Podczas polowania na drobną zdobycz na eBay'u cudem uniknąłem opadnięcia szczęki widząc taki obrazek i opis:
Sprzedawca z Kanady wystawia głównie tzw. wykopki. W większości lokalne; trochę starej Anglii, ale o wykopanym w Ameryce Północnej miedziaku Jana Kazimierza słyszę pierwszy raz.
Google Website Translator Gadget
wtorek, 26 lutego 2013
poniedziałek, 25 lutego 2013
Rocznik 2013
Kończy się luty. W obiegu mamy już monety z datą 2013: 2 grosze, 5 groszy,
50 groszy i 1 złoty. Do mojego zbioru trafiła na razie tylko dwugroszówka
Żadnych istotnych zmian na stemplach nie widzę. Trójka w roczniku wygląda co prawda na płycej wybitą, ale to może być tylko lekkie zapchanie stempla, a nie przypadłość całego rocznika.
Mógłbym oczywiście kupić pozostałe nominały na Allegro, ale do tej pory radziłem sobie wyszukując nowe obiegówki z portmonetki i przy tej tradycji pozostanę.
Ciekawe, czy będą następne nominały. 10 i 20 groszy prawdopodobnie tak. Co do jednogroszówki, to raczej stawiał bym na brak tego nominału w roku 2013, a jeśli jednak będzie, to raczej nie w dziewięciocyfrowym nakładzie.
50 groszy i 1 złoty. Do mojego zbioru trafiła na razie tylko dwugroszówka
Żadnych istotnych zmian na stemplach nie widzę. Trójka w roczniku wygląda co prawda na płycej wybitą, ale to może być tylko lekkie zapchanie stempla, a nie przypadłość całego rocznika.
Mógłbym oczywiście kupić pozostałe nominały na Allegro, ale do tej pory radziłem sobie wyszukując nowe obiegówki z portmonetki i przy tej tradycji pozostanę.
Ciekawe, czy będą następne nominały. 10 i 20 groszy prawdopodobnie tak. Co do jednogroszówki, to raczej stawiał bym na brak tego nominału w roku 2013, a jeśli jednak będzie, to raczej nie w dziewięciocyfrowym nakładzie.
Autor:
Zbierajmy monety
o
11:33
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
monety obiegowe 2013
środa, 20 lutego 2013
Koza żyje - eksperymentujemy dalej.
Tytułowy eksperyment, to publikowanie katalogów w formacie cyfrowym. Rozpoczął się 6 stycznia 2013. Wyniki może nie rzucają na kolana, ale generalnie jest lepiej, niż przypuszczałem więc zgodnie ze styczniową obietnicą od dzisiaj w serwisie SCRIBD dostępne jest drugie, poprawione i uzupełnione wydanie katalogu obiegowych monet II Rzeczpospolitej i Generalnego Gubernatorstwa.
Bezpośredni link:
Cena taka sama, jak w przypadku tomu trzeciego (PRL), czyli $ 4,99
Bezpośredni link:
Cena taka sama, jak w przypadku tomu trzeciego (PRL), czyli $ 4,99
poniedziałek, 18 lutego 2013
Kto bogatemu zabroni.
Czy jest w Polsce ktoś, kto nie czytał lub nie słyszał o aferze Amber Gold? Zapewne tak, ale jeśli zadał bym pytanie inaczej: czy wśród polskich aktywnych użytkowników jest ktoś, kto nic nie wie o aferze Amber Gold?
Ile znacie takich osób?
Ja wiem o dwunastu, ale obawiam się, że może takich osób być więcej.
Może moje przypuszczenia są błędne i allegrowicze: a...k (829), j...s (160), k...1 (79), P...6 (65), E...Y (319), r...1 (95), k...l (29), n...i (266), P...2 (23), r...5 (0), b...0 (557), a...z (266) coś o Amber Gold słyszeli, ale wniosków nie wyciągnęli żadnych. Oferować więcej, niż 33 grosze za coś, co sprzedająca wystawiła w dziale "Numizmatyka - Pozostałe - Kopie i falsyfikaty" i opisała tak:
Chciałem napisać głupoty, ale to chyba za mocne określenie, choć nie wiem, czy chciwość albo cwaniactwo brzmią lepiej? Innych motywacji nie widzę. A może naiwność + chciejstwo?
Ale kto bogatemu zabroni kupować za swoje pieniądze, co w oko wpadnie.
Tuż przed planowanym zakończeniem aukcji cena wynosiła 406 złotych i dwa grosze - aukcję przedłużono o 24 godziny z powodu tradycyjnej już niedzielnej awarii Allegro. Po "dogrywce" ostateczna cena wyniosła 475 zł. Rynkowa wartość oryginalnej 10-koronówki z 1912 r. to około 600 zł. 26% zysku kusi, sprzedająca ma pozytywne komentarze, np. za familijną dziesięciozłotówkę (sprzedaną za zaledwie 204 zł - słownie dwieście cztery złote podczas gdy u Niemczyka poszła ona za 356500 zł, ale kto bogatemu zabroni tanio sprzedawać!?), no to się mówi raz kozie śmierć i się licytuje. Do pooglądania: http://www.allegromat.pl/aukcja131818
Przyszła więc pora na kolejne powtórzenie:
Swoją drogą, wystawianie aukcji tak, by kończyły się w niedzielne popołudnie, to też igranie z losem.
Na "Allegro › Cafe › Forum › Centrum Pomocy › Zgłoszenia błędów technicznych" pojawiają się jak zwykle narzekania, n.p.: "Witam, ponieważ dziś wygrałem aukcję, która po zakończeniu ponownie została wznowiona i czas jej został przedłużony o 24h informuję, iż w dniu jutrzejszym ponownie podejdę do licytacji tego przedmiotu. Niestety tym razem kwota za jaką wygrałem przedmiot jest już widoczna a więc przyjdzie mi pewnie ją kupić za większą kwotę."
Załoga Allegro tłumaczy się wrogim działaniem: "Przyczyną tej sytuacji ponownie jest atak z zewnątrz typu DDoS, taki sam, z jakim mieliśmy do czynienia dokładnie tydzień temu" co niestety nie najlepiej rokuje na przyszłość - narzędzia do organizowania ataków są powszechnie dostępne, chęć zaszkodzenia serwisowi też powszechna, a być może i nie bezinteresowna, z kolei działania administracji serwisu jeśli są, to chyba jednak niewystarczające. Nie mówię, że zabezpieczenie się przed takimi atakami jest proste, ale jeśli Allegro nie ma w planie zwijania interesu, to powinno się trochę lepiej postarać.
Nawet nie próbuję liczyć, która to już weekendowa skucha Allegro.
Allegro pewnie też tego nie liczy. Dlaczego? Bo nie musi, bo ma to, czego nie ma konkurencja - aktywnych użytkowników, sprzedawców i kupujących. Czy jednak Allegro może być pewne, że postępując, jak postępuje, swoich klientów nie straci? A zresztą, czy to moje zmartwienie? Kupuję nie tylko na Allegro.
I w końcu, kto bogatej firmie zabroni strzelać sobie w stopę.
A ja, jak się rzekło kupuję, kupuje i męczę się dalej z tymi miedziakami Sasa.
Ostatnio zastanawiam się na przykład, czy ten krążek wyszedł z mennicy oficjalnej (saskiej), półoficjalnej (saskiej pod pruską kuratelą), czy nieoficjalnej (spiskiej?).
Awers wygląda nieźle, popiersie, puncowane literki legendy, za to rewers jakiś taki koślawy, szczególnie w części środkowej. Typowe stemple miedziaków koronnych A3S są wykonane bardzo starannie (nawet te z uproszczonymi, schematycznymi rysunkami herbów na rewersach). Ale skoro są typowe, to jakieś nietypowe też być muszą. Na przykład taki pokrak
Ten sam rocznik, też z literką H i problematycznym centrum tarczy z herbami, ale tym razem legenda awersu pozostawia wiele do życzenia. Nie dam głowy, że litery są puncowane.
Dla porównania ewidentny falsyfikat:
litery i herby cięte od ręki, brak trzeciego V w imieniu króla, ale popiersie całkiem niezłe. Czyżby fałszerz miał dostęp do oryginalnej puncy z popiersiem?
Im więcej mam materiału porównawczego, tym więcej pojawia się pytań, na które na razie nie mam odpowiedzi.
Ile znacie takich osób?
Ja wiem o dwunastu, ale obawiam się, że może takich osób być więcej.
Może moje przypuszczenia są błędne i allegrowicze: a...k (829), j...s (160), k...1 (79), P...6 (65), E...Y (319), r...1 (95), k...l (29), n...i (266), P...2 (23), r...5 (0), b...0 (557), a...z (266) coś o Amber Gold słyszeli, ale wniosków nie wyciągnęli żadnych. Oferować więcej, niż 33 grosze za coś, co sprzedająca wystawiła w dziale "Numizmatyka - Pozostałe - Kopie i falsyfikaty" i opisała tak:
OFERUJE PAŃSTWU MONETĘ ? MEDALIK 1912r. GŁOWA HRABIEGO !
MONETA ?,MEDALIK JEST ZAPAKOWANY W TEKTUROWE PUDEŁKO KTÓRE JEST ZALAKOWANE LUB SKLEJONE
MONETA? MEDALIK JEST ŁADNY NIE ZNISZCZONY, KOLORU ZŁOTEGO
POLECAM MONETĘ/ ,MEDALIK DO UZUPEŁNIENIA KOLEKCJI !!!
Ja się po prostu na tym nie znam,więc wycenę pozostawiam znawcom tematu ,dlatego licytacja od symbolicznej złotówki bez ceny minimalnej.to krystalicznie czysty przykład...
Chciałem napisać głupoty, ale to chyba za mocne określenie, choć nie wiem, czy chciwość albo cwaniactwo brzmią lepiej? Innych motywacji nie widzę. A może naiwność + chciejstwo?
Ale kto bogatemu zabroni kupować za swoje pieniądze, co w oko wpadnie.
Tuż przed planowanym zakończeniem aukcji cena wynosiła 406 złotych i dwa grosze - aukcję przedłużono o 24 godziny z powodu tradycyjnej już niedzielnej awarii Allegro. Po "dogrywce" ostateczna cena wyniosła 475 zł. Rynkowa wartość oryginalnej 10-koronówki z 1912 r. to około 600 zł. 26% zysku kusi, sprzedająca ma pozytywne komentarze, np. za familijną dziesięciozłotówkę (sprzedaną za zaledwie 204 zł - słownie dwieście cztery złote podczas gdy u Niemczyka poszła ona za 356500 zł, ale kto bogatemu zabroni tanio sprzedawać!?), no to się mówi raz kozie śmierć i się licytuje. Do pooglądania: http://www.allegromat.pl/aukcja131818
Przyszła więc pora na kolejne powtórzenie:
Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.
Swoją drogą, wystawianie aukcji tak, by kończyły się w niedzielne popołudnie, to też igranie z losem.
Na "Allegro › Cafe › Forum › Centrum Pomocy › Zgłoszenia błędów technicznych" pojawiają się jak zwykle narzekania, n.p.: "Witam, ponieważ dziś wygrałem aukcję, która po zakończeniu ponownie została wznowiona i czas jej został przedłużony o 24h informuję, iż w dniu jutrzejszym ponownie podejdę do licytacji tego przedmiotu. Niestety tym razem kwota za jaką wygrałem przedmiot jest już widoczna a więc przyjdzie mi pewnie ją kupić za większą kwotę."
Załoga Allegro tłumaczy się wrogim działaniem: "Przyczyną tej sytuacji ponownie jest atak z zewnątrz typu DDoS, taki sam, z jakim mieliśmy do czynienia dokładnie tydzień temu" co niestety nie najlepiej rokuje na przyszłość - narzędzia do organizowania ataków są powszechnie dostępne, chęć zaszkodzenia serwisowi też powszechna, a być może i nie bezinteresowna, z kolei działania administracji serwisu jeśli są, to chyba jednak niewystarczające. Nie mówię, że zabezpieczenie się przed takimi atakami jest proste, ale jeśli Allegro nie ma w planie zwijania interesu, to powinno się trochę lepiej postarać.
Nawet nie próbuję liczyć, która to już weekendowa skucha Allegro.
Allegro pewnie też tego nie liczy. Dlaczego? Bo nie musi, bo ma to, czego nie ma konkurencja - aktywnych użytkowników, sprzedawców i kupujących. Czy jednak Allegro może być pewne, że postępując, jak postępuje, swoich klientów nie straci? A zresztą, czy to moje zmartwienie? Kupuję nie tylko na Allegro.
I w końcu, kto bogatej firmie zabroni strzelać sobie w stopę.
A ja, jak się rzekło kupuję, kupuje i męczę się dalej z tymi miedziakami Sasa.
Ostatnio zastanawiam się na przykład, czy ten krążek wyszedł z mennicy oficjalnej (saskiej), półoficjalnej (saskiej pod pruską kuratelą), czy nieoficjalnej (spiskiej?).
Awers wygląda nieźle, popiersie, puncowane literki legendy, za to rewers jakiś taki koślawy, szczególnie w części środkowej. Typowe stemple miedziaków koronnych A3S są wykonane bardzo starannie (nawet te z uproszczonymi, schematycznymi rysunkami herbów na rewersach). Ale skoro są typowe, to jakieś nietypowe też być muszą. Na przykład taki pokrak
Ten sam rocznik, też z literką H i problematycznym centrum tarczy z herbami, ale tym razem legenda awersu pozostawia wiele do życzenia. Nie dam głowy, że litery są puncowane.
Dla porównania ewidentny falsyfikat:
litery i herby cięte od ręki, brak trzeciego V w imieniu króla, ale popiersie całkiem niezłe. Czyżby fałszerz miał dostęp do oryginalnej puncy z popiersiem?
Im więcej mam materiału porównawczego, tym więcej pojawia się pytań, na które na razie nie mam odpowiedzi.
sobota, 16 lutego 2013
Ani słowa o monetach
Większość emaili, które dostaję od czytelników mojego bloga dotyczy monet, ale często zdarzają się inne pytania. Najwięcej dotyczy spraw komputerowych - programy, których używam do obróbki zdjęć, do katalogowania zbioru, do pisania katalogów i pytanie niemal standardowe
"Czy to prawda, że nie ma pan Windowsa na swoim komputerze?"
Prawda! Od trzech lat korzystam z Linuksa, pozostając cały czas w kręgu pochodnych Debiana ze środowiskiem KDE. Nie potrafię odpowiedzieć jaka to dystrybucja, bo...
Teoretycznie jest to Kubuntu, ale troszkę przekształcone, bo do repozytoriów udostępnianych przez Canonical dołożyłem repozytoria Netrunner. Błąd. Nie dołożyłem, tylko ustawiłem je w roli repozytoriów głównych. System jest stabilny, sprzęt i potrzebne mi programy działają płynnie i szybko. Pulpit wygląda tak:
W związku z tym, że naprawdę nie używam w domu systemu Microsoftu, moje odpowiedzi na pytania o oprogramowanie (Gimp, LibreOffice, Commence) prowokują następne pytania.
"Czy przy pomocy tych programów da się..." i tu następują konkrety: przeskalować grafikę, napisać tekst dłuższy, niż 20 stron (no przecież moje katalogi są grubsze), słuchać muzyki, zgrywać muzykę z płyt itd. itp.
Tymczasem pytanie nie powinno brzmieć "Czy można?" tylko "Jak zrobić....?".
Na część pytań, przyznaję, odpowiedzieć nie potrafię - nie gram. Nie strzelam, nie rozjeżdżam staruszek kradzionymi samochodami, nie zarządzam ligami piłkarskimi.
Korzystam z multimediów. Muzyka, filmy - żadnych problemów, niezależnie od kodeków itp. W roli głównej VLC i Clementine. Nie ma też problemów z wysłaniem filmu na TV po pięciometrowym kabelku HDMI. Celebration Day albo 12-12-12 na dużym ekranie z niezłymi głośnikami - sama radość.
W ramach gadżeciarstwa, które czasem mnie napada, za kilka dni (mam nadzieję) spróbuję zrezygnować z kabla HDMI zastępując go taką zabawką
O rezultatach poinformuję.
Skoro dziś na tapecie komputery i okolice, to przypominam, że użytkownicy komputerów dzielą się na dwie grupy: tych, którzy nie robią kopii zapasowych i tych, którzy będą je robić. Używam komputerów od trzydziestu lat, pierwszy pojawił się w moim domu w roku 1986 (Amstrad CPC 128), więc etap rezygnacji z backupów mam dawno za sobą. Część rzeczy mam na płytach (zdjęcia, katalogi, artykuły), ale nie są to jedyne kopie. Najważniejsze rzeczy na domowych komputerach są zdublowane - to się dzieje "automagicznie" po WiFi. Również bez konieczności pamiętania, na bieżąco, najważniejsze pliki archiwizują się dodatkowo "w chmurach". Jest tego sporo, więc zatrudniam serwery Google'a (5 GB), Dropboxa(3 GB) i Bitcasy (10 GB).
Pomyśleć, że mój pierwszy pecet miał HDD 40 MB, a Amstrad 128 kB (pamięć stronicowana podzielona na sekcje po 16 kB) i 8-bitowy procesor Zilog Z80 z zegarem 4 MHz.
Cóż, kiedy rodził się mój dziadek, nie było jeszcze samolotów (bracia Wright dokonali pierwszego kontrolowanego, dwunastosekundowego lotu dopiero dwanaście lat później). Ojciec mojej babci urodził się w roku 1841. Dinozaurów już nie było, ale podobno na Syberii trafiały się jeszcze niedobitki mamutów (jeśli nie wierzycie, sprawdźcie w Wikipedii). Jeździły już pociągi, ale o telefonach jeszcze się nikomu nie śniło. O telewizji, komputerach, samochodach tym bardziej.
Nie potrafię sobie wyobrazić, jaki będzie świat moich prawnuków.
"Czy to prawda, że nie ma pan Windowsa na swoim komputerze?"
Prawda! Od trzech lat korzystam z Linuksa, pozostając cały czas w kręgu pochodnych Debiana ze środowiskiem KDE. Nie potrafię odpowiedzieć jaka to dystrybucja, bo...
Teoretycznie jest to Kubuntu, ale troszkę przekształcone, bo do repozytoriów udostępnianych przez Canonical dołożyłem repozytoria Netrunner. Błąd. Nie dołożyłem, tylko ustawiłem je w roli repozytoriów głównych. System jest stabilny, sprzęt i potrzebne mi programy działają płynnie i szybko. Pulpit wygląda tak:
Rolę tapety pełni zdjęcie Jeziora Niedźwiedziego,
które zrobiłem z kajaka w zeszłym roku.
W związku z tym, że naprawdę nie używam w domu systemu Microsoftu, moje odpowiedzi na pytania o oprogramowanie (Gimp, LibreOffice, Commence) prowokują następne pytania.
"Czy przy pomocy tych programów da się..." i tu następują konkrety: przeskalować grafikę, napisać tekst dłuższy, niż 20 stron (no przecież moje katalogi są grubsze), słuchać muzyki, zgrywać muzykę z płyt itd. itp.
Tymczasem pytanie nie powinno brzmieć "Czy można?" tylko "Jak zrobić....?".
Na część pytań, przyznaję, odpowiedzieć nie potrafię - nie gram. Nie strzelam, nie rozjeżdżam staruszek kradzionymi samochodami, nie zarządzam ligami piłkarskimi.
Korzystam z multimediów. Muzyka, filmy - żadnych problemów, niezależnie od kodeków itp. W roli głównej VLC i Clementine. Nie ma też problemów z wysłaniem filmu na TV po pięciometrowym kabelku HDMI. Celebration Day albo 12-12-12 na dużym ekranie z niezłymi głośnikami - sama radość.
W ramach gadżeciarstwa, które czasem mnie napada, za kilka dni (mam nadzieję) spróbuję zrezygnować z kabla HDMI zastępując go taką zabawką
O rezultatach poinformuję.
Skoro dziś na tapecie komputery i okolice, to przypominam, że użytkownicy komputerów dzielą się na dwie grupy: tych, którzy nie robią kopii zapasowych i tych, którzy będą je robić. Używam komputerów od trzydziestu lat, pierwszy pojawił się w moim domu w roku 1986 (Amstrad CPC 128), więc etap rezygnacji z backupów mam dawno za sobą. Część rzeczy mam na płytach (zdjęcia, katalogi, artykuły), ale nie są to jedyne kopie. Najważniejsze rzeczy na domowych komputerach są zdublowane - to się dzieje "automagicznie" po WiFi. Również bez konieczności pamiętania, na bieżąco, najważniejsze pliki archiwizują się dodatkowo "w chmurach". Jest tego sporo, więc zatrudniam serwery Google'a (5 GB), Dropboxa(3 GB) i Bitcasy (10 GB).
Pomyśleć, że mój pierwszy pecet miał HDD 40 MB, a Amstrad 128 kB (pamięć stronicowana podzielona na sekcje po 16 kB) i 8-bitowy procesor Zilog Z80 z zegarem 4 MHz.
Cóż, kiedy rodził się mój dziadek, nie było jeszcze samolotów (bracia Wright dokonali pierwszego kontrolowanego, dwunastosekundowego lotu dopiero dwanaście lat później). Ojciec mojej babci urodził się w roku 1841. Dinozaurów już nie było, ale podobno na Syberii trafiały się jeszcze niedobitki mamutów (jeśli nie wierzycie, sprawdźcie w Wikipedii). Jeździły już pociągi, ale o telefonach jeszcze się nikomu nie śniło. O telewizji, komputerach, samochodach tym bardziej.
Nie potrafię sobie wyobrazić, jaki będzie świat moich prawnuków.
wtorek, 12 lutego 2013
Wykłady numizmatyczne w Krakowie - ciąg dalszy
Zbliża się termin zakończenia remontu Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego w Krakowie. Jeszcze kilka miesięcy i Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie zacznie działać pełną parą.
Na razie nie możemy jeszcze cieszyć oczu ekspozycją kolekcji Czapskiego. Niektóre z oryginalnych obiektów z kolekcji Gabinetu Numizmatycznego
Muzeum Narodowego w Krakowie możemy jednak podziwiać przy okazji pokazów towarzyszących cyklowi wykładów, organizowanemu wzorem lat ubiegłych.
W tym roku przewidziano dwa cykle: weekendowy, który rozpocznie się już 17 lutego i "profesorski", który wystartuje w marcu.
Program cyklu weekendowego wygląda następująco:
Na razie nie możemy jeszcze cieszyć oczu ekspozycją kolekcji Czapskiego. Niektóre z oryginalnych obiektów z kolekcji Gabinetu Numizmatycznego
Muzeum Narodowego w Krakowie możemy jednak podziwiać przy okazji pokazów towarzyszących cyklowi wykładów, organizowanemu wzorem lat ubiegłych.
W tym roku przewidziano dwa cykle: weekendowy, który rozpocznie się już 17 lutego i "profesorski", który wystartuje w marcu.
Program cyklu weekendowego wygląda następująco:
17 lutego
2013
Moneta arabska w Europie Środkowej we wczesnym średniowieczu (VIII-X wiek), Dorota Malarczyk
17 marca 2013Od Hadriana Trajanowicza do Hadriana Augusta. Umacnianie się Hadriana u władzy na monetach lat 117-121, Paweł Zawora
21 kwietnia 2013Bony lwowskie w kolekcji Gabinetu Numizmatycznego, Anda Jaworucka-Drath
19 maja 2013 Propaganda miasta Gdańska na medalach Zygmunta III Wazy, Paulina Taradaj
16 czerwca 2013Józef Majnert – Od mincerza do fałszerza, Anna Bochnak
Moneta arabska w Europie Środkowej we wczesnym średniowieczu (VIII-X wiek), Dorota Malarczyk
17 marca 2013Od Hadriana Trajanowicza do Hadriana Augusta. Umacnianie się Hadriana u władzy na monetach lat 117-121, Paweł Zawora
21 kwietnia 2013Bony lwowskie w kolekcji Gabinetu Numizmatycznego, Anda Jaworucka-Drath
19 maja 2013 Propaganda miasta Gdańska na medalach Zygmunta III Wazy, Paulina Taradaj
16 czerwca 2013Józef Majnert – Od mincerza do fałszerza, Anna Bochnak
Wykłady będą się odbywać w niedziele o godzinie 11:00 w sali „U Samurajów”. Wstęp wolny.
Programu drugiego cyklu jeszcze nie znam. Wiem tylko, że wykładowcami będą między innymi profesorowie Paszkiewicz, Suchodolski, Mielczarek.
Projekt „Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie” jest współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko.
sobota, 9 lutego 2013
Konserwacja monet i medali.
Książkę kupiłem skuszony tytułem, nazwiskiem autora - Dr Marek Kołyszko jest kierownikiem Pracowni Dokumentacji i Konserwacji w Instytucie Archeologii UMK w Toruniu oraz wydawnictwem - Zarząd Główny PTN.
Przeczytałem od deski do deski i zakupu nie żałuję, ale nie mam pewności, czy wszyscy nabywcy będą równie zadowoleni. Tytuł może wydawać się trochę mylący, bo treść dotyczy w zasadzie wszystkich zabytków metalowych, choć na ilustracjach są tylko monety. Często w układzie "przed" i "po". W tytule mowa o konserwacji i rzeczywiście autor kładzie nacisk na konieczność zabezpieczania zabytków metalowych, w tym oczywiście i numizmatów, przed degradacją wywoływaną oddziaływaniem czynników zewnętrznych. Oczywiste jest, że konserwację w większości przypadków powinno poprzedzać oczyszczenie monety. W tej kwestii między kolekcjonerami cz też kupcami numizmatycznymi, a muzealnikami może dochodzić do sporów. Tym ostatnim zarzuca się często, że w muzealnych gablotach leżą monety wypolerowane, jak klamki, a przecież patyna, stan zachowania...
Doktor Kołyszko we wstępie określa granice, których należy bezwzględnie przestrzegać podchodząc do konserwowania monet. Pisząc o czynnościach mechanicznego czyszczenia monet pisze: "Należy do nich przystąpić z pokorą, która powinna wyrażać się przede wszystkim w nietykalności metalicznego podłoża zabytku". Przestrzega też, przed nieograniczonym usuwaniem szkodliwych produktów korozji, bo czasem detale rysunku monety są widoczne tylko jako nawarstwienia korozyjne, a na powierzchni metalowego jądra monety nie będzie po nich nawet śladu. W takich przypadkach należy dążyć nie do usunięcia produktów korozji, a do ich zneutralizowania i utrwalenia. Priorytetem jest utrzymanie czytelności reliefu.
Patrząc na grubość książki (76 stron), obawiałem się trochę, że autor ograniczy się do podania kilku jedynie słusznych metod, co zazwyczaj kończy się tym, że czytelnicy bezkrytycznie stosują je do wszystkich monet, a to z reguły oznacza zniszczenie większości z nich. Pan Kołyszko rzeczywiście podał kilka bardzo szczegółowych przepisów, zawsze opatrując je uwagami o sytuacjach, kiedy można je stosować. A są to metody bardzo różne - od mechanicznych (włącznie z użyciem elektronarzędzi protetycznych), poprzez chemiczne aż po elektrochemiczne.
W książce znajdziemy wiele wzorów chemicznych. Korozja, to chemia, jej usuwanie, to chemia, zabezpieczenie przed dalszym niszczeniem w końcu, to też chemia. Umiejętność identyfikacji przemian chemicznych, które doprowadziły monetę do stanu, w którym trafiła w nasze ręce jest kluczem do sukcesu prac konserwatorskich. Nie wystarczy wiedza, czy to moneta miedziana, brązowa, czy srebrna. Nawet dokładna znajomość składników i proporcji stopu nie zagwarantuje wyboru właściwej metody czyszczenia. Trzeba jeszcze wiedzieć, co i w jaki sposób na powierzchni monety osiadło lub narosło.
To lekcja pierwsza i pierwsza zasada.
Lekcja druga, to lekcja cierpliwości i odpowiedzialności. Nie ma drogi na skróty. Jeśli coś musi trwać, to niech trwa. Brydżyści mawiają, że pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł, a nie podczas licytacji, czy rozgrywki. To samo powinni sobie powtarzać wszyscy zabierający się za czyszczenie monet. Cierpliwość trzeba mieć nie tylko do samego procesu konserwacji. Obowiązkiem powinno być dokumentowanie operacji. Fotografowanie przed, w trakcie i po zabiegach. I notowanie zastosowanych metod i środków. Bo uczymy się na błędach (lepiej na cudzych, niż własnych).
Lekcja trzecia i ostatnia. Pokora. Trzeba wiedzieć, czy zacząć. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać.
Nie mam ostatnio czasu na czyszczenie monet, które trafiają do mojego zbioru. Może kiedyś spróbuję pokazać co, jak i z jakim rezultatem czyszczę. Na razie koncentruję się na pisaniu i gromadzeniu materiałów do tej pisaniny. W tym i monet. Na przykład:
To kolejna kontrmarka na miedziaku Augusta III w moim zbiorze. Również odnotowana przez Bisiera w Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych
Mój grosz jest z roku 1755. Kto i kiedy nabił na nim kontrmarkę? Ustalić to jest znacznie trudniej, niż taka monetę zdobyć.
Przeczytałem od deski do deski i zakupu nie żałuję, ale nie mam pewności, czy wszyscy nabywcy będą równie zadowoleni. Tytuł może wydawać się trochę mylący, bo treść dotyczy w zasadzie wszystkich zabytków metalowych, choć na ilustracjach są tylko monety. Często w układzie "przed" i "po". W tytule mowa o konserwacji i rzeczywiście autor kładzie nacisk na konieczność zabezpieczania zabytków metalowych, w tym oczywiście i numizmatów, przed degradacją wywoływaną oddziaływaniem czynników zewnętrznych. Oczywiste jest, że konserwację w większości przypadków powinno poprzedzać oczyszczenie monety. W tej kwestii między kolekcjonerami cz też kupcami numizmatycznymi, a muzealnikami może dochodzić do sporów. Tym ostatnim zarzuca się często, że w muzealnych gablotach leżą monety wypolerowane, jak klamki, a przecież patyna, stan zachowania...
Doktor Kołyszko we wstępie określa granice, których należy bezwzględnie przestrzegać podchodząc do konserwowania monet. Pisząc o czynnościach mechanicznego czyszczenia monet pisze: "Należy do nich przystąpić z pokorą, która powinna wyrażać się przede wszystkim w nietykalności metalicznego podłoża zabytku". Przestrzega też, przed nieograniczonym usuwaniem szkodliwych produktów korozji, bo czasem detale rysunku monety są widoczne tylko jako nawarstwienia korozyjne, a na powierzchni metalowego jądra monety nie będzie po nich nawet śladu. W takich przypadkach należy dążyć nie do usunięcia produktów korozji, a do ich zneutralizowania i utrwalenia. Priorytetem jest utrzymanie czytelności reliefu.
Patrząc na grubość książki (76 stron), obawiałem się trochę, że autor ograniczy się do podania kilku jedynie słusznych metod, co zazwyczaj kończy się tym, że czytelnicy bezkrytycznie stosują je do wszystkich monet, a to z reguły oznacza zniszczenie większości z nich. Pan Kołyszko rzeczywiście podał kilka bardzo szczegółowych przepisów, zawsze opatrując je uwagami o sytuacjach, kiedy można je stosować. A są to metody bardzo różne - od mechanicznych (włącznie z użyciem elektronarzędzi protetycznych), poprzez chemiczne aż po elektrochemiczne.
W książce znajdziemy wiele wzorów chemicznych. Korozja, to chemia, jej usuwanie, to chemia, zabezpieczenie przed dalszym niszczeniem w końcu, to też chemia. Umiejętność identyfikacji przemian chemicznych, które doprowadziły monetę do stanu, w którym trafiła w nasze ręce jest kluczem do sukcesu prac konserwatorskich. Nie wystarczy wiedza, czy to moneta miedziana, brązowa, czy srebrna. Nawet dokładna znajomość składników i proporcji stopu nie zagwarantuje wyboru właściwej metody czyszczenia. Trzeba jeszcze wiedzieć, co i w jaki sposób na powierzchni monety osiadło lub narosło.
To lekcja pierwsza i pierwsza zasada.
Lekcja druga, to lekcja cierpliwości i odpowiedzialności. Nie ma drogi na skróty. Jeśli coś musi trwać, to niech trwa. Brydżyści mawiają, że pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł, a nie podczas licytacji, czy rozgrywki. To samo powinni sobie powtarzać wszyscy zabierający się za czyszczenie monet. Cierpliwość trzeba mieć nie tylko do samego procesu konserwacji. Obowiązkiem powinno być dokumentowanie operacji. Fotografowanie przed, w trakcie i po zabiegach. I notowanie zastosowanych metod i środków. Bo uczymy się na błędach (lepiej na cudzych, niż własnych).
Lekcja trzecia i ostatnia. Pokora. Trzeba wiedzieć, czy zacząć. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać.
Nie mam ostatnio czasu na czyszczenie monet, które trafiają do mojego zbioru. Może kiedyś spróbuję pokazać co, jak i z jakim rezultatem czyszczę. Na razie koncentruję się na pisaniu i gromadzeniu materiałów do tej pisaniny. W tym i monet. Na przykład:
To kolejna kontrmarka na miedziaku Augusta III w moim zbiorze. Również odnotowana przez Bisiera w Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych
Mój grosz jest z roku 1755. Kto i kiedy nabił na nim kontrmarkę? Ustalić to jest znacznie trudniej, niż taka monetę zdobyć.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Przyszła koza do woza.
Minęły trzy miesiące (z haczykiem) od "Wpisu bez tytułu", w którym tłumaczyłem, dlaczego nie mam konta na "Fejsie".
I co? I nadal nie mam, ale postanowiłem przećwiczyć promocję bloga za pomocą facebookowego profilu bloga. W mailach, które dostałem po październikowym wpisie sugerowano mi, że to może być skuteczny sposób do powiększenia grona czytelników.
Wymyśliłem sobie, że na Facebooku będę umieszczał krótkie notatki o nowych publikacjach, interesujących stronach internetowych i zapowiedzi zaplanowanych wpisów na bloga.
Co z tego wyniknie? Поживём – увидим.
A na razie...
udało mi się zapełnić jeszcze jedną lukę w kolekcji szelągów koronnych Augusta III
Czapski takiego wariantu nie miał, Gumowski też go nie odnotował.
Jest w katalogu Kamińskiego/Żukowskiego - nr 703, ale w opisie jego rewersu jest legenda EL·SAX: a na mojej monecie jest, jak widać EL.SAX 1752 (brak dwukropka).
Mam wrażenie, że przysłowie "im głębiej w las, tym więcej drzew" do miedziaków A3S pasuje jak ulał.
Kończę, bo coś mi się zdaje, że spod wpisu o monetach zaczyna się wyłaniać księga przysłów (niekoniecznie) polskich.
I co? I nadal nie mam, ale postanowiłem przećwiczyć promocję bloga za pomocą facebookowego profilu bloga. W mailach, które dostałem po październikowym wpisie sugerowano mi, że to może być skuteczny sposób do powiększenia grona czytelników.
Wymyśliłem sobie, że na Facebooku będę umieszczał krótkie notatki o nowych publikacjach, interesujących stronach internetowych i zapowiedzi zaplanowanych wpisów na bloga.
Co z tego wyniknie? Поживём – увидим.
A na razie...
udało mi się zapełnić jeszcze jedną lukę w kolekcji szelągów koronnych Augusta III
Pod herbami literka V, imię króla pisane również przez V.
Jest w katalogu Kamińskiego/Żukowskiego - nr 703, ale w opisie jego rewersu jest legenda EL·SAX: a na mojej monecie jest, jak widać EL.SAX 1752 (brak dwukropka).
Mam wrażenie, że przysłowie "im głębiej w las, tym więcej drzew" do miedziaków A3S pasuje jak ulał.
Kończę, bo coś mi się zdaje, że spod wpisu o monetach zaczyna się wyłaniać księga przysłów (niekoniecznie) polskich.
Autor:
Zbierajmy monety
o
19:33
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Facebook,
szeląg koronny 1752
czwartek, 31 stycznia 2013
Münztechnik - czar starych książek.
Jedną z naszych licznych półek z książkami zajmuje siedemnastotomowa, ponadstuletnia encyklopedia Brockhausa.
Nieprzypadkowo centralne miejsce na zdjęciu zajmuje tom 12 MORIA bis PES. W tym tomie są hasła poświęcone monetom i mennicom.
Jak Wam idzie czytanie książek drukowanych "gotykiem"? Po ćwiczeniach z osiemnastowiecznymi rękopisami saskimi dla mnie to bułka z masłem. Gdybym jeszcze znał niemiecki...
Są też cieszące oko ilustracje monet
ale najciekawsze są ryciny przedstawiające wyposażenie mennic - fabryk pieniędzy:
To urządzenie, przy pomocy którego przerabia się tak zwane cany na blachy. Cany, to stosunkowo cienkie sztaby metalu. Odlewa się je w formach pokazanych na następnym rysunku.
Nieprzypadkowo centralne miejsce na zdjęciu zajmuje tom 12 MORIA bis PES. W tym tomie są hasła poświęcone monetom i mennicom.
Jak Wam idzie czytanie książek drukowanych "gotykiem"? Po ćwiczeniach z osiemnastowiecznymi rękopisami saskimi dla mnie to bułka z masłem. Gdybym jeszcze znał niemiecki...
Są też cieszące oko ilustracje monet
ale najciekawsze są ryciny przedstawiające wyposażenie mennic - fabryk pieniędzy:
To urządzenie, przy pomocy którego przerabia się tak zwane cany na blachy. Cany, to stosunkowo cienkie sztaby metalu. Odlewa się je w formach pokazanych na następnym rysunku.
wózek z formami do odlewania canów
Proces odlewania canów i walcowania ich na blachy możecie prześledzić oglądając film nakręcony w kanadyjskiej mennicy w latach 20-tych XX wieku.
Widać na nim również pracę maszyny do obtaczania krążków wyciętych z blach.
Wszystkie te urządzenia służyły do przygotowania surowca. To, czym się interesujemy najbardziej, sypało się z takich maszyn:
Po wytłoczeniu, monety przed przekazaniem do obiegu przechodziły jeszcze długą drogę. Poddawano je drobiazgowej kontroli - między innymi ważono je na półautomatycznych precyzyjnych wagach i sprawdzano, czy krążki nie spękały pod naciskiem prasy. To ostatnie badanie przeprowadzano metodą "na słuch" - to jeden z ciekawszych fragmentów kanadyjskiego filmu.
Dziś jest to jeden ze sposobów badania autentyczności monet - odlewy, galwany, bicia z niewłaściwych stopów dźwięczą inaczej, niż monety oryginalne.
Często zaglądam do mojego Brockhausa. Zadziwiające, jak szczegółowa jest ta encyklopedia. Znalazłem na przykład informację, że Gubin (Guben) w roku 1900 miał 33122 mieszkańców, z czego 1354 katolików i 225 izraelitów. O gubińskiej mennicy Augusta III niestety ani słowa.
Szkoda, bo monety "tłuściocha" nadal zajmują znaczącą część mojego czasu.
Wypatrzyłem ostatnio ciekawą monetkę na 15 aukcji PGNUM/PDA - lot 1089.
Już jest moja.
Data może i nieczytelna, ale rysunki awersu i rewersu nie pozostawiają wątpliwości - to rocznik 1751.
Kontrmarka - dwie splecione litery C to oczywiście ani logo Coco Chanel, ani sygnatura wytwórni porcelany z Ludwigsburga, choć wygląda podobnie.
To kontrmarka znana, skatalogowana przez Sikorskiego, a znacznie wcześniej, bo w roku 1911 opublikowana w Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych przez Gustawa Soubise Bisiera.
Nie wiem, czy mój szeląg został przestemplowany w tym samym miejscu i celu co szóstak opublikowany przez Bisiera. Punce na pewno nie są identyczne.
To jeszcze jedna zagadka związana z miedziakami koronnymi Augusta III.
Zakup tego szeląga cieszy mnie z jeszcze jednego powodu - ani w opisie aukcji ani na ilustrujących go zdjęciach nie widać jeszcze jednej cechy monety - to odwrotka! Przez moje ręce przeszło ostatnio kilkaset saskich miedziaków i muszę przyznać, że monety bite obróconymi stemplami są bardzo rzadkie, a pełną odwrotkę widzę po raz pierwszy.
Plan wykonany - rzutem na taśmę zmykam styczeń ósmym wpisem. Byle tak dalej, byle do wiosny.
Autor:
Zbierajmy monety
o
21:42
1 komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Gubin,
kontrmarki,
Maszyny mennicze,
monety Augusta III
sobota, 19 stycznia 2013
Sobolew, czy Sobolewo?2.00
Nie dają mi spokoju dziwne "monety", o których pisałem kilka dni temu.
Poprosiłem o konsultację Pana Bogumiła Sikorskiego, znanego badacza monet prywatnych.
Pan Sikorski zasugerował, że mogą to być żetony majątkowe (folwarczne) związane ze wsią Sobolewo położoną w okolicach Czarnkowa (Wielkopolska), skąd pochodzą podobne okazy z Jego zbioru (spod tego samego stempla, ale ołowiane!) i dodał:
Ktoś wykonał stemple, którymi odbił w różnych metalach coś, co wygląda na monety majątkowe (folwarczne, dominialne). Prymitywizm stylu stempli niekoniecznie świadczy o bardzo dawnym pochodzeniu "monet". Jest raczej zasługą prymitywnego warsztatu wytwórcy (kowal?). Jeśli to produkty XX-wieczne, lub nie starsze, niż z ostatniej ćwierci wieku XIX, to co robią na nich łacińskie legendy?
Widzę dwie możliwości:
Poprosiłem o konsultację Pana Bogumiła Sikorskiego, znanego badacza monet prywatnych.
Pan Sikorski zasugerował, że mogą to być żetony majątkowe (folwarczne) związane ze wsią Sobolewo położoną w okolicach Czarnkowa (Wielkopolska), skąd pochodzą podobne okazy z Jego zbioru (spod tego samego stempla, ale ołowiane!) i dodał:
Odrębną sprawą są napisy. Końcówkę tego po stronie z ligaturą czytam jako "ADAM DE FRESK" i chyba tu jest pies pogrzebany - to inicjały AF. ...
W rejonie Poznania znaki do ... rozliczeń często robili miejscowi kowale, nabijając inicjały lub pełen nazwy majątków. To był standard. Być może tu mamy do czynienia z czymś podobnym.Moje wątpliwości, co do sensu umieszczania w legendzie słowa CIVITAT (miasto) zostały skwitowane tak:
Że taki napis ? A czemu nie. W okolicach Szamotuł były polskie majątki, których właściciele jako adres podawali Paryż lub Niceę. Może ktoś przysłał tu jakiegoś Francuza na zarządcę lub coś podobnego. Skutek widzimy w metalu. Ja mimo wszystko uważam to za żetony majątkowe.Pozostaje jeszcze problem czasu "emisji". Pan Sikorski widzi to tak:
XX - wiecznego pochodzenia blaszek dementować nie trzeba bo taki jest zapewne ich wiek. Moim zdaniem pochodzą sprzed 1939 r i tylko pytanie, sprzed której wojny.Próba podsumowania.
Ktoś wykonał stemple, którymi odbił w różnych metalach coś, co wygląda na monety majątkowe (folwarczne, dominialne). Prymitywizm stylu stempli niekoniecznie świadczy o bardzo dawnym pochodzeniu "monet". Jest raczej zasługą prymitywnego warsztatu wytwórcy (kowal?). Jeśli to produkty XX-wieczne, lub nie starsze, niż z ostatniej ćwierci wieku XIX, to co robią na nich łacińskie legendy?
Widzę dwie możliwości:
- Jest to, tak jak wcześniej pisałem, współczesna próba wykreowania "nienotowanego pieniądza dominialnego", a jej sprawca śmieje się w kułak widząc, co dzieje się wokół jego dzieła.
- Są to żetony "wyemitowane" przez właściciela majątku (najprawdopodobniej w Sobolewie k. Czarnkowa), który był miłośnikiem historii i numizmatyki. Może jakiś naśladowca Henryka Mańkowskiego?Jeżeli miały by to być typowe monety majątkowe, używane do rozliczania pracy robotników folwarcznych, to archaizacja ich stylu wydaje się co najmniej zbędna.
Autor:
Zbierajmy monety
o
22:23
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
monety dominialne,
Sobolew,
Sobolewo
piątek, 18 stycznia 2013
Nieźle się ten rok zaczął.
Stare przysłowie-przestroga radzi "Nie chwal dnia przed wieczorem". Ale jak tu nie chwalić...
Obiecałem wczoraj, że dziś pokażę kilka ciekawych zdjęć (o ile Poczta się sprawi). No to zaczynamy zabawę.
Znajdź szczegóły, którymi różnią się te monety:
Obiecałem wczoraj, że dziś pokażę kilka ciekawych zdjęć (o ile Poczta się sprawi). No to zaczynamy zabawę.
Znajdź szczegóły, którymi różnią się te monety:
1a
1b
2a
2b
3a
3b
Monety 1a, 2a, 3a przyniosłem dziś z poczty, 1b, 2b, 3b już w zbiorze miałem.
Czy łamigłówka została rozwiązana?
Moneta pierwsza
- niestety, żadna z monet nie jest odmianą z sześcioma pękami listków na rewersie. Za to awersy...
1b, czyli ta, którą miałem, to Plage 240 "Jak nr 239, lecz ogon orła większy i na dużej tarczy św. Jerzy w płaszczu". Dzisiejsza zdobycz to właśnie Plage 139. Święty Jerzy nie najlepiej widoczny, ale ogon orła, jak najbardziej. Kolejna luka w zbiorze zapełniona.
Moneta druga
Szeląg koronny Augusta III, rocznik 1753, pod herbami literka B.
W pierwszym odruchu pomyślałem, że to nie B (jak w opisie aukcji napisał sprzedający), tylko R. Napisałem o tym sprzedającemu, ale odpowiedzi ani zmiany opisu nie doczekałem. Snajper zrobił swoje i moneta trafiła dziś do mnie.
Bez wątpienia B, bo R wygląda tak
A skąd wątpliwości? Z lektury katalogów, panie doktorze.
Wszyscy autorzy, którzy bardziej szczegółowo opisali miedziaki A3S (Czapski, Gumowski i Kamiński z Żukowskim), odnotowali tylko szelągi 1753B z awersem z imieniem króla AVGVSTVS. Tymczasem na tej monecie na awersie jest AUGUSTUS!
Moneta trzecia
Szeląg koronny Augusta III, rocznik 1753, pod herbami odwrócona literka F.
Co w niej szczególnego? To zabawne, ale to dokładne odwrócenie sytuacji monety poprzedniej. W katalogach jest szeląg 1753 z odwróconym F i imieniem AVGVSTVS, tymczasem w zbiorze miałem tylko nienotowaną odmianę z AUGUSTUS, a tej "zwykłej" nigdzie nie mogłem dopaść. Do dziś. Przyjechała z Niemiec, żeby było ciekawiej.
Zapełnianie luk w kolekcji (tych znanych i tych nieoczekiwanych) staje się niestety coraz droższe. Te trzy miedziaki kosztowały mnie w sumie (żona nie patrzy) dwieście trzynaście złotych i dwanaście groszy wliczając koszty przesyłki. Najtańszy okazał się nienotowany szeląg 1753B AUGUSTUS - tylko 26,50 - choć byłem skłonny dać 150 zł - szczęściem nie było konkurencji, takiej jak w przypadku grosza 1835.
Fajnie, że stale jeszcze można trafić na monety nienotowane. Nawet, jeśli są to małe, spatynowane, wytarte miedziaki. Pewnie między talarami i dukatami też się to zdarza, ale żeby na taką zwierzynę polować, to trzeba być Czapskim, albo trafić kumulację w Lotto.
Na razie pozostanę przy miedziakach.
P.S.
Od 29 stycznia 2020 moja książka "Miedziane monety koronne Augusta III" jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/
P.S.
Od 29 stycznia 2020 moja książka "Miedziane monety koronne Augusta III" jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/
czwartek, 17 stycznia 2013
Nakłady obiegowych monet 2012
NBP opublikował nakłady zeszłorocznych obiegówek:
1 złoty - 10 000 000 szt.
50 groszy - 12 000 000 szt.
20 groszy - 38 000 000 szt.
10 groszy - 136 000 000 szt.
5 groszy - 60 000 000 szt.
2 grosze - 100 000 000 szt.
1 grosz - 365 000 000 szt.
Dwójek i piątek nie wyemitowano.
Tylko w 2005 r. wybito więcej jednogroszówek!
Ciekawe, jak wobec zapowiedzi zaniechania produkcji dwóch najniższych nominałów, będą wyglądały tegoroczne nakłady.
Dziś bez zdjęć.
Coś ciekawego mam nadzieję pokazać jutro (o ile Poczta Polska stanie na wysokości zadania).
1 złoty - 10 000 000 szt.
50 groszy - 12 000 000 szt.
20 groszy - 38 000 000 szt.
10 groszy - 136 000 000 szt.
5 groszy - 60 000 000 szt.
2 grosze - 100 000 000 szt.
1 grosz - 365 000 000 szt.
Dwójek i piątek nie wyemitowano.
Tylko w 2005 r. wybito więcej jednogroszówek!
Ciekawe, jak wobec zapowiedzi zaniechania produkcji dwóch najniższych nominałów, będą wyglądały tegoroczne nakłady.
Dziś bez zdjęć.
Coś ciekawego mam nadzieję pokazać jutro (o ile Poczta Polska stanie na wysokości zadania).
Autor:
Zbierajmy monety
o
19:01
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Nakłady monet obiegowych 2012
środa, 16 stycznia 2013
Ja już to gdzieś widziałem!
Przykre, ale Cafe Numizmatyka na Allegro jest tylko cieniem dawnej świetności. Zaglądam tam jednak regularnie. Z rzadka coś napiszę...
11 stycznia zaintrygowało mnie pytanie "Co to za moneta?". Załączone zdjęcia zostały bezlitośnie skompresowane przez automat obsługujący cafe, ale są wystarczająco wyraźne, żeby uruchomić alarm: Ja już to gdzieś widziałem!
Ba! Nie tylko widziałem. Ja coś podobnego mam i nawet kiedyś o mojej blaszce coś napisałem.
Moja "moneta" jest miedziana i mniejsza.
Dokładniejsze oględziny obu zdjęć prowadzą do wniosku, że oba okazy zostały wybite tymi samymi stemplami, a że miedziany krążek jest mniejszy, to odbiły się na nim tylko środkowe części stempli, bez legend otokowych.
Oczywiście, podzieliłem się moim spostrzeżeniem z autorem postu z cafe Allegro. Wymieniliśmy kilka emaili. Zainteresowały mnie zwłaszcza legendy widoczne na monecie z cafe. Okazało się, że na jednej stronie jest napis MONETA CIVIT SOBOLEW, po którym jest coś jeszcze, coś z literą T albo ozdobnik - krzyżyk. Na stronie odwrotnej jest SOLIDUS + DG i dalej coś w rodzaju OLINES????
Dowiedziałem się też, że "srebrnik" został zakupiony około roku 2001 na jarmarku katarzyńskim w Toruniu w masówce po 4 zł/szt. Handlarz miał tych monet więcej.
Ja mojego miedziaka zdobyłem w Zawierciu, pięć lat później. Kto i w jakim celu wyprodukował te blaszki nie wiem.
Wykluczam, że to produkt XVIII- czy też XIX-wieczny, bo Sobolew nigdy miastem nie był. Gdyby miały to być monety dominialne, to też nie użyto by określenia CIVIT. Najprawdopodobniej jest to całkiem współczesna próba wykreowania "nienotowanego pieniądza dominialnego".
Kupując monety dominialne i inne formy pieniądza prywatnego trzeba zachowywać dużą ostrożność. Sprzedawcy zwykle mają na podorędziu jakąś fascynującą legendę mającą dowieść wyjątkowej rzadkości "monety". A jeśli tego nie robią i sprzedają takie wynalazki w masówce, to też źle na tym nie wychodzą - kilka złotych za gram miedzi (choćby nawet lekko srebrzonej) to niezły zarobek.
P.S.
19 stycznia 2013
Ciąg dalszy: Sobolew, czy Sobolewo?
11 stycznia zaintrygowało mnie pytanie "Co to za moneta?". Załączone zdjęcia zostały bezlitośnie skompresowane przez automat obsługujący cafe, ale są wystarczająco wyraźne, żeby uruchomić alarm: Ja już to gdzieś widziałem!
Ba! Nie tylko widziałem. Ja coś podobnego mam i nawet kiedyś o mojej blaszce coś napisałem.
Moja "moneta" jest miedziana i mniejsza.
Dokładniejsze oględziny obu zdjęć prowadzą do wniosku, że oba okazy zostały wybite tymi samymi stemplami, a że miedziany krążek jest mniejszy, to odbiły się na nim tylko środkowe części stempli, bez legend otokowych.
Oczywiście, podzieliłem się moim spostrzeżeniem z autorem postu z cafe Allegro. Wymieniliśmy kilka emaili. Zainteresowały mnie zwłaszcza legendy widoczne na monecie z cafe. Okazało się, że na jednej stronie jest napis MONETA CIVIT SOBOLEW, po którym jest coś jeszcze, coś z literą T albo ozdobnik - krzyżyk. Na stronie odwrotnej jest SOLIDUS + DG i dalej coś w rodzaju OLINES????
Dowiedziałem się też, że "srebrnik" został zakupiony około roku 2001 na jarmarku katarzyńskim w Toruniu w masówce po 4 zł/szt. Handlarz miał tych monet więcej.
Ja mojego miedziaka zdobyłem w Zawierciu, pięć lat później. Kto i w jakim celu wyprodukował te blaszki nie wiem.
Wykluczam, że to produkt XVIII- czy też XIX-wieczny, bo Sobolew nigdy miastem nie był. Gdyby miały to być monety dominialne, to też nie użyto by określenia CIVIT. Najprawdopodobniej jest to całkiem współczesna próba wykreowania "nienotowanego pieniądza dominialnego".
Kupując monety dominialne i inne formy pieniądza prywatnego trzeba zachowywać dużą ostrożność. Sprzedawcy zwykle mają na podorędziu jakąś fascynującą legendę mającą dowieść wyjątkowej rzadkości "monety". A jeśli tego nie robią i sprzedają takie wynalazki w masówce, to też źle na tym nie wychodzą - kilka złotych za gram miedzi (choćby nawet lekko srebrzonej) to niezły zarobek.
P.S.
19 stycznia 2013
Ciąg dalszy: Sobolew, czy Sobolewo?
Autor:
Zbierajmy monety
o
17:46
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
monety dominialne,
Sobolew
czwartek, 10 stycznia 2013
Král Bene
Přezdívku „král Bene“ si Vladislav údajně vysloužil za to, že šlechtě na žádosti odpovídal pouze „bene“ (tj. „dobře“).
Nie bójcie się, dalej będzie po polsku.
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, na ścieżce przecinającej zbocze góry Wołek znalazłem tę monetę:
Leżała między kamieniami, pewnie deszcz wypłukał ją z ziemi. Pamiętam, że bardzo mnie dziwiło, skąd w środku lasu, daleko od ludzkich siedzib wzięła się taka moneta. I co to za moneta?
Po powrocie do domu rzuciłem się do przeglądania mojej bardzo wtedy skromnej biblioteczki numizmatycznej. Podpowiedź znalazłem w książce...
Русская монетная система: историко-нумизматический очерк na stronie 73. Wiedząc już, że to moneta czeska i mając częściowo rozszyfrowaną legendę WLADISLAVUS SECUNDUS byłem "w domu" - grosz praski Władysława II Jagiellończyka.
Nie podejmę się opisu drogi Władysława do czeskiego tronu. To materiał na niezły thriller historyczno-polityczno-szpiegowsko-dyplomatyczny z licznymi scenami batalistycznymi. Synowie Kazimierza Jagiellończyka, kiedy się wspierali, to się wspierali, ale kiedy w grę wchodziła WŁADZA możliwa była nawet wojna. Armie Władysława i Olbrachta ścierały się nie raz. Najznaczniejsza była bitwa pod Koszycami wygrana przez Władysława.
Bracia walczyli nie tylko z sobą. Przeciwnikami Władysława był i Maciej Korwin i król niemiecki Maksymilian I Habsburg. Zawierano (i zrywano) niezliczone traktaty i umowy, wszystko, by zdobyć trony Czech, Węgier, Chorwacji (a przy okazji i Mołdawii). Jakby tego było mało, papież Leon X wymyślił sobie krucjatę przeciw Turkom, która przyczyniła się do wybuchu wojen chłopskich na Węgrzech. Oj działo się działo.
Władysław zasłużył sobie na tron czeski pomagając Jerzemu z Podiebradów w wojnie z królem węgierskim, Maciejem Korwinem, który też miał apetyt na Czechy. W 1471 roku Jerzy zmarł i zgodnie z jego wolą sejm czeski wybrał Władysława na króla. Sejm obradował w Kutnej Horze. Pewnie mój grosz z tamtejszej mennicy pochodzi.
Przez długie lata była to jedyna czeska moneta w moim zbiorze. Aż do 26 listopada 2010 r. W tym dniu przyniosłem z poczty list z malutkim sreberkiem:
Kilka dni wcześniej wypatrzyłem je na eBay i zalicytowałem ryzykując aż 2 euro. Licytacja stanęła na 1,19.
Na awersie mamy czeskiego lwa z podwójnym ogonem i legendę: WLADISLAVUS SECUNDUS, na rewersie koronę, charakterystyczną, wszechobecną w Kutnej Horze, literę W i cyfrę II. To nominał znacznie od grosza niższy, tzw. bily peniz czyli denar. Mój grosz waży ciut ponad trzy gramy, denar dziesięciokrotnie mniej.
I to wszystkie czeskie monety w moim zbiorze. Jedną przypadkiem znalazłem, drugą przypadkiem kupiłem. A ponieważ "nie ma przypadków", jak mawia Pan Kaczkowski, czekam cierpliwie na chwilę, w której zasłona opadnie i tajemnica obu "przypadków" się wyjaśni.
P.S.
Kilka lat po znalezieniu grosza przeczytałem w dziele "Chronografia albo Dziejopis Żywiecki" Andrzeja Komonieckiego:
Kila razy byłem jeszcze na Wołku, oglądałem mizerne resztki ruin. Wybrałem się nawet na poszukiwanie obozu Skrzyńskich na Bukowskim Groniu, ale nic ciekawego nie znalazłem.
P.P.S.
Jeśli ktoś z Was zdecyduje się na poszerzanie wiedzy o bilyh penizeh przy pomocy wyszukiwarek internetowych powinien być przygotowany na niespodzianki, zwłaszcza jeśli zatrudni Googla do wyszukiwania grafiki.
Nie bójcie się, dalej będzie po polsku.
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, na ścieżce przecinającej zbocze góry Wołek znalazłem tę monetę:
Leżała między kamieniami, pewnie deszcz wypłukał ją z ziemi. Pamiętam, że bardzo mnie dziwiło, skąd w środku lasu, daleko od ludzkich siedzib wzięła się taka moneta. I co to za moneta?
Po powrocie do domu rzuciłem się do przeglądania mojej bardzo wtedy skromnej biblioteczki numizmatycznej. Podpowiedź znalazłem w książce...
Русская монетная система: историко-нумизматический очерк na stronie 73. Wiedząc już, że to moneta czeska i mając częściowo rozszyfrowaną legendę WLADISLAVUS SECUNDUS byłem "w domu" - grosz praski Władysława II Jagiellończyka.
Nie podejmę się opisu drogi Władysława do czeskiego tronu. To materiał na niezły thriller historyczno-polityczno-szpiegowsko-dyplomatyczny z licznymi scenami batalistycznymi. Synowie Kazimierza Jagiellończyka, kiedy się wspierali, to się wspierali, ale kiedy w grę wchodziła WŁADZA możliwa była nawet wojna. Armie Władysława i Olbrachta ścierały się nie raz. Najznaczniejsza była bitwa pod Koszycami wygrana przez Władysława.
Bracia walczyli nie tylko z sobą. Przeciwnikami Władysława był i Maciej Korwin i król niemiecki Maksymilian I Habsburg. Zawierano (i zrywano) niezliczone traktaty i umowy, wszystko, by zdobyć trony Czech, Węgier, Chorwacji (a przy okazji i Mołdawii). Jakby tego było mało, papież Leon X wymyślił sobie krucjatę przeciw Turkom, która przyczyniła się do wybuchu wojen chłopskich na Węgrzech. Oj działo się działo.
Władysław zasłużył sobie na tron czeski pomagając Jerzemu z Podiebradów w wojnie z królem węgierskim, Maciejem Korwinem, który też miał apetyt na Czechy. W 1471 roku Jerzy zmarł i zgodnie z jego wolą sejm czeski wybrał Władysława na króla. Sejm obradował w Kutnej Horze. Pewnie mój grosz z tamtejszej mennicy pochodzi.
Przez długie lata była to jedyna czeska moneta w moim zbiorze. Aż do 26 listopada 2010 r. W tym dniu przyniosłem z poczty list z malutkim sreberkiem:
Kilka dni wcześniej wypatrzyłem je na eBay i zalicytowałem ryzykując aż 2 euro. Licytacja stanęła na 1,19.
Na awersie mamy czeskiego lwa z podwójnym ogonem i legendę: WLADISLAVUS SECUNDUS, na rewersie koronę, charakterystyczną, wszechobecną w Kutnej Horze, literę W i cyfrę II. To nominał znacznie od grosza niższy, tzw. bily peniz czyli denar. Mój grosz waży ciut ponad trzy gramy, denar dziesięciokrotnie mniej.
I to wszystkie czeskie monety w moim zbiorze. Jedną przypadkiem znalazłem, drugą przypadkiem kupiłem. A ponieważ "nie ma przypadków", jak mawia Pan Kaczkowski, czekam cierpliwie na chwilę, w której zasłona opadnie i tajemnica obu "przypadków" się wyjaśni.
P.S.
Kilka lat po znalezieniu grosza przeczytałem w dziele "Chronografia albo Dziejopis Żywiecki" Andrzeja Komonieckiego:
Ostatnia wzmianka o zamku Wołek pochodzi z 1474 r. Zamek został zniszczony prawdopodobnie kilka lat później, podczas wyprawy wojsk Kazimierza Jagiellończyka dowodzonych przez Jakuba Dębińskiego. Król wysłał wojsko, bo Mikołaj Komorowski, właściciel zamków w Żywcu i Barwałdzie, odmówił ich sprzedaży. Charakternych przodków miał Pan Prezydent.1451Roku tedy 1451 wielkie się szkody działy książętom oświęcimskim dla rozbójstwa wielkiego, gdyz na zamku Wołku rzeczonym blisko Kęt miasta stojącym, Gels Śleziak, a na zamku Barwałdzie u Góry Kalwaryjej Włodek Skrzyński herbu Łabędź i z żoną swą Katarzyną rozbijał. Z którym Skrzyńskim walczył Piotr Szafraniec o ten Barwałd...
Kila razy byłem jeszcze na Wołku, oglądałem mizerne resztki ruin. Wybrałem się nawet na poszukiwanie obozu Skrzyńskich na Bukowskim Groniu, ale nic ciekawego nie znalazłem.
P.P.S.
Jeśli ktoś z Was zdecyduje się na poszerzanie wiedzy o bilyh penizeh przy pomocy wyszukiwarek internetowych powinien być przygotowany na niespodzianki, zwłaszcza jeśli zatrudni Googla do wyszukiwania grafiki.
niedziela, 6 stycznia 2013
Raz kozie śmierć.
Od dzisiaj tom 3 mojego Specjalizowanego Katalogu Polskich Monet Obiegowych (PRL) jest dostępny w sieci.
Umieściłem go w serwisie SCRIBD - bezpośredni link:
Cena $ 4,99 czyli mniej więcej jedna trzecia wydania papierowego.
Jeśli ten format sprzedaży się sprawdzi, w serwisie pojawią się również dwa pierwsze tomy katalogu.
Umieściłem go w serwisie SCRIBD - bezpośredni link:
Cena $ 4,99 czyli mniej więcej jedna trzecia wydania papierowego.
Jeśli ten format sprzedaży się sprawdzi, w serwisie pojawią się również dwa pierwsze tomy katalogu.
Autor:
Zbierajmy monety
o
19:26
7
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Katalog monet PRL,
Scribd
wtorek, 1 stycznia 2013
Dwa razy A4, czyli po co są pieniądze.
Pieniądze są po to, żeby je wydawać. Podobno są tacy dziwni ludzie, którzy pieniądze zbierają. Zamykają w zmyślnych pudełeczkach i przez myśl im nie przejdzie, że można nimi płacić w sklepie, ale to jakiś margines. Normalni ludzie za pieniądze kupują, co chcą (na przykład pieniądze, które pieniędzmi sensu stricto być przestały).
Kolekcjonerzy często zastanawiają się, co też można było kiedyś kupić za monety z ich kolekcji. Trzyma człowiek takiego trojaczka i myśli - jak długo trzeba było na ten pieniążek pracować? Na co wystarczył?
Naukowcy zajmujący się monetami zawodowo też nie ograniczają się do kwestii technologicznych, historycznych i prawnych. Ekonomia jest równie ważnym elementem numizmatyki. Na potrzeby badań porównawczych - bo nie można prosto porównywać siły nabywczej rzymskiego denara i denara piastowskiego - powstało pojęcie trofy. Najprościej mówiąc, trofa to ilość pokarmu zapewniająca przeciętne potrzeby energetyczne średnio aktywnemu człowiekowi przy zastrzeżeniu racjonalnego odżywiania (więcej na ten temat tutaj).
Informacje o rzeczywistej sile nabywczej pieniądza w minionych wiekach znajduje się w archiwach sądowych, w pamiętnikach, listach, testamentach. Z natury rzeczy są to informacje rozproszone, czasem trudno dostępne. Warto więc dzielić się takimi danymi, jeśli trafimy na nie w domowych papierach.
Jak niewiele dzieliło parówki i pasztetową od szynki gotowanej wędzonej bez kości! Pewnie więcej w nich było mięsa, niż w dzisiejszych. I smakowały lepiej z pewnością.
Cennik spisano na odwrocie plakatu:
Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej działająca od 1928 r. nie pomogła. Przez świat przetoczyła się wojna. Zmieniło się wszystko, również pieniądze.
Latem 1948 r. mój tata wybrał się w Tatry.
A na odwrocie?
Dwie kartki z domowego archiwum. Niby nic, a jednak coś. Zastanówcie się, zanim coś podobnego wyrzucicie.
Miejcie się dobrze w Nowym Roku.
Kolekcjonerzy często zastanawiają się, co też można było kiedyś kupić za monety z ich kolekcji. Trzyma człowiek takiego trojaczka i myśli - jak długo trzeba było na ten pieniążek pracować? Na co wystarczył?
Naukowcy zajmujący się monetami zawodowo też nie ograniczają się do kwestii technologicznych, historycznych i prawnych. Ekonomia jest równie ważnym elementem numizmatyki. Na potrzeby badań porównawczych - bo nie można prosto porównywać siły nabywczej rzymskiego denara i denara piastowskiego - powstało pojęcie trofy. Najprościej mówiąc, trofa to ilość pokarmu zapewniająca przeciętne potrzeby energetyczne średnio aktywnemu człowiekowi przy zastrzeżeniu racjonalnego odżywiania (więcej na ten temat tutaj).
Informacje o rzeczywistej sile nabywczej pieniądza w minionych wiekach znajduje się w archiwach sądowych, w pamiętnikach, listach, testamentach. Z natury rzeczy są to informacje rozproszone, czasem trudno dostępne. Warto więc dzielić się takimi danymi, jeśli trafimy na nie w domowych papierach.
Cennik żywieckiego masarza z 1934 r.
Jak niewiele dzieliło parówki i pasztetową od szynki gotowanej wędzonej bez kości! Pewnie więcej w nich było mięsa, niż w dzisiejszych. I smakowały lepiej z pewnością.
Cennik spisano na odwrocie plakatu:
Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej działająca od 1928 r. nie pomogła. Przez świat przetoczyła się wojna. Zmieniło się wszystko, również pieniądze.
Latem 1948 r. mój tata wybrał się w Tatry.
Tata, jak widać szynki nie kupował. Teoretycznie w obrocie był jeszcze przedwojenny bilon, ale nie przypuszczam, żeby tata go wtedy używał. Nie przy tych kwotach, od przedwojennych wyższych tysiąckrotnie, a może i więcej.
A na odwrocie?
Dwie kartki z domowego archiwum. Niby nic, a jednak coś. Zastanówcie się, zanim coś podobnego wyrzucicie.
Miejcie się dobrze w Nowym Roku.
Autor:
Zbierajmy monety
o
18:41
5
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
siła nabywcza pieniądza,
trofa
sobota, 29 grudnia 2012
Archiwum felietonów numizmatycznych.
Właśnie skończyłem, to co zacząłem przeszło rok temu. Swoją drogą nie przypuszczałem, że zajmie mi to tyle czasu.
Archiwum jest już kompletne, dostępne tutaj. Zapraszam do lektury. Jeśli coś nie działa, nie wyświetla się, nie wygląda, jak należy - proszę o sygnał.
Nareszcie będę miał więcej czasu dla miedziaków Augusta III.
Archiwum jest już kompletne, dostępne tutaj. Zapraszam do lektury. Jeśli coś nie działa, nie wyświetla się, nie wygląda, jak należy - proszę o sygnał.
Nareszcie będę miał więcej czasu dla miedziaków Augusta III.
Autor:
Zbierajmy monety
o
15:28
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
felietony numizmatyczne
piątek, 21 grudnia 2012
Moneta - metalowy znak pieniężny.
Wikipedia definiuje monetę, jako:
"przeważnie metalowy znak pieniężny, o określonej formie, opatrzony znakiem emitenta. Emitent gwarantował umowną wartość monety. Pierwotnie wartość ta zbliżona była do rynkowej wartości kruszców zawartych w monecie."O problemach, na które napotykają producenci monet napiszę za chwilę - najpierw rozwiązanie zagadki z poprzedniego wpisu. Zagadka okazała się banalna. Wszystkie osoby komentujące wpis bez trudu zidentyfikowały opisywaną monetę:
Też uważam, że Kurier Warszawski przesadził. To ładna moneta.
Monety projektu Tadeusza Breyera atakowano nie tylko za wygląd. Jak wiadomo, pierwotnie zaplanowano bicie monet o nominałach 1 złoty i 2 złote w srebrze próby 835 i pięciozłotówki w srebrze próby 900, zgodnie z zasadami Monetarnej Unii Łacińskiej. Szybko to zmieniono i do obiegu trafiły tylko jedno- i dwuzłotówki ze srebra próby 750.
Bardzo krytycznie ocenił to Witold Broniewski w dwuczęściowym artykule "Stopy legalne w Polsce" opublikowanym w Przeglądzie Technicznym nr 17 i 18 z r. 1925 (dostępne w zasobach Federacji Bibliotek Cyfrowych).
Główne zarzuty wyglądały tak:
Warto przestudiować dokładnie artykuł Broniewskiego i dalszą polemikę z dyrektorem mennicy Janem Aleksandrowiczem (Przegląd Techniczny nr 34 z roku 1925). Są tam bardzo interesujące informacje o poziomie zabezpieczenia wartości nominalnej monet przez metal, o procederze fałszowania francuskich pięciofrankówek i o technicznych aspektach produkcji monet. Adwersarze zgadzają się w jednym - mosiężne dwu- i pięciogroszówki z datą 1923 wybito na krążkach z bardzo nieodpowiedniego stopu, co jednak można w pewnym stopniu usprawiedliwić. Krążki te zakupiono już w roku 1922 z przeznaczeniem na emisję bilonu w walucie markowej, do której nie doszło ze względu na hiperinflację.
W dzisiejszych czasach nie oczekuje się, że metal, z którego bije się monety obiegowe powinien zabezpieczać ich wartość. Metal dobiera się pod kątem odporności na zużycie i braku negatywnego wpływu na zdrowie użytkowników. Ważny jest też aspekt ekonomiczny - to niedobrze, gdy koszt produkcji monety (materiał + robocizna) przewyższa jej wartość nominalną. Z problemem tym borykają się wszyscy. Jedne państwa radzą sobie rezygnując z najniższych nominałów (np. Republika Czeska). Inne zastępują kosztowny surowiec tańszym. Dobrym przykładem są amerykańskie centy. Pierwsze kroki oszczędnościowe podjęto w II połowie XIX w. zastępując w roku 1856 miedziane centy o średnicy 27,5 mm małymi, miedzioniklowymi o średnicy 19 mm. Później, podczas II Wojny Światowej stop miedzi zastąpiono stalą pokrywaną powłoka cynkową. Do miedzioniklu powrócono w roku 1947. W roku 1959 nikiel zastąpiono dodatkiem cyny i cynku. W latach 1962-1982 ze stopu wyeliminowano cynę. Od roku 1982 centy bije się z cynku pokrytego warstewką miedzi, która stanowi tylko 2,5% zawartości monety. Wzrost cen surowców spowodował, że sama wartość metalu w cencie przewyższa jego wartość nominalną. A centów bije się rocznie około sześciu miliardów - takie jest zapotrzebowanie rynku!
Nic więc dziwnego, że myśli się o zniwelowaniu strat związanych z produkcją monet (i innych pieniędzy - wszystko wskazuje, że banknoty z Waszyngtonem zostaną wkrótce całkowicie zastąpione monetami).
W zeszłym tygodniu przedstawiono w Kongresie USA przeszło 400- stronicowy raport z dwuletnich badań wykonanych w mennicy w Filadelfii.
Okazuje się, że spośród 80 pierwiastków metalicznych widniejących w tablicy Mendelejewa tylko cztery są dziś tańsze od miedzi i niklu. Są to aluminium, żelazo, cynk i ołów. Ołów nie może być brany pod uwagę ze względu na własności mechaniczne i negatywny wpływ na zdrowie człowieka. W filadelfijskiej mennicy przebadano 29 różnych stopów bijąc z nich monety o "nonsensownym rysunku" - nie mogły być podobne do żadnych obiegowych monet.
"cent" ze stali pokrytej aluminium
zdjęcie z The Salt Lake Tribune
Przypuszczam, że i u nas trwają podobne prace, bo o ile mi wiadomo, produkcja jednogroszówek też przynosi straty. Ciekawe, czy skończy się na zmniejszeniu ilości nominałów, czy grosze pozostaną, tylko zmieni się ich skład. Ta druga opcja będzie dla nas, kolekcjonerów znacznie ciekawsza.
Autor:
Zbierajmy monety
o
23:15
1 komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2 złote 1924,
koszt bicia monet,
stopy monetarne
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Co to za moneta?
Na wielu forach numizmatycznych użytkownicy bawią się w zgadywanki. Pokazuje się powiększenie małego (ale charakterystycznego) fragmentu monety i pada pytanie:
- co to za moneta?
Kto pierwszy prawidłowo odpowie, ma prawo zadać następna zagadkę.
Przykład z forum TPZN: ZAGADKA
Dziś pobawimy się inaczej. Proszę spróbować odgadnąć, jaką monetę opisano w ten sposób w Kurierze Warszawskim.
Rewers:
Kiedy zajmowałem się pomocą w identyfikacji monet na forum e-numizmatyki zdarzało mi się czytać bardzo fantazyjne opisy, ale z tak kwiecistym nigdy nie miałem do czynienia.
Dostałem dziś email z zapytaniem: "Proszę o opinię co Pan o tej monecie myśli"
(usunąłem oczywiście dane "szczęśliwego" zwycięzcy). "Szczęśliwego", bo aukcja wygląda tak.
Dział "Allegro › Kolekcje › Numizmatyka › Pozostałe › Kopie i falsyfikaty" jest jak najbardziej odpowiedni dla oferowanego wyrobu metaloplastycznego. Opis monety niemal standardowy:
Dlaczego pytanie trafiło do mnie dwa dni po zakończeniu aukcji, a nie przed jej zakończeniem?
Dlaczego to pytanie padło, skoro sprzedający/sprzedająca umieściła aukcję w dziale "kopie i falsyfikaty"?
Dlaczego ktoś oferuje kwotę znacznie przewyższającą minimalną płacę krajową za coś wystawionego w dziale "kopie i falsyfikaty"?
Na te pytania odpowiedzi nie znam. Znam natomiast odpowiedź na pytanie: Co zrobić, żeby uchronić użytkowników Allegro przed takim zagrożeniem. Odpowiedź ta pojawiała się już na moim blogu, ale nigdy dość jej przypominania.
- co to za moneta?
Kto pierwszy prawidłowo odpowie, ma prawo zadać następna zagadkę.
Przykład z forum TPZN: ZAGADKA
Dziś pobawimy się inaczej. Proszę spróbować odgadnąć, jaką monetę opisano w ten sposób w Kurierze Warszawskim.
Rewers:
"Chuderlawa prasowaczka, której stos pacierzowy wyskoczył z pleców i wbił się w tył głowy, zapatrzona zgryźliwym i nieufnym wzrokiem w cztery ohydne liszki czy larwy, które w makabrycznym pląsie stanęły dęba na jej prawym ramieniu, ma reprezentować młodą, zdrową, Polską Republikę."Awers:
"Orzeł z obrzydzenia i irytacji widocznie stanął na głowie. Nie zgadza się na tak pojętą Polkę. Przywykł do hożych, wesołych Maryś, z sutym wieńcem kłosów pszenicznych na włosach, we wstęgach i koralach. A to jest jakiś obrzydliwy babsztyl w brudnej chuście bez wyrazu na głowie, przydatny na szyld pralni kołnierzyków i mankietów w dzielnicy murzyńskiej Nowego Jorku."Odpowiedź za niecały tydzień. Nagród nie będzie.
Kiedy zajmowałem się pomocą w identyfikacji monet na forum e-numizmatyki zdarzało mi się czytać bardzo fantazyjne opisy, ale z tak kwiecistym nigdy nie miałem do czynienia.
Dostałem dziś email z zapytaniem: "Proszę o opinię co Pan o tej monecie myśli"
(usunąłem oczywiście dane "szczęśliwego" zwycięzcy). "Szczęśliwego", bo aukcja wygląda tak.
Dział "Allegro › Kolekcje › Numizmatyka › Pozostałe › Kopie i falsyfikaty" jest jak najbardziej odpowiedni dla oferowanego wyrobu metaloplastycznego. Opis monety niemal standardowy:
"WYSTAWIŁAM NA AUKCJACH RÓŻNE PRZEDMIOTY KTÓRE NIE STANOWIĄ DLA MNIE ŻADNEJ WARTOŚCI I NIE SĄ MI DO NICZEGO POTRZEBNE.WIĘKSZOŚĆ Z NICH POCHODZI OD OSOBY KTÓRA ZAJMOWAŁA SIĘ KOLEKCJONERSTWEM.NIE WIEM JAKĄ POSIADAJĄ WARTOŚĆ I CZY SĄ PRAWDZIWE CZY NIE."Klasyczny przykład aukcji nazywanej na forach polowaniem na jelenia. Licytowało piętnaście osób. Nieistotne ilu Allegrowiczów z tej piętnastki liczyło na kupno rarytasu za bezcen, a ilu brało udział w polowaniu w charakterze nagonki.
Dlaczego pytanie trafiło do mnie dwa dni po zakończeniu aukcji, a nie przed jej zakończeniem?
Dlaczego to pytanie padło, skoro sprzedający/sprzedająca umieściła aukcję w dziale "kopie i falsyfikaty"?
Dlaczego ktoś oferuje kwotę znacznie przewyższającą minimalną płacę krajową za coś wystawionego w dziale "kopie i falsyfikaty"?
Na te pytania odpowiedzi nie znam. Znam natomiast odpowiedź na pytanie: Co zrobić, żeby uchronić użytkowników Allegro przed takim zagrożeniem. Odpowiedź ta pojawiała się już na moim blogu, ale nigdy dość jej przypominania.
Dopóki Allegro nie umieści nieoznakowanych trwale "kopii" monet na liście towarów zakazanych, dopóty naiwni kolekcjonerzy będą tracić pieniądze na kupno bezwartościowych krążków metalu.
środa, 12 grudnia 2012
12.12.2012 albo numerologia stosowana, czyli nie ma przypadków panie doktorze!
Taka dziś ładna data w kalendarzu, że koniecznie trzeba ją wykorzystać.
Najpierw twórcze przekształcenie: pogrupujmy te cyferki w dwie grupy
Najpierw twórcze przekształcenie: pogrupujmy te cyferki w dwie grupy
1212
2012
Teraz sięgam do katalogu mojego zbioru i sprawdzam, co też kryje się pod numerem 1212. Spora blaszka, ale lekka
Aluminium, średnica 28 mm, waga 2,0 g, rant karbowany. Mennica w Berlinie. Monetę zaprojektował Josef Wackerle, matryca do stempli wyszła spod ręki Reinharda Kullricha. Nakład 15 496 695 egzemplarzy.
A co siedzi w kopertce z numerem 2012?
Też się zdziwiłem!
Ten sam projektant, ten sam autor stempla, ale tym razem moneta z mennicy w Hamburgu wybita w nakładzie 4 896 494 szt.
To nie jedyna różnica. Orła na awersie otacza napis:
VERFASSUNGSTAG 11. AUGUST 1922
bo to moneta okolicznościowa - upamiętniająca trzecią rocznicę powstania Republiki Weimarskiej.
Pierwsza wojna światowa zmieniła mapę Europy. Upadły cesarstwa, powstały nowe państwa, inne powróciły z niebytu. 9 listopada 1918 ogłoszono abdykację cesarza Wilhelma II. Po krótkich i gwałtownych perturbacjach, prawie równoległych próbach utworzenia w Niemczech republiki demokratycznej i republiki socjalistycznej, w styczniu1919 r. odbyły się wybory do Zgromadzenia Narodowego. Zgromadzenie pierwszy raz zebrało się w lutym 1919 r. w Weimarze, bo w Berlinie trwały jeszcze zamieszki. Kilka dni później na pierwszego prezydenta Niemiec wybrano Friedricha Eberta, który 11 sierpnia tego samego roku podpisał konstytucję nowej republiki. Ten dzień ustanowiono jej świętem narodowym.
Pierwsze lata Republiki Weimarskiej były bardzo trudne. Kraj wyniszczony wieloletnią wojną opanowała inflacja, która w roku 1923 przerodziła się w hiperinflację. 3 września 1923 za dolara płacono około 10 000 000 marek, pod koniec miesiąca 160 000 000 marek , a wkrótce kurs poszybował na poziom bilionów marek. W roku 1922 nie było jeszcze tak źle, ale fakt, że trzymarkówkai bito w aluminium świadczy o ich niewielkiej sile nabywczej. Po stłumieniu inflacji również bito monety o tym nominale, ale już nie w aluminium, a w srebrze. Miały 30 mm średnicy i ważyły 15 gramów. Państwo rosło w siłę. Zmiótł je następny kryzys, który wyniósł do władzy Adolfa Hitlera, ale to już całkiem inna historia.
Pomysł na temat tego postu nasunął mi krótki reportażyk radiowy - rozmowa z jakąś "wróżką", która z komiczną wręcz powagą plotła niebywałe androny o wpływie liczb i cyfr (zresztą myląc jedne z drugimi) na nasze życie. Androny, andronami, ale przyznacie mili, że przypadek bardzo ładny i mało prawdopodobny. Monetę nr 2012 kupiłem 6 marca 2006 r. płacąc 2,77 zł (tyle wyszło z podzielenia kosztu zakupu kilkudziesięciu niemieckich monetek). Numer 1212 znalazł się w kolekcji w styczniu 2004 r. za 86 groszy (cena wyliczona na identycznej zasadzie). Dwa zakupy w dwuletnim odstępie.
I jak tu nie wierzyć w numerologię :-)
P.S.
W katalogach można znaleźć informację, że istnieją trzymarkówki 1922 bez okolicznościowego napisu z literką F. To próby wybite w Stuttgarcie. Praktycznie wszystkie noszą ślady ognia (aus Brandschutt = z pożaru), podobnie jak jednofenigówki Królestwa Polskiego z roku 1917.
Autor:
Zbierajmy monety
o
21:55
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
3 marki 1922,
Republika Weimarska,
Verfassungstag
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































