Google Website Translator Gadget

czwartek, 31 stycznia 2013

Münztechnik - czar starych książek.

Jedną z naszych licznych półek z książkami zajmuje siedemnastotomowa, ponadstuletnia encyklopedia Brockhausa.
Nieprzypadkowo centralne miejsce na zdjęciu zajmuje tom 12 MORIA bis PES. W tym tomie są hasła poświęcone monetom i  mennicom.
Jak Wam idzie czytanie książek drukowanych "gotykiem"? Po ćwiczeniach z osiemnastowiecznymi rękopisami saskimi dla mnie to bułka z masłem. Gdybym jeszcze znał niemiecki...

Są też cieszące oko ilustracje monet
ale najciekawsze są ryciny przedstawiające wyposażenie mennic - fabryk pieniędzy:
 To urządzenie, przy pomocy którego przerabia się tak zwane cany na blachy. Cany, to stosunkowo cienkie sztaby metalu. Odlewa się je w formach pokazanych na następnym rysunku.
wózek z formami do odlewania canów
Proces odlewania canów i walcowania ich na blachy możecie prześledzić oglądając film nakręcony w kanadyjskiej mennicy w latach 20-tych XX wieku. 
Widać na nim również pracę maszyny do obtaczania krążków wyciętych z blach.
Wszystkie te urządzenia służyły do przygotowania surowca. To, czym się interesujemy najbardziej, sypało się z takich maszyn:
Po wytłoczeniu, monety przed przekazaniem do obiegu przechodziły jeszcze długą drogę. Poddawano je drobiazgowej kontroli - między innymi ważono je  na półautomatycznych precyzyjnych wagach i sprawdzano, czy krążki nie spękały pod naciskiem prasy. To ostatnie badanie przeprowadzano metodą "na słuch" - to jeden z ciekawszych fragmentów kanadyjskiego filmu. 
Dziś jest to jeden ze sposobów badania autentyczności monet - odlewy, galwany, bicia z niewłaściwych stopów dźwięczą inaczej, niż monety oryginalne. 

Często zaglądam do mojego Brockhausa. Zadziwiające, jak szczegółowa jest ta encyklopedia. Znalazłem na przykład informację, że Gubin (Guben) w roku 1900 miał 33122 mieszkańców, z czego 1354 katolików i 225 izraelitów. O gubińskiej mennicy Augusta III niestety ani słowa. 
Szkoda, bo monety "tłuściocha" nadal zajmują znaczącą część mojego czasu. 

Wypatrzyłem ostatnio ciekawą monetkę na 15 aukcji PGNUM/PDA - lot 1089.
Już jest moja. 
Data może i nieczytelna, ale rysunki awersu i rewersu nie pozostawiają wątpliwości - to rocznik 1751. 
Kontrmarka - dwie splecione litery C to oczywiście ani logo Coco Chanel, ani sygnatura wytwórni porcelany z Ludwigsburga, choć wygląda podobnie.
To kontrmarka znana, skatalogowana przez Sikorskiego, a znacznie wcześniej, bo w roku 1911 opublikowana w Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych przez Gustawa Soubise Bisiera. 
Nie wiem, czy mój szeląg został przestemplowany w tym samym miejscu i celu co szóstak opublikowany przez Bisiera. Punce na pewno nie są identyczne. 
To jeszcze jedna zagadka związana z miedziakami koronnymi Augusta III. 

Zakup tego szeląga cieszy mnie z jeszcze jednego powodu - ani w opisie aukcji ani na ilustrujących go zdjęciach nie widać jeszcze jednej cechy monety - to odwrotka! Przez moje ręce przeszło ostatnio kilkaset saskich miedziaków i muszę przyznać, że monety bite obróconymi stemplami są bardzo rzadkie, a pełną odwrotkę widzę po raz pierwszy. 

Plan wykonany - rzutem na taśmę zmykam styczeń ósmym wpisem. Byle tak dalej, byle do wiosny.







sobota, 19 stycznia 2013

Sobolew, czy Sobolewo?2.00

Nie dają mi spokoju dziwne "monety", o których pisałem kilka dni temu.

Poprosiłem o konsultację Pana Bogumiła Sikorskiego, znanego badacza monet prywatnych.
Pan Sikorski zasugerował, że mogą to być żetony majątkowe (folwarczne) związane ze wsią Sobolewo położoną w okolicach Czarnkowa (Wielkopolska), skąd pochodzą podobne okazy z Jego zbioru (spod tego samego stempla, ale ołowiane!) i dodał:
Odrębną sprawą są napisy. Końcówkę tego po stronie z ligaturą czytam jako "ADAM DE FRESK" i chyba tu jest pies pogrzebany - to inicjały AF. ...
W rejonie Poznania znaki do ... rozliczeń często robili miejscowi kowale, nabijając inicjały lub pełen nazwy majątków. To był standard. Być może tu mamy do czynienia z czymś podobnym. 
Moje wątpliwości, co do sensu umieszczania w legendzie słowa CIVITAT (miasto) zostały skwitowane tak:
Że taki napis ? A czemu nie. W okolicach Szamotuł były polskie majątki, których właściciele jako adres podawali Paryż lub Niceę. Może ktoś przysłał tu jakiegoś Francuza na zarządcę lub coś podobnego. Skutek widzimy w metalu. Ja mimo wszystko uważam to za żetony majątkowe. 
Pozostaje jeszcze problem czasu "emisji". Pan Sikorski  widzi to tak:
 XX - wiecznego pochodzenia blaszek dementować nie trzeba bo taki jest zapewne ich wiek. Moim zdaniem pochodzą sprzed 1939 r i tylko pytanie, sprzed której wojny.
Próba podsumowania.

Ktoś wykonał stemple, którymi odbił w różnych metalach coś, co wygląda na monety majątkowe (folwarczne, dominialne). Prymitywizm stylu stempli niekoniecznie świadczy o bardzo dawnym pochodzeniu "monet". Jest raczej zasługą prymitywnego warsztatu wytwórcy (kowal?). Jeśli to produkty XX-wieczne, lub nie starsze, niż z ostatniej ćwierci wieku XIX, to co robią na nich łacińskie legendy?
Widzę dwie możliwości:

  1. Jest to, tak jak wcześniej pisałem, współczesna próba wykreowania "nienotowanego pieniądza dominialnego", a jej sprawca śmieje się w kułak widząc, co dzieje się wokół jego dzieła.
  2. Są to żetony "wyemitowane" przez właściciela majątku (najprawdopodobniej w Sobolewie k. Czarnkowa), który był miłośnikiem historii i numizmatyki. Może jakiś naśladowca Henryka Mańkowskiego?Jeżeli miały by to być typowe monety majątkowe, używane do rozliczania pracy robotników folwarcznych, to archaizacja ich stylu wydaje się co najmniej zbędna. 
Która jest prawdziwa?







piątek, 18 stycznia 2013

Nieźle się ten rok zaczął.

Stare przysłowie-przestroga radzi "Nie chwal dnia przed wieczorem". Ale jak tu nie chwalić...

Obiecałem wczoraj, że dziś pokażę kilka ciekawych zdjęć (o ile Poczta się sprawi). No to zaczynamy zabawę.

Znajdź szczegóły, którymi różnią się te monety:
1a
1b

2a
2b

3a
3b
Monety 1a, 2a, 3a przyniosłem dziś z poczty, 1b, 2b, 3b już w zbiorze miałem.

Czy łamigłówka została rozwiązana?

Moneta pierwsza
- niestety, żadna z monet nie jest odmianą z sześcioma pękami listków na rewersie. Za to awersy...
1b, czyli ta, którą miałem, to Plage 240 "Jak nr 239, lecz ogon orła większy i na dużej tarczy św. Jerzy w płaszczu". Dzisiejsza zdobycz to właśnie Plage 139. Święty Jerzy nie najlepiej widoczny, ale ogon orła, jak najbardziej. Kolejna luka w zbiorze zapełniona. 

Moneta druga
Szeląg koronny Augusta III, rocznik 1753, pod herbami literka B.
W pierwszym odruchu pomyślałem, że to nie B (jak w opisie aukcji napisał sprzedający), tylko R. Napisałem o tym sprzedającemu, ale odpowiedzi ani zmiany opisu nie doczekałem. Snajper zrobił swoje i moneta trafiła dziś do mnie. 
Bez wątpienia B, bo R wygląda tak
A skąd wątpliwości? Z lektury katalogów, panie doktorze.
Wszyscy autorzy, którzy bardziej szczegółowo opisali miedziaki A3S (Czapski, Gumowski i Kamiński z Żukowskim), odnotowali tylko szelągi 1753B z awersem z imieniem króla AVGVSTVS. Tymczasem na tej monecie na awersie jest AUGUSTUS!

Moneta trzecia
Szeląg koronny Augusta III, rocznik 1753, pod herbami odwrócona literka F.
Co w niej szczególnego? To zabawne, ale to dokładne odwrócenie sytuacji monety poprzedniej. W katalogach jest szeląg 1753 z odwróconym F i imieniem AVGVSTVS, tymczasem w zbiorze miałem tylko nienotowaną odmianę z AUGUSTUS, a tej "zwykłej" nigdzie nie mogłem dopaść. Do dziś. Przyjechała z Niemiec, żeby było ciekawiej.

Zapełnianie luk w kolekcji (tych znanych i tych nieoczekiwanych) staje się niestety coraz droższe. Te trzy miedziaki kosztowały mnie w sumie (żona nie patrzy) dwieście trzynaście złotych i dwanaście groszy wliczając koszty przesyłki. Najtańszy okazał się nienotowany szeląg 1753B AUGUSTUS - tylko 26,50 - choć byłem skłonny dać 150 zł - szczęściem nie było konkurencji, takiej jak w przypadku grosza 1835. 
Fajnie, że stale jeszcze można trafić na monety nienotowane. Nawet, jeśli są to małe, spatynowane, wytarte miedziaki. Pewnie między talarami i dukatami też się to zdarza, ale żeby na taką zwierzynę polować, to trzeba być Czapskim, albo trafić kumulację w Lotto.

Na razie pozostanę przy miedziakach.

P.S.
Od 29 stycznia 2020 moja książka "Miedziane monety koronne Augusta III" jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/





czwartek, 17 stycznia 2013

Nakłady obiegowych monet 2012

NBP opublikował nakłady zeszłorocznych obiegówek:

1 złoty - 10 000 000 szt.
50 groszy - 12 000 000 szt.
20 groszy - 38 000 000 szt.
10 groszy - 136 000 000 szt.
5 groszy - 60 000 000 szt.
2 grosze - 100 000 000 szt.
1 grosz - 365 000 000 szt.

Dwójek i piątek nie wyemitowano.

Tylko w 2005 r. wybito więcej jednogroszówek!

Ciekawe, jak wobec zapowiedzi zaniechania produkcji dwóch najniższych nominałów, będą wyglądały tegoroczne nakłady.

Dziś bez zdjęć.
Coś ciekawego mam nadzieję pokazać  jutro (o ile Poczta Polska stanie na wysokości zadania).

środa, 16 stycznia 2013

Ja już to gdzieś widziałem!

Przykre, ale Cafe Numizmatyka na Allegro jest tylko cieniem dawnej świetności. Zaglądam tam jednak regularnie. Z rzadka coś napiszę...

11 stycznia zaintrygowało mnie pytanie "Co to za moneta?". Załączone zdjęcia zostały bezlitośnie skompresowane przez automat obsługujący cafe, ale są wystarczająco wyraźne, żeby uruchomić alarm: Ja już to gdzieś widziałem!

Ba! Nie tylko widziałem. Ja coś podobnego mam i nawet kiedyś o mojej blaszce coś napisałem.

Moja "moneta" jest miedziana i mniejsza.
Dokładniejsze oględziny obu zdjęć prowadzą do wniosku, że oba okazy zostały wybite tymi samymi stemplami, a że miedziany krążek jest mniejszy, to odbiły się na nim tylko środkowe części stempli, bez legend otokowych.

Oczywiście, podzieliłem się moim spostrzeżeniem z autorem postu z cafe Allegro. Wymieniliśmy kilka emaili. Zainteresowały mnie zwłaszcza legendy widoczne na monecie z cafe. Okazało się, że na jednej stronie jest napis MONETA CIVIT SOBOLEW, po którym jest coś jeszcze, coś z literą T albo ozdobnik - krzyżyk. Na stronie odwrotnej jest SOLIDUS + DG i dalej coś w rodzaju OLINES????
Dowiedziałem się też, że "srebrnik" został zakupiony około roku 2001 na jarmarku katarzyńskim w Toruniu w masówce po 4 zł/szt. Handlarz miał tych monet więcej.


Ja mojego miedziaka zdobyłem w Zawierciu, pięć lat później. Kto i w jakim celu wyprodukował te blaszki nie wiem.

Wykluczam, że to produkt XVIII- czy też XIX-wieczny, bo Sobolew nigdy miastem nie był. Gdyby miały to być monety dominialne, to też nie użyto by określenia CIVIT. Najprawdopodobniej jest to całkiem współczesna próba wykreowania "nienotowanego pieniądza dominialnego".

Kupując monety dominialne i inne formy pieniądza prywatnego trzeba zachowywać dużą ostrożność. Sprzedawcy zwykle mają na podorędziu jakąś fascynującą legendę mającą dowieść wyjątkowej rzadkości "monety". A jeśli tego nie robią i sprzedają takie wynalazki w masówce, to też źle na tym nie wychodzą - kilka złotych za gram miedzi (choćby nawet lekko srebrzonej) to niezły zarobek.

P.S.
19 stycznia 2013
Ciąg dalszy: Sobolew, czy Sobolewo?


czwartek, 10 stycznia 2013

Král Bene

Přezdívku „král Bene“ si Vladislav údajně vysloužil za to, že šlechtě na žádosti odpovídal pouze „bene“ (tj. „dobře“).

Nie bójcie się, dalej będzie po polsku.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, na ścieżce przecinającej zbocze góry Wołek znalazłem tę monetę:
Leżała między kamieniami, pewnie deszcz wypłukał ją z ziemi. Pamiętam, że bardzo mnie dziwiło, skąd w środku lasu, daleko od ludzkich siedzib wzięła się taka moneta. I co to za moneta?
Po powrocie do domu rzuciłem się do przeglądania mojej bardzo wtedy skromnej biblioteczki numizmatycznej. Podpowiedź znalazłem w książce...
Русская монетная система: историко-нумизматический очерк na stronie 73. Wiedząc już, że to moneta czeska i mając częściowo rozszyfrowaną legendę WLADISLAVUS SECUNDUS byłem "w domu" - grosz praski Władysława II Jagiellończyka.
Nie podejmę się opisu drogi Władysława do czeskiego tronu. To materiał na niezły thriller historyczno-polityczno-szpiegowsko-dyplomatyczny z licznymi scenami batalistycznymi. Synowie Kazimierza Jagiellończyka, kiedy się wspierali, to się wspierali, ale kiedy w grę wchodziła WŁADZA możliwa była nawet wojna. Armie Władysława i Olbrachta ścierały się nie raz. Najznaczniejsza była bitwa pod Koszycami wygrana przez Władysława.
Bracia walczyli nie tylko z sobą. Przeciwnikami Władysława był i Maciej Korwin i król niemiecki Maksymilian I Habsburg. Zawierano (i zrywano) niezliczone traktaty i umowy, wszystko, by zdobyć trony Czech, Węgier, Chorwacji (a przy okazji i Mołdawii). Jakby tego było mało, papież Leon X wymyślił sobie krucjatę przeciw Turkom, która przyczyniła się do wybuchu wojen chłopskich na Węgrzech. Oj działo się działo.

Władysław zasłużył sobie na tron czeski pomagając Jerzemu z Podiebradów w wojnie z królem węgierskim, Maciejem Korwinem, który też miał apetyt na Czechy. W 1471 roku Jerzy zmarł i zgodnie z jego wolą sejm czeski wybrał Władysława na króla. Sejm obradował w Kutnej Horze. Pewnie mój grosz z tamtejszej mennicy pochodzi.

Przez długie lata była to jedyna czeska moneta w moim zbiorze. Aż do 26 listopada 2010 r. W tym dniu przyniosłem z poczty list z malutkim sreberkiem:
Kilka dni wcześniej wypatrzyłem je na eBay i zalicytowałem ryzykując aż 2 euro. Licytacja stanęła na 1,19.
Na awersie mamy czeskiego lwa z podwójnym ogonem i legendę: WLADISLAVUS SECUNDUS, na rewersie koronę, charakterystyczną, wszechobecną w Kutnej Horze, literę W i cyfrę II. To nominał znacznie od grosza niższy, tzw. bily peniz czyli denar. Mój grosz waży ciut ponad trzy gramy, denar dziesięciokrotnie mniej.

I to wszystkie czeskie monety w moim zbiorze. Jedną przypadkiem znalazłem, drugą przypadkiem kupiłem. A ponieważ "nie ma przypadków", jak mawia Pan Kaczkowski, czekam cierpliwie na chwilę, w której zasłona opadnie i tajemnica  obu "przypadków" się wyjaśni.

P.S.
Kilka lat po znalezieniu grosza przeczytałem w dziele "Chronografia albo Dziejopis Żywiecki" Andrzeja Komonieckiego:
1451
Roku tedy 1451 wielkie się szkody działy książętom oświęcimskim dla rozbójstwa wielkiego, gdyz na zamku Wołku rzeczonym blisko Kęt miasta stojącym, Gels Śleziak, a na zamku Barwałdzie u Góry Kalwaryjej Włodek Skrzyński herbu Łabędź i z żoną swą Katarzyną rozbijał. Z którym Skrzyńskim walczył Piotr Szafraniec o ten Barwałd...
Ostatnia wzmianka o zamku Wołek pochodzi z 1474 r. Zamek został zniszczony prawdopodobnie kilka lat później, podczas wyprawy wojsk Kazimierza Jagiellończyka dowodzonych przez Jakuba Dębińskiego. Król wysłał wojsko, bo Mikołaj Komorowski, właściciel zamków w Żywcu i Barwałdzie, odmówił ich sprzedaży. Charakternych przodków miał Pan Prezydent.
Kila razy byłem jeszcze na Wołku, oglądałem mizerne resztki ruin. Wybrałem się nawet na poszukiwanie obozu Skrzyńskich na Bukowskim Groniu, ale nic ciekawego nie znalazłem.

P.P.S.
Jeśli ktoś z Was zdecyduje się na poszerzanie wiedzy o bilyh penizeh przy pomocy wyszukiwarek internetowych powinien być przygotowany na niespodzianki, zwłaszcza jeśli zatrudni Googla do wyszukiwania grafiki.


niedziela, 6 stycznia 2013

Raz kozie śmierć.

Od dzisiaj tom 3 mojego Specjalizowanego Katalogu Polskich Monet Obiegowych (PRL) jest dostępny w sieci.

Umieściłem go w serwisie SCRIBD - bezpośredni link:


Cena $ 4,99 czyli mniej więcej jedna trzecia wydania papierowego.

Jeśli ten format sprzedaży się sprawdzi, w serwisie pojawią się również dwa pierwsze tomy katalogu.



wtorek, 1 stycznia 2013

Dwa razy A4, czyli po co są pieniądze.

Pieniądze są po to, żeby je wydawać. Podobno są tacy dziwni ludzie, którzy pieniądze zbierają. Zamykają w zmyślnych pudełeczkach i przez myśl im nie przejdzie, że można nimi płacić w sklepie, ale to jakiś margines. Normalni ludzie za pieniądze kupują, co chcą (na przykład pieniądze, które pieniędzmi sensu stricto być przestały).

Kolekcjonerzy często zastanawiają się, co też można było kiedyś kupić za monety z ich kolekcji. Trzyma człowiek takiego trojaczka i myśli - jak długo trzeba było na ten pieniążek pracować? Na co wystarczył?
Naukowcy zajmujący się monetami zawodowo też nie ograniczają się do kwestii technologicznych, historycznych i prawnych. Ekonomia jest równie ważnym elementem numizmatyki. Na potrzeby badań porównawczych - bo nie można prosto porównywać siły nabywczej rzymskiego denara i denara piastowskiego - powstało pojęcie trofy. Najprościej mówiąc, trofa to ilość pokarmu zapewniająca przeciętne potrzeby energetyczne średnio aktywnemu człowiekowi przy zastrzeżeniu racjonalnego odżywiania (więcej na ten temat tutaj).
Informacje o rzeczywistej sile nabywczej pieniądza w minionych wiekach znajduje się w archiwach sądowych, w pamiętnikach, listach, testamentach. Z natury rzeczy są to informacje rozproszone, czasem trudno dostępne. Warto więc dzielić się takimi danymi, jeśli trafimy na nie w domowych papierach.
Cennik żywieckiego masarza z 1934 r.

Jak niewiele dzieliło parówki i pasztetową od szynki gotowanej wędzonej bez kości! Pewnie więcej w nich było mięsa, niż w dzisiejszych. I smakowały lepiej z pewnością.
Cennik spisano na odwrocie plakatu:
Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej działająca od 1928 r. nie pomogła. Przez świat przetoczyła się wojna. Zmieniło się wszystko, również pieniądze.
Latem 1948 r. mój tata wybrał się w Tatry.
Tata, jak widać szynki nie kupował. Teoretycznie w obrocie był jeszcze przedwojenny bilon, ale nie przypuszczam, żeby tata go wtedy używał. Nie przy tych kwotach, od przedwojennych wyższych tysiąckrotnie, a może i więcej.

A na odwrocie?

Dwie kartki z domowego archiwum. Niby nic, a jednak coś. Zastanówcie się, zanim coś podobnego wyrzucicie.

Miejcie się dobrze w Nowym Roku.


sobota, 29 grudnia 2012

Archiwum felietonów numizmatycznych.

Właśnie skończyłem, to co zacząłem przeszło rok temu. Swoją drogą nie przypuszczałem, że zajmie mi to tyle czasu.
Archiwum jest już kompletne, dostępne tutaj. Zapraszam do lektury. Jeśli coś nie działa, nie wyświetla się, nie wygląda, jak należy - proszę o sygnał.

Nareszcie będę miał więcej czasu dla miedziaków Augusta III.




piątek, 21 grudnia 2012

Moneta - metalowy znak pieniężny.


Wikipedia definiuje monetę, jako:
"przeważnie metalowy znak pieniężny, o określonej formie, opatrzony znakiem emitenta. Emitent gwarantował umowną wartość monety. Pierwotnie wartość ta zbliżona była do rynkowej wartości kruszców zawartych w monecie."
O problemach, na które napotykają producenci monet napiszę za chwilę - najpierw rozwiązanie zagadki z poprzedniego wpisu. Zagadka okazała się banalna. Wszystkie osoby komentujące wpis bez trudu zidentyfikowały opisywaną monetę:

Też uważam, że Kurier Warszawski przesadził. To ładna moneta.

Monety projektu Tadeusza Breyera atakowano nie tylko za wygląd. Jak wiadomo, pierwotnie zaplanowano bicie monet o nominałach 1 złoty i 2 złote w srebrze próby 835 i pięciozłotówki w srebrze próby 900, zgodnie z zasadami Monetarnej Unii Łacińskiej. Szybko to zmieniono i do obiegu trafiły tylko jedno- i dwuzłotówki ze srebra próby 750. 
Bardzo krytycznie ocenił to Witold Broniewski w dwuczęściowym artykule "Stopy legalne w Polsce" opublikowanym w Przeglądzie Technicznym nr 17 i 18 z r. 1925 (dostępne w zasobach Federacji Bibliotek Cyfrowych). 
Główne zarzuty wyglądały tak:
Warto przestudiować dokładnie artykuł Broniewskiego i dalszą polemikę z dyrektorem mennicy Janem Aleksandrowiczem (Przegląd Techniczny nr 34 z roku 1925). Są tam bardzo interesujące informacje o poziomie zabezpieczenia wartości nominalnej monet przez metal, o procederze fałszowania francuskich pięciofrankówek i o technicznych aspektach produkcji monet. Adwersarze zgadzają się w jednym - mosiężne dwu- i pięciogroszówki z datą 1923 wybito na krążkach z bardzo nieodpowiedniego stopu, co jednak można w pewnym stopniu usprawiedliwić. Krążki te zakupiono już w roku 1922 z przeznaczeniem na emisję bilonu w walucie markowej, do której nie doszło ze względu na hiperinflację. 

W dzisiejszych czasach nie oczekuje się, że metal, z którego bije się monety obiegowe powinien zabezpieczać ich wartość. Metal dobiera się pod kątem odporności na zużycie i braku negatywnego wpływu na zdrowie użytkowników. Ważny jest też aspekt ekonomiczny - to niedobrze, gdy koszt produkcji monety (materiał + robocizna) przewyższa jej wartość nominalną. Z problemem tym borykają się wszyscy. Jedne państwa radzą sobie rezygnując z najniższych nominałów (np. Republika Czeska). Inne zastępują kosztowny surowiec tańszym. Dobrym przykładem są amerykańskie centy. Pierwsze kroki oszczędnościowe podjęto w II połowie XIX w.  zastępując w roku 1856 miedziane centy o średnicy 27,5 mm małymi, miedzioniklowymi o średnicy 19 mm. Później, podczas II Wojny Światowej stop miedzi zastąpiono stalą pokrywaną powłoka cynkową. Do miedzioniklu powrócono w roku 1947. W roku 1959 nikiel zastąpiono dodatkiem cyny i cynku. W latach 1962-1982 ze stopu wyeliminowano cynę. Od roku 1982 centy bije się z cynku pokrytego warstewką miedzi, która stanowi tylko 2,5% zawartości monety. Wzrost cen surowców spowodował, że sama wartość metalu w cencie przewyższa jego wartość nominalną. A centów bije się rocznie około sześciu miliardów - takie jest zapotrzebowanie rynku!
Nic więc dziwnego, że myśli się o zniwelowaniu strat związanych z produkcją monet (i innych pieniędzy - wszystko wskazuje, że banknoty z Waszyngtonem zostaną wkrótce całkowicie zastąpione monetami). 
W zeszłym tygodniu przedstawiono w Kongresie USA przeszło 400- stronicowy raport z dwuletnich badań wykonanych w mennicy w Filadelfii. 

Okazuje się, że spośród 80 pierwiastków metalicznych widniejących w tablicy Mendelejewa tylko cztery są dziś tańsze od miedzi i niklu. Są to aluminium, żelazo, cynk i ołów. Ołów nie może być brany pod uwagę ze względu na własności mechaniczne i negatywny wpływ na zdrowie człowieka. W filadelfijskiej mennicy przebadano 29 różnych stopów bijąc z nich monety o "nonsensownym rysunku" - nie mogły być podobne do żadnych obiegowych monet. 
"cent" ze stali pokrytej aluminium
zdjęcie z The Salt Lake Tribune

Oceniano ich wygląd, odporność na ścieranie i korozję, jakość powierzchni, twardość, a także własności magnetyczne. Te ostatnie mają niebagatelne znaczenie, bo w USA funkcjonuje bardzo dużo automatów wrzutowych na monety, w których wykorzystuje się zjawiska magnetyczne do eliminowania obiektów udających monety (np. obcych monet). Koszty przeróbki automatów działających w kraju mogą sięgać kwoty przekraczającej pół miliarda dolarów. 

Przypuszczam, że i u nas trwają podobne prace, bo o ile mi wiadomo, produkcja jednogroszówek też przynosi straty. Ciekawe, czy skończy się na zmniejszeniu ilości nominałów, czy grosze pozostaną, tylko zmieni się ich skład. Ta druga opcja będzie dla nas, kolekcjonerów znacznie ciekawsza.



poniedziałek, 17 grudnia 2012

Co to za moneta?

Na wielu forach numizmatycznych użytkownicy bawią się w zgadywanki. Pokazuje się powiększenie małego (ale charakterystycznego) fragmentu monety i pada pytanie:
- co to za moneta?
Kto pierwszy prawidłowo odpowie, ma prawo zadać następna zagadkę.
Przykład z forum TPZN: ZAGADKA

Dziś pobawimy się inaczej. Proszę spróbować odgadnąć, jaką monetę opisano w ten sposób w Kurierze Warszawskim.
Rewers:
"Chuderlawa prasowaczka, której stos pacierzowy wyskoczył z pleców i wbił się w tył głowy, zapatrzona zgryźliwym i nieufnym wzrokiem w cztery ohydne liszki czy larwy, które w makabrycznym pląsie stanęły dęba na jej prawym ramieniu, ma reprezentować młodą, zdrową, Polską Republikę."
Awers:
"Orzeł z obrzydzenia i irytacji widocznie stanął na głowie. Nie zgadza się na tak pojętą Polkę. Przywykł do hożych, wesołych Maryś, z sutym wieńcem kłosów pszenicznych na włosach, we wstęgach i koralach. A to jest jakiś obrzydliwy babsztyl w brudnej chuście bez wyrazu na głowie, przydatny na szyld pralni kołnierzyków i mankietów w dzielnicy murzyńskiej Nowego Jorku."
Odpowiedź za niecały tydzień. Nagród nie będzie.

Kiedy zajmowałem się pomocą w identyfikacji monet na forum e-numizmatyki zdarzało mi się czytać bardzo fantazyjne opisy, ale z tak kwiecistym nigdy nie miałem do czynienia.

Dostałem dziś email z zapytaniem: "Proszę o opinię co Pan o tej monecie myśli"
(usunąłem oczywiście dane "szczęśliwego" zwycięzcy). "Szczęśliwego", bo aukcja wygląda tak.
Dział "Allegro › Kolekcje › Numizmatyka › Pozostałe › Kopie i falsyfikaty" jest  jak najbardziej odpowiedni dla oferowanego wyrobu metaloplastycznego. Opis monety niemal standardowy:
"WYSTAWIŁAM NA AUKCJACH RÓŻNE PRZEDMIOTY KTÓRE NIE STANOWIĄ DLA MNIE ŻADNEJ WARTOŚCI I NIE SĄ MI DO NICZEGO POTRZEBNE.WIĘKSZOŚĆ Z NICH POCHODZI OD OSOBY KTÓRA ZAJMOWAŁA SIĘ KOLEKCJONERSTWEM.NIE WIEM JAKĄ POSIADAJĄ WARTOŚĆ I CZY SĄ PRAWDZIWE CZY NIE."
Klasyczny przykład aukcji nazywanej na forach polowaniem na jelenia. Licytowało piętnaście osób. Nieistotne ilu Allegrowiczów z tej piętnastki liczyło na kupno rarytasu za bezcen, a ilu brało udział w polowaniu w charakterze nagonki.

Dlaczego pytanie trafiło do mnie dwa dni po zakończeniu aukcji, a nie przed jej zakończeniem?
Dlaczego to pytanie padło, skoro sprzedający/sprzedająca umieściła aukcję w dziale "kopie i falsyfikaty"?
Dlaczego ktoś oferuje kwotę znacznie przewyższającą minimalną płacę krajową za coś wystawionego w dziale "kopie i falsyfikaty"?

Na te pytania odpowiedzi nie znam. Znam natomiast odpowiedź na pytanie: Co zrobić, żeby uchronić użytkowników Allegro przed takim zagrożeniem. Odpowiedź ta pojawiała się już na moim blogu, ale nigdy dość jej przypominania.
Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.


środa, 12 grudnia 2012

12.12.2012 albo numerologia stosowana, czyli nie ma przypadków panie doktorze!

Taka dziś ładna data w kalendarzu, że koniecznie trzeba ją wykorzystać.

Najpierw twórcze przekształcenie: pogrupujmy te cyferki w dwie grupy
1212
2012
Teraz sięgam do katalogu mojego zbioru i sprawdzam, co też kryje się pod numerem 1212. Spora blaszka, ale lekka
Aluminium, średnica 28 mm, waga 2,0 g, rant karbowany. Mennica w Berlinie. Monetę zaprojektował Josef Wackerle, matryca do stempli wyszła spod ręki Reinharda Kullricha. Nakład 15 496 695 egzemplarzy.

A co siedzi w kopertce z numerem 2012?
Też się zdziwiłem! 
Ten sam projektant, ten sam autor stempla, ale tym razem moneta z mennicy w Hamburgu wybita w nakładzie 4 896 494 szt. 
To nie jedyna różnica. Orła na awersie otacza napis: 
VERFASSUNGSTAG 11. AUGUST 1922
bo to moneta okolicznościowa - upamiętniająca trzecią rocznicę powstania Republiki Weimarskiej. 
Pierwsza wojna światowa zmieniła mapę Europy. Upadły cesarstwa, powstały nowe państwa, inne powróciły z niebytu. 9 listopada 1918 ogłoszono abdykację cesarza Wilhelma II. Po krótkich i gwałtownych perturbacjach, prawie równoległych próbach utworzenia w Niemczech republiki demokratycznej i republiki socjalistycznej, w styczniu1919 r. odbyły się wybory do Zgromadzenia Narodowego. Zgromadzenie pierwszy raz zebrało się w lutym 1919 r. w Weimarze, bo w Berlinie trwały jeszcze zamieszki. Kilka dni później na pierwszego prezydenta Niemiec wybrano Friedricha Eberta, który 11 sierpnia tego samego roku podpisał konstytucję nowej republiki. Ten dzień ustanowiono jej świętem narodowym.

Pierwsze lata Republiki Weimarskiej były bardzo trudne. Kraj wyniszczony wieloletnią wojną opanowała inflacja, która w roku 1923 przerodziła się w hiperinflację. 3 września 1923 za dolara płacono około 10 000 000 marek, pod koniec miesiąca 160 000 000 marek , a wkrótce kurs poszybował na poziom  bilionów marek. W roku 1922 nie było jeszcze tak źle, ale fakt, że trzymarkówkai bito w aluminium świadczy o ich niewielkiej sile nabywczej. Po stłumieniu inflacji również bito monety o tym nominale, ale już nie w aluminium, a w srebrze. Miały 30 mm średnicy i ważyły 15 gramów. Państwo rosło w siłę. Zmiótł je następny kryzys, który wyniósł do władzy Adolfa Hitlera, ale to już całkiem inna historia. 

Pomysł na temat tego postu nasunął mi krótki reportażyk radiowy - rozmowa z jakąś "wróżką", która z komiczną wręcz powagą plotła niebywałe androny o wpływie liczb i cyfr (zresztą myląc jedne z drugimi) na nasze życie. Androny, andronami, ale przyznacie mili, że przypadek bardzo ładny i mało prawdopodobny. Monetę nr 2012 kupiłem 6 marca 2006 r. płacąc 2,77 zł (tyle wyszło z podzielenia kosztu zakupu kilkudziesięciu niemieckich monetek).  Numer 1212 znalazł się w kolekcji w styczniu 2004 r. za 86 groszy (cena wyliczona na identycznej zasadzie). Dwa zakupy w dwuletnim odstępie. 

I jak tu nie wierzyć w numerologię :-)

P.S.
W katalogach można znaleźć informację, że istnieją trzymarkówki 1922 bez okolicznościowego napisu  z literką F. To próby wybite w Stuttgarcie. Praktycznie wszystkie noszą ślady ognia (aus Brandschutt = z pożaru), podobnie jak jednofenigówki Królestwa Polskiego z roku 1917. 

niedziela, 9 grudnia 2012

czwartek, 6 grudnia 2012

W dzień świętego Mikołaja...

Jana Steen (1627-1679)
"Dzień św. Mikołaja"

W prawym dolnym rogu obrazu widzimy oparty o stolik bochen chleba w kształcie rombu. To nie chleb "nasz codzienny", tylko specjalny, świąteczny. Jeść należało go ostrożnie. Szczęśliwy biesiadnik (jeśli był nieostrożny, to pechowy) mógł w swojej części znaleźć monetę - niespodziankę.

Mnie też listonosz, chwilowo pełniący obowiązki św. Mikołaja, przyniósł monetę, ale bynajmniej nie była to niespodzianka. Kilka dni temu pisałem, że jej wyczekuję. Oto ona:
I to ma być ten rarytas?
Tak, to moneta, której brakło w największych zbiorach z przełomu XIX/XX wieku. Na czym polega wyjątkowość tego miedziaka?
Autorzy większość katalogów w opisach groszy Augusta III ograniczyli się do wymienienia roczników, co najwyżej dodając, że pod herbami jest cyfra 3 lub litera H. Bardziej szczegółowe opisy uwzględniające treść i interpunkcję legend znajdziemy tylko w katalogu kolekcji Czapskiego, w pracy M. Gumowskiego "Gubin i jego mennice" i w Katalogu Monet Polskich 1697-1763 Kamińskiego i Żukowskiego. U Gumowskiego przy opisach poszczególnych odmian znajdujemy informację o kolekcji, w której dana odmiana się znajduje.
Brak grosza 1754 z cyfrą 3 i imieniem króla AUGUSTUS pisanym przez U. Jak widać, nie było go i w kolekcji Czapskiego.
Ciekawe, że odmiana ta została skatalogowana przez Kamińskiego i Żukowskiego (nr 742). Nie wiadomo tylko, czy autorzy znali ją z autopsji, czy umieścili w katalogu na zasadzie analogii z rocznikami 1753 i 1755 w których od dawna znane są grosze z AVGVSTVS I AUGUSTUS i z rocznikiem 1752, w którym znów, jako jedyni odnotowali obydwie wersje imienia.
Z tej mikołajowej "niespodzianki" jestem bardzo zadowolony.

Ja też wystąpiłem dziś w roli prezentodawcy. Sprezentowałem 14 złotych w gotówce. Podzielili się nimi  EMPiK i SNP - wydawca Przeglądu Numizmatycznego. I to wszystko co mam do powiedzenia o czwartym tegorocznym numerze PN.





niedziela, 2 grudnia 2012

Allergehorsamste Anzeige

Wciągnęło mnie bez reszty.

Dotarła płytka z drezdeńskiego Sächsisches Staatsarchiv z dwoma zestawami dokumentów. Pierwszy dotyczy rozliczeń z pracy mennicy w Saygerhutte Grunthal za rok 1752, drugi transportów polskich miedziaków z Gubina do... Wieliczki w latach 1753-1755 (dlaczego do Wieliczki?!?).

Czytanie tego, to nie lada wyzwanie. Po pierwsze, język niemiecki znam na poziomie "Czterech pancernych i psa" - halt!, hande hoh, guten morgen...
Po drugie
Co to za wyraz?

Dokumenty pisało kilka osób. Jedne karty są pięknie kaligrafowane, inne są notatkami spisanymi szybko i niestarannie. Z tą znajomością niemieckiego, to troszkę przesadziłem. Znam trochę więcej słówek, ale żeby przystąpić do tłumaczenia, trzeba najpierw tekst przeczytać i przepisać na komputerze. Jak wyżej pokazałem, nie jest to proste. Okazuje się, że to trudne nawet dla osób biegle władających współczesnym niemieckim. Nic to. Mam czas. Litera po literze, słowo po słowie, zdanie po zdaniu...

Nie zawsze jest aż tak trudno. Ten podpis
rozszyfrowałem bez problemu.

Trzeba się czasem oderwać od mozolnego rozgryzania saskich zapisków sprzed ćwierci tysiąclecia, ale jakoś trudno mi ostatnio całkiem porzucić miedziaki A3S. Poluję więc na kolejne okazy do zbioru. Ostatni nabytek, to szeląg z literką G z roku 1753

Takiego jeszcze nie miałem. A jak wszystko pójdzie po mojej myśli, to za kilka dni pokażę monetę, której nie miał ani Czapski, ani Jokisz, ani Kostrzewski, ani Solecki. W ogóle myślałem, że takiej monety nie ma, a jej obecność w niektórych katalogach wynika wyłącznie z domysłów ich autorów, że skoro taka odmiana jest w jednym roczniku to i w innym powinna się pojawić.

Wracam do rękopisów.

P.S.
Tytuł wpisu to pierwsze słowa jednego z dokumentów. Kto wie, co oznaczają?


piątek, 23 listopada 2012

Nie życzę sobie...


Pod ostatnim wpisem pojawił się komentarz:
Anna Tycner pisze...
Mam raczej do Pana pytanie – co opłaca się bardziej – kolekcjonować współczesne monety złote, czy stare i już zabytkowe, ale niekoniecznie z czystych metali?
Chwilowo będę udawał głupiego i zacznę od wyjaśnienia wątpliwości terminologicznych:
  • ... niekoniecznie z czystych metali”. Czy miedź jest czysta? Czy żelazo jest czyste? Przypuszczam, że chodzi Pani o podpowiedź, czy wybrać nowe monety z metali szlachetnych (złoto, platyna, srebro), czy zabytkowe z metali niekoniecznie szlachetnych.
  • co opłaca się bardziej”. Stwierdzenie „opłaca się” to według słownika języka polskiego opis sytuacji, w której coś przynosi zysk lub korzyść, bez sprecyzowania, czy chodzi o korzyść materialną, czy korzyść o innym charakterze.
Czas złapać byka za rogi. Użyła Pani w swoim komentarzu/pytaniu słowa-klucza „KOLEKCJONOWAĆ”.
Kolekcjonowanie, to choroba, nałóg, mania, miłość, pasja, natręctwo (kolejność przypadkowa). Nie jestem pewien, kiedy dokładnie zacząłem kolekcjonować monety, ale trzyma mnie to już nie krócej, niż od pół wieku. Pewien jestem jednak, że odkładając pierwsze okazy do drewnianej kasetki, nie robiłem tego z myślą, by dzięki temu w przyszłości zostać człowiekiem majętnym. Nie przypuszczałem też, że gromadzenie monet może dać mi jakieś inne korzyści. Zbierałem monety dla czystej przyjemności zbierania, gromadzenia przedmiotów. Zadziałały pewnie jakieś pradawne atawizmy wywodzące się z czasów, gdy ludzkie życie zależało od tego, co uda się znaleźć i zgromadzić.

Teraz, jak w porządnym kazaniu posłużę się przykładem z życia. Mojego.
Przez rok około byłem jedynym, wszechmocnym moderatorem forum dyskusyjnego na portalu e-numizmatyka.pl. Było to w latach 2007-2008, czyli szczytowym okresie „sreberkowego szaleństwa”. Po każdą nową monetę kolekcjonerską emitowaną przez NBP ustawiały się kilometrowe kolejki. 
20 grudnia 2007 - kolejka po srebrne 10 zł z Korzeniowskim 
zdjęcie z forum e-numizmatyka.pl

Dochodziło do awantur i bójek, interweniowała policja. Szaleństwo. Na forum wrzało – zwolennicy lustrzanek polskich naparzali się z miłośnikami sreberek francuskich nie gorzej, niż dziś PO z PISem. A ja, kolekcjoner zajmujący się wyłącznie monetami stricte obiegowymi, musiałem te spory łagodzić. Dużo się przy tym nauczyłem – nie o lustrzankach, a o ludzkiej psychice. Mam też nadzieję (a w kilku przypadkach pewność popartą dowodami), że udało mi się przekonać niektórych uczestników tych sporów, że KOLEKCJONOWAĆ i INWESTOWAĆ, to nie zawsze to samo, a najczęściej, to dwie zupełnie różne sprawy. Kilka ciekawostek z tego okresu:


Czy Pani chce inwestować? Gromadzić monety dziś, tylko po to, by po pewnym czasie sprzedać je z zyskiem? Jaki horyzont czasowy ma Pani na myśli?
A może myśli Pani o tworzeniu kolekcji, która „przy okazji” stanie się finansowym zabezpieczeniem przyszłości Pani albo Pani potomków? Nie, proszę tu nie odpowiadać na moje pytania. Proszę się tylko nad nimi zastanowić, bo...

Nie znam przypadku, by komukolwiek udało się odnieść finansowy sukces w wyniku zajmowania się czymś, na czym się ten ktoś nie znał. Inwestowanie na giełdzie bez znajomości jej reguł, bez świadomości zasad rynków finansowych może przynieść chwilowy, przypadkowy zysk, ale na dłuższą metę wyłącznie straty.
Podobnie ma się rzecz z każdą inną działalnością nastawiona na zysk – nawet z oszustwem. Trzeba się dobrze znać na tym, na czym chce się zarabiać.

Wróćmy do kolekcjonerstwa. Nie znam przypadku, by komukolwiek udało się stworzenie wartościowej kolekcji dzieł sztuki, numizmatów, książek, znaczków, etykiet piwnych, komiksów itp. bez dogłębnej znajomości tematu.
Niech dobrym przykładem pozostanie numizmatyczny zbiór Emeryka Hutten-Czapskiego, o którym pisałem kilka dni temu. Hrabia Czapski zgromadził świetną kolekcję, która dziś rzeczywiście jest warta krocie. Czy to mu się opłaciło? Zarobił na tym? Przypuszczam, że gdyby przeanalizować zakupy Czapskiego, dzięki którym powstał ten zbiór i policzyć teoretyczną stopę zwrotu (z uwzględnieniem wszystkich historycznych zaszłości, inflacji, zmian kosztów utrzymania, siły nabywczej pieniędzy), to okazałoby się, że z ekonomicznego punktu widzenia była to spektakularna klapa. Mimo to przekonany jestem, że na pytanie, czy to wszystko mu się opłaciło, Emeryk Hutten-Czapski odpowiedział by twierdząco. A na dodatek pewien jestem, że jego dzieło przyniosło korzyści naszym przodkom, nam i przynosić je będzie naszym potomnym. I bynajmniej nie chodzi o korzyści materialne.

Wypada zakończyć odpowiedzią na zacytowane na wstępie pytanie.

Pani Anno.
Jeśli ma Pani na myśli inwestowanie (zakup – sprzedaż – zarobek), to zadając swoje pytanie, ujawniła Pani całkowity brak rozeznania w temacie. Lepiej założyć lokatę w dobrym banku (Amber Gold i podobne zdecydowanie odradzam). A w czasie, kiedy pieniądze będą procentować można czytać, obserwować aukcje, badać trendy rynkowe – na przyszłość, jak znalazł.
Jeżeli natomiast chce Pani znaleźć alibi dla niepowstrzymanej potrzeby kolekcjonowania, to proszę pamiętać, że to nie musi być alibi finansowe. Czasem WARTO robić coś, co SIĘ NIE OPŁACA.

I jeszcze jedno. Nie życzę sobie na moim blogu "komentarzy", których głównym, jeśli nie jedynym celem jest zakamuflowanie linku do firmy handlującej czymkolwiek.

P.S.
Lektura na długie, jesienne wieczory:

P.P.S.
Przypomniałem sobie, że tu na blogu już kiedyś coś podobnego napisałem:

wtorek, 20 listopada 2012

Po nitce do kłębka

Jedną z części opracowania dotyczącego miedzianych monet koronnych Augusta III, nad którą ślęczę ma być tablica konkordancji, czyli zestawienie numerów katalogowych poszczególnych odmian w różnych katalogach.


Kiedy przy tworzeniu tego zestawienia przyszła kolej na grosze z datą 1758, o których pisałem niedawno, pojawił się problem: którą odmianę skatalogował Emeryk Hutten-Czapski pod numerem 2931 (Czapski miał tylko jednego grosza z tego rocznika).
Sięgnąłem po tom II jego katalogu i znalazłem taki opis grosza nr 2931:
"Grosz miedziany podobny do 2904, ale  z ...REX POL. na awersie i  ...1758 na rewersie"
Po odwróceniu kilku kartek znalazłem opis grosza nr 2904:
"Grosz miedziany podobny do 2833, ale z bardziej otyłym popiersiem i ...REX POL: na awersie i EL:SAX:1755 na rewersie i bardzo małą cyfrą 3 pod herbami"
Nie ma rady, szukam opisu grosza nr 2833.
"Grosz miedziany podobny do 2794, ale z większą głową na awersie i ...1755 na rewersie"
To zaczyna być męczące, sprawdźmy co jest w opisie grosza 2794
"Awers: AVGVSTVS III REX POL popiersie w prawo; mała głowa; ufryzowana peruka;  zbroja okryta szalem spiętym broszą na ramieniu; wokół obwódka z ziarenek.Rewers: EL.SAX.1752; ukoronowana tarcza z połączonych łukiem ćwiartek z herbami Polski i Litwy i małą saską tarczą z koroną elektorską na środku. W łuku cyfra 3 (wartość w szelągach). Wokół obwódka z ziarenek"
Na szczęście łańcuszek się skończył, bo dotarliśmy do roku 1752 - pierwszego roku emisji groszy.
Przypomina mi to próbę czytania którejś z bezliku naszych wielokrotnie nowelizowanych ustaw. Jedynym ratunkiem jest "tekst ujednolicony". Spróbujmy utworzyć taki ujednolicony opis grosza 1758.

  • Awers: 
    • legenda:
      AVGVSTVS III REX POL. 
      (najpierw 2794 - bez kropki, później 2904 z dwukropkiem, ostatecznie 2931 z kropką)
    • popiersie:
      mała większa głowa - popiersie bardziej otyłe; ufryzowana peruka;  zbroja okryta szalem spiętym broszą na ramieniu. 
  • Rewers:
    • legenda
      EL : SAX : 1752  5  8
      (najpierw kropki, od nr 2904 dwukropki)
    • tarcza herbowa
      ukoronowana tarcza z połączonych łukiem ćwiartek z herbami Polski i Litwy i małą saską tarczą z koroną elektorską na środku. W łuku bardzo mała cyfra 3 (wartość w szelągach)
Co bardzo istotne, król na awersie ma nałożoną zbroję, ale w przeciwieństwie do grosza 2884 z roku 1754 nie zaznaczono, że jest to zbroja antyczna. A skoro nie zaznaczono, to taka nie była.

I w ten nieskomplikowany sposób można jednoznacznie określić, że Czapski miał w kolekcji i opisał taką odmianę grosza
Pewnie ładniejszy egzemplarz, ale z pewnością z popiersiem króla w zbroi z nitowanych blach okrytej spiętym na ramieniu szalem/płaszczem (co kto woli).

Podobne problemy miałem kiedyś przy tworzeniu katalogu zdawkowych monet Królestwa Polskiego 1835-1841. Napisałem zresztą o tym na blogu Dwie sroki za ogon, albo co poeta miał na myśli....
W przeciwieństwie do Karola Plage, Emeryk Hutten-Czapski swój katalog opracował precyzyjniej. Tym większy podziw, że nie miał przecież do dyspozycji komputera. Nie mógł w ciągu kilku sekund wyświetlić zdjęcia opisywanych monet i łatwo je porównać. Miał do dyspozycji tylko (aż) doskonale przemyślany i skrupulatnie wypełniany katalog kartkowy i sprawny umysł.

Z ręką na sercu. Kto z Was skatalogował swój zbiór w taki sposób, żeby można było bez wątpliwości stwierdzić, który opis, której monety dotyczy? Kto dokładnie zważył i zmierzył monety w swojej kolekcji i zapisał wyniki tych pomiarów?
Mówi się, że kolekcja Czapskiego była zbiorem badawczym. Może to prawda, ale nie przypominam sobie dużej ilości opartych na nim publikacji autorstwa samego Czapskiego. Jest rzecz jasna pięciotomowy katalog, który jak widać przydaje się i dziś, ale kto zna jakieś węższe, monotematyczne opracowania Hrabiego?
Katalog kolekcji polskich numizmatów zgromadzonych przez Czapskiego nie jest katalogiem ogólnym. Jest katalogiem kolekcji - wyjątkowo pełnej, wyjątkowo bogatej, ale tylko kolekcji.
A jej właściciel tworząc ten katalog opisywał malutkie osiemnastowieczne miedziane szelągi z równą rzetelnością, jak wielkie srebrne talary i ciężkie złote  dukaty.

czwartek, 15 listopada 2012

Errata do katalogu monet II Rzeczpospolitej

Zwrócono mi niedawno uwagę (raz jeszcze dziękuję), że na podstawie zdjęć i opisów umieszczonych w katalogu trudno rozróżnić dwa warianty dziesięciozłotówki 1932 ze znakiem mennicy - chodzi o monety oznaczone numerami 2.28.2a oraz 2.28.2b.

W związku z tym naprawiam błąd.

wariant 2.28.2a

wariant 2.28.2b

Mam nadzieję, że teraz widoczne są różnice położenia znaku mennicy i kroju cyfr rocznika.


poniedziałek, 12 listopada 2012

Chyba muszę przeprosić Pana doktora Lanza.

28 października wypatrzyłem na eBay.de taką aukcję:
Zapytałem więc kulawą niemczyzną
Auf welcher Grundlage Sie festgestellt, dass die Münze in Dresden geprägt wurde?
i na wszelki wypadek ustawiłem snajpera z niezbyt wysokim limitem.
Po kilku dniach przyszła odpowiedź:
Wygląda na to, że masz lepszą literaturę. 
Kiedy minął termin zakończenia aukcji, snajper powiadomił mnie, że "za późno". Jak to za późno?!
Po krótkim śledztwie okazało się, że aukcja została przedwcześnie zakończona przez wystawiającego, a monetę wystawiono ponownie, ze zmienionym opisem.

Znów poprosiłem snajpera, żeby się zaczaił i we właściwym momencie próbował ustrzelić dla mnie tego grosza.
Nie ustrzelił
Po osiemnastu przebiciach cena stanęła na 52 euro. Mój limit był znacznie niższy.

A tymczasem, podczas pracy nad miedziakami A3S doszedłem do wniosku, że grosze z popiersiem w antycznej zbroi, pomimo że maja datę 1754, wybito najprawdopodobniej kilka lat później i chyba nie w Gubinie, a w Dreźnie lub Lipsku.

I teraz mam dylemat. Przepraszać, czy nie przepraszać?

24 lutego 2016 -
Nie przeproszę. W międzyczasie dotarłem do publikacji, z których wynika, że grosze z popiersiem w zbroi antycznej z datami 1754 i 1755 wybito jednak w Gruntalu.



Printfriendly