ich późniejszej sprzedaży, nie prowadzę komisu, nie pośredniczę w kontaktach z firmami numizmatycznymi, nie reklamuję firm, sklepów, wyrobów. Nie umieszczam na blogu "materiałów sponsorowanych". Dlatego też bez litości usuwam i będę usuwać wszystkie komentarze zawierające reklamy.
  • Zasada piąta - mnie też należy się szacunek.
    Nie za "zasługi", nie z racji wieku, czy czegokolwiek innego, poza tym, że jestem człowiekiem. Mam prawo do swobody myśli i czynu. W granicach prawa, rzecz jasna. Po szczegóły odsyłam do rozdziału II Konstytucji.
Podam teraz przykład autentycznej wiadomości, którą niedawno dostałem, a którą uważam za tej zasady naruszenie.
Dzien dobry. Posiadam monete ktora z przodu ma nie widoczne napisy in i we z tylu brak napisu num. Czy sa one cos warte? Zdj wysyłam w zaczniku. Z gory dziekuje za odp 
Niestety odpowiedziałem na ten bełkot. Szczerze i prawdziwie, choć przyznaję, być może trochę zgryźliwie. I zostałem ukarany. 
Wie Pan co, takie komentarze niech Pan zachowa dla siebie, profesjonalista zachowalby sie inaczej. Żenada. Nie pozdrawiam. 
Sam sobie jestem winien.
Od dzisiaj na prośby o wyceny itp. NIE ODPOWIADAM!
Na wiadomości bełkotliwe, pisane niechlujnie, na chamskie zaczepki - NIE ODPOWIADAM!
Wywalam je do kosza, a nadawców blokuję. 

Dotyczy to oczywiście i komentarzy. I tu małe uzupełnienie:
Zauważam, że nadmiernie, moim zdaniem, rozpleniła się moda na "lajki". Część czytelników, nie znajdując na blogu "łapki w górę" i "łapki w dół", pisze komentarze w stylu "Znakomity tekst", "Bardzo ciekawe." itp. Proszę o rezygnację z tej formy uznania. Najlepszym wskaźnikiem Waszego poparcia dla mojej pisaniny są rosnące wskazania licznika odwiedzin, zbliżające się w tej chwili do miliona. Wybaczcie więc, że takie komentarze moderacji nie przechodzą.

Dla rozluźnienia atmosfery, a może i trochę prowokacyjnie, bo sam jestem ciekaw, co o tym myślicie, pokażę fragment zrzutu z ekranu, który zobaczyłem przy okazji "sprzątania" zakładek przeglądarki.
Czy rynek numizmatyczny rzeczywiście podupada w ostatnich latach?

Za tydzień będzie coś o monetach.


sobota, 25 kwietnia 2020

Pierwsza errata do katalogu II RP

Miło mi, że ktoś te moje katalogi czyta. Jeszcze milej, jak czyta uważnie.
Na monetyforum.pl umieszczono bogato ilustrowany wpis, jednoznacznie identyfikujący dostawcę blachy na pięciogroszówki. W moim katalogu (wydanie 4, str. 109) napisałem:
Do czasu uruchomienia w mennicy odlewni i walcowni, brązowe krążki do bicia pięciogroszówek zamawiano w bliżej nieokreślonej „Hucie miedzi” Poznaniu. Prawdopodobnie były to zakłady Hipolita Cegielskiego.
Okazuje się, że to nie o zakłady Cegielskiego chodziło.
W Poznaniu istniała huta miedzi!
OK. huta była, ale skąd wiadomo, że to ona była dostawcą dla mennicy? I na to jest dowód.
W sprawozdaniu Najwyższej Izby Kontroli z r. 1926 znajdujemy taką informację.

Informacje te znalazł i opublikował użytkownik monetyforum.pl "Popstar". Znając Jego dociekliwość, pewnie na tej pierwszej erracie się nie skończy.

P.S.
Nie zarejestrowałem się na monetyforum.pl. Byłem zarejestrowany na poprzednim jego wcieleniu, ale nie odpowiadały mi zwyczaje części jego użytkowników udzielających się w interesujących mnie wątkach. Na ich tle Popstar, choć nie zawsze się z Nim zgadzałem, wyróżniał się bardzo pozytywnie, zawsze podając źródła, z których korzysta i zawsze przedstawiając logiczny tryb rozumowania. Cieszy mnie, że nadal postępuje w ten sam sposób.

P.P.S.
Jeśli pan Popstar tu zagląda, proszę o bezpośredni kontakt - wystarczy kliknąć w "Napisz do mnie" w menu bloga. Kiedyś wymienialiśmy wiadomości korzystając z funkcji forum, ale wraz z jego likwidacją, zniknęła treść korespondencji. Dlatego preferuję wymianę e-maili.

P.S. 2020.06.02

Dotarła do mnie informacja, że Ridero oferuje wersję drukowaną w kolorze. Dziwi mnie to, bo zakładałem wyłącznie wydanie czarno-białe. 

Proszę jej nie zamawiać!!! 

Ridero wyjaśnia to tak:
Problem leży przypuszczalnie w automatyzacji procesu publikacji książek - gdy system Ridero rozpoznaje odcień sepii czy szarości jako kolorowy, automatycznie pojawia się w sprzedaży wersja zarówno czarno-biała jak i kolorowa książki, co dzieje się również w przypadku choćby drobnego szczegółu kolorowego. Ridero jest platformą selfpublishingową, gdzie autor decyduje o kształcie ostatecznym swojej publikowanej książki - w tym wypadku autor musiałby zastąpić ilustracje w utworzonej książce monochromatycznymi, jeżeli chciałby, by w sprzedaży pojawiła się tylko książka w wersji czarno-białej.

Nie wiem, które ze zdjęć jest interpretowane, jako barwne. Postaram się jak najszybciej je zlokalizować i wymienić na monochromatyczne.



środa, 22 kwietnia 2020

Moje katalogi - aktualna oferta

Skończyłem pracę nad trzecim wydaniem katalogu II Rzeczypospolitej i GG.
Katalog jest już dostępny, oczywiście razem z pozostałymi katalogami. Przy okazji ujednoliciłem i obniżyłem ceny.
Zapraszam na zakupy https://sites.google.com/site/monetypolskie/

P.S. 2020.06.02

Dotarła do mnie informacja, że Ridero oferuje wersję drukowaną w kolorze. Dziwi mnie to, bo zakładałem wyłącznie wydanie czarno-białe. 

Proszę jej nie zamawiać!!! 

Ridero wyjaśnia to tak:
Problem leży przypuszczalnie w automatyzacji procesu publikacji książek - gdy system Ridero rozpoznaje odcień sepii czy szarości jako kolorowy, automatycznie pojawia się w sprzedaży wersja zarówno czarno-biała jak i kolorowa książki, co dzieje się również w przypadku choćby drobnego szczegółu kolorowego. Ridero jest platformą selfpublishingową, gdzie autor decyduje o kształcie ostatecznym swojej publikowanej książki - w tym wypadku autor musiałby zastąpić ilustracje w utworzonej książce monochromatycznymi, jeżeli chciałby, by w sprzedaży pojawiła się tylko książka w wersji czarno-białej.

Nie wiem, które ze zdjęć jest interpretowane, jako barwne. Postaram się jak najszybciej je zlokalizować i wymienić na monochromatyczne.

piątek, 10 kwietnia 2020

50 groszy 1938

To tajemnicza moneta.

We wszystkich, z dwoma wyjątkami*, katalogach polskich monet XX wieku autorzy umieścili ją w działach monet obcych bitych dla ziem polskich. Zwyczajowo mówi się o pięćdziesięciogroszówce Generalnego Gubernatorstwa.
Prawda jest inna. To legalna, polska moneta wprowadzona do obiegu w ostatnich dniach II Rzeczypospolitej. Pomimo niezbitych dowodów na powyższe, pomimo istnienia aktów prawnych, relacji pracowników mennicy i publikacji prasowych z roku 1939, nadal pokutuje błędne przekonanie, że to emisja Generalnego Gubernatorstwa.
Nawet na ekspozycji Gabinetu Numizmatycznego Mennicy Polskiej SA, przed jego zamknięciem na nieokreślony czas "inwentaryzacji" można było zobaczyć taki opis.

A przecież bez trudu można odnaleźć informację, że to Prezydent Rzeczpospolitej podpisał 26 sierpnia 1939 r. opublikowany tego samego dnia dekret wprowadzający do obiegu stalowe monety o nominałach 20 i 50 groszy. Stalowe dwudziesto- i pięćdziesięciogroszówki miały być wprowadzone do obiegu i funkcjonować równolegle z monetami niklowymi.


Dziennik Ustaw nr 78 z 1939 r. poz. 517

Ich wzory ustalił Minister Skarbu w rozporządzeniu z tego samego dnia.
Dziennik Ustaw nr 78 z 1939 r. poz. 520

Nie wiem dlaczego istnienie Dziennika Ustaw 78 z 1939 r. nie zostało zauważone przez większość autorów. Zauważono natomiast, że 23 kwietnia 1940 r. gubernator Frank podpisał rozporządzenie mówiące między innymi o wybijaniu i puszczaniu w obieg stalowych monet o nominale 50 groszy o rysunku i parametrach odpowiadających „dotychczas wybijanym monetom tych wartości”.

Verordnungsblatt des Generalgouverneurs für die Besetzten Polnischen Gebiete 
Dziennik Rozporządzeń Generalnego Gubernatora dla Okupowanych Polskich Obszarów. 
Teil 1, Nr 33 30 April (1940) str. 160—161

Nie zachowały się dokumenty mennicy z czasów okupacji. Nie znamy materialnych dowodów na wybijanie stalowych pięćdziesięciogroszówek w roku 1940 i latach następnych. Podawany w katalogach nakład tych monet (32.000.000 sztuk) jest mniej więcej zgodny z wielkością emisji pięćdziesięciogroszówek w latach 1936 (19.460.000 sztuk) i 1938 (12.800.000 sztuk) opublikowaną przez W. Terleckiego w książce Mennica Warszawska (Tabela 21). Z drugiej strony, u Terleckiego  na stronie 192 znajdujemy informację, że "wojenne" 50-groszówki wybito "na magazyn" w drugiej połowie 1938 i prawdopodobnie w pierwszej połowie 1939. Dziwne to "prawdopodobnie". Terlecki pracował wtedy przecież w Gabinecie Numizmatycznym mennicy, wydaje się, że powinien wiedzieć, co się w niej dzieje.
W tej sytuacji wydaje się prawdopodobne, że realizacja rozporządzenia gubernatora Franka, w części dotyczącej pięćdziesięciogroszówek ograniczyła się do puszczenia w obieg przejętych zapasów monet wybitych przed wojną. Czy jednak rzeczywiście chodzi o monety wybite w latach 1936 i 1938?

Pracuję teraz nad nowym wydaniem katalogu monet II Rzeczypospolitej. Poszukując materiałów, mogących wyjaśnić kilka wątpliwości, które pojawiły się podczas pisania, natrafiłem na "Dziennik lipiec 1939 - sierpień 1940" Eugeniusza Kwiatkowskiego, Ministra Skarbu w latach 1935-1939. Kwiatkowski przeszedł do historii, jako twórca zakładów azotowych w Chorzowie i Mościcach pod Tarnowem oraz portu w Gdyni. Dziennik wydała w roku 2003 Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie (ISBN 83-87658-52-9). 
Dziennik, to zapiski Kwiatkowskiego robione praktycznie dzień po dniu, a w kluczowych momentach godzina po godzinie. Zapiski szczegółowe, w których często przewijają się sprawy obiegu pieniężnego. Od początku, w interesującym nas zakresie, przewijają się dwa tematy: odpływ wkładów z banków i niedobór drobnego pieniądza na rynku. Na przykład, w lipcu, w bankach:
Odpływ wkładów od początku napięcia politycznego (połowa marca br.) z instytucji finansowych kontrolowanych stale przez Skarb dosięga 10 bieżącego miesiąca 575 milionów zł. Po uspokojeniu się w czerwcu notujemy w lipcu ponowny odpływ wkładów, mający charakter powszechny, tj. obejmujący wszystkie instytucje. W tygodniu 1-8 lipca br. odpływ w kładów wyniósł:
- w PKO - 7,8 miliona zł
- w KKO - 8,2 miliona zł
- w bankach prywatnych - 9,2 miliona zł
Razem - 25,2 miliona zł
i na rynku:
Wobec trudności w sprawie bilonu zgodnie z przepisami ustaliłem w porozumieniu z Bankiem Polskim podwyższenie emisji monet srebrnych o 50 milionów zł. Komunikat skarbowy dał szybko stosunkowo pomyślne rezultaty (ogłosiliśmy, że nasycimy rynek i że Skarb zarabia na emisji) i trudności są obecnie mniejsze.
27 lipca, w materiałach informacyjnych pojawia się zapis o braku monet w bankach.
W sprawozdaniach za czerwiec na ogólną liczbę 51 oddziałów Banku Polskiego 22 wspomina o dotkliwym braku monet srebrnych w ich okręgach.
Problem był poważny. Kolejne doniesienie i propozycje zażegnania kłopotów (podkreślenie moje):
Nacisk bardzo gwałtowny ze wszystkich stron (Bank Polski - Departament II: wicekomisarz Lewicki, częściowo wiceminister Kożuchowski) co do wypuszczenia do obiegu banknotów zastępujących bilon.
Spotykam się nagle z twierdzeniem, że na przykład na Śląsku przyjdzie do rozbijania kas, gdyż nie można 20 złotych zmienić na drobne.
Pismo Dyrekcji Banku Polskiego z 8 VIII 1939, nr 488/Sk. Em., do Ministerstwa Skarbu, Departament Obrotu Pieniężnego (nadesłane posłańcem).
„(...) Cała pozostałość monet w skarbcu emisyjnym Banku [Polskiego] wynosi obecnie około 6 milionów złotych wyłącznie w monetach 20-groszowych. Potrzeby rynku w dalszym ciągu nie są pokryte i ... zapotrzebowania na monety zgłaszane są do Banku w coraz większych rozmiarach. Oddziały Banku, urzędy państwowe i przedsiębiorstwa przemysłowe donoszą nam o nieprzezwyciężalnych trudnościach przy dokonywaniu wypłat robocizny.
(...) Jedynym środkiem, jaki mógłby w obecnej sytuacji przyczynić się do ich usunięcia, byłoby natychmiastowe wypuszczenie przez Bank biletów bankowych w odcinkach po 10,5 i 2 złote, których zapasy posiadają wszystkie oddziały Banku. Rada Banku już na posiedzeniu w dniu 13 X 1938 roku postanowiła... wypuścić odcinki te w obieg. Termin faktycznego wypuszczenia tych biletów miał być ustalony później po uzyskaniu zgody pana ministra skarbu. Opierając się na powyższej uchwale, prosimy, aby pan minister finansów wyraził zgodę na natychmiastowe wypuszczenie przez Bank biletów bankowych w odcinkach po 10,5 i 2 złote. Ze względu na sytuację na rynku prosimy sprawę tę uważać za szczególnie pilną".
Istnienie dużych zapasów niklowych dwudziestogroszówek (około 30 milionów sztuk) może tłumaczyć późniejszą rezygnację z emisji tego nominału w stali.
Braki bilonu nie miały charakteru powszechnego i stałego. Lokalnie sprawiały wielkie trudności (Śląsk), gdzie indziej bywały chwilowe. 9 sierpnia Kwiatkowski odnotował:
Meldunek majora Tatarkiewicza z Wydziału Wojskowego.
Na podstawie bezpośrednich kontaktów telefonicznych z dyrektorami niektórych izb skarbowych zdołał dotychczas ustalić, że nie ma większych trudności dotyczących bilonu ani na Pomorzu, ani w Poznaniu, ani we Lwowie, ani w Lublinie. Większe trudności mają charakter lokalny.
Rozmawiał z dyrektorem Urbanem z Katowic. Na Śląsku są istotnie wielkie trudności, a przemysłowcy chcieli wydawać własne bony. Urban sprzeciwił się temu. Na najbliższą wypłatę zmobilizował na 300 tysięcy złotych bilonu, gdyby otrzymał jeszcze 200 tysięcy, to chwilowo trudności byłyby usunięte. Tatarkiewicz stwierdza, że żadna akcja nie została podjęta, by uzyskać większy dopływ bilonu do Banku Polskiego. Należy więc
porozumieć się ze zbiornicami bilonu, by prędzej odprowadzały go do Banku Polskiego (kolej, poczta, tramwaje etc.). Wedle informacji uzyskanych przez majora Tatarkiewicza pewne ilości bilonu można przesunąć z innych okręgów.
Następnego dnia dyrektor naczelny Banku Polskiego, Barański, oceniał braki bilonu na 10 milionów złotych. Negatywnie odniósł się do propozycji Kwiatkowskiego, by wyemitować papierowe złotówki i po godzinie od spotkania podał się do dymisji. Nie protestował dyrektor Banku Gospodarstwa Krajowego, ale na przeszkodzie emisji stanął premier. 11 sierpnia Rydz-Śmigły stwierdził, że trudności należy przetrzymać.
Pan marszałek Rydz-Śmigły wypowiada się zarówno przeciwko projektowi Banku Polskiego („winien Pan był dyrekcję Banku zrzucić ze schodów"), jak i przeciwko projektowi ministra skarbu. Uważa, że w razie trudności należy w Banku Polskim ogłosić, że bilon wydawać się będzie wówczas, gdy będzie wybity przez mennicę.
12 sierpnia Kwiatkowski spotkał się z prezesem Banku Polskiego, Władysławem Byrką. Po raz pierwszy pojawia się wzmianka o monetach żelaznych.
Prezes Byrka. Poinformowałem go o trudnościach dotyczących sprawy bilonu. We środę będą przeprowadzane dwa dekrety dotyczące 1-złotówek papierowych i bilonu żelaznego. Ogłoszone będą w razie absolutnej konieczności.
Już 16 sierpnia sytuacja wyglądała gorzej. 
Podjęliśmy równocześnie wielką akcję propagandową i akcję nacisku na spekulantów bilonowych. W ostatnich dniach umieszczono kilkadziesiąt artykułów i notatek prasowych, a równocześnie aresztowano szereg osób.
Echo Polskie

Wydałem polecenie, by na terenie mobilizacyjnym oddać bilon do dyspozycji wojska możliwie w granicach żądań. W Lublinie Bank Polski oddał cały zapas bilonu wojsku i zawiadomił dziś, że nie ma czym wydawać reszty. W Gdyni Kasa Komunalna wydała swoje bony papierowe na bilon i te kursują oczywiście w pełnej wartości, pomimo że Kasa jest dość słaba.
I dalej w tym samym dniu:
Bank Polski istotnie może wysyłać na żądanie bilonu wyłącznie 10- i 20-groszówki...
Stale dyżury w mennicy dla maksymalnego przyspieszenia bicia bilonu srebrnego.
17 sierpnia.
Godzina 17:30, Rada Ministrów: Dwa dekrety ministra skarbu w sprawie bilonu. Podpisane dekrety będą stanowić rezerwę. Nikt z ministrów nie zgłosił ani zastrzeżeń, ani wątpliwości.
Mowa oczywiście o dekretach zapowiedzianych 12 sierpnia.
22 sierpnia Kwiatkowski razem z prezesem Byrką i Z. Karpińskim, dawnym dyrektorem Banku Polskiego odwiedzili mennicę. 

23 sierpnia, mimo pogarszającej się sytuacji politycznej, trwały intensywne starania o poprawę sytuacji na rynku pieniężnym.
Stan rozporządzalnych zapasów znacznie się zmniejszył w Banku Polskim i wynosił na dzień 21 bieżącego miesiąca 5,6 miliona złotych, w czym monety 20-groszowe i 5-groszowe stanowiły 4,4 miliona złotych.
Mennica poczyniła olbrzymi wysiłek i prowadzi obecnie ruch z największym natężeniem , dając około 600 000 złotych bilonu srebrnego dziennie. Pierwszy transport odszedł do Banku Polskiego 22 bieżącego miesiąca.
24 sierpnia rząd dowiedział się o podpisaniu paktu między Niemcami i Związkiem Sowieckim (oczywiście bez świadomości istnienia tajnego załącznika). Gwałtownie narastało wycofywanie wkładów z kont bankowych i tezauryzacja srebra. Kwiatkowski odnotował:
W tych warunkach - moim zdaniem - musi się uruchomić zarządzenia inflacyjne i deflacyjne równocześnie. Proponuję jako konieczności sytuacji:
a) szybką zmianę statutu Banku Polskiego, wprowadzając jak najmniej zmian niekoniecznych i nieodpowiadających obecnej sytuacji;
b) natychmiastowe wypuszczenie do obiegu banknotów 10-, 5- i 2-złotowych i bilonu stalowo-niklowego, zgodnie z zakomunikowanym dziś żądaniem wojska przez pana generała Malinowskiego, podobno w porozumieniu z panem marszałkiem;
c) zachowanie produkcji srebra i odsyłanie jej do Banku Polskiego, ale nie wypuszczanie monet srebrnych aż do uspokojenia się sytuacji - nacisk jednak na wybijanie monet stalowo-niklowych;
Nie jest możliwe, by cały, podawany w katalogach nakład pięćdziesięciogroszówek 1938 wybito w drugiej połowie sierpnia 1939. Bito przecież wtedy srebro, i to intensywnie. Kiedy więc bito te stalowo-niklowe monety? Podpowiedzi, ale tylko podpowiedzi, udzielić mogą informacje o inwestycjach mennicy. W 1937 r. zakupiono w Niemczech trzy nowe prasy automatyczne o nacisku 300 ton. Prawdopodobnie to ich uruchomienie upamiętnia żeton z datą 16 marca 1939 wybity na krążku o parametrach identycznych z niklowanymi pięćdziesięciogroszówkami 1938. 
Żeton IDĄ CZASY WYŚCIGU PRACY  / 16.III.1939 / NOWE AUTOMATY / M. P. 
Strzałkowski 854, średnica 23 mm, waga 5,1 g

Przypuszczam, że dopiero na tych automatach rozpoczęto produkcję pięćdziesięciogroszówek 1938. W związku z tym wątpliwa jest katalogowa wysokość ich nakładu, oparta na liczbach dotyczących lat 1936 i 1938. Co najwyżej można uznać, że właściwa jest ilość 12,8 miliona z roku 1938, którą należałoby uzupełnić o nieokreśloną ilość monet wybitych w roku 1939. Partia 19,46 miliona, którą miano wybić w roku 1936 powinna więc dotyczyć monet niklowych. Tyle, że nic nie wiadomo ani o zakupach lub produkcji niklowych krążków ani o samej produkcji. Nawiasem mówiąc, Terlecki umieścił też we wspomnianej tabeli warszawskie bicia niklowych dziesięciogroszówek (1935 - milion, 1936 - 8 milionów) i dwudziestogroszówek (1936 - 2,625 miliona, 1938 - 10 milionów) nie wspominając o takich przedsięwzięciach w tekście książki. Kolejne zagadki.

Żelazne pięćdziesięciogroszówki wycofano z obiegu w GG po dwóch latach.
Verordnungsblatt für das Generalgouvernement
Dziennik Rozporządzeń dla Generalnego Gubernatorstwa. 1942, Nr 56.

Prawdopodobną przyczyną szybkiego wycofania z obiegu monet 50-groszowych była plaga fałszerstw. Wskazują na to następne paragrafy rozporządzenia.
Fałszywe monety perforowano, by uniemożliwić ich ponowne wprowadzenie w obieg.
Zachowało się sporo tak oznakowanych egzemplarzy, bo ten nominał fałszowano często, a na podstawie rozporządzenia z 20 grudnia 1940 r. falsyfikaty nie były natychmiast niszczone.
Verordnungsblatt für das Generalgouvernement teil 1. 
Dziennik Rozporządzeń dla Generalnego Gubernatorstwa część 1. 1940, Nr 72.

To tajemnicza moneta. 
Szkoda, że w Rzeszowie opublikowano tylko fragment dziennika. Nie wiem zresztą, czy to rzeczywiście tylko fragment i czy istnieją zapiski z lat wcześniejszych. Chyba istnieją, bo nie wiem, dlaczego lipiec 1939 miałby być jakąkolwiek cezurą czasową. Jeśli istnieje dziennik z wcześniejszych lat, to może w nim kryje się odpowiedź na pytanie kiedy rozpoczęto produkcję tych monet. 

* Wspomniane katalogi, to:
- mój katalog wydany w roku 2008
- "Monety Rzeczypospolitej Polskiej 1919-1939" J. Parchimowicza wydany w roku 2010

niedziela, 29 marca 2020

Bańka, czy nie bańka?

Aukcja, o której pisałem w poprzednim poście przeszła do historii.
Licytowałem, tzn. ustawiłem limity dla trzech pozycji. Rezultat? Mizerny, żeby nie powiedzieć klęska.
oferta / limitcena końcowawynik
260.00 PLN500.00 PLNprzegrana
80.00 PLN160.00 PLNprzegrana
220.00 PLN1 600.00 PLNprzegrana
Ta trzecia, właściwie nie była próbą zdobycia monety. Bardziej chodziło mi o zabezpieczenie przed przegapieniem wyniku. Chyba już tu pisałem, że od dawna, zamiast obserwowania interesujących mnie aukcji na Allegro czy eBay, ustawiam możliwie niski limit. To gwarantuje mi otrzymanie wiadomości o końcowym rezultacie, a od czasu do czasu zdarza się wygrana z końcową ceną na bardzo atrakcyjnym poziomie. Tydzień temu napisałem 
"Z tych dwunastu monet tylko jedna ma cenę wywoławczą na poziomie, który uznać mogę IMHO za adekwatny do stanu i rzadkości. ... Z pozostałych jedenastu, cenę wywoławczą jednej uważam za atrakcyjnie niską..."
No to po kolei.
Monetą, której cenę wywoławczą uznałem za odpowiednią do stanu i rzadkości był szeląg z kontrmarką.
Wystawiony za 50 złotych, sprzedany za 138, czyli zgodnie z estymacją - nie mam nic do dodania.
Atrakcyjnie niską cenę wywoławcza miał grosz z 1752 roku.
Wywoławcze 200 zł dałbym bez chwili namysłu. Sprzedano za 1840 zł. Przebicie tylko dziewięciokrotne, bo odstraszały brzydkie rysy na rewersie, przypominające justowanie, ale tylko przypominające. Miedzi nie justowano, te monety bito al marco. Ustalano tylko ilość albo kwotę, którą należało wybić z ustalonej ilości miedzi. Mój egzemplarz kupiłem niecałe siedem lat temu za 1/3 ceny z WDA-15. 
Pozostała dziesiątka monet uzyskała ceny abstrakcyjnie wysokie. Nie wiem z jakiego powodu pospolity szeląg 1753-B został wystawiony za 200 zł z oszacowaniem 400-900 zł. Nie wiem, z jakiego powodu ktoś zapłacił (?) za niego 604 zł. 
Co zadecydowało? Grading - przecież zaledwie XF 40. Może pomogły dodane do niego dwie literki BN. Mój katalog? Chyba nie, bo S.53.B.V.b opisałem, jako pospolity. Może ktoś dopatrzył się drobnych różnic w portrecie w stosunku do zdjęcia z katalogu i uznał, że będzie mieć "nienotowany wariant"? "Jasnobrązowa patyna, bardzo ładny egzemplarz." z aukcyjnego opisu nie są przesadną reklamą w stylu JEDYNY, WYJĄTKOWY, NAJRZADSZY, MAX NOTA itp. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, jako uzasadnienie takiej ceny, to zdanie, które umieściłem na zakończenie opisu części katalogowej w mojej książce: 
Wszystkie szelągi i grosze koronne Augusta III w bardzo dobrym stanie zachowania, nienoszące śladów pobytu w ziemi są co najmniej „dość rzadkie”, niezależnie od rocznika, odmiany i wariantu.
Tylko, jak mają się do tego ceny pozostałych dziewięciu monet? O trzech można by od biedy  powiedzieć, że śladów "banku ziemskiego" nie mają, choć to wcale takie pewne nie jest. Reszta, to monety całkiem nieźle zachowane, ale ewidentnie "z ziemi".

Niedawno Eleniasz (pozdrowienia!) na swoim blogu "Srebrne monety SAP i... inne pasje" napisał, że ostatnio doskwiera mu "...niedostatek ciekawych monet w handlu które są w moim zasięgu cenowym...". Mam ten sam problem i jak w wielu innych przypadkach, jego przyczyny upatruję w coraz powszechniejszej, nie tylko polskiej przypadłości. Jest nią żądza pieniądza i bynajmniej nie chodzi mi o pieniądz - numizmat, tylko o kasiorę, kapuchę i inne pieszczotliwe określenia żywej gotówki. 
Problemem nie są przesadnie entuzjastyczne opisy monet serwowane przez sprzedawców. Mogą sobie pisać co chcą o sprzedawanych przez siebie monetach. Eleniasz się na to nie nabierze, ja się nie nabiorę... Problemem są motywowane chęcią zysku za wszelką cenę, manipulacje zdjęciami monet (kiedy nie mamy możliwości bezpośrednich oględzin i umiejętności posługiwania się programami do obróbki obrazu, to bardzo często pomaga) i manipulacje samymi monetami - agresywne czyszczenie lub naprawy, sztuczne patynowanie itp. 
Problemem dużym jest, że na te manipulacje nabierają się i tym samym psują rynek, ludzie z głębokimi portfelami, mamieni "poradnikami inwestycji alternatywnych", a problemem jeszcze większym, że jeśli nikt się nie nabierze, to sprzedający cudownie przeistacza się w kupującego, a w annałach odkłada się kolejny "rekord cenowy" (do wykorzystania w opisach na kolejne aukcje).

Przez najbliższe miesiące, szanse na zakupy na giełdach (a nawet w sklepach) maleją do zera - z epidemią nie ma żartów. Jesteśmy skazani na zakupy w sieci. Do zagrożeń związanych z nieuczciwymi praktykami sprzedawców doszło zagrożenie zarażenia tym paskudnym wirusem. Naprawdę trzeba zachowywać dużą ostrożność w kontaktach z kurierami, w wizytach na poczcie i z samymi w końcu przesyłkami. Pamiętajcie o tym!

 

niedziela, 22 marca 2020

Napisałeś? To czemu się dziwisz.

29 stycznia opublikowałem "Miedziane monety koronne Augusta III". Zgodnie z przewidywaniami, książką zainteresowali się kolekcjonerzy osiemnastowiecznej miedzi oraz... O tym za chwilę.

Teraz chciałbym przypomnieć to, o czym zdarzało mi się pisać na blogu, w postach i komentarzach, a także o tym, co pojawiało się czasem w dyskusjach na forach numizmatycznych. Chodzi o wpływ publikacji numizmatycznych na rynek. Na notowania aukcyjne, na dostępność materiału itp.
Moje obserwacje i doświadczenia wskazują na istnienie bardzo wyraźnej korelacji. Widziałem to już w trakcie pisania artykułu o dziesięciogroszówkach 1840. Kolejnymi domysłami i odkryciami dzieliłem się na bieżąco z użytkownikami Ś.P. "Café Allegro" i z mniejszą lub większą irytacją, konstatowałem, że im więcej rzeczy ujawniam, tym trudniej przychodzi mi kupno interesujących okazów tych monet.
Rzecz powtórzyła się podczas pracy nad katalogiem monet Królestwa Polskiego 1917-1918. Nagle pokazały się liczne oferty monet z przeróżnymi zdwojeniami. Aukcje kończyły się na zaskakująco, jak na monety KP, wysokim poziomie. Jedna tylko moneta zaliczyła spadek notowań, jednofenigówka 1917. Niegdyś legendarna, w katalogach bez wycen, tylko z adnotacją "c.a" (cena amatorska), uważana za nieosiągalną dla zwykłego kolekcjonera. Jak się okazało, co pokazałem w katalogu, moneta rzadka, ale zdecydowanie pospolitsza, niż dotąd uważano. Mam odnotowanych 30 egzemplarzy z rynku numizmatycznego, a do tego dodać należy jeszcze przecież okazy muzealne. Nic dziwnego, że cena typowych, mocno skorodowanych egzemplarzy, obniżyła się kilkakrotnie.
Dobrze pamiętam też czasy "boomu lustrzankowego", kiedy kolekcjonerzy, ale przede wszystkim handlarze, z niecierpliwością czekali na kolejne wydania katalogów Fischera, Parchimowicza, Suchanka. Wydania dyktujące ceny na co najmniej najbliższe półrocze.

Revenons à nos moutons. Przeglądam wszystkie katalogi nadchodzących aukcji, a od czasu radykalnych zmian na Allegro jest ich niemało. Wystarczy rzut oka na tegoroczne zapowiedzi. Przyznaję, że widok odniesień do moich publikacji w katalogach aukcyjnych i innych wydawnictwach daje mi satysfakcję i jest zachętą do dalszej numizmatycznej zabawy. Jest to też okazja do analizy wpływu publikacji na rynek. Taką okazję będę miał jeszcze w tym miesiącu. W katalogu 15 aukcji WDA-MiM, w dużej, bo obejmującej 50 egzemplarzy grupie monet Augusta III jest aż tuzin pozycji uwzględnionych w moim katalogu, na dodatek z odniesieniami do niego umieszczonymi w opisach.
Z tych dwunastu monet tylko jedna ma cenę wywoławczą na poziomie, który uznać mogę IMHO za adekwatny do stanu i rzadkości. Za taką cenę mógłbym tę monetę kupić... gdybym nie miej jej w zbiorze. Ale mam, na dodatek lepiej zachowaną. Z pozostałych jedenastu, cenę wywoławczą jednej uważam za atrakcyjnie niską i gdybym takiej monety nie miał (a mam, i to chyba w lepszym stanie zachowania), to bym o nią powalczył. Pozostała dziesiątka ma ceny wywoławcze na poziomie, który tylko w nielicznych przypadkach mógłbym zaakceptować, jako ostateczne (i to już po wliczeniu młotkowego). Cóż. Może nie nadążam za rynkowymi trendami. Nie mam przecież takiego doświadczenia, jak na przykład szef GNDM, nie znam się na strategiach biznesowych, bo monetami nie handluję.

W każdym razie:
  • Czekam z dużym zaciekawieniem na finał aukcji WDA-MiM, którego to finału nie omieszkam tu skomentować.
  • Jaki by ten finał nie był, na pewno nie ujawnię przedwcześnie następnego tematu, do którego się przymierzam - chciałbym móc kupować monety z nim związane po cenach nie zmuszających mnie do pozbywania się innych części mojego zbioru (choć argumentacja D. Marciniaka przedstawiona w wyżej podlinkowanym filmie brzmi bardzo rozsądnie). 

niedziela, 15 marca 2020

Tło - jak je usunąć???

Przymierzam się do pracy nad nowym numizmatycznym tematem. Muszę odpocząć od osiemnastowiecznej miedzi.
Temat nowy, monety stare, bite ręcznie, na ręcznie przygotowywanych krążkach, wyjątkowo rzadko okrągłych. Zdarzają się prawie eliptyczne, ale najczęściej mają nieregularne, z grubsza tylko przypominające koło, a na dodatek nierzadko z wykruszeniami na krawędziach.
Takie monety fotografuje się łatwo, jak każde inne (z wyjątkiem monet bitych polerowanym lub lustrzanym stemplem), ale przygotowanie zdjęcia do publikacji już takie proste nie jest.
Można oczywiście pójść na łatwiznę i nie przejmować się tłem. Efekt jest taki.
 

Niespecjalnie mi się to podoba. Można oczywiście pomanewrować ustawieniami jasności i kontrastu, ale to nadal nie to.
Przedstawiłem tu kiedyś mały poradnik na temat komputerowej obróbki zdjęć monet. Dziewięć lat temu - kawał czasu. Poradnik dotyczył przykładu banalnego - zdjęcia współczesnej, bitej maszynowo, okrągłej monety. Dla przypadków pokazanych wyżej mało przydatny.
Później, w roku 2014, temat powrócił na forum TPZN. Wątek przywołano ponownie w roku 2018, czyli temat wydaje się nadal aktualny.
Zwykle staram się przystępować do pracy dopiero po zgromadzeniu niezbędnych materiałów i narzędzi. Dlatego poświęciłem niedawno dwa popołudnia na poszukiwanie narzędzia, które tło usunie szybko i dokładnie, przy jak najmniejszym moim udziale. Najlepiej automatycznie, bo jak wiecie leniem jestem. Z mizernym skutkiem przetestowałem masę filtrów i dodatków do programu GIMP, którego używam. Przykład - dwukrotne użycie "różdżki" dało taki efekt.
Jak widać pozostały jeszcze "artefakty", które trzeba usuwać ręcznie. Jedno, czy dwa zdjęcia można tak obrobić, ale kilkadziesiąt? Nie mając do dyspozycji tabletu graficznego, musiałbym męczyć się z niewygodną do takich prac myszką, przy okazji natężając (i nadwyrężając) wzrok, żeby przypadkiem nie usunąć tego, co powinno pozostać.
Przy okazji poszukiwań dodatków do GIMP natknąłem się na niezliczoną ilość ofert usuwania tła ze zdjęć online. Wysyłasz pliki, AI (sztuczna inteligencja) zajmuje się nimi gdzieś tam, nie wiadomo gdzie i po chwili dostajesz obrobione zdjęcia, z których usunięto tło.
Kolejny wieczór zajęło mi testowanie tych ofert. Większość umożliwia oczywiście "darmowe" przetestowanie usługi. Cudzysłów, bo darmowe oznacza tylko, że stan konta w banku pozostaje niezmieniony, ale trzeba się zarejestrować - podać adres e-mail, imię nazwisko, czasem numer telefonu... Te dane, to przecież też waluta. Okazało się, że najczęściej nie wszystko, co niezwykle przekonująco pokazano w ramach reklamy serwisu, w praktyce okazuje się takie szybkie i skuteczne. Najczęściej, na szczęście nie oznacza zawsze. Są serwisy robiące to, czego od nich oczekiwałem, czyli skutecznie usuwające niejednorodne tło ze zdjęć monet o nieregularnych kształtach. Jeden z nich, Remove.bg, na dodatek oferuje oprogramowanie ułatwiające transfer plików w obie strony.
W odróżnieniu od większości pozostałych, Remove.bg zajmuje się tylko usuwaniem tła. Po zarejestrowaniu się w serwisie, użytkownik generuje swój identyfikator, klucz API, który jest konieczny do skonfigurowania wspomnianego programu, jeśli chcemy z niego korzystać. A korzystać warto, bo oszczędza się sporo czasu. Wystarczy przeciągnąć wybrane pliki na okno programu.
Operacja trwa kilka sekund. Wynik? Dla mnie całkowicie zadowalający.

Darmowa usługa ma oczywiście pewne ograniczenia - nie więcej, niż 50 zdjęć miesięcznie z jednego klucza API, wynikowe zdjęcia ograniczone do 0,25 megapiksela, czyli 500 x 500 pikseli. Są oczywiście opcje płatnych planów, ale na razie nie przypuszczam, bym musiał z nich korzystać.

Narzędzie mam, teraz czas na pracę. Na razie nie chcę ujawniać jej tematu - nie zależy mi na wzroście cen monet, które w związku z tą pracą będę chciał kupować w nieodległej przyszłości. Czy monety użyte jako przykład mają coś wspólnego z moim nowym tematem? NIE, ale jako przykład sprawdziły się całkiem nieźle.

Printfriendly