Google Website Translator Gadget

czwartek, 29 września 2011

Wystawy

„To nie Fenicjanie wynaleźli pieniądze”

W Olecku, w siedzibie Oleckiego Stowarzyszenia Aktywnych "Zamek" można do 21 października 2011 r. (zostało mało czasu!) obejrzeć wystawę numizmatyczną.
Antyczne monety chińskie, greckie, rzymskie i bizantyjskie udostępnił Pan Zdzisław Bereśniewicz.

"Pieniądz rządzi... 
Bogactwo złotem, srebrem i miedzią mierzone"


Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi z okazji 60-lecia swego istnienia zaprasza na ekspozycję numizmatów ze zbiorów własnych.
Na wystawie można zobaczyć kilkadziesiąt skarbów monet starożytnych, średniowiecznych i nowożytnych.



Złoty Poczet Królów Polskich
 
ze zbiorów Narodowego Muzeum Historii Ukrainy w Kijowie.
Wystawa z cyklu „Stanisław August – Mecenas i Kolekcjoner” Otwarcie: 26.11.2011 w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich.
Na wystawie w Pałacu na Wyspie będą prezentowane złote medale wybite w przez Mennicę Warszawską na zlecenie Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Projekty wykonali na podstawie portretów królów polskich namalowanych przez Bacciarellego medalierzy Jan Filip Holzhäusser i Jan Jakubi Reichel.
Pokazane zostaną też oryginalne stemple medali (ze zbiorów Gabinetu Numizmatycznego Mennicy Polskiej SA).


Warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tymi wystawami.
A może w Waszej okolicy tez można zobaczyć coś ciekawego? Proszę o sygnały.

poniedziałek, 26 września 2011

Przegląd Numizmatyczny 3/2011

Po uważnej lekturze pierwszego tegorocznego numeru Przeglądu Numizmatycznego zadecydowałem, że numer drugi kupie tylko pod tym warunkiem, że zauważę wyraźną poprawę jakości.
Krótkie oględziny przy półce w Empiku sprawiły, że czasopismo na tej półce pozostało.
Po tych doświadczeniach i po lekturze wpisu na blogu DagonX do półki z PN podchodziłem, jak pies do jeża. Podszedłem, przejrzałem numer 3/2011 i... udałem się z nim do kasy.

Fakt, część zastrzeżeń kolegi (i moich sprzed pół roku) potwierdziła się. Kwartalnikowi bardzo brakuje profesjonalnej redakcji tekstów. Część katalogowa rzeczywiście zajmuje zbyt dużo miejsca, ale ja bym jej całkowicie nie wyrzucał. W popularnych u nas miesięcznikach niemieckojęzycznych katalog też pojawia się w każdym numerze, ale stanowi znacznie mniejszą część całości. Redakcja Przeglądu mogłaby zastanowić się nad zmniejszeniem czcionki i upakowaniem lustrzanek w tabele, podobnie do części dotyczącej monet obiegowych. Było by więcej miejsca na ciekawe teksty merytoryczne.

A tych w ostatnim numerze PN jest więcej, niż w poprzednim. To oczywiście subiektywne odczucie. Po prostu bardzo zainteresowały mnie:
  • pierwsza część opracowania dotyczącego zbroi, w których prezentują się
    władcy na monetach,
  • list prof. Paszkiewicza do ministra Zdrojewskiego,
  • pierwsza część cyklu poświęconego kolekcjonowaniu monet antycznych.
     
Wygląda na to, że kupię i kolejny Przegląd, bo dwa z wymienionych artykułów maja być kontynuowane.
Pan Bohdanowicz, po ukończeniu cyklu propagującego kolekcjonowanie monet keszowych tym razem zajął się antykiem. Tematyka i umiejętność skupienia się na sprawach najistotniejszych połączona z żywym językiem sprawiają, że czyta się to świetnie. Pod tezami Pana Pawła podpisuje się obiema rękami (pewnie dlatego tak mi się ten tekst podoba).

Teraz pochwalę się  następnym nabytkiem, który dotarł do mnie w piątek.
Półtorak Zygmunta III Wazy, rocznik 1616, w katalogu półtoraków opracowanym na forum TPZN numer B.16.6.b.
Uwagę zwracają odwrócone litery N w legendzie rewersu. Przy bliższych oględzinach...
widać, a przynajmniej tak mi się wydaje, że takie odwrócone N to nie pomyłka powstała przy składaniu litery z trzech uderzeń puncy z kreską I. Wygląda na to, że pomyłkę popełniono przy obróbce puncy N. A może to nie pomyłka, tylko XVII-wieczne liternictwo dopuszczało taki kształt litery N?
W każdym razie takiego wariantu w zbiorze nie miałem, a teraz już mam. Kolejny powód do radości.

Żeby jeszcze trafić te 50 Mzł w Lotto.



niedziela, 25 września 2011

Gdzie te trójki?

Codziennie dostaję wiadomość e-mail z linkami do nowych aukcji Allegro, które mogą okazać się interesujące. Wiadomość wysyła mi oczywiście Allegro - wystarczą odpowiednie ustawienia w zakładce "Moje Allegro - moje zakupy - ulubione - kryteria wyszukiwania".
Niedawno, wśród potencjalnie interesujących aukcji pojawiła się taka szeląg 1763 Toruń August III -100%oryginał.

Patrzę na zdjęcia i tak sobie myślę - gdzie te trójki? To, że nie widać trójki w dacie, to nic takiego dziwnego. Moneta zachowana tak sobie, może ta trójka siedzi pod brudem, może jest niedobita, może się wytarła. Ważniejszy jest brak drugiej trójki. Tej, która powinna być częścią królewskiego inicjału. Tej, którą dobrze widać na przykład na takiej monecie:
 szeląg toruński Augusta III Sasa z roku 1761

Uśmiechnąłem się do siebie, ustawiłem limit w snajperze i poszedłem spać. Podobnie zrobiły jeszcze dwie osoby (co widać w wykazie "strzałów"), ale to mój limit okazał się zwycięski.
Poczta dostarczyła monetę. Awers wygląda tak:
Widać różnicę? Trójki nie ma! Ani jednej.
Przecież ten inicjał, to nie A3R - Augustus 3 (III) Rex tylko SAR - Stanislaus Augustus Rex!
Teraz  rzut oka na datę - miała być trójka, jest piątka, co nie dziwi, bo od koronacji 25 listopada 1764 r. królem Polski był Stanisław August Poniatowski.


Po śmierci Augusta III (5.10.1763 r.)  niepokoje związane z przyszłymi losami Rzeczpospolitej nasiliły się. Nasiliły się, bo przecież zaczęły się znacznie wcześniej. Jeszcze za życia Augusta III, stronnictwo Czartoryskich gotowe było do zamachu stanu i do współdziałania z Rosją w celu koronowania swojego przedstawiciela.
Katarzyna II postanowiła jednak wstrzymać zamiary konfederatów, ale po śmierci Wettyna czynnie wspomagała elekcję Poniatowskiego na polski tron.

Jak wiadomo, podczas panowania Augusta III, mennice koronne praktycznie nie funkcjonowały. Monety koronne bito w mennicach saskich. Trzy mennice miejskie rozpoczęły bicie monet dopiero po dwudziestu latach od wstąpienia króla na tron. Najpierw Gdańsk (1753), później Elbląg i Toruń (1760). Te trzy mennice kontynuowały działalność po koronacji Poniatowskiego. W Toruniu, nowy dyrektor mennicy Szymon Bruckmann (dawniejszy wardejn miejski) zmienił tylko cyfrę królewską na awersach szelągów oraz trojaków i umieścił portret Poniatowskiego na szóstakach. Innych nominałów w Toruniu nie bito.
Toruń planował przeprowadzenie reformy monetarnej, która miała między innymi polegać na zastąpieniu grzywny krakowskiej kolońską. Do reformy nie doszło, bo nowy król również miał w planach reformy monetarne i plany te zaczął wprowadzać w życie. Początkowo planował wynajęcie toruńskiej mennicy miejskiej i stworzenie na jej bazie centralnej mennicy koronnej. Przeprowadzono analizy, podjęto wstępne rozmowy z toruńskim magistratem ale wkrótce, po uruchomieniu mennic w Krakowie i Warszawie, król nakazał zamknięcie mennic miast pruskich. Protesty nie zdały się na nic. Ostatnie monety SAP w Toruniu wybito w roku 1765.


Co prawda Karol Plage nie uznał toruńskiego szeląga Stanisława Augusta za monetę rzadką (skatalogował cztery odmiany różniące się szczegółami rysunku i ozdobnikami), ale inni autorzy są zgodni w opiniach. Toruńskie szelągi Poniatowskiego są monetami rzadkimi. Tyszkiewicz wycenił je na 4 marki, to jest dwukrotnie więcej od trojaka "w zbroi", trzynaście razy więcej, niż szeląga toruńskiego Augusta III z 1763 r i o pół marki więcej, niż szeląga toruńskiego Augusta III bitego w czystym srebrze. Berezowski ocenił szeląga 1765 na 15 złotych czyli dwukrotnie wyżej, niż sześciozłotowego talara z 1794 r.


Toruńskie szelągi Poniatowskiego rzadko pokazują się na rynku. W archiwum WCN znalazłem tylko trzy notowania. Na Allegro ostatnio pokazała się ta moneta tylko raz - wariant z szerokim herbem miasta poszedł za przeszło 1000 zł (stan 3).
To właśnie dlatego, pomimo słabego stanu zachowania, postanowiłem kupić tę monetę. Następna okazja tak prędko się nie trafi.

środa, 21 września 2011

Kilka ciekawych aukcji

Najpierw ta najświeższa.

Pamiętacie "pokrakę"?

  

Czas robi swoje i właściciel tej niezwykłej monety spuścił z tonu i wystawił ją ponownie. 
Tym razem bez minimum. Zalicytowałem, dlaczego by nie, ale poległem. Poszła za 46,50 euro. 

Moneta "bez otworu ale z otworem"
Bardzo ciekawy destrukt. Firma gradingowa NGC opisała monetę jako "struck 5% off center, mint error" oceniając stan na AU55, czyli niemal menniczy. Zastanawiające, że średnica otworu jest mniejsza, niż na zwykłych pięciogroszówkach GG.
Na środku awersu pięknie widoczne jest gładkie pole - miejsce na wybijanie otworu.
Monetę wystawiono z ceną wywoławczą, ale pomimo dużego zainteresowania nie znalazł się chętny. Ciekawe, co będzie się działo dalej.

Trzy inne, rzadkie i piękne polskie monety, które sprzedano wczoraj na Allegro to
  • 2 złote 1813 Moneta w oblężeniu Zamościa, Kopicki 8450b - 3550,00 zł
  • powstańczy dukat 1831, NGC AU58 - 6101,00 zł
  • Zygmunt III Waza, talar koronny 1631 - 3033,00 zł
To oczywiście monety z tzw. górnej półki, ale i wśród tych tańszych trafiają się ciekawe egzemplarze .

18 września zakończyła się licytacja bardzo rzadkiej dziesięciogroszówki z roku 1840 - najwcześniejszy wariant, bity stemplem rewersu ciętym "od ręki".

Ciekawą monetę wypatrzył też na Allegro granit01 i podzielił się swoim odkryciem na forum http://allegro.pl/phorum/read.php?f=274&i=189663&t=189663
Jak widać, nawet wśród zdawało by się bardzo dobrze opisanych monet można natrafić na coś nowego.




niedziela, 18 września 2011

Giełdy staroci.

Przenosząc kolejne felietony na moją nową stronę czytam uważnie każdy z nich. Choćby po to, żeby dodać - gdy to konieczne - wyjaśniające komentarze.
Ostatnio były to dwa teksty dotyczące różnych źródeł i źródełek dostarczających kolejnych eksponatów do naszych kolekcji. Do omówienia aukcji (internetowych i tradycyjnych) niewiele można dodać. W zasadzie dziś napisał bym coś bardzo podobnego. Z tekstem drugim (chronologicznie jednak pierwszym) jest inaczej.

8 lat temu napisałem:
"Najbardziej lubię monety, które uzyskałem drogą "polowania". Tutaj dominują trzy z wymienionych sposobów - grzebanie w przepastnych skrzynkach z "badziewiem" na targach staroci i w niektórych sklepach (pozdrowienia dla Pana Jana), spacery z wykrywaczem i saperką oraz polowanie na okazje na aukcjach internetowych."

Z tego akapitu aktualny jest tylko początek - pierwsze zdanie i końcówka zdania ostatniego. Polowanie, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Wrodzone lenistwo sprawia, że nie jestem stałym bywalcem targów staroci. Bywam na nich tylko przy sprzyjających zbiegach okoliczności (pogoda, brak innych zajęć...). Tak też było i dzisiaj. W planach miałem długodystansowe bieganie - półmaraton mniej więcej, ale...
obudziłem się ciut za późno, słońce było wysoko, a słupek termometru wystawał mocno ponad 20 stopni. Jak dla mnie - zbyt wysoko na planowany dystans. Jeszcze sobie w tym sezonie pobiegam. Wobec powyższego po śniadanku pojechałem do Dąbrowy Górniczej. W każdą trzecią niedzielę jest tam duża giełda staroci.
Stoiska zajmują dużą część parku w samym centrum miasta. A na stoiskach wszystko. Potrzebny Wam wypchany struś? Jest struś! Są Kossaki, Fałaty, pepesze, moździerze, makatki, czajniki, kieliszki, sztućce, lampy, znaczki, monety, medale, szafy, płyty, książki...
Monety. Przeważają "produkty kolekcjonerskie" - lustrzanki, tzw. GieEny i "dukaty" lokalne. Mijam je bez żalu. Później mamy PRL - ty mam jeszcze kilka braków, ale nie w sensie jakiegoś konkretnego rocznika/nominału. Poluję na dwie czy trzy odmiany, o których wiem, że istnieją, a jakoś nie udaje mi się ich dopaść. Dalej jest II RP - Nike 32 ani "głębokiego sztandaru" na targu nie kupię. Aż takim optymistą nie jestem. Przerzucam klaserki wypatrując jakichś ciekawostek, ale nic nie znajduję. I tak już chyba od dwóch lat.
Sprzedawców oferujących monety starsze jest niewielu, a oferta skromniutka. I znów - nie znalazłem ani nic z tego, czego teraz szukam, ani nie trafiłem na nic, co przyspieszyło by mi puls.
Żeby nie wracać z pustymi rękami kupiłem kilkanaście miedziaków "z pola". Co na prawdę kupiłem, okaże się dopiero po czyszczeniu.
 Kolejny raz wróciłem z giełdy staroci z przeświadczeniem, że to już nie to. I pewnie za jakiś czas, przy sprzyjającym zbiegu okoliczności kolejny raz pojadę zapolować na jakąś giełdę. Taka choroba.

Po śmierci Pana Jana Mączki zniknął niestety mój ulubiony katowicki sklep numizmatyczny. Do innych jakoś nie mogę się przekonać. Zresztą mam teraz znacznie mniej okazji do bywania w Katowicach (i innych miastach) w godzinach otwarcia takich przybytków. Praca, praca, praca...

Spacery z wykrywaczem i saperką od pewnego czasu stały się, jakby to powiedzieć... emocjonujące inaczej.Mniej emocji z powodu tego, co w trawie piszczy, więcej z powodu, że grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi. A na nocne szychty, to ja juz chyba za stary jestem.

Pozostaje, a właściwie nie pozostaje, a wyrasta na lidera w tej klasyfikacji, źródło ostatnie - polowanie w sieci.  Tu możliwości rosną, bo przy odrobinie wysiłku można operować nie tylko na Allegro, czy eBay. Jest na świecie wiele lokalnych serwisów aukcyjnych. Są oferty mnóstwa firm. Są portale w rodzaju MA-Shops.
Ostatnie dwa moje sieciowe zakupy zrobiłem na Allegro i w internetowym sklepie WCN. Gdy monety dotrą do mnie powstanie kolejny odcinek z cyklu "moje monety". Szczególnie ciekawie zapowiada się zakup z Allegro.


niedziela, 11 września 2011

Pierwsze urodziny.

Wczoraj minął rok od publikacji pierwszego wpisu na tym blogu.

Statystyka:
  • Wpisów - 74 (więcej, niż jeden na tydzień).
  • Komentarzy - 142 (liczyłem na więcej).
  • Pełna historia wyświetleń stron - 36 689 (na początek - OK).
  • Liczba wyświetleń stron w ostatnim miesiącu - 3 366 (od stycznia 2011 mniej więcej na stałym poziomie).
  • Najpopularniejszy wpis - 10 groszy 1923 - aneks do katalogu specjalizowanego (1527 wyświetleń,  10 komentarzy).
  • Liczba wyświetleń stron według krajów
    Polska 33749
    Wielka Brytania 479
    Niemcy 468
    Irlandia 263
    Stany Zjednoczone 212
    Rosja 153
    Ukraina 132
    Szwecja 115
    Austria 104
    Kanada 101
  • Liczba wyświetleń stron według przeglądarek
    Firefox 19 046 (52%)
    Internet Explorer 8 569 (23%)
    Opera 3 257 (8%)
    Chrome 3 107 (8%)
    Apple-PubSub 1 628 (4%)
    Safari 836 (2%)
    Mobile Safari 27 (<1%)
    Iceweasel 26 (<1%)
    Flock 13 (<1%)
  • Liczba wyświetleń stron według systemów operacyjnych
    Windows 32 531 (93%)
    Linux 811 (2%)
    Macintosh 783 (2%)
    Other Unix 443 (1%)
    HTC 39 (<1%)
    Android 28 (<1%)
    Nokia 11 (<1%)
    iPhone 9 (<1%)
    iPad 7 (<1%)
    SonyEricsson 6 (<1%)
Oprócz tego kilkadziesiąt e-maili na prywatne konto z pytaniami, uwagami i sugestiami dotyczącymi treści wpisów.

I statystyki i Wasz odzew mobilizują mnie do utrzymywania i aktualizowania bloga. Będę się starał, by wpisów było  więcej i by były jeszcze ciekawsze.

Wakacje wybiły mnie trochę z rytmu. 5 tygodni urlopu to rzecz wspaniała, ale powrót do codziennych obowiązków nie jest łatwy i wymaga trochę czasu.
Przed urlopem zacząłem przygotowywać materiały do większego tekstu poświęconego szelągom Augusta III.
Porcelanowa figura króla Augusta - Muzeum Narodowe w Gdańsku

Te małe, miedziane monetki pełniły w drugiej połowie XVIII wieku rolę podobną do o stulecie wcześniejszych boratynek. Od poprzedniczek różnią je kwestie techniczne i miejsca wytwarzania. Wszystkie bito poza granicami Rzeczpospolitej. I nie tyle bito (bo to nie była już ręczna robota z użyciem młotków i stempli trzymanych w rękach), co tłoczono. Wszystko wskazuje na to, że szelągi produkowano przy użyciu bardziej skomplikowanych urządzeń menniczych.
Korzystano z mennic saskich, co znacząco utrudnia, a może nawet uniemożliwia dotarcie do archiwaliów. A w nich może kryć się rozwiązanie największej zagadki związanej z szelągami Augusta III Sasa - tajemniczych literek umieszczanych na rewersach, poniżej tarczy herbowej. M. Gumowski napisał w swoim Podręczniku numizmatyki polskiej (Kraków, 1914), pisownia oryginalna:
"Z tego też roku (1753) jak i z 1752 pochodzi najwięcej odmian tych monet, polegających na umieszczeniu rozmaitych liter między tarczami. Litery te, obejmujące prawie cały alfabet, oznaczają niewytłómaczone dotąd jakieś serye monet" 
Trzydzieści osiem lat później Profesor Gumowski opublikował artykuł "Gubin i jego mennice" (Księga pamiątkowa 75 lecia Towarzystwa Naukowego w Toruniu). Mimo upływu czasu, literki na szelągach nadal pozostały tajemnicą.


czwartek, 8 września 2011

Internetowe fora numizmatyczne

Kiedy zaczynałem poznawać internet, wszystko w nim było dla wszystkich (no może , prawie wszystko) i na dodatek za darmo.

Coś z ducha tamtych czasów spotykamy dziś na wszelkiego rodzaju listach dyskusyjnych, grupach zainteresowań, czy też forach internetowych.
To świetne miejsca dla uzyskania informacji, pomocy w identyfikacji monet, dla pochwalenia się okazami ze swoich kolekcji, dla publikowania własnych przemyśleń i prac.

Dziś przedstawię całkowicie subiektywny i daleki od kompletności wykaz/ranking takich stron, które mam na swojej liście niezbędnych linków.

POLSKA

Miejsce trzecie:  e-numizmatyka

Duże, aktywne forum z wieloma działami. Kiedyś aktywnie udzielałem się na nim, najpierw społecznie, pomagając w identyfikacji i wycenie monet. Później dodatkowo "etatowo" moderowałem całość (niezapomniane przeżycie - kto tego nigdy nie robił, nie zna życia). 

Miejsce drugie: Allegro

Forum równie aktywne i równie eklektyczne. Od rewelacyjnych opracowań tworzonych indywidualnie i zespołowo, przez literaturę faktu, aż po karczemne awantury. Dzięki numizmatycznej kafejce (sorry, teraz mówi się dzięki społeczności) powstało wiele ważnych publikacji numizmatycznych. Kwintesencja w przyklejonym wątku.

To największa porażka Allegro - "Cafe Allegro" zlikwidowano razem z całym archiwum. Posunięcie haniebne. Przepadło wszystko - od bezsensownych kłótni, pytań (i odpowiedzi) na żenującym poziomie po wątki i dyskusje bardzo ważne dla polskiej numizmatyki. Pozostało tylko to, co użytkownicy cafe zarchiwizowali na swoich komputerach.

Miejsce pierwsze: TPZN

Merytoryczne - to pierwsze określenie, które mi się nasuwa. To nie jest forum dla kolekcjonerów "monet" kolekcjonerskich.  Najciekawiej jest w dziale poświęconym monetom antycznym, ale kolekcjonerzy monet rodzimych też znajdą coś ciekawego dla siebie. Ostatnio forumowicze tworzyli (i tworzą nadal) katalog półtoraków - warto zajrzeć.
Dodatkowo, TPZN wydaje w trybie kwartalnika bardzo ciekawy biuletyn.


RESZTA ŚWIATA

Miejsce siódme: http://forums.collectors.com

Duże forum amerykańskie. Najobszerniejszy dział, to oczywiście monety USA, ale reszta świata też jest dobrze reprezentowana. Są też działy pozanumizmatyczne.


Miejsce szóste: http://www.lamoneta.it

Forum włoskie. Przeglądanie wymaga wcześniejszej rejestracji, ale warto. Dużo ciekawych informacji (m. innymi  na temat falsyfikatów Rzymu).


Miejsce piąte: http://zloty.su

Rosyjskojęzyczne forum kolekcjonerów polskich monet.



Miejsce czwarte: http://www.coinpeople.com

Wiele działów. Najczęściej zaglądam do bardzo obszernego działu na temat monet Rosji.


Miejsce trzecie:  http://www.numismatikforum.de

Forum niemieckie,  bardzo rozbudowane. Znakomite miejsce dla poszukiwań informacji o monetach średniowiecznych Niemiec. Bardzo obszerny dział monet rzymskich.



Miejsce drugie: http://www.cointalk.com

Moja ulubiona sekcja tego forum, to Error Coins


Miejsce pierwsze: http://www.forumancientcoins.com

Klasa sama dla siebie. Obowiązkowy przystanek dla kolekcjonerów monet antycznych. Warto zajrzeć do działu poświęconego czyszczeniu i konserwacji.


Opisy może lakoniczne, ale warto sprawdzić każdą z tych stron,  zorientować się w tematyce wątków i ocenić jakość dyskusji.

Na monetach świat się nie kończy - bywam też na forach użytkowników Kubuntu,  na forum fotograficznym (Fujifilm Klub Polska), bywam u "Poszukiwaczy skarbów" i u kajakarzy. Po prostu, kiedy potrzebne mi informacje na jakiś temat, to znajduję najbardziej prężne forum z tej dziedziny, przeszukuję je i albo znajduję odpowiedź, albo rejestruję się i grzecznie pytam. Zazwyczaj nie czekam długo na odpowiedź.
I jeszcze jedno - wypada czasem dać coś od siebie, więc kiedy pojawia się na forum pytanie, na które znam odpowiedź - piszę.

Aktualizacja 2021.12.05
Opis zmian, które zaszły w tej dziedzinie w ciągu dziesięciu lat:
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2021/12/internetowe-fora-numizmatyczne-po.html


niedziela, 4 września 2011

Archiwum felietonów numizmatycznych.

Przez sześć lat, od czerwca 2002 do czerwca 2008 na portalu e-numizmatyka.pl publikowałem "artykuły numizmatyczne". Artykuł to słowo "duże", bardziej właściwe będzie nazwanie moich tekstów felietonami.

    Powstawały w zbożnym celu popularyzacji numizmatyki rozumianej jako kolekcjonowanie monet. Miały bawić ucząc i uczyć bawiąc.
Sądząc po obfitości korespondencji, którą otrzymywałem po każdym tekście i po pytaniach dotyczących ich treści, które stale otrzymuję (po dwóch latach od publikacji pożegnalnego felietonu!) cele zostały osiągnięte.

    Co jakiś czas trafiają do mnie prośby o pomoc w dotarciu do któregoś z tekstów. W miarę możliwości pomagam, ale przy tej okazji widzę, że część felietonów zniknęła, z części pozostały tylko fragmenty, w niektórych brak zdjęć. Przy okazji wiosennych porządków na dysku mojego komputera strawiłem godzinkę na przejrzenie archiwum felietonów i stwierdziłem, że warto by udostępnić je wszystkie w jednym miejscu. Przed wakacjami dostałem ofertę umieszczenia moich prac na jednym z popularnych serwisów numizmatycznych. W tej sytuacji uznałem, że pora na działanie. Zacząłem od wystąpienia o zgodę do właściciela portalu e-numizmatyka.pl - spółki INWESTYCJE ALTERNATYWNE PROFIT SPÓŁKA AKCYJNA (dawniej Express M Sp. z o. o.). Pan Prezes Mirosław Mejer zgodę wyraził - strona właśnie powstaje.

    Sukcesywnie, co kilka dni będę dodawał kolejne felietony zachowując oryginalny tekst, zdjęcia, porządek chronologiczny, w miarę możliwości podając linki do tekstów zachowanych na e-numizmatyce i aktualizując linki występujące w treści felietonów (jeśli to tylko możliwe).

Zapraszam więc serdecznie do odwiedzin
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/

wtorek, 30 sierpnia 2011

Dziś tylko kilka linijek...

bo po pięciotygodniowym urlopie nazbierało się mnóstwo rzeczy do zrobienia.

Jedną z nich było przeczytanie zaległej poczty i napisanie odpowiedzi na listy oraz e-maile, które długo, długo czekały (komputer też miał urlop, podobnie jak telewizor i codzienne gazety).
Kolejną rzeczą było nadrobienie zaległości w czytaniu dyskusji na internetowych forach, które zwykle odwiedzam. Zauważyłem, że w zeszłym roku, mimo krótszego ciut urlopu, ominęło mnie znacznie więcej ciekawych dyskusji. Najwyraźniej nie tylko ja postanowiłem odpoczywać.

Z rzeczy godnych polecenia dwie moim zdaniem najciekawsze:

Na obróbkę czekały też dwie karty pamięci ze zdjęciami zrobionymi w czasie urlopu.


Jest jeszcze jedna przyczyna powodująca, że nie mam teraz zbyt wiele czasu dla bloga (chwilowa). Kilka dni przed urlopem poczyniłem kroki do uruchomienia jeszcze jednego projektu, który chodził mi po głowie od pewnego czasu. Rezultaty pokażę podczas najbliższego weekendu.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Nawet najdłuższy urlop kiedyś się kończy.

Niestety.

Pora na obiecane sprawozdanie.
Plan był prosty - odpoczywamy.
Jedyne założenie "ostre", to przebieżka co drugi dzień na dystansie co najmniej 6 km.
Założenie zrealizowane w 100 % - charzykowska promenada nad jeziorem ma ciut ponad 3 km, więc bieg z domu do niej i później od końca do końca tam i z powrotem dawało prawie 7 km. W sumie zrobiły się z tego trzy maratony (na raty).
Poza tym:
dobre towarzystwo,
grzyby,

kajak,

pływanie,

zwiedzanie okolic,
przyroda,

spacery,

smaczne jedzenie, czytanie etc etc.

Było, minęło, ciąg dalszy nastąpi (już za 11 miesięcy).

PS.

Monety też były, rzecz jasna




poniedziałek, 11 lipca 2011

Ostatnie zakupy przed urlopem

Urlop tuż, tuż. Trzeba myśleć o pakowaniu, a tu jeszcze poczta donosi listy z ostatnimi przedurlopowymi nabytkami. Póki jeszcze nie zawiozłem monet do bankowego sejfu podzielę się jeszcze radością z nowych monet.

Pierwsza, to ciekawe 10 groszy 1837.
Zdjęcie  z aukcji nie było najlepsze, ale miałem na tyle mocne przypuszczenia, że zalicytowałem. Okazało się, że był to dobry pomysł.Awers niczym mnie nie zaskoczył mnie niczym, ale rewers...
 Jedynka w dacie jest bardzo szeroka i nie jest to spowodowane uszkodzeniem stempla. Do porównań zapraszam na https://sites.google.com/site/krolestwopolskie18351841/

Moneta druga, to 5 fenigów Królestwa Polskiego z roku 1917. Tak, wiem, to zaczyna być już nudne, ale zobaczcie sami.
Egzemplarz wybity mocno spękanymi stemplami z wyraźnymi fragmentami awersu na rewersie i odwrotnie. Monetę wypatrzyłem na eBay.de i kupił bym ja nawet, gdybym wcześniej nie zaangażował się w dyskusję na Allegro.


Najciekawsze rzeczy widać, kiedy na rewers nałoży się lustrzane odbicie awersu. Otrzymujemy coś takiego:

Widać, że "kolana" i nasada skrzydeł na awersie i "duchu" są dokładnie naprzeciwko siebie, ale na awersie zarys łuku piątki jest o milimetr wyżej, niż na rewersie.
Uważam, że to dowód na to, że co najmniej jeden "duch" powstał na skutek wcześniejszego, trwałego uszkodzenia stempla.
Gdyby jedyna siła sprawdzą miało być ciśnienie, zasysanie itp. procesy zachodzące podczas bicia/tłoczenia monety, to po obu stronach wszystkie "duchy" powinny leżeć dokładnie naprzeciwko ich odpowiedników po drugiej stronie.

Więcej o "duchach" znajdziecie TU.

Czekam jeszcze na kilka monet, ale mają to być takie całkiem zwykłe zakupy kolejnych monet do kolekcji. No chyba, że przy bliższych oględzinach wyskoczą jakieś niespodzianki.

Za kilka dni wyjazd, Bory Tucholskie czekają, grzyby rosną, jagody dojrzewają, może jeszcze załapiemy się na poziomki i maliny.
W tym roku zaopatrzyłem się w kajak, więc do innych zajęć dojdzie jeszcze pływanie po jeziorach i rzekach. Sprawozdanie po powrocie.


Nie jestem pewien, czy przed wyjazdem napiszę coś jeszcze, bo przygotowania zajmą trochę czasu. W końcu znikam na calutki miesiąc.
Trzymajcie się!

środa, 6 lipca 2011

Co zrobić żeby monety błyszczały.

W poprzednim wpisie podałem kilka przykładów pytań, po których wyszukiwarki kierowały internautów na mojego bloga. Między nimi było też pytanie tytułowe.

Skoro jest pytanie, powinna paść i odpowiedź. Krótkie pytanie, krótka odpowiedź.

Co zrobić żeby monety błyszczały?

NIC!

Teraz wytłumaczenie.
Mamy dwa przypadki:
  • Pytający ma monetę, która błyszczy i chce, aby taki stan utrzymał się w przyszłości.
  • Pytający ma monetę, która nie błyszczy albo błyszczy w stopniu niezadowalającym.
W obu przypadkach nie należy robić nic, bo...

Jeżeli moneta błyszczy, to trzeba ją schować w klaserze/kapslu/holderze/slabie/kopercie i nie dotykać gołymi palcami (na nich zawsze jest pot, a pot szkodzi błyszczącym metalowym powierzchniom). Nie chuchać, nie dmuchać, nie wycierać.
Więcej o przechowywaniu monet napisałem tutaj.

Jeżeli moneta nie błyszczy, to znaczy, że jej przeszło (i nie wróci). Na początku wszystkie monety błyszczą (no, prawie wszystkie). Nawet te najzwyklejsze, obiegowe - mówimy o połysku menniczym. Z czasem ich powierzchnie pokrywają się siateczką mniejszych i większych zadrapań. Stają się matowe. A jeśli na dodatek chemia upomni się o swoje prawa, to na monecie pojawi się patyna, czyli warstwa związków chemicznych złożonych z metalu będącego budulcem monety i pierwiastków pochodzących ze środowiska, w którym moneta jest przechowywana.
I jeszcze jedno; nie możemy zapominać o brudzie. Brud też tłumi połysk monet.
Dlaczego i w tym przypadku lepiej nic nie robić? Bo w 99 % przypadków pogorszymy stan monety. Połysk uzyskany przez wypolerowanie monety nie jest ładny. O ile wnioskowanie
DOBRY STAN ZACHOWANIA => POŁYSK
bywa zazwyczaj prawdziwe, to
POŁYSK => DOBRY STAN ZACHOWANIA
jest prawdziwe wyłącznie gdy połysk jest naturalny, gdy nie jest skutkiem polerowania, napylania, czy czego tam jeszcze.
Odróżnienie naturalnego połysku od połysku spod polerki jest łatwe i nie wymaga wielu lat nauki. Wystarczy dwa, trzy razy porównać takie monety. 

Więcej o czyszczeniu monet napisałem tutaj.

To jeszcze jedno pytanie i może nie odpowiedź, ale krótka wypowiedź na temat.
"Czym usunąć brud spod paznokci nie niszcząc ich?"
"Fasolki" śpiewały:
Mydło wszystko umyje, nawet uszy i szyję
Mydło, mydło pachnące jak kwiatki na łące
i miały racje. Zwłaszcza jeśli dodatkowo użyjemy szczoteczki.
Takiej samej szczoteczki i może nie mydła, a lepiej płynu do mycia naczyń można użyć do usunięcia brudu z monety. No chyba, że mamy lustrzankę, jej nie szczotkujemy. A właściwie... dlaczego nie? :-)

P.S.
Paznokcie, jeśli czyste i zadbane wyglądają ładnie. Nawet na zdjęciach, których głównym tematem są monety. Ale kiedy widzę na Allegro czy innym eBayu zdjęcie monety trzymanej brudnymi paluchami z poobgryzanymi paznokciami (spod których na dodatek wyłazi "żałoba" to przechodzi mi chęć na licytowanie.

niedziela, 3 lipca 2011

Jak czytelnicy trafiają na mojego bloga?

Mój blog istnieje od września 2010 r. Licznik odwiedzin dobija właśnie do trzydziestu tysięcy. To miej więcej zgodne z szacunkami, które robiłem przed publikacją pierwszego wpisu.
Sprawdziłem ostatnio statystyki dotyczące ruchu na blogu i dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy.
1. Skąd jesteście?
Polska    27 052
Wielka Brytania    409
Niemcy    359
Irlandia    148
Stany Zjednoczone    147
Rosja    135
Ukraina    121
Szwecja    119
Kanada    81
Francja    36
Kiedy pisze się po polsku, nie można oczekiwać innych wyników. Większość odwiedzin z zagranicy, to też odwiedziny polskie.

2. Wasze systemy operacyjne.
Windows    26 465 (94%)
Macintosh    515 (1%)
Other Unix    443 (1%)
Linux    393 (1%)
HTC    32 (<1%)
Nokia    10 (<1%)
iPhone    7 (<1%)
iPad    5 (<1%)
Linux 2.6.8.1-12mdk    4 (<1%)
Android    3 (<1%)
Przewaga systemu Microsoftu zgodna z oczekiwaniami, choć marzy mi się, by z czasem rósł udział innych systemów. Sam używam od półtora roku wyłącznie Linuksa.

3. Wasze przeglądarki.
Firefox    15 417 (52%)
Internet Explorer    7 037 (24%)
Opera    2 744 (9%)
Chrome    2 175 (7%)
Apple-PubSub    1 046 (3%)
Safari    675 (2%)
chromeframe    33 (<1%)
Flock    13 (<1%)
Konqueror    9 (<1%)
SeaMonkey    9 (<1%)
 Ciekawy wynik. O ile pamiętam, to w ogólnych statystykach dotyczących użycia przeglądarek, IE nie stracił jeszcze pierwszego miejsca. Miło mi, że moi goście doceniają większe bezpieczeństwo zapewniane przez inne przeglądarki.

 4. Najczęściej czytane wpisy.
10 groszy 1923 - aneks do katalogu specjalizowanego
PRL - 50 groszy 1978.
Przegląd Numizmatyczny 3/2010
Kupiłem sobie nową książkę.
Awersy monet Królestwa Polskiego od roku 1835.
Gabinet Numizmatyczny Mennicy Polskiej
Kupiłem sobie nowe narzędzie :-)
Czyścić czy nie czyścić?
Moje monety 2010
Zbierajmy monety, a nie monetopodobne bibeloty.
Przewaga wpisu o 10-groszówkach 1923 nad następnymi jest bardzo duża i szczerze mówiąc, nie bardzo wiem skąd się bierze. Może chodzi o podanie rocznika w tytule postu? Połowa wpisów z "listy przebojów" ma rocznik w tytule, w tym trzy pierwsze miejsca. Ciekawe!

5. Źródła ruchu sieciowego - przejścia z witryn.

W całej historii bloga, najwięcej czytelników trafiło nań z mojej strony "Zbierajmy monety", którą umieściłem kiedyś na serwerach Webpark. Od miesiąca strona ta nie istnieje (reorganizacja hostingu na serwerach WP) i teraz większość odwiedzin jest generowana przez wyszukiwarki. Ostatni miesiąc wygląda tak:

www.google.pl    875                               
www.google.com    103
monety.pl    21
szukaj.onet.pl    15
monety.vitnet.pl    8
www.google.co.uk    8
www.google.com.ua    8
www.google.interia.pl    8
allegro.pl    7                                   
6. Wyszukiwane słowa kluczowe

Od początku istnienia bloga:
zbierajmy monety
jerzy chałupski
zbierajmymonety
10 groszy 1923
przegląd numizmatyczny
zbierajmy monety blog
chalupski blog
chalupski
zbierajmy monety    
Mamy częściowe wyjaśnienie fenomenu wyjątkowej popularności wpisu o 10-groszówkach 1923 - z jakiegoś powodu, ta moneta bardzo interesuje  internautów. Miło mi zauważyć, że większość zapytań dotyczy bezpośrednio mojego bloga. Muszę się też zastanowić, czy nie przedstawić jakiejś propozycji redakcji PN (choć szczerze mówiąc, ostatnio nie bardzo ich chwaliłem).

Po ograniczeniu okresu, z którego zbierane są statystyki dotyczące słów kluczowych na liście pojawiają się bardziej konkretne zapytania (pisownia oryginalna):
10 groszy 1840
destrukty monet prl
destrukty monet obiegowych
grading kopie monet srebrnych
czy warto zbierać monety
wydanie borysa paszkiewicza
1839 rok monety 3 gr
co zrobic zeby monety blyszczaly
czyszczenie miedzionikle
jak wyglądają stare polskie pieniądze z lat 1923 i 1929
czym usunac brud spod paznokci nie niszczac ich
Zapytania wyraźnie wskazują na tematy, które powinny pojawić się na blogu. Trzeba będzie napisać coś jeszcze o destruktach, coś o czyszczeniu monet, o gradingu i o kopiach monet i o paznokciach (o paznokciach, to już nawet wiem co napisać, temat korci mnie już od jakiegoś czasu). Swoją drogą, doprawdy nie wiem jak Google uznał, że na moim blogu będzie odpowiedź na pytanie o usuwanie brudu spod paznokci  - to musi być bardzo skomplikowany algorytm.
Nie wiem też "co poeta miał na myśli" pytając o "wydanie borysa paszkiewicza".

Nie mogę skończyć wpisu bez zdjęcia jakiejś interesującej monety. Pewnie to widać, że ostatnio mocniej zajmują mnie szelągi Augusta III. Pięć lat temu kupiłem za kilkanaście złotych taką monetkę.

Opisano ją jako "August III - szeląg 1753r. D". Czy poprawnie?
Nie, to co widać pomiędzy herbami, to nie jest D, tylko C w lustrzanym odbiciu (Czapski 2837, Kopicki 2060 R2).
Szeląg z literką D wygląda tak:

Szelągi "grubaska" to bardzo ciekawy temat. Są może ciut rzadsze od boratynek, ale nie mniej interesujące. Obydwa gatunki monet bito przez niecałe dziesięciolecie, obydwa były w obiegu przez czas wielokrotnie dłuższy i obydwa nastręczają tych samych problemów - trudno zdobyć dobrze zachowane, w pełni czytelne okazy.
Oprócz podobieństw mamy też kilka różnic. Technika bicia - boratynki to produkt prymitywny - monety bite  (po prostu młotem), szelągi A3S są wyrobami maszynowymi o stałym względnym ułożeniu rysunków awersu i rewersu. O miejscach produkcji boratynek wiemy prawie wszystko (o tych oficjalnych) i umiemy zinterpretować wszystkie (prawie) oznaczenia, które na nich występują. O literkach pojawiających się na rewersach szelągów saskich wiemy tyle, co nic, a to oznacza, że są jeszcze białe plamy czekające na zapełnienie.

P.S.
Szeląga 1754 F, którym pochwaliłem się kilka dni temu, brakowało w kolekcji Czapskiego. To naprawdę duża rzadkość.

czwartek, 30 czerwca 2011

Małe radości.

Siła wyższa (prawda, że z wydatną moją pomocą) sprawiła, że ostatnie dwa dni minęły mi na...

Najlepiej opisują to dwa cytaty.

Pierwszy, jest refrenem piosenki "Żyję w kraju" z repertuaru Strachów na Lachy. Jeśli ktoś nie zna, to służę uprzejmą pomocą:

Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja
Za moją kasę

Cytat drugi, który przytoczę być może niedokładnie, pochodzi z którejś z książek Antoniego Kroha. Albo z "O Szwejku i o nas" albo ze "Starorzeczy". A brzmi mniej więcej tak:
Oto kolejne zwycięstwo bezlitosnej procedury nad rozumem.

Był wtorek, była środa, a tak jakby ich nie było. Dwa dni bieganiny i tłumaczenia spraw oczywistych osobie, która oczywistości nie dostrzega (albo tylko to udaje), bo procedura "uber alles", więc również "uber" oczywistość.

Było, minęło. I tydzień byłby w plecy, gdyby nie dwa bardzo sympatyczne e-maile.
Pierwsza wiadomość daje szansę na ciekawe działania, druga daje pewność działań innych, nie mniej ciekawych (start na początku września, szczegóły pojawią się równolegle na blogu).
A na zakończenie tygodnia poczta dostarczyła takie paskudztwo.
Kto zgadnie, dlaczego bardzo się z niego ucieszyłem?

niedziela, 26 czerwca 2011

Ale pokraka!

Mam w kolekcji kilka falsyfikatów monet Królestwa Polskiego 1917-1918.
Oczywiście chodzi mi o falsyfikaty na szkodę emitenta. Pomimo krótkiego czasu obiegu tych monet, fałszerze zdążyli wyprodukować i wprowadzić do obiegu niemałą ilość monet o nominałach 10 i 20 fenigów. Oczywiście, najwięcej jest 20-fenigówek.
Wszystkie znane mi egzemplarze, to odlewy w cynku lub niskotopliwych, miękkich stopach.
Przykład:
Cynkowe falsyfikaty monet KP sprzedają się na aukcjach po stosunkowo wysokich cenach. Przyczyną tego, są podawane w niektórych publikacjach wyceny monet opisanych jako odbitki w cynku. Tyle, że wyceny te nie dotyczą falsyfikatów, tylko monet wybitych w Stuttgarckiej mennicy przez pomyłkę (albo też całkiem świadomie, ale w niecnych celach) na cynkowych blankietach.
Myślę, że najwięcej zamieszania wprowadził miesięcznik MünzenRevue i jego bliźniacza mutacja Münzen & Sammeln (obydwa z Gietl Verlag). To w nich znajdują się bałamutne informacje o istnieniu cynkowych 10-fenigówek o średnicy 23 mm i wadze 3,57 grama oraz 20-fenigówkach o (UWAGA, UWAGA!) takiej samej metrologii.
Przypomnę, że normalne dziesięciofenigówki ważą 3,57 grama przy średnicy 21 mm, a dwudziestki 4 gramy przy średnicy 23 mm.
Omyłkowo mogły być użyte jedynie cynkowe blankiety dziesięciofenigówek Rzeszy o parametrach 3,226 grama; 21 mm.
Za możliwe i prawdopodobne uważam więc istnienie cynkowych 10-fenigówek o średnicy 21 mm, ważących mniej, niż 3,3 grama.


MR nie wycenia tych monet, daje tylko informację LP - oznaczającą "cena amatorska".
W Money Trend, podobnym miesięczniku konkurencyjnego wydawnictwa Weege, znajdujemy informację, że cynkowe 10- i 20-fenigówki KP znane są wyłącznie, jako falsyfikaty z epoki. Żadnych wycen nie podaje się. Zajrzałem jeszcze do Die Deutschen Münzen seit 1871 Kurta Jaegera (mam wydanie 15, nie wiem, co napisano w wydaniach nowszych). Znalazłem informację, że istnieją cynkowe 10- i 20-fenigówki bite na "artfremde Ronden", czyli na obcych (niewłaściwych) blankietach. Wyceny brak, interpretacji pochodzenia brak.

A jakąż to pokrakę miałem na myśli tytułując dzisiejszy wpis?
Taką oto:

Awers, to zachwycający przykład sztuki prymitywnej. Orzeł, począwszy od imponującego dzioba, po fantazyjnie pokrzywiony ogon, na pewno nie wyszedł spod rylca profesjonalisty z mennicy.
Mimo tego, właściciel monety uznał, że ma skarb i wystawił to cacko na niemieckim eBay z ceną wywoławczą 1990 euro (słownie jeden tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt euro) z takim tytułem:

Königreich Polen 10 Fenigow 1917 FF PROBE ZINK / RRR

i opisem:
KR.Polen 10Fenigow 1917 FF Probe/Zink
>>> Krolestwo Polskie <<<
Material: Zink / Zn  Durchmesser: 21,3mm  Gewicht: 3,6g  glatter Münzrand
die Münze ist unmagnetisch, hat ca 25° Stempeldrehung nach links
diese Probe-Münze ist sehr selten und fast unbekannt!
         ss Erhaltung, ein echtes Liebhaberstück! RRR
Artikelzustand - siehe Bild!
*allg.Versandkosten:
* keine Versankosten! / Kostenlos!
*
* in Deutschland als DHL Paket/versichert!
*
* Weltweit als DHL Paket/versichert!
*
Bei mehreren ersteigerten Artikeln - Versandrabatt, 
evtl. mit weiteren Artikeln!
Viel Spaß beim Bieten!
*
* Privatverkauf, gemäß EU Richtlinien! *

Łaskawca,  oferuje wysyłkę za darmo!
Cóż. Zapłacił bym chętnie za wysyłkę, ale pod warunkiem, że całość kosztów nie przekroczyła by jednego procenta ceny wywoławczej - w końcu to 10 fenigów (a więc rzadszy przykład falsyfikatu KP, niż dość pospolite 20- fenigówki) i na dodatek bardzo ładnie zachowane, że o skręceniu stempli nie wspomnę.
Niestety, sprzedawca nie daje się przekonać. Moneta jest wystawiona już po raz drugi - ciągle za tę samą cenę.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Wpis bez tytułu.

Na początek krótkie uzupełnienie techniczne.
Pisząc niedawno o "duchach" wspomniałem o ciekawej dyskusji na ten temat prowadzonej na cafe Allegro. Jeden z uczestników zacytował nieokreślone amerykańskie źródło "We must remember that the working dies are convex shaped, ...".
Cóż szkodzi sprawdzić.
Wziąłem pięciozłotówkę z rybakiem z 1974 r., nieźle zachowany egzemplarz o wadze 3,51 grama (waga w/g zarządzenia wprowadzającego tę monetę do obiegu powinna wynosić 3,45 g) i zmierzyłem odległość od tła do tła w dwóch punktach.
(awers nałożony na rewers, żeby pokazać jak trudno znaleźć punkty odpowiednie do pomiaru)

Pomiar bliżej środka monety nie ma sensu, bo nie można w tym obszarze znaleźć wolnego tła w przeciwległych punktach. W punkcie A grubość krążka wynosi 2,050 mm, w punkcie B tylko 1,875 mm. Daje to różnicę grubości równą 0,175 mm.
Stwierdzenie, że stemple są wypukłe w środku, w przypadku "rybaków" wydaje się prawdziwe.
Być może jest to zasada uniwersalna i stemple do bicia monet wytwarza się tak, aby w centralnej części były lekko wypukłe.
To tłumaczyło by, dlaczego "duchy" pojawiają się najczęściej w centrum rysunku monety.

Ukazał się drugi w tym roku numer Przeglądu Numizmatycznego.
Nie kupiłem. Po raz pierwszy od 1993 roku, nie kupiłem. W jedynym tekście, który zainteresował mnie w tym numerze znów pełno brzydkich błędów edytorskich. Zamiast wydać 14 zł na periodyk, którego redaktorzy niezbyt szanują swoich czytelników, wydałem 13,51 zł (w tym koszty przesyłki) na niewielką monetkę.
Szeląg gdański Kazimierza Jagiellończyka

Nienajlepiej zachowana, to prawda, ale swoje lata ma. Sprzedający nie wiedział co to jest. W tytule aukcji było tylko jedno słowo "MONETA".

Jedni czytelników nie szanują, inni, wręcz przeciwnie.
Warszawskie Centrum Numizmatyczne przebudowało swoją stronę internetową. Nowe "wydanie" jest czytelne, ascetyczne ale estetyczne. Nie ma przerostu formy nad treścią. Firma nadal udostępnia bardzo, bardzo bogate archiwum zdjęć, opisów i wycen monet sprzedanych na swoich aukcjach i w sklepie internetowym.
Nie dość tego! Na stronie udostępniono materiały informacyjne dotyczące polskich monet średniowiecznych. Znakomity materiał. Gorąco polecam.

Strona WCN jest stroną komercyjną prowadzoną przez dużą firmę numizmatyczną. Przykładem znakomitej, niekomercyjnej strony jest "Money for nothing". Rzetelne opisy, dobre zdjęcia, mnóstwo danych i na dodatek miejsce na świetne merytorycznie publikacje kolegów zajmujących się monetami śląskimi i banknotami. Myślę, że Pan Krzysztof znajdzie miejsce i na inne wartościowe publikacje.

środa, 15 czerwca 2011

Chyba się starzeję, albo przyjemności duże i małe.

Mój dziadek twierdził, że im dłużej żyje, tym bardziej podoba mu się świat i tym więcej rzeczy sprawia mu przyjemność. A żył długo.
Urodził się, kiedy jeszcze nie było radia, a telefony nie miały tarczy (ani tym bardziej klawiatury) do wybierania numerów. Kiedy bracia Wright wykonali pierwszy kontrolowany lot swoim samolotem (całe 12 sekund) Dziadek miał już prawie 10 lat. Później obejrzał z bliska dwie wojny światowe, a za pośrednictwem telewizji (którą wynaleziono w tzw. międzyczasie) przyglądał się między innymi temu, jak Neil Armstrong stawiał pierwszy krok na Księżycu.


Chyba się starzeję, bo podobnie jak Dziadek, coraz częściej łapię się na tym, że coś, na co wcześniej uwagi nie zwracałem, co było normalne i oczywiste, teraz wydaje mi się ważne i sprawia mi wiele radości.
Na przykład zieleń liści drzew na tle błękitu nieba. W tym roku znacznie intensywniejsza, niż w ubiegłym (przynajmniej tak mi się wydaje).
A kiedy patrzę na tę zieleń jadąc samochodem do pracy słuchając sobie niedawno kupionej płyty (a właściwie dwóch) "DMB Live at Wrigley Field", to przyjemność się potęguje.
Bardzo żałuję, że przegapiłem kiedyś możliwość wyjazdu na koncert Dave Matthews Band do Berlina. Prawie trzy godziny muzyki i to tej, pisanej przez M. Może następnej europejskiej trasy uda się nie przegapić.

A czy nie jest powodem do radości fakt , że koncert ulubionego zespołu odbywający się za zachodnią granicą nie oznacza żadnych dodatkowych problemów, poza koniecznością odbycia ciut dłuższej podróży, niż do Poznania, czy Warszawy?
Tylko, czy w Europie jest możliwe takie wykonanie "Jimi Thing", jak na Wrigley Field?
Nie wiecie o co chodzi? Poszukajcie nagrania i posłuchajcie - naprawdę warto.


A co z naszym ulubionym hobby? Ależ jak najlepiej, Panie i Panowie. Sezon ogórkowy - nie, nie ten w niemieckim, kulinarno-szpitalnym wydaniu - to znakomity czas na łowy. Na początek trafił do mnie taki denarek (albo pieniążek, jak woli prof. Paszkiewicz) Władysława Jagiełły.

Najpierw myślałem, że wbrew opisowi aukcji, to nie Jagiełło, tylko Zygmunt Stary - ta wygięta obręcz korony! Koledzy z cafe Allegro przekonali mnie, że to jednak Jagiełło, odmiana z trzema kółkami. I radość podwójna. Bo nowa moneta w zbiorze, bo jest miejsce, w którym można prosić o pomoc i ją dostać.

I najważniejsze. Jeszcze tylko miesiąc i znów, jak co roku przenosimy się na kilka tygodni w Bory Tucholskie. I jak się tu nie cieszyć.

środa, 8 czerwca 2011

Historie o duchach

Historia pierwsza, czyli pogoń za duchem, który podobno duchem nie jest.

Tym duchem jest 10 groszy z datą 1840 z awersem starego typu (orzeł z przymkniętymi dziobami) i rewersem, na którym laurowy wieniec ma układ jagódek 1-3-3-0 (jak na monetach wcześniejszych roczników), litera G w GROSZY nie ma pionowego szeryfa (wygląda podobnie do C) i najważniejsze - pod cyfrą 4 w dacie nie ma śladów po cyfrze 3.
W moim katalogu monet Królestwa Polskiego z datami 1835-1841umieściłem ją pod pozycją 10 groszy 1840 - a/c
O istnieniu takiego wariantu wiem wyłącznie z cafe Allegro. Pokazano go przy okazji wstępnej prezentacji materiałów, które zebrałem wgryzając się w problem chronologii 10-groszówek z datą 1840, ale jakość zaprezentowanych zdjęć nie daje pewności, że pod czwórką jest całkiem gładko.
Miałem cichutką nadzieję, że moneta wypatrzona na Allegro (aukcja nr 1635431816 zatytułowana "RRRRRR!!! 10 GROSZY 1840 - 3 JAGÓDKI !!! RRRRRRR"), to właśnie ten od dawna poszukiwany duch.
Dziś poczta rozwiała moje nadzieje dostarczając taką monetę:

Bliższe oględziny
i okazuje się, że jednak pod czwórką są resztki trójki. Polowanie trwa...

W związku z tym mam wielką prośbę. Sprawdźcie czy w Waszych zbiorach nie kryje się ten nieuchwytny dotąd duch. Jeżeli go znajdziecie, zróbcie proszę dobre zdjęcie i przyślijcie do mnie. W przeciwnym razie moja wiara w duchy zostanie nadwątlona. W szczególności w tego "ducha" sprzed z górą półtora wieku .


Historia druga, czyli jakie duchy rodzą się w mennicach.

Kolekcjonerzy specjalizujący się w monetach obiegowych PRL z pewnością znają warianty aluminiowych pięciozłotówek z rybakiem, które potocznie  określa się jako "słoneczko".
Pod ramieniem rybaka widoczne są promieniście rozchodzące się linie. 
Skąd się tam wzięły?

Mam na półce książkę Alana Herberta zatytułowaną "Official price guide to mint errors", która jest nie tyle cennikiem, co encyklopedią destruktów numizmatycznych. Bogato ilustrowaną i szczegółowo wyjaśniającą mechanizmy powstawania destruktów.
Znalazłem w niej dwie kategorie usterek bicia, które są przyczyną pojawiania się śladów części rysunku jednej strony monety na jej drugiej stronie.

Kategoria pierwsza, to monety wybite stemplami uszkodzonymi na skutek bezpośredniego zetknięcia (bez krążka menniczego).

Automaty mennicze pracują bardzo szybko i mają zabezpieczenia przed biciem monety "na pusto", bez krążka. Jak każde zabezpieczenia i to czasem zawodzi. Stemple zderzają się z sobą i uszkadzają wzajemnie.
To, co na monecie jest wypukłe - na stemplu było wklęsłe. Dlatego właśnie na uszkodzonym rewersie tło awersu odciska się w głąb, i w związku z tym na monecie wybitej uszkodzonym stemplem, na rewersie jest wypukły odcisk tła awersu.
W tym przypadku "duch" przeciwległej strony monety jest zazwyczaj słabo widoczny, ale ma wyraźne ostre krawędzie.
Oczywiście, stemple uszkadzają się wzajemnie i na awersie pojawia się ślad części rysunku rewersu, a na rewersie ujawniają się fragmenty rysunku awersu. Część kolekcjonerów uważa, że opisany mechanizm nie może funkcjonować, a dowodem na to mają być monety, na których "duch" straszy tylko na jednej stronie. Kontrargumenty są następujące.
Po pierwsze, para stempli nie jest parą nierozerwalną. Stemple zużywają się nierównomiernie i często łączy się je z sobą w różnych kombinacjach. W skrajnym przypadku, podczas zderzenia jeden ze stempli może ulec tak silnemu uszkodzeniu, że konieczne jest zastąpienie go innym. W rezultacie tylko jedna strona monety jest bita stemplem z "duchem".
Po drugie, do powstania "ducha" konieczne jest, by naprzeciw linii rysunku znajdowała się wolna od rysunku płaszczyzna. Na pewnych monetach sytuacja taka nie występuje.

Druga kategoria, monety na których nastąpiło przeniesienie części rysunku środkowej partii jednego stempla na drugi za pośrednictwem krążków menniczych.

Zachodzi to, gdy para stempli jest bardzo długo eksploatowana i gdy mamy do czynienia z monetami o dużych średnicach, z mocno wypukłym  rysunkiem jednej strony, najczęściej z portretem panującego. Dobrym przykładem mogą być angielskie pensy.
W tym przypadku "duch" nie ma wyraźnych krawędzi, jest tylko zarysem (duchem właśnie) części rysunku przeciwległej strony monety.

Obydwie wymienione wyżej kategorie destruktów, to monety wybite uszkodzonymi stemplami. Albo część rysunku jednej strony odbiła się bezpośrednio na stronie drugiej, albo odcisnęła się na tej drugiej stronie poprzez kolejno bite monety.

Na cafe Allegro toczy się arcyciekawa dyskusja na temat monet z "duchami". Jej przedmiotem jest trojak Królestwa Polskiego z 1836 r. z wyraźnym zarysem części orła na rewersie. Biorąc głos w tej dyskusji zagłosowałem, że mamy do czynienia z monetą wybitą stemplem uszkodzonym na skutek bezpośredniego zderzenia.
Dwóch dyskutantów, Panowie "ukrywający się" pod nickami mareksiwuch i zdzwl, sugeruje, że w tym przypadku w grę wchodzi jeszcze jeden mechanizm "wywoływania duchów", który może ujawniać się podczas pracy prawidłowych, nieuszkodzonych stempli. Zjawisko to ma polegać na "zassaniu" materiału monety przez głęboki relief.  Nie bardzo sobie to wyobrażam, ale obaj panowie uważają takie zjawisko za możliwe prawdopodobne.
Ja nadal uważam, że trojak Pana Aleksandra wyszedł spod uszkodzonego stempla, podobnie jak moja dziesięciofenigówka,
na której również wyraźnie widać zarys orła z awersu.


Historia trzecia, czyli życie po życiu. 

Zgodnie z zapowiedziami webpark.pl  zakończył świadczenie usług.  Żywot strony http://monety.polskie.webpark.pl dobiegł końca, ale na szczęście istnieje życie po życiu i strona działa nadal, tyle, że pod adresem monety.vitnet.pl - zapraszam do odwiedzin.

Edit: 03-10-2012.Niestety, nasza osiedlowa płotka (sieć VITNET) została wchłonięta przez rekina. Początkowe zapewnienia o utrzymaniu hostowanych stron okazały się nieprawdziwe - strona monety.vitnet.pl odeszła do krainy wiecznych łowów, a wraz z nią liczne zdjęcia, które były podlinkowane do dyskusji na forach i do innych moich stron. W miarę możliwości postaram się to naprawić.

Dodatkowo część zawartości po drobnych przeróbkach kosmetyczno - aktualizacyjnych przeniosłem na bloga, na którym właśnie  gościcie.

czwartek, 2 czerwca 2011

Znów zaczyna być ciekawie.

Na początek króciutka relacja z Krakowa.
31 maja w Muzeum Narodowym odbyło się kolejne spotkanie w ramach projektu Europejskie Centrum Numizmatyki Polskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie. Pan Mateusz Woźniak wygłosił ciekawy wykład "Czy moneta jest dziełem sztuki?", ale wielu interesujących rzeczy słuchacze dowiedzieli się również ze wstępu do spotkania.
Obejrzeliśmy dwa krótkie filmy pokazujące prace renowacyjne i konstrukcyjne prowadzone w pałacyku Czapskich i wysłuchaliśmy informacji o planowanych formach działalności E.C.N.P., które powinno zacząć działać w roku 2013 w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego. Oprócz możliwości podziwiania znakomitej kolekcji monet, medali i banknotów polskich uzyskamy również dostęp do bogatej biblioteki i pomoc w prowadzeniu własnych badań numizmatycznych. Czekajmy cierpliwie.

Teraz kolej na nowości z warszawskiej mennicy.
Jak już wspominałem, w ubiegłym i bieżącym roku bardzo opornie idzie mi dodawanie do kolekcji nowych monet obiegowych. Podobne sygnały otrzymuję i od innych kolekcjonerów. Niewielka ilość nowych monet trafiających w nasze ręce oznacza niewielką ilość materiału porównawczego - podstawowego czynnika umożliwiającego znajdowanie odmian i wariantów stempli. Mimo to pojawiły się nowe odkrycia.
Na forum TPZN Kolega petrus10 pokazał dwa warianty rewersu 50-groszówki z datą 2010. Okazuje się, że był to pierwszy zwiastun zmian rewersów obiegówek. Porównanie 10- i 20-groszówek z roczników 2011 i 2010 pokazuje, że odświeżane są rewersy kolejnych nominałów.
Po lewej 10 groszy 2011, po prawej 2010.
Proszę zwrócić uwagę na kształt liter G oraz O, a także na odległość zewnętrznej krawędzi wieńca od obrzeża.

Po lewej 20 groszy 2011, po prawej 2010.
I znów uwagę zwracają różnice kształtu liter G oraz O.

Na cafe Allegro również pojawiła się ciekawa informacja.  _DMP_ pokazał, że istnieją dwa warianty rewersu pięciozłotówek 2010 różniące się odległością napisu ZŁOTYCH od obrzeża.

To, co do tej pory zaobserwowali kolekcjonerzy oznacza, że mamy właśnie bardzo interesujący okres przejściowy. Wiemy, że rozpoczął się on już w roku ubiegłym (50 groszy i 5 złotych), ale nie wiemy, czy oprócz tych nominałów, zmiany nie zostały wprowadzone i na innych monetach.
Widzimy też, że zmieniono rewersy monet z rocznika 2011, ale nie mamy pewności, czy z tą datą nie zostały wybite monety ze starymi rewersami.
Jest więc czego szukać.

P.S.
Czy to nie dziwne, że po 200 niemal latach znów powraca kwestia kształtu litery G w GROSZY?

sobota, 28 maja 2011

Komputerowa obróbka zdjęć monet.

Zdjęcia zrobione (pisałem o tym tu i tu). Teraz pora na ich wykorzystanie.

Przyłączamy aparat do komputera i kopiujemy (albo przenosimy) pliki na dysk komputera. Otwieramy pierwszy z nich i widzimy...
Zdjęcie takie sobie, ale w tym odcinku chodzi o pokazanie, w jaki sposób można wykorzystać nawet nienajlepsze zdjęcia dla osiągnięcia możliwie najlepszego efektu.

Jak widać na zrzucie ekranu, posługuję się GIMPem. Jest bezpłatny, działa pod Windowsem i Linuksem, ma mnóstwo funkcji, filtrów.
Photoshop pewnie ma większe możliwości, ale kogo stać na kupno tego programu, ot tak do domu.

Można korzystać do obróbki zdjęć z dowolnego innego programu graficznego, pod jednym tylko warunkiem - musi on mieć możliwość zaznaczania (wyboru) obszarów eliptycznych albo obszarów o dowolnym kształcie, które są pokryte jednym kolorem. Tylko tak można pozbyć się niepotrzebnego tła.

Do szybkich, prostych operacji na plikach graficznych od zawsze używałem windowsowego programu Irfan Viewer. Teraz też korzystam z niego (np. do łączenia dwóch zdjęć w jedno - awers i rewers obok siebie), bo bezproblemowo działa pod Linuksem przy użyciu Wine.

Wróćmy do GIMPa. Na początek przyjrzyjmy się lepiej zdjęciu. Powiększamy podgląd...
Z kolorami nie jest najlepiej, ale mamy przecież możliwość automatycznej  korekcji balansu bieli
Teraz lepiej. Kolejnym krokiem jest usunięcie niepotrzebnego tła. Zaznaczamy część zdjęcia zawierającą wyłącznie obraz monety
Zwykle robię to ręcznie, korzystając z funkcji zaznaczenia obszaru eliptycznego, ale tym razem skorzystałem z "magicznej różdżki" wybierającej obszar o zbliżonym odcieniu (niebieski). Wartość parametru liczbowego  "próg" ustawiłem na podstawie wcześniejszych prób. W ten sposób jednym kliknięciem zaznaczyłem tło, które chcę usunąć. Naciskam klawisz "Delete" i otrzymuję ...
Następnym etapem jest obrócenie zdjęcia tak, aby ustawić pionowo oś symetrii orła. Korzystając z narzędzia "miarka" prowadzę pomocniczą linię łączącą środkowy czubek korony z końcem najdłuższego pióra w ogonie.
Na pasku stanu w dolnej części okna zdjęcia odczytuję, że narysowana linia pomocnicza nachylona jest do poziomu pod kątem 77,24 stopnia. Do pionu brakuje 12,76 stopnia. O tyle obracam w lewo obraz i otrzymuję...
W poprzednim odcinku pisałem, że moneta powinna zajmować jak największą część zdjęcia. Niepotrzebnego pustego obszaru pozbywam się korzystając z funkcji automatycznego przycięcia. W rezultacie otrzymuję coś takiego:
Na belce tytułowej okna mam informację o wielkości pliku (1172 x 1173 pikseli). Plik można oczywiście przeskalować, np. do rozmiarów 800 x 800 pikseli. Od niedawna w serwisie Picasa (Google oczywiście) można przechowywać nieograniczoną ilość plików o takich rozmiarach.

Proszę wrócić teraz na początek tego wpisu i porównać zdjęcie wyjściowe z końcowym. Prawda, że warto poświęcić trochę czasu na obróbkę zdjęć? 
Obróbka jednego zdjęcia zajmuje mi niecałą minutę. Przypuszczam, że proces ten można częściowo zautomatyzować, pozostawiając do ręcznego wykonania tylko obrót zdjęcia.

Printfriendly