Najpierw do zbiorniczka myjki wlałem czystą wodę. Zgodnie z wczorajszym planem wyjąłem z myjki plastikowy koszyk i ułożyłem na dnie trzy monetki.
Po pięciu minutach wyjąłem to:
Pierwsza boratynka odkryła kilka tajemnic, ale pozostałe... Gorzej być już nie może.
Przystąpiłem zatem do realizacji reszty planów z poprzedniego dnia. Wymieniłem wodę w myjce na czystą i dolałem do niej takiego specyfiku (nie chcę nic reklamować, ani krytykować, dlatego usunąłem znaki firmowe).
Najważniejsze napisano na samym dole etykiety. Głównym czynnikiem aktywnym specyfiku jest EDTA. Z tego, co z chemii pamiętam, to EDTA, czyli inaczej wersenian (kwas etylenodiaminotetraoctowy, kwas wersenowy) traktuje miedź brutalnie. Lekko zasadowy odczyn powinien działanie złagodzić, zresztą czego, jak czego, ale szlachetnej patyny na tych monetach nie uświadczysz. Na wszelki wypadek skróciłem program do trzech minut.
Rezultaty? Proszę bardzo:
Takie sobie.
To jeszcze na koniec ostatnia moneta, na której chciałem przetestować zestaw myjka + płyn myjący.
Wczoraj wyglądała tak
dzisiaj (po 3 minutach w myjce)
Czy mam pisać coś jeszcze na temat myjek?
Dla jasności jednak napiszę. Żeby nie było nieporozumień.
Myjki "z marketów" do czyszczenia monet się nie nadają. Monetom bardzo mocno zanieczyszczonym, pokrytym grubą warstwą najrozmaitszego świństwa pomogą nie więcej, niż kadzidło umarłemu. W deklarowane parametry (moc i częstotliwość drgań) do końca nie wierzę.
Płyn do myjek będący roztworem EDTA z dodatkami zadziała i bez myjki. Do monet z dobrego srebra będzie świetny. Można go też wykorzystywać do usuwania brzydkich zanieczyszczeń z wykopkowych miedziaków, ale tylko takich, na których nie ma dobrej patyny.
Tego szeląga bym w nim nie moczył.
Myjka wraca do właściciela. Płyn sobie zostawiam, bo samodzielne rozpuszczanie EDTA w wodzie jest ciężką szkołą cierpliwości.
Google Website Translator Gadget
czwartek, 27 marca 2014
środa, 26 marca 2014
Kolekcjoner, czyli kto?
We wtorek miałem zaszczyt przedstawić tak zatytułowany wykład słuchaczom zgromadzonym w sali audiowizualnej w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego.
Wykład, to za duże słowo. Był to raczej mój kolejny felieton numizmatyczny, może tylko bardziej rozbudowany. No i oczywiście mówiony, a nie pisany.
Jeszcze raz dziękuję licznie przybyłym słuchaczom, a dla tych, którzy być nie mogli, krótkie streszczenie.
Kolekcjonerzy (albo zbieracze - to określenia równoznaczne) wcielają się w związku ze swoimi zainteresowaniami w rozmaite wcielenia, czasem nie zdając sobie z tego sprawy.
Siłą rzeczy są MAGAZYNIERAMI oraz ZAOPATRZENIOWCAMI. Odgrywając tę ostatnią rolę bywają TROPICIELAMI i ŁOWCAMI. Nierzadko zachowują się, jak pełnokrwiści HAZARDZIŚCI, a to niestety bardzo często powoduje, że usiłując być ŁOWCAMI sami stają się ZWIERZYNĄ ŁOWNĄ.
De facto, wszyscy kolekcjonerzy są w pewnym sensie INWESTORAMI, choć relacja odwrotna zachodzi nie zawsze. Nie każdy INWESTOR jest KOLEKCJONEREM. Większość kolekcjonerów próbuje sił w roli KUPCÓW albo ANTYKWARIUSZY. Niemal wszyscy usiłują (niestety zwykle z mizernymi wynikami) zrealizować się w roli KONSERWATORÓW. Nie są im obce BIBLIOTEKARSTWO oraz DYDAKTYKA, niekiedy okoliczności zmuszają kolekcjonerów do poszukiwań iście DETEKTYWISTYCZNYCH. Czasem przeradzają się one w najzwyklejsze BADANIA NAUKOWE, a te niekiedy kończą się prawdziwymi ODKRYCIAMI. Odkryciami, którymi można, a nawet trzeba dzielić się z innymi - kolekcjonerzy zostają AUTORAMI PUBLIKACJI.
Tak w skrócie przedstawia się to, o czym mówiłem we wtorek w Krakowie, nie zanudzając zanadto (mam nadzieję) Słuchaczy.
Nie mówiłem o mniej chwalebnych, ale też nierzadkich przypadkach,kiedy kolekcjonerzy stają się FAŁSZERZAMI, ZŁODZIEJAMI, OSZUSTAMI. Nie wspomniałem o kolekcjonerach ARCHIWISTACH, TŁUMACZACH, FOTOGRAFIKACH, LITERATACH, HISTORYKACH SZTUKI i wielu zapewne innych rolach, które nie przyszły mi nawet do głowy, a które wielu z Was realizuje.
Przed wykładem miałem okazję sprawdzić, jak w praktyce wygląda udostępnianie zbiorów Muzeum do celów badawczych. Kilka dni wcześniej wysłałem email z wykazem dwunastu monet, które chciałbym obejrzeć. Jak się można domyślać, były to miedziaki koronne Augusta III.
W dniu wykładu, o umówionej godzinie zostałem zaproszony do pokoju kwerend, do którego przyniesiono paletę z tuzinem monet leżących w małych, kwadratowych pudełeczkach. Mogłem dokładnie oglądać monety, gdyby było mi to potrzebne mógłbym je również pomierzyć i zważyć. Nie miałem w planie ich fotografowania, ale trochę żałuję, że nie spytałem o taką możliwość na przyszłość. Tym razem chodziło mi o bardzo konkretne i łatwe do zapisania szczegóły - zdjęcia nie były więc konieczne. Przy okazji odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z pracownicą Muzeum, która monety przyniosła i przez cały czas była obecna podczas ich oględzin.
Przypuszczam, że jeszcze nie raz będę prosił o możliwość "bliskiego spotkania trzeciego stopnia" z kolejnymi okazami z muzealnej kolekcji. Niewątpliwie skorzystam też z bogatej biblioteki - to także jest możliwe.
Dziś przygotowałem kilka monet do zapowiedzianych wcześniej testów myjki ultradźwiękowej.
Te dwie boratynki posłużą najpierw do przetestowania myjki bez użycia plastikowego koszyka.
W zależności od wyników, może sprawdzę na nich również działanie płynu myjącego przeznaczonego do stosowania w myjkach ultradźwiękowych. Na etykiecie wspomina się o możliwości jego użycia do czyszczenia monet! Zobaczymy.
Mam nadzieję, że pod grubą, twardą warstwą na monecie po prawej stronie zdjęcia, będzie coś więcej, niż tu:
W tym wypadku, w środku pozostała tylko cieniutka blaszka z resztkami rysunków i napisów. To zresztą też wyląduje w myjce.
Wspomniany już płyn chcę wypróbować na tej monecie.
To typowy"wykopek". Moneta pokryta tłustą, zieloną warstewką, która dość ładnie daje się polerować, dzięki czemu rysunek jest w znośnym stopniu czytelny. Niestety zazwyczaj przy krawędzi krążka i w wyższych punktach rysunku/napisów ta warstewka się złuszcza. Choć w opisach aukcyjnych sprzedający zwykle nazywają tę zieleń patyną, to tak na prawdę patyną ona nie powinna być nazywana. Nie są to związki chemiczne wiążące metal z monety, tylko obce zanieczyszczenia, w znacznej części organiczne. Ciekaw jestem, co się z tym stanie pod wpływem specyfiku myjącego wspomaganego ultradźwiękami.
Rezultaty poznamy najpóźniej w piątek wieczorem.
P.S.
Nie zapominajcie proszę o głosowaniu na Wydarzenie historyczne roku
Wykład, to za duże słowo. Był to raczej mój kolejny felieton numizmatyczny, może tylko bardziej rozbudowany. No i oczywiście mówiony, a nie pisany.
Jeszcze raz dziękuję licznie przybyłym słuchaczom, a dla tych, którzy być nie mogli, krótkie streszczenie.
Kolekcjonerzy (albo zbieracze - to określenia równoznaczne) wcielają się w związku ze swoimi zainteresowaniami w rozmaite wcielenia, czasem nie zdając sobie z tego sprawy.
Siłą rzeczy są MAGAZYNIERAMI oraz ZAOPATRZENIOWCAMI. Odgrywając tę ostatnią rolę bywają TROPICIELAMI i ŁOWCAMI. Nierzadko zachowują się, jak pełnokrwiści HAZARDZIŚCI, a to niestety bardzo często powoduje, że usiłując być ŁOWCAMI sami stają się ZWIERZYNĄ ŁOWNĄ.
De facto, wszyscy kolekcjonerzy są w pewnym sensie INWESTORAMI, choć relacja odwrotna zachodzi nie zawsze. Nie każdy INWESTOR jest KOLEKCJONEREM. Większość kolekcjonerów próbuje sił w roli KUPCÓW albo ANTYKWARIUSZY. Niemal wszyscy usiłują (niestety zwykle z mizernymi wynikami) zrealizować się w roli KONSERWATORÓW. Nie są im obce BIBLIOTEKARSTWO oraz DYDAKTYKA, niekiedy okoliczności zmuszają kolekcjonerów do poszukiwań iście DETEKTYWISTYCZNYCH. Czasem przeradzają się one w najzwyklejsze BADANIA NAUKOWE, a te niekiedy kończą się prawdziwymi ODKRYCIAMI. Odkryciami, którymi można, a nawet trzeba dzielić się z innymi - kolekcjonerzy zostają AUTORAMI PUBLIKACJI.
Tak w skrócie przedstawia się to, o czym mówiłem we wtorek w Krakowie, nie zanudzając zanadto (mam nadzieję) Słuchaczy.
Nie mówiłem o mniej chwalebnych, ale też nierzadkich przypadkach,kiedy kolekcjonerzy stają się FAŁSZERZAMI, ZŁODZIEJAMI, OSZUSTAMI. Nie wspomniałem o kolekcjonerach ARCHIWISTACH, TŁUMACZACH, FOTOGRAFIKACH, LITERATACH, HISTORYKACH SZTUKI i wielu zapewne innych rolach, które nie przyszły mi nawet do głowy, a które wielu z Was realizuje.
Przed wykładem miałem okazję sprawdzić, jak w praktyce wygląda udostępnianie zbiorów Muzeum do celów badawczych. Kilka dni wcześniej wysłałem email z wykazem dwunastu monet, które chciałbym obejrzeć. Jak się można domyślać, były to miedziaki koronne Augusta III.
W dniu wykładu, o umówionej godzinie zostałem zaproszony do pokoju kwerend, do którego przyniesiono paletę z tuzinem monet leżących w małych, kwadratowych pudełeczkach. Mogłem dokładnie oglądać monety, gdyby było mi to potrzebne mógłbym je również pomierzyć i zważyć. Nie miałem w planie ich fotografowania, ale trochę żałuję, że nie spytałem o taką możliwość na przyszłość. Tym razem chodziło mi o bardzo konkretne i łatwe do zapisania szczegóły - zdjęcia nie były więc konieczne. Przy okazji odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z pracownicą Muzeum, która monety przyniosła i przez cały czas była obecna podczas ich oględzin.
Przypuszczam, że jeszcze nie raz będę prosił o możliwość "bliskiego spotkania trzeciego stopnia" z kolejnymi okazami z muzealnej kolekcji. Niewątpliwie skorzystam też z bogatej biblioteki - to także jest możliwe.
Dziś przygotowałem kilka monet do zapowiedzianych wcześniej testów myjki ultradźwiękowej.
Te dwie boratynki posłużą najpierw do przetestowania myjki bez użycia plastikowego koszyka.
W zależności od wyników, może sprawdzę na nich również działanie płynu myjącego przeznaczonego do stosowania w myjkach ultradźwiękowych. Na etykiecie wspomina się o możliwości jego użycia do czyszczenia monet! Zobaczymy.
Mam nadzieję, że pod grubą, twardą warstwą na monecie po prawej stronie zdjęcia, będzie coś więcej, niż tu:
W tym wypadku, w środku pozostała tylko cieniutka blaszka z resztkami rysunków i napisów. To zresztą też wyląduje w myjce.
Wspomniany już płyn chcę wypróbować na tej monecie.
To typowy"wykopek". Moneta pokryta tłustą, zieloną warstewką, która dość ładnie daje się polerować, dzięki czemu rysunek jest w znośnym stopniu czytelny. Niestety zazwyczaj przy krawędzi krążka i w wyższych punktach rysunku/napisów ta warstewka się złuszcza. Choć w opisach aukcyjnych sprzedający zwykle nazywają tę zieleń patyną, to tak na prawdę patyną ona nie powinna być nazywana. Nie są to związki chemiczne wiążące metal z monety, tylko obce zanieczyszczenia, w znacznej części organiczne. Ciekaw jestem, co się z tym stanie pod wpływem specyfiku myjącego wspomaganego ultradźwiękami.
Rezultaty poznamy najpóźniej w piątek wieczorem.
P.S.
Nie zapominajcie proszę o głosowaniu na Wydarzenie historyczne roku
środa, 19 marca 2014
Boratynki kontra myjka ultradźwiękowa.
Obiecałem wczoraj, że opiszę efekty zastosowania myjki ultradźwiękowej do próby wstępnego oczyszczenia boratynek.
Wieczorem przeczytałem instrukcję obsługi urządzenia. Zapewniono w niej, że do uzyskania dobrych rezultatów wystarczy zwykłą woda. Napełniłem zbiorniczek myjki kranówą, włożyłem plastikowy koszyczek z monetami, ustawiłem maksymalny możliwy czas czyszczenia (600 sekund) i...
myjka zaczęła popiskiwać, pokrywa zapociła się od środka - skutek wzrostu temperatury wody spowodowanego energią fali ultradźwiękowej. Po 10 minutach urządzenie ucichło. Podniosłem pokrywę...
Nie da się ukryć, sporo zanieczyszczeń przeszło z monet do wody. Koszyk z monetami tuż po wyjęciu z myjki nie wyglądał jednak zachęcająco.
Zrobiło się późno, więc wypłukałem monety intensywnym strumieniem wody, osuszyłem wstępnie papierowymi ręcznikami i pozostawiłem na kolejnych ręcznikach na noc pod kaloryferem.
Dziś po powrocie z pracy przyjrzałem się monetom bliżej. Większość trafiła z powrotem do koszyka myjki, bo ten stan
absolutnie mnie nie zadowolił. Niektóre monety, jak trafiły do mnie oblepione grubo stwardniałą gliną z piaskiem, tak oblepione pozostały. Ultradźwięki nie dały rady tej skorupie.
Jutro jeszcze raz trafią do myjki, ale w innych warunkach.
Najpierw sprawdzę, czy ma znaczenie ilość jednocześnie mytych monet. Później przetestuję pomysł podsunięty mi w emailu - czyszczenie bez użycia plastikowego koszyczka, który podobno częściowo tłumi ultradźwięki.
Na koniec próba z wodnym roztworem specjalnego płynu do myjek ultradźwiękowych - również dostałem go do przetestowania.
Jest cień nadziei, że zakup monet nie był całkiem chybiony. Te na przykład monetki po poddaniu odpowiednim ostrożnym zabiegom powinny zyskać na urodzie.
Ciąg dalszy nastąpi.
P.S.
Ciąg dalszy jest tu
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/03/ultradzwieki-cd.html
Wieczorem przeczytałem instrukcję obsługi urządzenia. Zapewniono w niej, że do uzyskania dobrych rezultatów wystarczy zwykłą woda. Napełniłem zbiorniczek myjki kranówą, włożyłem plastikowy koszyczek z monetami, ustawiłem maksymalny możliwy czas czyszczenia (600 sekund) i...
myjka zaczęła popiskiwać, pokrywa zapociła się od środka - skutek wzrostu temperatury wody spowodowanego energią fali ultradźwiękowej. Po 10 minutach urządzenie ucichło. Podniosłem pokrywę...
Nie da się ukryć, sporo zanieczyszczeń przeszło z monet do wody. Koszyk z monetami tuż po wyjęciu z myjki nie wyglądał jednak zachęcająco.
Zrobiło się późno, więc wypłukałem monety intensywnym strumieniem wody, osuszyłem wstępnie papierowymi ręcznikami i pozostawiłem na kolejnych ręcznikach na noc pod kaloryferem.
Dziś po powrocie z pracy przyjrzałem się monetom bliżej. Większość trafiła z powrotem do koszyka myjki, bo ten stan
absolutnie mnie nie zadowolił. Niektóre monety, jak trafiły do mnie oblepione grubo stwardniałą gliną z piaskiem, tak oblepione pozostały. Ultradźwięki nie dały rady tej skorupie.
Jutro jeszcze raz trafią do myjki, ale w innych warunkach.
Najpierw sprawdzę, czy ma znaczenie ilość jednocześnie mytych monet. Później przetestuję pomysł podsunięty mi w emailu - czyszczenie bez użycia plastikowego koszyczka, który podobno częściowo tłumi ultradźwięki.
Na koniec próba z wodnym roztworem specjalnego płynu do myjek ultradźwiękowych - również dostałem go do przetestowania.
Jest cień nadziei, że zakup monet nie był całkiem chybiony. Te na przykład monetki po poddaniu odpowiednim ostrożnym zabiegom powinny zyskać na urodzie.
Ciąg dalszy nastąpi.
P.S.
Ciąg dalszy jest tu
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/03/ultradzwieki-cd.html
wtorek, 18 marca 2014
Wydarzenie historyczne roku
Otwarcie Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego zakwalifikowało się do ścisłej dziesiątki w ogólnopolskim plebiscycie „Wydarzenie Historyczne Roku”.
Finaliści konkursu organizowanego przez Muzeum Historii Polski oraz portal historia.org zostali wyłonieni z ponad 70 zgłoszeń nadesłanych z całej Polski.
Głosowanie odbywa się na stronie:
http://whr2013.muzhp.pl/wydarzenia.html
Głosowanie wymaga podania adresu email, na który przychodzi link potwierdzający. Zachęcać do zagłosowania chyba nie muszę.
Znów odezwała mi się żyłka awanturnicza. Zachęcony zdjęciem
zalicytowałem i wygrałem. Koszt, łącznie z przesyłką to 57,99 zł.
Po długim oczekiwaniu odebrałem list, a w nim...
Niestety, to nie te same monety, które były na zdjęciu w opisie aukcji. Przeliczyłem. Jest 119 monet - tym razem zgodnie z opisem (miało być ponad 100 sztuk). Jedna sztuka kosztowała mnie więc 49 groszy.
Świetna okazja do przetestowania myjki ultradźwiękowej, którą dostałem na próbę.
Rezultatami pochwalę się jutro.
http://whr2013.muzhp.pl/wydarzenia.html
Głosowanie wymaga podania adresu email, na który przychodzi link potwierdzający. Zachęcać do zagłosowania chyba nie muszę.
Znów odezwała mi się żyłka awanturnicza. Zachęcony zdjęciem
zalicytowałem i wygrałem. Koszt, łącznie z przesyłką to 57,99 zł.
Po długim oczekiwaniu odebrałem list, a w nim...
Niestety, to nie te same monety, które były na zdjęciu w opisie aukcji. Przeliczyłem. Jest 119 monet - tym razem zgodnie z opisem (miało być ponad 100 sztuk). Jedna sztuka kosztowała mnie więc 49 groszy.
Świetna okazja do przetestowania myjki ultradźwiękowej, którą dostałem na próbę.
Rezultatami pochwalę się jutro.
Autor:
Zbierajmy monety
o
17:20
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
boratynki,
Muzeum Czapskich,
myjka ultradźwiękowa
wtorek, 11 marca 2014
Ciężkie czasy.
Wiadomości atakujące od rana z lewa i z prawa nie nastawiają optymistycznie. Po przeczytaniu informacji o drobniakach z angielskiej mennicy, kolega "zażartował" sobie:
- w trzydziestym ósmym też zaczęli bić monety z erzatzmatriału.
Dowcipniś się znalazł, psia krew.
Fakty optymizmem rzeczywiście nie napawają.
Powiecie, gdzie Rzym, gdzie Krym. Nie tak daleko, jak by się wydawało. Niecałe stulecie temu, mój dziadek Władysław miał okazję przekonać się o tym wracając z Symferopola do rodzinnego Żywca. Trochę statkiem, trochę koleją, trochę pieszo. Jego wspomnienia z wędrówki, najpierw na wschód w ucieczce przed wojną i w poszukiwaniu zatrudnienia (niedokończony absolwent akademii w Leoben zatrudnił się w Rosji między innymi przy budowie kolei - linia Sarabuz-Eupatoria, później w jakiejś cukrowni pod Charkowem) czyta się, jak powieść podróżniczą.
Nie jestem jednak aż takim pesymistą, by stwierdzić, że w zaistniałej sytuacji nie warto już niczym się zajmować. Co to, to nie.
Kolekcja rośnie, choć nie ilościowo. Konsekwentnie realizuję plan ograniczenia jej (któryż to już raz!) wyłącznie do monet polskich.
Nowe nabytki zajmują miejsce wycofywanych ze zbioru monet obcych. Te z kolei trafiają do "sklepiku" - zapraszam.
Szlifuję prezentację, ilustrację wykładu, który będę miał zaszczyt przedstawić 25 marca u Czapskich w Krakowie. Również zapraszam gorąco, mimo rosnącej tremy.
A wracając do nowych nabytków...
Oprócz drobiazgów, którymi już się tu pochwaliłem udało mi się zapełnić większość luk w drobnych monetach Księstwa Warszawskiego. Na razie bez silenia się na zgromadzenie różnych odmian i wariantów, choć kilka ciekawych też mam.
Do pełni szczęścia brak mi dziesięciogroszówki z 1810 r. Autorzy katalogów nie doceniają jej rzadkości. U Czapskiego R3. Kamiński i Kopicki dali R5, ale częstotliwość występowania na rynku (a raczej jej brak) skłania mnie ku smutnej konstatacji - będzie trudniej, niż z groszem z 1752 r. Znacznie trudniej.
- w trzydziestym ósmym też zaczęli bić monety z erzatzmatriału.
Dowcipniś się znalazł, psia krew.
Fakty optymizmem rzeczywiście nie napawają.
Powiecie, gdzie Rzym, gdzie Krym. Nie tak daleko, jak by się wydawało. Niecałe stulecie temu, mój dziadek Władysław miał okazję przekonać się o tym wracając z Symferopola do rodzinnego Żywca. Trochę statkiem, trochę koleją, trochę pieszo. Jego wspomnienia z wędrówki, najpierw na wschód w ucieczce przed wojną i w poszukiwaniu zatrudnienia (niedokończony absolwent akademii w Leoben zatrudnił się w Rosji między innymi przy budowie kolei - linia Sarabuz-Eupatoria, później w jakiejś cukrowni pod Charkowem) czyta się, jak powieść podróżniczą.
Nie jestem jednak aż takim pesymistą, by stwierdzić, że w zaistniałej sytuacji nie warto już niczym się zajmować. Co to, to nie.
Kolekcja rośnie, choć nie ilościowo. Konsekwentnie realizuję plan ograniczenia jej (któryż to już raz!) wyłącznie do monet polskich.
Nowe nabytki zajmują miejsce wycofywanych ze zbioru monet obcych. Te z kolei trafiają do "sklepiku" - zapraszam.
Szlifuję prezentację, ilustrację wykładu, który będę miał zaszczyt przedstawić 25 marca u Czapskich w Krakowie. Również zapraszam gorąco, mimo rosnącej tremy.
A wracając do nowych nabytków...
Oprócz drobiazgów, którymi już się tu pochwaliłem udało mi się zapełnić większość luk w drobnych monetach Księstwa Warszawskiego. Na razie bez silenia się na zgromadzenie różnych odmian i wariantów, choć kilka ciekawych też mam.
Dwa warianty pięciogroszówki 1812
Do pełni szczęścia brak mi dziesięciogroszówki z 1810 r. Autorzy katalogów nie doceniają jej rzadkości. U Czapskiego R3. Kamiński i Kopicki dali R5, ale częstotliwość występowania na rynku (a raczej jej brak) skłania mnie ku smutnej konstatacji - będzie trudniej, niż z groszem z 1752 r. Znacznie trudniej.
Autor:
Zbierajmy monety
o
18:55
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
10 groszy 1810,
5 groszy 1812,
Księstwo Warszawskie
czwartek, 6 marca 2014
Osiem.
Kolejny odcinek cyklu cyfrowego.
Zacząć wypada od półgrosza Zygmunta Pierwszego.
Ósemka, jak ósemka. dwa kółka, jedno nad drugim. Od samego początku wyglądająca, jak dziś. Przez stulecia.
Żadnych ekstrawagancji.
Tę monetę z ósemką w roczniku lubię. Za urodę
Na tym trojaku wybitym w Warszawie cyferka osiem została lekko zmodyfikowana. Górna część jest wyraźnie mniejsza od dolnej.
Po trzydziestu latach pojawia się coś takiego
I tak dalej, i tak dalej. Aż do roku 1958, kiedy to pojawiły się aluminiowe pięciozłotówki z rybakiem. Najpierw takie:
o których w części katalogów pisze się, że ósemka przypomina na nich znak nieskończoności ustawiony pionowo. Inni piszą po prostu - "wąska ósemka".
Kształt ósemki ma dla tej monety znaczenie, bo część nakładu wygląda tak:
Tu ósemka jest szeroka. To tzw. bałwanek.
Ponieważ nie udało mi się nigdy zobaczyć tego wariantu w stanie gorszym, niż dwójka (about uncirculated) śmiem podejrzewać, że to "dodruk" sprowokowany przez odpowiednio ustosunkowanych "kolekcjonerów". Takie same podejrzenia mam, co do rzadkiego (a jakże by mogło być inaczej) wariantu dwudziestogroszówek z 1957 r.
Zacząć wypada od półgrosza Zygmunta Pierwszego.
Ósemka, jak ósemka. dwa kółka, jedno nad drugim. Od samego początku wyglądająca, jak dziś. Przez stulecia.
Trojak Stefana Batorego z 1589 r.
Trojak Zygmunta III Wazy z 1598 r. - Kraków
Ort Jana Kazimierza.
Ósemka w roczniku (1668) i nominale (18 groszy).
Żadnych ekstrawagancji.
Tę monetę z ósemką w roczniku lubię. Za urodę
Austria, 6 krajcarów Franciszka II z roku 1800, mennica w Smolniku.
Na tym trojaku wybitym w Warszawie cyferka osiem została lekko zmodyfikowana. Górna część jest wyraźnie mniejsza od dolnej.
Po trzydziestu latach pojawia się coś takiego
ósemka z szerokimi "oczkami"
ósemka z wąskimi "oczkami"
I tak dalej, i tak dalej. Aż do roku 1958, kiedy to pojawiły się aluminiowe pięciozłotówki z rybakiem. Najpierw takie:
o których w części katalogów pisze się, że ósemka przypomina na nich znak nieskończoności ustawiony pionowo. Inni piszą po prostu - "wąska ósemka".
Kształt ósemki ma dla tej monety znaczenie, bo część nakładu wygląda tak:
Tu ósemka jest szeroka. To tzw. bałwanek.
Ponieważ nie udało mi się nigdy zobaczyć tego wariantu w stanie gorszym, niż dwójka (about uncirculated) śmiem podejrzewać, że to "dodruk" sprowokowany przez odpowiednio ustosunkowanych "kolekcjonerów". Takie same podejrzenia mam, co do rzadkiego (a jakże by mogło być inaczej) wariantu dwudziestogroszówek z 1957 r.
Autor:
Zbierajmy monety
o
19:03
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
5 złotych 1958,
5 złotych z rybakiem
sobota, 1 marca 2014
Grosz, dwa i pięć - nowe wzory
Narodowy Bank Polski opublikował na swoich stronach wzory jedno-, dwu- i pięciogroszówek, które biją dla nas Anglicy.
Co ciekawe, na stronie NBP pokazano monety z datą 2013!
Czy to zdjęcia, czy wizualizacje projektów?
Robi się ciekawie.
Co ciekawe, na stronie NBP pokazano monety z datą 2013!
Czy to zdjęcia, czy wizualizacje projektów?
Robi się ciekawie.
Autor:
Zbierajmy monety
o
19:10
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
monety obiegowe III RP
wtorek, 18 lutego 2014
To jednak pruska robota.
Grosze koronne Augusta III z datą 1758.
Pisałem o nich na blogu już kilka razy. Mam wrażenie, że ten rozdział można już podsumować.
We wpisie wyjaśniającym kwestię rodzaju zbroi, w której August III występuje na miedzianych groszach zaplanowałem sobie aktywne poszukiwanie monety z 1758 r. z popiersiem w zbroi antycznej. Monety pokazanej w tamtym wpisie nie mogłem licytować nie mając aktywnego konta na ukraińskim Allegro. Dziś odebrałem monetę ustrzeloną na krajowym rynku.
Sprzedający opisał monetę, jako grosz z 1756 r. ale nie mam wątpliwości, że to rocznik 1758. Choćby dlatego, że groszy z datą 1756 nie wybito.
Grosz 1758 z popiersiem w zbroi antycznej. To bardzo ważna moneta.
Mam w zbiorze monetę podobną (a właściwie nie monetę, tylko trzy takie same monety).
Tym razem rocznik 1755. I one wszystkie i ta dziś otrzymana są skrętkami - rewers jest obrócony w stosunku do awersu o kąt między 30, a 40 stopni. O czym to może świadczyć?
A o tym, że monety te wybito na tej samej maszynie, a maszyna ta nie była ustawiona do bicia groszy, tylko innych monet, bitych na cieńszych krążkach. Na przykład trojaków. Przypuszczenie fałszywe, taki kąt obrotu wymagałby bardzo dużej różnicy grubości krążków.
Miedziane grosze z popiersiem w antycznej zbroi z rzemieniami na ramieniu mają daty 1754, 1755 i 1758. Uważam za najbardziej prawdopodobne, że wszystkie one zostały wybite po roku 1757, po przejęciu saskich mennic przez Prusy na maszynach z mennicy lipskiej. Częściowo z wykorzystaniem starych stempli, częściowo stemplami wykonanymi przy użyciu punc również w Lipsku przechwyconych.
Za mało mam niestety materiału porównawczego w srebrze (trojaki i szóstaki) by pokusić się na wskazanie konkretnych przykładów "zapożyczenia" punc.
Analogie między pokazanymi wyżej monetami i zapisy w katalogu Neumanna, moim zdaniem jednoznacznie wskazują na Prusy, jako producenta groszy z popiersiem w zbroi antycznej i niektórych groszy z roczników 1754 i 1755 z popiersiem w nitowanej zbroi.Groszy, które mają rewersy identyczne, jak te na wyżej pokazanych zdjęciach.
Co wobec tego bito w Lubowli?
Pisałem o nich na blogu już kilka razy. Mam wrażenie, że ten rozdział można już podsumować.
We wpisie wyjaśniającym kwestię rodzaju zbroi, w której August III występuje na miedzianych groszach zaplanowałem sobie aktywne poszukiwanie monety z 1758 r. z popiersiem w zbroi antycznej. Monety pokazanej w tamtym wpisie nie mogłem licytować nie mając aktywnego konta na ukraińskim Allegro. Dziś odebrałem monetę ustrzeloną na krajowym rynku.
Sprzedający opisał monetę, jako grosz z 1756 r. ale nie mam wątpliwości, że to rocznik 1758. Choćby dlatego, że groszy z datą 1756 nie wybito.
Grosz 1758 z popiersiem w zbroi antycznej. To bardzo ważna moneta.
Mam w zbiorze monetę podobną (a właściwie nie monetę, tylko trzy takie same monety).
Tym razem rocznik 1755. I one wszystkie i ta dziś otrzymana są skrętkami - rewers jest obrócony w stosunku do awersu o kąt między 30, a 40 stopni. O czym to może świadczyć?
Miedziane grosze z popiersiem w antycznej zbroi z rzemieniami na ramieniu mają daty 1754, 1755 i 1758. Uważam za najbardziej prawdopodobne, że wszystkie one zostały wybite po roku 1757, po przejęciu saskich mennic przez Prusy na maszynach z mennicy lipskiej. Częściowo z wykorzystaniem starych stempli, częściowo stemplami wykonanymi przy użyciu punc również w Lipsku przechwyconych.
Za mało mam niestety materiału porównawczego w srebrze (trojaki i szóstaki) by pokusić się na wskazanie konkretnych przykładów "zapożyczenia" punc.
Analogie między pokazanymi wyżej monetami i zapisy w katalogu Neumanna, moim zdaniem jednoznacznie wskazują na Prusy, jako producenta groszy z popiersiem w zbroi antycznej i niektórych groszy z roczników 1754 i 1755 z popiersiem w nitowanej zbroi.Groszy, które mają rewersy identyczne, jak te na wyżej pokazanych zdjęciach.
Co wobec tego bito w Lubowli?
wtorek, 11 lutego 2014
No przecież się nie rozerwę...
Znacie ten kawał?
O żabie?
Usiadłem nad kartką papieru, rozłożyłem kalendarz, i zacząłem bazgrać. Do zrobienia sporo, terminy - niektóre naglą, inne odkładane w nieskończoność od miesięcy. Trudna rada, czas na męskie decyzje.
W tej chwili najważniejsze i najpilniejsze są przygotowania do wykładu u Czapskich.
Praca nad miedziakami Augusta III musi w końcu przynieść konkretne rezultaty. Wyznaczyłem sobie kolejny nieprzekraczalny termin (siódmy już chyba), ale nie podam go, żeby nie zapeszyć.
Blog - sprawa jasna, godzinka albo dwie co kilka dni.
Kolekcja - z jednej strony, katalog wymaga całkiem pokaźnej ilości uzupełnień, z drugiej - trzeba w końcu wprowadzić w życie akcję minimalizm.
I jak to wszystko pogodzić z niefrasobliwie złożoną obietnicą trzeciego wydania katalogu Królestwa Polskiego 1917-1918?
No przecież się nie rozerwę, i wobec takiej konstatacji zdecydowałem się na udostępnienie drugiego wydania tego katalogu na Scribd. Zapraszam!
O żabie?
Usiadłem nad kartką papieru, rozłożyłem kalendarz, i zacząłem bazgrać. Do zrobienia sporo, terminy - niektóre naglą, inne odkładane w nieskończoność od miesięcy. Trudna rada, czas na męskie decyzje.
W tej chwili najważniejsze i najpilniejsze są przygotowania do wykładu u Czapskich.
Praca nad miedziakami Augusta III musi w końcu przynieść konkretne rezultaty. Wyznaczyłem sobie kolejny nieprzekraczalny termin (siódmy już chyba), ale nie podam go, żeby nie zapeszyć.
Blog - sprawa jasna, godzinka albo dwie co kilka dni.
Kolekcja - z jednej strony, katalog wymaga całkiem pokaźnej ilości uzupełnień, z drugiej - trzeba w końcu wprowadzić w życie akcję minimalizm.
I jak to wszystko pogodzić z niefrasobliwie złożoną obietnicą trzeciego wydania katalogu Królestwa Polskiego 1917-1918?
No przecież się nie rozerwę, i wobec takiej konstatacji zdecydowałem się na udostępnienie drugiego wydania tego katalogu na Scribd. Zapraszam!
piątek, 7 lutego 2014
Ćwierć miliona
W pierwszych słowach mego listu, albo wpisu, jak kto woli, serdecznie dziękuję wszystkim Gościom, którzy przyczynili się do tego, że licznik odwiedzin przebił się przez pierwszą ćwiartkę miliona.
Niezmiernie miło mi też donieść, że książka „Opowiadania Numizmatyczne tom 1” jest już dostępna w sprzedaży! Miło, bo jestem jednym z autorów opowiadań w niej zamieszczonych. Pozostali, to: Bartosz Ulka, Krzysztof Wytrykowski, Tomasz Witkiewicz, Karina Kopczyńska oraz Katarzyna Marciszewska. Osiem opowiadań z akcją toczącą się od Pomorza, przez stolicę aż po Kresy Wschodnie; od średniowiecza po wiek XXI.
Książkę można kupić w sklepie stacjonarnym Szerf zlokalizowanym w Szczecinie przy ul. Mazurskiej 13, albo przez Internet: http://www.szerfszczecin.pl/home/2658-opowiadania-numizmatyczne-tom-1-historia-moneta-sie-toczy.html
Wydawnictwo uruchomiło specjalną stronę www.opowiadanianumizmatyczne.pl (już nie działa).
na której znajdziecie więcej informacji o książce oraz konkurs z nią związany - do zgarnięcia bon o wartości 100 zł na zakupy w sklepie Szerf.
Następna dobra informacja dotarła zza oceanu. Książki oferowane w serwisie Scribd (a więc i moje katalogi) są od teraz dostępne bezpośrednio na iPadach, iPhonach, urządzeniach z androidem i na Kindle Fire (że też Amazon się na to zgodził?!). Odpowiednie aplikacje do pobrania tu: http://pl.scribd.com/get-app
Następna informacja, też z USA mniej mnie cieszy, bo oznacza, że w tym roku też nie będę miał okazji na posłuchanie na żywo koncertu najlepszej koncertowej kapeli świata (DMB). Popatrzcie na plan tegorocznej trasy: http://davematthewsband.com/tour
Od kwietnia do września, co kilka dni! A każdy z tych koncertów na kilka tysięcy luda. Pozytywne w tym, że zwykle znaczną część z koncertów można później znaleźć w sieci i to w niezłej jakości. Kapela z tym nie walczy. A może to dlatego bilety na ich występy idą jak świeże bułeczki?
Na Spotify też zespół Dave'a Matthewsamożna znaleźć. Swoją drogą, Spotify to niezły wynalazek. Testuję teraz wersję premium i podoba mi się to coraz bardziej.
A teraz coś z zupełnie innej beczki.
Aliexpress i inne chińskie sieciowe hipermarkety odwiedzałem dotąd szukając elektronicznych gadżetów. Przez myśl mi nie przeszło, że kryją się tam i takie "cacka".
Zalewa nas to dziadostwo bezustannie, ale rady na to nie ma. Skoro są kretyni kupujący takie nędzne podróbki, to muszą się znaleźć i kretyni, którzy tym pierwszym kretynom je sprzedadzą. I, jak mówi poeta, "fortuna kałem się tuczy".
A jeśli myślicie, że skoro nie zbieracie szesnastowiecznych talarów, to nic Wam nie grozi, to się mylicie. To ta sama fabryka (albo sąsiedzka). O:
Pora umierać.
A tak sympatycznie mi się ten wpis zapowiadał.
Niezmiernie miło mi też donieść, że książka „Opowiadania Numizmatyczne tom 1” jest już dostępna w sprzedaży! Miło, bo jestem jednym z autorów opowiadań w niej zamieszczonych. Pozostali, to: Bartosz Ulka, Krzysztof Wytrykowski, Tomasz Witkiewicz, Karina Kopczyńska oraz Katarzyna Marciszewska. Osiem opowiadań z akcją toczącą się od Pomorza, przez stolicę aż po Kresy Wschodnie; od średniowiecza po wiek XXI.
Książkę można kupić w sklepie stacjonarnym Szerf zlokalizowanym w Szczecinie przy ul. Mazurskiej 13, albo przez Internet: http://www.szerfszczecin.pl/home/2658-opowiadania-numizmatyczne-tom-1-historia-moneta-sie-toczy.html
Wydawnictwo uruchomiło specjalną stronę www.opowiadanianumizmatyczne.pl (już nie działa).
na której znajdziecie więcej informacji o książce oraz konkurs z nią związany - do zgarnięcia bon o wartości 100 zł na zakupy w sklepie Szerf.
Następna dobra informacja dotarła zza oceanu. Książki oferowane w serwisie Scribd (a więc i moje katalogi) są od teraz dostępne bezpośrednio na iPadach, iPhonach, urządzeniach z androidem i na Kindle Fire (że też Amazon się na to zgodził?!). Odpowiednie aplikacje do pobrania tu: http://pl.scribd.com/get-app
Następna informacja, też z USA mniej mnie cieszy, bo oznacza, że w tym roku też nie będę miał okazji na posłuchanie na żywo koncertu najlepszej koncertowej kapeli świata (DMB). Popatrzcie na plan tegorocznej trasy: http://davematthewsband.com/tour
Od kwietnia do września, co kilka dni! A każdy z tych koncertów na kilka tysięcy luda. Pozytywne w tym, że zwykle znaczną część z koncertów można później znaleźć w sieci i to w niezłej jakości. Kapela z tym nie walczy. A może to dlatego bilety na ich występy idą jak świeże bułeczki?
Na Spotify też zespół Dave'a Matthewsamożna znaleźć. Swoją drogą, Spotify to niezły wynalazek. Testuję teraz wersję premium i podoba mi się to coraz bardziej.
A teraz coś z zupełnie innej beczki.
Aliexpress i inne chińskie sieciowe hipermarkety odwiedzałem dotąd szukając elektronicznych gadżetów. Przez myśl mi nie przeszło, że kryją się tam i takie "cacka".
Zalewa nas to dziadostwo bezustannie, ale rady na to nie ma. Skoro są kretyni kupujący takie nędzne podróbki, to muszą się znaleźć i kretyni, którzy tym pierwszym kretynom je sprzedadzą. I, jak mówi poeta, "fortuna kałem się tuczy".
A jeśli myślicie, że skoro nie zbieracie szesnastowiecznych talarów, to nic Wam nie grozi, to się mylicie. To ta sama fabryka (albo sąsiedzka). O:
Pora umierać.
A tak sympatycznie mi się ten wpis zapowiadał.
sobota, 25 stycznia 2014
Żyłka awanturnicza
Też tak macie?
Czasem przeglądając oferty na eBay albo Allegro trafiam na jakiegoś dziwoląga. Albo zupełnie nie wiem, co to takiego, ale styl, wygląd, przeczucie i inne niemierzalne czynniki podpowiadają mi - to może być coś ciekawego, albo zwyczajna na pierwszy rzut oka moneta ma coś, co sprawia, że oko zawiesza się chwilę dłużej na zdjęciu.
Też tak macie?
Przyniosłem wczoraj z poczty kopertę z takimi dwiema monetkami.
Numer jeden.
Malizna. 12,5 mm średnicy, waga 0,5 grama. Widać niewiele, ale coś widać. Jest postać trzymająca berło o liliowatym zakończeniu - to będzie awers. Jest korona, a pod nią zarys tarczy herbowej. Średniowiecze - to pewne. Ale czy można to lepiej zidentyfikować?
Oglądając monetę, a później skany w dużym powiększeniu przypomniałem sobie, że coś podobnego już widziałem. Zasypiając przypomniałem sobie dokładniej - to było na forum TPZN i miało jakiś związek z monetami krzyżackimi.
Też tak macie, że przypominacie sobie pewne rzeczy w nieoczekiwanych momentach. Że łamiecie sobie nad czymś głowę przez kilka dni nawet, aż tu nagle, przy wiązaniu buta...
Popatrzcie
http://forum.tpzn.pl/index.php?topic=3579.0
Czy nie wydaje się Wam, że to właśnie to? A może coś innego? Czekam na opinie.
Numer dwa.
Szeląg. Zygmunt III. A może Stefan? A może ta blaszka tylko udaje szeląga?
Popatrzcie na rewers. Słabo, bo słabo, ale jednak widać. Jest korona, a pod nią dwa herby. Po lewej jakiś zwierz stojący na tylnych łapach, po prawej orzeł. Zakładając, że to szeląg litewski, to zwierz powinien być koniem. Na niektórych szelągach litewskich Zygmunta Pogoń rzeczywiście wygląda, jakby koń chciał zrzucić jeźdźca. Tylko, że...
Tylko, że nie widziałem jeszcze szeląga litewskiego z Pogonią po lewej i Orłem po prawej!
Pewnie to tylko naśladownictwo, albo falsyfikat z epoki. Czyli coś rzadszego od pospolitych przecież oryginałów.
W sumie zapłaciłem za te dwie blaszki niecałe piętnaście złotych + porto. A ile zabawy!
Czasem przeglądając oferty na eBay albo Allegro trafiam na jakiegoś dziwoląga. Albo zupełnie nie wiem, co to takiego, ale styl, wygląd, przeczucie i inne niemierzalne czynniki podpowiadają mi - to może być coś ciekawego, albo zwyczajna na pierwszy rzut oka moneta ma coś, co sprawia, że oko zawiesza się chwilę dłużej na zdjęciu.
Też tak macie?
Przyniosłem wczoraj z poczty kopertę z takimi dwiema monetkami.
Numer jeden.
Malizna. 12,5 mm średnicy, waga 0,5 grama. Widać niewiele, ale coś widać. Jest postać trzymająca berło o liliowatym zakończeniu - to będzie awers. Jest korona, a pod nią zarys tarczy herbowej. Średniowiecze - to pewne. Ale czy można to lepiej zidentyfikować?
Oglądając monetę, a później skany w dużym powiększeniu przypomniałem sobie, że coś podobnego już widziałem. Zasypiając przypomniałem sobie dokładniej - to było na forum TPZN i miało jakiś związek z monetami krzyżackimi.
Też tak macie, że przypominacie sobie pewne rzeczy w nieoczekiwanych momentach. Że łamiecie sobie nad czymś głowę przez kilka dni nawet, aż tu nagle, przy wiązaniu buta...
Popatrzcie
http://forum.tpzn.pl/index.php?topic=3579.0
Czy nie wydaje się Wam, że to właśnie to? A może coś innego? Czekam na opinie.
Numer dwa.
Szeląg. Zygmunt III. A może Stefan? A może ta blaszka tylko udaje szeląga?
Popatrzcie na rewers. Słabo, bo słabo, ale jednak widać. Jest korona, a pod nią dwa herby. Po lewej jakiś zwierz stojący na tylnych łapach, po prawej orzeł. Zakładając, że to szeląg litewski, to zwierz powinien być koniem. Na niektórych szelągach litewskich Zygmunta Pogoń rzeczywiście wygląda, jakby koń chciał zrzucić jeźdźca. Tylko, że...
Tylko, że nie widziałem jeszcze szeląga litewskiego z Pogonią po lewej i Orłem po prawej!
Pewnie to tylko naśladownictwo, albo falsyfikat z epoki. Czyli coś rzadszego od pospolitych przecież oryginałów.
W sumie zapłaciłem za te dwie blaszki niecałe piętnaście złotych + porto. A ile zabawy!
wtorek, 21 stycznia 2014
Zdrada, zdrada!
W niedzielę zdradziłem Operę, przeglądarkę, której byłem wierny od...
Nie pamiętam, od kiedy. Na pewno pierwsza zainstalowana na moim komputerze wersja była płatna (shareware) i miała numer 3.cośtam. To musiało być jeszcze przed rokiem 2000. Opera była szybka, wygodna. Nie pamiętam już teraz, czy od początku miała wbudowanego klienta poczty. Mogła nie mieć, bo pamiętam, że eksperymentowałem z The Bat. Pewne jest, że najstarsze "operowe" maile na moim dysku maja daty z 2001 r. Gdybym gromadził statystyki użycia poszczególnych programów, Opera na pewno była by na pierwszym miejscu.
Od trzech dni nie jest. Dlaczego? W lipcu 2013 r. wydano ostatnią wersję dla Linuksa. To nie było takie straszne, bo nowe chromopodobne wersje windowsowe wykastrowano ze wszystkiego (prawie), co decydowało o moim przywiązaniu do Opery. Przede wszystkim wycięto klienta poczty. Paradoksalnie, to właśnie operowa poczta była jedną z dwóch przyczyn przypieczętowania decyzji o zmianie. Nie wiem, czy coś się zmieniło w kwestii kompatybilności z IMAP na gmail, ale zaobserwowałem, że Opera coraz dłużej się uruchamia wyświetlając informację o skanowaniu poczty. Szalę przeważyło kilkakrotne zamrożenie całego systemu po otwarciu większej ilości kart. Fakt, było ich ze czterdzieści, ale po eksperymentalnym uruchomieniu tego samego zestawu w Firefoksie system nic nie stracił na responsywności. Czyli sprawa jasna - Firefox zostaje na dłużej, może na stałe.
A co z pocztą? Jakoś nie mogę się przekonać do obsługi poczty z poziomu strony gmaila. My dinozaury chyba już tak mamy. W systemie (Netrunner) mam Kmail, który mocno siedzi w środowisku KDE integrując się poprzez Kontact z resztą elementów tworzących coś w rodzaju PIMa. PIM mi niepotrzebny, bo używam najlepszego programu na świecie. Kmail oczywiście przetestowałem. Początkowo wydawało się, że będzie OK., bo bez problemu wykrył możliwość importu zapisanych lokalnie wiadomości z Opery. Wykrył, prawda, ale import przebiegał do bólu ślamazarnie. Kmail - out!
Nie całkiem co prawda, bo w systemie został - bo za bardzo jest z nim zintegrowany. Szybki przegląd blogów i dyskusji nakierował mnie na Thunderbirda. Ten co prawda nie ma możliwości automatycznego importu maili z Opery, ale proste i łatwe rozwiązanie problemu opisano na mnóstwie stron. Rejestracja gmailowego konta przebiegła bezboleśnie. Ręczne, ale niezbyt skomplikowane importowanie operowej listy adresów i RSS-ów też. Pozostał problem braku funkcji, które w Operze były out of the box. Na przykład gromadzenie notatek, które później mogły być wklejane w emailach albo formularzach na stronach WWW. Thunderbirda trzeba było wyposażyć w dodatki, co też nie okazało się nadmiernie skomplikowane, więc również notatki mogłem przekopiować z Opery.
Na zrzucie ekranu:
w górnej części Opera z otwartymi obok siebie oknami "speed dial" i pocztą, poniżej Firefox i Thunderbird.
I tak:
Minusy:
- zamiast jednego programu (Opera) uruchamiam dwa (Firefox + Thunderbird),
- muszę przyzwyczaić ręce do nowych skrótów klawiaturowych (albo przystosować system do starych, operowych kombinacji klawiszy),
Plusy:
- płynnie działający system
Autor:
Zbierajmy monety
o
21:04
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Firefox,
Linuks,
Linux,
Opera,
Thunderbird
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Ważna rocznica - zamiast lecha - złoty.
Zakończyła się I Wojna Światowa. Polska wróciła na mapę.
Przed tworzącą się administracją państwową stanęło wiele trudnych zadań. Jednym z nich było stworzenie jednolitego systemu pieniężnego. Początkowo, dekretem z 5 lutego 1919 roku ustanowiono nową jednostkę monetarną LECHA.

Trzy tygodnie później dekret anulowano.
Do zmaterializowania się postanowienia ustawy musiało upłynąć wiele czasu. Najpierw ustalono kurs nowego pieniądza

11 stycznia 1924 roku uchwalono ustawę o naprawie Skarbu Państwa i reformie walutowej W artykule 8 i 9 nakazywała ona

Ustawa powoływała również do życia bank emisyjny upoważniony do emisji biletów bankowych (banknotów) będących prawnym środkiem płatniczym.
Równo dziewięćdziesiąt lat temu, 20 stycznia 1924 r. Prezydent Rzeczpospolitej wydał rozporządzenie „w przedmiocie systemu monetarnego”:

W artykule siódmym ustalono, że:
Wzory monet o najniższych nominałach wybrano spośród prac zgłoszonych na konkurs ogłoszony w roku 1923 przez Ministerstwo Skarbu wspólnie z Ministerstwem. Wyznań i Oświecenia Publicznego. Celem konkursu było ustalenie wzorów monet groszowych (1, 2, 5, 10, 20 i 50) oraz złotowych, srebrnych złotówek i dwuzłotówek. Prace konkursowe nadesłało kilkudziesięciu uczestników – wśród nich: Tadeusz Breyer, Józef Gardecki, Wojciech
Jastrzębowski, Stanisław R. Lewandowski, Jan Raszka, Witold Rzegociński i Jan Wysocki. W zbiorach mennicy zachowało się około 20 modeli konkursowych. Pierwszą nagrodę otrzymał profesor Wojciech Jastrzębowski. Monety o nominałach od 1 do 50 groszy wybito według jego projektów zgodnie z odpowiednim rozporządzeniem Ministra Skarbu, które opublikowano 26 maja 1924 r.
Nowa waluta zastąpiła starą pierwszego lipca tegoż roku.


Pierwsze złotówki wybito według projektu autorstwa Tadeusza Breyera, pochodzącego z tego samego konkursu, co projekty monet groszowych. Srebrne złotówki wykonano w mennicach zagranicznych:
Sprawozdanie Mennicy podaje, że wszystkie złotówki z rocznikiem 1924 wybito w Paryżu w roku 1925. Niektóre katalogi błędnie podają nakład w wysokości 160.073.339 sztuk.
Pierwsze monety nadesłane z Paryża zaczęto wydawać w kasach Banku Polskiego dopiero 19 stycznia 1925 r. Od 25 stycznia miała się rozpocząć wymiana biletów zdawkowych jedno- i dwuzłotowych na monety srebrne. Tę datę większość katalogów przyjmuje jako datę wprowadzenia do obiegu srebrnych złotówek projektu Breyera. Formalną datą jest jednak dzień 1 czerwca 1924 r.
I tak to się zaczęło.
Przed tworzącą się administracją państwową stanęło wiele trudnych zadań. Jednym z nich było stworzenie jednolitego systemu pieniężnego. Początkowo, dekretem z 5 lutego 1919 roku ustanowiono nową jednostkę monetarną LECHA.

Trzy tygodnie później dekret anulowano.
Do zmaterializowania się postanowienia ustawy musiało upłynąć wiele czasu. Najpierw ustalono kurs nowego pieniądza

11 stycznia 1924 roku uchwalono ustawę o naprawie Skarbu Państwa i reformie walutowej W artykule 8 i 9 nakazywała ona

Ustawa powoływała również do życia bank emisyjny upoważniony do emisji biletów bankowych (banknotów) będących prawnym środkiem płatniczym.
Równo dziewięćdziesiąt lat temu, 20 stycznia 1924 r. Prezydent Rzeczpospolitej wydał rozporządzenie „w przedmiocie systemu monetarnego”:

W artykule siódmym ustalono, że:
Wzory monet o najniższych nominałach wybrano spośród prac zgłoszonych na konkurs ogłoszony w roku 1923 przez Ministerstwo Skarbu wspólnie z Ministerstwem. Wyznań i Oświecenia Publicznego. Celem konkursu było ustalenie wzorów monet groszowych (1, 2, 5, 10, 20 i 50) oraz złotowych, srebrnych złotówek i dwuzłotówek. Prace konkursowe nadesłało kilkudziesięciu uczestników – wśród nich: Tadeusz Breyer, Józef Gardecki, Wojciech
Jastrzębowski, Stanisław R. Lewandowski, Jan Raszka, Witold Rzegociński i Jan Wysocki. W zbiorach mennicy zachowało się około 20 modeli konkursowych. Pierwszą nagrodę otrzymał profesor Wojciech Jastrzębowski. Monety o nominałach od 1 do 50 groszy wybito według jego projektów zgodnie z odpowiednim rozporządzeniem Ministra Skarbu, które opublikowano 26 maja 1924 r.
Nowa waluta zastąpiła starą pierwszego lipca tegoż roku.


Pierwsze złotówki wybito według projektu autorstwa Tadeusza Breyera, pochodzącego z tego samego konkursu, co projekty monet groszowych. Srebrne złotówki wykonano w mennicach zagranicznych:
- Hôtel des Monnaies – Paryż,
- Royal Mint – Londyn,
Sprawozdanie Mennicy podaje, że wszystkie złotówki z rocznikiem 1924 wybito w Paryżu w roku 1925. Niektóre katalogi błędnie podają nakład w wysokości 160.073.339 sztuk.
Pierwsze monety nadesłane z Paryża zaczęto wydawać w kasach Banku Polskiego dopiero 19 stycznia 1925 r. Od 25 stycznia miała się rozpocząć wymiana biletów zdawkowych jedno- i dwuzłotowych na monety srebrne. Tę datę większość katalogów przyjmuje jako datę wprowadzenia do obiegu srebrnych złotówek projektu Breyera. Formalną datą jest jednak dzień 1 czerwca 1924 r.
I tak to się zaczęło.
Autor:
Zbierajmy monety
o
21:12
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
monety II RP,
system pieniężny,
Złoty
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































